Wyniki konkursu!

Wyniki konkursu patronackiego

Konkurs rozstrzygnięty. Dwie nagrody książkowe w postaci “Mrocznego Rewersu” Piotra Andera  trafią do Henryka P. – zgłoszenie na fb i do Magdaleny z profilu @oczytanakryminolog – zgłoszenie insta.

Zwycięzcom serdecznie gratuluję. Czekam na Wasze zgłoszenia na priv z adresami do wysyłki książek. Już na dniach nowy patronat, nowa premiera i oczywiście nowy konkurs. Wypatrujcie wieści.

Bez łez, bez sumienia

Zapłacz dla mnie – Piotr Borlik

Po dziewiętnastu latach odsiadki były policjant drogówki Jakub Ramon wychodzi na wolność. Okoliczności jego wcześniejszego zwolnienia są dość niejasne podobnie jak wcześniejsze wydarzenia, które doprowadziły do jego skazania. Młoda, ambitna dziennikarka Asia Jaworska uważnie przygląda się sprawie, choć na wybrzeżu dzieją się nie mniej interesujące rzeczy. Dochodzi do zabójstwa nastoletniej uczennicy prywatnego liceum, a jej śmiercią obarczony zostaje szkolny kolega, Patryk.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Piotra Borlika. Internety krzyczą, że powinnam przeczytać “Boską proporcję” i być może to zrobię. Dlaczego być może? Ponieważ “Zapłacz dla mnie” podobała mi się połowicznie.

Zacznę od tego co dobre. Do gustu przypadł mi styl autora, dużo dynamicznej akcji, dobrze rozpisane dialogi, niewiele opisów do pomijania;) Charakterystyka bohaterów jak najbardziej warta uwagi. Żadnych kryształowych mścicieli i policjantów skrojonych na wzór strażnika teksasu ot zwykli ludzie, którzy mieli pecha, albo fart – ale raczej pecha;) Główny bohater to bardzo ciekawy człowiek, jego jednoznaczny osąd nie wchodzi w rachubę. Podobnie spodobała mi się kreacja jednego z antybohaterów, nauczyciela historii, myślę, że mogła za tym stać solidna inspiracja;)

Mimo, że tematy mafijno – polityczne leżą daleko poza moim kręgiem zainteresowań autorowi udało się przykuć moją uwagę i zaangażować w badanie tej historii. Z minusów? Trochę za dużo łopatologii. Każdy opisany ruch bohatera zdaniem Borlika wymagał uargumentowania, męczył mnie brak przestrzeni na własne wnioski. Nie wiele kwestii pozostało w domyśle. Całą główną intrygę związaną z okolicznościami śmierci nastolatki oceniam na 6 w skali 1-10. Zaskoczyła mnie finalnie, nie powiem, że nie, ale to chyba nie do końca moje klimaty. Reasumując, solidny, ale nie porywający kryminał.

Moja ocena: 6+/10

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i s-ka

Laski umierają w lesie

All Girls Weekend/ Babski weekend (2016)

Cztery kumpelki z licealnych czasów postanawiają spędzić weekend w górach w ściśle babskim gronie. Do Danieli, Stephanie, Gem i Nancy dołącza jeszcze Annie zaproszona przez ostatnią z wymienionych dziewczyn. Wypoczynek postanawiają urozmaicić spacerem po lesie co okazuje się pomysłem tyle nieprzemyślanym co katastrofalnym w skutkach. W lasach Georgii czai się bowiem coś co swoją siłą może nie tylko wzbudzić grozę, ale i doprowadzić do śmierci.

“Babski weekend” to niskobudżetowy survival horror Lou Simon. Jego pisany na kolanie scenariusz powstał w niespełna tydzień, a inspirację miał stanowić kasowy straszak z przed lata “Zejście“.

