Archiwa tagu: blogi o książkach

Wyniki konkursu

WYNIKI KONKURSU PATRONACKIEGO

Drodzy Parafianie, dziś spieszę do Was z wynikami konkursu patronackiego, który ogłosiłam w połowie listopada. Waszym zadaniem było między innymi wymyślenie pytania, które stanie się częścią wywiadu z debiutującym autorem. Miały być trzy nagrody książkowe, ale będą cztery, bo Mikołaj bogaty;) . Powieści T. S. Tomson’a  „Próba sił” powędrują do:

1. Piotra G.

2. Jacka G.

3. Rafała P.

4. Kingi J.

W imieniu swoim i autora dziękuję wszystkim za udział i mam nadzieję, że po przeczytaniu książek podzielicie się z gromadą swoimi wrażeniami;)

A całość wywiadu z autorem opublikuję jutro, czekajcie, bo warto;)

Najbardziej nawiedzony dom w Ameryce

Amityville Horror – Jay Anson

Jest grudzień 1975 roku. Rodzina Lutz, Katie, jej dzieci z pierwszego małżeństwa i mąż George wprowadzają się do nowego domu w Amityville przy Ocean Avenue 112. Dobili świetnego interesuje nie zrażeni krwawą historią posiadłości. Niestety ich amerykański sen zmienia się w koszmar, gdy dom okazuje się nawiedzony.

Tak, Moi Drodzy, przed Wami pierwsze polskie wydanie książki o nawiedzonym domu Amityville znanym na całym świecie głównie za sprawą serii filmowych horrorów.

Nie wiem jak to się stało, że do tej pory żaden polski wydawca nie zdecydował się na przetłumaczenie książki i przedstawienie jej polskim czytelnikom. Na szczęście jest Vesper, na Vesper zawsze można liczyć. Wydana w twardej oprawie książka, przyciąga okładką i tradycyjnie uzupełniona jest o ilustracje, mroczne ilustracje autorstwa Macieja Kamudy. Prezentuje się świetnie i myślę, że nawet bez stosownej rekomendacji każdy fan horrorów będzie chciał mieć ją na swojej półce.

Osobiście byłam szalenie ciekawa zawartości. Moim głównym pytaniem było na ile książkowy oryginał  różni się od ekranizacji i jej remake’u? I tu szok pierwszy: Jody jest chłopcem. Tak więc – różnice są.

Książka powstała na podstawi relacji rodziny Lutz, spisanej przez pisarza Jay’a Andsona, który jak szybko zorientujecie się czytając wstęp wydawał się gorąco wierzyć słowom bohaterów. Myślę też, że sporo dodał tam od siebie, żeby uatrakcyjnić historię i tak w dwa lata po krótkim, bo zaledwie 28 dniowym, pobycie Lutzów na Long Island po raz pierwszy wydano „The Amityville Horror”.

Gdy już przebrnęłam przez wstęp, który bardziej mnie zniechęcił niż uwiarygodnił sprawę, miałam obawę, że książka przyjmie postać czegoś w rodzaju literatury faktu ze skrzętnie wyliczonymi emanacjami zjawisk nadprzyrodzonych i bez jakiejkolwiek fabuły. Okazało się, że jest inaczej co jest niewątpliwym plusem książki. Czyta się ją ot, jak powieść, gdzie mamy wstęp, rozwinięcie, punkt kulminacyjny i zakończenie. Znajdzie się przestrzeń na stworzenie portretów psychologicznych bohaterów, na zbudowanie napięcia i klimatu. Język jest przystępny.

Oczywiście dla większości czytelników, którzy jak mniemam znają już tą historię za sprawą filmów nie będzie aż takiego wow, jak u zupełnych neofitów, nie mniej jednak nadal uważam, że dla fanów grozy jest to pozycja obowiązkowa.

Moja ocena: 8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Vesper

Ze śniegiem wracam

Zimowe nawiedzenie – Dan Simmons

Dale Stewart po tym jak jego życie prywatne i zawodowe legło w gruzach popada w depresję. Nie chce już żyć, ale wychodzi cało z samobójczej próby. Jednak jego psychika jest w strzępkach, a on czuje, że musi się cofnąć bo stoi o krok od przepaści.

Cofa się aż do krainy dzieciństwa, małego miasteczka w Ilinois, gdzie pewnego lata doszło do serii niewytłumaczalnych wydarzeń. Pisarz postanawia na nowo skonfrontować się z przeszłością. Nadchodzi zima gdy Dale Stewart wraca do Elm Haven.

Tak, „Zimowe nawiedzenie” jest kontynuacją „Letniej nocy”, mimo, że pomiędzy publikacjami obydwu książek pojawiły się jeszcze dwa tytuły powiązane z tematem.

Jeśli pamiętacie „Letnią noc” pamiętacie też Dale’a. Dale wraca do miasteczka i lokuje się na farmie niegdyś należącej do rodziny jego nieżyjącego przyjaciela, Dune’a.

W recenzji „Letniej nocy” wspominałam, że był on moim ulubionym bohaterem i bardzo odżałowałam jego śmierć, to też z radością przyjęłam fakt, że Dune nie umarł tak do końca;) Dune Mc Bride, który przecież chciał zostać pisarzem, jest narratorem „Zimowego nawiedzenia”.

