Miesięczne archiwum: Listopad 2018

Alicja po drugiej stronie monitora

Cam (2018)

cam

W przeciwieństwie do większości swoich rówieśniczek, młoda i dość urodziwa Alice nie zamierza marnować młodości na zakuwanie w collegu. Już teraz zarabia nie małe pieniądze, a swoją pracę traktuje jak rozrywkę.

Ukrywając się pod pseudonimem Lola, każdego dnia urządza przed kamerą erotyczne pokazy wyświetlane w sieci ku uciesze hojnych widzów. Jej największym marzeniem jest dostanie się do pięćdziesiątki najpopularniejszych dziewczyn na stronie i gdy dzięki pomysłowości i zaangażowaniu udaje jej się przekroczyć magiczną liczbę coś zaczyna się psuć. Nie jest to bynajmniej giętki kręgosłup moralny dziewczyny;)

Wszystko wskazuje na to, że ktoś zhakował jej konto, przejął nad nim kontrolę i zaczął występować w jej imieniu. Kto jednak da temu wiarę skoro Lola, jak żywa nadal świeci tyłkiem w sieci?

cam

“Cam” horror technologiczny debiutującego reżysera niedawno trafił na platformę Netflix. Zapoznając się z jego opisem szybko skojarzyłam tą historię z nieco starszym “Girl House.

Wspomniana produkcja raczej średnio przypadła mi do gustu toteż moje nastawienie do “Cam” nie było jakoś szczególnie pozytywne. Ot, kolejne rozbierające się w sieci dziewczę trafiło na jakiegoś świra, jej koniec jest bliski, strzeżcie się ladacznice bezwstydnice, niech to będzie dla Was przestroga;)

Ale nie. Nie o to chodzi w “Cam”. Jak wspomniałam film ten został zaklasyfikowany do kategorii filmów grozy związanych z technologią. To ona jawi się tu jako wróg więc próżno tu wypatrywać antagonisty z krwi i kości. Ojej poleciałam spoilerem? Ups. Darujcie, stara się robię;)

Tego ducha techno odczujecie bardzo wyraźnie od początku seansu. Uderzą w Was ostre, mocno nasycone barwy, sztuczne światło, praktycznie żadnych plenerów,cała masa obecnych na pierwszym planie techno gadżetów, dźwięki wygenerowane przez komputer, czasami miałam wrażenie, że Cam Laski mówią robocim głosem:)

cam

Wszystko jest przepysznie sztuczne i jaskrawe jak we wzorcowym wirtualnym świecie. Powiem Wam, że było to nawet ciekawe w odbiorze i trochę zaleciało mi  filmami sci fi z ubiegłego wieku straszącymi nas złem, które sprowadzą na nas nowinki techniczne.

W zasadzie można powiedzieć, że wymowa “Cam” tak bardzo od owych produkcji się nie różni. Mamy tu bowiem dziewczynę, która swoje życie w pewien sposób uzależniła od sieciowego alter ego. Gdy owe aler ego w jakiś sposób wymknęło jej się spod kontroli laska zaczęła świrować nie gorzej niż trzylatek pozbawiony tabletu.

cam

Obserwując poczynania Alice w pewnym momencie dotarło do mnie, że wcale nie chodzi jej o spierdalający z konta hajs tylko o skradzioną popularność. Jak wspomniałam jej ‘simowa platynowa aspiracja’ to bycie lepszą od innych dziewczyn na stronie. Wariatka, co? Ale dam sobie złamać paznokieć za to, że nie jednej z  pań odbiła by szajba jakby ktoś przejął ich insta, czy innego tindera;)

Historia jest więc dość ciekawa, w jakiś sposób tajemnicza. Alice choć może nie zgromadzi kibiców wśród przeintelektualizowanych zgryźliwców to trzyma przed ekranem, bo jakby nie patrzeć jej postać została wykreowana bardzo dobrze.

cam

Elementów horroru jest tu może niewielki urodzaj, jeśli rozumiemy je poprzez hektolitry krwi, czy złowrogie emanacje bytów nieczystych, ale technologia rozwiązuje sprawę inaczej i też dobrze.

