Archiwa tagu: australijski horror

Australijski gatunek

Primal/ Instynkt drapieżcy (2010)

primal recenzja

Grupa znajomych wybiera się na kemping na australijskim odludziu. Nie jadą tam jednak imprezować – przynajmniej niektórzy –  tylko zbierać materiały do doktoratu. Nie wiem, co dokładnie mieli tam zbadać, ale duże zainteresowanie wzbudziły w towarzystwie ścienne malowidła w jaskini. Ekipa jak na poważnych naukowców przystało obfotografowała rysunki natomiast przeszła do porządku dziennego nad zmutowanych królikiem z mega zębiskami:) Przesłanek co do tego, że coś jest nie tak z miejscową fauną i florą jest znacznie więcej jednak wszystkie zostają przez bohaterów zignorowane i dopiero tragiczna w skutkach kąpiel w miejscowych wodach sprawia, że zaczynają coś chwytać.

primal recenzja

“Primal” to klasycznie głupi survival horror, połączony poniekąd z animal atack. Bohaterzy muszą stoczyć krwawą walkę z osobą, która niegdyś była im bliska,  teraz jednak zmieniła się w krwiożerczego stwora.

Początek filmu nasunął mi myśl, że będzie to obraz w stylu “Ruins“, ale gdzie tam, zupełnie nie ta półka.

Muzyka, zdjęcia, sceny gore– jak najbardziej na plus, ale niestety scenariusz jest już po prostu głupi, bohaterzy zachowują się idiotycznie, a sam wątek przewodni jest zbyt absurdalny żeby można było mówić o jakimkolwiek realizmie sytuacyjnym.

primal recenzja

Im dalej w las tym gorzej, a finałowe sceny przedstawiają już tak niestworzone wydarzenia, że mogą opaść ręce.

primal recenzja

Z nudów, można obejrzeć, ale nie jest to horror, który bym komuś mogła polecić. Tępo akcji jest na tyle szybkie, że mimo wszytko z rozbiegu można cały film obejrzeć🙂

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:4

Klimat:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:3

Zdjęcia:7

Aktorstwo:4

To coś:2

Oryginalność:6

Dialogi:4

47/100

Na łonie natury

Long Weekend/ Długi weekend (1978)

&

Long Weekend/ Długi weekend (2008)

długi weekend recenzja

długi weekend recenzja

Na okoliczność długiego weekendu majowego będzie dziś o dwóch produkcjach traktujących o weekendowych przygodach pewnych małżeństw.

Po raz pierwszy horror “Długi weekend” został nakręcony jeszcze w latach ’70 przez Colina Egglestona na podstawie scenariusza Everetta De Roche. W roku 2008 doczekaliśmy się remake w wykonaniu Jamie’go Blanksa. Autorem scenariusza znowu był De Roche.

Peter i Marcia (W przypadku remake:Carla) wybierają się na weekendowy wypoczynek za miasto. Ku rozpaczy kobiety Peter zamiast zabrać żonkę do ekskluzywnego hotelu pakuje ją do terenówki i wywozi na zapomnianą przez ludzi australijską plażę. Kobieta nie jest delikatnie mówiąc zachwycona… Przez dłuższą część obydwu filmów obserwujemy potyczki pary. Ona jest obrażona, on wkurwiony, później ona jest wkurwiona, a on sfrustrowany…

Jako że nie mamy tu do czynienia z melodramatem lecz z horrorem obraz relacji partnerskiej w końcu schodzi na dalszy plan, bo of course zaczynają się dziać dziwne rzeczy.

długi weekend recenzja

Miastowi niezbyt obyczajnie zachowują się w plenerze: tu kangurka potracą, tu butelki rozrzucą, biedne mróweczki potraktują środkiem owadobójczym etc. Matka natura ma jednak na to swoją odpowiedz.

długi weekend recenzja

Horror ekologiczny – nie wiem czy to trafne określenie, ale niechaj będzie – nie jest tak niespotykanym tematem, jak by się wydawało. Pisałam tu już o horrorze Last winter”, w którym to bohaterzy zostają dopadnięci przez duchy ekosystemu na dalekiej północy. Znanym filmem poruszającym ten motyw jest także “The Happening”. Jednakże jako prekursorowi tegoż pomysłu palmę pierwszeństwa należy oddać Egglestonowi i jego “Long weekend” z 1978 roku.

