Miesięczne archiwum: Lipiec 2018

Mój przyjaciel morderca

My Friend Dahmer/ Mój przyjaciel Dahmer (2017)

dahmer

Ameryka, Ohio, lata ’70 XX wieku. Dorastający Jeffrey Dahmer boryka się problemami zwykłego nastolatka. Odkrywa w sobie pierwsze ciągoty natury seksualnej. Ma swoje samotnicze hobby. Nie jest atrakcyjny towarzysko dla rówieśników, chyba, że robi z siebie debila, a rodzice ciągle się kłócą i go czepiają. Wszystko okej. Tylko, że jego preferencje seksualne idą w kierunku homoseksualnym, z czym chłopak niezbyt dobrze sobie radzi, a jego małe hobby to studiowanie rozkładu zwłok zwierząt.

W 2002 roku, czyli w osiem lat po egzekucji seryjnego mordercy Jeffrey’a Dahmera jego szkolny kolega, wydał komiks o o młodości zabójcy. W 2012 rysowana opowieść ukazała się w Polsce, a w 2017 roku wyszedł film na jej podstawie.

Derf, w filmie funkcjonujący jako Alex Wolff opowiada historię swojego szkolnego kolegi, sławnego nie ze względu na zasługi lecz na zbrodnie jakich dokonał.

dahmer

Jak wiedzą wszyscy zainteresowani, Jeffrey Dahmer zamordował siedemnastu młodych mężczyzn. Zaczął tuż po ukończeniu szkoły. Od tamtej pory, aż do momentu schwytania pławił się w wynaturzeniu. Dahmer, jak dowiecie się z lektury filmu był homoseksualistą. Dlatego w przeciwieństwie do większości seryjnych zabójców upodobał sobie płeć brzydszą. Swoje ofiary mordował, gwałcił, a nawet zjadał. Fascynował go rozkład.

W filmie poznajemy czasy, gdy szaleństwo dopiero kiełkowało w jego umyśle. widzimy jak popatruje na biegacza, bodaj swój pierwszy obiekt seksualny, widzimy jego małe prosektorium, stworzone w szopie nieopodal domu rodzinnego, do którego Dahmer z upodobaniem znosił zdechłe zwierzęta by poddawać je swoim eksperymentom.

dahmer

Poznajemy jego rodziców. Ojca chemika, który chcąc nie chcą dostarczył mu nico inspiracji do laboratoryjnych zabaw i matkę, typową amerykańską mamuśkę, całkowicie oddanej konsumpcyjnemu stylowi życia.

Wreszcie poznajemy jego kolegów w tym Alexa, którzy pewnego dnia zwracają uwagę na dziwaka Dahmera. Chłopak imponuje im całkowitym brakiem skrepowania z jakim potrafił urządzać swoje obłędne występy, ograniczające się głównie do udawanych ataków epilepsji.

dahmer

Chłopcy się zaprzyjaźniają. Mimo, że dostrzegają dziwność kolegi, żaden z nich nie zdaje sobie spray z powagi sytuacji. Nie wiedzą, że najdalej za rok zabawny Jeffrey zabije po raz pierwszy.

Filmowa historia z pewnością zainteresuje wszystkich miłośników biografii seryjnych zabójców. Daje szansę na bliższe przyjrzenie się młodości bohatera i to z perspektywy osoby, która miała w niej swój udział.

Mogłabym potępić Derfa za żerowanie na nieprzyjemnym temacie i odcinanie kuponów od tragedii gdyby nie fakt, że historia ma w sobie coś z przyznania się do winy- Wszyscy widzieliśmy, że coś jest nie tak, ale nikt nic z tym nie zrobił.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

to coś:6

59/100

W skali brutalności:1/10

Mary Shelley w pigułce

Mary Shelley (2017)

mary shelley

Nastoletnia Mary, córka literata i myśliciela Williama Godwina na poetyckim wieczorze poznaje młodego poetę, Percy’ego Shelly’a. Mimo, że mężczyzna ma żonę i dziecko zakochana dziewczyna postanawia z nim uciec. Dołącza do nich także przyrodnia siostra Mary, Claire. Wkrótce niesiną namiętnością dziewczyna czeka zimny prysznic. Kolejne tragedie i rozczarowania popychają ją w mrok samotności, z której wkrótce wyłoni się najstraszniejszy bohater świata horroru: Potwór Frankensteina.

