Miesięczne archiwum: Styczeń 2018

Dom otwarty

Open House (2018)

open house

Po tragicznej śmierci ojca rodziny nastoletni Logan i jego matka Naomi zmuszeni są opuścić zadłużony dom. Tymczasowym rozwiązaniem wydaje się oferta ciotki Logana, która udostępnia im swoją nieruchomość. Istnieje jednak pewien haczyk, kobieta pragnie sprzedać swoją własność stąd tymczasowe lokum jej siostry jest nieustannie nawiedzane przez chętnych kupców. Naomi i Logan mieszkają więc w domu otwartym, który każdego dnia, w określonych godzinach staje otworem dla każdego kto chce go obejrzeć. Szybko okazuje się, że w związku z ową dostępnością położony w górach dom staje się siedliskiem dziwnych zdarzeń i ewidentnego ataku intruza.

Oto przed Wami pierwszy starszak 2018 roku. Udostępniony na platformie Netflix thriller “Dom otwarty” jest swego rodzaju wariacją na temat podgatunku home invasion. Różnica polega na tym, że intruz zjawia się w domu za pewnego rodzaju przyzwoleniem. Patowa sytuacja finansowa nastolatka i jego matki nie pozwala na grymaszenie, wiec każdego dnia opuszczają oni swój tymczasowy schron, zostawiają swoje prywatne rzeczy i czekają aż oglądacze się wyniosą.

open house

Wkrótce odkrywają, że coś jest nie tak. W zasadzie odkrywa to Logan. Ktoś szpera w ich rzeczach, naraża na trudności majstrując przy bojlerze z wodą. Matka obwinia syna, bo tak już przywykła. W końcu był on świadkiem śmierci jej męża. Pierwszy winny z brzegu. Syn obwinia zaś matkę twierdząc, że w analogicznej sytuacji owdowiały ojciec poradziłby sobie lepiej z trudami życia codziennego. I tak się kręci przepychanka w którą twórcy chcą zaangażować widza coby odciągnąć jego uwagę od tego co faktycznie rozgrywa się w domu.

open house

Powiem szczerze, że ta produkcja udała się Netlixowi cokolwiek średnio. Niektórych widzów przyciągnął do niej z pewnością odtwórca roli Logana- aktor z serialu “13 powodów”, moja reakcja na niego była zgoła inna… Zostawię go jednak w spokoju, bo nie on jet tu największym problemem.

Według mnie zabrakło tu solidnej fabuły. Gdyby nie finał, który może kogoś zaskoczy – nie mnie niestety, ciężko byłoby znaleźć tu jakiś mocniejszy punk. Ta historia mnie po prostu znudziła, ot co. Duży nacisk położono na wątek dramatyczny, który nie unika banału, a z thrillera mamy zaledwie okruszynę. Kiepski początek, ale z produkcjami Netflixa tak już jest – nigdy nie wiadomo czy będzie błysk, czy mielizna.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:4

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:4

43/100

W skali brutalności:1/10

Jasnowidz ma dowody

Jasnowidz na policyjnym etacie – Krzysztof Jackowski, Krzysztof Janoszka

jasnowidz na policyjnym etacie

Krzysztof Jackowski, bo jego osoby dotyczy niniejsza publikacja, zasłynął jako naczelny jasnowidz RP. Nie powiem by jego osoba kojarzyła mi się pozytywnie, ale ten człowiek mnie ciekawił. Dlatego sięgnęłam po książkę Krzysztofa Janoszki powstałej we współpracy z tytułowym bohaterem.

Stwierdziłam, że to chyba lepsza opcja niż czytanie autobiografii, która jak sama nazwa wskazuje może stanowić przekaz jednoznacznie stronniczy. Chciałam się dowiedzieć, co o Jackowskim sądzą ludzie, którzy z nim współpracowali.

Janoszka w policyjnym mundurze na fotografii obok Jackowskiego – wszytko wskazywało, że jest jedną z osób, które miały okazję korzystać z jego wiedzy w pracy. Jednak nie. Już w przedmowie okazuje się, że współautorowi książki bliżej do szefa fanklubu niż do osoby, której Jackowski pomógł rozwiązać zagadkę kryminalną.

Janoszka zainteresował się postacią jasnowidza w trakcie studiów na akademii policyjnej i jak wynika z wypowiedzi jego i samego jasnowidza poświęcił wiele czasu energii by zbadać przypadki, w których wizje Jackowskiego miały być pomocne w pracach policji.

