Miesięczne archiwum: Lipiec 2017

Morderczy szał

Frenzy/ Szał (1972)

frenzy

W Londynie grasuje seryjny morderca kobiet zwany ‘krawaciarzem’. Krawaciarz ma sadystyczne zapędy, gwałci i dusi swoje ofiar własnymi krawatami. Ofiar stale przybywa, a wkrótce jedną z nich stanie się Brenda, była żona Richarda Blaney’a. Z racji pojawienia się naocznego świadka podejrzenie pada na Richarda.

O “Szale” często mówi się, że to ostatni dobry film Hitchcocka. Nie oglądałam dwóch następnych, które jeszcze zdążył zrealizować przed śmiercią, więc ciężko tu potwierdzić to stwierdzenie. Faktem jednak jest, że jest to jeden z bardziej docenianych obrazów mistrza suspensu.

Alfred nakręcił go ‘na starych śmieciach’, czyli w rodzinnej Anglii. Jak zwykle dobrze przemyślał wybór historii opartej na literackim pierwowzorze i wybór scenarzysty, który bezkompromisowo spełnił jego wolę mieszając nieco w fabule, tak że odstawała od oryginału.

Wrócił do Anglii i wrócił też do tematu, dzięki, któremu odniósł największy sukces – do motywu seryjnego zabójcy szczęśliwie porzucając kino szpiegowskie.

Mimo iż jest to bardzo późny film Hitchcocka i pozbawiony jest wielu charakterystycznych dla twórcy elementów- gdzie ślicznotki na miarę Grace Kelly? – to nadal jest to nieodzowne dziecię swego ojca. Hitchcocka można rozpoznać w ciętych ripostach, dowcipnych i inteligentnych dialogach i przede wszystkim w suspensie.

frenzy

Intryga kryminalna zbudowana jest bardzo dobrze mimo, że niektórzy mogą urągać na to, że Hitch tak szybko zdradza nam tożsamość mordercy- nie martwcie się, facet wie co robi. Mimo że prędko dowiemy się kto zabija, nie znaczy, że nie będzie tu elementu zaskoczenia- będzie jedynie prędko zostanie wprowadzony.

Mamy tu w zasadzie dwóch męskich bohaterów – głównych bohaterów – kobiety tradycyjnie po Hitchcockowsku robią za dodatek do wystroju – którzy mają wzbudzić w widzu niepokój. Pierwszym jest agresywny pijaczek frustrat, wściekły na cały świat zazdrosny o cudze sukcesy, drugim jest jego przyjaciel z sukcesami, ale nie w interesującej go branży – miłości – nadal poszukuje kobiety, która spełni jego specyficzne oczekiwania. To któryś z nich jest zabójcą działającym w morderczym szale.

To co Was pewnie zainteresuje, sceny morderstw. Hitchcock podszedł do sprawy odważnie, bo mamy i gwałty i duszenia. Nie cień noża, nie krew na ścianie. Jak na dzisiejsze standardy mogą się one wydać bardzo asekuranckie, ale przypomnijcie sobie jak to było kiedyś, jak było we wcześniejszych filmach Alfreda.Ofiary wyglądają delikatnie mówiąc nieestetycznie co też musiało budzić spory bulwers.

frenzy

Obok ciemnej strony mamy popis Hitchcockowskich żarcików. Nawet potencjalnym antybohaterom udaje się rozbawić widza, a takie postaci jak duet detektyw i jego żona to istni kabareciarze. Twórcy zapewniają nam więc rozrywki różnego rodzaju. W mojej ocenie jest to zdecydowanie jeden z najlepszych filmów Hitchcocka.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:8

71/100

W skali brutalności:2/10

Długa noc w Berlinie

Berlin Syndrome/ Syndrom Berliński (2017)

berlin syndrome

Młoda turystka z Australii poznaje sympatycznego Niemca w czasie pobytu w Berlinie. Wyraźnie wpadają sobie w oko i bez zbędnych ceregieli przechodzą na drugi etap znajomości.

