Miesięczne archiwum: Sierpień 2018

Mam to po babci

Hereditary/ Dziedzictwo. Hereditary (2018)

dziedzictwo

Annie właśnie pochowała swoją matkę. Nie łączyły ją z nią ciepłe uczucia co nie znaczy, że sędziwa kobieta nie wywarła silnego wpływu na jej życie. Podobny stosunek do zmarłej miał nastoletni syn Annie Peter, a także jej mąż Steve. Jednak trzynastoletnia Charlie, najbardziej osobliwa istota w rodzinie, była bardzo związana z babcią.

Śmierć seniorki okazuje się jednak tylko wstępem do prawdziwej rodzinnej tragedii, której następstwa przerodzą się w horror pełen zjawisk nie do opisania.

dziedzictwo

Zacznę może od tego, i będzie to chyba najlepsza rekomendacja, że żałuje iż nie pognałam na ten film do kina, bo zobaczenie TEGO na dużym ekranie byłoby doprawdy mocnym przeżyciem.

Ku mojemu zaskoczeniu, jak ogromnemu wiem tylko ja sama, „Dziedzictwo” na ten moment jest bardzo mocnym kandydatem na najlepszy tegoroczny straszak.

W tej opinii zresztą nie jest odosobniona, bo zarówno krytycy jak i znaczna część szarych widzów rozpływa się nad walorami filmowego debiutu Ari’ego Aster’a.

Facet, który do tej pory parał się kręceniem krótkometrażówek bez wątpienia opanował zdolność skonsolidowania jak największej ilości grozy na krótkim metrze taśmy. Jednak to nie krótkie ujęcia, niebywale mocne nawet dla starego zjadacza horrorów, są największą zaletą tej produkcji. W zasadzie będę tu chyba mówić o samych zaletach:)

dziedzictwo

Mimo ogromnego zmęczenia jak towarzyszyło mi tego wieczoru, gdy zasiadłam do seansu z „Dziedzictwem” film bardzo szybko zdołał mnie zaangażować. Zrobił to bez większego wysiłku, bo odniosłam wrażenie, że jest to historia, która miała być właśnie taka.

Pomysłodawca, scenarzysta i reżyser w jednej osobie z niebagatelna pewnością siebie zrobił film, który owszem wykorzystuje zgrane tematy, ale robi to z takim impetem, że nawet nie zdołałam ponarzekać „ale to już był”.

Spodziewałam się kolejnego filmu w stylu Wana, opowieści o duchach zwieńczonej egzorcyzmami. Zamiast tego dostałam opowieść o rodzinnej tragedii- jakiej skali zobaczycie sami. Ta jedna scena Was zabije, bez dwóch zdań. Później będzie już tylko lepiej.

dziedzictwo

Do prawdy miło ogląda się film, który nie stara się dorównać jakimś wydumanym standardom, który nie pokazuje tego co zdaniem loży filmowców chcielibyśmy zobaczyć. Mam wrażenie, że twórca zrobił taki horror jaki sam z chęcią by obejrzał. 

Grozy tu nie zabraknie, o to możecie być spokojni. Nie tylko za sprawą serii naprawdę mocnych scen, ale też dzięki bezbłędnie zbudowanemu klimatowi.

Fabuła nie zawiedzie, bo mimo, że poniekąd korzysta z tego co dobrze znamy i chyba lubimy, to wymyka się schematycznemu podejściu.

dziedzictwo

Aktorsko króluje Toni Collette, ‚mama’ słynnego Cole’a „Widzę martwych ludzi”. Cały jej potencjał jakby odżył na ekranie. Babka tak daje czadu, że wszystkie psychiczne, opętane i nieszczęśliwe bohaterki mogłyby się od niej uczyć . Debiutująca na ekranie Milley Shapiro w roli Charlie nie ustępuje najlepszym dziecięcym kreacjom jakie możemy znać z kina grozy. Młoda jest przerażająca. Trochę gorzej prezentuje się męska część obsady. O ile Gabriel Byrne w roli ojca rodziny nie miał zbyt ogromnego pola manewru, to ważna postać nastoletniego Petera znacznie obniża poziom. Czyli jednak znalazłam jakiś słaby punkt. Nie jest to jednak wada, która kładzie film, bo jego ogólna kondycja jest i tak bardzo wysoka.