„Zimowe nawiedzenie”, choć tytuł dość jednoznacznie wskazuje nam gatunek do jakiego należałoby przypisać powieść ma w sobie tyle samo horroru co powieści psychologicznej.

Być może dlatego, miłośnicy „Letniej nocy” byli nieco rozczarowani, bo jeśli chodzi o wartkość akcji jest zdecydowanie bardziej stonowana. Grzebanie w zatartych wspomnieniach, umartwianie nad obecnym stanem rzeczy, kiepskie widoki na przyszłość. Nie brzmi wesoło, ale czy Dan Simmoms pisze wesołe historie? No nie. Mnie „Zimowe nawiedzenie” bardzo przypadło do gustu.

Moja ocena: 8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i s-ka

Nikt Ci nie uwierzy

Niewiarygodne – Ken Armstrong, T. Christian Miller

Rok 2008. Przedmieścia Seattle. Nastoletnia Marie zgłasza na policji gwałt. Wg. słów dziewczyny zamaskowany napastnik wdarł się do jej domu, obezwładnił ją i dokonał gwałtu. W toku prowadzonego śledztwa, pod presją kolejnych przesłuchań, pytań podważających wiarygodność dziewczyny postanawia ona wycofać zgłoszenie. Teraz to Mary staje przed sądem, oskarżona o składanie fałszywych zeznań. Ale jak było naprawdę?

„Niewiarygodne” nie jest historią samego gwałtu, a raczej jego konsekwencji dla ofiary. Media, fundacje, organizacje pożytku publicznego, osoby pracujące z ofiarami gwałtów, a nie rzadko i same ofiary apelują do społeczeństwa by nie pozostawiać sprawców przestępstw bezkarnymi. Te apele jednak nie zdają się na wiele bo statystyki mówią sam za siebie – większość ofiar przestępstw seksualnych nie zgłasza się na policję. Dlaczego? O tym właśnie opowie Wam książka „Niewiarygodne”.

Być może jej tytuł jest już Wam znany, bo na podstawie tej samej historii, którą przywołują autorzy powstał serial Netflixa. Serial, swoją drogą bardzo dobry, jednak to książce oddaje palmę pierwszeństwa.  Książka wywiera silny wpływ na czytelnika. Mamy możliwość poznać perspektywę różnych osób i ich spojrzenie na sprawę. Możemy wierzyć. Możemy się wahać i wątpić.

Wersja filmowa może się wydawać atrakcyjniejsza w odbiorze, ale pomija wiele kwestii, scenariusz nie jest w stanie zmieścić tego ogromu krzywdy jaki został wyrządzony bohaterkom książki. Tak, bo bohaterek jest więcej. W dwa lata po donosie Mary, gdy tej została już przypięta łatka ‚niewiarygodnej’ na światło dzienne wychodzą kolejne przestępstwa, łudząco przypominające to rzekomo nie popełnione na Mary. Tu muszę pochwalić walory stricte detektywistyczne książki. Musimy dojść do tego kto jest sprawcą i jak działa. Czemu wybierał właśnie takie ofiary, co je łączy? Jego zamysł okaże się cokolwiek szokujący.

Nie mamy tu do czynienia z historią wymyśloną. To literatura faktu, choć może się wydawać… hym… jak mówi sam tytuł ‚niewiarygodna’.

Bardziej wytrwałych zachęcam do lektury, dla leniuszków, polecam wersję serialową.

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca

Córki, siostry, morderczynie

Córeczki – Adrian Bednarek

Ewa jest niedoszłą policjantką prowadzącą sklep z drogimi, sportowymi butami. Pola to niedoszła studentka medycyny trudniąca się dawaniem lekcji pole dance. Obie zupełnie różne kobiety łączy silna więź. Silniejsza niż więzy krwi, która nawiązała się w czasie dwóch sądnych dla nich nocy jeszcze w czasach dzieciństwa. Każda z nich kogoś wówczas straciła. Obie zyskały życie, to wtedy przestały być ‚córeczkami’, a stały się ‚siostrami’, które przetrwały. Po latach samotnego dźwigania ciężaru traumatycznej przeszłości spotykają się by poznać odpowiedzi.

Nowa książka Adriana Bednarka wylądowała. To już trzecia powieść z poza ‚diabelskiej’ serii, więc wszyscy Ci, którzy żywili obawę, że Adrian będzie pisarzem jednego pomysłu mają już solidne zapewnienie, że tak nie jest. „Córeczki” to powieść, którą miałam okazję czytać jeszcze przed wydawcą i mam nadzieję, że redakcja jakoś znacznie nie wpłynęła na jej kształt, bo inaczej pisząc o niej popełnię jakąś gafę;) Swoją drogą, na Adriana spadł fejm w postaci polecajki  na okładce od -powiedzmy- sław polskiego kryminału. Hoho. Muszę w końcu poczytać tą Puzyńską, jak poleca Bednarka to może nie jest najgorsza;)

Wszyscy, którzy znają poprzednie książki Adriana, wiedzą, że lubuje się on w czarnych kobiecych charakterach. Nawet jeśli są tylko widmem przeszłości jak w przypadku Klary Sobańskiej, to autor wyposaża białogłowy w ostre pazurki.

