Miesięczne archiwum: Grudzień 2017

Jezioro bożków

Neverlake (2013)

neverlake

Nastoletnia Jenny przerywa naukę w Nowym Jorku by spędzić trochę czasu z ojcem mieszkającym w Toskanii. Niestety ojciec pochłonięty praca naukową nad etruskim rzemiosłem nie poświęca jej zbyt wiele uwagi.

W czasie samotnej przechadzki nad słynne jezioro bożków, leżące nieopodal posiadłości ojca dziewczyna spotyka niewidomą mieszkankę pobliskiego sierocińca. Wkrótce Jenny zaprzyjaźnia się z mieszkającymi tam dziećmi i regularnie je odwiedza. Pewnej nocy to właśnie oni wyjawiają jej tajemnice dotyczącą kultu jeziora bożków.

neverlake

Przyznam się bez bicia, że przy pierwszym podejściu do tego filmu – jakiś tydzień temu – wyłączyłam go po dziesięciu, może piętnastu minutach. To co mnie odstraszyło zapewne jest tez przyczyną małej popularności filmu wśród widzów. Tak się jednak złożyło, że jakaś dobra dusza zachęciła mnie do seansu umieszczając komentarz z tytułem na blogu. W związku z tym uatrakcyjniłam sobie prasowanie ponownie włączając film;) Obejrzałam do końca i nie tylko dlatego, że w porównaniu z moją nienawidzoną domową czynnością nawet kiepski film jest dobry. Otóż okazało się, że mimo dużych niedostatków realizacyjnych „Neverlake” naprawdę jest filmem wartym uwagi.

W pierwszym kontakcie obraz wypada kanciasto. W aktorstwo odtwórców najważniejszych ról wkrada się nienaturalna sztywność – mam tu szczególnie na myśli ojca i córkę – ale postarałam to sobie wytłumaczyć. Ostatecznie nasza Jenny przybywa do domu ojca, którego prawie nie zna, ciężko w takiej sytuacji czuć się swobodnie i vive versa. Ostatecznie ograniczona ekspresja tatusia przełożyła się też na moje odczucia względem jego osoby- jakiś taki podejrzany. Za to pacynkowata Jenny okazała się idealną ofiarą sytuacji. Jak to mówią, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

neverlake

Twórcom filmu daleko do hollywoodzkich potentatów kina, budżecik lichy, więc trzeba się więcej nakombinować. Zamiast plastikowych efektów dostajemy rozmyte mary i chałupniczo majstrowane cuda, które tworzą bardzo specyficzny świat przedstawiony tej historii.

neverlake

Byłoby to jednak na nic gdyby nie sama historia, unurzana w mistycznej mgle starożytnych etruskich legend. Jednakowoż cała fabuła filmu, jej główna oś to nie tylko wątki mityczne. Tu twórcy zaserwowali nieoczekiwanie sprawną intrygę – nie powiem, że odkrywczą, bo mieliśmy już do czynienia z  podobnymi sprawami, ale nie ukrywam, że nie spodziewałam się zastać tu tego rodzaju kwiatków.

Reasumując, biję się w pierś za uprzedzenia, bo film dobry, choć zapewne nie spełni oczekiwań większości, jak to niskobudżetówki.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Oryginalność:6

To coś:7

62/100

W skali brutalności:1/10

Rzeźnicy

 Bluebeard/ Sinobrody (2017)

sinobrody


 Seung-hoon jest lekarzem zatrudnionym w małej klinice. W pracy wykonuje głównie badania gastroskopii. W czasie jednego z nich, uśpiony pacjent zaczyna zdradzać szczegóły pewnego zdarzenia, konkretnie opisuje jak pozbyć się zwłok. Seung-hoon jest zdziwiony tym bardziej, że pacjentem jest staruszek z sąsiedztwa.

Mężczyzna zaczyna uważnie przyglądać się staruszkowie i jego rodzinie, szczególnie synowi i wnukowi.

