Ofiary całopalne

Całopalenie – Robert Marasco

Marian ze wstrętem myśli o kolejnym lecie spędzonym w dusznym mieszkaniu w Queens, gdy w oko wpada jej ogłoszenie o możliwości wynajęcia na czas wakacji domu na prowincji. Przekonuje swojego męża, Bena, że muszą choć zobaczyć ofertę. Gdy tylko kobieta przekracza granice posiadłości zakochuje się w tym miejscu. Od pomysłu zamieszkania tam na długie dwa miesiące nie odwodzi ją dziwne zachowanie właścicieli, ani dodatkowe zobowiązania wynikające z dbania o dość zrujnowaną posiadłość i wiekową matkę właścicieli. Ani Marian ani jej bliscy nie zdają sobie sprawy z dużo poważniejszych konsekwencji jakie wiązać się będą z pobytem w domostwie.

Nie było opcji bym przeszła obojętnie obok polskiego wydania „Burnt Offerings” pióra Roberta Marasco. Czekałam na możliwość przeczytania tej książki od momentu, gdy zetknęłam się z jej ekranizacją – filmem dość niedocenianym, a już na pewno mocno zapomnianym, mimo udziału gwiazdorskiej obsady.

„Całopalenie”, bo tak brzmi polski tytuł, jest kamieniem milowym w bardziej psychologicznym, a mniej nadnaturalnym podejściu do wątku nawiedzonego domu. Musicie wiedzieć, że Robert Marasco wydał swoją powieść w 1973 roku, wyprzedzając tym samym takie utwory jak „Amityville: horror„, czy „Lśnienie”, gdzie jak pamiętacie społeczne tło i psychologia, albo raczej psychopatologia, brała się za bary z tym co pozanaukowe.

 

Jak wspomina w posłowiu do polskiego wydania Grady Hendrix, „Całopalenie” jest też pierwszym ‚horrorem ekonomicznym’ – z pewnością słyszeliście to odniesienie, chociażby w kontekście „Amityville” – czyli powieścią, gdzie problemy natury ekonomicznej odgrywają decydującą rolę w decyzji naszych bohaterów o osiedleniu się w podejrzanym domostwie. Problemy ekonomiczne każą im też przymknąć oko na nawarstwiające się trudności wynikające z pobytu, a także kumulują złe emocje dając pożywkę dla psychologicznych konfliktów.

Marion i Ben, a właściwie Marion, możliwość zamieszkania w domu rodzeństwa Allardyce traktuje jako wygraną na loterii. Z dusznego mieszkanka i hałaśliwego sąsiedztwa mają okazję przenieść się do rezydencji zarezerwowanej dla ludzi dużo bardziej zamożnych. A koszt? Śmieszna suma i konieczność serwowania trzech dań dziennie niewidzialnej staruszce.

smart

Zdziwią się Ci, którzy odliczali godziny do pierwszej złowrogiej emanacji jakiej winni świadkować lokatorzy przeklętego domu. Nie spotkacie tu czających się po szafach demonów, trzaskających drzwi, lewitującej zastawy stołowej. Nawiedzenie przyjmuje tu postać psychicznego zniewolenia i powolnego wyniszczania bohaterów. Nie chcę Wam zdradzać szczegółów, tego jak to wszystko się odbywa, dość, że powiem iż dom Allardyce’ów to wyjątkowo podstępna chata;) Zamiast przeganiać swoich lokatorów czyni z nich swoich niewolników – w ten czy inny sposób. Z każdym z bohaterów postępuje inaczej, co stanowi dodatkową przestrzeń dla rodzących się wątpliwości i skutkuje brakiem porozumienia między członkami rodziny.

Trudno mi porównywać przeczytany oryginał z obejrzaną wcześniej ekranizacją. W grę wchodzi efekt pierwszeństwa, który każe mi mocno doceniać film. Druga, rzecz – względem fabuły nie poczyniono jakiś znaczących zmian – W filmie nie zobaczymy wstępu z Nowojorskiego mieszkania, niektóre sceny są skrócone względem opisów w książce, a mały Dawid w filmie ma już lat 12 – jedyną znaczącą różnicą jest finał. Film postawił na większy impet i większą dosłowność zarazem. Nie mogę jednak powiedzieć by któraś z tych opcji była lepsza. Książkowy finał lepiej wypada w książce, ale w języku filmu nie zrobił by on pożądanego wrażenia. Tak więc na tym zakończę temat porównań.

 

Do lektury z książką Marasco zachęcam każdego miłośnika literackiej grozy. Spotkanie z „Całopaleniem” to swego rodzaju sięgnięcie do przełomu w  gatunku jaki znamy dziś. Nawet jeśli nie zamierzacie analizować i doceniać wpływu jaki ta powieść miała na swoich następców – znajdziecie w niej wiele rozrywki: Świetnie zbudowaną historię nie pozbawioną psychologicznych zagwostek, z dusznym klimatem i grozą silną w swojej dyskrecji.

Moja ocena: 9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Publikując komentarz akceptujesz Politykę prywatności.