Takie są też tytułowe córeczki. Moja imienniczka Ewa, postać która zaskarbiła sobie o wiele więcej mojej sympatii, niż młodsza bohaterka Pola, to inicjatorka całego zamieszania. To ona chce poznać odpowiedzi na dręczące ją pytania. to ona chce zdemaskować człowieka, który pewnej nocy wdarł się do jej rodzinnego domu i…

Samotne śledztwo nie przynosi jednak większych rezultatów, do czasu gdy natyka się na historię łudząco podobną do jej własnej. Odszukuje więc drugą ‚córeczkę’, Polę. Od tej pory narwana Pola łączy siły z Ewą i razem rozpoczynają polowanie na widmową postać człowieka nazywanego przez nie „Strachem na wróble”. Moi drodzy, nie mogę Wam zdradzić zbyt wiele. Nie powiem co spotkało obydwie dziewczyny, bo choć sama szybko domyśliłam się o co się tu rozchodzi, nie chce psuć potencjalnej niespodzianki czytelnikowi. Tym bardziej nie mogę zareklamować książki wychwalając walory pierdolca głównego antybohatera. Pierdolec jest dobry i myślę, że nikt nie powinien być rozczarowany personą głównego czarnego charakteru.

Tak jak powinno się to odbywać w porządnym thrillerze „Córeczkom” nie zabraknie napięcia, nastroju tajemnicy i kilku mocniejszych smaczków. Charakterne dziewczyny grają ostro, a ich przeciwnik też do amatorów nie należy. Adrian zadbał też o kontekst psychologiczny tworząc obrazy dość specyficznych rodzin. Relacje między matkami a córkami są opisane w sposób mogący zadawać kłam o bezgraniczności rodzicielskiej miłości. Myślę, że w przypadku większości z Was pojawi się w głowie pytanie: a co ja bym zrobił?

Najważniejsze jest jednak to, że historia wciąga i każdy kto się z nią zetknie będzie chciał wraz z bohaterkami znaleźć odpowiedzi.

Moja ocena:8/10

Za książkę dziękuję autorowi

Mam wiele pytań

Nie mam więcej pytań – Gillian McAlister

Dwie siostry spotykają się na sali sądowej. Jedna jest ofiarą pragnącą poznać prawdę o śmierci swojej córeczki, druga jest oskarżoną, potencjalnie winną śmierci siostrzenicy.

Wybaczcie mi taki skrótowy opis, ale czasem mniej znaczy więcej. 

Książka Gillian McAlister brytyjskiej pisarski, którą jeden tytuł dzieli od debiutu, jest właśnie taka: nie pojawiają się w niej zbytki w postaci opasłych opisów, a faktów, które znamy u jej początku jest doprawdy niewiele.

Historia przyjmuje formę dramatu sądowego, bo praktycznie wszystkie wydarzenia dzieją się właśnie tam na sądowej sali. To dzięki zeznaniom kolejnych świadków poznajemy poprzedzające teraźniejszą sytuację wydarzenia.

Każdy kto zna „Dwunastu gniewnych ludzi”, „Zabić drozda”, czy inne tego rodzaju opowieści, wie, jak wciągające mogą być opowieści przedstawiane z perspektywy procesu sądowego. Nie inaczej jest w przypadku „Nie mam więcej pytań”.

Tytuł zawiera słowa klucze, które pojawiają się w każdym rozdziale i zwykle stanowią kropkę nad i w kolejnej relacji. A relacji jednego wydarzenia, jednego wieczoru jest wiele. Mamy tu do czynienia  z niełatwą kilkuosobową narracją. To pozwala nam na śledzenie tej sytuacji z kilku perspektyw. To coraz popularniejszy chwyt bo łakomy wiedzy czytelnik chce wiedzieć jak najwięcej. A dobry pisarz wie jak ten apetyt wykorzystać. Im więcej wersji tym większe zamieszanie, większa huśtawka. Szala winy i niewinności przechyla się to na jedną to na drugą stronę.

Poza niewątpliwie intrygującą kwestią oskarżenia o morderstwo mamy tu do czynienia z całą masą wątków mogących w znacznym stopniu wpłynąć na nasz odbiór tej historii.

Poznajmy tu dwie siostry, ciekawe osobowości bez dwóch zdań. Jedna jest roztargnioną artystką ze skłonnością do kieliszka, druga wzorową obywatelką spełniającą się w pracy charytatywnej. Z tym że artystka jest ciepła, spontaniczna i  mimo swoich wad budzącą sympatię osobą. Pani wzorowa wydaje się zimna i nieprzystępna, coś tłumiąca, coś ukrywająca. Czy w takiej sytuacji łatwo uzyskać klarowny osąd? Zdecydowanie nie i na tym właśnie polega siła tej książki. Nie oderwiecie się do czasu, gdy faktycznie nie będzie już o co zapytać.

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i s-ka