Archiwa tagu: Alfred Hitchcock

Norman Bates inaczej

Psychoza – Robert Bloch

Mary Crane pracownica agencji nieruchomości podejmuje spontaniczną i dość szaloną decyzję o sprzeniewierzeniu pieniędzy szefa. Czterdzieści tysięcy dolarów ma zapewnić dostani byt jej i jej narzeczonemu. Spędziwszy niemal dobę za kółkiem by dotrzeć do ukochanego Sama postanawia w końcu zatrzymać się w przydrożnym motelu i zaplanować dalsze ruchy.

Tak poznaje Normana Bates’a, mało atrakcyjnego właściciela motelu, który udostępnia jej pokój i zaprasza na wspólny posiłek. Uraczywszy ją osobliwą historią swojej relacji z apodyktyczną matką w końcu zostawia dziewczynę samą. Mary nie wie, że są to ostatnie chwile jej życia,

Czy jest na sali ktoś kto nie zna Hitchcockowskiej „Psychozy„? Szczerze wątpię by się taki uchował, natomiast nie mam przekonania co do faktu, że wszyscy fani tej historii mieli okazję poznać także jej książkową wersję – wersje pierwotną.

Robert Bloch to jeden z bardziej ‚płodnych pisarzy’. Swój warsztat doskonalił korespondując z samym Lovecraftem i bardzo zależało mu na stworzeniu czegoś niebanalnego. Wtedy jego uwagę zwróciła historia niejakiego Ed’a Geina.

Bloch wykorzystał więc figurę seryjnego zabójcy wraz ze wszystkimi mitami, którymi obrosła, dodając do niej psychoanalityczną interpretację. Był to strzał w dziesiątkę, bo Bloch, który starał się zainteresować swoją książką wytwórnie filmowe zwrócił uwagę samego Hitchcocka. Czy mógł trafić lepiej?

„Psychoza” nie jest długą powieścią, a więc przerobienie jej na scenariusz filmowy nie było zbyt kłopotliwe. W czytaniu szybka, przystępna, dynamicznie napisana.

Jeśli chodzi o różnice pomiędzy nią, a filmem to nie ma ich znowu tak dużo. Zmianą jest z pewnością charakter relacji Mary- w filmie Marion- z Sam’em, co wpływa też na działanie naszej bohaterki. Jednak wszystkie drogi, i te książkowe i te filmowe prowadzą do moteli Bates’a i to on jest tu głównym bohaterem i antybohaterem w jednej osobie.

Zdziwiło mnie to jak bardzo opis książkowego Normana nie zgadza się z powierzchownością wcielającego się  niego aktora. Książkowy Norman jest otyły i łysiejący, dość mocno zaniedbany. Dla mnie utożsamiającej tą postać i ulizanym i fircykowatym Anthonym Perkinsem był to nie mały szok. I choć starałam się wczuć w książkę, zobaczyć Normana w tej książkowej odsłonie to przed oczami i tak miałam aktora. Wcale mnie nie dziwi wybór reżysera, bo nieco chłopięca powierzchowność filmowego Normana czyni go z pozoru niegroźnym i wypisz wymaluj jest ucieleśnieniem kompleksu Edypa.

Tym w czym książka zdecydowanie przerasta film jest obecność wewnętrznych monologów Normana, co doskonale unaocznia ogrom jego szaleństwa, a i sprytnie wywodzi czytelnika w pole – oczywiście tego nie zaznajomionego z historią Bates’a.

Nie powiem by film był jednak lepszy od książki, albo na odwrót. Wszystko ma swój urok w swojej kategorii.

Wydanie od Vesper dodatkowo uzupełniono o – tak jak zwykle świetne ilustracje- obszerne posłowie Wiesława Kota, w którym możemy poczytać o genezie powstania książki, o jej kontynuacji i filmach nakręconych na jej podstawie – taki fajny smaczek.

Moja ocena: 8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

Morderczy szał

Frenzy/ Szał (1972)

frenzy

W Londynie grasuje seryjny morderca kobiet zwany ‚krawaciarzem’. Krawaciarz ma sadystyczne zapędy, gwałci i dusi swoje ofiar własnymi krawatami. Ofiar stale przybywa, a wkrótce jedną z nich stanie się Brenda, była żona Richarda Blaney’a. Z racji pojawienia się naocznego świadka podejrzenie pada na Richarda.

O „Szale” często mówi się, że to ostatni dobry film Hitchcocka. Nie oglądałam dwóch następnych, które jeszcze zdążył zrealizować przed śmiercią, więc ciężko tu potwierdzić to stwierdzenie. Faktem jednak jest, że jest to jeden z bardziej docenianych obrazów mistrza suspensu.