Tak myślę, że filmowi nic nie brakuje, jest pomysł, jest napięcie, jest klimat – techno klimat, więc jest impreza.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:8

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:1/10

Gorsze ja

Look Away/ Oblicze mroku (2018)

oblicze morku

Maria nie ma jeszcze szesnastu lat a już zdążyła gorąco znienawidzić samą siebie. Bardzo pomogły jej w tym zwyczaje wyniesione z domu: forsowany przez ojca chirurga plastycznego kult piękna i wieczna depresja matki.

Bardzo urodziwa nastolatka zdaje się tak mocno wierzyć w swoje braki, że staje się łatwym celem dla szkolnych rówieśników: radosnej jak barbie koleżanki, która przyjaźń z Marią traktuje jak okazję do pastwienia się nad bezbronnym pisklakiem i szkolnego pakera, który znęcając się nad nią rozładowuje erotyczne napięcie.

Jak wszystkie królewny Maria szuka pocieszenia w lustrze. Tam znajduje swoje drugie oblicze, gotowe na wiele by móc narodzić się na nowo.

“Oblicze mroku” to jeden z horrorów serwowanych na tegorocznym halloweenowym maratonie w kinach Helios, czy tam Multikinie. Jego odbiór przez polską publikę był raczej nie za konieczny, lepiej sprawa wygląda za oceanem.

Jeśli zaś chodzi o moją ocenę to mogę uczciwie przyznać, że film mi się spodobał. Może nie zachwyciły mnie stosowane tu wybiegi ukierunkowane na wzbudzenie grozy, ale jako teen thriller o trudach dorastania sprawdza się bardzo dobrze. Jest stosownie przedramatyzowany i miejscami wręcz infantylny, ale tak właśnie wygląda świat oczami osobników chorych na dojrzewanie.

oblicze morku

Technicznie bez zarzutów. Wszytko ładniuśkie jak po wykupieniu opcji premium w sieciowej grze o kosmosie. Niebieskawe, zimno metaliczne zdjęcia, ośnieżone plenery, gładkie buzie aktorów, czyste i  minimalistyczne przestrzenie dramatycznie podkreślające wewnętrzną pustkę świata przedstawionego. W tym wszystkim urodziwa i sprawna warsztatowo młoda odtwórczyni roli głównej – mogłaby spokojnie zdeklasować ostatnią Carrie.

Fabuła może Wam się skojarzyć – po za tym, że z całą stertą produkcji z motywem lustra –  z  teen horroremTamara“.

Tu też mamy do czynienia z wewnętrzną przemianą szarej myszy w prawdziwego wampa, a w okoliczności tej przemiany zamieszane są jakieś niezbyt czyste siły. Kopciuszek zyskując nowe oblicze zamiast iść na bal postanawia wymordować swoich oprawców.

oblicze morku

Czego tej produkcji brakuje? Może jakiegoś ambitniejszego, subtelniejszego przekazu.

W “Obliczu mroku” wszytko jest bardzo dosłowne i choć możemy posilić się o dwie różne interpretacje wydarzeń… SPOILER: A) Mściwe bliźnie porzucone przez rodziców przez niedostatek urody powraca zza grobu by dojechać krzywdzicieli. B)Dwubiegunówka, która dopadła Marie miota nią od depresji do morderczej manii, której towarzyszą objawy o charakterze wytwórczym. KONIEC SPOILERA… to i tak nie wychylimy nosa po za ramy, które skleił dla nas twórca tj historii.

Reasumując kino przyjemne i nie groźne.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

Ciężki kaliber

Calibre (2018)

calibre

Dwaj kumple z czasów szkolnych Vaughn i Marcus udają się na myśliwską wycieczkę do niewielkiej osady położonej tuż przy rozległych lasach. Wynajmują pokój i idą się zabawić. Napotykają panienki, a następnego dnia skacowani idą strzelać do zwierzyny leśnej.

Voughn nie bardzo ma o tym pojęcie i to właśnie on spowoduje nieszczęśliwy wypadek, którego ofiarą pada lokalny dzieciak. Marcus dokłada starań by zatuszować wypadek i nie cofnie się przy tym przed niczym. Na niewiele się to jednak zdaje, bo w małych miasteczkach prędzej, czy później wszystko wychodzi na jaw.

calibre

Thriller “Calibre” Mata Palmera to kolejna propozycja z platformy Netflix. A jak to z Netflixem bywa ciężko nastawiać się tu na cokolwiek. Wiele z ich filmowych propozycji okazuje się fiaskiem, nie da się jednak odmówić mu kilku sukcesów. “Calibre” zdecydowanie można zaliczyć do tych drugich.

