Miesięczne archiwum: Listopad 2018

Alicja po drugiej stronie monitora

Cam (2018)

cam

W przeciwieństwie do większości swoich rówieśniczek, młoda i dość urodziwa Alice nie zamierza marnować młodości na zakuwanie w collegu. Już teraz zarabia nie małe pieniądze, a swoją pracę traktuje jak rozrywkę.

Ukrywając się pod pseudonimem Lola, każdego dnia urządza przed kamerą erotyczne pokazy wyświetlane w sieci ku uciesze hojnych widzów. Jej największym marzeniem jest dostanie się do pięćdziesiątki najpopularniejszych dziewczyn na stronie i gdy dzięki pomysłowości i zaangażowaniu udaje jej się przekroczyć magiczną liczbę coś zaczyna się psuć. Nie jest to bynajmniej giętki kręgosłup moralny dziewczyny;)

Wszystko wskazuje na to, że ktoś zhakował jej konto, przejął nad nim kontrolę i zaczął występować w jej imieniu. Kto jednak da temu wiarę skoro Lola, jak żywa nadal świeci tyłkiem w sieci?

cam

“Cam” horror technologiczny debiutującego reżysera niedawno trafił na platformę Netflix. Zapoznając się z jego opisem szybko skojarzyłam tą historię z nieco starszym “Girl House.

Wspomniana produkcja raczej średnio przypadła mi do gustu toteż moje nastawienie do “Cam” nie było jakoś szczególnie pozytywne. Ot, kolejne rozbierające się w sieci dziewczę trafiło na jakiegoś świra, jej koniec jest bliski, strzeżcie się ladacznice bezwstydnice, niech to będzie dla Was przestroga;)

Ale nie. Nie o to chodzi w “Cam”. Jak wspomniałam film ten został zaklasyfikowany do kategorii filmów grozy związanych z technologią. To ona jawi się tu jako wróg więc próżno tu wypatrywać antagonisty z krwi i kości. Ojej poleciałam spoilerem? Ups. Darujcie, stara się robię;)

Tego ducha techno odczujecie bardzo wyraźnie od początku seansu. Uderzą w Was ostre, mocno nasycone barwy, sztuczne światło, praktycznie żadnych plenerów,cała masa obecnych na pierwszym planie techno gadżetów, dźwięki wygenerowane przez komputer, czasami miałam wrażenie, że Cam Laski mówią robocim głosem:)

cam

Wszystko jest przepysznie sztuczne i jaskrawe jak we wzorcowym wirtualnym świecie. Powiem Wam, że było to nawet ciekawe w odbiorze i trochę zaleciało mi  filmami sci fi z ubiegłego wieku straszącymi nas złem, które sprowadzą na nas nowinki techniczne.

W zasadzie można powiedzieć, że wymowa “Cam” tak bardzo od owych produkcji się nie różni. Mamy tu bowiem dziewczynę, która swoje życie w pewien sposób uzależniła od sieciowego alter ego. Gdy owe aler ego w jakiś sposób wymknęło jej się spod kontroli laska zaczęła świrować nie gorzej niż trzylatek pozbawiony tabletu.

cam

Obserwując poczynania Alice w pewnym momencie dotarło do mnie, że wcale nie chodzi jej o spierdalający z konta hajs tylko o skradzioną popularność. Jak wspomniałam jej ‘simowa platynowa aspiracja’ to bycie lepszą od innych dziewczyn na stronie. Wariatka, co? Ale dam sobie złamać paznokieć za to, że nie jednej z  pań odbiła by szajba jakby ktoś przejął ich insta, czy innego tindera;)

Historia jest więc dość ciekawa, w jakiś sposób tajemnicza. Alice choć może nie zgromadzi kibiców wśród przeintelektualizowanych zgryźliwców to trzyma przed ekranem, bo jakby nie patrzeć jej postać została wykreowana bardzo dobrze.

cam

Elementów horroru jest tu może niewielki urodzaj, jeśli rozumiemy je poprzez hektolitry krwi, czy złowrogie emanacje bytów nieczystych, ale technologia rozwiązuje sprawę inaczej i też dobrze.