Dawno nie pisałam o żadnym filmie z Korei Południowej, prawda? Dobra, to był kiepski żart. Tak, mam dla Was kolejny świetny południowo -koreański thriller o seryjnym mordercy. Oczywiście stanowi przykład krańcowej przewrotności na poziomie scenariusza.

sinobrody

sinobrody

Jak to bywa zazwyczaj w przypadkach filmów ‚zakręconych’, usianych fabularnymi twistami za wiele Wam zdradzić nie mogę. Jeśli chodzi o największe zalety tej produkcji – po za ogólnym pomysłem – zaliczyłabym do nich klimat. Szybko wprowadzi Was w poczucie zagrożenia. W pewnym momencie już dźwięk dzwonka do drzwi głównego bohatera- bardzo irytujący – uruchamiał we mnie przekonanie że zaraz coś się wydarzy. Oczywiście metaliczna kolorystyka zdjęć z miejsca kojarzyła mi się z nożami, tasakami i innymi szeroko tu eksponowanymi narzędziami zbrodni. Uprzedzam, nie jest to film wybitnie brutalny. Bardziej liczy się tu tajemnica, którą musimy odkryć. Z tym odkrywaniem zdeczka się zejdzie. Wprawni oglądacze tego typu zwichrowanych historii może coś wyczują, ale nie mogę powiedzieć, że jest przewidywalnie. Przekonało mnie tez aktorstwo, generalnie już przywykłam do stylu w jakim grają aktorzy z Korei Południowej. Jestem całkowicie za i liczę, że podzielicie mój entuzjazm.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:8

76/100

W skali brutalności: 2/10

Damy ze spalonego dworu

Zawsze mieszkałyśmy w zamku – Shirley Jackson

zawsze mieszkałyśmy w zamku

Constance i Mericat, dwie młode kobiety mieszkają w okazałej posiadłości na przedmieściach wraz ze schorowanym wujem, który jako jedyny ich bliski krewny ocalał z pewnej popołudniowej herbatki doprawionej arszenikiem. Posiadłość Blackwoodów jest omijana z daleka i tylko najbardziej wścibskie damy nie baczące na konwenanse mają odwagę przekroczyć jej próg. Pewnego dnia w posiadłości zjawia się kuzyn, Charles zwiastun kolejnych nieszczęść.

Shirley Jackson jest mi znana jedynie z ekranizacji jej powieści „Nawiedzony„. Miałam wielką ochotę zapoznać się z pierwowzorem filmu. Tak trafiłam na … „Zawsze mieszkałyśmy na zamku”. Nie jest to co prawda „Nawiedzony”, ale ogromnie się cieszę, że trafiłam na tę książkę i za jej pośrednictwem mogłam zgłębić tajniki stylu pisarki, jej niezwykłego stylu.

Jej twórczość jest porównywana z szeregiem różnych autorów, w tym ze Stephenem Kingiem. Mnie po lekturze „Zawsze mieszkałyśmy na zamku” nasunęło się skojarzenie jedynie z Daphne Du Maurier. Skojarzenie bardzo przyjemne, głównie z tytułem „Rebeka”.

„Zawsze mieszkałyśmy na zamku” to powieść z pogranicza nastrojowego horroru i thrillera psychologicznego. Nastrój opowieści przenosi nas w czasy pikników i proszonych herbatek i konwenansów. Nie wiem w zasadzie w jakim czasie rozgrywa się akcja powieści, bo w posiadłości Blackwoodów czas się zatrzymał.

Ta przed laty szanowana familia doświadczyła tragedii. Znaczna jej część zmarła w wyniku masowego mordu truciciela, a o ten czyn oskarżona została starsza z sióstr, Constance. Mimo, że została uniewinniona to zdarzenie położyło się cieniem na przyszłości rodziny.

