Miesięczne archiwum: Październik 2018

Jackob wraca do domu

The Keeping Hours (2017)

the keeping hours

Elizabeth i Mark byli małżeństwem. Wspólnie wychowywali synka Jackoba. Gdy ten umiera w wyniku tragicznego wypadku małżeństwo rozpada się.

W dziesięć lat po tym zdarzeniu Elizabeth jest znaną pisarką, która zasłynęła książką o tym jak poradziła sobie po stracie dziecka. Ma nowego męża i wychowuje jego córki z pierwszego związku. Mark ma tylko pracę i ich dawny dom. Pewnego dnia postanawia go sprzedać. W tym celu musi skontaktować się z byłą żoną. Kiedy udaje im się dojść do porozumienia okazuje się, że jednak nie mogą sprzedać domu. Bo ich syn wciąż tam jest. Jackob wrócił.

Sięgnęłam po ten film jak po kolejny horror o duchach małych chłopców. I mimo, że jest to produkcja z bardzo wyraźnym wątkiem paranormalnym, wątkiem ghost story to daleko mu do klasycznej opowieści o duchach, czy nawet do współczesnych mainstreamowych horrorów. Nie jestem nawet przekonana, czy właściwym jest by oceniać go jako film grozy. Moim zdaniem zdecydowanie bliżej mu do dramatu. Duch nie pojawia się tu po to by straszyć.

the keeping hours

Efekt jest taki, że mamy tu do czynienia z kinem bardziej smutnym niż strasznym. Błędne przydzielenie go do gatunku grozy może rzutować na odbiór filmu przez widzów. Osobiście byłam bardziej zaskoczona niż rozczarowana. Mimo, że w kategorii straszaka film wypada bardzo blado, to jako dramat z wątkiem ghost story jest bardzo ciekawy.

Dominującym tematem jest tu próba poradzenia sobie ze stratą dziecka Elizabeth, która nawet napisała o tym książkę przyznaje, że tak naprawdę ‚poradzenie sobie’ jest niemożliwe. Ponowne pojawienie się zmarłego syna budzi w niej przerażenie i zaprzeczenie. Czy wracają do niej te same emocje, które wcześnie towarzyszyły jego odejściu.

the keeping hours

Jej życie znowu się zmienia. Jak mawiają mędrcy „Chujowo, ale stabilnie”. Mark traci stabilność. Traci ją jego była żona. Wspólnie wracają do swojego dawnego domu i zaczynają żyć życiem, które miało bezpowrotnie minąć. Niestety duch ich syna nie może opuścić czterech ścian domu. Nie wiadomo też, ja długo z nimi pozostanie. Co jeśli znowu odejdzie? I najważniejsze dlaczego wrócił?

Finał tej historii przyniesie odpowiedzi.

„The Keeping hours” to film nostalgiczny, melancholijny i smutny. Nie spodoba się każdemu, ale jest szansa, że znajdziecie się w tym gronie.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

65/100

W skali brutalności:0/10

Nie odejdę

Wrogi/ Hostile (2017)

hostille

W postapokaliptycznej rzeczywistości młoda kobieta imieniem Juliette walczy o przetrwanie wraz grupą ocalałych. W czasie jednej z samotnych wypraw o prowiant jej samochód ulega wypadkowi a ona sama tkwi uwięziona w jego wnętrzu z paskudnie złamaną nogą. Na zewnątrz pośród nocy czai się człekokształtne stworzenie, które nie odstępuje swojej ofiary na krok.

„Hostile” to francuski horroru utrzymany w klimacie postapo. Przynajmniej takie wrażenie możemy odnieść na pierwszy rzut oka. W rzeczywistości jest to film anglojęzyczny w dodatku nie prezentuje tego do czego przyzwyczaili nas francuscy twórcy kina grozy. Nie jest makabrycznie brutalny i szczerze mówiąc sztandarowe wątki typowe dla kina grozy, czy kina sci-fi szybko nikną w motywach rodem z dramatu, czy nawet melodramatu. Takie to dziwo, o.

