Miesięczne archiwum: Kwiecień 2018

Kruk i czarne wrony

Kruk. Szepty słychać po zmroku – Sezon 1 (2018)

kruk

Policjant Adam Kruk zostaje oddelegowany do Białegostoku by zająć się sprawą przemytników papierosów. Gdy przybywa na miejsce okazuje się, że doszło tam do porwania wnuka prominentnego  lokalnego przedsiębiorcy. Powrót w te strony uruchamia całą falę wspomnień. Tym razem Kruk nie zamierza zagłuszać szeptów każących mu dochodzić sprawiedliwości za doznane w dzieciństwie krzywdy.

O „Kruku” wspomniałam już na fanpage bloga kiedy zalecałam Wam zapoznanie się z tym bardzo dobrze zapowiadającym się serialem. Jest to kolejna po „Belfrze” polska produkcja kryminalna wyprodukowana przez Canal +. Po zakończeniu pierwszego i najpewniej ostatniego sezonu mogę Wam powiedzieć, że „Kruk” zjada „Belfra” na śniadanie.

Serialem byłam oczarowana już od pierwszych minut. Świetna wejściówka i wszytko to co następuje później utwierdziło mnie w przekonaniu, że Polacy potrafią podejmować ciężkie tematy i realizować je na światowym poziomie.

kruk

Jedną z najlepszych rzeczy w całej produkcji jest muzyka Bartoza Chajdeckiego. „Kołysanka Kruka” w wykonaniu Południc pozamiatała mi temat. Koniecznie musicie posłuchać. Oczywiście puściłam ją sobie teraz i nie mogę się skupić na dalszym pisaniu:) Doskonale wtapia się w klimat Podlasia, które wręcz uwielbiam.

Druga rzecz, zdjęcia, utrzymane w mglistej metalicznej i zimnej stylistyce budują taki nastrój, że oglądałam je jak piękny surowy pejzaż malarstwa przełomu epoki romantyzmu i pozytywizmu.

kruk

Rzecz najważniejsza to oczywiście sama historia, której pomysłodawcą był Jakub Korolczuk („Afterlife„). Wciąga od samego początku choć nie powiem bym nie przewidziała jednego z głównych fabularnych twistów. Porusza temat głęboko zakorzenionego żalu zmieniającego się w obsesję i  niedającego żyć. Chyba mogę Wam zdradzić, że chodzi o seksualne nadużycia na dzieciach, bo temat wyłożony zostaje już w pierwszym odcinku.

Intryga zbudowana jest w sposób zgrabny i przemyślany, z pewnością atrakcyjny dla poszukiwaczy tajemnic. Nie ma tu miejsca na banał. Wszytko uatrakcyjniają rozliczne metafory. Weźmy choćby nazwisko naszego bohatera – Kruk – mitologii babilońskiej był on strażnikiem tajemnic.

Ostatnia istotna sprawa to kreacje bohaterów. Tytułowy Kruk od razu wzbudził moją sympatie choć wcielający się w niego Michał Żurawski robił wiele by Adaś jawił się stosownie odpychająco. Szczerze mówiąc nie sądziłam, że jest z niego taki kawał aktora. Jest naprawdę świetny. Moją faworytką wśród bohaterów jest jednak babcia Szeptucha.

kruk

Genialna postać, z miejsca skojarzyła mi się jedna z moich ulubionych literackich postaci „Stara Słaboniową„. Co tu dużo gadać, serial jest naprawdę rewelacyjny, a staram się jednak nie nadużywać tego słowa. Jest przygnębiający, nostalgiczny, miejscami budzi grozę i ma wszelkie szanse by zaintrygować widza. Brawa dla twórców.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:10

Napięcie:8

Zabawa:10

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:8

to coś:10

83/100

W skali brutalności:2/10

Szept muzy

Muse/ Muza (2017)

muse

Samuel Solomon profesor literatury na Dublińskim uniwersytecie i poczytny poeta wdaje się w romans ze swoją studentką. Znajomość kończy się samobójstwem dziewczyny dokonanym w jego domu tuż po miłosnym akcie. Zakochany mężczyzna nie może się po tym otrząsnąć.

W rok po tragedii nawiedzają go koszmary o rytualnym mordzie dokonanym na nieznanej mu kobiecie. Kiedy informacje z mediów potwierdzają, że zabójstwo było faktem nie snem, mężczyzna udaje się na miejsce zbrodni szukając wyjaśnienia swojej proroczej wizji. Na miejscu spotyka młodą kobietę, Rachel, która śniła ten sam sen. W przeciwieństwie do Samuela jest ona bliższa odpowiedzi na temat zdarzenia.