mary shelley

Zastanawiałam się czy w ogóle fatygować się z recenzją filmu „Mary Shelley”, bo nie przystaje gatunkowo do kina grozy, ale z uwagi na jego tematykę postanowiłam jednak o nim napomknąć. Myślę, że dla fanów horroru, a tych tu myślę nie braknie, biografia Mary Shelley, a tym w zasadzie jest ten film, może stanowić interesujący temat.

mary shelley

Mary Shelley, w którą wciela się urodziwa Elle Fanning, daje się nam poznać jako młoda marzycielka z ‚ogniem w sercu’. Marzy o tym by napisać coś równie wartego uwagi co polityczne rozprawy jej ojca, myśliciela, lub podążając szlakiem matki feministki wywołać obyczajowy skandal. Dzięki spotkaniu ze swoim przyszłym mężem udaje jej się i jedno i drugie.

Film nie skupia się zbytnio na samym procesie twórczym, w którym powstał słynny „Frankenstein”.

Widzimy nieśmiałe starania literackie Mary, w których próbuje swoich sił jako autorka literatury grozy, nie znaczą one jednak zbyt wiele w kontekście powstania dzieła najważniejszego.

mary shelley

Dowiadujemy się natomiast sporo na temat doświadczeń jakie były udziałem młodej pisarki i które w efekcie stały się inspiracją do napisania historii samotnego potwora.

Scenariusz wykłada sprawę dość łopatologicznie nazywając rzeczy po imieniu: Mary podobnie jak jej potwór cierpi samotność porzucenia przez narcyza. Jest spragniona jego miłości, ale ten odtrąca ją. Doświadcza straty dziecka, biedy, chłodu. Ale przede wszystkim samotności. Każdy kto czytał „Frankensteina” wie, że to właśnie samotność przebija z tej książki jak żadne inne uczucie.

mary shelley

Ma trochę żal do twórców że nie pozwolili sobie na bardziej odważne rozwiązania, przedstawiają historię Mary, w bardzo ugrzecznionej w gruncie rzeczy wersji, nie poszaleli z metaforami, traktując wszytko dosłownie. Spodziewałam się czegoś, bardziej… no właśnie: BARDZIEJ.

mary shelley

Dla tych, którzy mają chęć zapoznać się z historią życia Mary Shelley, a nie koniecznie chcą zagłębiać się biografię, film jak najbardziej do obejrzenia, ale nie spodziewajcie się niczego nadzwyczajnego.

Moja ocena:6/10

Nie zawsze o duchach

Ghost Stories/ Przebudzenie dusz (2018)

ghost stories

Profesor Philip Goodman specjalizuje się w badaniu domniemanych przypadków doświadczeń nadprzyrodzonych.W jego wykonaniu sprowadza się to jednak do bezlitosnej demaskacji wszelkiej szarlatanerii. Całkowicie wyklucza on możliwość istnienia duchów i innych istot nie z tego świata.

Jego wielkim idolem i inspiracją był psycholog Charles Cameron, który podobnie jak on poświęcił życie otwieraniu oczu tym, którzy dali się ponieść złudnej nadziei o życiu pozagrobowym. Od lat uważany za zaginionego sędziwy psycholog pewnego dnia wysyła do Goodmana list z prośbą o spotkanie.

Na miejscu okazuje się, że śmiertelnie chory Cameron pragnie powierzyć Philipowi zbadanie trzech przypadków, które w jego ocenie podważają sceptyczne podejście do kwestii zjawisk nadprzyrodzonych. Goodman podejmuje wyzwanie i postanawia spotkać się z trzeba żywymi dowodami na istnienie niewytłumaczalnego.

ghost stories

„Przebudzenie dusz”, albo po prostu w dosłownym tłumaczeniu ‚historie o duchach’ to niepozorny obraz dwójki niedoświadczonych twórców, który zrobił wokół siebie spore zamieszanie. Pomysł na tę opowieść po raz pierwszy ukazał się  formie sztuki teatralnej by po ośmiu latach zagościć na ekranie w formie pełnomerażowego horroru.

To co z pewnością wzbudzi entuzjazm części z widzów to fakt, że jest to horror na wskroś staromodny i rzec można tradycyjny. Swoją formułą przypomina klasyczne nowele filmowe, w których oglądaliśmy Vincenta Price’a.