Alfred nakręcił go ‚na starych śmieciach’, czyli w rodzinnej Anglii. Jak zwykle dobrze przemyślał wybór historii opartej na literackim pierwowzorze i wybór scenarzysty, który bezkompromisowo spełnił jego wolę mieszając nieco w fabule, tak że odstawała od oryginału.

Wrócił do Anglii i wrócił też do tematu, dzięki, któremu odniósł największy sukces – do motywu seryjnego zabójcy szczęśliwie porzucając kino szpiegowskie.

Mimo iż jest to bardzo późny film Hitchcocka i pozbawiony jest wielu charakterystycznych dla twórcy elementów- gdzie ślicznotki na miarę Grace Kelly? – to nadal jest to nieodzowne dziecię swego ojca. Hitchcocka można rozpoznać w ciętych ripostach, dowcipnych i inteligentnych dialogach i przede wszystkim w suspensie.

frenzy

Intryga kryminalna zbudowana jest bardzo dobrze mimo, że niektórzy mogą urągać na to, że Hitch tak szybko zdradza nam tożsamość mordercy- nie martwcie się, facet wie co robi. Mimo że prędko dowiemy się kto zabija, nie znaczy, że nie będzie tu elementu zaskoczenia- będzie jedynie prędko zostanie wprowadzony.

Mamy tu w zasadzie dwóch męskich bohaterów – głównych bohaterów – kobiety tradycyjnie po Hitchcockowsku robią za dodatek do wystroju – którzy mają wzbudzić w widzu niepokój. Pierwszym jest agresywny pijaczek frustrat, wściekły na cały świat zazdrosny o cudze sukcesy, drugim jest jego przyjaciel z sukcesami, ale nie w interesującej go branży – miłości – nadal poszukuje kobiety, która spełni jego specyficzne oczekiwania. To któryś z nich jest zabójcą działającym w morderczym szale.

To co Was pewnie zainteresuje, sceny morderstw. Hitchcock podszedł do sprawy odważnie, bo mamy i gwałty i duszenia. Nie cień noża, nie krew na ścianie. Jak na dzisiejsze standardy mogą się one wydać bardzo asekuranckie, ale przypomnijcie sobie jak to było kiedyś, jak było we wcześniejszych filmach Alfreda.Ofiary wyglądają delikatnie mówiąc nieestetycznie co też musiało budzić spory bulwers.

frenzy

Obok ciemnej strony mamy popis Hitchcockowskich żarcików. Nawet potencjalnym antybohaterom udaje się rozbawić widza, a takie postaci jak duet detektyw i jego żona to istni kabareciarze. Twórcy zapewniają nam więc rozrywki różnego rodzaju. W mojej ocenie jest to zdecydowanie jeden z najlepszych filmów Hitchcocka.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:8

71/100

W skali brutalności:2/10

Dawno nie było Hitchcocka

Wyznaję/ I confess (1953)

wyznaję recenzja

Z uwagi na to, że dawno nie było tu nic o mistrzu suspensu dziś ‚odsmażę’ kolejny z jego bardzo udanych filmów.

„Wyznaję” zostało oparte na sztuce teatralnej Paula Anthelme.

Historia rozpoczyna się od tytułowego wyznania: Niemiecki imigrant pracujący i mieszkający na parafii w Quebec pewnej nocy spowiada się młodemu księdzu Loganowi z grzechu zabójstwa. Obydwaj mężczyźni znają ofiarę. Ksiądz namawia morderce do przyznania się do winy ten jednak po namyśle postanawia udawać, że nic się nie stało.

wyznaję recenzja

Ksiądz musi milczeć zobowiązany tajemnicą spowiedzi nawet gdy w wyniku typowej hitchcock’owskiej intrygi podejrzenia padają na niego samego.

Jak większość filmów tego reżysera „Wyznaję” oparło się próbie czasu. Porusza kwestie nadal aktualne: Słuszność kary śmierci, granica zasięgu religijnych dogmatów, które jak pokazuje film często stają ponad prawem, moralność i amoralność członków kościoła.

wyznaje recenzja

Wszytko to i jeszcze więcej mamy podane na tacy w tym thrillerze.

Obdarzony jest także typowymi dla swojego twórcy przymiotami: Zagmatwana intryga, inteligentne dialogi, suspens i of course piękna blondynka garsonce w głównej roli kobiecej.

Aktorsko najbardziej wyróżnia się Otto Hasse w roli mordercy. Brawurowo wcielił się w rolę człowieka zdesperowanego, szalonego, złego.

wyznaje

Reszta obsady w mniejszym lub większym stopniu stara się dotrzymać Niemcowi kroku.