W porównaniu z wyżej wymienionymi filmami akty zemsty dokonywane na bohaterach przez matkę naturę są mniej nadprzyrodzone. Początkowo mogłoby się wydawać- nic wielkiego, nic nadzwyczajnego – przyroda nie wytacza od razu ciężkich dział. Ostrzega naszą parę, grozi palcem, niestety żadne z nich nie widzi płynącego z tego morału.

długi weekend recenzja

Coś się dzieje, coś niedobrego, ale tylko wszech wiedzący widz ( a jakże) dzięki wprowadzeniu przez twórców w odpowiedni nastrój, dzięki klarownym podpowiedziom, wskazywaniu palcem winowajców, zrozumie co tu się wyprawia.

Pisząc o nastroju mam tu na myśli ciepły słoneczny klimat, cudowny krajobraz dzikiej, australijskiej przyrody, który z momentu na moment zmienia się w duszny, mroczny, ciężki by stać się polem bitwy dla walki człowieka z naturą.

długi weekend recenzja

Jeżeli miałbym wskazać faworyta z pośród tych dwóch produkcji postawiłabym rzecz jasna na oryginał. Nawet efekt pierwszeństwa (najpierw obejrzałam remake) nie obroni nowszego filmu, gdyż to oryginał miażdży klimatem. Muzyka filmowa, która jakby ożywia się w momentach, gdy matce naturze dzieje się krzywda silnie przykuwa uwagę i to właśnie ona jest tym palcem wskazującym widzowi winowajców.

Nowsza produkcja nie jest wiele gorsza, scenariusz praktycznie co do joty ten sam, choć trochę jakby chciał złagodzić przestępstwa bohaterów, usprawiedliwić ich. W oryginale Peter to totalny miastowy wsiok- ale oksymoron – który pcha się w dzicz nie bardzo wiedząc po co, sowicie sobie popija, strzela do wszystkiego co się rusza, jak nic się nie rusza to też sobie postrzela ,bo jest taki fun i  stara się cały czas robić na złość swojej lubej. W remake mamy sytuacje trochę inną – obydwoje są bez wątpienia idiotami, ale chyba nie aż tak… Starsza produkcja bardziej przejaskrawia ich zachowania.

długi weekend recenzja

Filmy na pewno zainteresują zwolenników plenerowych horrorów, żalem zacisną gardziołko wrażliwemu na krzywdę fauny i flory. Ostrzegam jednak, że nie są to produkcje obstawione efektami i wartką akcją.

Moja ocena:

Długi weekend: 7/10

Długi weekend- remake: 6/10

Patrz i ucz się

Acolytes/ Akolici (2008)

akolici recenzja

Akolita z definicji jest amatorem. To człowiek aspirujący do zostania “Kimś”. To ktoś kto dopiero się uczy.

“Akolici” to horror Australijski. Doświadczenie  z twórczością Australijczyków nakazywałoby spodziewać się czegoś bardzo brutalnego, krwawego, ale nie tym razem.

Mark przyjaźni się z Chalsey  i jej chłopakiem Jamesem. Pewnego dnia po szkole szwendając się po pobliskim lesie napotyka mężczyznę, który ni mniej ni więcej zakopuje czyjeś zwłoki. Mark wraz z przyjaciółmi postanawia sprawdzić kto leży w leśnym grobie.

akolici recenzja

Okazuje się, że została tam pochowana naga kobieta. Nastolatki łączą to z zaginięciami w okolicy. Początkowo chcą anonimowo zgłosić znalezisko na policji, ale w końcu zmieniają zdanie i nieśmiały Mark wpada na pomysł wyśledzenia mordercy kobiety. Wie jakim samochodem jeździ mężczyzna, wie, że mieszka gdzieś w okolicy. Nic prostszego.