Siostry żyją w całkowite izolacji. Constance stara się wszystkim dobrze pokierować dbając o młodszą, mocno walniętą Mariicat, marzącą o przeprowadzce na księżyc i o wuja unieruchomionego przez chorobę – najpewniej powikłania po zatruciu arszenikiem – który w chwilach lepszego samopoczucia stara się przełożyć rodzinną tajemnicę na książkę swego autorstwa. Jest też kot, jak w każdym porządnym mrocznym domostwie. Nieoczekiwanie w ich życiu pojawia się kuzyn Charles żywo zainteresowany rodowym majątkiem.

Klimat powieści jest tak niesamowity, że pochłania bez reszty. Tajemnica rodu może się wydać na wskroś mało tajemnicza, bo w moi przypadku dość szybko obstawiłam właściwego konia w tym wyścigu.

Nie zmniejsza to jednak siły jej oddziaływania. Autorka bardzo dba by czytelnik nawet wobec oczywistości, doświadczył solidnego mętliku w głowie. Przede wszystkim nie jest to naiwna opowieść z na siłę upychanymi twistami fabularnymi. Dla mnie rewelacja.

Moja ocena:9/10

Będzie tylko gorzej

Doch/ Córka (2012)

doch

W małym prowincjonalnym miasteczku żyje dorastająca dziewczyna, Inna mieszkając wraz z młodszym bratem  i owdowiałym ojcem. Jej matka odeszła z tego świata samobójczą śmiercią. Inna czuje się bardzo samotna, do póki nie pozna nowej koleżanki, Maszy. Kiedy dziewczyny cieszą się urokami młodości tuż obok seryjny zabójca pozbawia życia nastolatki.

Nie ma  zbyt wielu okazji by poznawać rosyjskie kino. Obecnie nie dociera do nas zbyt wiele filmów z tego kraju, a trafić na horror jest już niebywale trudno. Do tej pory, jeśli nie myli mnie pamięć widziałam cztery rosyjskie straszaki: Rewelacyjną „Yulenke”, świetne III„, niezłe „Martwe córki” i kompletnie nieudany „Fobos”. „Córka” nie koniecznie mieści się w gatunku grozy, jednak porusza tematykę seryjnych zabójstw, więc pozwolę sobie Wam ją przedstawić.

„Córka” to obraz w sam raz na pogłębienie sezonowego przygnębienia. Ukazuje nam ponure plenery w których żyją ponurzy ludzie. Bieda solidnie klepie ich po plecach, toteż warto mieć na podorędziu jakiś eliksir szczęśliwości, żeby przetrawić cienką zupkę.

córka

W tej ogólnej beznadziei żyje Inna i jej bliscy. Matka postanowiła wymeldować się z życia, choć jej córka woli wierzyć w nieszczęśliwy wypadek. W końcu znajduje sobie rozrywkową koleżankę, która uatrakcyjnia ich żywot, do chwili gdy… No właśnie, seryjny morderca. Postać którą poznamy ale nie od razu.

Typ niezbyt interesujący, ale w takim padole beznadziei ciężko nawet o ciekawego zbrodniarza. Paradoksalnie ów antybohater wcale nie działa na niekorzyść filmu, bowiem stanowi on jedynie przedsionek, przejście z przedpiekla do piekła właściwego. Jakkolwiek to brzmi. Celowo pomijam tu konkrety licząc, że sami sięgniecie po ten film.

córka

Film technicznie bardzo udany. stanowi odmianę dla wypieszczonych scenografii i aktorek o idealnie ułożonych włosach. Brudny i brzydki to film, daleki od tego do czego zdążyliśmy przywyknąć dzięki mainstreamowym produkcjom z zachodu. Wart uwagi.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

66/100

W sali brutalności:1/10

Wszytko w swoim czasie

Dark -Sezon 1 (2017)

dark

Jest rok 2019. W małym niemieckim miasteczku położonym w cieniu elektrowni atomowej, Vinden bez śladu znika nastolatek. Grupa jego znajomych udaje się więc do jego niegdysiejszej kryjówki by przechwycić towar, którym chłopak handlował. Kiedy kręcą się tam dochodzi do czegoś na kształt wstrząsu. Małolaty rozbiegają się, nie zauważając, że młodszy brat jednego z nich znika.

