Miesięczne archiwum: Styczeń 2019

Czysty mrok

Possum (2018)

possum

Chmurny mężczyzna imieniem Philip przyjeżdża z wizytą do rodzinnego domu. W niewielkiej podróżnej torbie taszczy ze sobą kukłę pająka z ludzką twarzą. Nazywa go Possum, czystym mrokiem. Philip i jego Possum są nierozłączni, choć Philip wyraźnie pragnie się pozbyć bagażu ten zawsze do niego wraca. W tym samym czasie w okolicy dochodzi do zaginięcia nastoletniego chłopca.

“Possum” to debiutancki horror aktora i pisarza Matthew Holnessa na podstawie jego własnego scenariusza. Ów scenariusz z kolei jest przełożeniem opowiadania grozy wydanego dziesięć lat temu w zbiorze “The New Unncany: Tales of unease”.

“Possum” jest też jednym z dziwniejszych filmów jakie miałam okazję obejrzeć i choć opinie widzów są raczej negatywne, ja filmem jetem zachwycona.

possum

Obecnie mało który horror jest w stanie zrobić na mnie jakiekolwiek wrażenie, a ten nie tylko utrzymał mnie przed ekranem, ale i wywołał niejaki efekt szoku. Okej, oglądałam go w gorączce, a w nocy śniły mi się wielkie pająki spacerujące po oknie, coś to chyba znaczy?

Produkcja jest skrajnie minimalistyczna. Na ekranie widzimy Philipa, dziwnego starca Maurice’a, no i torbę z Possum. Na wstępie historii przewija się też później zaginiony chłopaczek. Philip zaczepia go w pociągu, co z automatu sugeruje nam, że mógł mieć coś wspólnego z porwaniem dzieciaka. Philip wystaje też po szkołą jak rasowy pedofil, a cała jego osoba wskazuje nam że jest z nim coś mocno nie tak.

possum

Odpowiedzi na to możemy szukać w zawartości torby. Philip przechadza się z nią gdziekolwiek idzie. Wyciąga z niej człekopająka, próbuje go zutylizować na wszelkie możliwe sposoby na nic to jednak.

Maurice, starzec będący bodaj jedyną bliską Philipowi osobą budzi bardzo nieprzyjemne uczucia. Naturę ich relacji poznamy jednak później, wtedy wszystko stanie się jasne.

possum

Dla tych, którzy nawet po seansie mają więcej pytań niż odpowiedzi przygotowałam moją interpretacje sprawy w spoilerze. SPOILER: Possum to personifikacja traumy jakiej doświadczył Philip za sprawą seksualnej przemocy ze strony wuja Maurice’a. Torba to taki symboliczny bagaż doświadczeń, której Philip nie jest w stanie się pozbyć. Myślę, że Maurice nie żyje, i jest jedynie wspomnieniem Philipa. W rzeczywistości to Philip porwał chłopaczka, a tocząc walkę z Mauricem o uwolnienie chłopca, tak naprawdę walczy sam ze sobą ze swoimi pedofilskimi skłonnościami. KONIEC SPOILERA.

Bardzo podobała mi się aktorska kreacja Seana Harrisa w roli Philipa i Aluna Armstronga w roli Maurice. Possum też zagrał świetnie;)

To co najbardziej urzekło mnie w tej historii to jej klimat. Widoczne są naleciałości kina starej daty, horrorów metafizycznych z lat ’60 i ’70, kina ekspresjonistycznego. Bardzo surowe kadry, plenery epatujące chłodem i brudem i ogólnym wyniszczeniem idealnie wchodzące w symbiozę z treścią historii. Kilka stricte horrorowych ujęć, dużo metaforycznych rekwizytów, balony, czarny deszcz no i sam pająk…

possum

Oglądałam to jak jeden wielki przygnębiający pejzaż. To nie jest horror, który straszy wprost, ale jakoś dziwnie wgryza się w głowę. Dziwny film dla dziwnych ludzi.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:10