Typowe założenie fabularne nie sili się na zaskoczenie widza. Oto mamy bohatera, sceptyka, a jakże, który podobnie jak wielu bohaterów opowieści o duchach przed nim nie wierzy w nic ponad szkiełko i oko.

Jednak gdy jego idol postanawia wyjść z ukrycia by podzielić się z nim rewelacjami na temat przypadków, które przerosły jego racjonalne pojmowanie Phillip z entuzjazmem uczniaka rusza we wskazane miejsca.

Można powiedzieć, że rozpoczynają się tu trzy kolejne segmenty tej opowieści. Pierwsza poświęcona jest nocnemu stróżowi, który widział coś czego nie widział nikt inny. Kolejna poświęcona nastolatkowi z podobnym problemem i trzecia poważnemu, wykształconemu mężczyźnie, który dorobił się w swoim domu poltergeista.

ghost stories

Możemy tu zobaczyć kilka mocniejszych sekwencji, ale jak na tradycyjny i raczej stonowany horror przystało nie spodziewałabym się tu gwałtownego skoku adrenaliny, chodzi raczej o zbudowanie nastroju grozy, który sprawi, że rozpoznamy w tym historię nie z tego świata.

Wszystkie te historie mają wspólny mianownik: możesz w nie uwierzyć tylko jeśli staniesz się ich uczestnikiem. Można powiedzieć, że jest to cała puenta filmu, gdyby nie to, że w pewnym momencie zmuszeni jesteśmy przyjrzeć się bliżej naszemu przewodnikowi, Philipowi.

Historia Goodmana tanowi typową dla nowel filmowych klamrę scalającą całość, podsumowującą i wyjaśniającą istotę rzeczy. Czy finał skłania do uwierzenia w zjawiska nadprzyrodzone? Jeden powie, tak absolutnie, a drugi, skąd, wszytko dzieje się tylko w twojej głowie. I każdy będzie mieć na swój sposób rację.

ghost stories

Film bardzo przyjemny do obejrzenia, szczególnie dla miłośników bardziej klasycznego podejścia do tematu.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

klima:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10

Nie wracaj do domu

Jack Goes Home (2016)

jack goes home

Jack na kilka dni musi opuścić ciężarną narzeczoną, by powrócić do rodzinnego domu. Tam czeka na niego matka, która w wyniku tragicznego wypadku straciła męża, ojca Jacka. Kobieta pogrążona jest w dziwnym stanie, który w ciągu kilkudniowego pobytu syna w domu pogarsza się.

Żałoba zaczyna przypominać obłęd, który zdaje się udzielać Jackowi, szczególnie gdy udaje mu się odnaleźć stare nagranie pozostawione dla niego przez ojca. Wbrew woli coraz agresywniejszej matki Jack postanawia zmierzyć się z tym co pozostawił po sobie jego ojciec.

Thomas Deker, twórca „Jack Goes Home” wpadł mi w oko już… Hym, dawno. Oczywiście jako aktor, odtwórca ról pięknookich, mrocznych młodzieńców. Wówczas do głowy mi nie przyszło, że jeszcze przed trzydziestką nakręci własny film. Po obejrzeniu go mogę dodać jeszcze, taki dobry film.

Internety głoszą, że „Jack…” to horror. Moim zdaniem z horrorem ma raczej mało wspólnego, chyba, że horror zinterpretujemy jako ciężar warstwy dramatycznej.

jack goes home

Właśnie te wątki, stricte dramatyczne najbardziej przykuły moją uwagę. Nie jest to jednak lekka obyczajówka, pojawiają się elementy thrillera, wątek szaleństwa, kilka scen, w których gości nastrój grozy (sceny na strychu), więc gatunkowo postawiłabym na thriller psychologiczny i jako taki w mojej ocenie sprawdził się świetnie.

Dekerowi udało się namówić na współpracę naprawdę dobrych aktorów. Na ich czele staje odtwórca roli Jacka, młodszy brat Kevina Samego W Domu, który ma zadatki na bardzo solidnego aktora. Wypatrzyłam go już w Nocnym Słuchaczu„.

jack goes home

Partneruje mu rewelacyjna jak zawsze Lin Shaye, która wciela się w postać jego matki. Ta dwójka kradnie całe show. Nie znajdzie się tu miejsce na typowo horrorwe zagrywki w stylu nie wiem, Jamesa Wan’a. Cała potworność tkwi w ludziach i właśnie na ich sportretowaniu skupia się scenariusz.