„Wyznaję” z całego repertuaru Hitchcocka jest filmem dość zapomnianym nie mniej warto go obejrzeć.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Oryginalność:9

To coś:8

Aktorstwo:8

75/100

W skali brutalności:0/10

Zakręci ci się w głowie

Vertigo/ Zawrót głowy (1958)

vertigo recenzja

„Zawrót głowy” na pewno nie jest najpopularniejszym dreszczowcem Hitchcocka, ale jest wysoko w czołówce. Fabuła filmu oparta jest – jak to zazwyczaj u Hitchcocka bywa – na powieści. Sam tytuł „Vertigo” oznacza dolegliwość, gwałtowną formę lęku wysokości, w wersji polskiej oznacza zaledwie… „Zawrót głowy”.

vertigo recenzja

Bohaterem obrazu jest John Ferguson, ex policjant, do którego zgłasza się z nietypowa prośbą dawny przyjaciel. Facet oczekuje od Fergusona by ten śledził jego żonę, ale nie dlatego by przyłapać ją z kochankiem, lecz by ją chronić przed czymś nie z tego świata. John lojalnie i z pełnym zaangażowaniem wypełnia powierzone zadanie, aż zakochuje się w pięknej blondwłosej – of course– Madeleine. Miłosne uciechy nie trwają jednak długo, bo tuż za drzwiami czai się intryga…

vertigo recenzja

„Zawrót głowy” jest po Hitchcock’owsku przewrotny i pogmatwany. Mistrz suspensu jak zwykle dba o szczegóły i stara się wprowadzić do filmu coś nowatorskiego. Jeśli chodzi o klimat to jest on budowany pośród krętych ulic San Francisco- raz pod górkę raz z górki biegnie fabuła opowieści. Hitchcock nie bał się użyć kilku efektownych, zwłaszcza jak na tamte czasy zagrywek. Mam tu na myśli dość psychodeliczne ujęcia prezentujące świat z punktu widzenia naszego bohatera w czasie ataku vertigo. W zasadzie cały ciężar filmu spoczywa na tym jednym bohaterze, James Stewart, podołał temu zadaniu. Partnerująca mu Kim Novak, jest aktorsko bardziej rozwinięta niż Tippi, ale daleko jej do Grace Kelly. A pomyśleć, że sama Audrey Hepburn była zainteresowana rolą Madeleine… Pewno nie twarzowo jej było w platynie, to też Hitchcock wybrał banalnie piękną Km Novak;)

vertigo recenzja

Z powodu przewrotności scenariusza widz, nawet ten znający chwyty Hitchcocka da się łatwo wyprowadzić w pole, a to zawsze miło być prowadzonym przez kręte ścieżki Hitchcock’owskiego zamysłu:)

Moja ocena:

Straszność: 6

Fabuła:9

Klimat:8

Zdjęcia:7

Zabawa:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:9

To coś:8

Dialogi:8

Zaskoczenie:9

79/100

Hitchcock po raz czwarty

Rebecca/ Rebeka (1940)

rebeka recenzja

Jeszcze jedno świetne dzieło Hitchcocka. Podobnie jak „Ptaki” będące filmową adaptacją powieści Daphne du Maurier. Tych dwóch obrazów nie należy jednak ze sobą porównywać. Jak wspominałam kiedyś wielką fanką „Ptaków” nie jestem. Sprawa zupełnie inaczej ma się w przypadku „Rebeki” historii niezwykle mrocznej, tajemniczej i wciągającej.

Młoda, skromna i naiwna dziewczyna pracująca jako dama do towarzystwa pewnej bogatej starszej pani W czasie wspólnej podróży  poznaje zamożnego wdowca Maxima de Winter. Zakochuje się w nim bez pamięci. Mężczyzna zdaje się odwzajemniać jej zainteresowanie, oświadcza się jej i czyni ją nową Panią de Winter. Zabiera swojego „kopciuszka” do pałacu, czyli posiadłości Manderley.

rebeka recenzja

Tam młodej żonie przyjdzie zmierzyć się z nieskończoną ilością tajemnic. Siatka intryg i sekretów rozciąga się nad całym Manberley.

Duch tragiczniej zmarłej pierwszej żony Maxima nie pozwala zaznać jej szczęścia.Nie mamy tu jednak do czynienia ze zjawiskami paranormalnymi i tego typu rzeczami. Manderlay wydaje się być opętane przez wspomnienie o pięknej Rebece. Maxim jest wobec nowej żony daleki i oschły, nadal żyje przeszłością nie mogąc wymazać z pamięci obrazu pierwszej żony. Podobnie jest ze wszystkimi ludźmi, których znała Rebeka.

Naiwne dziewczę chcąc nie chcąc odkryje kim była Rebeka, co się z nią stało i jakie piętno odcisnęła na całym Manderlay.