Kiedy Clare budzi się następnego dnia w jego mieszkaniu ze zdziwieniem stwierdza, że drzwi są zamknięte. Bierze to za roztargnienie Andi’ego, który miał zapomnieć zostawić jej klucze. Dziewczyna spędza u niego kolejną uroczą noc, a rano sytuacja z zamkniętymi drzwiami powtarza się. Wygląda na to, że zakochany mężczyzna nie zamierza wypuścić dziewczyny.

berlin syndrome

‘Berlin Syndrome” to australijski thriller, który, jak wskazuje tytuł, nawiązuje go Syndromu Sztokholmskiego. Kto nie wie co to jest już spieszę z wyjaśnieniem.

Termin ten został stworzony przez psychologa-kryminologa, który pracował przy przesłuchaniu ofiar napadu, który miał miejsce w Sztokholmie w latach ’70. Przestępcy przez parę dni przetrzymywali przypadkowe osoby jako zakładników. Po uwolnieniu ofiary odmówiły zeznawania przeciwko oprawcom. Badający sprawę psycholog, uznał, że w takich sytuacjach, może dojść do zaistnienia pokrętnej relacji między napastnikiem a ofiarą, która zaczyna zaczyna przywiązywać się do porywacza, z którym spędza bardzo dużo czasu w izolacji.

Na całym świecie odnotowuje się setki takich przypadków. Niektóre są bardzo znane, szczególnie te które dotyczą ofiar przestępców seksualnych. Pamiętacie Taśmy z Poughkeepsie? Tam widzimy syndrom sztokholmski w wersji hardcore.

“Berlin Syndorme’ nie ukazuje sprawy tak brutalnie co nie znaczy, że kontekst wydarzeń nie jest na tyle sugestywny by widz mógł się wczuć w sytuację ofiary.

Ofiarą jest młoda i jak widać naiwna Clare. Szuka wiatru w polu i nawiązuje przypadkowe znajomości. Pech w tym, że trafia na Andiego.

Widzimy jak dziewczynie z trudem przychodzi ogarnięcie sytuacji. Widzimy jej dramatyczny rozwój, w którym leży, zasikana i przywiązana do łóżka. Widzimy jak znajduje pęk włosów w odpływie wanny- najpewniej należący do poprzedniczki.

Są też chwile, w których Andi traktuje Clare całkiem dobrze. Daje jej psa, dostarcza lektury do czytania. Widzimy gdy dziewczyna tuli się do niego z bezradności.

Myślę, że pod względem psychologicznym jest to całkiem zgrabny obraz syndromu sztokholmskiego. Tu spory plus za kreacje aktorskie, które na pewne przysłużyły się temu efektowi, w równej mierze co scenariusz. Przypadło mi też do gustu psychologiczne uzasadnienie postawy Andiego.

berlin syndrome 

Jeśli miałabym wskazać jakieś wady, czy potknięcia, to cóż… można podważyć zdolności racjonalnego myślenia naszej bohaterki, jej zaradność. Na pewno u każdego z widzów zrodziło się tysiąc pięćset pomysłu na to jak załatwić psychola i dać nogę, ale cóż plan był inny.

Druga rzecz, akcji można zarzucić zbyt dużą ospałość, ale moim zdaniem takie tempo wynikało z założeń fabularnych: dobremu zobrazowaniu postępującego załamania u bohaterki.

Generalnie jest dobrze, ale do wyrwania z kapci trochę zabrakło

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:2/10

… ponieśli i wilka

Skłam ze mną – Sabine Durrant

skłam ze mną

Paul Morris czterdziestoletni Piotruś Pan przypadkowo wpada na starego znajomego z colegu, Andrew. Okazuje się, że dawny znajomy wiedzie poukładane życie, ale znajdzie się w nim miejsce na małe spotkanie z Paulem.

Andrew zaprasza go na kolację ze znajomymi gdzie Paul zawiera obiecującą znajomość z samotną prawniczką Alice. By zrobić wrażenie na kobiecie i ugrać co nieco dla siebie Paul posuwa się do serii niewinnych kłamstewek. Jakie będą ich konsekwencje dowie się w czasie wspólnych wczasów w Grecji.

Sabine Durrant autorka “Skłam ze mną” ma już pewny pisarki dorobek, ale jeśli się nie mylę to właśnie “Skłam ze mną” jest jej pierwszą i jak dotąd jedyną książką wydaną w języku polskim.