„Muza” jest koprodukcją Hiszpanii, Irlandi, Belgii i Francji. Nakręcona w języku angielskim w pełni wykorzystuje dobrodziejstwo klimatu europejskiego horroru, z dużym naciskiem w stronę hiszpańskich nastrojówek. Reżyserem jest znany z „Rec’a„, czy „Veronicy” Hiszpan Jaume Balagueró wspierany w pracy nad scenariuszem przez Fernando Navarro. Filmowa fabuła zbudowana została na podstawie powieści innego Hiszpana Jose Carlosa Samozy.

muse

Film od początku kładzie nacisk na wzburzenie atmosfery rodem z opowieści Poego. Jest miłość i śmierć. Nie ma nic romantyczniejszego niż młoda martwa dziewczyna i jej nieutulony w żalu kochanek. Oniryczne wizje to też domena romantyków, którzy często mieszali sny z jawą. Powoli wchodzimy w wątki nadnaturalne. Dziwny kult, rytualny mord, kolejna martwa kobieta. Wówczas Samuel spotyka kolejną tajemniczą piękność, która zdaje się pomaga mu w dojściu do prawdy.

muse

Klimat grozy jest obecny przez cały czas, ale taki w stylu hym.. „Wywiadu z wampirem”, coś bliżej mrocznej fantastyki niż typowego horroru bardzo nastawionego na wystraszenie widza.

Aktorstwo na poziomie. Moją szczególna uwagę przykuł Eliot Coran, jakoś tak przypominał mi Rusella w „Pięknym umyśle”:)

Może lekko zaspoileruję, ale w sumie patrząc na tytuł… Tematem przewodnim całej zagadki są muzy. Mityczne istoty dające natchnienie artystom. Film ukazuje mroczną stronę ich działalności, cenę jaką należy zapłacić za twórczą wenę.

muse

Ich historia wypada całkiem zgrabnie, ale z pewnością dużo lepiej prezentowała się w książkowym oryginale, filmowa narracja traci jednak na zbyt szerokim objaśnieniu całej sprawy. Przez to film robi się nieco przegadany, a walory horrorowe na tym tracą.

Jeśli już o walorach horrorowych mowa, nie wszytko przypadło mi tu do gustu. Niektóre sceny były zbyt wybujałe, a ja lubię subtelność w kinie grozy. Sama filmowa intryga jako pomysł wypada całkiem zgrabnie. Trochę kuleje wykonanie, bo jak wspomniałam miejscami mamy zbyt dużo łopatologii.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

Nic do ukrycia

Secrets of My Stepdaughter/ Morderca w naszym domu (2017)

morderca w naszym domu

Po tym jak matka siedemnastoletniej Rachel znika bez śladu, najprawdopodobniej niesiona narkotycznym ciągiem dziewczyna zostaje przygarnięta pod dach ojca, który wraz z jej przyrodnią siostrą, Addy i małżonką Cindy tworzą szczęśliwą rodzinę.

Po trzech miesiącach od przeprowadzki Rachel dochodzi do tragedii. Rachel i jej przyjaciółka stają się ofiarami napaści podczas popołudniowej pracy w sklepie. Leslie ginie, Rachel udaje się przeżyć. Policyjne śledztwo sprawia, że Pani Kent zaczyna bliżej przypatrywać się swojej pasierbicy.

morderca w naszym domu

Od czasu do czasu zerkam łaskawym okiem na telewizyjne thrillery. Mają one jedną podstawową zaletę. Tu nawet miejsce zbrodni wygląda jak z katalogu agencji nieruchomości. Nie ważne co się dzieje na ekranie, widz nie jest narażony na zakłócenie przyjemnego nastroju odprężenia, który towarzyszy seansowi. Wszyscy się uśmiechają i mają gładkie włosy. Najgorsze zbrodnie są ugładzone na tyle by ich streszczenie można było serwować wraz z niedzielnym kotletem.

morderca w naszym domu

Tak też jest w przypadku „Mordercy w naszym domu”. Widzicie ten perfidny spoiler w tytule? Nawet jego wersja oryginalna sugeruje moim zdaniem zbyt wiele, ale Polska jak zawsze jest mistrzem. Starania scenarzystów by zamieszać w głowie widzowi słodkim uśmiechem naszej bohaterki spełzną więc prawdopodobnie na niczym i nie jest to wina scenariusza, a właśnie tytułu.

Jeśli chodzi o budowanie głównej filmowej tajemnicy nie jest najgorzej. Duża w tym zasługa aktorki wcielającej się w tytułową rolę. Jak na standardy produkcji dla TV naprawdę daje radę.Co do reszty obsady, zmilczę. Cała ekipa prezentuje się jakby właśnie zeszli z planu zdjęciowego spotów reklamowych. Tatuś mógłby reklamować kremy do wybielania odbytu, mama środki na uspokojenie a córka tampony dla dziewic.

morderca w naszym domu

Trochę się podśmiewam, ale mimo iż walory tej produkcji mogą Wam się wydać cokolwiek wątpliwe, mnie oglądało się ją miło. Ot porównałabym seans z tym thrillerem do spaceru po kwitnącym parku w słoneczny dzień.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

