Miesięczne archiwum: Grudzień 2018

Myers po raz enty

Halloween (2018)

halloween

Minęło czterdzieści lat od nocy Halloween, w czasie której obłąkany Michael Myers dokonał serii morderstw. Został schwytany i dożywotnio osadzony. Pozostawił jednak za sobą kilka niezałatwionych spraw. Jedną z nich jest jego siostra Laurie, która miała podzielić los tych, którzy zginęli z ręki Myersa. podczas gdy para dziennikarzy uprzykrza życie Laurie gradem pytań o brata ten umyka z niewoli. Nie trudno się domyślić jak wykorzysta świeżo odzyskaną wolność.

Najnowsze „Halloween” stanowi… niech pomyślę? Sequel pierwszej części najsłynniejszego lat ’70, puszczając w niepamięć do tej pory powstałe kontynuacje, remake i inne twory.

Powiem całkiem szczerze, że powstanie tegoż filmu miałam głęboko w poważaniu. zacznę od tego, że nigdy nie byłam fanką filmu Carpentera.

Tak, mówię całkiem serio. Wieeem, nie do wiary, jak można lubić slashery i nie zachwycać się najsłynniejszym z nich? No, jakoś można i jestem na to żywym dowodem;)

Najnowsze dokonanie w temacie Michaela Myersa postanowiłam jednak obejrzeć. Poniekąd z braku lepszej oferty, ale też z poczucia obowiązku.

Cóż mogę powiedzieć? Jamie Lee Curtis starzeje się z godnością:)

halloween

Dobra, tak na serio to muszę stwierdzić, że najnowsza wersja najsłynniejszego slashera  w mojej ocenie nieco odchodzi od swojej konwencji.

Pojawia się sporo wątków psychologicznych, w tym obraz przecudacznej relacji naszej bohaterki z dorosłą córką i sam sposób zaprezentowania tego jak Laurie poradziła sobie z traumą.

Jest też sporo wątków detektywistycznych związanych ze śledztwem, a w zasadzie pościgiem za Myersem. No i nasi dziennikarze i ich podcast. Dużo zamieszania jak na horror typu slasher, gdzie liczy się prostota przekazu.

Z jakiegoś powodu nowi twórcy wspierani przez Carpentera i synów uznali, że młodych apetytów nie zaspokoi się zwykłym odgrzewanym kotletem i trzeba zmodyfikować przepis. Jednak mimo, że film całkowicie pomija dotychczasowe kontynuacje, ‚jedynkę’ traktuje z nabożnym szacunkiem starając się oddać jej hold poprzez liczne nawiązania, jak klasyczne morderstwo baby sitterki, czy cytaty pochodzące z oryginału etc.

halloween

Całkiem dobrze mi się go oglądało, choć podkreślam jeszcze raz, nigdy nie byłam i chyba nie zostanę fanką tego milczącego typa i jego siostry.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:5

58/100

W skali brutalności:2/10

Zobacz śmierć

Bird box/ Nie otwieraj oczu (2018)

bird box

W postapokaliptycznej rzeczywistości Malory wraz z dwójką dzieci próbuje przeprawić się przez rwącą rzekę by dostać się do osady ocalałych.

Natura zdarzenia, które zdziesiątkowało ludzkość jest tyle niezwykła co trwała. Życie Malory oraz dwójki dzieci nadal jest zagrożone. Wystarczy, że któreś z nich zdejmie z oczu przepaski i spojrzy na niegdyś przyjazny świat. To wystarczy by tajemnicza siła doprowadziła do ich śmierci, co ciekawe, śmierci samobójczej.

„Bird box” obraz, który możecie oglądać dzięki platformie Netflix powstał w oparciu o literacki pierwowzór, który ukazał się w Stanach przed czterema laty. Do Polski książka dotrze w przyszłym roku.

Z uwagi na to, że film jest całkiem udany nieśmiało podejrzewam, że książka będzie jeszcze lepsza. Ale dość o tym.

Gatunkowo „Bird box” oscyluje wokół horroru, thrillera i filmu sci-fi. Widzowie porównują go z tegorocznym hiciorem „Ciche miejsce„.

W „Cichym miejscu” nie można było wydawać dźwięków, w „Nie otwieraj oczu” patrzeć. Oczywiście można powiedzieć, że produkcja Netflixa to inny poziom niż produkcja kinowa, ale muszę przyznać, że pod pewnymi względami „Bird box” podobało mi się bardziej.