Stąd widzowie nastawieni na jazdę w stylu trzeciej części „Resident evil”, czy innych podobnych tytułów gdzie dominuje obraz survivalu na pustyni mogą być z deka rozczarowani. Ja, i mówię to całkiem serio, chyba bardziej byłabym rozczarowana, gdyby owe wątki dramatyczne zastąpiono sztampową historią samotnej wojowniczki.

Ale zaraz skąd takie nieprzystające do tematu przewodniego motywy wzięły się w fabule filmu? Zostały tu umieszczone z zastosowaniem retrospekcji.

Po tym jak opowieść osadzona w teraźniejszości doprowadza naszą bohaterkę do punktu krytycznego przechodzimy do jej wspomnień z przed czasu apokalipsy, która doprowadziła ją tu gdzie jest.

hostille

hostille

Tu przed Państwem, dusze wrażliwe, historia miłosna. Przechodzimy przez kolejne jej etapy, poznajmy Juliette i Jacka. Może to chwyt mający związać widza z bohaterką, a może coś więcej. Jeśli przebrniecie przez te fragmenty- dla niektórych mogą być one nieszczególnie zajmujące – dotrzecie do punktu w którym poznacie początek. Kim są stwory.

Tu, nie powiem, nawet mi się wzruszyło i chyba to największy plus jaki mogę odnotować na korzyść tego filmu. Nie ładną i niezłą aktorkę na pierwszym planie, nie dobrze zrobione efekty prezentujące potworne istoty, tylko ta ‚romantyczna sraka’ mnie tu urzekła. Starość nie radość, czas się przebranżowić na „Dumę i uprzedzenie”;)

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

Wyznawca

Apostle/ Apostoł (2018)

apostoł

Wielka Brytania, początek XX wieku. Siostra zamożnego Thomasa Richardsona zostaje uprowadzona przez sektę wyznawców proroka Malcolma i więziona na odludnej wyspie. Mężczyzna uzbroiwszy się w skrzynie zawierającą okup za porwaną wyrusza statkiem wraz z ludźmi chcącymi przystąpić do sekty.

Thomas szybko orientuje się z jakimi osobami ma do czynienia toteż postanawia nie grać z nimi w otwarte karty i udawać kolejnego wyznawce Malcoma. To co zastaje po przybyciu na miejsce przerasta jego przypuszczenia.

„Apostoł” to nowy thriller od Netflixa. I tym razem mogę uznać przedsięwzięcie za udane. Być może to nie tyle kwestia jakości  produkcji, która z pewnością wyróżnia się przeznaczonym na nią budżetem na tle większości projektów Netflixa. Faktem jest, że klimat „apostoła” trafił w moje upodobania.

apostoł

Fabuła z całą pewnością mogła Wam się skojarzyć z obrazem „Kult” z lat ’70, czy jego dość popularnym remake z Nicolasem Cage’m. Jest to skojarzenie jak najbardziej trafne.

Mogę Wam jednak zdradzić, że wykonanie tego pomysłu znacząco odbiega od starszego ‚prototypu’. Tak, jest to film brutalny. Niektóre zaprezentowane tu sceny bez wątpienia mogą wywołać gęsią skórkę, czy inne bardziej nieprzyjemne reakcje. Wszytko jest bardzo żywe, bardzo soczyste i bardzo… brudne.

Film ma ogólnie brudny klimat. To chyba słowo, które dobrze go opisuje. Duża w tym zasługa wyboru plenerów filmowych, scenografii i kolorystyki samych filmowych zdjęć.

apostoł

Co mi się w nim najbardziej spodobało? Zdecydowanie motywy folklorystyczne, na których opiera się fabuła. Chyba folk horror to na ten moment mój podgatunek. Szalony prorok, fanatyzm i niezwykłe zjawiska, które dodają niesamowitości tej dziwacznej krainie jaką obrano na miejsce akcji. Zdecydowanie mój typ:)

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

70/100

W skali brutalności:3/10

Nasza córka

Powiedz, że jesteś moja – Elisabeth Noreback

powiedz ze jestes moja

Stella to dobiegająca czterdziestki szczęśliwa żona Henrika i matka trzystoletniego Milsa. Pracuje jako psychoterapeutka i na codzień pomaga ludziom wyjść z kryzysu. Niestety jej własny kryzys, który miał początek przed ponad dwudziestoma laty nie minął. Wówczas jako młodziutka dziewczyna urodziła córkę, którą później straciła. Okoliczności zaginięcia maleńkiej Alice do dziś nie są znane.