W Vinden jest więc już doje zaginionych dzieci. Ale to nie koniec. Takie zdarzenia miały tu miejsce niejednokrotnie na przestrzeni ostatnich 66 lat. Ludzie znikali i pojawiali się ze zdziwieniem odkrywając, że są w zupełni innej rzeczywistości.

dark

„Dark” to niemiecki serial wyprodukowany dla Netflixa. Ktoś bardzo chciał by widzowie zobaczyli w nim podobieństwo do „Strager things„, bo w sieci aż roi się od pokątnych informacji głoszących jakoby „Dark” stanowiło odpowiedź na amerykański serial. Muszę tą pogłoskę oprotestować.

„Dark” to serial z zupełnie innej beczki, oryginalny, dużo bardziej złożony fabularnie. Że pojawiają się tu wątki typu ‚małe miasteczko’ i ‚sekretne przejścia’ zbieżne z wątkami „Stranger Things” nie znaczy, że twórca serialu bazował na amerykańskim pomyśle i zaproponował wtórny produkt.

dark

Powiem to, „Dark” podobał mi się bardziej niż „Stranger thins”.”Dark” stanowi  Swoistą kompilacje, kina sci fi, kina obyczajowego, thrillera i horroru. Przyniósł mi nie mały zawrót głowy jeśli chodzi o fabularne zawirowania i przeplatanie wątków. Mamy tu bowiem trzy rzeczywistości istniejące na przestrzeni 66 lat. Całe gro bohaterów których losy splatają się, przenikają. Wszytko inteligentnie złożone do kupy, może stanowić wyzwanie dla widza, który przedwcześnie chciałby wszytko widzieć.

dark

Nie mam wielkiego rozeznania w kinie niemieckim, ale „Dark” zaskoczył mnie poziomem wykonania. Jego tytuł spokojnie możne znaleźć odzwierciedlenie w klimacie osiągniętym dzięki misternemu i precyzyjnemu dobraniu kolorystyki, scenografii, plenerów i oczywiście muzyki. Ścieżka dźwiękowa zasługuje na osobne wyróżnienie. Wychodzi z tego rasowy dreszczowiec, który ma wiele do zaoferowania.

Przed nami jeszcze sezon drugi. Czekam na niego niecierpliwie.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:10

Napięcie:8

Zaskoczenie9

Zabawa:10

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:10

87/100

W skali brutalności:2/10

Nakręcimy horror

Found Footage 3D (2016)

found footage

Grupa filmowców przymierza się do nakręcenia pierwszego filmu grozy łączącego konwencję paradokumentu z technologią 3D. Swój arcy odkrywczy pomysł zamierzają zrealizować posługując się autorskim scenariuszem i obierając na miejsce akcji owianą złą sławą opuszczoną chatę. Na planie nie obejdzie się bez konfliktów, które zaogniają kolejne niewyjaśnione zjawiska będące udziałem bohaterów.

Nakręcenie oryginalnego i dobrego filmu found fotage to wyzwanie, które porywają się rozliczne rzesze szczególnie debiutujących filmowców. Do nakręcenia paradokumentu nie potrzeba profesjonalnego sprzętu, aktorów można wziąć z łapanki, a scenariusz stworzy się na spontanie. Takie przekonanie gubi większość twórców, a brak profesjonalnego podejścia nie zawsze daje efekt naturalizmu i prawdy przez duże P.

