Miesięczne archiwum: Październik 2018

Jackob wraca do domu

The Keeping Hours (2017)

the keeping hours

Elizabeth i Mark byli małżeństwem. Wspólnie wychowywali synka Jackoba. Gdy ten umiera w wyniku tragicznego wypadku małżeństwo rozpada się.

W dziesięć lat po tym zdarzeniu Elizabeth jest znaną pisarką, która zasłynęła książką o tym jak poradziła sobie po stracie dziecka. Ma nowego męża i wychowuje jego córki z pierwszego związku. Mark ma tylko pracę i ich dawny dom. Pewnego dnia postanawia go sprzedać. W tym celu musi skontaktować się z byłą żoną. Kiedy udaje im się dojść do porozumienia okazuje się, że jednak nie mogą sprzedać domu. Bo ich syn wciąż tam jest. Jackob wrócił.

Sięgnęłam po ten film jak po kolejny horror o duchach małych chłopców. I mimo, że jest to produkcja z bardzo wyraźnym wątkiem paranormalnym, wątkiem ghost story to daleko mu do klasycznej opowieści o duchach, czy nawet do współczesnych mainstreamowych horrorów. Nie jestem nawet przekonana, czy właściwym jest by oceniać go jako film grozy. Moim zdaniem zdecydowanie bliżej mu do dramatu. Duch nie pojawia się tu po to by straszyć.

the keeping hours

Efekt jest taki, że mamy tu do czynienia z kinem bardziej smutnym niż strasznym. Błędne przydzielenie go do gatunku grozy może rzutować na odbiór filmu przez widzów. Osobiście byłam bardziej zaskoczona niż rozczarowana. Mimo, że w kategorii straszaka film wypada bardzo blado, to jako dramat z wątkiem ghost story jest bardzo ciekawy.

Dominującym tematem jest tu próba poradzenia sobie ze stratą dziecka Elizabeth, która nawet napisała o tym książkę przyznaje, że tak naprawdę ‘poradzenie sobie’ jest niemożliwe. Ponowne pojawienie się zmarłego syna budzi w niej przerażenie i zaprzeczenie. Czy wracają do niej te same emocje, które wcześnie towarzyszyły jego odejściu.

the keeping hours

Jej życie znowu się zmienia. Jak mawiają mędrcy “Chujowo, ale stabilnie”. Mark traci stabilność. Traci ją jego była żona. Wspólnie wracają do swojego dawnego domu i zaczynają żyć życiem, które miało bezpowrotnie minąć. Niestety duch ich syna nie może opuścić czterech ścian domu. Nie wiadomo też, ja długo z nimi pozostanie. Co jeśli znowu odejdzie? I najważniejsze dlaczego wrócił?

Finał tej historii przyniesie odpowiedzi.

“The Keeping hours” to film nostalgiczny, melancholijny i smutny. Nie spodoba się każdemu, ale jest szansa, że znajdziecie się w tym gronie.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

65/100

W skali brutalności:0/10

Nie odejdę

Wrogi/ Hostile (2017)

hostille

W postapokaliptycznej rzeczywistości młoda kobieta imieniem Juliette walczy o przetrwanie wraz grupą ocalałych. W czasie jednej z samotnych wypraw o prowiant jej samochód ulega wypadkowi a ona sama tkwi uwięziona w jego wnętrzu z paskudnie złamaną nogą. Na zewnątrz pośród nocy czai się człekokształtne stworzenie, które nie odstępuje swojej ofiary na krok.

“Hostile” to francuski horroru utrzymany w klimacie postapo. Przynajmniej takie wrażenie możemy odnieść na pierwszy rzut oka. W rzeczywistości jest to film anglojęzyczny w dodatku nie prezentuje tego do czego przyzwyczaili nas francuscy twórcy kina grozy. Nie jest makabrycznie brutalny i szczerze mówiąc sztandarowe wątki typowe dla kina grozy, czy kina sci-fi szybko nikną w motywach rodem z dramatu, czy nawet melodramatu. Takie to dziwo, o.