Isabelle to młoda studentka, która wbrew woli nadopiekuńczej matki opuściła rodzinny dom. Nim zdążyła pogodzić się ze śmiercią ukochanego ojca, matka storpedowała ją nowiną, że tata wcale nie był tatą. Aby poradzić sobie z tą sytuacją Isabelle postanawia rozpocząć terapię.

Drogi Stelli i Alice krzyżują się. Isabell pragnie tylko uwolnić się od matki, a Stella pragnie tylko odzyskać córkę.

Nie miałam wcześniej do czynienia z żadną powieścią autorstw Elisabeth Norenback. Być może „Powiedz, że jesteś moja” stanowi jej debiut, a być może jest to po prostu pierwsza  z jej książek która trafiła na polski rynek wydawniczy. Tak czy inaczej jest to kolejny bardzo dobry skandynawski thriller, który miałam okazję poznać.

Jego bohaterkami są kobiety, matki i córki. Ich narracja całkowicie zdominowała książkę. Jest to tylko i wyłącznie głos kobiet.

Skupiamy się tu głównie na relacji Stelli i Isabelle, ale swoje pięć groszy dorzuca także Kristen, matka Isabelle.Głównym wątkiem książki jest… chyba obsesja. Jeśli miałabym określić to jednym słowem to postawiłabym właśnie na nią.

Owszem możemy powiedzieć, że jest to powieść o sile matczynej miłości, sile więzi między matką, a dzieckiem, ale autorka postarała się o to byśmy nie mieli wątpliwości, że ta wzniosła wartość ma też swoją ciemną stronę.

Nie mówię tu tylko o Stelli która prawie traci rozum przekona o tym, że pacjentka jest jej zaginioną córką. Mam na myśli także matkę Isabelle, która osacza córkę swoją miłością. Skala tej miłości mocno Was zaskoczy.

Autorka angażuje czytelnika w swoją historię z dużą ostrożnością, by nie zdradzić zbyt wiele. Pojawiają się niejasne sugestie, zamazane retrospekcje, nieprzypadkowe przypadki. Wszytko po to by niemal do samego końca mylić tropy i mieszać czytelnikowi w głowie.

Nie brakuje tu silnych przewodników, którzy swoją argumentacją będą przeciągać linę na swoją stronę. Silne postaci, silne charaktery budują siłę tej opowieści. Mężczyźni pełnią tu dość marginalną rolę i dlatego myślę, że to typowo babska książka i babom polecam ją w szczególności.

Moja ocena:8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i s-ka

zysk

Bardziej nawiedzony

The Haunting of Hill House/ Nawiedzony dom na wzgórzu (2018)

haunting of hill house

Rodzina Crain przeprowadza się do stuletniej posiadłości będącej dziedzictwem rodziny Hill’ów. Hugh Crain jest budowlańcem, jego żona Liv architektem. Nie po raz pierwszy kupują dom po to by odremontować go i wystawić za kwotę będącą czystym zyskiem. Wszytko po to by w końcu przeprowadzić się do „domu ostatecznego”, gdzie wychowają pięcioro swoich pociech: bliźniaków Nel i Luke’a, Theo, Shirley i najstarszego Stevena. Sprawy komplikują się gdy dom okazuje się być w gorszym stanie niż przypuszczali. W międzyczasie najmłodsze z dzieci doświadczają sennych koszmarów, a panią domu coraz dotkliwiej męczą migreny. Wszytko ma swój tragiczny finał w noc śmierci Live Crain.

haunting of hill house

Netflix przygotował nie lada niespodziankę dla fanów horrorów. Dziesięcioodcinkowy serial „Nawiedzony dom na wzgórzu” nie był szczególnie promowany w sieci. Sama zwróciłam na niego uwagę na parę dni przed premierą notując sobie w pamięci, że trzeba będzie obadać sprawę. Tak możliwość pojawiła się dość szybko i ostatecznie cały przygotowany repertuar łyknęłam w dwa dni.