Mamy tu opowieść z cyklu film w filmie. Bohaterami są filmowcy i aktorzy pracujący nad ich zdaniem superprodukcją. Przewodzi im pyszałkowaty Derek, wielki wizjoner, jednocześnie odtwórca głównej roli męskiej w filmie. towarzyszy mu eks małżonka Amy, wcielająca się w pierwszoplanową postać kobiecą. Mamy jeszcze młodszego brata Dereka, Marka,młodziutka asystentkę produkcji Lily, dźwiękowca Carla i operatora Thomasa.

found footage

Historia składa się na ich próby nakręcenia filmu, kolejne potyczki obyczajowe i sekwencję paranormalnych wydarzeń. To co ma rozgrywać się jedynie w świecie kręconego przez nich filmu zaczyna znajdywać odzwierciedlenie w tym czego doświadczają filmowcy. Odgrywane przez aktorów konflikty bardzo szybko przestają być jedynie aktorskim popisem a nadnaturalne zdarzenia nie są wynikiem efektów specjalnych. tu możemy odnotować kilka bardziej udanych scen, jednak im bliżej finału tym więcej typowych dla paradokumentu potknięć.

found footage

Co myślę o tym pomyśle? Takie pomieszanie z poplątaniem, ale mogło by się udać. Odniosłam jednak wrażenie, że celem stworzenia takiego złożonego świata przedstawionego był brak solidnego pomysłu na to co najważniejsze, na horror. Jeśli przyjrzeć się motywowi złego, nawiedzonego domu i temu co z nim związane okazuje się bowiem, że mamy tu mieliznę. Myślę, że solidna dawka autoironii na jaką pozwalają sobie twórcy jest objawem świadomości, że coś tu jednak do końca nie wyszło. Może wcale nie chodziło o nakręcenie dobrego filmu tylko pokazanie jak trudna i nierzadko nieosiągalna jest to sztuka. „Found Fotage 3D” jest tego dowodem i stwierdzam to mając świadomość, że miał on dobre, choć nieliczne momenty.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:4

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:5

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:4

49/100

W skali brutalności:2/10

Przyśni Ci się śmierć

Slumber (2017)

slumber

Do kliniki specjalizującej się w zaburzeniach snu zgłasza się rodzina szukająca pomocy. Każdej nocy gdy tylko zapadną w sen zaczynają lunatykować, a w tym lunatycznym transie robią rzeczy mogące zagrozić ich życiu. W najgorszej sytuacji jest syn państwa Morgan, który doznaje paraliżu sennego, który każdorazowo osłabia jego zdrowie. Mały Daniel jest przekonany, że nawiedzająca go we śnie istota w końcu doprowadzi do jego śmierci.

Film Johnantana Hopkinsa był jednym z głośniejszych tegorocznych horrorów. Informacje o nim krążyły w sieci na długo przed premierą zapowiadając dobre kinowe widowisko. Entuzjazm widowni opadł wkrótce po pierwszych pokazach filmu. Nie wiem już co tam konkretnie nie pasowało szanownej publice, mogę za to powiedzieć co nie pasowało mi.

Produkcja kuleje głównie na poziomie scenariusza. Brakuje tu dobrego prowadzenia historii, która szybko staje się niespójna i nielogiczna – pomijając liczne nonsensy – złe wypośrodkowanie napięcia sprawia, że nie wiemy jaki etap tej historii właśnie poznajemy, czy to jeszcze wstęp, czy już finał. Film urywa się bez doprowadzenia widza do punktu w którym mógłby stwierdzić że poznał jakieś konkrety lub zdążył pogodzić się z faktem, że pewne rzeczy mają zostać tajemnicą. Wszystko jest rozpieprzone bez ładu i składu. Nie mogę tego zrzucić na karb celowego zabiegu, bo film bije mainstreamowymi wybiegami po oczach i ciężko mi tu dostrzec aspiracje w kierunku oryginalności. Po prostu ktoś nie przemyślał do końca fabuły.

slumber

slumber

Drugim minusem jest aktorstwo odtwórczyni głównej bohaterki, czyli kreującej panią doktor pracującą we wspomnianej klinice zaburzeń snu. Ma ona osobiste przejścia związane z badanym przez siebie problemem, ale po drewnianej odtwórczyni tej roli nie widać nawet krzty emocjonalnego zaangażowania. Ma w sobie mniej więcej tyle aktorskiego entuzjazmu co hostessa po całym dniu stania w markecie z ekspozycja pasztetów.