51/100

w skali brutalności:1/10

Drugi wywiad z pisarzem Adrianem Bednarkiem

 Moi Drodzy, jak wiecie w związku z podwójnym wydarzeniem związanym ze wznowieniem „Procesu Diabła” i wydaniem czwartego tomu ‚Diabelskiego cyklu’, czyli „Wyroku Diabła”zorganizowałam dla Was konkurs w którym dwoje szczęśliwców zgarnęło pakiety książek z wydawnictwa Novae Res. Nagrody są już zapewne w drodze a ja mam dla Was wywiad złożony z Waszych konkursowych zgłoszeń – bo jak wiecie zadaniem było wymyślenie pytania do autora Adriana Bednarka. Gdy Adrian wydał swoją debiutancką powieść przepytałam go na tę okoliczność, więc tym razem postanowiłam oddać głos Wam. Oto co z ego wynikło:

bednarek


Julia Sęk: Czy przypomina pan sobie jakiś moment – wspomnienie, wydarzenie bądź miejsce, które to wszystko zapoczątkowało? Które zrodziło tę historię, rozpoczęło całą tą misternie uknutą opowieść o Kubie Sobańskim. 🙂

Adrian: Oj chciałbym pamiętać ten moment… Pamiętam tylko, że długo chodziły mi po głowie myśli o napisaniu książki o seryjnym mordercy. Najwięcej dumałem o tym na basenie bo akurat był to okres kiedy kontuzja nie pozwalała mi biegać więc 4 razy w tygodniu o 7 rano meldowałem się na pływalni. Paradoksalnie chyba złamana kość w stopie miała jakiś wpływ na powstanie myśli o stworzeniu Kuby bo pierwsze próby napisania Pamiętnika Diabła podjąłem wkrótce po jej wyleczeniu 😉

Marcin Zarębski: Na ile utożsamiasz się z głównym bohaterem książki ? Choć wiem że najprawdopodobniej nie dostanę odpowiedzi prawdziwej w 100 % bo to nie miejsce, czas i okoliczności na takie zwierzenia to i tak zadaję to pytanie 

Adrian:  Haha, powiedzmy, że utożsamiam się z Kubą mniej więcej w 30 procentach 😉 

Aga Lenaa: Gdyby twoja seria o diable została zekranizowana i otrzymałbyś propozycję zagrania jednej z ról to wyraziłbyś zgodę? Czy w ogóle chciałbyś a jeśli tak to kogo?

Adrian: Bardzo bym chciał żeby diabelska seria została zekranizowana, ale nie wyobrażam sobie siebie w żadnej z ról. Jestem pisarzem, do gry aktorskiej mnie nie ciągnie. Choć z drugiej strony… Mówię tak bo wiem, że nie mam okazji a gdybym ją miał…? Chyba wolałbym zagrać w czymś innym. Za stary jestem na głównych bohaterów diabelskiej serii. 😉

Ewelina Łukawska: Wiele autorów robi research, by lepiej wczuć się w role swoich bohaterów czy nadać książce autentyczności. Czy Pan też takowych dokonywał? Czy jednak wszystko jest tylko wytworem wyobraźni?  

Adrian: Ja stawiam głównie na wyobraźnię. Wychodzę z założenia, że piszę bajki dla dorosłych, nie prace naukowe 🙂 Nie szykowałem się w jakiś specjalny sposób do napisania Diabełków, research stanowiło głównie samo zainteresowanie tematyką seryjnych morderców bo od lat oglądam o nich filmy, czytam książki i automatycznie przyswajam informacje. Można powiedzieć, że wiedzę o seryjnych mordercach miałem już kilka lat przez napisaniem pierwszego Diabła.

Renata Przybysz: Jakie diabelskie cechy szanowny Autor posiada?

Adrian: Maniakalna upartość w dążeniu do wyznaczonego celu, tworzenie własnych reguł i przestrzeganie tylko ich, fascynacja złą częścią ludzkiej natury i niewinny uśmiech 😉  

Paulina Slodowa: Skąd pomysł, by głównym bohaterem został seryjny morderca? W dodatku wzbudzający niemałą sympatię.

Adrian: Głównym bohaterem został seryjny bo bardzo mnie te postacie interesują, chciałem wkręcić się w taką osobę i w pewien sposób przeżyć to co on przeżywa, poza tym uważałem, że to świetny pomysł na książkę. Osobiście miałem już dosyć klasycznych kryminałów i w swojej twórczości stawiam na przestępców. Oprócz seryjnych morderców czytelnicy będą mieli okazję poznać kolejne postacie z różnych przestępczych „branż”. A jeśli chodzi o wzbudzanie sympatii to akurat wyszło całkowicie przypadkowo. Nie zakładałem,  że czytelnicy w tak dużym stopniu będą sympatyzować z Kubą. Po prostu opisywałem seryjnego mordercę tak jak ja go sobie wyobrażam bez konkretnych oczekiwań.

Marta Ślęzakiewicz: Dlaczego akcja serii dzieje sie akurat w Krakowie? Czy autor ma z Krakowem jakieś szczególne skojarzenia, wspomnienia które pozwoliły na osadzenie akcji w tym mieście?