Serial promowany jest jako adaptacja książki Shirley Jackson, muszę Wam jednak coś wyjaśnić. Produkcja Mike’a Flanagana (tak, tego od „Oculusa„) niewiele ma wspólnego z literackim pierwowzorem, ani z jego dotychczasowymi ekranizacjami.

Powiedziałabym, że serial luźno inspiruje się książką. Naprawdę luźno.. Nawet jeśli jej nie znacie wystarczy Wam znajomość filmów, „Nawiedzonego domu” z ’63, czy ’99, by stwierdzić jak daleko scenariusz serialu odchodzi od literackiego pierwowzoru i tego co do tej pory robili z nim filmowcy.

haunting of hill house

Serial to niemal klasyczne ghost story. Nie ma tu mowy o żadnym eksperymencie, choć imiona bohaterów z pewnością wydały Wam się znajome. W książce też mamy Nel, Theo, Luke’a, a nawet Hugh Crain’a z tym, że całkowicie martwego;) A Shirley? Cóż, imię autorki książki. Tak tu się więc z widzem pogrywa…

Sama spodziewałam się historii mocniej bazującej na tym co już znałam. Zastanwiałam się nawet jak mocno rozciągną fabułę książki do tej pory streszczanej w wersji filmowej na potrzeby serialu. Okazało się, że główkuje niepotrzebnie. Tak więc, Drodzy Państwo w żadnym stopniu nie mamy tu do czynienia z historią, którą znacie.

haunting of hill house

Serial rozgrywa się w kilku płaszczyznach czasowych. Sam wstęp to zapoznanie z dorosłym Stevenem, najstarszym z miotu. Tym, który przetrwał Hill House i zapamiętał, jak twierdzi najwięcej. Rodzinną historię spisał w książce, bo warto wiedzieć, że Steve wzorem Mike Enslina („1408”) tworzy ‚prawdziwe’ historie o nawiedzonych miejscach.

Poznajemy też jego rodzeństwo. Pogrążonego w narkotykowym nałogu Luke’a, depresyjną Nel, twardą Shirley prowadząca obecnie dom pogrzebowy i puszczalską Theo, która swój niezwykły dar wykorzystuje w pracy psychologa. Widzicie pewne podobieństwa z charakterystykami bohaterów powieści Jackson? A powinniście.

Śledzimy ich dorosłe losy, świadkujemy kolejnej rodzinnej tragedii, a w międzyczasie wracamy do Hill House za sprawą retrospekcji.

Z owych retrospekcji dowiecie się natomiast jak to wszytko się zaczęło. Oczywiście zagrywki scenariusza nie pozwalają dojść do sedna sprawy zbyt prędko. Tragiczna noc śmierci pani Crain pozostanie zagadką niemal do końca serialu.

Za tak sprytną rozgrywkę twórcom należą się nie małe brawa. Trudno bowiem zaangażować, szczególnie współczesnego widza, w opowieść o duchach, stworzyć atmosferę grozy, zbudować napięcie i zaintrygować tajemnicą, a później utrzymać ten stan przez kolejne dziewięć odcinków. Im się udało. Czapki z głów.

haunting of hill house

Może pomyślicie, że rozczarowałam się tak dużymi odstępstwami od oryginału, ale nic bardziej mylnego. Uważam, że posłużył za inspirację i posłużył dobrze. Najważniejszy filmowy bohater, czyli dom na wzgórzu, pozostał nietknięty mimo tej filmowej restauracji. Jak najbardziej przeraża i uwodzi swoim mrocznym urokiem. Powiedzieć Wam więc mogę tylko tyle: bierzcie i oglądajcie.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:10

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

75/100

W skali brutalności:1/10

Czuwaj druhu

Czuwaj (2018)

czuwaj

Na harcerski obóz inaugurujący początek lata przybywa grupa chłopaków z domu dziecka. Mają oni spędzić czas wraz z harcerzami w ramach skromnych wakacji. Obozowy druh, Jacek, nie jest zadowolony z takiego obrotu spraw i nieufnie patrzy na grupę wyrostków. Podobnie jest z resztą harcerskiej młodzieży. Chłopaki z bidula pod dowództwem najstarszego z nich, Piotrka, nie pozostają im dłużni buntując się na każdym kroku i obśmiewając harcerskiego ducha wspólnoty. Kiedy jedne z młodych harcerzy ginie tragicznie w dziwnych okolicznościach podejrzenie szybko pada na ekipę z bidula.

