Miesięczne archiwum: Listopad 2017

Łowcy zabójczych umysłów

Mindhunter – Sezon 1 (2017)

mindhunter

Jest lato 1977 roku. Jeden z najbardziej znanych seryjnych morderców, zwany Synem Sama z powodu niezwykłej zażyłości z psem o tym imieniu, zostaje schwytany. Tymczasem dwóch agentów FBI z wydziału behawiorystyki rozpoczyna swój autorski projekt. Młody Holden Ford i doświadczony Bill Tench zamierzają wykorzystać żyjących na garnuszku państwa przestępców by dzięki rozmowom z nimi poznać naturę zbrodni. Na cel obierają ‘cyklicznych morderców’, którzy z resztą w trakcie trwania projektu zyskują nowe miano: seryjnych. Tak rozpoczyna się nowy rozdział w historii kryminalistyki.

Krótko mówiąc jestem obłędnie zakochana w tym serialu. Kiedy tylko zobaczyłam, że David Fincher robi serial kryminalny dla Netflixa wiedziałam, że muszę go zobaczyć. Ciężko o innego współczesnego reżysera, który w taki sposób rozprawia się z przestępcami najgorszego kalibru. Jego filmy są przesiąknięte autentycznym mrokiem pozyskanym wprost z najciemniejszych dusz. Scenariusz powstał w oparciu o książkę “Tajemnice elitarnej jednostki FBI” Marka Olshakera i Johna E. Douglasa.

mindhunter

“Minthunter” porusza temat, który budzi kontrowersję do dnia dzisiejszego. Co robić z seryjnymi zabójcami? Eliminować, czy badać? Wielu amerykańskich morderców spędza lata w celi śmierci czekają c na wykonanie wyroku. W stanach gdzie nie obowiązuje kara śmierci tacy przestępcy odsiadują wielokrotne dożywocia. Są chronieni, przed społeczeństwem, które pewnikiem rozszarpałoby ich dwa kroki za murami więzienia i tymi, którzy chcieli by ich widzieć w rolach celebrytów. Wiecie, że taki Manson w pierdlu zajmował się produkcją muzyczną i pojął za żonę młodą kobietę? Ktoś powie: to ma być kara? Nie o to jednak chodzi. ta cała banda pojebańców mogłaby doskonale posłużyć społeczeństwu. Wiecie, że Ted Bundy pomógł w złapaniu mordercy z nad Green River? Był bystrzakiem i znał specyfikę problemu od kuchni, jego wynurzenia bardzo pomogły w zawężeniu kręgu poszukiwań.

Na serio tworzeniem profili psychologicznych zajęto się w 1969 roku, właśnie w szeregach FBI. Wtedy też powstało określenie ‘morderca cykliczny’ i podział na ‘morderce zorganizowanego’ i ‘niezorganizowanego’. Jednak psychologia i psychiatra interesowała się sprawą dużo wcześniej. Swojego profilu doczekał się Kuba Rozpruwacz, a stworzył go chirurg na podstawie obrażeń jakie morderca zadawał ofiarom. Opracowano też profil Hitlera, gdzie przewidziano jego samobójcze zapędy. Nie mniej jednak badanie więźniów skazanych za wielokrotne morderstwa do dziś w wielu kręgach budzi sprzeciw.Dlaczego? tego możecie się dowiedzieć między innymi z serialu “Mindhunter”.

mindhunter

mindhunter

Młody agent Holden Ford jeździ po Stanach z wykładami dla policjantów i detektywów, które mają im pomóc w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych. Jego wiedza w dużej mierze opiera się na raczkującym wówczas profilowaniu. Aby ją zwiększyć agent zaczyna szukać u źródeł. Tak trafia do pierwszego osadzonego Ed’a Campera i to po rozmowie z nim nabiera apetytu na więcej. Wkrótce wraz z partnerem i z pomocą bystrej Pani naukowiec rozkręca projekt badawczy.

To co jest bezwzględnie najmocniejszym punktem programu to właśnie spotkania z mordercami. Otrzymujemy tu informacje  z pierwszej ręki. Słyszymy o dewiacjach, motywach, konsekwencjach. Wszytko żywe, ekspresyjne, takie realne. Zamiast oglądać makabrę słuchamy o niej i uruchamiamy wyobraźnie. Można powiedzieć że uzyskujemy wgląd w psychikę morderców, ale nie tylko ich. Możemy poznać też tych, którzy z nimi przebywają i w końcu przesiąkają tym czym te typy epatują. Dla mnie to idealna strategia zainteresowania widza.