Dzieciaki nie chcą jednak znaleźć mężczyzny by oddać go w ręce wymiaru sprawiedliwości tylko po to, by użyć go do pozbycia się pewnego oprycha, który kilka lat temu zgwałcił Jamesa i Marka, gdy ci byli bezbronnymi dzieciakami.Kłopot w tym, że Pan Morderca wcale nie ma ochoty poddać się szantażowi trójki wyrostków. W miarę rozwoju akcji okazuje się, że jedno z nastolatków wydaje się być na jak najlepszej drodze do przerośnięcia mistrza.

akolici recenzja

akolici recenzja

Film zapowiadał się na typowy teen horrorek. Obawiałam się, że będzie to coś w stylu “Grabarza” jednak już po pierwszych minutach filmu zorientujemy się, że nie jest to film tak prosty jak amerykańska produkcja. Tło wydarzeń, charakterystyka bohaterów, klimat, znacznie przerasta to, co można nazwać banałem. To zapewne ma wpływ na marną ocenę na FB. Zawsze jest to kwestia oczekiwań widza. Jeśli ktoś szuka historii o bananowych dzieciach, którzy spotykają Pana morderce, który przez pozostałą część filmu będzie ich ścigał z łopatą, będzie pisk, cyki i miłosne wyznania to raczej nie zainteresują go Akolici.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:7

Zdjęcia:7

Aktorstwo:7

Zabawa:7

Dialogi:6

Zaskoczenie:8

To coś:7

Oryginalność:7

67/100

“Trzy małpki huśtają się wśród drzew i drażnią pana krokodyla”

Black water/ Martwa rzeka (2007)

martwa rzeka

To chyba pierwszy animal attack o jakim tu wspominam. Nie chciałam tego podgatunku traktować po macoszemu, ale ja po prostu takich filmów nie lubię. Przyszedł jednak czas na “Martwa rzekę”, raczej niskobudżetową produkcję australijską.

Grace, jej mąż Adam i siostra Lee wybierają się na wycieczkę małą łódeczką po rzece. Tak sobie płyną, gdy niespodzianie ich łódeczka zostaje wywrócona przez krokodyla. Ich nie wart wspomnienia przewodnik szybko zostaje pożarty, a Adam, Grace i Lee znajdują schronienie na drzewie.

martwa rzeka

W tym miejscu rozpoczyna się walka o przetrwanie, którą będziemy śledzić przez półtorej godziny, raz z większym, raz z mniejszym zaangażowaniem.

Aktorskie naturszczyki wypadają bardzo sympatycznie przed kamerą. Krokodyl też prezentuje się okazale i co więcej jest prawdziwy, nie wygenerowany komputerowo. Podobno w czasie kręcenia filmu zeżarł jedną kamerę:)

martwa rzeka

Cała sekwencja przyczynowo skutkowa w fabule jak na film z podgatunku animal attack całkiem sensownie trzyma się kupy. Nie została ozdobiona nadmiernie przedramatyzowanymi chwilami rzewnych pożegnań, miłosnych wyznań i tym podobnego bełkotu. Bohaterzy sporo milczą i po prostu patrzą na brudną rzekę wypatrując krokodyla. Może się to wydawać monotonne, ale jednak sprzyja budowaniu napięcia bardziej niż histeryczne szczebiotanie.