„Slumber” ma jednak plusy i tych plusów najbardziej nie mogę odżałować, bo zmarnowały się na ołtarzu kiepskiego scenariusza.

Bardzo podobał mi się główny motyw- koszmary senne, paradoksalnie nie tak popularny w kinie grozy. Twórcom udało się nakręcić masę dobrych scen ukazujących ten problem, mam tu szczególnie na myśli nocne maratony rodziny Morganów. Ujęcia wypadają bardzo ciekawie i profesjonalnie w porównaniu z innymi aspektami produkcji.

Te plusy robią nam na wstępie duży apetyt na ten film, zapowiadają, że będzie klawo. Niestety są to nadzieje płonne jak sami się przekonacie, albo już przekonaliście.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:4

Zaskoczenie:4

Zabawa:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:5

To coś:5

49/100

W skali brutalności: 1/10

To nasz dom

(Recenzja zawiera informacje dotyczące interpretacji filmowych wydarzeń)

Mother!

 mother

W okazałym domu na odludziu mieszka małżeństwo. On starszy, ona młodsza. On poeta w twórczym kryzysie, ona wierna żona starająca się stworzyć im dom.

Pewnego dnia w ich progach pojawia się nieznajomy, lekarz i jednocześnie fan niegdysiejszej twórczości poety. Pisarz przygarnia go pod swój dach nie bacząc na lichość fundamentów wspólnego życia z wyraźnie niezadowoloną z tego faktu żoną. Tak w ich życie wkrada się trudny do opanowania chaos.

Jak wspominałam na fanpage bloga, byłam bardzo ciekawa tego filmu. Podeszłam do niego jednak z dużą nieufnością, którą tylko podsycały kolejne relacje widzów, z których nie mogłam wywnioskować najprostszej i najważniejszej rzeczy: czy to dobry film?

Nie postradałam zmysłów z wrażenia, nie mogę też powiedzieć by fabuła filmu była dla mnie nie jasna. Myślę, że zrozumiałam ją ‚po swojemu’ i tak też zamierzam przedstawić swoje wrażenia po seansie.

Bohaterami najnowszego filmu Aronofsky’ego („Reqiem dla snu”, „Czarny łabędź”) jest małżeństwo przechodzące kryzys. Ich kryzys to rodzaj katalepsji w której oboje tkwią. On czeka aż wena pozwoli mu wrócić na pisarski szczyt, ona czeka aż on na ów szczyt wróci. On swoje szczęście warunkuje zawodowym powodzeniem ona swoje szczęście warunkuje jego szczęściem. Pech chce że facet to ziejąca dziura, wiecznie nie zagojona rana, której nie zapełni ani jej miłość, ani nie uleczy jej kojący dotyk.

mother

Ona robi wszystko by go uszczęśliwić, jak wiele jest w stanie poświecić pokazują kolejne filmowe wydarzenia. Z tej stagnacji wyrywa ich pojawienie się intruza. Z czasem żona staje się coraz bardziej osaczona obecnością osoby/osób trzecich w małżeńskim życiu. Traci kontrolę nad sytuacją, którą reżyser podkręca coraz to większą dawką absurdu.

Pisząc o absurdzie mam na myśli absurd przez wielkie A. To co się tu wyprawia przechodzi wszelkie pojęcie.

Z racji tego, że cała uwaga widza kierowana jest na osobę żony z miejsca przyjmujemy jej perspektywę. Jej położenie jest tragikomiczne. Racjonalista nie znajdzie tu ani krzty logiki, przenosimy się tu bowiem do całkowicie nie rzeczywistego świata stworzonego z lęków i obaw. To jest oczywiście jedna strona medalu ta ‚moja’. Tymczasem reżyser w odpowiedzi na klucz do zrozumienia filmu zaleca sięgnięcie do Księgi Rodzaju.

mother

SPOILER:I tu wszytko mamy. Mamy matkę ziemię wsłuchaną w pulsujący życiem dom, mamy boga rodzącego w bólach nowy testament, Adama i Ewę pojawiających się w raju i ich synów z czego jeden okazuje się bratobójcą. Wracamy więc do punktu gdzie bóg składa w ofierze matkę ziemię ludziom, którzy rozszarpują ją niszczą. I tak od nowa aż do końca czasu.KONIEC SPOILERA.

