Archiwum kategorii: Filmy

Stalker na drodze

Bumperkleef/ Morderczy prześladowca (2019)

Hans, jego żona Diana i dwie córeczki Robin i Milou wyruszają w drogę na przyjęcie urodzinowe schorowanego ojca Hansa. Chcą dotrzeć na czas toteż Hans dociska gazu bagatelizując kodeks drogowy i dobre obyczaje. Swoim zachowaniem przykuwa uwagę kierowcy białej furgonetki, Ed’a, który spotkawszy się z Hansem i jego rodziną na stacji benzynowej wytyka mężczyźnie nieodpowiedzialne zachowanie. Jak by tego było mało obrywa się też żonie Hansa za karmienie córek fast foodami. Hans nie przyjmuje krytyki i ani myśli przeprosić Eda. Tym samym podpisuje na swoją rodzinę wyrok, bo Ed, samozwańczy stróż porządku postanawia ukarać go w dotkliwy sposób.

“Morderczy prześladowca” to film jak znalazł na czas wakacyjnych podróży. Holenderski reżyser wygraża nim palcem wszystkim piratom drogowym pokazując, że na każdego cwaniaka znajdzie się większy cwaniak. Antybohaterem tego obrazu jest prześladowca rodziny, Ed, ale ciężko mi sobie wyobrazić by Hans stanowił tu idealną przeciwwagę i podręcznikową ofiarę wzbudzającą współczucie. Zarówno egotyczny Hans jak i jego marudna żona i dwie rozbestwione córeczki mogą działać widzowi na nerwy.

Tuż przed konfrontacją z Edem widzimy jak Hans w roli mentora objaśnia córom swoją wyższość nad innymi kierowcami nie szczędząc przy tym obraźliwych sugestii pod adresem innych użytkowników ruchu. Zblazowana żonka korzysta z każdej okazji do podjęcia z mężem potyczki słownej, zaś dwie dziewczynki ze zwierzęcym zapałem walczą o tablet. Matka roku sama łamie ustalone rodzicielskie zasady dla chwili spokoju od rozwrzeszczanych córek. Piękny obraz rodzinnej podróży, ale cóż: kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień. Tu z pojawia się Ed, z gorliwością polityka prawicy nie cofnie się przed niczym by ukarać każde odstępstwo od wyznawanych przez niego reguł. Początkowo oczekuje tylko przeprosin, nie otrzymując ich za radością przystępuje do krucjaty.

Wcale nie musi spychać samochodu rodziny z ulicy, strzelać do nich, ani rozstawiać na drodze pułapek. Jak każdy stalker stawia przede wszystkim na zaszczucie ofiary samą swoją obecnością. Gdy Hansowi puszczają nerwy Ed wie że już jest wygrany i może wytoczyć cięższe działa. Panika rodziców, histeria dzieci, kolejne nielogiczne działania podejmowane pod wpływem emocji – na to składa się akcja “Morderczego prześladowcy”.

Film zdecydowanie ma szansę podnieść ciśnienie, trzyma w napięciu, jest dynamiczny jak na film ‘w drodze’ przystało.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 2/10

W kleszczach lęku od początku

The Nightcomers (1971)

Majętny właściciel rozległej posiadłości i wuj dwójki osieroconych dzieci postanawia wyjechać na stałe tym samym pozostawiając opiekę nad domem oraz Florą i Miles’em  swojej służbie: Gosposi Pani Gips, Guwernantce Pannie Jessel i dozorcy Quintowi. Sytuacja w domu szybko wymyka się spod kontroli, a arystokrata jest zmuszony wrócić, bo zarówno dozorca jak i guwernantka giną w niejasnych okolicznościach.

Czy są na sali osoby, które nie znają opowieści Henry’ego Jamesa “W kleszczach lęku”?  Powieść wielokrotnie ekranizowana, poddawana fabularnym wariacjom, cieszy się ogromną i niewątpliwie zasłużoną popularnością. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że ktoś postarał się o filmowy prequel “W kleszczach lęku”. Zasiadając do seansu z “Koszmarami” zupełnie nie miałam świadomości, że właśnie z nim będę mieć do czynienia – Po co czytać opisy filmów, jak można nie czytać?;) Szybko połapałam się jednak co i jak i z ciekawością śledziłam jak narodziła się właściwa historia “W kleszczach lęku”.

Wszystko zaczyna się od wyjazdu wuja Flory i Milesa. Człowiek ten wyraźnie nie jest zainteresowany wychowywaniem siostrzeńców, wręcz nie zamierza przebywać w ich pobliżu. Ciężar opieki przerzuca na służbę. Możecie być zszokowani takim zagraniem, ale nie jest to znowu takie niepopularne rozwiązanie wśród osób, które mogły sobie na to pozwolić finansowo.