Nie wiem czumu, ale jakoś bardziej cenię sobie filmy, które budują atmosferę grozy bazując na wyobraźni widza, a nie na efektach;)

bird box

W „Cichym miejscu” doczekaliśmy się pełnej prezentacji zagrożenia, co nie stało się w przypadku produkcji Netflixa, gdzie obserwowaliśmy jedynie efekty działania owej siły. To przydało jej tajemniczości, a to bardzo duża wartość dla filmu grozy, jeśli nie nadrzędna. Właśnie ten element filmu przesądził o pozytywnym odbiorze w moim przypadku.

Drugi duży plus daje za pomysł z samobójstwami. Nikt nie zabija bohaterów w dosłownym rozumieniu. Robią to sami. Dość oryginalne, gdyby nie nakręcone parę ładnych lat temu „Zdarzenie”, gdzie pojawił się bliźniaczy motyw. Swoją drogą jestem jego fanką, choć stawia mnie to w mniejszości.

Fabuła „Nie otwieraj oczu” przebiega dwutorowo. Śledzimy wydarzenia bieżące, czyli desperacki spływ w dół rzeki z zamkniętymi oczami na jaki porywa się nasza bohaterka z dwójką dzieci, oraz poznajemy genezę jej położenia.

Dzięki retrospekcjom dowiadujemy się jak to wszytko się zaczęło. Dynamika obydwu narracji jest podoba, choć jeśli mam wybierać to w początkach apokalipsy samobójstw więcej się dzieje. A niektóre sceny są dość mocarne, jak ta z płonącym autem. Dzięki takiemu rozwiązaniu nie dowiadujemy się wszystkiego od razu, co pozytywnie wpływa na budowanie napięcia. Widzimy, że Malory jest w ciemnej dupie, ale nie wiemy dlaczego.

bird box

Fabularnie film spełnia wymogi, a jeśli chodzi o względy techniczne, czy warsztat aktorski też nie ma się do czego przyczepić. W roli głównej dawno przeze mnie niewidziana Sandra Bullock, oraz słodziaczne dzieciaki. Reszta składu tez daje radę, a zdjęcia i dobór plenerów są przyjemne dla oka.

Tak więc jak dla mnie jest to całkiem sympatyczna propozycja z gatunku na koniec roku.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:8

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

70/100

W skali brutalności:2/10

Kto tu straszy?

The Bell Witch Haunting/ Wiedźma Bell’ów (2013)

the bell witch haunting

Mieszkająca w Tennesse rodzina Sawyer zaczyna doświadczać w swoim domu nadprzyrodzonych zjawisk. Jeśli wierzyć prawdziwości lokalnej legendy to zdarzenia te mogą mieć związek z klątwą wiedzmy Kate Bates, która ciąży na ziemi, którą teraz zamieszkali Sawyerowie.

Jako fanka horroru Demon. Historia prawdziwa” nie mogłam przejść obojętnie wobec produkcji w jakikolwiek sposób związanej z tym filmem.

Nakręcony w 2013 paradokument do tej pory mi umykał. Nie trafił do szerokiej dystrybucji, a niskie oceny widzów sprawiły, że nawet piraci nie interesowali się rozpowszechnianiem filmu.

Mając tego świadomość  tak postanowiłam zapoznać się z tą pozycją w duchu licząc, że dowiem się czegoś nowego na temat zjawiska, któremu świadkować miał sam przyszły prezydent Johnson.

Niestety nie dowiedziałam się nic na temat zdarzeń z początku XIX wieku. „Wiedźma Bellów” całkowicie odżegnuje się od doświadczeń z przeszłości skupiając się na zagrywkach bliższych estetyce „Paranormal Activity” niż ludowym wierzeniom purytan.

To co oferuje film Glena Millera to nic innego jak bardzo niskiej klasy paradokument, na wskroś współczesny i przy tym mało odkrywczy. Nie znalazłam w nim niczego co mogłabym z czystym sumieniem pochwalić.

the bell witch haunting

the bell witch haunting

Kilka komputerowych efektów przedstawiających jakąś szybująca w powietrzu siłę to trochę za mało. Wszytko co tu zobaczycie pojawiało się już w dużo lepszych wydaniach i jeśli jest coś czym może porazić widza ta historia to jest to jej naiwność.