Adrian: Po pierwsze żadne inne miasto mi tak dobrze mi nie pasowało jak Kraków, który ma  niepowtarzalny klimat bywa piękny, romantyczny a jednocześnie niebezpieczny i zabójczy. Ale kluczowa była chyba moja tęsknota za Krakowem. Spędziłem w tym mieście kilka naprawdę świetnych lat życia i zaczynając pierwszego Diabła naprawdę bardzo za nim tęskniłem. Pisząc mogłem znów trochę tam pomieszkać, niby tylko w głowie ale mnie to wystarczyło.

Weronika Matuszewska: Czy osoba Julii z „Pamiętnika diabła” ma swój pierwowzór w rzeczywistości? Właśnie skończyłam czytać książkę i jest ona moją ulubioną postacią, zaintrygowała mnie – stąd moje pytanie.

Adrian: Częściowo ma, może w 10-15 %, ale pozwoli Pani, że nie rozwinę tego tematu bo chciałbym pozostać w jednym kawałku 🙂 Poza drobną inspiracją Julcia jest całkowitym wytworem mojej wyobraźni. Cieszę się, że jest czytelniczka, która z nią tak sympatyzuje. Przyznam, że ja ją wręcz uwielbiam, zwłaszcza tą jej ewolucję która dokonała się przez lata. Kiedy zaczynałem pierwszego Diabła w życiu bym nie przypuszczał, że wyjdzie z niej taki kawał książkowej bohaterki 🙂

tagumpay: Jestem w trakcie przypominania sobie przygód Kuby Sobańskiego od początku i pytam: Dlaczego tak znakomita fabuła i akcja musi być okraszona dużą ilością zwrotów typu ubrał, np. spodnie, które nie są poprawne, chociaż w innych miejscach jest ok(np. miał na sobie)? To pytanie mnie bardzo nurtuje 😉 

Adrian: Miło mi, że czytelnicy wracają do moich książek. Pamiętnik Diabła to był mój debiut, więc jakieś frycowe trzeba zapłacić 😉 Sam po czasie uważam, że zmieniłbym wiele rzeczy.

monika.dela: Które ze swoich dzieł uważa Pan za największy sukces? Kto wymyśla tytuły? Proszę powiedzieć jak wygląda Pana warsztat pracy, otoczenie podczas tworzenia, co Pan lubi mieć a co Panu przeszkadza?

Adrian: No więc po kolei: Za największy sukces uważam podpisanie umowy z moim obecnym Wydawcą która pozwala mi spokojnie skupić się na pisaniu i gwarantuje publikację oraz promocję. Najgorzej ze swojej pisarskiej przygody wspominam te mozolne poszukiwania wydawcy. A jeśli miałbym wybrać jedno dzieło…? Ciężko bo to jak z dziećmi, trudno wskazać ulubione a jeszcze ciężej się do tego przyznać 😉 Do tej pory wszystkie tytuły są mojego autorstwa. Jeszcze nie zdarzyło się żeby jakiś został zakwestionowany przez Wydawcę.

Otoczenie to zwykle biurko i laptop albo, co ostatnio zdarza mi się coraz częściej, łóżko i laptop na kolanach 😉 Zawsze dookoła pałętają się moje bazgroły, które nazywam notatkami, pisanie zaczynam od espresso i papierosa. To stały, niezmienny rytuał. Przeszkadza mi nieustannie dzwoniący telefon i hałasy, ale nauczyłem się z tym żyć. Błoga cisza zdarza się dość rzadko w ciągu dnia, zazwyczaj tylko w nocy. Często piszę w trakcie pracy a ponieważ mam ten komfort że pracuję w domu przed biurkiem i dzięki temu udaje mi się więcej pisać, staram się nie narzekać tylko wykorzystywać każdą wolną chwilę. Mimo to najlepsze są dni kiedy wiem, że mam czas i spokój do napisania całej sceny, bez wyrzucających z transu przerw.

piotrekG: Lubisz straszyc ludzi? 😉

Adrian: Haha, już nie. Jakiś czas temu przyjechałem bez zapowiedzi do rodziców, otworzyłem dom swoimi kluczami i z premedytacją wystraszyłem tatę kiedy odkurzał z słuchawkami na uszach. Po jego reakcji stwierdziłem, że nie ma nic zabawnego w straszeniu ludzi 😉

ewa: Czy lubisz spaghetti carbonara :)? 

Adrian: Pewnie, ogólnie lubię dania z makaronem 😉

Marcin Tomkowiak: Będąc seryjnym mordercą, kogi i jak byś zabijał?

Adrian: Kogoś kogo nie znam, bo to zmniejsza ryzyko wpadki. Nie wiem kogo, może jakąś fajną dziewczynę? 😉 Jak? Zależy od okoliczności 😉

Manitou: Czy mając do wydania 30zł na powieść z dreszczykiem i bedąc wieloletnim fanem Grahama Mastertona powinienem kupić najnowszą jego książkę, czy też postawić na coś nowego i zaryzykować kupując powieść nie znanego mi jeszcze Adriana Bednarka? 