Podoba mi się gierka słowna na plakacie ‘week-end’ 🙂 Oczywiście jasno nam to sygnalizuje, że babski wypad może prowadzić do czegoś gorszego niż kac lub skrobanka;)

Tanim kosztem opowiedziana historia z pewnością nie powali przenikliwością choć zdradzę Wam, że ma aspiracje na horror ekologiczny. Słyszeli Wy o czymś takim? Horrorem ekologicznym jest np. “Długi weekend” i jego remake of course, czy “Last Winter”. W horrorze ekologicznym idzie oto, że wrogiem protagonistów jest wzburzona brakiem poszanowania matka natura. Ten motyw dość szybko pojawi się w rzeczonym filmie.

Zanim jednak przejdziemy do tragicznych konfrontacji musimy poznać nasze bohaterki. Są dość stereotypowe, ale jeszcze nie kanciaste. Aktorki, pół amatorki radzą sobie całkiem przyzwoicie, choć początkowe partie dialogów brzmią dość sztucznie- sztucznością telewizyjnych dram – to w miarę rozwoju akcji panny się rozkręcają i nie jest najgorzej. Simon zadbała by stosownie pokomplikować ich relacje toteż babski weekend nie obejdzie się bez potyczek w typowo babskim stylu. Funkcjonują tu one jako dodatkowe bodźce utrudniające i tak kiepską sytuację.

Spacer po lesie zmienia się w walkę o przetrwanie w punkcie, gdy jedna dziewczyn ulega wypadkowi, mniej więcej w tym samym czasie dziewczyny orientują się, ze wyjście z niego nie będzie wcale łatwe. Pojawia się złowroga stara chata, a w niej wskazówki na temat tego jak można interpretować przedziwne zdarzenia. Nie tylko okaleczona Annie ucierpiała, w rękę Gem z nieznanych powodów zdało się coś co przypomina gangrenę. Na szlaku pojawią się pierwsze trupy.

Powiem tak, oglądało mi się to bezboleśnie, choć muszę Was ostrzec, że film posiada większość mankamentów typowej niskobudżetowej produkcji. Kuleje przede wszystkim warstwa techniczna. Na operatorze kamery nie zostawiłaby suchej nitki, kiepsko sfilmowane kadry dodatkowo pogrążył montaż. Zdjęcia są prześwietlone i w żaden sposób nie podkreślają mrocznej atmosfery lasu. W ogóle las, bardziej przypomina park z rzadka posadzonymi drzewami niż złowrogi bór. Tylko nieliczne ujęcia udały się powiedzmy jako tako. No cóż, można obejrzeć, na własną odpowiedzialność.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie: 5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:2

Aktorstwo:5

Oryginalność:6

To coś:5

46/100

W skali brutalności: 2/10

Mroczny Rewers do wzięcia

KONKURS PATRONACKI

Moi Drodzy, idę do Was z podarkami. Powieść “Mroczny Rewers” Piotra Andera ma dziś swoją premierę. Książka jest świetna i każdy musi ją przeczytać. Trochę Wam ułatwię sprawę i dam szanse dwóm osobom na zgarnięcie jej.

Co musicie zrobić?

Dla użytkowników facebooka:

  • Polubcie i udostępnijcie na swojej tablicy post konkursowy, który wyląduje na fanpage bloga
  • W komentarzu pod postem konkursowym zgłoście chęć udziału i zaproście swoich ziomków
  • Zlajkujcie profil Biblii Horroru i autora Piotra Andera jeśli jeszcze tego nie zrobiliście

Dla użytkowników instagrama:

  • Zlajkujcie i udostępnijcie na swoim stories post konkursowy, oznaczając w nim profil Biblii Horroru na ig i profil autora.
  • W komentarzu pod postem zgłoście chęć udziału i zaproście swoich ziomków
  • Dodajcie do obserwowanych profil Biblii Horroru i autora Piotra Andera, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.

Nagrody trafią do dwóch laureatów, chyba, że liczba chętnych mnie zaskoczy to może coś dorzucę;)

Wysyłka książek sterylnym gołębiem pocztowy prosto z wydawnictwa.