Aktorka wcielająca się w postać nowej pani de Winter, Joan Fontain, w niczym nie przypomina ślicznotek Hitcchocka. Jej uroda jest mocno przeciętna. To mnie  zaskoczyło. Aktorsko stoi jednak na bardzo wysokim poziomie. Świetnie wcieliła się w postać „kopciuszka”. Wypłoszona, przygarbiona, strzelająca przerażonymi oczyma po kątach wielkiego domu de Winterów. Stanowiła idealny kontrast dla widma Rebeki, której z resztą ani razu nie ujrzymy w filmie – Co jeszcze bardziej podkręca wyobraźnię widza i sprawia, że kobieta-cud jest jeszcze bardziej niedostępna dla zwykłych śmiertelników.

Film Hitchcocka jest nie tylko thrillerem ze świetnie zbudowanym suspensem, ale i melodramatem historią mającą coś z opowieści Poego, np. „Ligei”. Spodobał mi się już ob pierwszych scen.

„Ostatniej nocy śniłam, że znów jestem w Manberlay. Stałam przed żelazną bramą, której nie mogłam otworzyć. Nagle jak to we śnie, dzięki nad naturalnej mocy przeniknęłam przez przeszkodę jakbym była duchem (…)Kręta ścieżka doprowadziła mnie do tajemniczego i cichego domostwa (…) księżyc potrafi płatać figle i nagle wydawało mi się, że w oknach pojawiło się światło (…)”

rebeka recenzja

Od tych słów, którym towarzysza powolne, długie ujęcia kamery prowadzące nas aż do murów posiadłości rozpoczyna się film. Hitchcock od początku buduje niesamowity klimat tej opowieści. Jest mroczno i mglisto, bo jak wiadomo w mroku i we mgle najlepiej ukryć wszelkie tajemnice.

rebeka recenzja

A tajemnic jak wspomniałam nie brakuje. Hitchcock pomimo dość wolnego tępa filmu nie zapomniał o wstawieniu kilku niezaprzeczalnie mocnych zwrotów akcji. Nie można tu mówić o dużym zaskoczeniu, al fabuła znacznie zmienia tor. Nie zabraknie też inteligentnych i dowcipnych dialogów.

Jeśli chodzi o filmowych bohaterów to obok zabiedzonego kopciuszka i mrocznego wdowca mamy jeszcze upiorną służącą, wielką przyjaciółkę byłej pani domu, w tej roli Judith Anderson- niesamowita aktorka. Wprowadza ona swoją osobą sporo zamieszania i nieco psychodeliczną grozę.

rebeka recenzja

Scenografia niestety bije po oczach sztucznością, zwłaszcza w scenach plenerowych, jednak w wersji czarno-białej filmu dodaje mu teatralnego uroku.

Film jak zazwyczaj polecam fanom starego kina.

Moja ocena:

Straszność:7

Klimat:10

Fabuła:7

Zdjęcia:7

Aktorstwo:7

Zabawa:7

Dialogi:9

Zaskoczenie:6

Oryginalność:6

To coś:8

74/100

O tym dlaczego Hitchcock wolał blondynki

The Girl/ Dziewczyna Hitchcocka (2012)

vs

Hitchcock (2013)

biografie hitchcocka

W ostatnich latach widać wzięło twórców filmowych na odtwarzanie na ekranie biografii mistrza suspensu Alfreda Hitchcocka. Obydwa filmy: „Dziewczynę Hitchcocka” jak i „Hitchcocka” obejrzałam z dużym zainteresowaniem. Obydwa filmy oceniam dobrze, aczkolwiek porównań nie da się uniknąć. Nowszą produkcję macie jeszcze szansę obejrzeć w kinie. Obraz ten skupia się przede wszystkim na akcie tworzenia moim zdaniem najlepszego filmu Hitchcocka „Psychozy”. W tytułową rolę wciela się Anthony Hopkins. I to jak się wciela! Wszedł w rolę całym sobą. Szkoda tylko, że scenarzyści nader wygładzili jego postać, a obok postawili mdłą jak zwykle Scarlet śniętą rybę Johanson. 

biografie hitchcocka

Obserwujemy tu potyczki Hitchcocka z wytwórnią, która nie do końca wierzy w swojego mistrza. Hitch jest tu przestawiony jako sympatyczny staruszek mający własne „paranoje”. Lubiący dobrze zjeść, napić się wina i popatrzeć na ładną blondynkę. Nie uświadczymy tu powszechnienie znanych sadystycznych zachowań mistrza. Jego relacja z żoną przedstawiona jest jako związek partnerski.

