T.S. Tomson – wywiad z autorem „Próby sił”

„Tworzę nowe światy”

Tak jak wspominałam Wasze konkursowe pytania wybrane przez Tomasza trafiły do wywiadu. A więc, zapraszam do czytania

Biblia Horroru: „Próba sił” to Twój debiut na rynku wydawniczym. Jak czuje się człowiek, który wydaje pierwszą powieść?

T.S. Tomson: Wciąż nie do końca dowierzam w to, że wkrótce pojawi się moja książka. Czuję wiele emocji, od stresu przez ekscytację po dumę, jednak to stres chyba bierze górę.

B.H: Podobno pisarzem się nie zostaje, pisarzem trzeba się urodzić. Zawsze chciałeś pisać książki, czy zacząłeś tworzyć pod wpływem impulsu?

T.S.T:To był impuls.Dużo czytałem, ale nigdy nie wyobrażałem sobie, że napiszę książkę. Szczerze powiedziawszy- nie miałem nawet takich marzeń.  Nie widziałem siebie jako pisarza.

Pierwszy taki impuls, który powinien był dać mi do myślenia, to konkurs na opowiadanie anglojęzyczne w liceum. Był to konkurs wojewódzki wielu szkół. Zająłem wtedy pierwsze miejsce. Pamiętam, że było to opowiadanie o starej kobiecie siedzącej nocą na ulicy, niestety nic więcej sobie nie przypomnę. Oczywiście opowiadanie było horrorem . Ucieszyłem się, poczułem dumę, ale moja nauczycielka podcięła mi wtedy chyba skrzydła, bo nie dostałem od niej ani słowa pochwały. Oznajmiła mi tylko fakt, że zająłem pierwsze miejsce, wręczyła nagrody i tyle. Nigdy później niczego już nie napisałem aż do „Próby sił”.

B.H: Wielu aspirujących twórców poprzestaje na pisaniu do szuflady. Co sprawiło, że postanowiłeś przedstawić „Próbę sił” czytelnikom?

T.S.T: Wiesz, ja ogólnie nie jestem zwolennikiem chowania swojej twórczości do szuflady, chociaż to chyba inny temat. Co do „Próby sił”, fakt jest taki, że po napisaniu dwóch rozdziałów uznałem, że to co napisałem to nic specjalnego. Byłem przekonany, że takie coś napisać może każdy. Zapisałem plik, folder zaszyfrowałem i wrzuciłem do jakiegoś folderu na dysk. Chciałem mieć pamiątkę. I tak minęło pięć lat, przez ten czas nie pisałem kompletnie nic. Po tych pięciu latach przeglądałem komputer nocą i odgrzebałem ten zapomniany folder. Bałem się otwierać plik podpisany już wtedy „próba sił”, ale jednak, kliknąłem dwa razy! I…Spodobało mi się to co przeczytałem. Czytałem ten tekst jako w zasadzie coś nowego, bo go kompletnie nie pamiętałem. Wiem, że zabrzmi to nieskromnie ( a z natury jestem skromny aż za bardzo, choć nie wyglądam haha) ale byłem pod wrażeniem. Więc wysłałem kilka stron do Taty i mojej ówczesnej menagerki (posiadałem wtedy restaurację sushi) i poszedłem spać, zapominając o temacie.

Nazajutrz obudził mnie SMS.  Tata odpisał coś w stylu „zaje….. ,to nowy King”? Zastanawiałem się, czy śmieje się ze mnie czy pyta naprawdę. Odpisałem mu, że to ja. Wtedy on zaczął się zastanawiać, czy to ja nie śmieję się z niego.  Chwilę musiałem go przekonywać, że to naprawdę tekst mojego autorstwa, aż w końcu powiedział „w takim razie musisz napisać całą książkę, jesteś pisarzem”. Pamiętam, jak ogromną dawkę motywacji mi to dało. To było piękne uczucie, uskrzydlające wręcz, tym bardziej, że Ania odpisała, że moja wiadomość ją obudziła o czwartej rano i tak się zaczytała, że całkiem przebudziła czytając do końca. Mówiła, że wciągnęło ją bez reszty, a to było tylko kilka kartek, napisanych kiedyś w zasadzie bez większego namysłu.