Niestety scenariusz oparty jest na tym samym błędnym przekonaniu, co większość filmów, w którym bohaterom przychodzi zmierzyć się niebezpiecznym zwierzęciem. Zazwyczaj- i tak też jest w przypadku “Martwej rzeki”-  zwierz przebiegłością i finezją dorównuje filmowym psychopatom. Działa tak, jak by specjalnie chciał pognębić rozbitków, a nie ich po prostu sobie zjeść.

martwa rzeka

Film dostaje ode mnie duży plus za: zaskakujące – jak dla mnie- wytypowanie jedynego, który przeżył – biorąc pod uwagę filmowe tendencję, obstawiałam inną osobę, oraz za sceny “tańca z krokodylem”, które to jak na niskobudżetowy film wypadają bardzo dobrze.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Dialogi:6

Aktorstwo:6

To coś:6

Oryginalność:4

Zdjęcia:6

58/100

Sen we śnie 26

Picnic at Hanging Rock/ Piknik pod wiszącą skałą (1975) – Film

vs

Picnic at Hunging Rock/ Piknik pod wiszącą skałą Joan Lindsay – książka

piknik pod wiszącą skałą fil i książka

piknik pod wiszącą skałą film i książka

Historia pt. “Piknik pod wiszącą skałą” jest jak impresjonistyczny obraz. Widzimy tylko rozmazane kontury zdarzeń. Obraz jest silnie prześwietlony australijskim słońcem. Nic nie jest takie jakim się wydaje. Ta historia spokojnie mogła by być snem.

Trudno napisać recenzję filmu, który obejrzałam dzisiejszego poranka, nie wspominając o książce, na podstawie, której powstał.

Powieść australijskiej pisarki powstała rzekomo na podstawie autentycznych wydarzeń. Tu, z miejsca mogę wyprowadzić czytelnika, czy ewentualnego widza z błędu. Swego czasu przeszukałam dostępne mi źródła (tak, wuj google:) w celu dokopania się do jakiś dokumentów dotyczących sprawy. Nic oczywiście nie znalazłam. Historia jest fikcyjna. Jeżeli bliżej jej się przyjrzeć można się dopatrzeć wielu pomyłek fabularnych, które o tym świadczą. Chociażby święto świętego Walentego w roku 1900, kiedy to rozgrywa się akcja, wypadło w środę. Wg. historii opisanej przez Joan, była to sobota.

Książkę czytałam bardzo dawno temu, jeszcze za nim dowiedziałam się, że istnieje ekranizacja. Do tej pory pamiętam bolesną przeprawę przez tą opowieść. Książki raczej nie polecę. Chyba, że ktoś jest fanem NA PRAWDĘ rozwlekłych opisów i nadmiernie kwiecistego języka. Jeśli chodzi o fabułę, adaptacja filmowa jest bardzo wierna książkowemu pierwowzorowi.

Pamiętam, że po lekturze “Pikniku…” byłam bardzo rozczarowana, gdy okazało się, że autorka nie znalazła żadnego zakończenia wyjaśniającego opisane wypadki.

Film w dużej mierze przyczynił się do popularyzacji książki. Ekranizacja Petera Weina jest zaliczana do klasyki kina i jeśli o mnie chodzi to w pełni zasługuje na miano arcydzieła, jakim został okrzyknięty. Jednak jak to zazwyczaj bywa z arcydziełami, klasykami kina, czy literatury, grono zadowolonych odbiorców nie jest zbyt szerokie. Na pewno więcej osób przyzna wyższość filmowi niż książce.

Historia, którą opowiada nie trafi do każdego, nie każdy będzie zadowolony z takiego rozwiązania, jakim jest pozostawienie tajemnicy tajemnicą do końca. Ja, ostatecznie, po rozważeniu wszystkich za i przeciw jestem na tak, choć jak wspomniałam po przeczytaniu książki byłam rozczarowana 🙂 O tym dlaczego zmieniłam zdanie, będzie później.