Adrian: Zdecydowanie zaryzykować i kupić Adriana Bednarka. Choćby dlatego, żeby przekonać się co takiego ma w sobie Kuba Sobański, że przyciąga czytelników, poznać nowego twórcę mrocznej literatury i zacząć wspaniałą przygodę która być może będzie trwała tak długo jak przyjaźń z Mastertonem. Poza tym taki czytelniczy transfer pozwoli nabrać literackiej świeżości i zmienić nieco spojrzenie na thriller 😉

Agnieszka: Ten jeden moment, ta jedna chwila. Pamięta Pan okoliczności w których narodził się pomysł „na diabła”? 

Adrian: Nie pamiętam, choć bardzo chciałbym sobie przypomnieć. Jak odpowiadałem w jednym z wcześniejszych pytań, pomysł narodził się w okresie kiedy leczyłem kontuzję złamanej nogi i dostawałem kręćka z braku możliwości biegania. Organizm totalnie uzależniony od endorfin płatał figle i mózg zaczął coś kminić aż w końcu wykminił sobie Kubę 😉

Karalucha: Może powiem na wyrost, ale chyba każdy z nas ma ochotę kogoś zabić. Czy miał Pan kiedyś taką ochotę i plan jak to zrobić? 

Adrian: Nie należę do wyjątków, też zdarzają się takie momenty, ale raczej pod wpływem chwilowego impulsu, nie do tego stopnia żebym robił już jakieś plany 🙂

Monika: Gdyby Netflix albo HBO wykupiło prawa do ekranizacji „Diabłów…” kogo widziałby Pan na fotelu reżysera, a kogo w obsadzie?  

Adrian: Aż tak dobrze nie siedzę w nazwiskach aktorów i reżyserów Netflixa i HBO żeby się wypowiedzieć. Gdyby doszło do takiej ekranizacji dałbym wolną rękę tym którzy finansowaliby projekt przy doborze pracowników. Zwłaszcza reżysera, choć chciałbym być obecny przy selekcji aktorów i mieć na nich wpływ. Wybierałbym jednak po twarzach i próbach ich umiejętności a nie po nazwiskach.

Ze swojej strony gorąco zachęcam Was do zapoznania się z historią Kuby Sobańskiego a także odwiedzenia fanpage autora

Wyniki konkursu

WYNIKI KONKURSU:

konkurs

Drodzy Państwo, w dniu dzisiejszym do sprzedaży trafiły wznowienie „Procesu diabła” i premiera „Wyroku diabła”, którym patronuję. W związku z tym od paru dni na blogu trwał konkurs w którym mogliście zgarnąć pakiety książek z wydawnictwa Novae Res.

Waszym głównym konkursowym zadaniem było wymyślenie pytania, które stanie się częścią wywiadu z autorem powieści. Zgłoszeń było bardzo dużo więc powstanie z tego piękny, chaotyczny wywiad:) Wybrałam najciekawsze z nich i spośród nich wylosowałam zwycięzców.

Tak więc nagrody trafiają do:

1. Pakiet czterech tomów „Pamiętni…”, „Proces…”, „Spowiedź…” i „Wyrok…”  trafi do Juli Sęk

2. Pakiet składający się z „Procesu diabła” i „Wyroku diabła” trafi do Marcina Zarębskiego

Laureatów proszę o przesłanie wiadomości prywatnej na fanpage bloga lub na mail biblia_horroru@o2.pl z adresem do wysyłki nagród.

Wywiad zostanie opublikowany gdy tylko szanowny autor odpowie na Wasze pytania.

W świecie Dickensa

Samotnia – Charles Dickens, Tom I i II

samotnia

Jestem ‚czytelnikiem starej daty’ i lubię stare książki. Moja przygoda z Charlesem Dickensem zaczęła się od „Wielkich nadziei”, które owszem maja wielu fanów, ale nie są tak popularne jak „David Copperfield”, czy „Oliver Twist”, nie są też tak doceniane w literackim świecie jak … „Samotnia”.

To właśnie „Samotnia” uważana jest za najwybitniejszą i najbardziej dojrzałą powieść autora. Wśród jej zagorzałych fanów znajduje się Stephen King i mój literacki bóg Vladimir Nabokov.

Jakże mogłabym jej nie przeczytać? Ano, do tej pory to zadanie było nieco utrudnione. Od dawna nie pojawiło się, żadne wznowienie powieści. Po tym jak zapłaciłam ponad dwie stówy za „Księgę Diny” na internetowej aukcji po to by po pół roku doczekać się wznowienia i możliwości zakupu książki za niespełna pięć dyszek ostudziłam swoje zapędy i postanowiłam poczekać na nowe wydanie „Samotni”. Doczekałam się. W klasycznej oprawie książkę wznowił Zysk i s-ka wychodząc na przeciw moim oczekiwaniom.

Przyznam, że fabuła książki była mi już pokątnie znana dzięki rozlicznym ekranizacjom. Po lekturze ponad 14000 stron stwierdzam z całym przekonaniem, że żadna z nich nie oddała ducha powieści.

