Miesięczne archiwum: Styczeń 2019

Czysty mrok

Possum (2018)

possum

Chmurny mężczyzna imieniem Philip przyjeżdża z wizytą do rodzinnego domu. W niewielkiej podróżnej torbie taszczy ze sobą kukłę pająka z ludzką twarzą. Nazywa go Possum, czystym mrokiem. Philip i jego Possum są nierozłączni, choć Philip wyraźnie pragnie się pozbyć bagażu ten zawsze do niego wraca. W tym samym czasie w okolicy dochodzi do zaginięcia nastoletniego chłopca.

“Possum” to debiutancki horror aktora i pisarza Matthew Holnessa na podstawie jego własnego scenariusza. Ów scenariusz z kolei jest przełożeniem opowiadania grozy wydanego dziesięć lat temu w zbiorze “The New Unncany: Tales of unease”.

“Possum” jest też jednym z dziwniejszych filmów jakie miałam okazję obejrzeć i choć opinie widzów są raczej negatywne, ja filmem jetem zachwycona.

possum

Obecnie mało który horror jest w stanie zrobić na mnie jakiekolwiek wrażenie, a ten nie tylko utrzymał mnie przed ekranem, ale i wywołał niejaki efekt szoku. Okej, oglądałam go w gorączce, a w nocy śniły mi się wielkie pająki spacerujące po oknie, coś to chyba znaczy?

Produkcja jest skrajnie minimalistyczna. Na ekranie widzimy Philipa, dziwnego starca Maurice’a, no i torbę z Possum. Na wstępie historii przewija się też później zaginiony chłopaczek. Philip zaczepia go w pociągu, co z automatu sugeruje nam, że mógł mieć coś wspólnego z porwaniem dzieciaka. Philip wystaje też po szkołą jak rasowy pedofil, a cała jego osoba wskazuje nam że jest z nim coś mocno nie tak.

possum

Odpowiedzi na to możemy szukać w zawartości torby. Philip przechadza się z nią gdziekolwiek idzie. Wyciąga z niej człekopająka, próbuje go zutylizować na wszelkie możliwe sposoby na nic to jednak.

Maurice, starzec będący bodaj jedyną bliską Philipowi osobą budzi bardzo nieprzyjemne uczucia. Naturę ich relacji poznamy jednak później, wtedy wszystko stanie się jasne.

possum

Dla tych, którzy nawet po seansie mają więcej pytań niż odpowiedzi przygotowałam moją interpretacje sprawy w spoilerze. SPOILER: Possum to personifikacja traumy jakiej doświadczył Philip za sprawą seksualnej przemocy ze strony wuja Maurice’a. Torba to taki symboliczny bagaż doświadczeń, której Philip nie jest w stanie się pozbyć. Myślę, że Maurice nie żyje, i jest jedynie wspomnieniem Philipa. W rzeczywistości to Philip porwał chłopaczka, a tocząc walkę z Mauricem o uwolnienie chłopca, tak naprawdę walczy sam ze sobą ze swoimi pedofilskimi skłonnościami. KONIEC SPOILERA.

Bardzo podobała mi się aktorska kreacja Seana Harrisa w roli Philipa i Aluna Armstronga w roli Maurice. Possum też zagrał świetnie;)

To co najbardziej urzekło mnie w tej historii to jej klimat. Widoczne są naleciałości kina starej daty, horrorów metafizycznych z lat ’60 i ’70, kina ekspresjonistycznego. Bardzo surowe kadry, plenery epatujące chłodem i brudem i ogólnym wyniszczeniem idealnie wchodzące w symbiozę z treścią historii. Kilka stricte horrorowych ujęć, dużo metaforycznych rekwizytów, balony, czarny deszcz no i sam pająk…

possum

Oglądałam to jak jeden wielki przygnębiający pejzaż. To nie jest horror, który straszy wprost, ale jakoś dziwnie wgryza się w głowę. Dziwny film dla dziwnych ludzi.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:10

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność: 9

To coś:9

78/100

W skali brutalności:1/10

Młoda, gniewna, nawiedzona

 Pyewacket (2017)

peyewacket

Nastoletnia Leah próbuje pogodzić się ze śmiercią ojca szukając pocieszenia w okultystycznych wierzeniach. Gdy jej pogrążona w żałobie matka postanawia sprzedać ich rodzinny dom i przenieść się wraz z córką w nowe miejsce dziewczyna jest zrozpaczona. Przeprowadzka nie poprawia ani stanu matki Leah ani ich relacji. Po jednej z kłótni dziewczyna stwierdza, że jej rodzicielka powinna umrzeć. W lesie w pobliżu nowego domu Leah odprawia satanistyczny rytuał mający wysłać jej matkę wprost do piekła.