A historia, kluczowa w tym projekcie, ma do zaoferowania całkiem dużo, jeśli nie trafi na typowo mainstreamowego odbiorcę.

Wszystko opiera się na rodzinnej tajemnicy, wcale nie łatwej do rozwiązania, z którą mierzy się nasz bohater. Tymczasem jego matka wcale nie chce mu tego ułatwić. Może to szaleństwo, a może przestroga.

jack goes home

Między nimi aż kipi od emocji i stanowi to świetny spektakl. W miarę rozwoju fabuły zaciera się granica między rzeczywistością a projekcją.

Finał jest doprawdy mocny. Jeśli macie wątpliwości czy sięgnąć po ten film, mówię Wam, warto.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:8

75/100

W skali brutalności:1/10

Incydent w domu duchów

Ghostland (2018)

ghostland

Nastoletnia Beth, miłośniczka Lovecraf’towskiej grozy i aspirująca pisarka przeprowadza się wraz z siostrą i matką do odziedziczonego po krewnej domostwa. Jeszcze tej samej nocy, której rodzinna przybywa na miejsce stają się obiektem brutalnego ataku.

Wygląda na to, że udaje im się ujść z życiem jednak wydarzenie zbiera swoje żniwo. W przypadku Beth staje się przyczyną jej literackiego sukcesu, gdy lata później opisze ów incydent, jednak jej siostra nie ma tyle szczęścia. Trauma popycha ją w paszcze szaleństwa i od tamtej pory kompletnie obłąkana żyje pod czujną opieką matki.

Pewnego dnia Vera wykonuje telefon do siostry wzywając ją do rodzinnego domu i prosząc o ratunek. Beth przybywa na miejsce gdzie po raz kolejny będzie musiała zmierzyć się z koszmarem.

ghostland

O „Ghostland” było dosyć głośno, bo jest to pierwszy od ładnych paru lat horror nakręcony przez Pascala Laugiera, twórcy słynnego „Martyrs: Skazani na strach”. Wszyscy widzowie spodziewali się więc ciężkiego kalibru chociaż porównywanego z niezwykle brutalnym i szokującym „Martyrs”.

Muszę Wam jednak zdradzić, że obydwa filmy nie mają zbyt wielu wspólnych mianowników. Owszem Lauguer nadal nie pierdoli się w tańcu i jeśli jakaś scena ma wyglądać porażająco to taka właśnie jest, ale cała reszta to raczej skupienie się na maksymalnym zaskoczeniu widza rozwiązaniem fabularnym aniżeli szybki kop w brzuch dla wywołania odruchu wymiotnego.

Pierwsza partia filmu wydaje się na wskroś przeciętna i nie rokuje najlepiej. Owszem fajny klimat domu, do którego przybywają sympatyczne bohaterki może nas zatrzymać przed ekranem. Nie budzi jednak nadziei na coś ekstremalnego. Wtem do chaty wbijają się nasi antybohaterzy, cudaki, jakby urali się z Lunaparku, w którym dyrektorem artystycznym jest Rob Zombie. Szybkie i brutalne sekwencje a następnie przeskok. Oto jesteśmy już w innej rzeczywistości, gdzie dorosła Beth pisze bestsellery, a jej siostra czołga się po piwnicy.

ghostland

Takich przeskoków i zmian rzeczywistości mamy tu sporo i będą one głównym obiektem dociekań widza i podpowiedzią mającą wskazać rozwiązanie całej zagadki. Tak, bo mamy tu do czynienia z zagadką. Możecie się nawet nie zorientować i to jest właśnie najlepsze.

Reasumując „Ghostland” jest poważnie zakręcony, ale myślę, że dzięki temu ma szansę trafić do różnej grupy odbiorców i każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:6

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

to coś:7

70/100

W skali brutalności:3/10

Dlaczego nie

The Strangers: Prey at Night/ Nieznajomi: Ofiarowanie (2018)

nieznajomi

Rodzina nastoletniej Kinsey wybiera się na wspólne wakacje na kemping należący do ich wujostwa. Zbuntowana małolata zaraz potem ma trafić do szkoły z internatem co jest przyczyną niesnasek w rodzinnym gronie. Jednak wszystkie problemy okażą się mało ważne gdy Cindy jej mąż i dwójka nastoletnich dzieci zostają zaatakowani przez trójkę zamaskowanych morderców.