Film niewątpliwie wart uwagi, nie tylko ze względu na walory fabularne, ale też ze względu na wyjątkowo ciężki klimat którym jest wręcz przesiąknięty.

Fabule nie brak realizmu, który tylko podsyca bardzo naturalistyczne podejście  odzwierciedlone w wykonaniu technicznym. Duże brawa należą się aktorom, którzy bez wysiłku weszli w stworzone dla nich role.

Jak na solidny thriller przystało dominuje tu atmosfera napięcia i też pewnej nieuchronności zbliżającej się tragedii. Dramatyczne położenie bohaterów zostało tu zobrazowane na zasadzie przechadzki po ruchomych piskach. Im bardziej się szarpiesz tym bardziej toniesz.

calibre

Śledzeniu kolejnych wydarzeń będą towarzyszyć duże emocje, tak przynajmniej było w moim przypadku.

Być może jestem zbyt oszczędna w szczegółach by unaocznić Wam skale poruszanej tu problematyki, ale jak sądzę sami będziecie chcieli obadać sprawę;)

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

70/100

W skali brutalności:2/10

Jack Sparks o zjawiskach paranormalnych

Ostatnie dni Jacka Sparksa – Jason Arnopp

ostatnie dni jacka sparksa

Jack Sparks jest dziennikarzem specjalizującym się w publikacjach opartych na wątkach autobiograficznych. Pisząc o gangach wkraczał w ich szeregi, pisząc o narkotykach opierał się na własnych doświadczeniach z uzależnieniem. Teraz przyszedł czas na zmierzenie się z mniej przyziemną sprawą życia po śmierci. By zbadać sprawę Jack postanawia umrzeć.

Nie, żartuję, ale to całkiem w jego stylu. Jack zaczyna od spotkania z włoskim egzorcystą by zostać świadkiem rytuału wypędzania demona z ciała nastoletniej dziewczyny. Jednak dziennikarz podchodzi do prawy bardziej niż sceptycznie i zamiast otworzyć umysł przed zjawiskiem, którego doświadcza rży na cały głos i obsmarowuje księdza w mediach społecznościowych.

Jest jednak ktoś komu wybitnie nie spodobała się postawa Jacka, bo wkrótce po tym zdarzeniu ktoś hakuje jego kanał na youtube i umieszcza na nim filmik podważający święte przekonanie o tym, że po drugiej stronie nie ma nic. Nagranie tak niepokoi Jacka, że postanawia znaleźć i zdemaskować osoby odpowiedzialne za ten zamach na jego osobę.

Powieść Jasona Arntroppa jest pewnego rodzaju eksperymentem. Postać dziennikarza, bohatera i narratora powieści została wyczarowana z niczego, jednak autor powieści włożył ten projekt ogrom wysiłku. Na tyle skutecznego, że czytelnik może się nabrać, że oto ma przed sobą zapis rzeczywistych przeżyć rzeczywistej osoby.

Na potrzeby promocji wydanej w 2016 roku książki postała aktywna do dziś strona internetowa fikcyjnego bohatera. Arntropp tchnął życie w papierowego bohatera obdarzył go niezwykle wyrazistym charakterem i zbudował jego historię od podstaw.

Na fabułę powieści składają się niecałe dwa tygodnie życia Jacka, począwszy od Halloween do bodajże 11 listopada, czyli dnia w którym zwłoki Jacka zostają odnalezione.

Jeśli liczycie, że zakończenie wyjaśni okoliczności śmierci bohatera to jesteście w błędzie. Pamiętajcie bowiem, że głównym zamysłem autora było stworzenie historii opisanej przez samego bohatera. Z wiadomych więc powodów nie mógł on zrelacjonować własnej śmierci;)

Relacja z ostatnich dni Jacka Sparksa to swego rodzaju kompendium współczesnego podejścia do zjawisk paranormalnych. Mamy tu do czynienia ze wspomnianym księdzem egzorcystą, ekscentryczną medium i grupą domorosłych łowców duchów nazywanych Paranormalsami i działającymi w samym centrum Hollywood. Przez powieść przewijają się też znani twórcy filmowych horrorów jak Roger Corman, czy twórcy słynnego “Blair Witch Project”. 

