Miesięczne archiwum: Maj 2018

Tylko po cichu

A Quiet Place/ Ciche miejsce (2018)

ciche miejsce

Evelyn i Lee to małżeństwo z dwojgiem dzieci. Przyszło im żyć w nieprzyjaznych czasach, w których każdy głośniejszy dźwięk może skończyć się śmiercią. W świecie praktycznie całkowicie pozbawionym ludzkich istot żyją stwory o niezwykle czułym aparacie słuchu.Potrafią bezbłędnie zlokalizować ofiarę i błyskawicznie ją zabić. Ci, którzy chcą przetrwać muszą pogodzić się z egzystencją w całkowitej ciszy.

Ten cichy, milczący wręcz horror stał się jak dotąd najgłośniejszym filmem roku. Mimo, że jest reżyserskim debiutem zostawił w tyle konkurencję. Może to znak, że coś zmienia się w mentalności grona odbiorców horrorów?

ciche miejsce

Byłam bardzo ciekawa tego obrazu nie tylko z powodu pozytywnych opinii krytyków i widzów.

Finalnie produkcja okazała się… dobra. Może nawet bardzo dobra, może najlepsza jaką będę mieć okazję widzieć w tym roku. Dlatego, że jest dobrze zrealizowana, utrzymana w klimacie, który lubię z dobrym aktorstwem i składnym scenariuszem. Nie mniej jednak muszę przyznać, że nie zrobiła na mnie takiego wrażenia bym mogła uznać ją za przełomową i wybitnie wyjątkową.

Generalnie cały zamysł jest dość prosty. Oto mamy jakąś apokalipsę, która zmiotła z powierzchni ziemi większość istnień ludzkich i została zasiedlona przez potwory. Potwory te używają echolokacji, a ich zmysł słuchu jest wyczulony na tyle, że usłyszą najmniejsze pierdnięcie.

ciche miejsce

Rodzina Abbottów porozumiewa się ze sobą w języku migowym zachowując wszelkie środki ostrożności. Zdarzają się jednak sytuacje nieprzewidziane, więc ich egzystencja naznaczona została dramatem utraty jednego potomka. Teraz Evelyn spodziewa się kolejnego dziecka.

Fabułę śledziłam z zainteresowaniem, jest to film przyjemny dla oka. Dla fanów skocznych scen znajdzie się kilka ujęć frontalnych ataków. Elementem stricte horrorowych są też wizualizacje samych potworów. Wyglądają dość poprawnie, mieszcząc się w standardach kina sci -fi, ale bez większego polotu mówiąc szczerze.

ciche miejsce

To co najlepiej udało się w filmie Krasinskiego to stworzenie atmosfery permanentnego zagrożenia, to, że w sytuacji strachu bohaterom odmówiono najbardziej ludzkiej reakcji, czyli krzyku. To właśnie sceny w których protagoniści muszą milczeć choć instynkt podpowiada im coś zupełnie innego doceniłam najbardziej.

Cóż więcej mogę rzec, śmiało oglądajcie, bez oporów.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

70/100

W skali brutalności:2/10

Kłopoty rodzinne

Mom and Dad/ Mama i tata (2017)

mom and dad

Kendal i Brat są małżeństwem w średnim wieku wychowującym dwójkę dzieci, nastoletnią Carly i małego Josha. Mimo iż ich życie rodzinne można uznać za udane od czasu do czasu dopadają ich frustracje i tęsknota za życiem bez zobowiązań, bez dzieci. Jeden z takich kryzysów zbiega się w czasie z wybuchem przedziwnej epidemii, której głównym objawem jest chęć zamordowania własnego potomstwa.

Kto nie miał nigdy chęci ukatrupić swojego dziecka niech pierwszy rzuci kamień – zdaje się mówić przesłanie filmu Briana Taylora.

“Mom and Dad” to horror komediowy, wykorzystujący motyw odwrotny od tego, który możecie pamiętać z “Childreen”. Tam, bowiem, to dzieci przypuściły atak na rodziców- generalnie wszystkich dorosłych – tu mamy sytuację odwrotną – to rodzice mordują własne dzieci.

mom and dad

Dzieciobójstwo poważna sprawa, ale reżyser obrał tu inną drogę. Zamiast moralizować z surową miną, on postawił na pastisz i wytoczył działa czarnej komedii.

O tym, że właśnie z tego rodzaju opowieścią będziecie mieli tu do czynienia przekonacie się już w pierwszych minutach filmu. Rozpoczyna się on zupełnie jak kino familijne, jednak przy każdej możliwej okazji puszcza do widza oczko.