biografie hitchcocka

Alma to żadna szara myszka. A silna i świadoma swojej inteligencji kobieta, która twa bardziej lub mniej wiernie u boku swojego męża. Najciekawszym akcentem tego filmu są psychozy mistrza objawiające się poprzez halucynacje, w których rozmawia z Edem Gainem- który zainspirował autora książki „Psychoza” do stworzenia postaci Bates’a.

biografie hitchcocka

Natomiast jego relacje z aktorkami- cóż są wygładzone. Głośno zapowiadany obraz obsesji Hitch’a a punkcie odtwórczyni głównej roli w „Psychozie” nie miała praktycznie miejsca. Jego zainteresowanie objawia się z rzadka i bardzo niewinnie. Jedyną na prawdę niepokojąca sceną był moment, w którym Hitchcock pokazywał ekipie jak ma wyglądać mord pod prysznicem. Bez wątpienia Hopkins wyniósł ten film na wyżyny. Żałuję, że nie zagrał w młodszej produkcji „Dziewczyna Hitchcocka” wyprodukowanej przez HBO. W tym zaś filmie w postać mistrza wcielił się Toby Jones. Nie kwestionuje jego umiejętności aktorskich, ale jego dobrotliwa twarz  nie pasowała do charakteru postaci jaką gra w filmie. Z powodzeniem Toby i Anthony mogli by się zamienić miejscami. Potrzeba ugrzecznienia wizerunku Hitchcocka w filmie Sacha Gervasi zostałaby zwieńczona fizycznością Toby’ego, a Jullian Jarold dostałby wyćwiczonego w postaciach psychopatów Hopkinsa.

W „Dziewczynie Hitchcocka” na warsztat brany jest głównie film „Ptaki”.

biografie hitchcocka

Nie przepadam za nim, ale śledzenie „jego losów” było bardziej interesujące niż tło powstania „Psychozy”. To była dla mnie niespodzianka. Ten obraz zdecydowanie bardziej trzyma się faktów, mogę to stwierdzić chociażby ze względu na wykorzystanie w nim autentycznych wywiadów z Tippy i innymi współpracownikami Hitchcocka. Zakładając, że wszyscy się na biednego reżysera nie uwzięli i nie zaczęli kłamać bardziej jestem skłonna uwierzyć w wersje o paranoicznym sadyście niż uśmiechniętym opoju. Toby Jones w roli Hitcchocka ginie przy boku fenomenalne Sienny Miler, która wciela się w obiekt chorej namiętności Hitchcocka Tippy.

biografie hitchcocka

Oj, biedna Tippy… Chyba każdy słyszał o biednej, niewolonej siedmioletnim kontraktem szwedzkiej modelce, nad którą fizycznie i psychicznie znęcał się Hitch. Ich wzajemna relacja jest przedstawiona w mocny i nikogo nieoszczędzający sposób. Hitch chce Tippy na własność po tym jak stracił Grace Kelly. Tippy miała być łatwym kąskiem, samotna, rozwiedziona bez znajomości, bez popularności. Mógł z nią robić co chciał i wierzcie mi, robił. A wszystko to z milczącym przyzwoleniem żony Almy. Nie zdołał jej zgwałcić choć próbował Ach, ta impotencja – ale o tym szaa w produkcji z Hopkinsem. Sza też na temat traktowania żony, która przeżywszy z nim 35 lat czuje się u jego boku jak uboga krewna nisko zatrudniona kadrowa.

W „Dziewczynie Hitchcocka” poznajemy przyczynę jego fascynacji pięknymi blondynkami. Dlaczego akurat blondynki?

„Blondynki są najlepszymi ofiarami. Są jak świeży śnieg na którym widać krwawe ślady stóp”

Czyż nie piękne uzasadnienie żądz?

biografie hitchcocka

Moja ocena:

Dziewczyna Hitchcocka: 8+/10

Hitchcock:7/10

Intrygi Hitchcocka part 1.

The Lady Vanishes/ Starsza pani znika (1938)

starsza pani znika

Ostatnio udało mi się znaleźć fantastycznego chomika z mnóstwem bardzo, bardzo starych horrorów.Możecie się więc domyślać, że „Starsza pani znika” to dopiero początek:)


„Starsza pani znika” uważany jest za pierwszy z wybitniejszych filmów Hitchcocka. Ja osobiście mam mieszane uczucia wobec niego. Dlaczego? Zaraz wyjaśnię.