Jeśli chodzi o charakter tej powieści to zdecydowanie jest ona horrorem. Niektóre fragmenty jawią się niczym kadry “Egzorcysty“. Nie zabraknie bardzo żywych emanacji bardzo martwych bytów i całej serii zgonów opisanych z werwą i impetem.

Zaś sam narrator to niebywale pocieszny człowiek i jego czarny humor skutecznie bawi w czasie lektury.Z pewnością jest to pozycja warta uwagi i osobiście liczę, że doczekamy się polskich wydań reszty książek Jasona Arntroppa.

Moja ocena: 8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

vesper

Teraz mi opowiesz

10×10 (2018)

10x10

Cathy budzi się uwięziona w pomieszczeniu o rozmiarach 10×10. Jak się szybko przekona została tam zamknięta przez człowieka, który wcale nie ukrywa swojej tożsamości. Lewis zarzuca ją pytaniami dotyczącymi jej przeszłości. Przerażona kobieta nie wie do czego tym zmierza, jednak w końcu udaje mu się ją złamać.

“10×10” to kolejny thriller z rodzaju ‘piłopodobnych’. Znowu mamy do czynienia z uwięzieniem i nierówną walką z porywaczem. Walką , która nie inaczej, odbywa się na jego zasadach.

10x10

Czy w związku z tym obraz ma cokolwiek ciekawego do zaoferowania? Powiem Wam, że przez większą część seansu nie szczególnie przykuwał moją uwagę. Ba, powiem nawet, że oglądałam go jednym okiem przekonana, że nic mnie tu nie zaskoczy. Jednak scenariusz, podobnie jak to było w przypadku chociażby thrillera “Pet” szykuje niezły zwrot akcji. Ów zwrot znacznie zmieni perspektywę i jeśli o mnie chodzi jestem rada z takiego poprowadzenia sprawy. I tu w zasadzie muszę skończyć rozwodzenie się nad walorami fabuły by nie zdradzić Wam zbyt wiele.

Realizacyjnie nie ma szału, ale nie ma też porażki. Aktorsko dowodzi Kelly Reilly, znana Wam chociażby z thrillera “Eden Lake“. Partneruje jej Luke Evans (“Dziewczyna z pociągu”) i obydwoje wywiązują się ze swojego zadania na tyle dobrze by reasumując wszytko film dał radę zmieścić się w całkiem przyjemnej średniawce. Niczego po za ową średniawką się jednak nie spodziewajcie, bo niczego więcej nie uświadczycie.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Napięcie:5

Klimat:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:6

54/100

W skali brutalności:1/10

Powinniśmy nie żyć

The Dark/ Mrok (2018)

mrok

Ścigany przez policję uciekinier Josef szuka schronienia w najmroczniejszym zakątku lasu zwanym Diabelskim Leżem. Znajduje tam, jak się zdaje opuszczony, dom, omijany przez miejscowych jako miejsce gdzie można stracić życie.

Mężczyzna zostaje zaatakowany przez jedynego lokatora domu, nastoletnią dziewczynę, która z niebywałą zwinnością powala dorosłego faceta i zabija go.

Pozbywszy się nieproszonego gościa odrywa, że nie przyjechał on sam. W jego samochodzie znajduje swojego rówieśnika, okaleczonego chłopaka imieniem Alex.

Gdy pierwszy raz obił mi się o uszy tytuł  filmu Justina Lange skojarzyłam go jako zombie movie z rodzaju tych bardziej nietypowych. W komentarzach widzów pojawiały się porównania do “Pozwól mi wejść“, czy “Wiecznie żywy”. Ja bym dorzuciła jeszcze film o blondynce prowadzącej zombiaka przez pustynie, jaki to był tytuł? Hym…”It Stains the sands red

Jednak zanim zabrałam się za seans wszelkie informacje na temat produkcji zdążyły mi wywietrzeć z głowy toteż nie pokapowałam od razu, że główną bohaterką filmu jest dziewczynka zombie.

mrok

Wzięłam ją raczej za zmaltretowaną dzikuskę, którą przeżyła co okropnego i żyje teraz z dala od cywilizacji swoją egzystencję sprowadzając do poziomu zwierzęcia.Wspominam o tym, bo wiem, że niejako zmieniło to moje postrzeganie tej historii. Mimo, że w każdym filmowym opisie trąbią o tym, że Mina to zombie i mamy tu do czynienia z zombie movie to jeśli zapomnicie o tym małym elemencie łatwiej będzie Wam wychwycić metaforyczne znaczenie tej opowieści.