Niestety wszytko, co dobre szybko się kończy i liczący zaledwie dziesięć odcinków sezon pierwszy dobiegł końca. Ile będziemy czekać na następny nie wiem, ale wiem że będzie warto.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:10

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:10

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:8

To coś:9

82/100

W skali brutalności:2/10

Martwe motyle

 The Collector/ Kolekcjoner (1965)

kolekcjoner

Fryderyk Clegg cichy urzędnik bankowy wygrywa okrągłą sumkę, która umożliwia mu spełnienie największych marzeń. Powiększa więc swoją kolekcję egzotycznych motyli i kupuje zabytkowy dom na wsi. Teraz potrzeba mu tylko żony. Skąd wziąć żonę, gdy jest się nieśmiałym dziwakiem i odludkiem?

W oko wpada mu rudowłosa piękność imieniem Miranda, która studiuje malarstwo. Postanawia sprawić by go pokochała. Tu z pomocą przychodzi mi znany afrodyzjak – chloroform, którym załatwia swoją wybrankę i zabiera do domu. Tu w piwnicznej komnacie rozpoczyna zaloty.

kolekcjoner

Jak to się stało, że umknął mi ten obraz? Do prawdy nie wiem. Jeśli umknął i Wam możemy się teraz razem bić w pierś, bo mamy tutaj klasyk, którego nie powstydziłby się Hitchcock. Nakręcił go jednak twórca “Wichrowych wzgórz”, może stad taka ‘romantyczna aura’, nie mniej jednak nie można mu odmówić doskonałego poprowadzenia wątku rodem z psychologicznego thrillera.

Jest to jeden z pierwszych filmów poruszających tematykę seryjnych morderców kobiet. Pamiętajmy, że mamy lata ’60, więc jesteśmy daleko przed erą slasherów, jeszcze dalej nam do ery Milczenia owiec”, czy “Siedem”.

Nasz antybohater jest więc ‘inny’ inny pod każdym względem od współczesnych zabójców i tych filmowych i tych znanych z kronik kryminalnych. Fryderyk jest bowiem gentlemanem. Nie poryw swojej ofiary po to by znęcać się nad nią i zaspokajać sadystyczne zapędy. On takowych nie posiada. Dla niego seksualność jest sprawą drugorzędną, liczy się związek dusz, który pragnie nawiązać z Mirandą.

kolekcjoner

Przekonany o swoich niedostatkach wybiera kontrowersyjną drogę znajomości. Porywa kobietę i zmusza ją do swojego towarzystwa. Zaleca się do niej, podczas gdy ona marzy tylko o tym by zwiać. Zawiera z nią dziwny układ. Obiecuje, że wypuści ją po czterech tygodniach jeśli ta poświęci ów czas na bliższe poznanie go. Miranda zgadza się, nawet stara się być miłą dla Fryderyka, ale wykorzystuje każda okazje by dać nogę jak najdalej od wielbiciela, co ten znosi z coraz mniejszą cierpliwością.

Wydaje się, że ta relacja zmierza albo do narodzin syndromu sztokholmskiego u ofiary, albo do ślepej furii u oprawcy, który w końcu rozżalony zabije swoją wybrankę. Jak to się mówi, raz na wozie raz pod wozem.

Obserwując rozgrywającą się między tą dwójką sytuację nie wiedziałam jakiego finału oczekuje. Samotny chłopiec mimo swojego szaleństwa nie budził oczywistej niechęci jaką zwykli budzić sprawcy porwań i szaleńcy w ogóle. Wiedziałam że jest niebezpieczny, ale gdzieś z tyłu głowy kołatała mi się myśl: A może go pokocha?

kolekcjoner

Doskonałe aktorstwo obydwu stron sprawiło, że ich relacja była bardzo żywa, a każda wypowiadana kwestia przekonująca. Dwoje i piwnica tworzą bardzo intymną atmosferę, przestrzeń dla bardzo intensywnych emocji, których odbiorcom będzie każdy szczęśliwy widz, który obejrzy film.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:9

70/100

W skali brutalności:1/10

Śmierć na urodziny

Happy Death Day/ Śmierć nadejdzie dziś (2017)

happy death day

Studentka Tree Gelbman budzi się w dniu swoich urodzin w obcym pokoju akademika w towarzystwie średnio dla niej atrakcyjnego Cartera. Po tym jak chłopak uspokaja ją, że nie pohańbiła swojej reputacji członkini bractwa seksem z wyrzutkiem dziewczyna rozpoczyna ostatni dzień swojego życia.