Miłośnicy wiktoriańskiej Anglii dzięki lekturze powieści mogą poznać ją w pełnej klasie z całym pięknem i okrucieństwem.

samotnia

Dickens pisze o swoich czasach, wykorzystując tu chyba całą swoją widzę o otaczającej go rzeczywistości. Ciężko mi tu powiedzieć o wątku głównym, bo liczba stronic pozwala na uczynienie każdego z nich głównym, postawię jednak na motyw procesu, anielskiej biurokracji i absurdu sądownictwa.

Dickens w swoim cv pośród całego szeregu przeróżnych fachów miał epizod w charakterze urzędnika sądowego. Podejrzewam, że mogło to dać podwaliny pod historię Richarda Carstonea i wlekącego się latami procesu rodziny Jarndyce.

Autor nie oszczędza książkowych antybohaterów, piętnując każdego kto na to zasłużył. Nie ma też litości dla bohaterów pozytywnych, stawiając ich w sytuacjach beznadziejnych, zastawiając coraz to nowsze pułapki losu. Poznamy tu zarówno bogatych arystokratów, jak i nędzarzy, robotników i inteligencje. Każdy ma tu swoją rolę do odegrania. Każdy zasługuje na uwagę pisarza i dostaje możliwość zaprezentowania się przed czytelnikiem. Co z pewnością zszokowało w Dickensowskich czasach, oddał on głos kobiecie, czyniąc z Ester, bohaterki „Samotni” jednego z jej narratorów.

Dickens zawsze miał zacięcie do wątków, które współcześnie określamy kryminalnymi. Wprowadzał w swoje historie nie tylko rodowe tajemnice, ale i zbrodnie, które bystry czytelnik ma szansę rozwikłać. Nie inaczej jest w przypadku „Samotni”.

Wszytko to czyni tekst „Samotni” niebywale intrygującym. Jeśli dodamy do tego niepowtarzalny klimat jej czasów, mamy dzieło, rzec można idealne. Dla mnie przynajmniej.

„Samotnia” pozostawiła mnie w przygnębieniu, które ciężko opisać słowami, trzeba tego po prostu doświadczyć.

Moja ocena:10/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i s-ka

zysk

Została tylko cisza

Das Letzte Schweigen/ Cisza (2010)

cisza

W 1986 roku na niemieckiej prowincji dochodzi do brutalnej napaści na jedenastoletnią Pie. Dziewczynka zostaje zgwałcona i zamordowana, a sprawca przez lata pozostaje nieuchwytny.

Ponad dwie dekady później inna dziewczynka znika, na polu pszenicy leży kolejny porzucony dziecięcy rowerek. Dla policji prowadzącej śledztwo jest to znak, że morderca z przed lat powrócił.

Niemiecki thriller „Cisza” jest jednym z lepszych obrazów o tematyce zbrodni na nieletnich jaki miałam okazje oglądać. Wróciłam do niego po latach po to by móc Wam go przedstawić.

Obraz szwajcarskiego reżysera o niewielkim acz konkretnym dorobku (obecnie facet odpowiada za serial „Dark„) łączy w sobie walory kina kryminalnego z psychologicznym dramatem i thrillerem.

W przeciwieństwie do większości filmów z gatunku już na wstępie mamy okazję poznać sprawcę. Jest to bezwzględny i okrutny człowiek, który postanowił dać upust swoim żądzom. Pewnego letniego dnia w czasie przejażdżki z kolegą, o jak sądzi, identycznych preferencjach napotyka dziewczynkę jadąca rowerem przez pola. Bez ceregieli napada na nią i gwałci podczas gdy jego towarzysz patrzy na wszytko w osłupieniu. Gdy Timo, bo tak nazywa się współudziałowiec w zbrodni zrywa z nim kontakt gwałciciel znowu zostaje sam. Czyżby się pomylił?

cisza

Timo przez lata walczy z wyrzutami sumienia. Zakłada rodzinę, zmienia nazwisko, stara się żyć normalnie. Jednak to zdarzenie cały czas w nim siedzi,a wielki come back jaki funduje stary znajomy boleśnie przypomina mu o tym… kim jest.

Moi Drodzy jest to film o dwóch pedofilach, z czego jeden dopuszcza się zbrodni wchodząc na level drapieżnika i drugi, bierny w swoich  ciągotach, ogranicza się do masturbacji i ukradkowego popatrywania na dzieciaki.

Może o tym nie wiecie, ale nie każdy pedofil jest gwałcicielem. Zdziwię Was jeszcze bardziej, większość czynów pedofilnych wcale nie wynika z pedofilii. Większość facetów zabierających się za dzieci robi to bo są łatwym obiektem, łatwiej zgwałcić dziecko niż dorosłą kobietę czy tym bardziej mężczyznę. Żeby dopuścić się czegoś tak okrutnego trzeba mieć w sobie psychopatyczny rys, a jak pokazuje postać Timo, nie każdy go ma. Ot taka seksuologiczna ciekawostka.