Fabuła filmu ma sporo do zaoferowania. Nie jest to obraz  z rodzaju tych boleśnie standardowych. Dobór wątków jest ciekawy. Co wśród nich znajdziemy?

Oczywiście motyw żywego trupa. Dziewczyny, która umarła, a o tragicznych okolicznościach jej śmierci dowiemy się z migawek jej wspomnień. Dlaczego dziewczyna wróciła do żywych? Jak to się stało? Czy faktycznie umarła? SPOILER: Szczerze mówiąc jeśli żywienie się ludzkim mięsem uznać jako objaw traumy, a nadzwyczajną sprawność dziewczyny przypisać umiejętnością wytrenowanym w czasie samotnej egzystencji w środku lasu czy nie mogłaby być zwyczajną małolatką, którą zabito nie do końca skutecznie? Może wcale nie jest zombie. Nie jest potworem? Scena finałowa w czasie której widzimy ją jako normalną, nieokaleczoną dziewczynę może być równie dobrze dowodem na to kim była w rzeczywistości. Chyba, że skorzystamy z teorii podsuniętej przez twórców “Wiecznie żywy”, gdzie odzyskanie ludzkich uczuć sprawia, że zombie na powrót staje się człowiekiem. Ja jednak wolę swoją wersję;) KONIEC SPOILERA.

mrok

Bardzo ciekawie prezentuje się też motyw porwanego chłopca, którego Mina znajduje w samochodzie Josefa. Dzieciak był przetrzymywany przez starszego mężczyznę nie wiadomo przez jak długi czas. Celów przyświecającym oprawcy możemy się tylko domyślać. Josef okaleczył dzieciaka, wypalił mu oczy w ramach kary za niesubordynację. Wszystkiego tego dowiadujemy się przysłuchując się rozmowom między Miną a Alexem. Mogę jeszcze dodać, że mamy tu do czynienia z bardzo ciekawie przedstawionym obrazem syndromu sztokholmskiego jaki wytworzył się u porwanego chłopaka.

I wreszcie sam motyw relacji łączącej tą dwójkę. Potworna dziewczyna i ślepy chłopiec. Mina zaprzyjaźnia się nim, a przynajmniej tak można nazwać instynkt opiekuńczy jaki wzbudził w niej chłopak. Czemu go nie zabiła jak wszystkich innych? Może było jej go szkoda, a może chodziło o to, że chłopak nie zdawał sobie sprawy z tego kim jest dziewczyna? Nie widział jej okaleczonego oblicza, nie widział jak bezwzględnie zabija i pożywia się ludzkim mięsem?

mrok

No, ale gdzie w tym wszystkim horror? A wszędzie i na każdym kroku. Sceny morderstw, charakteryzacja bohaterów, scenografia i leśne, stosownie ponure plenery. Myślę, że film może zainteresować większość widzów tolerującej obecność wątków dramatycznych w horrorach, tylko wielbiciele czystości gatunkowej mogą kręcić nosem.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat: 8

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

70/100

W skali brutalności:2/10

Nunnica

The Nun/ Zakonnica (2018)

zakonnica

Lata ’50. W starym zakonie na Rumuńskiej prowincji dochodzi do samobójczej śmierci jednej z sióstr. Celem zbadania sprawy na miejsce zdarzenia przybywa watykański wysłannik ojciec Burke. Przybywa on w asyście nowicjuszki, Irene. Szybko okazuje się, że problemem zakonu nie jest depresyjny wystrój, który pchnął zakonnice na linę, a demoniczna postać starająca się obrzydzić życie mniszkom.

Jeśli Wam powiem, że wcale nie chciałam oglądać tego filmu i zrobiłam to tylko dla recenzji, to docenicie moją ofiarę?;)

Tak, słyszałam, że film “nie jest taki zły”, ale wcale mnie to nie przekonało i słusznie, bo jest taki zły. Jeśli  “Krucyfiks“, horror z  nieco podobnymi założeniami fabularnymi był słaby to w  takim razie ten jest fchuj słaby.

zakonnica

Nie znalazłam w nim żadnej zalety i poddaje w wątpliwość sens jego powstania. Oczywiście rozumiem intencje. Po premierze drugiej części “Obecności” postać upiornej Zakonnicy zwróciła uwagę większości widzów. Toteż postanowiono poświęcić jej całą osobną produkcję, jak to stało się w przypadku nawiedzonej lalki, Annabelle po premierze pierwszej części “Obecności“. Efekt w obydwu przypadkach jest podobny.