Braków technicznych jest sporo i na ich czele wymieniłbym aktorstwo. Jednak to co najbardziej odrzuca od tej produkcji to brak pomysłu na wykorzystanie potencjału tkwiącego w legendzie o Kate Bates. Ale cóż, obejrzałam, przekonałam się, mogę wykreślić z listy. W tej kwestii został mi jeszcze do obadania „Nawiedzony dom państwa Bell” z 2004 roku.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:4

Zabawa:4

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:5

Aktorstwo:4

Oryginalność:4

To coś:3

39/100

W skali brutalności:1/10

W muzeum grozy

Muzeum dusz czyśćcowych. Opowieści niesamowite. – Stefan Grabiński

muzum dusz czyśćcowych

Stefan Grabiński to najlepszy polski pisarz horrorów. Koniec recenzji.

Spokojnie mogłabym do tego ograniczyć cały wpis poświęcony tej publikacji, bo do prawdy brakuje mi słów by wyrazić mój zachwyt twórczością Grabińskiego.

Odkryłam go przypadkiem, bo nie do wiary, ale jest to pisarz zapomniany. Na facebooku nie ma nawet polskiego fanpage. Za to od lat ’90 jest bardzo popularny za oceanem.

Wszytko zaczęło się od polskiego miniserialu z czasów PRL „Opowieści niezwykłe„. Tam wyniuchałam „Ślepy tor” najlepszą opowieść grozy ever jaką dane mi było poznać. Do tamtej pory. musiałam poznać jej pomysłodawce. wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy okazał się nim polski pisarz początku XX wieku. Tak trafiłam na zbiór „Demon ruchu„. I przepadłam.

Wydawnictwo Vesper, które ma w zwyczaju odgrzebywać nierzadko zapomnianą klasykę horroru zafundowało swoim czytelnikom wznowienie opowiadań Grabińskiego.

Wydanie, jak zwykle u nich przepiękne, uzupełnione ilustracjami, w twardej oprawie…

muzum dusz czyśćcowych

Jako że moje pierwsze spotkanie z Grabińskim miało miejsce już jakiś czas temu z ochotą odświeżyłam sobie zawartość zbioru. A muszę Wam zdradzić, że „Muzeum dusz czyśćcowych’ ma wszytko co u Grabińskiego najlepsze.

Nie znałam do tej pory zbioru „Na wzgórzu róż”, a właśnie dwa opowiadania z niego otwierają wydanie.

„W willi nad morzem” to gotowy scenariusz na film dla Hitchcocka. Nieco skojarzył mi się z twórczością Daphne du Maurier. To świetne połączenie wątku psychologicznego – a wiadomo, że jeśli idzie o Grabińskiego można powiedzieć nawet psychoanalitycznego i kryminalnego.

„Po stycznej” to już metafizyka, ale też z odrobiną Freuda. Swoją drogą, Grabiński jak na człowieka żarliwie religijnego miał niesamowicie otwarty umysł.

Następny w kolejności jest zbiór „Demon ruchu”, najpopularniejszy, zarówno za życia Grabińskiego – jeśli w ogóle o jakiejś sławie może być mowa – jak i teraz, długo po jego śmierci. Te opowiadania klasyfikuje się jako ‚horror kolejowy’.

Ich motywem przewodnim jest umiłowana przez Grabińskiego kolej. Jej bohaterami są kolejarze, zaś miejscem akcji pociągi, stacje i stróżówki. Po raz kolejny moi faworyci w postaci „Ślepego toru”, „Fałszywego alarmu”, czyli „Głuchej przestrzeni” spisali się na medal, a Grabiński przypomniał mi, że horror to nie gatunek dla przygłupów lubiących emanowanie tanią groteską, a szansa na poruszenie bardzo istotnych tematów w niemal poetyckiej formie.

„Szalony pątnik”,To zbiór najbardziej psychodeliczny, psychologiczny, freudowski. Tu znaleźli się faworyci z rodzaju „Szarego pokoju”, czy „Problematu Czelawy”, czyli groza skryta w ludzkim umyśle. Po raz pierwszy miałam tu z styczność z „Osadą dymów”, opowiadaniem bardzo w stylu Lovecrafta, osadzonego za oceanem w kulturze Indian i poszukiwaczy złota.