Scenariusz do filmu, jak zazwyczaj u tego reżysera bywa, powstał na podstawie powieści. Z tym, że tym razem wzięto na warsztat bardziej znane dzieło- przynajmniej w Anglii.

starsza pani znika

Akcja obrazu rozpoczyna się w niewielkim hoteliku w fikcyjnym mieście, w fikcyjnym europejskim państwie. Poznajemy tam wszystkich najważniejszych bohaterów dreszczowca: Młodą damę Iris Henderson (jej postać silnie kojarzyła mi się ze Scarlet O’Harą), muzyka Gilberta Redmana, dwóch dżentelmenów Caldicotta i Chartersa, parę kochanków Margaret i Ericka i oczywiście tytułową starszą panią.

Wszyscy oczekują w hotelu następnego ranka, kiedy to zostaną usunięte skutki zejścia lawiny i będą mogli wyruszyć pociągiem w dalsza podróż. Właśnie w pociągu rozgrywa się właściwa akcja obrazu, ale wierzcie mi, sporo czasu minie zanim w owym pociągu się znajdziemy…

Pewnie przysnęła bym z nudów przy tak długim (nawet jak na Hitchcocka) wstępie, ale na szczęście ów wstęp obfitował w masę humorystycznych zdarzeń i dialogów- tak też jest z resztą przez cały film. Zanim wszyscy szczęśliwie znajdą się w pociągu będziemy światkami zamachu, którego ofiarą stanie śliczna Margaret. Z pomocą przyjdzie jej starsza pani i obie kobiety staną się wiernymi towarzyszkami podróży do momentu, gdy starsza pani zniknie…

starsza pani znika

Nikt tak po prostu nie może zniknąć z jadącego pociągu. Iris jest pewna, że coś musiało się przytrafić starszej pani mimo iż pozostali towarzysze podróży nie wierzą w ogóle w istnienie owej damy. Oni twierdzą, że Irys mocno oberwała w głowę i w wyniku urazu w jej wyobraźni zrodził się obraz staruszki, może mają rację? A może wszyscy mają swoje powody by kłamać?

Rozstrzygnięcie nie jest takie proste. Obie strony konfliktu są przekonujące. Intryga nabiera rozpędu, aż do finału, który… no cóż, mnie mocno na prawdę mocno zawiódł…

Cały obraz zachowywał równowagę pomiędzy komedią a thrillerem, jednak nadszedł moment wyjaśnienia całej zagadki i wydał mi się on zdecydowanie śmieszny, a to bardzo źle, bo nie sądzę ażeby z założenia miał budzić humorystyczne skojarzenia. Obawiam się że Hitchcock traktował to bardzo serio.

SPOILER: Przez cały film zadawałam sobie pytanie: kim jest starsza pani? No i w finałowej konfrontacji się dowiedziałam, że jest tajną agentką, angielskim szpiegiem… Ze zdziwieniem uniosłam brwi i już miałam film wyłączyć, ale tego nie zrobiłam, może szkoda bo świetnego wrażenia po dobrze skonstruowanej intrydze nie zatarł by niesmak przesłodzonego happy end’u, który już dobił mnie totalnie.KONIEC SPOILERA

Oceniając ten film staram się jednak skupić na kiełkującym geniuszu artystycznym. Bowiem w filmie mamy już zalążki świetnie trzymających w napięciu tajemnic, inteligentnego humoru i specyficznego tylko na Hitchcocka klimatu.Więc jest ok:)

Moja ocena:

Napięcie (zamiast „Straszności”:):9

Klimat:7

Fabuła:7

Aktorstwo:7

Zdjęcia:6

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Dialogi:9

To „coś”:6

Oryginalność:6

62/100

Hitchcock po raz trzeci

The Birds/Ptaki (1963)

ptaki

Gdybym miała przeprowadzić plebiscyt na najlepszy i najgorszy film Hitchcocka wg. mojej opinii, „Ptaki” znalazły by się na szarym końcu.Nie wiem czemu, ale nie darzę tego filmu sympatią.

Odświeżyłam sobie ostatnio tą produkcje, niestety natrafiłam na wersję „pokolorowaną”. Zgroza. Kolory wyglądają tak sztucznie, że aż oczy bolą. Ogólnie, sztuczność całej tej produkcji jest jeszcze bardziej uwydatniona w kolorze.

W pięknej Ameryce tyle czarownych krajobrazów, ale po co z nich korzystać skoro można postawić jakieś szkaradne makiety, które w przypadku „Ptaków” wypadły wyjątkowo nie naturalnie. Żaden widz się na to nie nabierze.

ptaki

ptaki

Aż mi głupio krytykować mistrza suspensu, ale na prawdę się nie popisał tą produkcją.

Młoda, piękna i rozwydrzona Melanie Daniels ( w tej roli Tippi Heden) spotyka w sklepie zoologicznym interesujący typ męski (Rod Taylor), zaintrygowana owym facetem wyrusza za nim do nadmorskiej miejscowości, wyposażona w papużki nierozłączki – prezent dla jego małe siostry.