Fabularnie film oferuje głównie nudę. Wszytko opiera się na bardzo topornych wątkach z rodzaju tych, które znają już wszyscy i chyba wszyscy mają już dość. Do tego mało ciekawi bohaterzy, tak szablonowi i papierowi jak to tylko możliwe i zupełny brak pomysłu na antybohaterkę. Tytułowa zakonnica dużo i chętnie prezentuje swoje zakazane oblicze.

zakonnica

Niezwykle silne wsparcie technologii sprawia, że cały świat przedstawiony w filmie odbieramy jako jakiś sztucznie wygenerowany twór pozbawiony realizmu. Jeśli w fabule pojawia się jakaś dziura, naprędce jest łatana przy pomocy pierwszego lepszego nielogicznego zagrania. Ciężko tu o jakiś ciąg przyczynowo skutkowy, który pozwoliłby mi logicznie streścić szczególnie drugą część obrazu. Dzieją się tu cuda i dziwy jakich nie powstydziliby się twórcy Indiany Jonesa.

zakonnica

Jest efektownie, głośno i w założeniu powinno być też strasznie. Niestety gdzieś została przekroczona granica między grozą a groteską. Rozliczne emanacje złej zakonnicy odarły ją ze wszelkich posiadanych tajemnic, więc jeśli celem produkcji było oswojenie widza z bodaj najstraszniejszym bohaterem “Obcności 2” to spisali się na medal. “Zakonnica” to poważny kandydat na najgorszy horror roku.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:4

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:3

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:5

Aktorstwo:6

Oryginalność:3

To coś:3

37/100

W skali brutalności:1/10

Proste morderstwo

Sando-me no Satsujin aka The third Murder (2017)

third murder

Misumi zostaje przyłapany na gorącym uczynku. Przyznaje się więc do zamordowania prezesa fabryki, w której pracował. Sprawa wydaje się prosta jednak adwokat, Shigemori, uważa podany naprędce motyw zbrodni za naciągany. Kolejne rozmowy z oskarżonym tylko utwierdzają go w przekonaniu, że sprawa ma drugie, a może i trzecie dno.

Skupiona na filmowych dokonaniach Koreańczyków prawie zarzuciłam oglądanie filmów rodem z Japonii, choć to od niej zaczęło się moje zainteresowanie skośnym kinem. Tym razem trafiłam na obraz wcale o tym nie wiedząc, najbardziej docenianego na międzynarodowej arenie współczesnego japońskiego reżysera. Ba, trafiłam, podobno, na jego najsłabszy film. Nie pozostaje mi więc nic innego jak zainteresować się tymi uważanymi za najlepsze.

“Third Murder” Hirokazu Koreedy jako jedyny w jego filmografii mogę podciągnąć pod gatunek grozo podobny, bo mamy tu do czynienia połączeniem psychologicznego thrillera, kryminału i dramatu sądowego. Połączenie, jeśli idzie o moje osobiste preferencje, wyborne.

Film zresztą w żadnym aspekcie mnie nie rozczarował. Fragmentami obraz przyjmuje bardzo poetycki wymiar, szczególne sceny poświęcone retrospekcjom, ale to chyba warstwa dialogowa najbardziej wbija w fotel.

third murder

Wszytko skupia się na relacji oskarżonego i jego adwokata. Już od pierwszych ujęć wiedziałam, że będzie to bardzo interesująca potyczka, a rozgryzienie prawdziwego charakteru głównego bohatera, czy też antybohatera, nie będzie łatwym zadaniem. Za aktorstwo Kôji Yakusho należą się wielkie brawa.