Jeszcze tego samego wieczoru zginie zamordowana przez zamaskowanego sprawca, po czym… obudzi się, by przeżyć od nowa ostatni dzień swojego życia. Sytuacja powtarza się raz za razem, aż w dziewczynie obudzi się determinacja by tym razem wyrwać się z pętli czasu unikając śmierci, ale jak to zrobić skoro nie wie kto ją zabił?

Najnowszy horror Christophera Landona (“Niepokój”, “Krew jak czekolada”) to przykład całkiem sympatycznego teen slashera okraszonego dawką czarnego humoru. Jeden z tych filmów, którzy powinien podobać się większości publiczności i jak wnoszę po opiniach tak właśnie jest.

Twórcy nie mieli najwyraźniej ambicji by zrobić ultra poważny i mega straszny obraz, bo “Śmierć nadejdzie dziś”, nie spełnia ani jednego ani drugiego postulatu. Podejście do tematu jest dość lekkie, ale nie ociera się o debilną naiwność, co mnie cieszy.

happy death day

happy death day

Fabuła to historia młodej, ładnej i wrednej dziewczyny, która przeżywa swój “Dzień świstaka”. Ta pechowo się składa, że jet to dzień jej śmierci, więc cokolwiek by nie zrobiła raz za razem jet szlachtowana przez człowieka w masce bobasa. Zagranie, moim zdaniem bardzo atrakcyjne fabularnie. Myślę, że po slasherach nikt nie spodziewa się niespodzianek, więc jest to na pewno element, który wyróżnia tę produkcję.

Cała reszta to już chwyty bardziej typowe, jak charakterystyka bohaterów, sceny śmierci, etc. Nie mniej jednak nawet to co typowe, przypadło mi do gustu. Szczególną sympatie zaskarbiła sobie u mnie odtwórczyni głównej roli, niebywale pyskata i puszczalska jak na final girl i jednocześnie typowa jako obiekt czyjejś zabójczej nienawiści.

Generalnie kino bardzo rozrywkowe i przyjemne.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:2/10

Doktor Strach

The Island of Dr. Moreau/ Wyspa Doktora Moreau (1996)

doktor moreau

Edward Douglas ocalał z tonącego statku. Jego tratwa zostaje zauważona i rozbitek trafia na pokład statku zmierzającego na wyspę należącą do doktora Moreau. Moreau nie jest jednak zwykłym lekarzem, lecz pasjonatem ryzykownych i nieetycznych eksperymentów medycznych, o czym ku swemu przerażeniu przekona się Edward.

doktor moreau

Obiektywna ocena trzeciej i chyba najbardziej znanej ekranizacji powieści Wellsa “Wyspa Doktora Moreau”, w moim wykonaniu będzie raczej trudna. Jak pisałam przy okazji recenzji powieści “Wyspa doktora Moreau” to trauma mojego dzieciństwa. Widziałam ją gdy byłam dzieckiem w kinie i już napisy początkowe rzucone na tle migotliwych obrazów przedstawiających szczegóły chirurgiczne przyprawiły mnie o szok, który pamiętam do dziś. O tym jak takie szczenię trafiło na projekcję dla dorosłych pisałam już przy okazji wpisu o książce.

Z horrorami z dzieciństwa już tak jest. Mimo, że oglądane po latach nie mają szans zrobić wrażenia, dawne style kręcenia przestają być przekonujące, a rozwinięty intelekt pozwala już skutecznie racjonalizować przedstawione wydarzenia to i tak gdzieś z tyłu głowy tkwi pamięciowy ślad. Ślad przerażenia i szoku.

Od tamtego feralnego dnia, gdy obejrzałam sobie w małym kinie mało przyjemny film, omijałam go szerokim łukiem. Leciał w TV nie jednokrotnie. W sieci też można znaleźć go bez problemu. Dopiero teraz gdy skonfrontowałam się z literackim pierwowzorem i przeżyłam to jakoś, postanowiłam podjąć wyzwanie mojego filmowego nemezis.

Oczywiście zgodnie z moimi oczekiwaniami okazało się, że nie taki diabeł straszny jak się ubiera, a nawet powiem więcej, że zrodziła się we mnie wątpliwość, czy w przypadku trzeciej ekranizacji “Wyspy…” mamy w ogóle do czynienia z kinem grozy? Moje nowe spojrzenie na tą produkcje podpowiada mi raczej kino akcji, pełne właściwej jemu gwałtowności.

doktor moreau

Elementy, które tak mnie przeraziły w dzieciństwie teraz były tylko dobrze zrobioną charakteryzacją i efektami. Zaś stosunkowo świeże wrażenie po literackim pierwowzorze kazały mi zwrócić uwagę na fabularną marność tej produkcji.