Czytając książkę, złożoną z krótkich relacji z miejsc zdarzeń, w których Jackowski uczestniczył w roli jasnowidza, wywiadów z samym zainteresowanym i osobami związanymi z komendą policji nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że cała ta publikacja ma tylko jeden cel: Zmusić czytelnika do uwierzenia w Jackowskiego. Nie przekonać, lecz zmusić.

Dedykacja na pierwszej stronie stanowi wyzwanie: Książkę tę dedykujemy racjonalistom, sceptykom i zwykłym ignorantom. Stawiać ignorancję w jednym szeregu z racjonalizmem i sceptycyzmem to co najmniej niewłaściwe i jestem przekonana, że parę osób może się poczuć urażonymi.

Dalej czytamy o przypadkach spraw, w których Jackowski brał czynny udział. Spraw okropnych, trudnych, smutnych. Relacjonowanych jednak z chłodem i dystansem. Niektóre z nich zostały uzupełnione o wywiady z osobami z policji i innymi zainteresowanymi, by uwiarygodnić udział jasnowidza w rozwiązaniu zagadki.  Są też rozmowy Janoszki z Jackowskim, w których jasnowidz wypowiada się na… każdy temat: Od polityki krajowej po życie po śmierci. Co sądzi o Smoleńsku, o samobójstwie Leppera…

jasnowidz na policyjnym etacie

W książce wciąż pojawia się jedno pytanie: Czemu policja nie chce przyznać się do korzystania z pomocy Jackowskiego?

W odpowiedz najczęściej czytamy o lęku przed ośmieszeniem. Policja ma procedury a w tych procedurach nie ma miejsca na zjawiska nadnaturalne. Osobiście myślę, że przyczyna może być inna. Nie chodzi o to co robi Jackowski tylko jak jest oceniany jako człowiek: “Natomiast po za tym musimy pamiętać, że jest to człowiek trudny i tych wrogów nierzadko narobił sobie z własnej winy. Taki ma wybuchowy charakter. Moim zdaniem Krzysiek musi liczyć się z tym, że do końca życia będzie obiektem ataków innych ludzi. Tego już nie zmieni. Rozumie pan? Nigdy nie pojawi się moment gdy wszyscy nagle stwierdzą “Tak, on faktycznie ma dar”. Krzysiek jednak nadal walczy, zbiera materiały dokumentując swoje dokonania. Chwali się nimi na stronie internetowej, łazi po telewizjach śniadaniowych, wygłasza charyzmatyczne wykłady.

“Każdego dnia czuję się człowiekiem, który jest coś komuś dłużny. Co rano budzę się z ogromnym poczuciem winy… Na szczęście jest jeszcze druga rzecz: przemożna potrzeba udowodnienia realności zjawiska jasnowidzenia przed całym światem”.

A ja się zastanawiam, czy robi to po to by ludzie uwierzyli w dar jasnowidzenia, czy żeby uwierzyli w niego?

Jest w nim dużo pychy, o czym przekonałam się czytając tego typu kwiatki: “To nie jest  z mojej strony pycha, tylko efekty. Niech znajdą ile Ossowicki czy Klimuszko [inni polscy jasnowidze] znaleźli trupów a ile ja?” Albo pisząc, że czeka na kolejne zgłoszenia, na kolejne trupy wprost, bo bez tego jego dar może zaniknąć, a to byłoby straszne. Że dowody potwierdzające jego dar są dla niego najważniejsze. Czy przyznawanie się do tego, nie jest okrucieństwem wobec rodzin tych zmarłych ludzi?

Z jednej strony Jackowski oczekuje by zobaczono w  nim kogoś obdarzonego nadnaturalną mocą, kogoś wyjątkowego, z drugiej swój dar traktuje jak pracę albo hobby, które reklamuje. Brakuje w tym taktu i delikatności i myślę, że to sprawia, że ludzi go hejtują. Wiara lub jej brak ma tu drugorzędne znaczenie.

Kiedy wpisuje w Google nazwisko: Krzysztof Jackowski i w odpowiedzi na pierwszej stronie widzę artykuł “Znany jasnowidz Krzysztof Jackowski przewiduje pogodę na święta”, to bardzo mu współczuje. Serio, przydałby mu się dobry PRowiec, który poskromił by jego medialne zapędy i pozwolił się skupić na tym z czym chce by kojarzony – ze swoim darem.

Moja ocena: 8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu SQN

sqn


Walka o stołki

The Employer/ Pracodawca (2013)

pracodawca

Grupa kandydatów na kuszące stanowisko w znanej korporacji budzi się pośród czterech solidnych ścian czegoś na kształt bunkra. Wkrótce dowiadują się, że aby uwolnić się z tego miejsca muszą wypełnić zadanie. Zadanie w gruncie rzeczy proste: wybić wszystkich pozostałych by ocalić siebie i zgarnąć wymarzoną posadę.