„Cisza” podchodzi do tego kontrowersyjnego tematu z chłodem, który może przyprawić o dreszcze. Fakt, że ojciec rodziny był tylko o krok od gwałtu na dziecku mrozi krew w żyłach. Fakt, że inny bohater bez najmniejszych wątpliwości na ów czyn się decyduje, co więcej powtarza go, jest jeszcze bardziej szokujący dla widza.

W tym wszystkim znajduje się miejsce na poznanie obydwu antybohaterów, kamera ani myśli odwracać od nich swój wzrok. W najgorszych chwilach słońce opromienia oblicza, których wolelibyśmy nie widzieć. Mimo, że produkcja nie epatuje wizualna brutalnością już sam kontekst jest wystarczająco odpychający i wcale nie musicie być szczególnie wrażliwi.

cisza

Ten film ma w sobie coś takiego, że nie da się obok niego przejść obojętnie, choć wcale nie jet pierwszym ani ostatnim obrazem o takiej tematyce. Myślę, że „Cisza” zbliża się do niej bardziej niż przywykliśmy.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:8

76/100

W skali brutalności:2/10

Przerażający klaun

Terrifier (2017)

terrifier

Dwie przyjaciółki Tara i Dawn wracają z halloweenowej imprezy, gdy natrafiają na gościa, w przebraniu klauna, który autentycznie wywołuje dreszcze w mniej pijanej z obydwu dam. Klaun podąża w ślad za nimi. Gdy okazuje się, że ktoś przebił opony w aucie dziewczyn te czekając na pomoc ze strony siostry Tary wpadają w łapska chorego zwyrodnialca.

W ogóle nie miałam ochoty na ten film i jak się okazuje słusznie. „Terrifier” został nakręcony w nawiązaniu do antologii krótkometrażówek „Cukierek albo psikus” z 2013 roku i jest dziełem tych samych twórców. Z jakiegoś powodu uznali oni, że sukces nawiązującego do stylistyki tanich horrorów z lat ’80 dzieła „Cukierek albo psikus” jest warty powtórzenia.

Powiem szczerze, że już ich starsze dziełko nie zaskarbiło sobie mojej szczególnej sympatii. Tak, owszem fajnie odtwarzał stylistykę kina klasy B, ale dla mnie to trochę za mało. Zawsze jednak może być gorzej i „Terrifier” jest tu dobrym przykładem. Twórcy tak się rozsmakowali w podrabianiu stylu niskobudżetowych straszaków złotej ery slasherów, że zabrnęli o parę liter za daleko w klasyfikacji. Z kina klasy B, zrobiło się kino klasy Z.

Wydaje mi się, że fabularnie film ma do zaoferowania jeszcze mniej niż klasycznie przygłupie fabuły typowych rąbanek. W zasadzie odebrałam to jako parodię.

terrifier

Slashery nigdy nie powalały realizmem, jednak ich plus był taki, że nigdy nie starały się być bardziej gore od gore. Tu postawiono na dokładną ekspozycje krwawej łaźni, przez co możemy obcować z jeszcze większą liczbą nonsensów. Weźmy choćby scenę przepołowienia dziewczyny…

Sama historia, która jak wspomniałam jest prostodusznie głupawa zaczyna się od zapoznania z sylwetką klauna mordercy. Widzimy jedną z jego cudem ocalonych ofiar, która co prawda załatwiła drania, ale jego zwłoki w magiczny sposób znikły. Gdzieś w międzyczasie następuje coś co przy dużej dawce dobrej woli można określić mianem zwrotu akcji, który to wyjaśnia zagadkę – oj tak, czapki z głów.

Jednak główny ciężar opiera się na próbach zainteresowania widza potyczką Tary z klaunem. Tu spodziewajcie się wszystkiego złego. Jeśli coś można spieprzyć w scenie pojedynku ofiary z oprawcą to możecie być pewni, że tu zostanie do spieprzone dokumentnie.

terrifier

Czy ten film może się w ogóle komuś podobać? O tak! Nie bez powodu mówi się o kulcie kina klasy Z. Jego fani z pewnością dostrzegą tu dużo dobrego dla siebie. Ja niestety nie zapiszę się do grona fanów „Terrifier”.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:4

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:4

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:4

Aktorstwo:5

Oryginalność:6

To coś:3

43/100

W skali brutalności:4/10

Konkurs z książkami Adriana Bednarka

KONKURS!

konkurs

Moi Drodzy, w związku z tym, że objęłam patronatem medialnym wznowione wydanie „Procesu Diabła” i wydawniczą nowość „Wyrok Diabła”, mam dla Was konkurs, w którym będziecie mogli zdobyć książki Adriana Bednarka, autora „Procesu…” i „Wyroku…”. Waszym zadaniem będzie :

1. Zlajkowanie fanpage Adriana (link) i Biblii Horroru (link) – o ile jeszcze tego nie zrobiliście

2. Udostępnienie postu konkursowego

3. Wypełnienie konkursowego zadania, którym jest: wymyślenie pytania do pisarza Adriana Bednarka. Osoby znające już jego twórczość mogą pytać o kwestie z nią związane, Ci którzy jeszcze nie mieli okazji jej poznać, a mają na to chęć, mają wolną rękę, myślę, że Adrian się nie obrazi jeśli zapytacie go czy lubi schabowe.