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność: 9

To coś:9

78/100

W skali brutalności:1/10

Młoda, gniewna, nawiedzona

 Pyewacket (2017)

peyewacket

Nastoletnia Leah próbuje pogodzić się ze śmiercią ojca szukając pocieszenia w okultystycznych wierzeniach. Gdy jej pogrążona w żałobie matka postanawia sprzedać ich rodzinny dom i przenieść się wraz z córką w nowe miejsce dziewczyna jest zrozpaczona. Przeprowadzka nie poprawia ani stanu matki Leah ani ich relacji. Po jednej z kłótni dziewczyna stwierdza, że jej rodzicielka powinna umrzeć. W lesie w pobliżu nowego domu Leah odprawia satanistyczny rytuał mający wysłać jej matkę wprost do piekła.

Opis filmu Adama MacDonada, ani odrobinę nie zachęcił mnie do seansu. Podejrzewam, że Wy również nie czujcie się szczególnie zachęceni tym co nasmarowałam powyżej. Zbuntowana nastolatka i czary mary – brzmi to jak tandetny teen horror, któremu bliżej do groteski niż do grozy, a jednak.

peyewacket

Obejrzałam go od niechcenia, ale wcale nie żałuję. “Pyewacket” ma coś w sobie i jest to coś całkiem niegłupiego. Owszem, bohaterką jest młoda gniewna wyznawczyni heartagramu (czy są na sali fani HIM’a?;) i jej drama wcale nie musi was przekonać, jednak wcale nie jawiła mi się jako emo nastka, tylko bohaterka z krwi i kości.

Podobni jej matka, która używając nieodpowiednich słów by wyrazić swoją rozpacz doprowadziła do eksplozji złości i żalu u swojej pociechy. Ich relacja jest bardzo żywa i nie można jej posadzić o przegięcie.

peyewacket

Co się tyczy wątki pt. czary mary, sprawa nie jest tak oczywista jak każe sądzić filmowy opis.

Wydarzenia następujące od momentu, w którym Leah wybiega z domu uzbrojona w guślarki ekwipunek nacechowane są grozą. Szybkie teledyskowe ujęcia, niejasne przebłyski, migawki wskazują, że ewidentnie ‘coś tu się dzieje’, ale czy jest to groza nadprzyrodzona? Ano właśnie, tu jest matka pogrzebana…

Mamy więc horror nastrojowy z wątkami etykietowanymi jako paranormalne, ale warstwa dramatyczna/psychologiczna każe nam szukać zupełnie innej interpretacji następujących po sobie wydarzeń. I wcale nie doszukuję się jej na siłę.

peyewacket

Na minus filmu mogę odnotować nieco zbyt powolny wstęp. Celowo rozwleczone wątki obyczajowe mogą zniechęć. W moim przypadku całkowicie uśpiły czujność i odłączyły radary poszukiwacza grozy. Może to i lepiej, bo finalnie przyniosło mi to zaskoczenie. Pozytywne, jak najbardziej.

 Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat: 7

Napięcie: 7

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

w skali brutalności:1/10

Szalony z miłości

You/ Ty (2018)

you

Joe pracuje w księgarni gdzie wpada mu w oko jedna z klientek. Dziewczyna wydaje się odwzajemniać zainteresowanie. Joe postanawia dowiedzieć się czegoś więcej o Beck, więc sprawdza wszystkie informacje dotyczące dziewczyny jakie ta udostępnia w sieci. Udaje mu się zaaranżować ‘przypadkowe’ spotkanie, które daje początek ich romansowi. Joe jest jednak dość specyficznym facetem a jego zaangażowanie w relacje jest wręcz obsesyjne.

Jako fanka tematu psychopatów nie mogłam przejść obojętnie obok nowej serialowej oferty Netflixa. Serial “Ty” został nakręcony na podstawie powieści Caroline Kepnes, ale podobno jest bardzo luźną adaptacją. W każdym razie nie miałam jeszcze okazji się przekonać i nie wiem, czy będę miała.