Następnie tekst powędrował jeszcze do paru znajomych, którzy także byli pod wrażeniem. Jednak wiesz- choć widziałem, że ich reakcje były prawdziwe, potrzebowałem takiego solidnego potwierdzenia. To wtedy tekst wysłałem do „Biblii Horroru”. Zapytałem, czy ocenisz te kilkanaście stron. Odpowiedź była surowa, ale takiej potrzebowałem.Odpisałaś: „Mogę ocenić, ale ostrzegam, że jeśli mi się nie spodoba, napiszę Ci o tym”. Wziąłem głęboki oddech i pomyślałem- ok, niech będzie, najwyżej zajmę się czymś innym.

Wyczekiwałem zwrotnej wiadomości, która w końcu nadeszła. Z mocno bijącym sercem odczytałem ją i do teraz pamiętam, jak odetchnąłem głęboko. Opinia była bardzo pozytywna. To był ostateczny sygnał, by zabrać się do pracy. Ruszyłem pełną parą. Ostatecznie byłem tak mocno zmotywowany i uświadczony na tamten moment o swoim talencie, że nie myślałem w ogóle, by to co napisze schować przed światem.

B.H: Akcja twojej powieści toczy się za oceanem. Czemu ryzykowałeś zapuszczając się na nieznany teren i właśnie tam osadzając akcje swojej powieści?

T.S.T: To ciekawe pytanie. Od najmłodszych lat przesiąkałem Kingiem. Kocham także kino, a ściślej pisząc- kino zagraniczne made in USA. To stąd trafiłem na „Biblię Horroru”. Szukałem miejsca,w którym ktoś odwalał by brudną robotę i recenzował filmy tak, bym mógł wybierać tylko te dobre. Jestem wzrokowcem, patrząc na filmy często zapamiętuję wszystkie miejsca co pozwalało mi sobie je wyobrażać w głowie. Wątpię, by ktoś po przeczytaniu „Próby sił” mógł by mi zarzucić coś w związku z lokacjami i ich opisem. Są one na tyle neutralne, że nie powinny stanowić jakiegoś większego problemu. W mojej książce skupiłem się tak naprawdę na innych jej aspektach. I szczerze pisząc, wątpię, bym kiedykolwiek miał napisać coś w naszych ojczystych realiach. To mnie nie rusza, póki co, ale kto wie co przyszłość pokaże.

B.H: Wspominałeś, że Twoim literackim wzorem jest Stephen King. Jak jego twórczość wpłynęła na Twój własny warsztat?

T.S.T: Tak, to właśnie twórczość tego autora jest ze mną od najmłodszych lat. Często próbowałem od niego odpoczywać między kolejnymi powieściami, ale to jednak jego styl narracji, opisy i historie mnie fascynują i są bezkonkurencyjne jak dla mnie, toteż szybko powracałem do jego prozy. Choć tak, wiem- nie jest to pisarz bez wad i zdaję sobie z tego sprawę. Bardzo ważną książką dla mnie był jego poradnik „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika”. Pamiętam, że czytając go kiwałem głową co chwilę. Czułem go i rozumiałem, co chce przekazać. King napisał, że ciężko nie naśladować swojego ulubionego pisarza, że zawsze czerpiemy od kogoś i myślę, że to prawda. Mimo to starałem się choć trochę wyrobić własny styl.Czy się spodoba i zostanie dobrze odebrany przez czytelników, to największe pytanie, jakie sobie zadaję.

B.H: Stephen King w swoim „Pamiętniku rzemieślnika” wspomina, że każdy pisarz aby nosić to miano musi napisać minimum 10 stron dziennie, nie ważne czy dobrych czy złych. Jak wyglądał proces twórczy u Ciebie?

