Na początku była ciemność

Dunkel – Jakub Bielawski

Jest rok 1945 i właśnie skończyła się wojna. Na Dolny Śląsk ściągają hordy nadbużańskich przesiedleńców. Ludzi wyrwanych z korzeniami brodzących pośród zgliszczy poniemieckiej rzeczywistości, na której mają zbudować swój świat od nowa. Wraz z nimi wędrują ich lęki, fobie i traumy.  Obsieją nimi opitą krwią ziemię i wychowają na niej swoje dzieci. Spowite ciemnością i przesiąknięte mrokiem historie ich losów opowie Wam Dunkel.

“Dunkel” z języka niemieckiego oznacza ciemność. Pisząc swoją najnowszą powieść Kuba Bielawski wybrał ciemność za przewodnika. Strach przed nią jest jednym z najbardziej atawistycznych, najbardziej pierwotnym z ludzkich lęków. Nie dziwi mnie więc jego wybór, sięgając do korzeni musiał się z nim zbratać. Spędzić z własnym Dunkelem wiele nocy i dni. Wsłuchać się w jego głos.

Kuba jest historykiem, więc tło  powieści oparte zostało na solidnych fundamentach. Zawsze jednak może trafić się ktoś kto powie: to nie było tak! I autor wcale nie będzie musiał się z tego tłumaczyć, bo sposób narracji jaki obrał całkowicie uzasadnia subiektywizm relacji. Obcujemy tu z literaturą, która opowiada się sama. Jej narratorem jest mgliste wspomnienie, zawodna pamięć i emocjonalność jednostki. Bardzo wątpliwe jest by ktoś, poza naszym narratorem był w stanie dostrzec ciemność w oczach Kazi i poczuć miękkość jasnej Sophie. To sprawia, że mamy tu do czynienia z przeszłością, która wciąż żyje, oddycha i ma swój ciąg dalszy. Płynie własnym rytmem i unosi się jak dym nad paleniskiem. Tu wszystko jest żywe. Bez wątpienia tą zasługę należy oddać pisarskiemu warsztatowi Jakuba. On potrafi pisać. Jego talent opowiadania ożywia język. Nie wiem jak to robi. Tokarczuk powinna już czuć oddech Bielawskiego na plecach

Nie mogę powiedzieć by “Dunkel” podobał mi się bardziej, lub mniej niż “Ćma”. Podobał mi się inaczej. I nie było to łatwe podobanie. To książka o traumie, która budzi traumę.  Kiedy czytałam o przeżyciach przodków Jakuba, cały czas myślałam o moich własnych, babciach, dziadkach, prababciach, pradziadkach..

Czytałam tę książkę w środku słonecznego maja, a wrażenia jakie z niej wyniosłam przypominały raczej zimę stulecia.

Choć “Dunkel” to ciemność u mnie pozapalał wszystkie światła. Zaczęłam myśleć o rzeczach, o których wcześniej nie myślałam, nie w kontekście siebie. Wiem czym jest trauma pokoleniowa, ale tylko od strony podręcznikowej, akademickiej. U Kuby jest jakby żywą, samoświadomą istotą. To stawia problematykę książki w zupełnie innym… świetle.
Myślę, że u wielu osób z naszego pokolenia może wywołać podobne wrażenia. Ba, jestem tego pewna. To bardzo ważna książka.

Obstawiam, że wyzuła autora jak gąbkę i wiele go  kosztowała. To się czuje w każdym słowie. Mam nadzieję, że napisanie jej przyniosło mu ulgę.

Spotkanie Dunkelem uświadomiło mi obecność własnej ciemności. Serio, to był jak cios w szczękę. Nie mam w rodzinie przesiedleńców, ani wypędzonych. Moja rodzina była w centrum wszystkiego przez cały czas i nie mówię tego na zasadzie, cytując dialog z “Samych swoich”

“- Myślmy więcej przeszli

– A my przejechali”

tylko kurczę, każdy ma swojego Dunkela i każdy jest Dunkelem.

Moja ocena: 10/10

Dziękuję autorowi za możliwość przeczytania książki i wydawnictwu Vesper za piękny egzemplarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Publikując komentarz akceptujesz Politykę prywatności.