Stąd widzowie nastawieni na jazdę w stylu trzeciej części “Resident evil”, czy innych podobnych tytułów gdzie dominuje obraz survivalu na pustyni mogą być z deka rozczarowani. Ja, i mówię to całkiem serio, chyba bardziej byłabym rozczarowana, gdyby owe wątki dramatyczne zastąpiono sztampową historią samotnej wojowniczki.

Ale zaraz skąd takie nieprzystające do tematu przewodniego motywy wzięły się w fabule filmu? Zostały tu umieszczone z zastosowaniem retrospekcji.

Po tym jak opowieść osadzona w teraźniejszości doprowadza naszą bohaterkę do punktu krytycznego przechodzimy do jej wspomnień z przed czasu apokalipsy, która doprowadziła ją tu gdzie jest.

hostille

hostille

Tu przed Państwem, dusze wrażliwe, historia miłosna. Przechodzimy przez kolejne jej etapy, poznajmy Juliette i Jacka. Może to chwyt mający związać widza z bohaterką, a może coś więcej. Jeśli przebrniecie przez te fragmenty- dla niektórych mogą być one nieszczególnie zajmujące – dotrzecie do punktu w którym poznacie początek. Kim są stwory.

Tu, nie powiem, nawet mi się wzruszyło i chyba to największy plus jaki mogę odnotować na korzyść tego filmu. Nie ładną i niezłą aktorkę na pierwszym planie, nie dobrze zrobione efekty prezentujące potworne istoty, tylko ta ‘romantyczna sraka’ mnie tu urzekła. Starość nie radość, czas się przebranżowić na “Dumę i uprzedzenie”;)

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

Wyznawca

Apostle/ Apostoł (2018)

apostoł

Wielka Brytania, początek XX wieku. Siostra zamożnego Thomasa Richardsona zostaje uprowadzona przez sektę wyznawców proroka Malcolma i więziona na odludnej wyspie. Mężczyzna uzbroiwszy się w skrzynie zawierającą okup za porwaną wyrusza statkiem wraz z ludźmi chcącymi przystąpić do sekty.

Thomas szybko orientuje się z jakimi osobami ma do czynienia toteż postanawia nie grać z nimi w otwarte karty i udawać kolejnego wyznawce Malcoma. To co zastaje po przybyciu na miejsce przerasta jego przypuszczenia.

“Apostoł” to nowy thriller od Netflixa. I tym razem mogę uznać przedsięwzięcie za udane. Być może to nie tyle kwestia jakości  produkcji, która z pewnością wyróżnia się przeznaczonym na nią budżetem na tle większości projektów Netflixa. Faktem jest, że klimat “apostoła” trafił w moje upodobania.

apostoł

Fabuła z całą pewnością mogła Wam się skojarzyć z obrazem “Kult” z lat ’70, czy jego dość popularnym remake z Nicolasem Cage’m. Jest to skojarzenie jak najbardziej trafne.

Mogę Wam jednak zdradzić, że wykonanie tego pomysłu znacząco odbiega od starszego ‘prototypu’. Tak, jest to film brutalny. Niektóre zaprezentowane tu sceny bez wątpienia mogą wywołać gęsią skórkę, czy inne bardziej nieprzyjemne reakcje. Wszytko jest bardzo żywe, bardzo soczyste i bardzo… brudne.

Film ma ogólnie brudny klimat. To chyba słowo, które dobrze go opisuje. Duża w tym zasługa wyboru plenerów filmowych, scenografii i kolorystyki samych filmowych zdjęć.

apostoł

Co mi się w nim najbardziej spodobało? Zdecydowanie motywy folklorystyczne, na których opiera się fabuła. Chyba folk horror to na ten moment mój podgatunek. Szalony prorok, fanatyzm i niezwykłe zjawiska, które dodają niesamowitości tej dziwacznej krainie jaką obrano na miejsce akcji. Zdecydowanie mój typ:)

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności:3/10

Nasza córka

Powiedz, że jesteś moja – Elisabeth Noreback

powiedz ze jestes moja

Stella to dobiegająca czterdziestki szczęśliwa żona Henrika i matka trzystoletniego Milsa. Pracuje jako psychoterapeutka i na codzień pomaga ludziom wyjść z kryzysu. Niestety jej własny kryzys, który miał początek przed ponad dwudziestoma laty nie minął. Wówczas jako młodziutka dziewczyna urodziła córkę, którą później straciła. Okoliczności zaginięcia maleńkiej Alice do dziś nie są znane.