T.S.T: Wiem. Zawsze, gdy nie napiszę nic w danym dniu (a staje się to zbyt często) to przypominam sobie jego słowa. Niestety, u mnie wygląda to inaczej. Nie chodzi o wenę, bo wydaje mi się, że z nią większych problemów nie mam, chodzi o brak czasu i często problemy zdrowotne. W każdym razie wiem, że wielu pisarzy pisze dużo, ale też często kasują wiele stron, czasem i całe powieści, które zaczęli. Mi się to zdarzyło tylko raz, w przypadku „Próby sił”. Poza tym niemal całą tę powieść napisałem „jednym tchem”. Tak samo mam teraz z dwoma kolejnymi powieściami, nad którymi pracuję. Więc reasumując- może nie piszę tak często jak powinienem, ale jak już coś piszę, to staram się tak przykładać, bym nie musiał nic kasować. Aha i zapomniał bym, rzuciłem palenie co obecnie znacznie wpłynęło na mój proces twórczy (negatywnie, niestety).

B.H: Każdy pisarz okrada swoje życie osobiste, wykorzystuje wątki, motywy, historie, inspiruje się ludźmi ze swojego otoczenia i sobą samym. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

T.S.T: Tak, to prawda. O ile „Próbę sił” pisałem, jakbym odtwarzał film w głowie, tak trochę inaczej już podchodzę do swoich następnych tekstów. Ogólnie wplątuje do tekstu swoje obserwacje, doświadczenia, ale większość mojej twórczości bierze się gdzieś z głębi mojego mrocznego umysłu. Siadam do klawiatury, zaczynam pisać i nie wiem skąd to się w zasadzie bierze. Jakkolwiek dziwnie to brzmi. Czasami zastanawiam się, czy ja przypadkiem nie przepisuję myśli kogoś innego, kto żyje we mnie.

B.H: Goethe powiedział, że ktoś kto nie spodziewa się miliona czytelników nie powinien napisać ani jednej linijki. Czy myślałeś o tym jak zostanie odebrana Twoja powieść?

T.S.T: Oczywiście, bardzo często o tym myślę. To znaczy wiesz, swoje marzenia odłożyłem w czasie. Wiem, że to nie jest łatwy rynek i nawet wielkie talenty często nie są w stanie się przebić. Zdradzę Ci sekret- nie czuję się jak pisarz. Wciąż uważam, że nie napisałem nic szczególnego choć ci co czytali, twierdzą odwrotnie. I to mnie głównie napędza. Brakuje mi na tym polu pewności siebie, choć staram się myśleć pozytywnie i wierzyć w siebie. Do tego wszystkiego „Próba sił” jest dość osobistą, niemal intymną książką. Czuję, jakby wkrótce na światło dzienne miała wyjść cząstka mojej duszy. Całkiem naga i bezbronna, otwarta na krytykę. Reasumując, nie spodziewam się miliona czytelników, ale po cichu gdzieś tam wierzę, że to marzenie jest w moim zasięgu.

Piotr G: Czy byłeś prześladowany w dzieciństwie przez jakieś złe moce,stwory,może typa z maczeta? Skąd takie chore, krwawe pomysły?

T.S.T: Kiedyś spotkała mnie dziwna sytuacja. Miałem coś koło 20 lat. Była noc, obudziłem się i poszedłem po tabletki przeciwbólowe do swojej szafki w salonie. Ponieważ dobrze znałem mieszkanie, nie zapalałem światła. Otworzyłem szafkę i poczułem dziwny niepokój. Wtedy nie wiem, dlaczego, ale pomyślałem, że jeśli włączę światło w salonie, a ono się nie zapali, to znaczy, że śnię.  Podszedłem do włącznika i światło się nie zapaliło. Wtedy poczułem jeszcze większy lęk. Poszedłem do sypialni, usiadłem na łóżku i zacisnąłem z całej siły powieki pragnąc się obudzić. Do tej pory pamiętam to straszne uczucie: nagle objęło mnie jakby czyste zło. Jakaś czarna aura otuliła mnie z każdej strony. Jakby demon chciał wejść w moje ciało. Panicznie się bałem. Do dzisiaj twierdzę, że to było zło w czystej postaci. W końcu się obudziłem, czując jeszcze ten strach w sobie i do dzisiaj go czuję myśląc o tym. Natomiast nie- nigdy innej sytuacji nie miałem, prócz podróży poza ciało, jakich dopuszczałem się czasem do niedawna.