Z seansu z serialem, którego pierwszy sezon liczy 10 odcinków, jestem zadowolona połowicznie. Początkowe odcinki, samo zawiązanie akcji, przykuło moją uwagę. Później serial przechodzi w rejony nazbyt romantyczne i nie koniecznie w wydaniu, które mogłoby mnie przekonać. Pod koniec znowu następuje zryw akcji z pod znaku thrillera. Nie mogę tym ostatnim odmówić suspensu, czy pomysłowości, ale moim zdaniem akcje trochę niezdrowo przeciągnięto.

you

Co przypadło mi do gustu? Myślę, że kreacja psychopaty wypada całkiem interesująco.W rolę głównego antybohatera wciela się Penn Badgley, uroczy chłopczyna z “Plotkary” i sądzę, że ten fakt może przyciągnąć damską część publiczności:)

Jak na mój gust trochę niezdrowo wychudł, ale mniejsza. Do tej pory widziałam go tylko w remake “Stepfathera” jeśli idzie o gatunek grozy, gdzie nie zabłysnął szczególnie i chyba ogólnie jest raczej przeciętnym aktorem, ale do roli Joego myślę pasował.

W każdym razie Joe jawi się bardzo… niegroźnie. Jak taki mały spragniony miłości szczeniaczek. Ciężko go postawić w jednym szeregu ze zwyrodnialcami zabijającymi kobiety. A jednak, jest jednym z nich.

Jego działanie skupia się na uszczęśliwieniu Beck. Paradoksalnie wszytko, co robi, robi w dobrej wierze, wspiera ją w pisarskiej karierze, chroni przed tymi, którzy nie życzą jej dobrze. Sęk w tym, że większość z tych rzeczy robi bez jej woli i wiedzy, mając własną wizję tego, co daje dziewczynie szczęście. Ma też własne… mordercze metody. Joe jest też narratorem całej opowieści dzięki czemu możemy poznać jego punkt widzenia.

you

Co odnotowuje na minus? kreacja głównej bohaterki. Odtwórczynie tej roli pamiętam z serialu “Dead of summer“, gdzie już zdążyłam ją znielubić.

Beck jest postacią pełną egzaltacji, emocjonalnie pogubioną i jakąś taką… hym nie szczerą. Wcale nie jawiła mi się jako artystyczna dusza, tylko laleczka z parciem na szkło i skłonnością do wprowadzania w swoje życie elementów dramatycznych. Ciężko było mi się z nią solidaryzować, współczuć, czy kibicować. Raczej zastanawiałam się, czy Joe psychopata naprawdę nie mógł znaleźć sobie wdzięczniejszego obiektu 😉 Myślę jednak, że taka a nie inna charakterystyka bohaterki była zabiegiem celowym. Ostatecznie mogło chodzić o pewien dysonans pomiędzy tym jak Joe postrzegał Beck, a jaka była naprawdę.

Finał sezonu otwiera furtkę dla kontynuacji, ale nie uważam tego za zbyt dobry pomysł. Generalnie serial do obejrzenia,a le bez zbytniej podniety.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walor techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 1/10

Niebezpieczny związek

Mother, May I Sleep with Danger/ Mamo umieram z miłości (2016)


Młoda studentka literatury zakochuje się z wzajemnością w fotografce, Pearl. Niestety nad relacją obu dziewcząt ciążą czarne chmury. Matka Leah jest zdeterminowana żeby córka zakończyła szkodliwą relację. Leah nie daje wiary w to, że Pearl może być niebezpieczna zrzucając obawy matki na homofobię. Nie zdaje sobie sprawy, że jej ukochana jest wampirem.

Jedyne co spodobało mi się w tym filmie to, fragment dialogu pomiędzy Leah, a profesorem, w którym dziewczyna w ciekawy sposób interpretuje fenomen sagi “Zmierzch”. Nie sądziłam, że można o owym fenomenie rzec coś inteligentnego, a jednak.