Personifikacja Boga jako kapryśnego artysty uzależniającego swoje spełnienie od ludzkiego poklasku? Imponujące, podoba mi się. Choć znowuż jest to moja strona medalu, bo podejrzewam, że twórcy nie tylko chodziło o ukazanie boskiej słabości, co ukazanie drapieżności ludzi, którzy wszystko niszczą nie doceniając bożych darów.

mother

Wracając na ziemię: Zawsze podkreślałam, że nie lubię Jennifer Lawrence i chyba ten mój brak sympatii pomógł mi dokładnie przyjrzeć się jej aktorskiej kreacji. Potraktowałam jej postać z drobiazgową dociekliwością i nie zauważyłam w niej żadnego potknięcia. Jej bohaterka króluje niepodzielnie. W ramach ciekawostki powiem Wam, że reżyser filmu też się nią zapatrzył i stworzyli parę. Partnerujący jej Javier Bardem, zostaje w tyle. Co ciekawe, jego dla odmiany bardzo lubię jako aktora. Być może założenie fabularne filmu wymusiło taki nierówny układ sił.

Obłędny klimat i aktorski popis Lawrence to też jedne z większych zalet obrazu. A sama historia, nie zależnie od tego czy zobaczycie tu Boga czy tylko ludzi uważam, że lęki i opresje bohaterów nie będą Wam wcale dalekie.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:6

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:7

75/100

W skali brutalności: 3/10

Nigdy więcej kłamstw

Nieznajoma w domu – Shari Lapena

nieznajoma w domu

Karen i Tom to młode dobrze sytuowane małżeństwo mieszkające na przedmieściu. Dla wielu osób mogą stanowić żywe pomniki szczęścia i życiowego powodzenia. Jednak pewnego wieczoru na tym pomniku powstaje rysa. Na tyle niebezpieczna, że może zburzyć całą konstrukcję.

Z niewiadomych nikomu przyczyn Karen wsiada wieczorem do samochodu i rozbija go w najpodlejszej dzielnicy miasta łamiąc wszelkie możliwe przepisy. Na domiar złego w tej samej okolicy znalezione zostają zwłoki niezidentyfikowanego mężczyzny. Badania wykazują, że zginał właśnie w czasie eskapady Karen. Sama zainteresowana nic z tego nie pamięta.

Tom zszokowany całą sytuacją zaczyna bliżej przyglądać się ideałowi który poślubił. W końcu dochodzi do wniosku, że wcale nie zna swojej żony. Tak się składa, że ona może zarzucić mu to samo.

Shari Lapena zaskarbiła sobie sympatię polskich czytelników swoją powieścią „Para z za ściany”. Sama jakoś ją przeoczyłam, czego pewnie powinnam żałować, bo zdaniem wielu „Nieznajoma w domu” jest słabsza od „Pary z za ściany”.

„Nieznajoma w domu” stanowi przykład thrillera, gdzie największy nacisk kładziony jest na zaskoczenie czytelnika.

Na początku dostajemy wiele niewiadomych, które z czasem powinny stopniowo się wyjaśniać. Zamiast tego w przypadku tej powieści dostajemy jeszcze więcej znaków zapytania, by dopiero w epilogi poznać prawdziwą naturę rzeczy.

O innych wiemy tyle ile zechcą nam zdradzić.

W miarę rozwoju akcji powieści dostajemy sporo wskazówek, które są nam delikatnie podrzucane. Jeśli zwrócimy na nie należytą uwagę zagwarantuje nam to możliwość podejrzenia zamiarów autorki. Przykład?

SPOILER: Każdorazowo podkreślana niechęć Toma do Briget kazała mi podejrzewać, że łączy go z nią coś więcej niż sąsiedzkie relacje, na długo przed tym  jak autorka postanowiła ujawnić ich romans. KONIEC SPOILERA.