Opis filmu Adama MacDonada, ani odrobinę nie zachęcił mnie do seansu. Podejrzewam, że Wy również nie czujcie się szczególnie zachęceni tym co nasmarowałam powyżej. Zbuntowana nastolatka i czary mary – brzmi to jak tandetny teen horror, któremu bliżej do groteski niż do grozy, a jednak.

peyewacket

Obejrzałam go od niechcenia, ale wcale nie żałuję. “Pyewacket” ma coś w sobie i jest to coś całkiem niegłupiego. Owszem, bohaterką jest młoda gniewna wyznawczyni heartagramu (czy są na sali fani HIM’a?;) i jej drama wcale nie musi was przekonać, jednak wcale nie jawiła mi się jako emo nastka, tylko bohaterka z krwi i kości.

Podobni jej matka, która używając nieodpowiednich słów by wyrazić swoją rozpacz doprowadziła do eksplozji złości i żalu u swojej pociechy. Ich relacja jest bardzo żywa i nie można jej posadzić o przegięcie.

peyewacket

Co się tyczy wątki pt. czary mary, sprawa nie jest tak oczywista jak każe sądzić filmowy opis.

Wydarzenia następujące od momentu, w którym Leah wybiega z domu uzbrojona w guślarki ekwipunek nacechowane są grozą. Szybkie teledyskowe ujęcia, niejasne przebłyski, migawki wskazują, że ewidentnie ‘coś tu się dzieje’, ale czy jest to groza nadprzyrodzona? Ano właśnie, tu jest matka pogrzebana…

Mamy więc horror nastrojowy z wątkami etykietowanymi jako paranormalne, ale warstwa dramatyczna/psychologiczna każe nam szukać zupełnie innej interpretacji następujących po sobie wydarzeń. I wcale nie doszukuję się jej na siłę.

peyewacket

Na minus filmu mogę odnotować nieco zbyt powolny wstęp. Celowo rozwleczone wątki obyczajowe mogą zniechęć. W moim przypadku całkowicie uśpiły czujność i odłączyły radary poszukiwacza grozy. Może to i lepiej, bo finalnie przyniosło mi to zaskoczenie. Pozytywne, jak najbardziej.

 Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat: 7

Napięcie: 7

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

w skali brutalności:1/10

Szalony z miłości

You/ Ty (2018)

you

Joe pracuje w księgarni gdzie wpada mu w oko jedna z klientek. Dziewczyna wydaje się odwzajemniać zainteresowanie. Joe postanawia dowiedzieć się czegoś więcej o Beck, więc sprawdza wszystkie informacje dotyczące dziewczyny jakie ta udostępnia w sieci. Udaje mu się zaaranżować ‘przypadkowe’ spotkanie, które daje początek ich romansowi. Joe jest jednak dość specyficznym facetem a jego zaangażowanie w relacje jest wręcz obsesyjne.

Jako fanka tematu psychopatów nie mogłam przejść obojętnie obok nowej serialowej oferty Netflixa. Serial “Ty” został nakręcony na podstawie powieści Caroline Kepnes, ale podobno jest bardzo luźną adaptacją. W każdym razie nie miałam jeszcze okazji się przekonać i nie wiem, czy będę miała.

Z seansu z serialem, którego pierwszy sezon liczy 10 odcinków, jestem zadowolona połowicznie. Początkowe odcinki, samo zawiązanie akcji, przykuło moją uwagę. Później serial przechodzi w rejony nazbyt romantyczne i nie koniecznie w wydaniu, które mogłoby mnie przekonać. Pod koniec znowu następuje zryw akcji z pod znaku thrillera. Nie mogę tym ostatnim odmówić suspensu, czy pomysłowości, ale moim zdaniem akcje trochę niezdrowo przeciągnięto.

you

Co przypadło mi do gustu? Myślę, że kreacja psychopaty wypada całkiem interesująco.W rolę głównego antybohatera wciela się Penn Badgley, uroczy chłopczyna z “Plotkary” i sądzę, że ten fakt może przyciągnąć damską część publiczności:)

Jak na mój gust trochę niezdrowo wychudł, ale mniejsza. Do tej pory widziałam go tylko w remake “Stepfathera” jeśli idzie o gatunek grozy, gdzie nie zabłysnął szczególnie i chyba ogólnie jest raczej przeciętnym aktorem, ale do roli Joego myślę pasował.