Niestety zasoby inteligencji twórców na tym się skończyły. Co jest w tym wszystkim najzabawniejsze  całe filmowe przesłanie ogranicza się do próby wmówienia widzowi, że wampiry były złe, nie dlatego, że piły krewkę. Nie, ludzie ich nie lubili bo byli ukrytymi (Dracula), lub jawnymi (Carmilla) homoseksualistami.

mamo umieram z milosci

Produkcja, w której niezwykle aktywnie maczał palce aktor James Franco (jakoś nie lubię typa) nawiązuje do popularnego niegdyś nurtu horrorów wampirycznych , w których silnie podkreślano aspekt homoerotyzmu. Jednocześnie film jest remake obrazu z lat ’90, który z powyższymi nie miał nic wspólnego. Jakby tego było mało, ciesząc oko seansem z tą produkcją jesteśmy skazani na widok łamiącej wszelkie prawa fizyki naciągniętej twarzy Torii Spelling.

mamo umieram z milosci

To nie mogło się udać. I się nie udało. Szybko połapałam się o co idzie i zaczęłam podchodzić do tematu jak do pastiszu i chyba tylko to mnie uratowało.

Film jest naszpikowany niedorzecznymi dialogami, kanciastym aktorstwem i niedorobionymi efektami. Pomysł na całokształt jak zdążyłam pokątnie wspomnieć jest niewypałem okraszonym patosem (“Nocne Wędrowniczki”, oh) i poważnie naciągniętym przesłaniem. Nie mam argumentów na plus, przykro mi.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:4

klimat:4

Napięcie:4

Zaskoczenie:4

Zabawa:5

Walory techniczne:5

Aktorstwo:4

Oryginalność:5

To coś:3

39/100

W skali brutalności:1/10

Człowiek człowiekowi kosmitą

Inwazja porywaczy ciał – Jack Finney

inwazja porywaczy ciał

Pewnego dnia mieszkańcy małego miasteczka Mill Valley w Kalifornii  przestają być sobą. Niby każdy wygląda tak jak wcześniej, zachowania też nie ulegają zmianie, a jednak coś jest nie tak.

Lekarz, Miles Bennell pragnąc pomóc przyjaciółce zaczyna zgłębiać temat niezwykłej przemiany. Czy to zbiorowa psychoza, czy też może ingerencja siły, o której do tej pory nikt na świecie nie miał pojęcia?

“Inwazja porywaczy ciał” to najsłynniejsza powieść pisarza sci-fi Jacka Finney’a.

Doczekała się szeregu ekranizacji, których większość widziałam.

Po raz pierwszy wydana w 1955 roku jawi się jako odpowiedź na zimnowojenne nastroje i psychozę zagrożenia jaka opanowała wówczas Amerykę.

Każdy ówczesny czytelnik mógł ją odebrać jako historię panicznego lęku przed komunizmem i związkiem Radzieckim, który jawił się niczym obca cywilizacja pragnąca zniszczyć wysoko rozwinięte amerykańskie społeczeństwo.

Od tamtego czasu minęło jednak pół wieku z górką, a “Inwazja porywaczy ciał” nadal jest jedną z najbardziej znanych powieści sci-fi. Jedna z ostatnich ekranizacji powstała po roku 2000, co świadczy o dużo większej uniwersalności zaprezentowanych tam wątków, które są ponadczasowe. Zupełnie jak ludzkie lęki, nie zestarzały się.

inwazja porywaczy ciał

Wydawnictwo Vesper postanowiło przypomnieć o tej pozycji prezentując nowe wydanie powieści, swoim zwyczajem uzupełniając je o bogate ilustracje. Na te zawsze zwracam uwagę toteż udało mi się wychwycić w ej kwestii rzecz ciekawą. Na jednej z rycin widzimy miasteczko i jego zabudowania, w tym kino. A na budynku kina filmowy plakat. “Carrie”. Może to taki celowy żarcik, bo jak wiadomo książka ukazała się w latach ’50 XX wieku, w tych też czasach rozgrywa się akcja, a pierwsza ekranizacja “Carrie” Kinga to już lata ’70. Czepiam się? No może.