„Księga ognia” to pochwała grozy żywiołu. Tu miejsce kolejarzy zastępują strażacy i kominiarze. Opowieści gawędziarskie przyjmujące postać przypowieści snutych przez prostych ludzi hołdującym ciężkiej pracy i gloryfikującej swój fach. „Czerwona Magda” nadal wymiata, a „Pożarowisko” jest świetną lokalizacją na dom marzeń;) Do tego też zbioru należy opowiadanie tytułowe publikacji, mianowicie „Muzeum dusz czyśćcowych” i choć uważam je za średnie biorąc pod uwagę inne utwory pisarza, to stanowi piękny tytuł koronujący całą jego twórczość. Bo kim innym są jego bohaterowie jak nie umęczonymi duszami cierpiącymi w życiowym czyśćcu?;)

„Niesamowita opowieść” to pierwsze wejście Grabińskiego w sferę erotyki i miłości jako takiej. Zbiór pełen demonicznych femme fatale, jak Sara Braga. I to właśnie tu poznacie nieszczęsnego Szamote…

Wydanie zamykają, znowuż dwa, opowiadania z ostatniego wydanego przez Grabińskiego zbioru „Namiętność”. Dwa opowiadania których nie znałam. Mianowicie „Przypadek”, czyli historia romansu w zaciszu pociągowego przedziału ze stosownie krwawym i przewrotnym zakończeniem, oraz „Projekcje” drugie z kolei opowiadanie, które przywiodło mi na myśl Lovecrafta. Swoją drogą obydwaj tworzyli w tym samym czasie. Czyżby połączyła ich jakaś mesmeryczna nić porozumienia;)?

muzum dusz czyśćcowych

Zachwycona jestem bez mała i co tu kryć piękne „Muzeum dusz czyśćcowych zajmie honorowe miejsce w mojej biblioteczce. Będę się na nie gapić i żarliwie modlić by ten brzydki świat wydał kiedyś jeszcze kogoś kto choć trochę dorówna Grabińskiemu.

Moja ocena:10/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

vesper

 

 

To był gwałt

La casa sperduta nel parco/ Dom na skraju parku (1980)

dom na skraju parku

Tom i Lisa udają się na przyjęcie do znajomych. Niestety po drodze ich auto ma awarię. Z pomocą przychodzi im dwóch typków, którzy naprawiwszy problem wpraszają się na wspólną imprezę. Tak wszyscy trafiają do tytułowego domu na skraju parku, gdzie na jaw wychodzi, że nieoczekiwani goście to seksualni przestępcy.

Aj, dawno nie oglądałam nic starego. Los skierował moje oko na sympatycznie brzmiący tytuł „Dom na skraju parku”. Opis wskazał, że najpewniej będę tu mieć do czynienia z home invasion, a sceny otwierające film, ni mniej ni więcej przedstawiające gwałt, kazały mi się nastawić na coś na film naznaczony przemocą seksualną.

„Dom na skraju parku” ma sporo wspólnego z „Ostatnim domem po lewej” i nie chodzi mi tylko o pewne podobieństwo w tytule. Fani filmu Wesa Cravena z pewnością rozpoznają w jednym z antagonistów Davida Hessa, czyli niesławnego Kurga z „Ostatniego…”. Drugiego z czarnych charakterów możecie kojarzyć z „Canibal Ferox”. Zapowiada się ostro, czyż nie?

dom na skraju parku

Jednak jeśli pamiętacie niektóre z moich refleksji na temat sposobu prezentowania scen przemocy i mordu we włoskim kinie wiecie, że jednym z moich głównych zarzutów było zastępowanie upiornych krzyków przerażenia orgazmicznym spazmem jaki wydawały z siebie katowane włoskie aktorki. Za cholerę nie jestem w stanie się do tego przekonać i ilekroć słyszę te namiętne westchnienia z miejsca pojawia się u mnie uśmiech rozbawienia, cokolwiek nie na miejscu jeśli idzie o właściwy odbiór scen przemocy.

dom na skraju parku

Tak też zadziało się w przypadku tegoż filmu. Jako że jego twórcą jest Ruggero Deodato (tu pojawiają się czołowe tytuły włoskiego kina kanibalistycznego) zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy jego aktorzy pożerani przez kanibali też wydawali z siebie takie porno westchnienia;)

Tak więc jak już zapewne się domyślacie w filmie tym będziecie obcować z przemocą seksualną. Ale zapomnijcie o scenach rodem ze starego „Pluję na twój grób” gdzie nie ma się wątpliwości co do wyrządzanej krzywdy. Tu… naprawdę w pewnym momencie się pogubiłam.