Można to zrzucić na przewidywalność stylu autorki, ale myślę, że to sposób na dopieszczenie czytelnika, takie pogłaskanie po głowie „Tak, miałeś racje bystrzaku”.

Istotnym elementem, jeśli nie najistotniejszym, są tu charakterystyki bohaterów, ich można rzec, portrety psychologiczne. O głównych bohaterach wiemy niewiele, ponad to, że wiodą idealnie nudne żywoty. Tom jest zapatrzony w idealnie ułożone włosy Karen, ona zaś dba by przy myciu naczyń nie złamał jej się paznokieć. Nie mają nawet psa, który od czasu do czasu uatrakcyjnił by ich egzystencję sikając na dywan.

Przyznam, że nie polubiłam żadnego z nich. Obydwoje wydawali mi się fałszywi i miałam rację. Głównym punktem programu są bowiem skrywane przez nich tajemnice.

Powieść Lapeny uważam za satysfakcjonującą lekturę. Napisaną w bardzo dobrym, oszczędnym stylu. Z pewnością mogę ją poleć.

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i s-ka

zysk

Śmierć w korporacji

Mayhem (2017)

mayhem

Derek Cho, młody prawnik, pnie się po szczeblach kariery w korporacji mając w świadomości fakt, że otaczający go świat jest bezwzględny i przetrwają jedynie najsilniejsi. Tymczasem super zaraźliwy wirus, paraliżujący racjonalną część ludzkiej natury i wydobywając zwierzęce instynkty, przedostaje się do budynku firmy Cho i zaraża wszystkich wewnątrz. Dla Dereka jest to wyjątkowo trudny dzień gdyż z powodu manipulacji koleżanki z pracy właśnie zostaje z niej zwolniony i jemu puszczają hamulce.

„Mayhem” to bardzo rozrywkowy horror, podrasowany walorami kina akcji, soczyście krwawy i miejscami niedorzecznie zabawny. Jego twórca swego czasu zadebiutował drugą odsłoną serii „Droga bez powrotu”, więc z pewnością jest to człowiek, który czuje klimat.

Fabuła produkcji sprowadza się do zaprezentowania życia ‚białych kołnierzyków’ zwanych też ‚korpoludami’ czy ‚korposzczurami’. Główny bohater jest jednym z nich. Mimo iż solidnie wykonuje swoją pracę pewnego dnia staje się kozłem ofiarnym i lada moment ma wylecieć za bruk. Wtedy do biurowca przedostaje się wirus i wszystkim odpierdala. Z uwagi na to, że działanie wirusa sprawia, że zarażonemu puszczają wszystkie hamulce Derek postanawia wbić się na ostatnie pięto biurowca i rozmówić z zarządem, który lekką ręką postanowił się go pozbyć. Towarzyszy mu urodziwa interesantka, którą dopiero co spławił. Teraz wchodzą ze sobą w układ mający pomóc im w zrealizowaniu własnych celów. Tak więc Derek i piękna bestyjka przemierzają biurowiec co i rusz ktoś pada trupem. Dookoła panuje totalny chaos i regularna rozpierducha.

mayhem

mayhem

„Mayhem” może Wam nieco przypominać „Belko experiment” z uwagi na miejsce akcji i jej rodzaj, czyli wzajemną eliminację pracowników korpo. Tu oczywiście mamy innego rodzaju impuls, który popycha do takowych czynów, ale wynik jest podobny. Jak wspomniałam nie brakuje tu humoru, szczególnie odzwierciedlonego w osobie ‚bestyjki’, czyli Melanie wykreowanej przez Samarę Weaving, której potencjał ostatnio marnowano w „Babysitter„.

Podsumowując ubawić się można przednio, pod warunkiem że lubicie zabawy z ostrymi narzędziami.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:8

Napięcie:7

Klimat:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

69/100

W skali brutalności:3/10