Co do historii “Inwazji porywaczy ciał”, znałam ją już wcześniej w niezliczonej ilości wersji, po za tą oryginalną, literacką.

Książkę przeczytałam więc z zainteresowaniem mając jeszcze w pamięci ślady wersji filmowych. Muszę powiedzieć, że żadna nie oddaje wiernie treści powieści, a już na pewno nie jest klimat.

Każda z ekranizacji skupiała się na zaprezentowaniu sfery paranormalnej, czyli wątki obcego organizmu z kosmosu, a tymczasem książce bliżej do filozoficznego traktatu o naturze naszej cywilizacji niż do sensacyjnej historii walki z obcymi.

Zaskoczyło mnie to i to w pozytywnym znaczeniu. Nie znaczy to jednak, że od tej chwili w poważaniu mam wszystkie filmowe “Inwazje…”, bo tak nie jest. Odnotowuje to tylko i wyłącznie na plus książki, która w swojej wymowie daje wiele inspiracji.

Z tego miejsca zalecam każdemu zdeklarowanemu fanowi sci-fi zalecam zapoznanie się z powieścią. A i tym, którzy nie tykają tego typu literatury spokojnie mogę ją polecić, bo myślę, że ma szansę przedstawić  sci-fi nie jako futurystyczne bajki, a raczej uniwersalny zbiór historii o naturze tego co nazywamy naszą cywilizacją.

Moja ocena: 9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

vesper

Margot is offline

Searching (2018)

searching

Wdowiec David Kim samotnie wychowuje nastoletnią córkę Margot. Pewnego dnia dziewczyna znika, a prowadząca dochodzenie detektyw Vick sugeruje ojcu, że szesnastolatka mogła dać nogę z domu.

Przeszukując komputer dziewczyny ojciec dowiaduje się o niej rzeczy, które zaskakują go i załamują. Stwierdza, że wcale nie znał swojego dziecka, a fakt ten nie pomaga w odnalezieniu jej, bo jak trafić na trop kogoś, o kim nie wie się nic?

Przyznam, że miałam chęć wybrać się na ten film do kina, jakoś nie poszło, ale jego wyłonienie się z czeluści internetu wychwyciłam szybko i czym prędzej go obejrzałam.

“Searchnig” to thriller utrzymany w konwencji niekonwencjonalnego paradokumentu.

Pamiętacie “Megan is missing“, albo “Den“?

“Searching” podąża śladem tych produkcji prezentując wszystkie filmowe wydarzenia ograniczając cały świat przedstawiony do rzeczywistości wirtualnej. Widzimy jedynie to, co nasz bohater widzi w na monitorze komputera, wyświetlaczu telefonu i nagraniach kilku amatorskich kamer.

Rozmowy odbywają się za pośrednictwem aplikacji i komunikatorów. Wszyscy tkwią w wirtualnym świecie więc widzimy ludzi przetworzony nie przez jeden ekran, a przez dwa i więcej. Można powiedzieć, że jest to produkcja nakręcona przez internetową kamerę.

searching

Jeśli zdążyliście się zaznajomić z wcześniej przywołanymi przeze mnie tytułami nie muszę Wam tłumaczyć jaki daje to efekt, gdyby jednak “Searching” był dla Was całkowitą nowością w temacie, muszę Wam naświetlić sprawę.

Co jest ciekawego w obserwowaniu czyjegoś monitora, śledzeniu jego kliknięć, czytaniu postów, oglądaniu wraz z nim zdjęć i nagrań?

Ano chociażby to, że uzyskujemy wrażenie odbierania świata czyimiś oczami. Każdy krok naszego bohatera, zrozpaczonego ojca poszukującego córki, jest jednocześnie naszym krokiem.