W każdym razie od tego wydarzenia wszystko się zaczyna. Poznajemy więc teoretycznie młodsze wersje Flory i Milesa- teoretycznie, bo chyba we wszystkich znanych mi ekranizacjach oryginału dzieciaki wyglądały na młodsze;). Poznajemy też niesławnego Quinta i Pannę Jessel. Fabula skupia się na przedstawieniu ich wzajemnych relacji i wpływie jaki wywarły one na dwoje dzieci pozostawionych pod ich opieką.

Marlon Brando w roli Quinta to szelma, obibok i dewiant wypada rewelacyjnie. Jego relacja z ‘ukochaną’ Jessel nacechowana jest sadystycznie, a i oddziaływania wychowawcze na dzieciaki pozostawiają wiele do życzenia. Mamy tu więc do czynienia z obrazem powolnego wypaczania młodych umysłów przez otaczające ich zepsucie osób niezrównoważonych psychicznie, z którymi pozostają w izolacji.

Nie jest to typowy horror, zdecydowanie, ale czy takim też było w “Kleszczach lęku”? Atmosfera jest tu mniej gęsta, choć wszystko intensyfikuje się, gdy zbliżamy się do finału, czyli  śmierci Quinta i Jessel. W każdym razie historia jest ciekawa i nieźle zrealizowana.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie: 6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne: 7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

63/100

W skali brutalności:1/10

Uważaj na sąsiadów swych, bo lubią dawać cynk

1BR (2019)

Sarah przeprowadza się do Los Angeles. Marzy o pracy projektantki mody, ale najważniejsze jest dla niej znalezienie swojego miejsca z dala od ojca, który zdradzał jej umierającą matkę. Udaje jej się wynająć wymarzone mieszkanie w ładnym apartamentowcu na spokojnym osiedlu. Sympatyczni sąsiedzi, las pomocnych rąk, duch wspólnoty… Sarah może cieszyć się tym wszystkim, ale tylko do czasu. Do czasu gdy zacznie łamać zasady społeczności.

To już drugi straszak traktujący negatywnych w skutkach próbach wicia własnego gniazdka, jaki udało mi się obejrzeć w ostatnim czasie… Tym razem jest to obraz debiutującego w długim metrażu Davida Marmora. Gatunkowo stanowi przykład kina psychologicznego, ale bardziej thrillera niż horroru. Jest raczej oszczędny w środkach, więc nie rozpiszę się na temat jego walorów technicznych i raczej skupię się na warstwie tekstowej.

Fabuła filmu skupia się na postaci młodej kobiety, która otwiera nowy etap w życiu. Chce odciąć się od korzeni i zacząć życie w bardziej przyjaznym środowisku. Społeczność apartamentowca wydaje się być odpowiedzią na jej potrzeby. Grupa zawsze uśmiechniętych, serdecznych ludzi o dobrych intencjach. Tak, dobre intencje…

Sarah jednak nie czuje się tam dobrze, dziwne nocne hałasy w mieszkaniu, a później anonimowe liściki sugerujące, że ktoś odkrył, że złamała lokatorski regulamin. Sytuacja się zaognia. Do czego to wszystko zmierza łatwo możecie się domyślić śledząc dalsze kroki społeczności podejmowane względem Sary. Nim dziewczyna się zorientuje znajdzie się w pułapce. I nie jest to tylko pułapka ideologiczna. Z ideologiami jest ten problem, że zawsze znajdzie się ktoś, kto nie cofnie się przed niczym by wcielić je w życie. Tak oto parafrazując mojego niegdysiejszego profesora: Kaszanka dla wszystkich i nie ma miejsca na pęto cienkiej. Sarah zmuszona jest podporządkować się północnokoreańskiemu modelowi życia.

Seans z “1BR” to obserwowanie nierównej walki jednostki ze wspólnotą. Tortury i pranie mózgu, by wreszcie rozegrać bitwę ostateczną przeciwko samemu sobie o siebie. Dobrze opowiedziana historia z dobrym, mocnym finałem. Myślę, że film ma szansę się spodobać, szczególnie osobom lubującym się w antyutopiach, opowieściach z rodzaju “Żon ze Stepford”.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:8

Klimat:6

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

63/100

W skali brutalności:1/10

Koreańskie opętanie po amerykańsku

00 MHz/ Częstotliwość opętania (2020)

Grupa studentów postanawia wybrać się do owianego złą sławą opuszczonego domu by wywołać ducha zmarłej samobójczą śmiercią kobiety. Wszystko przyjmuje formę eksperymentu, który zamierzają zrelacjonować.

Przystępując do seansu z filmem widziałam tylko wyjątkowo kiepsko brzmiący tytuł. Później ujrzałam napisy, ni mniej ni więcej wskazujące na Azję jako kolebkę tej produkcji. Oho, może być ciekawie. Gdy zorientowałam się, że mam do czynienia z filmem made in Korea Południowa byłam już pewna, że będzie świetnie. Bo jak może być inaczej? Przecież, jak dotąd nie widziałam żadnego Południowo koreańskiego filmu, który by mi się nie spodobał.