Tych, którzy jeszcze nie mieli okazji obejrzeć „Dziedzictwa” gorąco zachęcam. No, wreszcie obejrzałam dobry horror.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Zabawa:9

Oryginalność:7

to coś:9

80/100

W skali brutalności:2/10

Dobry włamywacz

Bad Samaritan/ Zły Samarytanin (2018)

bad samaritan

Aspirujący fotograf Sean i jego przyjaciel Derek pracują jako parkingowi w jednej z luksusowych restauracji. Swoją pracę wykorzystują dla dodatkowej fuchy, mianowicie okradania domów bogatych klientów zajętych na ten czas posiłkiem.

W czasie jednej z wieczornych zmian trafiają na wyjątkowo gburowatego bogacza. Sean postanawia w specjalny sposób nagrodzić jego chamstwo i obrobić mu chatę. Na miejscu zdarza się coś nieoczekiwanego. Okazuje się, że Cale Erendreich jest nie tylko bogatym bucem, ale i zwyrodnialcem, który więzi w domu przerażoną kobietę.

bad samaritan

„Zły Samarytanin” to amerykański thriller z drobnymi elementami horroru, nakręcony przez Deana Devlina, który swoje triumfy święcił w latach ’90. Thriller raczej nigdy nie był jego gatunkiem, ale efekt tego eksperymentu nie jest wcale zły.

Nie ma też rewelacji, jeśli mam być szczera. Motyw włamania skojarzył mi się z niedawnym „Nie oddychaj„, zaś sama postać psychopatycznego antybohatera niewiele różni się od typów, których spotykaliśmy w kinie grozy niejednokrotnie. Nawet gdy u schyłku historii zostanie nam ukazany jego profil psychologiczny, uzasadnienie zbrodni, to nie wydaje mi się by komuś z wrażenia spadły kapcie.

bad samaritan

Fabuła filmu to obraz rozgrywki między Seanem, który po ucieczce z domu, do którego niefortunnie się włamał, próbuje ratować więziona w nim kobietę. Oczywiście nikt nie wierzy jego słowom, za to młody poważnie nadepnął na odcisk Panu Zwyrolowi.

bad samaritan

Potyczka jest nierówna. Antybohater jest inteligentny i majętny, młody ma tylko dobre chęci i spryt złodziejaszka.

To czy podoba Wam się ta opowieść zależy od Waszych oczekiwań, ale radzę by nie były szczególnie wygórowane.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Walory techniczne:7

aktorstwo:7

Oryginalność:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

To coś:6

58/100

W skali brutalności:2/10

Panna Zemsta

Revenge/ Zemsta (2017)

revenge

Żonaty kochanek Jen, Richard zabiera ją na upojny wypadzik do swojej willi położonej pośrodku pustkowia. Niestety jego kumple, z którymi zaplanował polowania zaraz po tym jak odstawi swoją lalę, zjawiają się przed czasem. Wspólna impreza zaprawiana alkoholem i narkotykami mocno pobudza wyobraźnie średnio atrakcyjnych kompanów Richarda. Szczególnie Stan wyjątkowo napala się na blondwłose cudo. Korzystając z krótkiej nieobecności Richarda następnego dnia, próbuje dobrać się dziewczynie do majtek. Gdy ta odrzuca jego awanse, rozjuszony Stan gwałci ją na oczach niezamierzającego interweniować Dimitra.

Powrót kochanka nie przynosi Jen spodziewanego ratunku. Richard z obawy o konsekwencje wyskoku kolegi postanawia pozbyć się problemu w postaci zgwałconej dziewczyny. Ta jednak nie poddaje się nawet gdy jej los wydawał się już przesądzony.

revenge

Jak już zapewne zorientowaliście się dzięki dużo mówiącemu tytułowi filmu, jest to obraz nurtu Rape&Revenge. Czyli kolejny po serii „Pluję na twój grób” obraz ukazujący walkę skrzywdzonej kobiety ze zwyrodniałymi mężczyznami.