Ale jak to wpływa na dynamikę akcji? O dziwo bardzo korzystnie. Mimo, że mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju bezruchem, to oszczędzamy czas i filmową taśmę omijając elementy, które muszą pojawić się w klasycznej formule. Bohater musi przejść z punktu A do punktu B. David Kim nie musi i my również nie musimy. Akcja odnawia się automatycznie, skupiając się tylko na punktach decydujących. Gdy nie dzieje się nic ważnego dla wątku przewodniego, po prostu jesteśmy offline. Bardzo to sprytne.

searching

Możecie więc uznać to jako zapewnienie, że w trakcie seansu nie będziecie się nudzić.

Początek filmu to… założenie konta na komputerze, archaiczny Windows xp przedstawia nam rodzinę Kim’a ukazując nam zawartość jego konta. W telegraficznym skrócie poznajemy najważniejsze wydarzenia w życiu rodziny aż do feralnego dnia, gdy Margot znika.

Całe śledztwo, jego najważniejsze punkty, kolejne przełomy, poznajemy dzięki aktywności bohatera na urządzeniach typu telefon, czy komputer.

Każdy współcześnie żyjący człek wie, jak ważna dla każdego policyjnego dochodzenia jest aktywność jego przedmiotu w sieci. Zapoznając się z czyjaś historią przeglądanych stron możemy dowiedzieć, się o nim więcej gdyby przepytać pół miasta. W sieci możemy być anonimowi, a to daje przestrzeń do zaprezentowania tego co zwykliśmy ukrywać nawet przed najbliższymi. Tak jest w przypadku Margot.

Historia dziewczyny, jej zaginięcia i wreszcie rozwiązania całej tajemnicy poprowadzona jest na tyle sprytnie, że zmieści się tu kilka solidnych zwrotów akcji, kilka wersji wydarzeń, a i znajdzie się tęga przestrzeń na zaprezentowanie kontekstu społecznego, nakreślenie bardzo wyrazistego tła. Wirtualny świat jest bardzo żywy.

searching

Podsumowując jest to emocjonujący thriller w ciekawej formie i mimo, że nie jestem jakim zadeklarowanym technokratą i mam świadomości obecności w “Searching” kilku pułapek, w które wpada jak śliwka w kompot to jestem z seansu bardzo rada.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:6

Napięcie:9

Zabawa:9

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:8

to coś:8

72/100

W skali brutalności: 1/10

To Cię zniszczy

The Wasting/ Wyniszczenie (2017)

wasting

Wychowywana w surowej rodzinie osiemnastoletnia Sophie po przeprowadzce z Kanady do Wielkiej Brytanii zaczyna doświadczać drastycznego pogorszenia samopoczucia. Praktycznie przestaje jeść. W sennych koszmarach dręczy ją coś, co jak twierdzi zagraża jej życiu. Przestaje więc też spać.

Jedyną pociechą są dla niej przyjaciele, Grace, Kail i Liam, którzy przed rozpoczęciem trasy koncertowej swojego zespołu zatrzymują się w miasteczku, w którym mieszka Sophie. Gdy stan dziewczyny pogarsza się do ojca i przyjaciół Sophie dociera z jak niszczycielską siłą mają do czynienia.

“Wyniszczenie” jest reżyserskim debiutem Carolyn Saunders, która też stworzyła do niego autorski scenariusz, z etykietką “True story”. Kwestie autentyczności przedstawionym wydarzeń należy traktować z lekka bowiem historia, która faktycznie zainspirowała Carolyn jest ledwie ziarenkiem, w porównaniu z tym jak została wykorzystana i przetworzona.

wasting

Najmocniejszym punktem tej produkcji jest mnogość możliwości jej interpretowania. Sposób w jaki opisałam ją powyżej jest najprostszy z możliwych, same suche fakty, które jeśli już zmierzycie się z seansem, sami stwierdzicie – nie mówią o niej nic. Zrobiłam to celowo, by nie powiedzieć za dużo, a jednocześnie nie wprowadzać Was w błąd. Twórczyni filmu zrobi to lepiej;)

Sam obraz spodoba się poszukiwaczom nie mainstreamowych rozwiązań. Klimatem film idzie w stronę ghost story, czy innego horroru nastrojowego. Narracja bardziej przypomina dramat, zaś efekt końcowy może Wam przynieść na myśl thriller psychologiczny. Zapomnijcie więc o czystości gatunkowej i oczywistości. To jak odbierzecie tą historię zależy ostatecznie tylko od Was.