Sama historia opowiedziana na sali przesłuchań, później na sali sądowej, jest tak pokrętna, że królestwo temu kto szczerze mógł powiedzieć, że przewidział rozgrywające się tu wydarzenia.

third murder

Szczerze mogę Wam ten obraz polecić. Szczególnie tym z Was, którzy podzielają mój zachwyt koreańskimi thrillerami. Nie odstaje od szczególnie od nich i myślę, że może się podobać.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

oryginalność:6

To coś:7

68/100

W skali brutalności:1/10

Kiedy stracisz ciepło

Tracę ciepło – Łukasz Orbitowski

tracę ciepło

Kuba i Konrad poznali się szkole. Ich przyjaźń zaskoczyła wszystkich, włącznie z nimi samymi. Kiedy w podstawówce, do której obaj uczęszczają  dochodzi do niewyjaśnionego zgonu woźnego, Kuba i Konrad  przekonają się, że posiadają niezwykły i bolesny dar, który przez cały okres ich dorastania będzie otwierał przed ich oczami zupełnie inny świat pełen duchów zmarłych, aniołów i demonów.

Odkąd po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Łukasz Orbitowskiego za sprawą powieści “Szczęśliwa ziemia” wiedziałam, że będę go czytać. Największą chęć miałam na jego pierwszą powieść, “Tracę ciepło”.

Tytuł szalenie mnie zainteresował, ale tak się złożyło, że miałam problem ze zdobyciem jej w wersji papierowej. W desperacji ogarnęłam nawet e-booka, a że e-booków nie lubię, leżał zapomniany na dysku dobre trzy lata. Wtedy dowiedziałam się o wznowieniu wydania nakładem wydawnictwa SQN i o to w końcu przeczytałam “Tracę ciepło”

” Strata ciepła ma sens podwójny – wyjaśnił. – Pierwszy to taki, że umieramy. Drugi, cóż, rzecz bardziej skomplikowana. Przyszła mi do głowy, kiedy patrzę na ciebie. Jesteś mądry, ale naiwny. Chcesz kochać, ale nie umiesz. W twoim wieku byłem taki sam. Wtedy jesteśmy gorący. Chce nam się różne rzeczy robić, przytulilibyśmy całą kulę ziemską. Potem, z czasem, no różnie bywa. Stygniemy, potem okazuje się, że praca ważniejsza niż miłość, sztuka niż człowiek. I budzisz się nagle kompletnym pierdzielem bez serca nawet dla samego siebie. – Obrzucił mnie badawczym spojrzeniem. – W ten czy inny sposób tracimy ciepło przez całe życie.”

Teraz z całą pewnością mogę stwierdzić, że jest to po prostu książka o dorastaniu. Dorastaniu w cokolwiek dziwnych okolicznościach przyrody, ale tylko o nim. W zawikłany, fantastyczny i mocno metaforyczny sposób Orbitowski przekazuje jak trudny jest to czas, nie da się go przejść bez obrażeń, a można i stracić życie.

“- Gdzie my właściwie jesteśmy?

– Gdzieś pomiędzy, ani na ziemi, ani w niebie, czyli w dupie, jak zawsze”

Powieść dzieli się na trzy części. Jak się nie mylę Orbitowi zeszło z napisaniem jej dwa lata, ale mam wrażenie, że każdą z nich opowiadał na zupełnie innym etapie swojego życia. Może to były wyjątkowo intensywne dwa lata, a może te historie nosił ze sobą bardzo długo nim zdecydował się zacząć je spisywać.

  Pierwsza z nich to dzieciństwo w podstawówce naszych bohaterów. Cherlawy Kuba zaprzyjaźnia się z pyszałkowatym Konradem, bo okazuje się, że spośród wszystkich uczniów to właśnie oni dwaj zobaczyli coś niezwykłego w piwnicach szkoły.

Historia zamordowania woźnego pijaczka, emanacje jego potępionej duszy przed oczami chłopców to chyba najlepsza część powieści. Najlepsza, najprostsza i najbardziej klasyczna. Przypomina kingowskie opowieści o zmorach nawiedzających dzieci. Przez ten etap książki przeszłam bez trudu.

Schody zaczęły się gdy Kuba i jego kolega weszli w pełnoletność. Tu zaczyna się większa brawura, przygody z dużą ilością alkoholu. Giną konkrety zaczyna się dziwna jazda. “Wielki Dzwon”? Do tej pory nie ogarniam wątku tego typa, choć wiem jaka była jego rola w tej historii. Na tym etapie pojawia się też retrospekcja z czasów wojny. Mała wioska i przedziwaczny przypadek niemieckiego żołnierza, który postanowił oszczędzić pewną rodzinę i pewne dziecko. Wychodzi z tego nie liche love story, a gdzie miłość tam i śmierć. Gdzie śmierć tam i duchy.