Tak myślę, że filmowi nic nie brakuje, jest pomysł, jest napięcie, jest klimat – techno klimat, więc jest impreza.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Aktorstwo:7

Walory techniczne:8

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:1/10

Gorsze ja

Look Away/ Oblicze mroku (2018)

oblicze morku

Maria nie ma jeszcze szesnastu lat a już zdążyła gorąco znienawidzić samą siebie. Bardzo pomogły jej w tym zwyczaje wyniesione z domu: forsowany przez ojca chirurga plastycznego kult piękna i wieczna depresja matki.

Bardzo urodziwa nastolatka zdaje się tak mocno wierzyć w swoje braki, że staje się łatwym celem dla szkolnych rówieśników: radosnej jak barbie koleżanki, która przyjaźń z Marią traktuje jak okazję do pastwienia się nad bezbronnym pisklakiem i szkolnego pakera, który znęcając się nad nią rozładowuje erotyczne napięcie.

Jak wszystkie królewny Maria szuka pocieszenia w lustrze. Tam znajduje swoje drugie oblicze, gotowe na wiele by móc narodzić się na nowo.

“Oblicze mroku” to jeden z horrorów serwowanych na tegorocznym halloweenowym maratonie w kinach Helios, czy tam Multikinie. Jego odbiór przez polską publikę był raczej nie za konieczny, lepiej sprawa wygląda za oceanem.

Jeśli zaś chodzi o moją ocenę to mogę uczciwie przyznać, że film mi się spodobał. Może nie zachwyciły mnie stosowane tu wybiegi ukierunkowane na wzbudzenie grozy, ale jako teen thriller o trudach dorastania sprawdza się bardzo dobrze. Jest stosownie przedramatyzowany i miejscami wręcz infantylny, ale tak właśnie wygląda świat oczami osobników chorych na dojrzewanie.

oblicze morku

Technicznie bez zarzutów. Wszytko ładniuśkie jak po wykupieniu opcji premium w sieciowej grze o kosmosie. Niebieskawe, zimno metaliczne zdjęcia, ośnieżone plenery, gładkie buzie aktorów, czyste i  minimalistyczne przestrzenie dramatycznie podkreślające wewnętrzną pustkę świata przedstawionego. W tym wszystkim urodziwa i sprawna warsztatowo młoda odtwórczyni roli głównej – mogłaby spokojnie zdeklasować ostatnią Carrie.

Fabuła może Wam się skojarzyć – po za tym, że z całą stertą produkcji z motywem lustra –  z  teen horroremTamara“.

Tu też mamy do czynienia z wewnętrzną przemianą szarej myszy w prawdziwego wampa, a w okoliczności tej przemiany zamieszane są jakieś niezbyt czyste siły. Kopciuszek zyskując nowe oblicze zamiast iść na bal postanawia wymordować swoich oprawców.

oblicze morku

Czego tej produkcji brakuje? Może jakiegoś ambitniejszego, subtelniejszego przekazu.

W “Obliczu mroku” wszytko jest bardzo dosłowne i choć możemy posilić się o dwie różne interpretacje wydarzeń… SPOILER: A) Mściwe bliźnie porzucone przez rodziców przez niedostatek urody powraca zza grobu by dojechać krzywdzicieli. B)Dwubiegunówka, która dopadła Marie miota nią od depresji do morderczej manii, której towarzyszą objawy o charakterze wytwórczym. KONIEC SPOILERA… to i tak nie wychylimy nosa po za ramy, które skleił dla nas twórca tj historii.