Wielu widzów zaznajomionych ze wspomnianą serią zarzucało jej brak realizmu i logiki. Oczywiście sama nie byłam ślepa na te uchybienia, jednak nie miały one nigdy znaczącego wpływu na mój odbiór tych historii, bo zasadniczo ich przeznaczenie było inne niż dokumentowanie rzeczywistości;) Te filmy mają w sobie coś  feministycznego. Pokazują, że kobieta, którą obsadza się z zasady w roli ofiary potrafi tę sytuację odwrócić i …zemścić się, zamiast przez lata leczyć traumę u seksuologa.

Jeśli chodzi o „Revenge” francuskiej reżyserski dodatkowo dochodzą do tego elementy rodem z kina akcji i to takiego gdzie wybuchy zawsze są głośne, rany krwawią podwójnie, za zabicie kogoś wcale nie jest prostym zadaniem.

revenge

W „Revenge” wszystko dzieje się bardzo szybko więc jest to w dużym stopniu atrakcyjne dla niecierpliwego widza. Nieustanny pościg, sprzyja montowani szybkich ujęć, a charakter historii sprawia, że napięcie jest mocno wyczuwalne.

Co do logiki zdarzeń, do której wrócę raz jeszcze, wszystko od momentu, gdy Richard i spółka zapędzają Jen na urwisko jest coraz większą fantastyką. Powiem Wam to wprost: laska powinna nie żyć. A jednak.

Można powiedzieć, że narodziła się na nowo. Głupia lala kręcąca tyłkiem przed każdym męskim rozporkiem, przekonana o swojej wyjątkowości zapewnionej przez walory fizyczne, skonała na pustyni. Ta nowa wersja Jen to fighterka, która doznawszy niebagatelnych obrażeń ma siłę by zmierzyć się z trzema uzbrojonymi i bezwzględnymi drapieżnikami. Dziewczyna robi show, Drodzy Państwo.

revenge

Męska część publiczności będzie bardzo zadowolona, bo kamera niezwykle często kieruje swoje szklane oko na wypukłości sylwetki bardzo apetycznej aktorki. Rządni krwi pasjonaci mocniejszych efektów wizualnych też narzekać nie powinni. Odstrzelone ucho, szkło w stopie, wydłubane oczy, rozjebany łeb. Wszystkiego urodzaj. Fajnie się to ogląda, a historia mimo niezliczonej ilości logicznych nadużyć trzyma się swojego toru i nie powiem by mnie nudziła choć przez chwilę.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:7

Zabawa:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

64/100

W skali brutalności: 4/10

Miłe dziewczęta

Thoroughbreds/ Panny z dobrych domów (2018)

panny z dobrych domów

Na prośbę matki Amandy Lily ma pomóc jej córce w przygotowaniu do egzaminu SAT. Obie dziewczyny pochodzą z zamożnych rodzin w Connecticut. Lilly słynie ze swoich nienagannych manier jako wzorowa córka, natomiast Amanda ma duże problemy z przystosowaniem się do społecznych norm. Być może dlatego, że jak sama mówi nie posiada żadnych uczuć i nie jest zdolna do odczuwania emocji. Nie znaczy to jednak, że nie potrafi zauważyć, że ktoś w jej otoczeniu boryka się z problemem. Amanda dostrzega, że Lily ma poważny kłopot ze swoim ojczymem. Wspólnie postanawiają się go pozbyć.

panny z dobrych domów

„Panny z dobrych domów” to reżyserski debiut na podstawie własnego scenariusza Coreya Finley’a.

Młody reżyser zaangażował do projektu pierwszą ligę młodych, obiecujących, w osobach Olivii Cook i Any Taylor Joy. O ile za tą pierwszą nie przepadam – ma bardzo przyjemną aparycję, ale aktorsko – drewno, o tyle na Taylor Joy nie mogę się napatrzeć od czasu „Czarownicy„. Szczęśliwie dla Cook przypadła jej rola młodej socjopatki, która musi odgrywać uczucia, bo niestety sama w sobie ich nie posiada – jej aktorstwo pasowało tu jak ulał:)

Nie bez powodu tak przyczepiłam się do aktorstwa, bo w przypadku tego akurat filmu, którego fabuła ogranicza się do rozgrywki między dwoma bohaterkami, kiepskie kreacje położyłby na łopatki cały projekt.

panny z dobrych domów

Jest to obraz z rodzaju tych, których część widzów ogłosi nudnym, bo i niewiele się tu dzieje. W mojej ocenie to jedynie pozory, bo bitwa toczy się gdzieś między słowami i bladymi uśmiechami.