W każdym razie Joe jawi się bardzo… niegroźnie. Jak taki mały spragniony miłości szczeniaczek. Ciężko go postawić w jednym szeregu ze zwyrodnialcami zabijającymi kobiety. A jednak, jest jednym z nich.

Jego działanie skupia się na uszczęśliwieniu Beck. Paradoksalnie wszytko, co robi, robi w dobrej wierze, wspiera ją w pisarskiej karierze, chroni przed tymi, którzy nie życzą jej dobrze. Sęk w tym, że większość z tych rzeczy robi bez jej woli i wiedzy, mając własną wizję tego, co daje dziewczynie szczęście. Ma też własne… mordercze metody. Joe jest też narratorem całej opowieści dzięki czemu możemy poznać jego punkt widzenia.

you

Co odnotowuje na minus? kreacja głównej bohaterki. Odtwórczynie tej roli pamiętam z serialu “Dead of summer“, gdzie już zdążyłam ją znielubić.

Beck jest postacią pełną egzaltacji, emocjonalnie pogubioną i jakąś taką… hym nie szczerą. Wcale nie jawiła mi się jako artystyczna dusza, tylko laleczka z parciem na szkło i skłonnością do wprowadzania w swoje życie elementów dramatycznych. Ciężko było mi się z nią solidaryzować, współczuć, czy kibicować. Raczej zastanawiałam się, czy Joe psychopata naprawdę nie mógł znaleźć sobie wdzięczniejszego obiektu 😉 Myślę jednak, że taka a nie inna charakterystyka bohaterki była zabiegiem celowym. Ostatecznie mogło chodzić o pewien dysonans pomiędzy tym jak Joe postrzegał Beck, a jaka była naprawdę.

Finał sezonu otwiera furtkę dla kontynuacji, ale nie uważam tego za zbyt dobry pomysł. Generalnie serial do obejrzenia,a le bez zbytniej podniety.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walor techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 1/10

Niebezpieczny związek

Mother, May I Sleep with Danger/ Mamo umieram z miłości (2016)


Młoda studentka literatury zakochuje się z wzajemnością w fotografce, Pearl. Niestety nad relacją obu dziewcząt ciążą czarne chmury. Matka Leah jest zdeterminowana żeby córka zakończyła szkodliwą relację. Leah nie daje wiary w to, że Pearl może być niebezpieczna zrzucając obawy matki na homofobię. Nie zdaje sobie sprawy, że jej ukochana jest wampirem.

Jedyne co spodobało mi się w tym filmie to, fragment dialogu pomiędzy Leah, a profesorem, w którym dziewczyna w ciekawy sposób interpretuje fenomen sagi “Zmierzch”. Nie sądziłam, że można o owym fenomenie rzec coś inteligentnego, a jednak.

Niestety zasoby inteligencji twórców na tym się skończyły. Co jest w tym wszystkim najzabawniejsze  całe filmowe przesłanie ogranicza się do próby wmówienia widzowi, że wampiry były złe, nie dlatego, że piły krewkę. Nie, ludzie ich nie lubili bo byli ukrytymi (Dracula), lub jawnymi (Carmilla) homoseksualistami.

mamo umieram z milosci

Produkcja, w której niezwykle aktywnie maczał palce aktor James Franco (jakoś nie lubię typa) nawiązuje do popularnego niegdyś nurtu horrorów wampirycznych , w których silnie podkreślano aspekt homoerotyzmu. Jednocześnie film jest remake obrazu z lat ’90, który z powyższymi nie miał nic wspólnego. Jakby tego było mało, ciesząc oko seansem z tą produkcją jesteśmy skazani na widok łamiącej wszelkie prawa fizyki naciągniętej twarzy Torii Spelling.

mamo umieram z milosci

To nie mogło się udać. I się nie udało. Szybko połapałam się o co idzie i zaczęłam podchodzić do tematu jak do pastiszu i chyba tylko to mnie uratowało.