Nie jest to produkcja całkowicie pozbawiona dynamiki, ale sposób w jaki snuta jest opowieść podpada pod kategorię tych bardziej stonowanych, pozbawionych gwałtowności, co nie znaczy, że nie obfituje w emocje. Tyle, że raczej w te związane z powoli budowanym nastrojem niż nagłym skokiem napięcia.

Kreacja głównej bohaterki jest bardzo zadowalająca. Trzymane pod kloszem dziewczę pogrąża się w destrukcji. Choroba psychiczna, legendy z Czarnogóry, wadliwie działający system rodzinny, a może trudy dorastania rozrośnięte do miana tragedii? Wszytko w jednym, nic nie może zostać wykluczone.

wasting

Technicznie film prezentuje się bardzo dobrze. Jest mroczno, onirycznie i naturalistycznie jednocześnie. Dodatkowy punk za muzykę.

Wg. mnie “Wyniszczenie” to film zdecydowanie wart uwagi, pal licho, że ciężki do umieszczenia w kategorii gatunkowej.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:7

Aktorstwo:8

Walory techniczne:9

Oryginalność:7

To coś:8

73/100

W skali brutalności:1/10

Twój anioł zasnął

Cuando los ángeles duermen/ Gdy anioły śpią (2018)

gdy anioly spia

German, kochający mąż i ojciec małej córeczki śpieszy do domu pośród mroku nocy. Są urodziny córki, a on po raz kolejny przedłożył pracę nad rodzinę.

Gdy w końcu udało mu się wyjść z firmy wściekłe słowa żony rzucane w czasie rozmowy telefonicznej kazały mu zrezygnować z odpoczynku i czym prędzej gnać do domu.

Poruszając się po drodze z dala od jakiejkolwiek cywilizacji mężczyzna zasypia z kierownicą. Budzi się gdy jest już za późno.

Wygląda na to, że na kompletnym bezludziu kręciły się dwie nastolatki. Jedna z nich wpadła pod jego koła. Druga, zszokowana i przerażona bez chwili namysłu nazywa go mordercą.

“Gdy anioły śpią” to ostatnia tegoroczna propozycja od Netflixa jeśli chodzi o gatunek grozy. Ostatnia i jedna z lepszych ogółem choć odpowiada za nią twórca o dość skromniutkim dorobku, z którym do tej pory nie miałam okazji się zetknąć. Za to Hiszpan, a jeśli chodzi o kino europejskie z gatunku Hiszpania jest w czołówce moich ulubieńców i chyba tylko zimnokrwiści Skandynawowie są w stanie z nią konkurować.

Historia Germana, którą poznajemy w filmie opiera się na schemacie, który bardzo lubię. Można go nazwać efektem domina, bo jedna głupia decyzja bohatera prowadzi do konsekwencji, które spadają na niego lawinowo.


Wydaje się że wszystkim rządzi przypadek, albo jakieś tragiczne fatum. Wszytko zaczyna się od nieobecności na urodzinach córki. To chyba pierwszy błąd naszego bohatera. Machina ruszyła. Nie był wstanie odmówić przełożonym przez co naraził się na furię żony i rozczarowanie w migdałowych oczach córeczki.

Chcąc to odkręcić stara się jak najszybciej dotrzeć do domu. Wie, że ledwo ciągnie, a w takich sytuacjach nie trudno o drzemkę za kółkiem na prostej drodze. Jak mówi nieśmiertelne prawo Murphiego: jeśli coś ma się spierdolić na bank się spierdoli.