Książka mimo swej przynależności do gatunku literackiego, którego nikt raczej nie bierze na serio miała w sobie bardzo mądre i uniwersalne przesłanie. W filmie, pośród wszechobecnego kiczu i brawury zabrakło na to miejsca. O zmianach fabularnych, kluczowych moim zdaniem jak wprowadzenie postaci Alissy też nie mam najlepszego zdania, bo to kolejne uproszczenie.

Po latach mogę stwierdzić, że tylko Marlon Brando w scenie z muzycznym wieczorkiem nadal robi kolosalne wrażenie.

doktor moreau

Myślę, że dla kogoś kto nie zna książki Wellsa wrażenia z seansu z tym obrazem będą chyba jeszcze gorsze. Ja znając tą historię w takiej wersji w  jakiej stworzył ja jej pomysłodawca mogłam sobie pewne rzeczy dopowiedzieć, a bez tych dopowiedzeń zostaje tylko podręcznikowy przykład niezbyt udanego kina lat 90.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:5

54/100

W skali brutalności:2/10

Kolejne dziwne rzeczy

 Stranger Things – Sezon 2 (2017)

stranger thing

Minęło już sporo czasu odkąd Will Byers wrócił z Drugiej Strony ukrytej gdzieś w małym Hawkins. Uznany za zaginionego a w końcu zmarłego powrócił niczym z za grobu, a takie powroty nigdy nie obywają się bez konsekwencji.

Minął rok, a Will zwany przez rówieśników ‘zombiaczkiem’ boryka się z upiornymi wizjami pochodzącymi z Drugiej Strony. Jego koledzy nie wiele mogą na to poradzić, matka Willa szuka pomocy gdzie się da. Tymczasem Mike tęsknie wypatruje Jedenastki, która przepadła bez wieści. W końcu ich drogi znowu się skrzyżują by zamknąć to, co zostało otwarte.

Pytanie za milion, nad którym łamią sobie głowę krytycy: Czy drugi sezon “Stranger Things” jest lepszy, czy gorszy od pierwszego?

Zwykli widzowie tacy jak ja też pewnie się nad tym zastanawiają. Jeśli chodzi o mnie to nie otrzymacie jednoznacznej odpowiedzi. Po prostu strasznie się cieszę z tej kontynuacji i już wypatruję sezonu trzeciego.

stranger things

Wiadomo, pierwsza część to było takie “WOW”, wszyscy rozpływali się nad sentymentalnym duchem tej produkcji, która to przenos nas do lat ’80. Wiadomo, że w przypadku kontynuacji tego efektu “WOW” nie będzie, bo to nie pierwsza wizyta w świecie przedstawionym “Stranger Things”. Wiemy też już sporo na temat tego co na początku było wielką niewiadomą i na to można urągać. Oczywiście pojawiają się nowe zagadki i scenariuszowi pod tym względem nie można zarzucić nudy, ale nie da się ukryć, że już wiemy czego mniej więcej możemy się spodziewać. Czy to minus? Nie do końca, bo można to potraktować jak ponowne włożenie wygodnych kapci, kiedy przychodzi kolejny sezon chłodów.

stranger things

W związku z faktem, że główna tajemnica Hawkins została nam przedstawiona, poznaliśmy już bohaterów, przychodzi czas na pogłębienie wszystkiego. Tu skupiamy się szczególnie na naszych przesympatycznych bohaterach. Każdemu z nich poświecono tu więcej uwagi niż było to w sezonie pierwszym. Według mnie ta kwestia poszła w bardzo dobrą stronę. Ktoś może stwierdzić, ze przez to wątki obyczajowe wypierają te horrorowe, ale to nie jest do końca prawda. Równowaga, moim zdaniem, została względnie zachowana. Bardzo podobał mi się wątek Darta, postać Boba Newby’ego, czy motyw reakcji Jedenastki z komendantem Hopperem.

stranger things

Myślę, że każdy kto miał okazję zobaczyć pierwszy sezon, sięgnie tez po drugi i nie wydaje mi się by ktokolwiek tego żałował.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:9

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

To coś:8

76/100

W skali brutalności:1/10