Konkurs trwa od dziś (20.08) do 30.08. do północy. Rozstrzygnięcie do siedmiu dni od zakończenia.

Ci, którzy jeszcze zastanawiają się czy warto powalczyć o “Mroczny Rewers” zapraszam do lektury recenzji TU.

Na plaży niefajnie jest

The Beach House (2019)

Para młodych ludzi Randall i Emilly mają zamiar spędzić trochę czasu w domu letniskowym nad oceanem należącym do ojca chłopaka. Rozgościwszy się odkrywają, że nie są w nim sami, bo właściciel dał klucze swoim znajomym Mitchowi i jego żonie Jane. Młodzi godzą się z sytuacją i zasiadają do wspólnej kolacji. Okazuje się, że na tym nie skończą się nieprzewidziane sytuacje. Dziwne zjawisko pogodowe, czy nadnaturalna anomalia? Czym może być to, co jeszcze tego samego wieczoru zobaczą na plaży?

“The beach house” to reżyserski debiut Jeffreya Browna w pełnym metrażu. Film doskonale wpisuje się w coraz popularniejszy trend oszczędnych w formie horrorów nastrojowych. Myślę, że werid fiction przeżywa obecnie swój renesans, bo zarówno w literaturze horroru jak i w filmie łatwo zauważyć wzrost zainteresowania grozą dziwną, mniej dosłowną. Nawet nie wiecie jak mnie ten stan rzeczy cieszy. “The Beach house” oczywiście mi się podobał, choć nie jest to obraz całkowicie pozbawiony wad. Co więcej myślę, że wielu widzom nie spodoba się w ogóle. Dlaczego? Z tych samych powodów dla których mnie podobał się bardzo 😀

Fabuła filmu skupia się na powolnym budowaniu atmosfery grozy. Grozy dusznej jak południe przed burzą z gradobiciem. Jasne nieco przymglone kadry, stonowana muzyka i kipiące gdzieś podskórnie emocje, które tylko czekają na erupcję.

Emilly, ambitna studentka chemii marząca o dalszej karierze naukowej i z pasją opowiadające o tym co jeszcze można odkryć w dziedzinie astrobiologii próbuje ratować swój związek z Randallem, który poza tym, że przystojny  i jurny niezbyt wiele sobą reprezentuje. Starsze maleństwo Mitch i jego ciężko chora żona Jane okazują się ich współlokatorami, bo Randal nie zadał sobie trudu rozmowy z ojcem na temat planowanej wizyty w domu letniskowym. Tu widzowi może zapalić się czerwona lampka, bo niespodziewani goście są aż nader serdeczni, ale to nie home invasion, Moi Drodzy.

Gatunkowo, poza tym, że mamy do czynienia z horrorem nastrojowym, obcujemy tu z czymś z pogranicza sci-fibody horroru. Widać tu fascynację debiutującego twórcy starymi horrorami Carpentera, czy innych twórców, którzy wsławili się przywołując na srebrny ekran motywy znane z “Inwazji porywczy ciał“.

Już pierwszej nocy świadkujemy niezwykłym zjawiskom, które z mogą Wam przywieść na myśl dzieła Lovecrafta. Dzięki wywodowi Emilly przy kolacji widz wie czego mniej więcej może się spodziewać. To sprawia, że nie uświadczycie tu wielkiej niespodzianki w finale, ale czy jest ona potrzeba? Groza bazuje tu bardziej na nieuchronności, aniżeli na nagłym zwrocie akcji. Niewielki budżet filmu pozwolił na kilka efektownych scen z użyciem komputerowych manipulacji, ale szczęśliwie nie był na tyle duży by odciągać uwagę twórcy od tego co w horrorze najważniejsze. Znajda się jednak smaczki, które bez wątpienia zwrócą uwagę miłośników body horrorów. Dobre aktorstwo, ciekawe, złożone relacje między bohaterami to doskonałe uzupełnienie tej historii. Myślę, że trzeba brać:)

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:6

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Walory techniczne: 8

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

68/100

W skali brutalności: 1/10