Jej nazwisko na okładce nic mi więc nie powiedziało, a pierwszoosobowa narracja z punktu widzenia mężczyzny sprawiła, że całkowicie zapomniałam, że mam do czynienia z dziełem kobiety. To, że tak skutecznie przedstawiła męską perspektywę jest pierwszym i niewątpliwym plusem powieści.

Mogę rzec, że stworzona przez nią postać Paula mocno zaszła mi za skórę. Facet nie robi najlepszego wrażenia już od pierwszego rozdziału, gdzie zaprezentował się jako pyszałkowaty ignorant i narcyz. Gdzieś tam nawet szydził z twórczości Nabokova nazywając ją ‘pretensjonalnymi bzdurami’. Wtedy pomyślałam: no kolego, raczej się nie polubimy.

Im bardziej poznawałam Paula i jego skrzywione spojrzenie na świat i relacje międzyludzkie tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że nie będę gnojkowi współczuć, cokolwiek go spotka w dalszej części powieści. Mimo wszytko finalnie mu współczułam. Miękkie serce.

Jak wspomniała Paula poznajemy jako czterdziestoletniego samotnego i bezdomnego mężczyznę. Kiedyś mały sukces na polu literackim, przewrócił mu w głowie i od tamtej pory buja w obłokach. Pomieszkuje kątem u znajomych, których z powodu swojego charakteru szybko traci, nie ma stałej pracy, ani chęci do niej. Poznanie Alice, Alice o złotym sercu, to dla niego szansa na wikt i opierunek, ale też na wypracowanie sobie pozycji kogoś kto jest podziwiany. Paul postanawia, że zrobi wszytko by uwieść kobitę i wkraść się w łaski jej bogatego towarzystwa.

W tym celu posuwa się do kilku mały kłamstewek, które z kolei pociągają za sobą następne. Tak się kręci karuzela, z której Paul w końcu wypadnie.

Na wspólnych wakacjach w Grecji spędzonych między innymi z Alice i Andrew do Paula zaczyna wracać przeszłość. Już tu kiedyś był, była też Alice i coś się wtedy stało. Młodziutka dziewczyna, jeszcze dziecko zaginęło bez wieści. Teraz po dziesięciu latach sprawa się wyjaśni.

“Skłam ze mną” to świetna historia. Bardzo starannie uknuta intryga skutecznie myli czytelnika i doprowadza pod mur – wraz z ofiarą.

Styl bez zarzutów. Jak zwykle gdy mamy do czynienia z pisarzem -dziennikarzem widać tu dużą wprawę. Żadnych zbędnych dłużyzn.

Ze stuprocentową pewnością mogę stwierdzić, że ciężko będzie znaleźć fana thrillerów, któremu ta książka nie przypadnie do gustu.

Moja ocena:8+/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk-ska

zysk

Bo kto przysięgę naruszy

Droga w świetle księżyca (1972)

droga w swietle ksiezyca

“Bo kto przysięgę naruszy,  ach biada jemu za życia biada i biada jego złej duszy”

Młody szlachcic Julian Starzeński wraca do rodzinnego dworu z zagranicznych nauk. Tam czeka na niego ojciec, który pragnie by syn zajął się gospodarstwem oraz młoda macocha , której do tej pory Julian nie miał okazji poznać.

We dworze panuje ciężka atmosfera – Podobnie jak i w cały kraju po klęsce powstania listopadowego.

Ukochana Henryka, Katarzyna pragnie jak najszybciej opuścić to miejsce, a i jego syn tuż po przybyciu zaczyna doświadczać dziwnych wizji. Widzi w nich swą zmarło matkę, która upomina się o złożoną przez laty przysięgę.

droga w swietle ksiezyca

“Droga w świetle księżyca” to kino polskie okresu jego świetności- przynajmniej w mojej ocenie. Już dawno miałam go obejrzeć, ale ciągły napływ nowości, na których recenzję najbardziej czekacie odciągał mnie od filmów, które lubię najbardziej. – Że jestem dziwakiem lubiącym polskie horrory to już wiecie.