Isabelle to młoda studentka, która wbrew woli nadopiekuńczej matki opuściła rodzinny dom. Nim zdążyła pogodzić się ze śmiercią ukochanego ojca, matka storpedowała ją nowiną, że tata wcale nie był tatą. Aby poradzić sobie z tą sytuacją Isabelle postanawia rozpocząć terapię.

Drogi Stelli i Alice krzyżują się. Isabell pragnie tylko uwolnić się od matki, a Stella pragnie tylko odzyskać córkę.

Nie miałam wcześniej do czynienia z żadną powieścią autorstw Elisabeth Norenback. Być może “Powiedz, że jesteś moja” stanowi jej debiut, a być może jest to po prostu pierwsza  z jej książek która trafiła na polski rynek wydawniczy. Tak czy inaczej jest to kolejny bardzo dobry skandynawski thriller, który miałam okazję poznać.

Jego bohaterkami są kobiety, matki i córki. Ich narracja całkowicie zdominowała książkę. Jest to tylko i wyłącznie głos kobiet.

Skupiamy się tu głównie na relacji Stelli i Isabelle, ale swoje pięć groszy dorzuca także Kristen, matka Isabelle.Głównym wątkiem książki jest… chyba obsesja. Jeśli miałabym określić to jednym słowem to postawiłabym właśnie na nią.

Owszem możemy powiedzieć, że jest to powieść o sile matczynej miłości, sile więzi między matką, a dzieckiem, ale autorka postarała się o to byśmy nie mieli wątpliwości, że ta wzniosła wartość ma też swoją ciemną stronę.

Nie mówię tu tylko o Stelli która prawie traci rozum przekona o tym, że pacjentka jest jej zaginioną córką. Mam na myśli także matkę Isabelle, która osacza córkę swoją miłością. Skala tej miłości mocno Was zaskoczy.

Autorka angażuje czytelnika w swoją historię z dużą ostrożnością, by nie zdradzić zbyt wiele. Pojawiają się niejasne sugestie, zamazane retrospekcje, nieprzypadkowe przypadki. Wszytko po to by niemal do samego końca mylić tropy i mieszać czytelnikowi w głowie.

Nie brakuje tu silnych przewodników, którzy swoją argumentacją będą przeciągać linę na swoją stronę. Silne postaci, silne charaktery budują siłę tej opowieści. Mężczyźni pełnią tu dość marginalną rolę i dlatego myślę, że to typowo babska książka i babom polecam ją w szczególności.

Moja ocena:8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i s-ka

zysk

Bardziej nawiedzony

The Haunting of Hill House/ Nawiedzony dom na wzgórzu (2018)

haunting of hill house

Rodzina Crain przeprowadza się do stuletniej posiadłości będącej dziedzictwem rodziny Hill’ów. Hugh Crain jest budowlańcem, jego żona Liv architektem. Nie po raz pierwszy kupują dom po to by odremontować go i wystawić za kwotę będącą czystym zyskiem. Wszytko po to by w końcu przeprowadzić się do “domu ostatecznego”, gdzie wychowają pięcioro swoich pociech: bliźniaków Nel i Luke’a, Theo, Shirley i najstarszego Stevena. Sprawy komplikują się gdy dom okazuje się być w gorszym stanie niż przypuszczali. W międzyczasie najmłodsze z dzieci doświadczają sennych koszmarów, a panią domu coraz dotkliwiej męczą migreny. Wszytko ma swój tragiczny finał w noc śmierci Live Crain.

haunting of hill house

Netflix przygotował nie lada niespodziankę dla fanów horrorów. Dziesięcioodcinkowy serial “Nawiedzony dom na wzgórzu” nie był szczególnie promowany w sieci. Sama zwróciłam na niego uwagę na parę dni przed premierą notując sobie w pamięci, że trzeba będzie obadać sprawę. Tak możliwość pojawiła się dość szybko i ostatecznie cały przygotowany repertuar łyknęłam w dwa dni.