Rok 1900, Woodend, Australia. Dzień świętego Walentego. Mieszkanki pensji dla panien Appleyard College wraz z nauczycielką algebry wybierają się na piknik nieopodal tytułowej Wiszącej Skały. Powieściowy opis tego miejsca jakoś nie pobudził mojej wyobraźni, jednak obraz australijskiej prerii zaprezentowany w filmie jest bardzo sugestywny: Wielka skała, “czekająca od milionów lat”, palące słońce i grupa dziewcząt w jasnych sukniach i kapeluszach oddająca się u jej podnóży biernej kontemplacji. Obraz iście rajski. Dziewczęta wyglądają jak zawieszone w czasie, senne nimfetki. Zupełnie odcięte od tego co dzieje się poza nimi. W tle przejmująca muzyka grana na lutni.

piknik pod wiszącą skałą film i książka

piknik pod wiszącą skałą film i książka

Czwórka z nich postanawia oddalić się trochę od reszty grupy. Wiedzione jakąś dziwną siłą wspinają się wyżej i wyżej, penetrując zakamarki czarownego miejsca. Tylko jedna z nich, pulchna Edith, narzeka na zmęczenie i złe samopoczucie. Wydaje się nie wrażliwa i wręcz oporna na mistyczną moc, która niesie pozostałe dziewczęta. Jest zdziwiona ich zachowaniem. Dziewczęta zdejmują buty, pończochy, jakby całkowicie chciały zjednoczyć się z przyrodą, spacerują bosymi stopami po piasku, pustynnej roślinności i ostrych kamieniach. Prowadzą jakieś niejasne, przesiąknięte odległą metaforyką rozmowy- tak z resztą dzieje się już niemal od początku filmu- jakby dziewczęta w pewnym sensie były przygotowane na coś niezwykłego. Dziwność ich słów i zachowań narasta w raz z rozwojem zdarzeń.

piknik pod wiszącą skałą film i książka

W końcu trójka dziewcząt  znika w jednym z zakamarków w śród plątaniny skał zostawiając rozhisteryzowaną i zapłakaną Edith. Dziewczyna jest w szoku. Nie wie czego świadkiem tak naprawdę była. Biegnie do reszty grupy, gdzie dowiaduje się, że i nauczycielka gdzieś wsiąkła. Nikt nie jest w stanie wyjaśnić zniknięcia czterech dziewcząt i nauczycielki.

Tak pozostanie aż do końca tej historii.

piknik pod wiszącą skałą film i książka

Mam kilka swoich teorii na temat okoliczności zniknięcia dziewcząt. Nie będę się jednak nimi dzielić, żeby nie sugerować nic tym, którzy z opowieścią, czy książkową, czy filmową, zamierzają się dopiero zapoznać. Właśnie ta tajemniczość, ta mnogość różnych skojarzeń i dowolność interpretowania jest największą zaletą tej opowieści. Każdy dopatrzy się tu czegoś innego.

Istnieje wydany po śmierci autorki ostatni rozdział powieści, wyjaśniający co stało się z dziewczętami. Pierwszy wydawca nie zgodził się na inne zakończenie, chciał pozostawić historię taką, jaką była. Nie dziwię mu się wcale, gdyż rozwiązanie zaproponowane przez autorkę powieści, po pierwsze psuje to co w historii najwartościowsze i po drugie, dla mnie osobiście wydaje się poniżej poziomu całej historii.

SPOILER: A jest ono takie: Do trzech ze spacerujących dziewcząt dołącza ich nauczycielka, w samej bieliźnie. Przekonuje jej do zdjęcia gorsetów. Wszystkie  trafią do szczeliny w skale podążając za wężem, uprzednio zostają zmienione w jakieś gady, czy płazy. (WHAT THE FUCK?) Kwestia jakiś manipulacji przy czasoprzestrzeni nasunęła się i mnie, ale bez ewoluowania w zwierzęta i znikania w dziurach. Ah i jeszcze jedno ad. tego rozdziału: dziewczyna, która zostaje odnaleziona po tygodniu nie zdążyła zmienić się w gada/płaza i zniknąć gdyż spadający głaz zamknął szczelinę.KONIEC SPOILERA

Moja ocena:

Piknik pod wiszącą skałą- książka: 6/10

Piknik pod wiszącą skałą- film: 9/10