Scenariusz “Drogi…” podobnie jak w wielu przypadkach filmów z tamtego okresu powstał w oparciu o klasyczną literaturę grozy. Autor opowieści, Amrose Bierce, nie jest tak znany jak Poe czy nawet Lewis, ale Witold Orzechowski twórca filmu upodobał sobie jego twórczość.

W czasie z jednym z późniejszych wywiadów z reżyserem wyjaśnia on dlaczego w czasach PRL polscy filmowcy tak często sięgali po literaturę dawną jako źródło inspiracji. Nie chodziło tu tyle o jej wspaniałość ile o zmylenie cenzury. Czujni cenzorzy widząc obraz, którego akcja rozgrywa się w ubiegłym wieku w odmiennym politycznie czasie nie warczeli tak bardzo.Widzowie cieszyli się na wspomnienie o narodowowyzwoleńczych zrywach i w pakiecie dostawali sporą dawkę romantycznego ducha. A że literatura okresu np. romantyzmu, po którą często sięgano miała w sobie duży pierwiastek niesamowitości, sprawiło to, że Polacy zaczęli kręcić horrory.

Znakiem rozpoznawczym większości starych, polskich filmów grozy jest duża doza melodramatyzmu. Najczęściej pojawia się tu jakaś bladolica demoniczna kobieta i jej roznamiętniony umiazgacz, co tez jest cechą literatury romantycznej. Tak więc Polacy kręcili romantyczne horrory.

“Droga w świetle księżyca” jest jednym z nich. Nie znam fabuły oryginału, ale z tego co wiem to jego autor najczęściej obierał jako miejsce akcji Amerykę Północną i tam rozwodził się nad życiem jej osadników. Witold Orzechowski musiał więc spolszczyć historię i osadził ją w naszej pięknej ojczyźnie w czasach panowania carskiej Rosji.

Film otwiera scena rodem z wiejskich legend. Młody panicz i jego woźnica jadą drogą w świetle wschodzącego księżyca. Nagle woźnica dostrzega na niebie klucz ptaków, frunących w dziwnej konfiguracji. Odczytuje to jako zły omen i nie chce dalej jechać. Panicz nie baczący na zabobony przejmuje lejce i w końcu docierają do ojcowskiego dworu.

droga w swietle ksiezyca

Tam osacza ich dziwna atmosfera,a wkrótce zaczynają się dziać rzeczy niesamowite. Julian zaczyna widywać swoją matkę, która zmarła gdy był chłopcem. W ten sposób przypomina sobie o przysiędze jaką jego ojciec Henryk złożył umierającej: nigdy ponownie się nie ożeni. A Henryk już złamał przysięgę biorąc za żoną młodą guwernantkę/nauczycielkę muzyki.

Piękna Kasia- mnie osobiście jej uroda nie powaliła- wpada w oko młodemu i zaczynają się problemy. Jak duże możecie się spodziewać, znając naturę romantycznych tragedii.

droga w swietle ksiezyca

Klimat filmu przypadł mi do gustu już od pierwszych ujęć na drodze, dalej jest tylko lepiej, bo i mary senne i makabryczne widzenia, ruiny zamczyska, opuszczone cmentarze i lasy zimowe. Wszystko co lubię.

Dla fanów bardziej wyrazistego horroru mamy tu dwa świetnie nakręcone morderstwa. Urągać mogę jedynie na odtwórczynie głównej roli kobiecej- francuskiej aktorki – która ani nie wydała mi się zniewalająco piękna, ani nie powala warsztatem. Rządzi za to brać męska, Mieczysław Voit, czy młody Jerzy Zelnik.

Zdjęcia super, muzyka jeszcze lepsza. Andrzej Korzyński twórca muzyki do chociażby “Panny nikt” przemycił tu nuty z pogranicza szaleństa, pogańskich obrządków i zadbał tym samym o uwydatnienie niepokoi. Ja lubię, kto nie lubi jego strata 😉

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:5

Zabawa;7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:6

Oryginalność:7

To coś:8

65/100

W skali brutalności:1/10

Morderca, pisarz, morderca

Jack (2015)

jack

Jack Unterweger w 1976 zostaje skazany na dożywocie za gwałt i morderstwo osiemnastolatki. Odsiadując wyrok zaczyna pisać sztuki teatralne, opowiadania i wreszcie  autobiograficzną powieść “Czyściec”, która z jakiś powodów zachwyca elity intelektualne Austrii.