Co do chorych, krwawych pomysłów- rodzą się w mojej głowie same. Nie wiem, gdzie mają źródło. Chyba nie chcę wiedzieć, haha.

Kinga J: Jakie jest Twoje wykształcenie? Czy wybór szkoły/studiów podejmowany był z myślą o zostaniu pisarzem?

T.S.T: Mam wykształcenie średnie. Podjąłem studia prawnicze, niestety w 3 roku doznałem poważnych komplikacji zdrowotnych i musiałem je przerwać. Do 30 roku życia nie miałem pojęcia, że kiedykolwiek napiszę książkę i że będę miał jakieś plany związane z karierą pisarską.

Kinga J: Jak wygląda życie pisarza? Piszesz w określonych dniach, godzinach czy czekasz na natchnienie? Piszesz w domu czy biurze?

T.S.T: Oj, to właśnie ekstra pytanie. Cóż, problem jest taki, że choć schlebia mi określenie mojej osoby jako „pisarza” to jednak jestem realistą i nie uważam się za takowego. Wydaje mi się, że jedna książka nie czyni ze mnie pisarza… Myślę, że to czytelnicy tworzą pisarzy. Ale co do pisania- moim marzeniem byłoby pisać zawsze o określonej porze. Kiedy kończyłem „Próbę sił”pisałem tylko nocą, zaczynałem koło 22 kończąc o 1 / 2 w nocy. Natomiast marzę o pisaniu w porach 9.00-13.00. 4 godziny, jak nakazuje Mistrz, Pan S.King. Kiedyś pisałem w swoim biurze, teraz wolę mój pokój zrobiony tylko pod pisanie. I nie chce być nieskromny, ale mam często natchnienie, bardziej brakuje mi niestety czasu, co boli.

Kinga J.: Czy oprócz literatury masz jeszcze jakieś inne zainteresowania?

T.S.T: Tak, sporo! Lubię fotografię, kocham słuchać jak i tworzyć muzykę. To hobby porzuciłem z braku czasu, ale zawsze marzyłem o zostaniu producentem muzycznym. Odkąd rzuciłem palenie lubię także sport, różny. Ja ogólnie wiele rzeczy lubię robić w życiu.

Kinga J: Czy oprócz pisania pracujesz gdzieś jeszcze?

T.S.T: Tak, mam firmę budowlaną. Oprócz tego wynajmuję mieszkania.

Kinga J: Co najbardziej motywuje Cię do pisania?

T.S.T: Gdy dostałem swój pierwszy egzemplarz książki, poczułem się dumny z siebie. Chce poczuć więcej tej dumy. Chce być lepszy, chciałbym mieć swoich czytelników którzy będą odwiedzać moje stworzone światy.

Kinga J: Jacy autorzy, z wyjątkiem S.Kinga są dla Ciebie największą inspiracją? Podaj proszę tytuły ulubionych pozycji książkowych.

T.S.T: Chyba nie czerpię już od żadnego innego autora. Ulubione książki: King:  Miasteczko Salem, Bastion, Czarna bezgwiezdna noc, Lśnienie Inne: Złodziejka książek, Jestem legendą, Pieśń Lodu i Ognia.

Kinga J: Masz swojego ulubionego bohatera literackiego?

T.S.T: Kocham postać Tyriona z Pieśni Lodu i Ognia czyli Gry o Tron Jestem fanem tej serii! Serialu jak i książek. W ogóle tam było sporo zajebistych postaci. Drugie miejsce ma Jaimie Lannister!:)

Kinga J: Masz jakieś motto życiowe, którym się kierujesz? Ulubiony cytat z książki?

T.S.T: Mam kilka mott życiowych, ale głównie- nie czyń drugiemu co Tobie nie miłe. Chociaż, to chyba nie motto. Cytat z książki owszem- „- Idź więc, są światy inne niż ten.”. Chyba wiecie, czyj to?:)

Kinga J: Czy jest jakaś książka, która wywarła na Ciebie tak duże wrażenie, że wracasz do niej lub wiesz, że zapamiętasz do końca życia? Która w jakiś sposób na Ciebie wpłynęła?

