Los się pomylił

Mroczny Rewers – Piotr Ander

W święto zakochanych na  jednej z ulic metropolii Nyx dochodzi do śmiertelnego wypadku. Ze względu na niejasne okoliczności całego zajścia sprawa musi zostać zbadana przez policję. Przejmuje ją detektyw Hank Zaborski. Wkrótce mężczyzna odkrywa, że nie tylko nikt nie widział ofiary tuż przed potrąceniem –  jakby zmaterializowała się na miejscu tylko po to by umrzeć, ale i badanie jej ciała wskazuje na delikatnie mówić, anomalie. Odpowiedzialny za potrącenie pijany kierowca twierdzi, że widział na drodze anioła. Jednak tym, co najbardziej zwraca uwagę detektywa jest umieszczona w portfelu denata fotografia. Przedstawia ona ostatnią ofiarę seryjnego mordercy, którego Hank ścigał. Wspomnienie o martwej Manouk Rijkard spędza mu sen z powiek od dziesięciu lat.  Teraz zmuszony jest je odgrzebać by odkryć co stało się na jednej z ulic Nyx.

Uwielbiam debiuty, szczególnie takie w self publishigu, gdzie nikt nie narzuca autorowi co ma pisać i jak ma pisać żeby się sprzedać. W ten sposób, owszem, można się nadziać na nielichą grafomanię, ale jest też szansa na odkrycie samorodnego talentu, za którym nie stoi totalitarny redaktor inicjujący i banda innych specjalistów. Tak jest w przypadku Piotra Andera, który stworzył książkę, w której w żaden sposób nie będziecie w stanie rozpoznać pierwszego powieściowego podejścia.

“Mroczny rewers” powstawał etapami rozciągniętymi na lata przyjmując różne formy i tytuły, aż w końcu stał się tym, czym jest. Gatunkowo najbardziej pasuje do thrillera z wątkami kryminalnymi, jednak sama nazwałam go kryminałem metafizycznym. Nie wiem, czy coś takiego w ogóle istnieje i  czy ktoś ubiegł Piotra w podobnym zamyśle, ale sama nie spotkałam się z tak daleko idącymi wybiegami filozoficznymi w gatunku, który jest uważany nie inaczej jak za literaturę rozrywkową.

Już od pierwszych akapitów pozbywamy się złudzeń, że oto przyjdzie nam obcować z klasyczną historią o detektywie. Oczywiście pod pewnymi względami Hank Zaborski ulega stereotypom, ale…

Zacznijmy od tego, że akcja powieści osadzona jest w nieistniejącym mieście. Nie mamy pojęcia w jakim kraju ani na jakim kontynencie leży. Nyx ze swoim motylem Morpho jako symbolem miasta jest metropolią bardzo kosmopolityczną, spotykamy tu ludzi różnych narodowości o różnych korzeniach, zaś sam opis tego miejsca może przynieść na myśl zarówno Londyn, jak i Amsterdam, czy Nowy York. Autor wykorzystuje tu swoją szeroką wiedzę ogólną o świecie  i obserwacje chodzących po nim ludzi, dzięki czemu każda kreacja, czy to bohatera, czy sytuacji jest realistyczna i wiarygodna. Wielka dbałość o szczegóły budowania świata przedstawionego sprawia, że najbardziej upierdliwy recenzent nie będzie miał do czego się przyczepić. Nasz piękny język ulega iście wojskowej musztrze  jakiej poddaje go autor. Osobiście odebrałam to jako ogromny szacunek dla czytelnika, co w czasach autorów, którzy opierają swój research na jednym artykule w Wikipedii i z dumą obnoszą się z brakiem znajomości gramatyki, nie jest zbyt często spotykane.

Fabuła “Mrocznego rewersu” ma przykuć uwagę widza zagadką domniemanej zbrodni, tajemniczego wypadku, ale to zaledwie punkt wyjścia dla dużo głębszej znaczeniowo historii. To książka, w której spotkacie archetypowe motywy literackie od tragedii antycznej począwszy, przez surrealizm, na  tańcu ze śmiercią kończąc.

Przyglądając się kolejnym częścią składowym powieści miałam wrażenie, że autor bezczelnie popisuje się tym, że potrafi opisać wszystko, wszystko opowiedzieć. Chcecie kryminał? Proszę bardzo z lekkością i bez nadęcia przedstawiam Wam Hanka Zaborskiego, który zjada tą pijaczkę Chyłkę na śniadanie. Chcecie tragicznego w skutkach romansu, proszę bardzo, oto femme fatale i jej śmiech w ciemności unoszący się nad złamanym sercem mężczyzny. A może thriller? Mam tu takiego jednego seryjnego morderce z gotowym modus operandi. A może horror? Zapraszam do kostnicy, gdzie wizytuje śmierć we własnej, gnijącej osobie.

Nie ma w “Mrocznym rewersie” elementu, przed którym autor próbowałby się uchylić, z którym nie dałby sobie rady. Mało tego wszystko zgrabnie połączył po to, by na koniec powiedzieć: los się pomylił, a Wy daliście się nabrać.

Takich debiutów sobie i Wam życzę. Nie dam Piotrowi maksymalnej oceny, żeby miał o co się starać na przyszłość, w dodatku jestem zazdrosna jak można tak dobrze pisać;)

Moja ocena: 9/10

Dziękuję wydawnictwu Novae Res

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Publikując komentarz akceptujesz Politykę prywatności.