Akcja właściwa rozpoczyna się dość szybko i nie odpuszcza. Jest głośno, krwawo i wesoło. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie kreacja Nicolasa Cage’a. Nie lubię typa. Choć nie powiem by “Pan życia i śmierci”, czy “Living Las Vegas” nie były dobrymi filmami. W każdym razie cała obsada daje radę.

mom and dad

W tej ogólnej wesołości i pełnym relaksie znajdzie się też miejsce na całkiem niegłupie refleksje, z przymrużeniem oka, ale jednak. Generalnie uważam ten film za udany zwłaszcza, że połączenie horroru z komedią udaje się tylko z rzadka.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:9

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

oryginalność:7

To coś:7

65/100

w skali brutalności:2/10

Uciekaj, serce moje

Escape room (2017)

escape room

Tyler wraz z dziewczyną i kilkorgiem znajomych świętuje trzydzieste urodziny. Jego piękna dziewczyna Christen postanowiła z tej okazji zorganizować coś ekstra: wyprawę do escape roomu. Ta niewinna rozrywka przyprawi ich jednak o coś więcej niż napięcie i chwilowy dreszcz.

Tym razem nadaję do Was o tym “Escape room’ie”, o którym krzyczano na plakatach kinowych. Jest to produkcja w stu procentach profesjonalna, zrobiona przez doświadczonych filmowców, czyli poważny kandydat na kasowy hit. Niestety świat horroru rządzi się innymi prawami i zazwyczaj to właśnie pretendenci do wszelkich pochwał odpadają w przedbiegach.

Zanim miałam okazje sama zobaczyć film, naczytałam się o nim wielu niepochlebnych opinii. I choć bardzo chciałabym być przekorna, to jednak muszę się zgodzić z opinią większości.

“Escape room”, mówiąc krótko to takie popłuczyny po “Pile” z czasów jej świetności. Wykorzystuje motyw zamknięcia bohaterów wbrew ich woli by kolejno wymierzać im bolesne razy, które nie każdy przeżyje.

escape room

Film miał w zasadzie tylko jeden dobry moment, jeśli chodzi o walory grozy i mam tu na myśli scenę śmierci pierwszej z par, siostry Tylera i jej chłopaka.

Cała reszta nie robi już wrażenia i oto nastaje koniec na samym początku.

“Escape room” nie celuje w nurt torture porn tylko i wyłącznie. Stara się zaoferować coś inteligentniejszego wprowadzając na arenę psychologiczne gierki i przewrotne zagadki. Niestety, ani te pierwsze ani te drugie nie zdają egzaminu. O ich poziomie może zaświadczyć chociażby pomysł na postać głównego bohatera, Tylera, który to rzekomo miał być czarujący i inteligentny. Jawił mi się raczej jako tępy chuj na kaczych nóżkach, ale niech tam.

escape room

Zagadki, które recytuje anonimowy antagonista  w prologu obrazu rozgryzł by bystry ośmiolatek.

Dla tych, którzy nie zgłębiali tematu, całe te escape room’y to bardzo popularna rozrywka. Ich założenie to przeżycie przygody w gronie znajomych. Ci, który się na to zdecydują zostają umieszczeni w zamknięciu i tylko rozgryzienie przewodniej zagadki pozwoli na wydostanie się z opresji. Oczywiście wszytko odbywa się w warunkach kontrolowanych. Filmowy escape room to więc taka fantazja na temat tego co by było gdyby.

Idźmy dalej. Jako takie nadziej wiązałam z postacią Christen i bardzo liczyłam na jakiś surprise z jej udziałem, niestety nic z tego. Zamiast tego podziwiałam taniec godowy jej koleżanki, która bardzo chciała ugościć w swych nogach naszego czarusia Tylera.

Nie mogę się jednak przyczepić do technicznego wykonania tej produkcji. Wszytko jest na swoim miejscu i dobrze się na to patrzy. Może nawet aktorstwo nie jest takie złe, a kwestia leży w samych postaciach i ich skrajnej nijakości.

Powiem więc tak, obejrzeć się to da, ale nic ponad to.

Moja ocena:

straszność:2

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:4

48/100

W skali brutalności:3/10

Śniłaś mi się

Dziewczyna ze snów – Michał Gałwa

dziewczyna ze snów

Ameryka rok 1967.Nastoletni Jake Hopkins przeprowadza się wraz z ojcem do Iglastych Wzgórz, małej mieściny w której urodził się ojciec chłopaka i w której ma teraz objąć stanowisko szeryfa. Młody nie jest zadowolony z przeprowadzki, która jawi mu się jako wyrok śmierci.

Jednak śmierć z nudów nie będzie mu pisana. Wraz z przybyciem do nowego domu Jake’a zaczynają nawiedzać koszmary dalekie od jego zwyczajnych problemów ze snem. Co więcej sny mają silny związek z rzeczywistością. Stopniowo zacierające się granice między jawą, a snem doprowadzą chłopaka na skraj szaleństwa.

“Dziewczyna ze snów” jest drugą książką młodego autora, Michała Gałwy, która ukazała się nakładem wydawnictwa Novae Res. Nie miałam okazji przeczytać jego debiutu, więc nie wiem jaki od tego czasu postęp poczynił pan pisarz.

Przynależność gatunkowa “Dziewczyny ze snów” oscyluje między powieścią psychologiczną – żeby nie powiedzieć psychodeliczną, a dreszczowcem w którym znajdzie się miejsce na zjawiska niewyjaśnione.