Jack skutecznie ubiega się o zwolnienie warunkowe. Wychodzi na wolność jako dojrzały mężczyzna, przykład sukcesu procesu resocjalizacji. Jest rozchwytywanym celebrytą, któremu nie brakuje powodzenia u kobiet. Wkrótce po jego zwolnieniu, w Wiedniu rozpoczyna się fala morderstw na prostytutkach.

Kojarzycie takiego typa jak “Dusiciel z Wiednia”? Oto przed Wami Jack Unterweger, cud resocjalizacji, albo raczej mistrz manipulacji. Człowiek, który wydymał austriacki wymiar sprawiedliwości. Nabrał wszystkich. O jego zwolnienie z więzienia apelowała sama noblistka Elfriede Jelinek autorka “Pianistki” – ktoś kto czytał powieść, powie: wiadomo, że baba ma niepokolei, ale fakt faktem, że talent prozatorski mordercy zamydlił wszystkim oczy.

Po raz pierwszy z historią Unterwegera spotkałam się przy okazji lektury książki “Pisarz, który nienawidził” kobiet. Służyła mi za lekturę na wykładach z psychometrii, z której i tak nic nie kumałam. Wówczas nie zdawałam sobie sprawy z tego, że oto mam do czynienia z historią opartą na autentycznych wydarzeniach. No, bo jak to tak? Później usłyszałam o kanibalu z Japonii, który po dokonaniu makabrycznego czynu w Europie żyje sobie w ojczyźnie w blasku glorii – nic mnie już nie powinno dziwić.

jack

Muszę przyznać, że sama historia Unterwegera jest bardziej porywająca niż nakręcony przez Elisabeth Scharnang obraz w oparciu o nią. Film jest bodaj produkcją dla TV i byłabym rada gdybym mogła obejrzeć coś zgrabniejszego na ten temat.

Seansu z “Jack’em” absolutnie nie odradzam, bo jakby nie patrzeć jest to szansa na poznanie niezwykle interesującej historii, ale wykonanie mogłoby być lepsze.

Z plusów odnotować muszę kreację aktorską głównego bohatera, który wypada bardzo przekonująco. Z minusów zdecydowanie nierówny tok narracji, która wprowadza więcej zamieszania niż to konieczne.

Akcja filmu rozpoczyna się z chwilą opuszczenia przez morderce murów więzienia. Poznajemy go jako gościa talk show, błyskotliwego, owianego tajemnicą intelektualistę i artystę.

Jack zaczyna pracę jako dziennikarz. Związuje się z kobietą, która jego mordercze zapędy odczytuje jako akty miłości. Stwierdza, że Jack potrafi kochać jak nikt inny.

jack

Są lata 90 i austriacka policja nie ma szczególnej wprawy w tropieniu seryjnych zabójców, a właśnie takowy zagnieżdża się na ich terenie. Zaczynają ginąć prostytutki. Oczywiście nieprędko padnie podejrzenie na Jacka. Nie pamiętam już jak konkretnie tę kwestie przedstawiono w filmie, ale prawdziwy Jack w swojej dziennikarskiej karierze poruszał temat seryjnych morderców – można rzec dzielił się informacjami z pierwszej ręki. W końcu rozwija skrzydełka na tyle, że Austria to dla niego za mało. Tak zostaje mordercą międzynarodowym.

Film skupia się na tym by jak najlepiej sportretować mordercę. Idzie to jak idzie, ale nie można mu odmówić tego, że poznamy tu sporo faktów z życia Jacka w tym jego własną interpretację swojego zachowania. Tu zaskoczenia nie będzie, przypadek bardzo typowy.

Jest więc tak jak wspomniałam, film średni, ale sama historia świetna i jak zwykle gdy pisze ją życie – dziwniejsza od fikcji.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:8

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:5

58/100

W skali brutalności:2/10