T.S.T:Tak. To definitywnie ‘Bastion’ S. Kinga. Czytałem ją trzy razy i myślę, że jeszcze tam wrócę. Ja ogólnie kocham klimaty post apo. Chłonę każdy film i książkę w tych tematach!

Kinga J: Jakie uczucia towarzyszyły Ci po ukończeniu pisania pierwszej w życiu książki? Jak uczciłeś ten sukces?

T.S.T: Odetchnąłem z ulgą. To była ciężka przeprawa z końcówką, ale czułem dumę. W sumie tego sukcesu jeszcze jakoś nie świętowałem, dopiero w dniu kiedy wydawca zgłosił chęć do wydania książki uznałem za pierwszy mały sukces. Pojechaliśmy na sushi z tatą i jego żoną. Kocham sushi tak btw.:)

Kinga J: Czy planujesz w przyszłości napisać książkę z innego gatunku literackiego?

T.S.T: Coś tam myślałem, ale póki co interesuje mnie groza. Kiedyś zacząłem pisać thriller erotyczny, może wrócę do tematu.

Kinga J: Jaki jest Twój stosunek do zwierząt?

T.S.T: Lubię zwierzaki. Psy i koty po równo. Niebawem mam się przeprowadzić do domu, planujemy tam z dziewczyną mały zwierzyniec.

Kinga J: Masz jakieś „złote rady” dla początkujących pisarzy?

T.S.T: Tak jak napisałem, nie wiem, czy mogę nazwać się jeszcze pisarzem. Przynajmniej na razie. Choć nie ukrywam- schlebia mi to pytanie!:) Jeśli czytelnicy uczynią mnie pisarzem, na pewno kilka rad Wam dam.

Rafał P: Jako, że też marzę o zostaniu zawodowym pisarzem, chciałbym zapytać o kwestie techniczne Twojej pracy. Jakich programów do pisania i gromadzenia notatek używasz? Notatki robisz elektronicznie czy tradycyjnie? Czy i w jaki sposób planujesz kolejne rozdziały?

T.S.T: Ekstra pytanie! Używam tylko i wyłącznie maca pro. Proces u mnie wygląda następująco, piszę w iA Writer w trybie nocnym.Lubię ten program, tryb nocny plus czcionka maszyny do pisania sprawia, że czuję się tam dobrze. Po skończeniu kilku rozdziałów całość przenoszę do Worda i tam porządkuję wstępnie czyli patrzę na rozpiętość rozdziałów, sprawdzam błędy itd. Potem zapisuje i dalej piszę w iA Writer. Ogólnie lubię mieć porządek w tekście, kiedy piszę. Piszę w ciszy, tylko w przerwach słuchając muzyk, przeważnie nocą. To dla mnie obecnie najlepsza pora. Co do notatek, używam ich mało, ale jeśli już, wszystko zapisuje w notatniku w telefonie. Co do planowania rozdziałów, staram się jakoś bardzo nie planować. Delikatnie sprawdzam grunt, gdzie ta opowieść chce pójść. Ciężko mi to wytłumaczyć. Moi bohaterowie sami mi pomagają. To chyba nazywa się wena?:) Powodzenia Ci życzę!

B.H: Skoro już trafiłeś na blog o horrorach muszę zadać Ci to pytanie… Ulubiony film grozy?

T.S.T: Ostatnim razem zdołał mnie dość fajnie przerazić film pt „Wizyta”. Uwielbiam „Labirynt Fauna”, „Sierociniec”, i „Zejście”.

B.H: Wierzysz w duchy?

T.S.T: Często myślę nad tym. Wydaje mi się, że istnieje jakiś rodzaj energii, której nie pojmujemy. Chyba jestem skłonny wierzyć w to, ze dusze wędrują. Duchy, złe moce, nawiedzenia- nie zaprzeczam istnienia tych rzeczy.

Dziękuję Tomkowi, że tak dzielnie znosił kolejne przesłuchania dzięki czemu udało nam się stworzyć tak wyczerpujący wywiad:)

A Was Moi drodzy zachęcam do lektury „Próby sił”, którą Biblia Horroru objęła patronatem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Publikując komentarz akceptujesz Politykę prywatności.