Reasumując kino przyjemne i nie groźne.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

Ciężki kaliber

Calibre (2018)

calibre

Dwaj kumple z czasów szkolnych Vaughn i Marcus udają się na myśliwską wycieczkę do niewielkiej osady położonej tuż przy rozległych lasach. Wynajmują pokój i idą się zabawić. Napotykają panienki, a następnego dnia skacowani idą strzelać do zwierzyny leśnej.

Voughn nie bardzo ma o tym pojęcie i to właśnie on spowoduje nieszczęśliwy wypadek, którego ofiarą pada lokalny dzieciak. Marcus dokłada starań by zatuszować wypadek i nie cofnie się przy tym przed niczym. Na niewiele się to jednak zdaje, bo w małych miasteczkach prędzej, czy później wszystko wychodzi na jaw.

calibre

Thriller “Calibre” Mata Palmera to kolejna propozycja z platformy Netflix. A jak to z Netflixem bywa ciężko nastawiać się tu na cokolwiek. Wiele z ich filmowych propozycji okazuje się fiaskiem, nie da się jednak odmówić mu kilku sukcesów. “Calibre” zdecydowanie można zaliczyć do tych drugich.

Film niewątpliwie wart uwagi, nie tylko ze względu na walory fabularne, ale też ze względu na wyjątkowo ciężki klimat którym jest wręcz przesiąknięty.

Fabule nie brak realizmu, który tylko podsyca bardzo naturalistyczne podejście  odzwierciedlone w wykonaniu technicznym. Duże brawa należą się aktorom, którzy bez wysiłku weszli w stworzone dla nich role.

Jak na solidny thriller przystało dominuje tu atmosfera napięcia i też pewnej nieuchronności zbliżającej się tragedii. Dramatyczne położenie bohaterów zostało tu zobrazowane na zasadzie przechadzki po ruchomych piskach. Im bardziej się szarpiesz tym bardziej toniesz.

calibre

Śledzeniu kolejnych wydarzeń będą towarzyszyć duże emocje, tak przynajmniej było w moim przypadku.

Być może jestem zbyt oszczędna w szczegółach by unaocznić Wam skale poruszanej tu problematyki, ale jak sądzę sami będziecie chcieli obadać sprawę;)

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:8

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

70/100

W skali brutalności:2/10

Jack Sparks o zjawiskach paranormalnych

Ostatnie dni Jacka Sparksa – Jason Arnopp

ostatnie dni jacka sparksa

Jack Sparks jest dziennikarzem specjalizującym się w publikacjach opartych na wątkach autobiograficznych. Pisząc o gangach wkraczał w ich szeregi, pisząc o narkotykach opierał się na własnych doświadczeniach z uzależnieniem. Teraz przyszedł czas na zmierzenie się z mniej przyziemną sprawą życia po śmierci. By zbadać sprawę Jack postanawia umrzeć.

Nie, żartuję, ale to całkiem w jego stylu. Jack zaczyna od spotkania z włoskim egzorcystą by zostać świadkiem rytuału wypędzania demona z ciała nastoletniej dziewczyny. Jednak dziennikarz podchodzi do prawy bardziej niż sceptycznie i zamiast otworzyć umysł przed zjawiskiem, którego doświadcza rży na cały głos i obsmarowuje księdza w mediach społecznościowych.

Jest jednak ktoś komu wybitnie nie spodobała się postawa Jacka, bo wkrótce po tym zdarzeniu ktoś hakuje jego kanał na youtube i umieszcza na nim filmik podważający święte przekonanie o tym, że po drugiej stronie nie ma nic. Nagranie tak niepokoi Jacka, że postanawia znaleźć i zdemaskować osoby odpowiedzialne za ten zamach na jego osobę.

Powieść Jasona Arntroppa jest pewnego rodzaju eksperymentem. Postać dziennikarza, bohatera i narratora powieści została wyczarowana z niczego, jednak autor powieści włożył ten projekt ogrom wysiłku. Na tyle skutecznego, że czytelnik może się nabrać, że oto ma przed sobą zapis rzeczywistych przeżyć rzeczywistej osoby.