„Czuwaj” to nowy film Roberta Glińskiego utrzymany w klimacie thrillera.

Wiem, że znajduję się w opozycji co do większości widzów uskuteczniając szabry w polskiej kinematografii, gdzie obecnie aż roi się od filmów zwyczajnie nędznych, ale cóż poradzę, taką mam słabość. Jeśli już, daj boże, pojawi się coś, z gatunku grozopodobnego to nie bacząc na koszta psychiczne, muszę sprawę obadać;)

Obadałam więc „Czuwaj” i jestem pozytywnie zaskoczona. I znowuż wbrew głosom większości widzów;)

Scenariusz to taka kompilacja camp slashera i dramatu społecznego.Brzmi to może dziko, ale mnie to połączenie wydało się interesujące.

czuwaj

W praktyce mamy tu do czynienia z historią dość ciekawą, ale nie pozbawioną wad. Wadą jest przede wszystkim zbytnie poleganie na schemacie i jest to zauważalne już od pierwszych momentów. Stereotyp pogania stereotyp i na stereotypie zbudowany jest cały dramat sytuacyjny. Jednak coś Wam powiem, tak się dzieje w przypadku większości filmów, które chcą nam sprzedać jakąś prawdę dotyczącą naszego społeczeństwa. Osobiście szlachetnie przymknęłam na to oko. 

Z plusów obrazu z pewnością wymieniłabym naturszczyków z obsady. Na jej czele stoi Mateusz Więcałek, który moja uwagę zwrócił w serialu „Belfer„. Wszyscy wypadają bardzo swobodnie. A ich aktorstwo nie jest męczące ani zbyt manieryczne.

czuwaj

Duży plus należy się za zdjęcia Łukasza Gutta, szarobure kadry, prawie wyprane z kolorów, mało statyczne ujęcia, ale bez zagrań w stylu „Blair witch project”. Miejsce akcji czyli las przydaje wszystkiemu klimatu izolacji. A gdy opiekun chłopców, jedyny dorosły, opuszcza ich po tragicznym zdarzeniu można tylko czekać na rozgrywki w stylu „Władców much”.

Cóż mogę powiedzieć? Film jak najbardziej do obejrzenia. Dla chętnych;)

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

64/100

W skali brutalności:1/10

Twój dom będzie nawiedzony

The Good Neighbor/ Dobry sąsiad (2016)

dobry sąsiad

Dwóch chłopaczków kończących liceum marzy o sławie jaką ma im zapewnić udokumentowanie eksperymentu przeprowadzonego na niczego nie świadomym sąsiedzie.

Pomysłodawca Ethan i sponsor Sean montują system monitoringu w domu starszego Pana by przyglądać się jego poczynaniom podczas gdy sami będą prowokować w jego domu serie niewytłumaczalnych zdarzeń. Jednoznacznie planują przekonać Harolda Grainery, że oto jego dom jet nawiedzony.

Bardzo przypadł mi do gustu już sam pomysł zawarty w scenariuszu. Temat eksperymentów paranormalnych jest już tak oklepany i zdarty, że ciężko w tej materii o coś odkrywczego. A tu proszę, wystarczy nieco odwrócić sytuację.

dobry sąsiad

Za cały filmowy projekt odpowiada ekipa bez szczególnego doświadczenia. Na fotelu reżysera zasiadł scenograf, ale raczej nie odczujecie tu amatorki. Zarówno na poziomie technicznym jak i w przypadku warsztatu aktorskiego mamy tu do czynienia z dobrze zrobioną robotą.