Scen rozbieranych, scen jednoznacznie erotycznych jest urodzaj. W zasadzie można by ten film puścić w paśmie erotyków na TV4, ale jeśli chodzi o przemoc? No… nie jestem przekonana.

dom na skraju parku

Finał tej historii, dość zaskakujący przenoszący ją do kategorii rape and revegne niejako tłumaczy tak osobliwe zachowanie ofiar, ale mimo wszystko miałam wrażenie, że twórcy ciężko się zdecydować, czy chce widza podjarać, czy przerazić. Dopiero ostatnia ofiara zabiegów zaczęła budzić moje współczucie- przynajmniej się opłakała, co do reszty dam, brakowało tylko by oplotły swoich gwałcicieli nogami w miłosnym uniesieniu;/ Być może to właśnie ta dziwna niejednoznaczność sprawiła, że film ten został wciągnięty na listę zakazanych, i tak na dobrą sprawę wypłynął dopiero po roku 2000. Albo wrzucili go tak z rozpędu ‚za nazwisko reżysera’.

dom na skraju parku

Z całą pewnością historia ma potencjał i choć nie mówię tego często warto by ją remakeować.

Podobno były nawet takie plany, ale przewidywana na rok 2016 premiera filmu nie odbyła się. Nie wiem nawet, czy obsada weszła na plan, czy może śmierć odtwórcy jednej z głównych ról położyła kres wszelkim zamiarom nie młodego już reżysera.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:4

56/100

W skali brutalności:2/10

Najlepszy film grozy 2018 – Głosowanie

Wybieramy najlepszy tegoroczny film grozy

głosowanie

Jak co roku o tej porze rozpoczynam głosowanie na najlepszy Waszym zdaniem film grozy, który miał premierę (polską lub światową) w tym roku.

Waszym zadaniem jest oddanie trzech głosów na trzy tegoroczne tytuły.

Poniżej umieszczam listę dla ułatwienia, choć tradycyjnie możecie oddawać głosy na filmy spoza niej o ile są to twory tegoroczne.

1. Ritual

2. Cloverfield paradox

3. Tajemnica Marrowbone

4. Lorges: przeklęci

5. Naznaczony: Ostatni klucz

6. Escape room

7. Mama i tata

8. Ciche miejsce

9. Niepoczytalna

10. Stephanie

11. Winchester: Dom duchów

12. Prawda czy wyzwanie

13. Nieznajomi: Ofiarowanie

14. Open House

15. Ghostland

16. Przebudzenie dusz

17. Hagazussa

18. Panny z dobrych domów

19. Zły samarytanin

20. Czuwaj

21. Mara

22. Apostoł

23. Sleder Man

24. Zakonnica

25. Mrok

26. 10×10

27. Calibre

28. Oblicza mroku

29. Cam

30. Welcome to Mercy

31. Kto pilnuje Olivera

32. Halloween

33. Suspiria

34. Diabeł: Inkanacja

35.Pierwsza noc oczyszczenia

36. Delirum

36. He’s out there

37. Family blood

38. Mandy

39. The Domestic

40. Dziedzictwo. Hereditary

41. Summer of 84

42. Dziewczyna we mgle

43. Muza

44. Hagazussa

45. Zemsta

 

Podsumowanie wyników w Nowym Roku.

Obudź się

Sleepwalker/ Lunatyczka (2017)

lunatyczka

Sarah robi doktorat literatury i stara się pozbierać po trudnych doświadczeniach osobistych. Jej krucha równowaga psychiczna zostaje jednak wystawiona na szwank, gdy pewnej nocy budzi się na środku ulicy, gdzie zostaje znaleziona w lunatycznym transie.

Lunatyzm nie jest jedynym problemem z jakim musi mierzyć się każdorazowo, gdy zapada w sen. Dręczą ją koszmary.

W końcu koszmarem staje się też rzeczywistość. Terapia w instytucie zaburzeń snu nie przynosi efektów, wręcz przeciwnie, jest coraz gorzej. Sarah popada w paranoje. Nie jest pewna już niczego, nawet własnego nazwiska.

lunatyczka

„Lunatyczka” to film w typie paranoid thrillera. Główną bohaterką jest kobieta, która z powodu zaburzeń snu jakich doświadcza przestaje odróżniać sen od jawy. Tak można by określić sprawę w skrócie, ale byłoby to chyba krzywdzące dla scenariusza. Twórcy bowiem dołożyli starań by ta historia nie była ani prosta ani oczywista.