Na potrzeby promocji wydanej w 2016 roku książki postała aktywna do dziś strona internetowa fikcyjnego bohatera. Arntropp tchnął życie w papierowego bohatera obdarzył go niezwykle wyrazistym charakterem i zbudował jego historię od podstaw.

Na fabułę powieści składają się niecałe dwa tygodnie życia Jacka, począwszy od Halloween do bodajże 11 listopada, czyli dnia w którym zwłoki Jacka zostają odnalezione.

Jeśli liczycie, że zakończenie wyjaśni okoliczności śmierci bohatera to jesteście w błędzie. Pamiętajcie bowiem, że głównym zamysłem autora było stworzenie historii opisanej przez samego bohatera. Z wiadomych więc powodów nie mógł on zrelacjonować własnej śmierci;)

Relacja z ostatnich dni Jacka Sparksa to swego rodzaju kompendium współczesnego podejścia do zjawisk paranormalnych. Mamy tu do czynienia ze wspomnianym księdzem egzorcystą, ekscentryczną medium i grupą domorosłych łowców duchów nazywanych Paranormalsami i działającymi w samym centrum Hollywood. Przez powieść przewijają się też znani twórcy filmowych horrorów jak Roger Corman, czy twórcy słynnego “Blair Witch Project”. 

Jeśli chodzi o charakter tej powieści to zdecydowanie jest ona horrorem. Niektóre fragmenty jawią się niczym kadry “Egzorcysty“. Nie zabraknie bardzo żywych emanacji bardzo martwych bytów i całej serii zgonów opisanych z werwą i impetem.

Zaś sam narrator to niebywale pocieszny człowiek i jego czarny humor skutecznie bawi w czasie lektury.Z pewnością jest to pozycja warta uwagi i osobiście liczę, że doczekamy się polskich wydań reszty książek Jasona Arntroppa.

Moja ocena: 8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

vesper

Teraz mi opowiesz

10×10 (2018)

10x10

Cathy budzi się uwięziona w pomieszczeniu o rozmiarach 10×10. Jak się szybko przekona została tam zamknięta przez człowieka, który wcale nie ukrywa swojej tożsamości. Lewis zarzuca ją pytaniami dotyczącymi jej przeszłości. Przerażona kobieta nie wie do czego tym zmierza, jednak w końcu udaje mu się ją złamać.

“10×10” to kolejny thriller z rodzaju ‘piłopodobnych’. Znowu mamy do czynienia z uwięzieniem i nierówną walką z porywaczem. Walką , która nie inaczej, odbywa się na jego zasadach.

10x10

Czy w związku z tym obraz ma cokolwiek ciekawego do zaoferowania? Powiem Wam, że przez większą część seansu nie szczególnie przykuwał moją uwagę. Ba, powiem nawet, że oglądałam go jednym okiem przekonana, że nic mnie tu nie zaskoczy. Jednak scenariusz, podobnie jak to było w przypadku chociażby thrillera “Pet” szykuje niezły zwrot akcji. Ów zwrot znacznie zmieni perspektywę i jeśli o mnie chodzi jestem rada z takiego poprowadzenia sprawy. I tu w zasadzie muszę skończyć rozwodzenie się nad walorami fabuły by nie zdradzić Wam zbyt wiele.

Realizacyjnie nie ma szału, ale nie ma też porażki. Aktorsko dowodzi Kelly Reilly, znana Wam chociażby z thrillera “Eden Lake“. Partneruje jej Luke Evans (“Dziewczyna z pociągu”) i obydwoje wywiązują się ze swojego zadania na tyle dobrze by reasumując wszytko film dał radę zmieścić się w całkiem przyjemnej średniawce. Niczego po za ową średniawką się jednak nie spodziewajcie, bo niczego więcej nie uświadczycie.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Napięcie:5

Klimat:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:6

54/100

W skali brutalności:1/10