German zasypia i potrąca zbłąkaną nastolatkę, która wraz z kumpelą zerwała się z imprezy. Druga z dziewczyn atakuje go nie chcąc słuchać tłumaczeń. Świat jest zły, ludzie czynią zło, bo są źli. Sylvia jest przekonana, że German nie zamierza jej pomóc, nie uratuje jej koleżanki, raczej pozbędzie się niewygodnych świadków swojego przestępstwa. German gorąco pragnąc udowodnić swoją prawość tylko pogłębia podejrzenia rozhisteryzowanej nastolatki.

gdy anioly spia

“Mamusiu czy anioły śpią?” – pyta mała córeczka Germana

“Tak śpią” – Odpowiada zmęczona i wkurwiona na męża mama

“To kto nas wtedy pilnuje?” – pyta roztropnie dziewczynka

Fabuła filmu nie obfituje w typowe dla thrillera zwroty akcji, nie mniej jednak nie powinno Wam zabraknąć emocji z rodzaju tych jakie powodować może wpadnięcie do bagna, czy inne grzęzawisko, kiedy to każdy kolejny ruch powoduje głębsze zanurzenie.

Oczywiście historia może Wam się wydać zbyt przejaskrawiona. Czasem ciężko uwierzyć w skale ludzkiej głupoty i brak logiki w działaniu, ale osobiście oddaje sprawiedliwość w ręce twórcy, który bardzo dobrze przedstawił charaktery naszych bohaterów przez co ich działania nie wydają się tak naciągane  jak gdybyśmy nie byli świadomi, że German jest pierdołą z patologicznie wysoką potrzebą społecznej aprobaty, a Sylwia narwaną gówniarą, której każdy jawi się jako potencjalny wróg.

Realizacyjnie film nie urywa tyłka, ale aktorstwo jest w porządku, a to w tym przypadku czynnik decydujący o ogólnym poziomie. Jak na film niedoświadczonego twórcy, serwowany na Netflixie, jest dobrze a nawet bardzo dobrze.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:8

Napięcie:8

Klimat:6

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

64/100

W skali brutalności:2/10

Najlepsze filmy grozy 2018 roku

Wyniki głosowania na najlepszy film grozy roku 2018

wyniki głosowania

Moi drodzy, rok 2018 za nami. Przez ten czas udało mi się obejrzeć blisko 40 produkcji datowanych na rok bieżący. Oczywiście nie ma fizycznie szans bym zobaczyła absolutnie każdy tegoroczny straszak, Wy w komentarzach często wspominaliście, że nie zobaczyliście nawet połowy filmów z listy. Jednak trzeba przyznać, że w ubiegłym -już-roku pojawiły się tytuły, które doceniła większość widzów. W głosowaniu czytelników bloga każdy z chętnych mógł oddać głos na trzy filmy. Podsumowując Wasze głosy uzyskałam następujące wyniki:

Najlepszym filmem grozy roku 2018 okazał się…

1. Hereditary. Dziedzictwo – recenzja TUTAJ – który zyskał 12 głosów

hereditary

2. Ciche miejsce – recenzja TUTAJ – który uzyskał 8 głosów

ciche miejsce

3. Ghostland – recenzja TUTAJ – który uzyskał 7 głosów

ghostland

Po za podium znalazły się

4. Ritual – recenzja TUTAJ – 4 głosy

5. Suspiria – jeszcze nie widziałam, Tajemnica Marowbone – Recenzja TUTAJ, Hagazussa – Recenzja TUTAJ – 3 głosy

6. Przebudzenie dusz – Recenzja TUTAJ, Mandy, Apostoł – Recenzja TUTAJ – 2 głosy

Po jednym głosie uzyskały: Stephanie, Escape Room, Summer of ’84, Boarding school, Domestic, Halloween, Nieznajomi: Ofiarowanie, Panny z dobrych domów, Cam, Mara, Cloverfield Paradox, Calibre,Prawda czy wyzwanie

 

Jeśli chcecie znać moje zdanie, to przychylam się do Waszego wyboru w kwestii miejsca pierwszego. Jeśli zaś chodzi o resztę

2. Hagazussa

3. Stephanie

 

A w Nowym Roku sobie i Wam życzę ogromu udanych seansów z masą dobrych straszaków

nowy rok