“Pracodawca” to kolejny thriller z cyklu ‘piłopodobnych’, bo znowuż mamy do czynienia z historią grupy wybrańców, którzy zostają uwięzieni i zmuszeni do desperackich działań.

Drobną ciekawostką jest fakt, że znaleźli się tam w ramach procesu rekrutacyjnego do pewnej firmy. Tak, jest to kolejna upiorna wizja tego co korporacja robi z ludźmi.

Tu potencjalni pracownicy są zmuszeni do wzajemnej eliminacji w ramach bitwy o stołek i nie jest to metafora.. Oczywiście, ważnym jest też by w ogóle się wydostać z zamknięcia, jednak każdy bohaterów myśli też o wymarzonym stanowisku. Oczywiście wszyscy zgodnie deklarują, że nie zamierzają ulegać szantażowi i zabijać. W praktyce, cóż, wygląda to jednak inaczej.

pracodawca

“Pracodawca” to film raczej niskich lotów.Dziwi mnie tu obecność Malcolma McDowella, ale miał on już słabsze tytuły w swojej filmografii. Aktor wciela się tu w postać tytułowego pracodawcy, typa cynicznego i bezwzględnego. Dźwiga ciężar tej roli z pozytywnym efektem. Reszta obsady jest raczej nie warta wspomnienia.

pracodawca

Szóstka wybranych przez niego kandydatów musi wykazać się morderczymi instynktami niezbędnymi do pracy w firmie, jak twierdzi. Kolejno poznajemy wszystkich mało interesujących protagonistów oceniając ich szanse w walce. W między czasie giną kolejne osoby i to w zasadzie na tyle.

Całość, nazwijmy rzeczy po imieniu, to pokaz przeciętności i wtórności. Nie ma szansy zszokować, jak podobne jemu tytuły, bo od początku wszystko jest wiadome. Nawet pomysł z rekrutacją pojawił się już gdzieś, w Exam” bodajże, więc od pomysłu wyjściowego, do wykonania wszytko już było, i mówiąc szczerze w dużo lepszych wydaniach.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:5

Oryginalność:3

To coś:4

45/100

W skali brutalności:2/10

Po drugiej stronie

Flatliners/ Linia życia (2017)

linia zycia

Zdolna studentka medycyny Courtney prowadzi nieoficjalne badania dotyczące życia po śmierci. Wkrótce w sprawę angażują się jej koledzy z roku. Wszyscy skuszeni możliwością zobaczenia co jest po drugiej stronie godzą się na ryzykowne eksperymenty na sobie samych. Recz polega na tym by umrzeć i powrócić, jednak jak się okazuje taka przejażdżka ma swoje konsekwencje.

Seans z “Linią życia” przyniósł mi mały dysonans poznawczy. Już początek filmu, w którym zaznajamiamy się z zamiarami bohaterów przywołał mały flash back- ale to już było. Było i owszem i to całkiem nie tak dawno, bo w początku lat ’90.

Z uwagi na to, że nie szczególnie zajmuję się pozyskiwaniem informacji o danym filmie przed jego obejrzeniem, fakt, że mamy tu do czynienia z remake zaskoczył mnie. Szczęśliwie oryginał oglądałam dość dawno,a twórcy poczynili pewne fabularne zmiany – czy korzystne powiedzą prędzej Ci którzy lepiej pamiętają pierwszą wersje – więc seans nie był dla mnie nudą i czasem straconym.

Nowa “Linia życia” zapunktowała u obsadą. Bardzo lubię Elen Page i jej mniej zdolna ale bardziej urodziwą koleżankę Ninę Dobrev. Obydwie odgrywają tu bardziej znaczące role.

Fabuła filmu jak wspomniała, traktuje o kontrolowanym przekraczaniu granicy śmierci i życia. Ambitna studentka pragnie zgłębić temat, a znajomi przychodzą jej z pomocą. Wszystkich trapią jakieś kłopoty, głównie związane  z błędami przeszłości, co jednak nie czyni ich szczególnie interesującymi. Scenariusz rozprawia się z nimi typowo po Hollywoodzku, więc można tu odczuć pewien banał. I pewno odczulibyśmy go bardziej gdyby nie wartka, pełna paranormalnych zdarzeń akcja. Znalazło się tu miejsce na elementy horroru ale nie powiem by one dominowały.

linia zycia

linia zycia

Technicznie film jest bardzo dopieszczony, więc oglądanie go powinno przynieść sporo przyjemnych wrażeń wizualnych. Warstwa dramatyczna jest poprawnie poprowadzona, ale jest tu sporo niekonsekwencji i pewna widoczna dawka naiwności. Tak, historia jest naciągana i osoby bardziej zgłębiające temat śmierci klinicznej pewno nie zostawią na tym fakcie suchej nitki. Ja jednak do nich nie należę i w pełni doceniam walory rozrywkowe tego obrazu.