Jak w przypadku wielu obrazów, w których dominują oniryczne motywy „Lunatyczka” może się wydawać zbyt pogmatwana i niejasna by spodobać się szerszej publiczności. Jednak wierzę, że przynajmniej część widzów doceni wysiłki scenarzysty, który wyciągnął z ogranego motywu lunatyzmu tyle ile się tylko dało. Co więcej, mogę powiedzieć, że lunatyzm Sary to dopiero wierzchołek góry.

lunatyczka

Prawdę na temat tego, co faktycznie dzieje się w życiu bohaterki poznajemy o trochu. Jednak sprawa zamiast robić się coraz bardziej jasna, gmatwa się tym bardziej. Stąd też myślę, że część widzów w pewnym momencie może machnąć ręką i uznać historię za zbyt pojebaną, by doszukiwać się w niej logiki;)

Zarówno widz jak i Sarah, z której perspektywy śledzimy wszystkie filmowe wydarzenia każdego dnia po przebudzeniu dowiaduje się czegoś nowego o sobie. Wszystko dzieje się w jakby jednym wielkim śnie, nowe wątki pojawiają się jakby znikąd tworząc dodatkowe zamieszanie i zmuszając naszą bohaterkę i nas jako obserwatorów do kolejnej rozkminki pt. „O co tu chodzi”.

Jeśli lubicie się babrać w niejasnościach to fabuła filmu powinna przykuć Waszą uwagę. Druga sprawa, że film realizacyjnie jest całkiem niezły. Nie zauważyłam tu niczego do czego powinnam się przyczepić.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:6

60/100

W skali brutalności/1/10

Nie ma miłosierdzia dla grzeszników

Welcome tu Mercy aka  Beatus (2018)

welcome to mercy

Madeline samotnie wychowująca córeczkę Willow na wieść o ciężkiej chorobie ojca przybywa do rodzinnego domu na Łotwie. Odeszła stamtąd jako dziecko. Jak sama mówi, została porzucona przez matkę Yelene i ojca Franka.

Zgodnie z przewidywaniami nie czeka ją tam ciepłe powitanie. Matka wyraźnie nie cieszy się z obecności córki i namawia ją do przeniesienia się do pensjonatu na czas pobytu w rodzinnej wsi. Nie jest to jednak możliwe, dlatego Yelena niechętnie pozwala by córka i wnuczka spędziły z nią noc pod jednym dachem.

Pierwszy dziwny incydent zdarza się jeszcze tej samej nocy. Madeline lunatykuje, zaś nazajutrz dochodzi do jeszcze dziwniejszego zdarzenia. Madeline atakuje własną córkę, a na jej ciele pojawiają się rany, które opiekujący się Frankiem ksiądz identyfikuje jako stygmaty.

Za namową księdza i matki, kobieta udaje się po pomoc do pobliskiego ,gdzie przyjdzie jej się zmierzyć z prawdą o swoich rodzicach.

welcome to mercy

„Wlecome to Mercy” to produkcja, która zdecydowanie zwróci uwagę miłośników horrorów o zabarwieniu psychologicznym i jednocześnie religijnym. Oba te czynniki kształtują fabułę filmu i w dużej mierze decydują o użytych tu środkach wyrazu.

Jak na dzieło hollywoodzkie jest to obraz bardzo niehollywoodzki;).

Wcielająca się w główną rolę Kristen Ruhlin jest jednocześnie autorką scenariusza. Wyszykowała dla widzów historię, która porusza temat opętania i religii ogólnie, w bardziej psychologicznym ujęciu. Do tego dodajmy jeszcze bardzo naturalistyczny, nie plastikowy, nie komputerowo wygenerowany świat przedstawiony i mamy do czynienia z filmem, który spokojnie mógłby powstać przed rokiem 2000.

welcome to mercy

Wątek główny, tajemnica związana z rodziną Madeline i jej przypadłością rzucona na surowo, oprawiona w mainstreeam nie zrobiłaby pewnie takiego wrażenia. Pewnie uznałabym ją za banał, tak coś czuje, jednak ujęta w niemal poetycką ramę to zupełnie inna perspektywa. Zdarzenia niesamowite są tu naprawdę niesamowite, a brak dosłowności w serwowaniu kolejnych porcji retrospekcji nasuwa więcej przeraźliwych skojarzeń niż szwedzki stół w domu kanibala.

Technicznie film jest perełką, narracyjnie doskonale gra na emocjach i choć wiem, że nie każdemu się spodoba, bo taki inszy niż inne, to wierzę, że fanów będzie jakiś miał.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

67/100

W skali brutalności:1/10