Ogłoszenie wyników nastąpi w dniu premiery wspomnianych książek, czyli 18ego kwietnia

Teraz najprzyjemniejsza część, czyli nagrody. Mam dla Was dwa pakiety książek

1. Cała seria składająca się z „Pamiętnika diabła”, „Procesu diabła”, „Spowiedzi diabła” i „Wyroku diabła”

2.  Wznowienie „Procesu diabła” i  nowość „Wyrok diabła”

Na Wasze zgłoszenia czekam pod postem konkursowym na blogu, lub jego fanpage oraz na mailu biblia_horroru@o2.pl

Pocałunek Czarnej Mamby

Wąż/ Serpent (2017)

serpnt

Gwynn postanawia towarzyszyć mężowi, Adamowi w czasie weekendowej wyprawy badawczej. Kobieta pragnie uciszyć wyrzuty sumienia po niedawnej zdradzie, jednak okaże się, że wypad nie będzie ani kojący dla ich związku, ani romantyczny. Gdy nocą Gwynn opuszcza namiot by ukradkiem pousuwać esemesy od kochasia wpuszcza do jego wnętrza węża i to nie byle jakiego, bo piękny okaz czarnej mamby, jednego z najbardziej jadowitych węży na świecie.

Boję się węży. Truchleję na widok małego zaskrońca, albo czegoś co opacznie za niego wzięłam. Najstraszniejszym horrorem była dla mnie niezbyt mądra  Anakonda” i nigdy nie zdołałam się zdecydować na seans z ‚hitem’ „Węże w samolocie”;). Ostatecznie jednak z kinem grozy obcuje się o to by się bać, więc w chwilowej, sobotniej niepoczytalności podjęłam decyzję o seansie z „Serpent”.

Wiedziałam, że nawet jeśli film okaże się słaby, w moim przypadku spełni swoje zadanie i zmrozi mi krew w żyłach. I tak też się stało. Film z resztą nie jest wcale zły, albo ja nie potrafię go obiektywnie ocenić, bo czarna mamba przesłoniła mi całą perspektywę:)

serpnt

Lubię filmy survivalowe i jestem miłośniczką przygód, których można nie przeżyć, więc wyprawa Gwynn i jej męża szybko mnie zaangażowała.

W oczekiwaniu na pojawienie się głównego antybohatera macie okazję poznać bliżej naszych protagonistów. O ile Adam może wzbudzić Wasza sympatię to jego zdradziecka żona nie ma na to najmniejszych szans. Nie tylko dlatego, że jest nieuczciwa i niemoralna, jest głupia przede wszystkim, co kilkakrotnie pokaże w czasie trwania ich dzikiej przygody.

Sam wąż ukazuje się niespodziewanie. Tą scenę odnotowuję na plus. Jego dalsze zachowanie może wzbudzić wątpliwości wśród domorosłych przyrodników i z pewnością kilku znawców zachowań węży wniesie brutalny sprzeciw wobec postawy czarnej mamby zaprezentowanej w filmie.

Z tego co niestety wiem o wężach czarna mamba jest jednym z najszybszych i najbardziej agresywnych gatunków. W sytuacji, w której zostaje zamknięta w nagrzanym namiocie przez pół dnia wykazuje tu zadziwiająco niewielkie rozdrażnienie. Jednak umówmy się, horrory z rodzaju animal attack zawsze są naciągane i nie ważne, czy idą w stronę fantastyki czy trzymają się realizmu, twórcy mają tendencję do wypaczania pewnych kwestii na potrzeby scenariusza.

serpnt

Wyobraźmy sobie, że wężysko w filmie jest podręcznikową mambą. Użarła by każde z nich po trzy razy gdy tylko podpełzłaby na tyle blisko by wykonać skok. I co? Byłoby po filmie, w najlepszym wypadku popatrzylibyśmy sobie na agonię, która w przypadku ugryzienia tego węża nie trwa dłużej niż dwadzieścia minut. Zamiast tego mamy pełne napięcia momenty, w których wężysko pełza po naszych bohaterach, łypie na nich bystro, a w oczach ma zło piekielne.

Obawiam się jednak, że dla kogoś kto nie podziela mojego panicznego lęku przed wężami, może się w pewnym momencie się znudzić zwłaszcza, że do głosu dochodzą bardziej przyziemne problemy bohaterów, na jaw wychodzi kwestia zdrady. Jedna ze scen blisko finału może z kolei rozbawić.

SPOILER: Gdy Adam wyrzuca węża ze śpiworem, ten zaczyna go gonić, szamoczą się w wodzie, a Adam topi węża jak indora.:) KONIEC SPOILERA. Oczywiście mnie akurat do śmiechu nie było, bo wiecie, WĄŻ.

Reasumując film w sam raz dla mnie, ale nie zakładam by wszyscy podzielili mój entuzjazm.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

65/100

W skali brutalności: 2/10