Na ten moment czuję się w obowiązku by odświeżyć sobie oryginał i pewnie w niedługim czasie to uczynię. Tym czasem osobom, które nie maja szczególnie wygórowanych oczekiwań mogę zachęć do seansu z nową “Linią życia”.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:3

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

O trzech takich co obudzili mumię

The Mummy/ Mumia (1959)

mumia

Trzech archeologów John Banning, jego ojciec i jego wuj natrafiają na niezwykłe znalezisko, grobowiec egipskiej księżniczki, kapłanki mało popularnego bóstwa. Banning senior oraz wuj Johna, czym prędzej wkraczają do grobowca zakłócając spokój strażnika księżniczki, rozeźlonego świętokradczymi badaniami. Na mężczyzn spada klątwa, która dosięgnie ich nawet w dalekiej Anglii.

mumia

Hammerowska “Mumia” stanowi remake dwóch filmów, “Ręki mumii” i  jego kontynuacji “Grobowca mumii” wytwórni Universal. Osobiście nastawiałam się raczej na remake innego tytułu Universala mianowicie “Mumii” z 1939 roku. Ale może to i lepiej, bo będę mogła na świeżo zapoznać się z oryginałem.

“Mumia” obok “horroru Draculi” i “Przekleństwa Frankensteina” uważana jest za jeden z najlepszych Hammerowskich tworów. Mimo, że dwóch pozostałych obrazów jeszcze nie miałam okazji poznać (shame on me), to “Mumia” bardzo przypadła mi do gustu.

Chyba nikomu nie muszę mówić, że horrory brytyjskiej wytwórni Hammer są dość specyficzne i część widzów woli oddać sprawiedliwość Uiversalowi, jednak nie da się ukryć, że te ‘małe potworki’ mają swój urok i nie da się ich pomylić z niczym innym.

mumia

Nazwisko reżysera “Mumii”, Terence Fishera jest Wam z pewnością znane, bo to naczelny twórca Hammera, podobnie jak odtwórcy ról głównych: Christopher Lee, którego możecie mieć problem rozpoznać, za sprawą kostiumu tytułowego bohatera i Robert Cushing występujący jako ostatnia ofiara klątwy mumii, czyli John Banning.

Najwięcej punktów jeśli chodzi o ocenę tegoż filmu, mimo całego uwielbienia dla obsady muszę oddać scenografii. To ona w zasadzie robi ten film. Wiem, że dla współczesnego widza może trącić tandetą, ale ja kocham tą teatralność, tą pieczołowitość w każdym dodatku.

Walory horrorowe nie bardzo przeszły próbę czasu, bo potężny Christopher Lee pakujący się do wnętrza budynku przez mały świetlik pod sufitem wypada trochę śmiesznie, nie mniej jednak nie po to oglądam stare produkcje by porównywać je z nowymi pod względem efektów.

Mimo tych dyskusyjnych dla współczesnego widza atrakcji wizualnych warstwa narracyjna trzyma się dobrze. Angielski humor, trochę przekory i całkiem zgrabne dialogi – pomijając tendencję do łopatologicznego przedstawiania faktów – przyczyniają się do płynnego prowadzenia opowieści.

Wracając do obsady, jako najlepszą rolę typuję Christophera Lee, mimo że nie powiedział w tym filmie ani słowa,a  jego mimika skryta była pod bandażami kostiumu mumii. Grał gestami i oczami, a te oczy, smutne oczy pogrążonego w rozpaczy kochanka pałającego morderczymi zapędami kupuję całkowicie.

mumia

Najtrudniej ocenić mi sam scenariusz, bo nie oglądałam ani “Grobowca…” ani “Ręki…”, więc nie wiem co Amerykanie zaproponowali w zamian, ale chyba i bez tego mogę stwierdzić, że historia jest bardzo prosta, klasyczna i oczywista. Chyba nie było aspiracji na więcej.

Dla fanów Hammera pozycja obowiązkowa, choć podejrzewam, że Ci dawno mają ją za sobą.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:8

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:5

to coś:8

63/100

W skal brutalności:1/10