Na fabułę filmu składają się bieżące wydarzenia, czyli relacja z kolejnych kroków eksperymentu naszych małolatów, oraz retrospekcje ukazujące fragmenty z życia naszego dziadeczka. Do tego dochodzą przerywniki z sali sądowej jednoznacznie wskazujące, że projekt pt. nawiedzenie zakończył się jakąś tragedią, za którą musi zostać wymierzona kara.

dobry sąsiad

Jednym wobec czego mogę mieć zarzut to niewielka ilość grozy. Ostatecznie jednak mamy tu do czynienia z thrillerem, a racze teen thrilerem więc nie ma chyba co oczekiwać zbyt wiele. Osobiście skupiłam się na warstwie stricte dramatycznej i to chyba jest przepis na całkiem udany seans z tym filmem.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

Omen, czyli Antychryst

Recenzja przedpremierowa:

Omen – David Seltzer

omen

Jeremy Thorn robi błyskotliwa karierę polityczną jako doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych. Dzięki rodzinnej fortunie żyje w dostatku u boki pięknej żony Katherine. Jedyne czego mu potrzeba do szczęścia to potomek. Kiedy jego małżonce w końcu udaje się donosić kolejną ciążę jest o krok od całkowitego spełnienia. Niestety okazuje się, że syn Thorna umiera przy porodzie. Mężczyzna zdając sobie sprawę z tego jak strata kolejnego dziecka wpłynie na kondycje psychiczną jego wrażliwej żony, godzi się na pomysł podsunięty przez rzymskiego kapłana, który proponuje mu nieformalną adopcję dziecka, które przyszło na świat w tym samym czasie jednocześnie tracąc matkę.

W tajemnicy przed żoną polityk wchodzi w ten dziwny układ i aż do czwartych urodzin chłopca żyje w atmosferze sielanki, dając chłopcu na imię Damien i kochając go jak własne dziecko. Wtedy w jego życiu pojawia się  kapłan, który recytując wersety Apokalipsy oświadcza Thornowi, że wychowuje Antychrysta.

Wszyscy fani horrorów znają film „Omen” w reżyserii Richarda Donnera z 1976 roku. Obraz powstał w odpowiedzi na kultowego „Egzorcystę” i stał się obok niego najsłynniejszym horrorem religijnym.

Na krótko przed premierą filmu ukazała się książka, napisana przez scenarzystę obrazu Davida Seltzera. Jej rolą była głównie promocja filmu, ale złożyło się tak, że dziś mało kto pamięta o jej istnieniu, za to filmowy  „Omen”  stał się nieśmiertelny i doczekał kontynuacji. Być może książka powstała tylko dlatego, że „Egzorcysta” też miał swój książkowy odpowiednik. Z tą różnicą, że powieść Blattyego powstała niezależnie. Podobnie był z resztą z „Dzieckiem Rosemary” Polańskiego – jeszcze starszym horrorem religijnym i powieścią Iry Lewina. To też może być przyczyna jej relatywnie niewielkiej popularności.

Sama o istnieniu tej powieści nie wiedziałam i podejrzewam, że podobnie może być w przypadku wielu czytelników zaskoczonych publikacją wydawnictwa Vesper.

omen

Powieść jest w zasadzie idealnym odwzorowaniem filmowego scenariusza. Wszystkie opisane w niej zdarzenia miały miejsce w filmie. Owszem istnieją subtelne różnice, jak chociażby strój młodej niani, która ‚skradła show’ na czwartych urodzinach Damiena – w książce ma na sobie strój klauna.

Jednak większość różnic, które może odnotować czytelnik znający jednocześnie filmową wersję polega na pogłębieniu niektórych wątków. Dowiadujemy się więcej o księdzu, który zaaranżował adopcje i sekcie- nie wiem czy to dobre słowo – do której należał. Mam też wrażenie, że lepiej poznajemy Katherine i samego Thorna. Jest to zdecydowanie plus książki. Plusem jest też jej klimat, dość mocno zbliżony do filmowego. Gdybym jeszcze czytała ją w akompaniamencie „Ave Satani” efekt byłby pewno taki sam jak w przypadku filmu.

Co do minusów. Nie ukrywam, że filmowego „Omena” znam praktycznie na pamięć, ale jestem w stanie przypomnieć sobie niejasne pierwsze wrażenia i porównać je z tymi książkowymi. Książka od początku zakłada poinformowanie czytelnika o tym, że Damien jest dzieckiem Szatana. Nie pojawia się przestrzeń na wątpliwości. Jeśli chodzi o film, wydaje mi się, że tu nie wyłożono sprawy tak łopatologicznie i może, może jest nadzieja, że ktoś z widzów pozwolił sobie w czasie seansu na wątpliwości co do prawdziwej natury przedstawionej sytuacji.