Serial promowany jest jako adaptacja książki Shirley Jackson, muszę Wam jednak coś wyjaśnić. Produkcja Mike’a Flanagana (tak, tego od “Oculusa“) niewiele ma wspólnego z literackim pierwowzorem, ani z jego dotychczasowymi ekranizacjami.

Powiedziałabym, że serial luźno inspiruje się książką. Naprawdę luźno.. Nawet jeśli jej nie znacie wystarczy Wam znajomość filmów, “Nawiedzonego domu” z ’63, czy ’99, by stwierdzić jak daleko scenariusz serialu odchodzi od literackiego pierwowzoru i tego co do tej pory robili z nim filmowcy.

haunting of hill house

Serial to niemal klasyczne ghost story. Nie ma tu mowy o żadnym eksperymencie, choć imiona bohaterów z pewnością wydały Wam się znajome. W książce też mamy Nel, Theo, Luke’a, a nawet Hugh Crain’a z tym, że całkowicie martwego;) A Shirley? Cóż, imię autorki książki. Tak tu się więc z widzem pogrywa…

Sama spodziewałam się historii mocniej bazującej na tym co już znałam. Zastanwiałam się nawet jak mocno rozciągną fabułę książki do tej pory streszczanej w wersji filmowej na potrzeby serialu. Okazało się, że główkuje niepotrzebnie. Tak więc, Drodzy Państwo w żadnym stopniu nie mamy tu do czynienia z historią, którą znacie.

haunting of hill house

Serial rozgrywa się w kilku płaszczyznach czasowych. Sam wstęp to zapoznanie z dorosłym Stevenem, najstarszym z miotu. Tym, który przetrwał Hill House i zapamiętał, jak twierdzi najwięcej. Rodzinną historię spisał w książce, bo warto wiedzieć, że Steve wzorem Mike Enslina (“1408”) tworzy ‘prawdziwe’ historie o nawiedzonych miejscach.

Poznajemy też jego rodzeństwo. Pogrążonego w narkotykowym nałogu Luke’a, depresyjną Nel, twardą Shirley prowadząca obecnie dom pogrzebowy i puszczalską Theo, która swój niezwykły dar wykorzystuje w pracy psychologa. Widzicie pewne podobieństwa z charakterystykami bohaterów powieści Jackson? A powinniście.

Śledzimy ich dorosłe losy, świadkujemy kolejnej rodzinnej tragedii, a w międzyczasie wracamy do Hill House za sprawą retrospekcji.

Z owych retrospekcji dowiecie się natomiast jak to wszytko się zaczęło. Oczywiście zagrywki scenariusza nie pozwalają dojść do sedna sprawy zbyt prędko. Tragiczna noc śmierci pani Crain pozostanie zagadką niemal do końca serialu.

Za tak sprytną rozgrywkę twórcom należą się nie małe brawa. Trudno bowiem zaangażować, szczególnie współczesnego widza, w opowieść o duchach, stworzyć atmosferę grozy, zbudować napięcie i zaintrygować tajemnicą, a później utrzymać ten stan przez kolejne dziewięć odcinków. Im się udało. Czapki z głów.

haunting of hill house

Może pomyślicie, że rozczarowałam się tak dużymi odstępstwami od oryginału, ale nic bardziej mylnego. Uważam, że posłużył za inspirację i posłużył dobrze. Najważniejszy filmowy bohater, czyli dom na wzgórzu, pozostał nietknięty mimo tej filmowej restauracji. Jak najbardziej przeraża i uwodzi swoim mrocznym urokiem. Powiedzieć Wam więc mogę tylko tyle: bierzcie i oglądajcie.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:10

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

75/100

W skali brutalności:1/10