“Częstotliwość opętania” udowodniła mi jednak, że w gloryfikowanej przeze mnie  Korei Południowej też kręci się filmy klasy B… Nie wierzyłam własnym oczom. Ten film jest zły.

Scenariusz stanowi kalkę innych mało udanych udanych produkcji Hollywoodzkich. Jest infantylnie, bzdurnie, naiwnie. Pod względem technicznym też mielizna, aktorsko bieda. Nie mam w zasadzie nic więcej do dodania.

Co mnie drażniło polski dystrybutor postanowił użyć anglosaskich imion i lektor zamiast zwracać się do bohaterki: So- hee krzyczy Beky 0_O. I po co to? Pierwszy raz spotkałam się z takim zabiegiem. Efekt jest pokraczny. Nie wiem czy film ma w ogóle jakieś widoczne zalety? Może to, że przy odrobinie dobrej woli możecie się pośmiać? Scena okładania bohaterki suchymi gałęziami celem wypędzenia demona była dość komiczna.

Mimo, że Koreańczycy robią tak wspaniałe kino musiał trafić się głup zapatrzony w Amerykę. Biorąc pod uwagę poziom do jakiego przywykłam w przypadku Korei jest gorzej niż źle. Paździerz.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła: 4

Klimat:4

Napięcie:3

Zabawa:3

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:4

Aktorstwo:5

Oryginalność:3

To coś:3

30/100

W skali brutalności:1/10

Utopione coś

Sea Fever/ W otchłani lęku (2019)

Siobhan celem pozyskania materiałów do pracy doktorskiej udaje się w rejs kutrem rybackim wraz z jego załogą. Zebrani na pokładzie mężczyźni kierowani przesądami dotyczącymi koloru włosów kobiety nie są, delikatnie mówiąc, entuzjastami jej obecności na łodzi.

Wkrótce, gdy tylko kuter znajdzie się na głębszych wodach ich złe przeczucia znajdą pierwsze potwierdzenie. Okazuje się bowiem, że dziwny morski organizm przyczepił się do ich łodzi i stanowi zagrożenie dla ich życia.

“W otchłani lęku”, koprodukcję Irlandii, Belgii, Szwecji, USA i Wielkiej Brytanii można zaliczyć do reprezentantów horrorów sci-fi pokroju “Coś“, czy “Głębi strachu”. Jest to debiut reżyserski stworzony na podstawie autorskiego scenariusza pochodzącej z Irlandii twórczyni.

Kobieta za sterami łajby znanej też pod tytułem “Sea Fever” radzi sobie jak wytrawny wilk morski, zostawiając daleko za sobą chociażby wysoko budżetową “Głębie strachu”.

Cała historia stanowi zderzenie naukowego sposobu pojmowania świata jaki reprezentuje rudowłosa doktorantka z wielopokoleniowymi tradycjami i prostotą rybaków. Siobhen nie kryje zdziwienia, gdy okazuje się, ze jeden z rybaków jest człowiekiem solidnie wykształconym, mogącym wykonywać jej zdaniem bardziej ambitną pracę. Rybacy z kolei łypią na nią spod oka, bo niepisany morski kodeks źle postrzega obecność na statku kobiet, a co dopiero rudych, dając tym samym wyraz zupełnie nie logicznemu uprzedzeniu.

Akcja właściwa rozpoczyna się z chwilą gdy do kadłuba łodzi przyczepia się … coś. Nazwijmy to coś, bo to zawsze jest coś;) Jak na Coś przystało jest to organizm pasożytniczy i tylko kwestią czasu jest gdy wyjdzie na jaw jak poważne mogą być konsekwencję zetknięcia się nim człowieka.

Oryginalny tytuł, w którym znajdziecie słowo ‘gorączka’ nie pozostawia złudzeń, że będziemy tu mieli do czynienia ze zjawiskiem chorobotwórczym. I tak też się dzieje.

Opozycja między stanowiskiem Siobhen, a towarzyszącymi jej mężczyznami będzie się wzmagać, co zaowocuje dobrą porcją napięcia w odbiorze tej historii. Osobiście jestem z niej bardzo zadowolona, bo choć może nie epatuje ona przymiotami typowymi dla kina sci-fi : efektów tu naprawdę niewiele to radzi sobie z tematem bardzo dobrze przenosząc środek ciężkości na warstwę psychologiczną.

Znajdziecie więc tu sporo właściwości thrillera, zbudowanego na fundamencie fantastyki naukowej i doprawionej body horrorem. Dla mnie bardzo bardzo ciekawe połączenie. Biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z debiutem tym bardziej warto docenić wszelkie walory tej produkcji.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła: 7

Klimat: 8

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność: 6

To coś:6

62/100

W skali brutalności: 1/10