Tak sobie płynie słodka Melanie motorówką do celu, gdy niespodzianie zostaje zaatakowana przez mewę. Złośliwy ptakol wbija szpony w śliczna blond główkę. Poleje się krew, ale na szczęście fryzura zostanie nietknięta.

ptaki

Postać Melanie bardzo drażniła mnie w tym filmie. Trudno o większą idiotkę nawet we współczesnych produkcjach. Dla kontrastu panem jej serca jest błyskotliwy pan prawnik, który ratuje ją z każdej opresji.

W kłopoty Melanie pcha się z dużym entuzjazmem. Kilka dziobnięć, jej sugestywna panika, trzy zadrapania na twarzy stanowiące realne zagrożenie życia…

ptaki

Hitchcock jest mistrzem budowana napięcia. I to się w „Ptakach” udało. Wydarzenia rozgrywają się powoli, nastrój zagrożenia wzrasta z każdą kolejną sceną. Całkowity brak muzyki w filmie okazał się strzałem w dziesiątkę. „Cisza przed burzą”.

Niestety wszystko to położyło marne aktorstwo, szczególnie Tippy i beznadziejna scenografia. Nie będę się czepiać sztuczności efektów, bo tu nie ma co cudów oczekiwać.

Jeżeli ktoś zamierza mierzyć się z „Ptakami” polecam zdecydowanie wersję czarno- białą.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Aktorstwo:5

Dialogi:5

Zdjęcia:5

Oryginalność:7

Zaskoczenie:4

To „coś”:5

Zabawa:6

52/100

Mit mordercy

Psycho/ Psychoza [1960]

psycho

Obowiązkiem każdego fana grozy jest zaznajomienie się z tym obrazem. Mimo, że taki stary, taki czarno-biały, tak wolno się rozwija, nie gra tam żadna fajna dziunia, która pokaże cycki… Może właśnie dlatego warto?:)

Najpierw poznajemy Marion, młodą kobietę, rozbitą życiową sytuacją. Jest piątek, a przed nią stoi perspektywa spędzenia kolejnego samotnego weekendu, mimo iż ma ukochanego, z którym mogła by być. Ale to nie takie proste…

Może powinna dać się skusić propozycji dopiero co poznanego mężczyzny i zaszaleć w Las Vegas? A może powinna zgarnąć kasę, którą szef powierza jej w nadziei iż grzecznie zaniesie ją do banku?

Z pozoru błahe wydarzenia sprawiają, że czasami coś w człowieku pęka. Rozdwaja się. Wyłazi z nas coś złego, co przejmuje kontrolę nad naszym zachowaniem. Tak oto Marion zostaje złodziejką.

Z melodramatu o nieszczęśliwej sekretarce przechodzimy do filmu drogi. Marion bowiem postanawia nawiać z ukradzionymi 40 tysiącami dolarów. W tej podróży natrafia na najsłynniejszego kinowego psychopatę.

Coś mi się o ucho obiło, że właśnie Norman Bates został wybrany jako najczarniejszy z czarnych charakterów kina. Przebił nawet Cruelle De Mon:)

psycho

Norman, drobny przedsiębiorca prowadzi niewielki motel, niegdyś stojący przy głównej autostradzie, obecnie niegdysiejsza autostrada jest zapomnianym szlakiem.

Czy Norman wzbudzi w widzu grozę od pierwszej chwili? Skąd, nawet najbardziej przeczulony w temacie podejrzanych typków widz może się nabrać na tą niewinną twarz i cielęce spojrzenie  jakim hotelarz obdarza Marion.

Jeżeli wyda się komuś podejrzany to zapewne dlatego, że wydaje się zupełnie niepodejrzany:) Ot, skromny zahukany chłopak, który tkwi  na odludziu prowadząc kiepsko prosperujący interes, który jakimś cudem daje utrzymanie jemu i jego chorej matce…

W „Psychozie” nic nie jest takie, jakim się wydaje. Psychoza naucza nas o dualizmie świata. Wszystko ma drugie dno.

Nasza bohaterka, Marion wzdryga się na widok swojego podwójnego oblicza w lustrze, każde pomieszczenie w motelu jest tylko przedsionkiem do następnego, sprawca staje się ofiarą, żywi okazują się martwi…

psycho

„Psychoza” jest oszczędnym w formie filmem. Dużą rolę odgrywa dźwięk. Złowrogie takty muzyki zapowiadają, że oto za moment będziemy światkami czegoś strasznego.

W filmie nie ma zbyt wielu dialogów, ale wypowiedzi wszystkich bohaterów są trafne i „niezbędne”. Niezbędne oczywiście dla naprowadzenia widza na odpowiednie wnioski.