Obraz „Nieznajomi” z 2008 roku jest jednym ze szlagierowych tytułów w nurcie home invasion. Produkcja zaszokowała widzów mimo swojej prostoty i od momentu premiery w filmowym świecie mówiło się o sequelu tytułu. Przyszło na niego poczekać dekadę.

nieznajomi

Jak to często zdarza się w przypadkach, gdy temat przejmowany jest przez innego twórce zmieniają się też założenia produkcji. Reżyser oryginału co prawda wspierał scenarzystę sequelu, ale chyba chyba tylko w kwestiach najbardziej podstawowych, bo nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mam do czynienia z zupełnie inną formułą niż to było w przypadku oryginału.

Powiem szczerze, że nie byłam jakąś mega fanką „Nieznajomych”, ale sam nurt home invasion należy do moich ulubionych, więc wyobraźcie sobie moje rozczarowanie, gdy w czasie seansu zaczęłam dochodzić do wniosku, że bardziej mam tu do czynienia ze średnich lotów slasherem anieżeli home invasion.

nieznajomi

To co łączy obie odsłony serii to postaci antagonistów. Te same maski, podobne schematy zachowania i to samo kluczowe pytanie: Dlaczego to robicie? Ano, dlaczego nie:).

Bohaterzy pozytywni, tj. nasze ofiary to do bólu schematyczne stado gdzie zatroskani rodzice całą swoją uwagę skupiają na młodej gniewnej miłośniczce koloru czarnego. Nawet starszy brat jest typowym starszym bratem i ani na centymetr nie oddalimy się tu od perfekcyjnie odrysowanego szablonu.

Kolejność zgonów, ha chyba nie zaskoczy Was fakt, że będą tu zgony, jest zgodna z tradycją slashera.

Antybohaterzy odznaczają się typową dla swojego gatunku nieśmiertelnością, a sceny potyczek z nimi mogą wzbudzić w widzu irytację. Miłośnicy slasherowej logiki pewnie zacierali ręce z uciechy, mi skrzydła opadły. Nic mnie w tym filmie nie zainteresowało.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

aktorstwo:6

Oryginalność:5

to coś:5

51/100

W skali brutalności:2/10

My podzielone przez trzy

Żona między nami – Sarah Pekkanen,

Greer Hendricks

żona miedzy nami

Vanessa Thompson jest kobietą porzuconą. Porzuconą z niczym przez męża, który był wszystkim. Richard: przystojny, ujmujący, odpowiednio bogaty, który odszedł do młodszej. Po drugiej stronie tej historii jest Nellie młodziutka nauczycielka, która właśnie poznała swojego księcia z bajki. Miłosny trójkąt, a może jest o wiele gorzej?

Jak niesie gminna wieść „Żona między nami” jest najgłośniejszym tegorocznym thrillerem.

Powstała w wyniku współpracy dwóch koleżanek, które poznały się przy okazji redakcji książki jednej z nich przez drugą. Postanowiły połączyć siły i oto jest, książka, która zdobyła rzeszę czytelników i zainteresowała filmowców.

Obecnie trwają już prace nad produkcją filmu na podstawie „Żony…” a sprawcą tego dzieła mają być osoby odpowiedzialne za ekranizację „Dziewczyny z pociągu”.

Film z chęcią zobaczę, a co do książki…

Ma ona sporo wspólnego ze wspomnianą „Dziewczyną z pociągu”, bo znowu mamy do czynienia z kobiecą narratorką, porzuconą przez męża, pogrążoną w rozpaczy, nie mogącą sobie poradzić.

Jest też Nellie, stojąca u rogu życia, a jednak już obciążona strachem. Aby dobrze scharakteryzować rzeczywiste portrety psychologiczne obydwu pań musiałabym posunąć się do spoilera, a tego z nic robić nie chcę.