Wątek: nie lubię taty, zabijmy go, może i banalny wypada tu naprawdę mocno i nie dlatego, że wyjdą tu jakieś niewiarygodne twisty czy inne zagrywki typowe dla thrillera.

Napięcie wywołane śledzeniem rozgrywających się wydarzeń idzie liniowo. Nie odnotujemy tu większych skoków, to bardzo stonowana historia.

Prawdziwą pożywką dla widza jest tu obraz przedziwnej relacji między młodymi dziewczętami. Właściwie wszystko się od niej zaczyna, na niej opiera i na niej kończy.

Film jak najbardziej wart uwagi, ale może nie dla każdego.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10

Jestem czarownicą

Hagazussa (2017)

hagazussa

Akcja filmu toczy się w XV wieku w małej wiosce w Austriackich Alpach. Gdzieś na jej obrzeżach, wysoko w górach, głęboko w lesie, żyje mała Alburn ze swoją matką. W końcu kobieta zapada na dziwną chorobę i umiera. Alburn zostaje sama.

Nie wiemy jak wyglądało jej dzieciństwo bez matki. Ponownie widzimy ją jako dorosłą kobietę z maleńkim dzieckiem wiodącą ten sam żywot co jej zmarła matka. Pewnego dnia Alburn przynosi do swojej chaty czaszkę, czaszkę swojej matki. Od tej chwili zaczynają ją nachodzić niepokojące myśli i wizje. Alburn zaczyna wierzyć w to co mówią o niej okoliczni wieśniacy, jest wiedźmą.

hagazussa

„Hagazussa”, czyli „Klątwa czarownicy”, czy też „Pogańska klątwa” to koprodukcja Austrii i Niemiec reklamowana jako europejska odpowiedź na święcącą sukcesy „Czarownicę: Bajkę ludową z Nowej Anglii”.

Jeśli spojrzeć na fabułę obydwu filmów, przyjrzeć się sposobom prowadzenia filmowej narracji, umiłowaniu do symboli, metafor i oparcie całego pomysłu na ludowych wierzeniach związanych z czarownicami to porównanie wcale nie jest głupie, ani naciągane.

Wątpliwe jednak jest by to Europejczycy papugowali Amerykanów, a nie na odwrót. Już nie chodzi mi nawet o Hollywoodzką mentalność, która każe fabryce snów wpompowywać bajońskie sumy w ulepszanie cudzych pomysłów. O ile wiem, to prace nad „Hagazussa” rozpoczęły się przed produkcją „The Witch”. Bardziej więc prawdopodobne wydaje mi się, że do twórców tego drugiego dotarły słuchy o tym, że jakiś Austriak bez grosza przy duszy podłapał fajny temat i coś tam sobie próbuje klecić.

hagazussa

Najpewniej jednak obydwa filmy powstały zupełnie niezależnie i być może tylko obecnie panująca wśród filmowców moda na zainteresowanie gusłami, która mnie zresztą cieszy, sprawiła, że oto powstały dwa tak podobne i dobre filmy.

Ciężko mi jest opowiedzieć się po którejś ze stron. Powiedzieć, wolę ten, czy ten. Oba szalenie mi się podobały. Myślę, też że większość fanów „Czarownicy” równie dobrze odbierze „Hagazussa”. Co prawda ten drugi, jest jeszcze mniej mainstreamowy, jeszcze bardziej posępny w wymowie, jeszcze trudniejszy w jednoznacznej interpretacji. O ile w „Czarownicy” było mało kwestii mówiony, o tyle w „Hagazussie” nie ma ich prawie wcale. Tę historię opowiadają obrazy, ale jakie obrazy! Jak opowiadają!

hagazussa

Tych, których udało mi się kiedyś przekonać do seansu z „Sennenthutschi„, którego akcja również rozgrywała się w pięknych alpejskich okolicznościach przyrody i który również poruszał wątek wierzeń w czarownice, chyba już nie muszę szczególnie nakłaniać do zapoznania się z „Hagazussą” 😉

Filmowe zdjęcia powalają. Są mroczne, posępne, nastrojowe i piękne. Budują klimat filmu, budują całą historię, w której jak wspomniałam pada niewiele słów.