Aktorstwo na najwyższym poziomie.

Hitchocock ma niebywały talent do wyszukiwania pomysłów na scenariusz, przeważnie bazujących na opowiadaniach lub książkach, nie koniecznie znanych.

(Swoją drogą już na wiosnę będziemy mogli obejrzeć film o reżyserze i okolicznościach towarzyszącym powstaniu „Psychozy”, w roli głównej mój ukochany Anthony Hopkins.)

psycho

psycho

Film jest majstersztykiem jeśli chodzi o suspens. Perfekcyjnie budowane  jest napięcie- choć niecierpliwego widza może znudzić 40 minutowy wstęp do właściwej akcji.

Słynna scena pod prysznicem… dziś może widza rozbawić ale cóż, nie samymi efektami człowiek żyje:) Mnie osobiście urzekła także scenografia. Mały zapadły motelik ozdobiony wypchanymi ptakami, i ponury dom Bates’a w oddali.

Odkrywcze i nowatorskie jak na owe czasy wydaje się być psychologiczne podłoże rozgrywających się w filmie wydarzeń. Nie chcę jeszcze bardziej spoilerować, ale mogę zdradzić, że fani nurtu psychoanalitycznego będą mile połechtani:)

„Psychoza” stała się początkiem narodzin mitu chorego psychicznie mordercy.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:9

Klimat:10

Zabawa:8

Zaskoczenie:7

Oryginalność:7

Dialogi:7

Zdjęcia:8

To „coś”:10

Aktorstwo:9

79/100

Kinowa historia vojeryzmu

Rear Window/ Okno na podwórze (1954)

rear window

Już ponad pół wieku temu Alfred Hitchcock wiedział, jak wielką namiętnością ludzi jest podglądactwo.

W swoim dziele zaliczanym do klasyki kina, okrzykniętym arcydziełem, reżyser z humorem i pewną brutalną dosadnością obnaża tę ludzką wadę – Zanim powstały seriale telewizyjne i różnorakie reality show.

Fotograf Jeff, poszukiwacz przygód, niespokojny duch, na sześć tygodni zostaje przykuty do wózka z powodu złamanej nogi. W tej roli mamy James’a Stewart’a – warto obejrzeć ten film chociażby ze względu na kunszt aktorów starej daty.Partneruje mu ślina Grace Kelly, która wciela się w rolę wielkomiejskiej damy Lisy, dziewczyny Jeff’a.

Lisa i pielęgniarka, która pomaga Jeff’owi w codziennych sprawach są mu jedynymi towarzyszami. Tyle zgryźliwe co inteligentne uwagi pielęgniarki (Thelma Ritter) jeszcze bardziej uwydatniają podwójne dno filmu inspirowanego mało znanym opowiadaniem „It had to by murder”.

okno na podwórze

okno na podwórze

Poza odwiedzinami dwóch pań jedyną rozrywką Jeff’a jest podglądanie sąsiadów. Tu na wielkie brawa zasługuje sposób prowadzenia kamery. Ujęcia są konstruowane w ten sposób iż mamy wrażenie jakbyśmy wraz z Jeffem tkwili w apartamenciku i obserwowali z ukrycia życie sąsiadów. Tą perspektywę zawdzięczamy powolnym ruchom kamery, które dokładnie obejmują całe sąsiedztwo.

Jeff obserwuje życie w sąsiedztwie,co i rusz skupiając uwagę na innym oknie, tak jakby zmieniał kanały w tv. W telewizji sąsiedzkiej ma do wyboru między innymi komediowy serial o młodym małżeństwie, dramat kobiety czekającej na miłość swojego życia – „panny samotne serce”, twórcze postępy artysty komponującego muzykę i… dreszczowiec, w który nasz bohater zostaje uwikłany przez swoje wścibstwo.  Jeff bowiem jest przekonany, że jego sąsiad zamordował swoją żonę. Z pomocą pielęgniarki i narzeczonej podejmuje śledztwo w tej sprawie.W miarę rozwoju fabuły ciągle miotamy się raz wierząc wraz z Jeff’em w tą straszną historię, raz przytakując racjonalizmowi i skłaniamy się do poglądu że Jeff’owi odbija z nudów.

Świetnie poprowadzony wątek kryminalny nie jest głównym atutem filmu. „Okno na podwórze” dobitnie uświadamia widzowi, że prawdziwe tragedie dzieją się tuż obok nas, a od ludzi potrzebującym pomocy dzieli nas tylko szyba okna na podwórze.

okno na podwórze

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:8

Aktorstwo:8

Dialogi:9

Zdjęcia:9

Zabawa:9

To „coś”:8

Zaskoczenie:8

Oryginalność:8

79/100