Gdybym sama w trakcie lektury przewidziała chwyt zastosowany przez autorki być może rzucenie Wam małej podpowiedzi nie byłby takim grzechem, jednak mając w świadomości efekt jaki wywołało u mnie pierwsze odkrycie kart nie mogę Wam tego uczynić:)

Sami musicie się przekonać jak przewrotną taktykę przybrały autorki. Sam temat powieści, summa sumarum nie jest niczym nadzwyczajnym, liczy się sposób w jaki został zaprezentowany. To chyba najmocniejszy element tego projektu.

Książka posiada zarówno walory literatury obyczajowej, jak i thrillera, który może wywołać skok napięcia. Jest sporo wątków psychologicznych, są dobrze nakreślone charaktery, różne perspektywy tych samych wydarzeń. W zasadzie wszytko po to byśmy mogli odebrać ta historię w jej pełnej krasie, a może po to by się w niej pogubić;)

W zasadzie nie mam do niej żadnych uwag, no może za wyjątkiem jednej… SPOILER: Moim zdaniem, sprawa z Emmą została nieco przekombinowana.A potencjał postaci siostry Richarda wydał mi się nie w pełni wykorzystany. KONIEC SPOILERA

Efekt finalny jest taki, że mamy tu do czynienia  z książką, która wciągnie i zaskoczy. Czyli wszytko tak, jak powinno być.

Moja ocena:8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i s-ka

zysk

Wyzywam Cię

Truth or Dare/ Prawda czy wyzwanie (2018)

prawda czy wyzwanie

Olivia i jej przyjaciele ze studiów spędzają wiosenne ferie w gorącym Meksyku. Tu w czasie jeden z suto zakrapianych imprez dziewczyna poznaje sympatycznego Cartera. Chłopak namawia ich do odwiedzenia opuszczonej misji gdzie kontynuują zabawę uatrakcyjniając ją grą w „Prawda czy wyzwanie”.

W pewnym momencie nowo poznany kolega wyznaje im, że sprowadził ich tu podstępem, bo tylko wciągnięcie nowych osób do gry, w którą sam grał ze swoimi przyjaciółmi mogą ocalić go przed jej bezlitosnymi regułami. Carter opuszcza towarzystwo przekonane o jego szaleństwie. Jednak gdy młodzi wracają do codzienności okazuje się, że gra którą rozpoczęli w Meksyku toczy się dalej, czy chcą czy nie, muszą odpowiadać na kolejne pytanie i wyzwania, a odmowa grozi śmiercią.

prawda czy wyzwanie

„Prawda czy wyzwanie” jak już zapewne domyśliliście się wnosząc po opisie jest dość typowym teen horrorem. Łączy w sobie elementy slashera, gdzie grupa protagonistów ginie kolejno w konsekwencji spotkania z antybohaterem, oraz horroru paranormalnego, gdyż antybohaterem jest tu siła nadprzyrodzona.

Tego rodzaju kino rzadko kiedy jest w stanie uwieść mrocznym klimatem, zbudować autentyczną atmosferę grozy. Nie inaczej jest w przypadku „Prawdy…”.

Sceny rozgrywające się w opuszczonym budynku misji, siedlisku sił nieczystych jak się okaże, nie robią większego wrażenia. W gorszych miejscach się bywało;)

prawda czy wyzwanie

Nie mogę jednak filmowi odmówić walorów rozrywkowych. Fabuła jest na swój sposób atrakcyjna, choć w dużym stopniu przewidywalna. Widzimy tu zagrywki rodem z „Oszukać przeznaczenie”, a mam widoczną słabość do tej serii. Innym tytułem, który mi się nasunął jest „Cry wolf„, podobnie traktujący o grupie młodzieży grającej w grę na śmierć i życie.

Skojarzenie okazało się bardzo trafne gdy pofatygowałam się by zapoznać się z filmografią twórcy „Prawdy…”. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że to właśnie on w 2005 nakręcił „Cry wolf”.

„Prawda, czy wyzwanie…” może pochwalić się stosunkowo wartką akcją, momentami większego napięcia, może nawet strachu w przypadku mniej wprawionej w bojach części widowni.

Seans z nim uważam za jak najbardziej udany mimo wcale nie małych błędów logicznych i dużych naciągnięć fabularnych. Podobał mi się też sposób w jaki sfinalizowano całą historię. Przyznaję, że bawiłam się dobrze więc nie pozostaje mi nic innego jak film polecić.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:7

klimat:6

Napięcie:8

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:2/10