Fabuła skupia się na postaci naszej bohaterki, Alburn, która poznajemy jako małą dziewczynkę czule opiekującą się chorą mamą.Obie żyją w izolacji, skazane na nią przez lokalną społeczność, dla których samotna matka stanowi idealna kandydatkę na czarownicę.

hagazussa

Podobne piętno spada na Alburn kiedy dorasta. Kobieta bez wątpienia jest dziwna, szczególnie osobliwie prezentuje się jej zażyłość z wiejskim inwentarzem. Tu czytelne wydaje się nawiązanie do konszachtów czarownic z diabłem przychodzącym pod postacią kozła.

Jeśli chodzi o sceny nastawione na budowanie nastroju grozy, to jest ich tu cała masa, ale nie z rodzaju tych ‚skocznych’, chodzi raczej o powolne przejazdy kamerą po twarzach i miejscach, które same w sobie budzą niepokój. Oczywiście największą uwagę przykuwa rozgrywka finałowa, która jednak nie przyniesie odpowiedzi, na które mogliście liczyć, czy Alburn jest czarownicą czy odwaliło jej z samotności?

Film oczywiście polecam.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:10

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:9

74/100

W skali brutalności:2/10

Nie śmieszny i nie straszny

Le manoir/ Rezydencja (2017)

rezydencja

Grupa młodych ludzi postanawia spędzić sylwestra w okazałej, starej rezydencji. Mroczna historia domostwa nabiera nowego wymiaru, gdy seria fatalnych wypadków zbiera śmiertelne żniwo.

„Rezydencja” to kolejny horror od Netflixa. Niestety kolejny nieudany. Zmontowany przez debiutantów do tej pory sprawdzających swoje siły w krótkich metrażach.

Na swój pełnometrażowy horror nie mieli zbytnio ani pomysłu, ani warunków technicznych. O ile te drugie dałoby się przeżyć, gdyby fabuła choć trochę angażowała o tyle kompletna mielizna na polu wątku przewodniego pogrzebała wszelką nadzieję.

rezydencja

Film można odbierać dwojako: jako horror, lub jako komedię. Niestety walory horrorowe oparte na starych kliszach niskiej jakości slashera nie zdają egzaminu. Żarty są za to czerstwe i wymuszone. Ostatnim gwoździem do trumny jest aktorstwo a raczej jego brak. Film cienki jak dupa Pytona Znad Wisły.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:4

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:4

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:4

Oryginalność:3

To coś:3

39/100

W skali brutalności:2/10

Zła córka

Bad girl/ Buntowniczka (2016)

buntowniczka

Nastoletnia Amy wbrew swojej woli musi przeprowadzić się z dala od swoich przyjaciół i dziewczyny. Zamieszkuje z rodzicami w podmiejskiej okolicy, gdzie jedyną rozrywką są dla niej kłótnie z opiekunami.

Wkrótce poznaje córkę sąsiadów, Chloe która wydaje się być jej całkowitym przeciwieństwem. Zgubny wpływ tej znajomości zaskoczy otoczenie.

„Buntowniczka” to teen thriller, w którym będziecie mieli okazję podziwiać urodziwą Samarę Weaving, znaną Wam pewnie z horroru „Opiekunka„.

Wciela się tu w postać Chloe. Główną bohaterką jest jednak Amy. Dziewczę otwarcie zbuntowane, mające wiele problemów. Jednym z nich jest konflikt z adopcyjnymi rodzicami. Dziewczyna nie zna swojego pochodzenia, a spotkanie z Chloe w pewnym stopniu uświadamia jej jak mocno ciąży jej ten fakt.

buntowniczka

Może Wam się wydawać w toku śledzenia fabuły filmu, że obraz niczym Was nie zaskoczy, ale jest szansa, że będzie inaczej. Wszystko zależy od Waszej wprawy w demaskowaniu filmowych intryg.

Nie powinniście się nudzić w czasie seansu, ale też oczekiwanie czegoś ekstra może przysporzyć rozczarowania.

Film jest całkiem dobry, ale nie rewelacyjny. Mieści się gdzieś w bezpiecznym średniaku.

Z większych plusów wymienić mogę aktorstwo młodych odtwórczyń ról głównych. Większych zgrzytów nie odnotowałam. A więc oglądać można śmiało.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:5

57/100

W skali brutalności:1/10