Smutna królowa maja

Midsommar/ Midsomar. W biały dzień (2019)

Studentka psychologii, Dani w traumatyzujących okolicznościach traci rodziców i siostrę. Po tym zdarzeniu jej najbliższą osobą zostaje chłopak, z którym spotyka się od trzech lat, Christian. Ten nie koniecznie służy jej wsparciem, ale dobrodusznie zabiera ją na ‚naukową’ wyprawę wraz ze swoimi kolegami. Ich celem jest mała osada w Szwecji gdzie wychował się jeden ze wspomnianych kolegów.

Grupa studentów ma zamiar zgłębiać tam antropologiczne zagwozdki towarzyszące obcowaniu z gromadą wyznającą kult obupłciowej bogini natury. Serdeczne przyjęcie przez ludzi żyjących jakby w innej epoce początkowo bardzo podoba się amerykanom. Niestety kult ma też mroczne oblicze, które to nasi bohaterzy poznają od najbrutalniejszej strony.

Czekałam na ten film. Poprzedni obraz Ari Aster’a zrobił na mnie na tyle pozytywne wrażenie, że zaczęłam żywić poważne nadzieje, że świat filmowego horroru idzie ku lepszemu. „Midsommar. W biały dzień” to kontra dla mainstreamu. Nie ma tu żadnych zagrywek mogących kojarzyć się z tym do czego przyzwyczaiły nas hollywoodzkie produkcje. Jest wprost przekornym horrorem. Zamiast mroku nocy, mamy biały dzień.

Z pewnością zorientowaliście się, że będzie tu mowa o horrorze folklorystycznym, a  ten oto gatunek lubię przeogromnie, oczywiście pod warunkiem, że serwowane gusła są podane ze smakiem.

„Midsommar” w głównej części rozgrywa się w Szwecji i czyni z jednego z popularnych tam świąt coś czemu bliżej do czarnej mszy, niż radosnego święta lata. Ciekawa jestem co na to Szwedzi;) Oczywiście ta upiorna część obchodów zarezerwowana jest tylko dla grupy wybrańców, którzy nader poważnie podchodzą do kultu natury.

Obraz dziewięciodniowego święta, w którym przyjdzie uczestniczyć ‚przyjezdnym’ od początku robi jakiej niejasno niepokojące wrażenie. Niby wszyscy są serdeczni, uśmiechnięci i otwarci z drugiej strony nawet w małych gestach, spojrzeniach, czy z lekka wyrażanym myślom towarzyszy jakieś drugie znaczenie. To poczucie niepokoju udziela się widzowi. Dziwne przeczucie nieuchronności czegoś.

Jasne słońce, które praktycznie nie zachodzi przez cały czas trwania akcji zamiast poprawiać wszystkim nastrój powoduje wrażenie, nie wiem, duszności? Tak, atmosfera jest zdecydowanie duszna, gęsta. Kiedy w końcu poleje się krew- nie nie ma jej dużo- możecie być pewni, że te konkretne sceny będą na tyle naturalistyczne na ile to tylko możliwe w filmowym świecie. Hej, w końcu to święto natury.

Kultywowane tu tradycje, każda jedna, nawet najdrobniejsza, dla człowieka osadzonego we współczesnej cywilizacji, wyda się dziwna, a co za tym idzie w jakiś sposób złowroga. Zdecydowanie, osada i jej mieszkańcy robią robotę. Jeśli widzieliście kiedyś „Wicker man’a”, jeden z najbardziej znanych horrorów folklorystycznych – mam oczywiście na myśli oryginał, nie remake, wiecie czym to się je.

Przyjezdni to oczywiście osoby, z którymi może utożsamiać się współczesny widz. Na czele tej gromady mamy Dani ze świetną rolę Florence Pugh. Dziewczynę bardzo… uwikłaną. Jak dowiadujemy się z filmowego wstępu, Dani opiekowała się swoją pokręconą siostrą, co dość mocno wkurzało jej chłopaka, któremu obce są opiekuńcze instynkty. W końcu siostra zrobiła coś przez co Danii już nie musi się nią opiekować, za to jej samej przydałoby się wsparcie ze strony Christiana. Ten, cóż…. Obraz związku tych dwojga to podręcznikowy przykład wypalenia. Związek się już skończył, ale Dani jeszcze tego nie zauważyła. A kiedy w końcu zauważy… to wianki z głów;)  Jeśli chcielibyśmy spłycić sprawę jest to film o tym, jak dziewczyna traci faceta w czasie wspólnych wakacji ;).

Na szczęście nie ma tu miejsca na płyciznę, choć, można by zarzucić scenariuszowi pewną przewidywalność. Mnie to osobiście nie przeszkadzało, bo czekanie na coś nieuchronnego też nosi znamiona sposobu na grozę. Tak więc, bierzcie i oglądajcie, Wy, wyznawcy kultu horrorów innych.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:10

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:8

75/100

W skali brutalności:2/10

2 komentarze nt. “Smutna królowa maja

  1. rafal7

    Jestem już po seansie! Te 2,5 godziny minęło jak z bicza strzelił 😉 Ari Aster to geniusz! Florence Pugh to jedna z najbardziej obiecujących aktorek młodego pokolenia.

    Odpowiedz
  2. persefona

    Wspaniały film 🙂 bardzo mnie wciągnął. Cierpienie Dani było takie… prawdziwe. Gdy płakała to wyła jak ranne zwierzę, rzadko spotykam się w kinie z takim obrazem, autentycznie współodczuwałam z nią te emocje.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Publikując komentarz akceptujesz Politykę prywatności.