Finisz to połączenie wątków. Z dużym impetem wracają ‘jeziora’, czyli druga strona, którą dostrzec mogli dwaj pryszczaci chłopcy z podstawowej w Krakowie.

Akcja rozgrywa się w wioseczce, którą poznaliśmy w części drugiej. Wydarzenia tam mające miejsce to chyba najbardziej solidna dawka grozy w całej powieści. Jak dla mnie zaleciało Dardą i Czarnym wygonem“, choć muszę oddać sprawiedliwość Orbitowskiemu- był tam pierwszy. Tu też powróciło moje zainteresowanie i sympatia do wyobraźni pisarza.

Całość wychodzi na plus, choć nie powiem by była to najłatwiejsza lektura w moim życiu;)

Czytałam ją całe wakacje, z przerwami na chyba dziesięć kolejnych książek, ale wracałam, bo Orbitowski już taki jest, że się do niego wraca.

Moja ocena:7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu SQN:

sqn


Nie boimy się Slender mana

Slender Man (2018)

slender man

Cztery nastoletnie przyjaciółki: Katie, Chloe, Hallie i Wern spędzają wspólnie wieczór. Jedna z nich informuje resztę, że grupa ich kolegów ze szkoły dziś wieczór planuje ‘przywołać Slender Mana’.

Dziewczyny postanawiają, że nie będą gorsze i szukają w sieci informacji na temat rzeczonej postaci trafiają na filmik, którego obejrzenie stanowi rytuał przywołania Slender Mana.

Mniej więcej tydzień po tym zdarzeniu jedna z nich znika bez śladu, a pozostałe dziewczęta zaczynają wiązać ten fakt z legendą o Slender Manie. Próbując ratować koleżankę przybliżają się jeszcze bardziej do jak się wydaje wcale nie fikcyjnej, upiornej postaci.

Pamiętacie jak w jednym z wpisów przybliżyłam Wam dokument HBO “Strzeż się Slender Mana?

Nakręcony w 2016 obraz opowiadał o mającym miejsce dwa lata wcześniej zdarzeniu z udziałem dwóch małolat z Wiscomsin, które tak mocno uwierzyły w krążącą w necie legendę o niejakim Slendermanie, że postanowiły zabić swoją kumpelę wkradając się w ten sposób w jego łaski.

Pisząc Wam o nim zastanawiałam się na ile ta historia będzie miała wpływ na filmowy horror Sylvaina White’a pt. “Slender Man”. Jak się okazało, wpływ miała, ale nie koniecznie był to wpływ pozytywny. Kiedy ruszyła produkcja filmu rodzice jednej z dziewczyn zadeklarowali swoje oburzenie, co skutkowało znaczną zmianą planów twórców filmu. Scenariusz przerobiono. Nie wiem na ile, ale efekt jest taki, że mamy tu do czynienia z historią opowiedzianą po łebkach i w żaden sposób nie wykorzystującej potencjału antybohatera.

slender man

Ot mamy kolejny teen horrorek, który nie zaangażuje emocjonalnie widza. Płaskie, kiepsko zarysowane i kiepsko odegrane postaci dziewcząt, brak logicznego ciągu zdarzeń oraz ograniczenie potencjału postaci tytułowej do przedstawienia jego komputerowo wykreowanych manifestacji to wszystko, co ma do zaoferowania widzowi seans ze “Slendermanem”.

slender man

Osobiście wyczułam w tym jedno wielkie asekuranctwo. Jakby twórcy bali się, że “Slender Man” może wydać się komuś interesujący i zacznie szukać informacji o nim co skończy się kolejną tragedią jak ta z udziałem dwunastolatek z Wiscomsin.

Nie wiem natomiast co chcieli dać w zamian? Na to chyba zabrakło pomysłu, a brak pomysłu to najgorsze co może spotkać film. Zapędzeni w kozi róg wypluli z siebie miałką historyjkę od rzeczy licząc, że solidne efekty i obłędna ilość jump scenek załatwi sprawę.

Wielka szkoda, ale jakie były szanse? Nikłe.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła: 5

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:5

Oryginalność:3

To coś:4

48/100

W skali brutalności:1/10