Jak wspomniałam w opisie, akcja powieści rozgrywa się w Stanach, co nie jest popularnym chwytem u naszych rodzimych autorów. Co więcej dzieje się w końcówce lat ’60, co też może być zastanawiające. Czyżby autor był miłośnikiem tamtego okresu?

Myślę, że wyjaśnienie jest bardziej prozaiczne i składa się z trzech liter: LSD. Wątki związane z kwasem, okolicznościami jego stosowania przez amerykańską młodzież wyraźnie zajmują autora. Niestety zapomniał o kilku innych aspektach i skoro już jestem przy czasie i miejscu akcji to może o nich napomknę, choć może nie wypada zaczynać od słów krytyki?

Już na pierwszych stronach, mamy sporą wtopę. Jake biadoląc nad swoim losem zesłańca do małej mieściny, rzuca, że przeprowadzka jest dla niego jak informacja o tym, że ma HIV. Widzicie problem? Mamy rok 1967, wirus HIV został odkryty w 1983 roku. Trochę dalej mamy kolejna gafę. Autor wspomina o Jeffrey’u Dahmerze jako o seryjnym mordercy. Problem w tym, że w 1967 Jeffrey miał może z siedem lat i jeszcze nikogo nie zdążył zabić.

Gdybym była upierdliwa, lepiej orientowała się w kulturze i XX wiecznej historii Stanów pewnie znalazłabym więcej kwiatków, ale na szczęście dla autora tak nie jest:)

“Dziewczyna ze snów” nie przyprawiła mnie co prawda o ból głowy, ale też nie zachwyciła. Wiele z elementów fabuły bardzo mi się spodobało, ale moim zdaniem można je było wykorzystać lepiej, z większą rozwagą, większym przemyśleniem.

Motywem przewodnim są sny. Autor bardzo dba o to by zdrowo namieszać w głowie czytelnikowi przechodząc ze nu do jawy, mieszając te dwa stany i podkręcając wszystko dodatkowo wspomnianym LSD.

Wypada to fajnie, ale odniosłam wrażenie, że w pewnym momencie przestałam nadążać, albo autor sam się zapętlił. SPOILER: Z kim pobił się Ray skoro odbywał karę, jeśli Jake był warzywem w domu opieki? KONIEC SPOILERA.

Same opisy snów, ich specyfiki i wszystkich meandrów z nimi związanych wypadają całkiem dobrze i wiarygodnie choć specjalistką w tej dziedzinie nie jestem. Samo prowadzenie fabuły, nierówne, momentami można się zamotać, ale czyta się to nie najgorzej i nie mam większych uwag do stylu. Sam finał, owszem zaskakujący i udany, ale mam ‘ale’, które umieściłam w spoilerze parę pięter wyżej. Generalnie, całość do strawienia bez boleści w kiszkach:) Plus dla wydawcy za dobrą okładkę.

Moja ocena: 6/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res:

 novae

Potwór tu jest

En las afueras de la ciudad aka Hidden in the Woods (2012)

hidden in the woods

Ana i Anny dwie młode kobiety dorastały na chilijskim odludziu w całkowitej izolacji. Po śmierci ich matki wychowywał je ojciec dopuszczający się na kazirodczych gwałtów na swoich córka. Jedna z nich urodziła dziecko. Pewnego dnia gdy ojciec wpadł w kolejny szał na ich posesji pojawiła się policja. Mimo, że stróże prawa przegrali w walce z szaleńcem dziewczynom udało się uciec od ojca oprawcy. Jednak to wcale nie koniec ich kłopotów.

“En las afueras de la ciudad”, znany bardziej pod tytułem “Hidden in the woods” powstał w oparciu o prawdziwą historię dziewcząt będących ofiarami ojca sadysty utrzymującego się z konszachtów z kartelem narkotykowym.

W 2014 roku chilijska produkcja doczekała się amerykańskiego remake i jak niesie gminna wieść nie jest on wcale lepszy od oryginału.

A oryginał. Cóż, nie mogę powiedzieć by film ten mnie nie zaskoczył. Dawno nie oglądałam tak popapranej rzeczy. Gore wylewa się z niego gęstym strumieniem idąc w konkury z torture porn.

hidden in the woods

hidden in the woods

Fabuła jest zaskakująco nielogiczna i bogata w nonsensy. Ciężko mi dać wiarę autentyczności tych wydarzeń i wcale nie dlatego, że są niewyobrażalnie okrutne tylko za względu na sposób w jaki zostały wyłożone. Absurd goni absurd i tak przez cały film.

Nikogo z bohaterów tej filmowej tragedii nie śmiałabym posądzić o myślenie. Dialogi to kompletny kanał a aktorstwo sięga dna. Gdzie jest reżyser, aż chce się spytać? Co gorsza wcale nie jest on debiutantem, groza przejmuje na samą myśl o kierunku rozwoju jego kariery.

Jeśli macie ochotę na naprawdę bezrozumną rąbankę okraszoną przemocą seksualną to nic tylko brać;)

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:3

Klimat:4

Napięcie:4

Zabawa:3

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:2

Aktorstwo:2

Oryginalność:5

to coś:1

31/100

W skali brutalności: 5/10