Film jest naszpikowany niedorzecznymi dialogami, kanciastym aktorstwem i niedorobionymi efektami. Pomysł na całokształt jak zdążyłam pokątnie wspomnieć jest niewypałem okraszonym patosem (“Nocne Wędrowniczki”, oh) i poważnie naciągniętym przesłaniem. Nie mam argumentów na plus, przykro mi.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:4

klimat:4

Napięcie:4

Zaskoczenie:4

Zabawa:5

Walory techniczne:5

Aktorstwo:4

Oryginalność:5

To coś:3

39/100

W skali brutalności:1/10

Człowiek człowiekowi kosmitą

Inwazja porywaczy ciał – Jack Finney

inwazja porywaczy ciał

Pewnego dnia mieszkańcy małego miasteczka Mill Valley w Kalifornii  przestają być sobą. Niby każdy wygląda tak jak wcześniej, zachowania też nie ulegają zmianie, a jednak coś jest nie tak.

Lekarz, Miles Bennell pragnąc pomóc przyjaciółce zaczyna zgłębiać temat niezwykłej przemiany. Czy to zbiorowa psychoza, czy też może ingerencja siły, o której do tej pory nikt na świecie nie miał pojęcia?

“Inwazja porywaczy ciał” to najsłynniejsza powieść pisarza sci-fi Jacka Finney’a.

Doczekała się szeregu ekranizacji, których większość widziałam.

Po raz pierwszy wydana w 1955 roku jawi się jako odpowiedź na zimnowojenne nastroje i psychozę zagrożenia jaka opanowała wówczas Amerykę.

Każdy ówczesny czytelnik mógł ją odebrać jako historię panicznego lęku przed komunizmem i związkiem Radzieckim, który jawił się niczym obca cywilizacja pragnąca zniszczyć wysoko rozwinięte amerykańskie społeczeństwo.

Od tamtego czasu minęło jednak pół wieku z górką, a “Inwazja porywaczy ciał” nadal jest jedną z najbardziej znanych powieści sci-fi. Jedna z ostatnich ekranizacji powstała po roku 2000, co świadczy o dużo większej uniwersalności zaprezentowanych tam wątków, które są ponadczasowe. Zupełnie jak ludzkie lęki, nie zestarzały się.

inwazja porywaczy ciał

Wydawnictwo Vesper postanowiło przypomnieć o tej pozycji prezentując nowe wydanie powieści, swoim zwyczajem uzupełniając je o bogate ilustracje. Na te zawsze zwracam uwagę toteż udało mi się wychwycić w ej kwestii rzecz ciekawą. Na jednej z rycin widzimy miasteczko i jego zabudowania, w tym kino. A na budynku kina filmowy plakat. “Carrie”. Może to taki celowy żarcik, bo jak wiadomo książka ukazała się w latach ’50 XX wieku, w tych też czasach rozgrywa się akcja, a pierwsza ekranizacja “Carrie” Kinga to już lata ’70. Czepiam się? No może.

Co do historii “Inwazji porywaczy ciał”, znałam ją już wcześniej w niezliczonej ilości wersji, po za tą oryginalną, literacką.

Książkę przeczytałam więc z zainteresowaniem mając jeszcze w pamięci ślady wersji filmowych. Muszę powiedzieć, że żadna nie oddaje wiernie treści powieści, a już na pewno nie jest klimat.

Każda z ekranizacji skupiała się na zaprezentowaniu sfery paranormalnej, czyli wątki obcego organizmu z kosmosu, a tymczasem książce bliżej do filozoficznego traktatu o naturze naszej cywilizacji niż do sensacyjnej historii walki z obcymi.

Zaskoczyło mnie to i to w pozytywnym znaczeniu. Nie znaczy to jednak, że od tej chwili w poważaniu mam wszystkie filmowe “Inwazje…”, bo tak nie jest. Odnotowuje to tylko i wyłącznie na plus książki, która w swojej wymowie daje wiele inspiracji.

Z tego miejsca zalecam każdemu zdeklarowanemu fanowi sci-fi zalecam zapoznanie się z powieścią. A i tym, którzy nie tykają tego typu literatury spokojnie mogę ją polecić, bo myślę, że ma szansę przedstawić  sci-fi nie jako futurystyczne bajki, a raczej uniwersalny zbiór historii o naturze tego co nazywamy naszą cywilizacją.

Moja ocena: 9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

vesper