Fanów filmu Donnera oczywiście zachęcam do zapoznania się z książką, bo z pewnością będzie dla nich, tak jak dla mnie ciekawym literackim kąskiem.

Moja ocena:7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

vesper

Nie dam Ci spać

Mara (2018)

mara

Policyjna psycholog Kate Fuller zostaje wezwana na miejsce zbrodni dokonanej najprawdopodobniej przez żonę na mężu. Zadaniem Kate jest przesłuchanie jedynego świadka zdarzenia, mianowicie małej córeczki małżonków, Sophie. Przerażone dziecko stwierdza, że tatę zabiła Mara i że nie powinna, w ogóle rozmawiać z Kate, bo ta zabierze od niej mamusie. Niejasne zeznania dziecka i pełne emocjonalnego wybuchu słowa oskarżonej skutkują zamknięciem matki Sophie w szpitalu psychiatrycznym.

Wtedy Kate zaczynają dopadać wątpliwości. Zaczyna doświadczać sennych koszmarów, a zagłębiając się w sprawę domniemanego morderstwa trafia na całą serie doniesień o przypadkach podobnych, niejasnych śmierci. Najbardziej nieprawdopodobna wersja nabiera realnych kształtów, gdy Mara osobiście odwiedza Kate.

mara

Po sukcesie „Koszmaru z ulicy wiązów” jeszcze w latach osiemdziesiątych żaden z filmowców zajmujących się gatunkiem horroru nie tykał tematu sennych koszmarów. Takowe pojawiały się jedynie jako wątek poboczny i żaden filmowy antybohater nie umiał tak skutecznie uśmiercać śpiących ludzi jak czynił to Freddy Krueger. W ostatnich latach coś się zmieniło, bo jestem wstanie przypomnieć sobie przynajmniej dwa filmowe tytuły, których tematem była śmierć we śnie. Najpierw był „Dead Awake”, a ostatnio „Slumber„. Obydwa filmy odnosiły śmierć we śnie do znanego nauce zaburzenia snu zwanego sennym paraliżem.

Na czym polega ten stan będziecie mogli dowiedzieć się właśnie z seansu z „Marą”. To właśnie tu jedna z postaci, doktorek prowadzący grupę wsparcia dla osób doświadczających zaburzeń snu tłumaczy na czym z naukowego punktu widzenia rzecz polega. Tym z Was, którzy sami doświadczyli sennego paraliży nie trzeba tego tłumaczyć, a samo zjawisko jest dość powszechne. Być może ten fakt zapewni filmowi sukces. Każdy kto doświadczył owego stanu z pewnością wczuje się w sytuacje przedstawionych tu bohaterów z trwogą będzie śledził wersje wydarzeń, w której paraliż senny kończy się śmiercią.

mara

Sęk w tym, że nie mamy tu do czynienia z naukową wersją przedstawienia tematu, choć jak wspomniałam taka interpretacja jest tu obecna. W „Marze” paraliż senny spowodowany jest atakiem sennego demona, tak zwanej Mary. Filmowa Mara wygląda jak duch z azjatyckiej „Klątwy” lub inna Anja Rubik po tygodniowym pobycie na dnie studni. Komputerowy efekt jest całkiem niezły.

Technika pozwoliła tu też na zmontowanie kilku zacnych scen, przy których możecie lekko podskoczyć na siedzisku. Są to zagrywki typowe dla współczesnego horroru, ale umiejętnie stosowane dają jakiś tam efekt. Aktorstwo nie budzi zastrzeżeń choć jakbym miała typować najsłabsze ogniwo, to postawiłabym na ‚dziewczynę Bonda’ panią Kurylenko, która nie szczególnie skradła moje serce w roli Kate.

Filmowa narracja przebiega gładko. Schemat goni schemat więc próżno tu szukać jakichkolwiek innowacji. Przesłanie filmu też jest z gruntu proste: miej czyste sumienie, a będziesz spał spokojnie;)

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10