Archiwa tagu: chatroom recenzja

Suicideroom

Chatroom/Pokój na czacie (2010)

chatroom recenzja

Na wstępie muszę coś wyjaśnić, bo znowu mamy kwas na plakacie, Polscy dystrybutorzy najwyraźniej chcieli kogoś mile połechtać. „Światowa odpowiedz na „Salę samobójców”… Żadna tam odpowiedz na żadną salę. „Chatroom” powstał w 2010, „Sala samobójców” w 2011. Co tu jest odpowiedzią na co, nasuwa się dość szybko.

Brytyjska produkcja Hideo Nakaty, reżysera „Dark water” i „Ringu” opowiada o piątce nastolatków którzy spotykają się pewnego dnia w wirtualnym świecie czatu. Przywódcą tego stada, a także założycielem chatowego pokoju jest William. Charyzmatyczny, wygadany, bez wątpienia bystry. Od razu nasuwa się pytanie, o to czemu ktoś obdarzony tak zacnymi przymiotami musi szukać przyjaźni w sieci. Szybko zorientujemy się że coś jest z nim nie teges. Tymczasem jego czatowym przyjaciołom:ślicznej Ewie, zahukanej Emily, Jimowi i Mo zajmie to sporo czasu.

chatroom recenzja

Film jest zrobiony w fajny nowatorski sposób. Ale bez takich dziwnych akcji z grafiką komputerową jakie mogliśmy oglądać w okrzyczanej „Sali samobójców”. Świat czatu przedstawiony jest jako budynek z niezliczona ilością pokoi w których spotykają się ludzie. Mimo iż „ciałem” wszyscy siedzą na dupach przy komputerach widzimy ich jednocześnie w równie realnych odsłonach przebywających w czatowych pokojach. Rozmawiają ze sobą twarzą w twarz, dotykają się, całują. Taka forma prezentowania świata wirtualnego unaocznia nam jak silnie może on wydawać się realny. Bardziej realny niż życie „po za” czatem.

chatroom recenzja

Film przyczynił się do burzy na portalach filmowych. Ma tyle samo przeciwników co zwolenników. Niektórzy zarzucają mu nudę i jestem w stanie to zrozumieć, ale nie znaczy to, że się z tym zgodzę. (Jak dla mnie film o niebo lepszy od sali samobójców, która moim zdaniem znowu była filmem o niczym, gładkim ślizgiem po schematach: bogaty chłopak-rozwydrzony chłopak-emo chłopak- gej- emo- samobójca)

Najciekawszą postacią z pośród dzieciaków na czacie jest bez wątpienia William, jego fascynacje, jego cele trącą psychopatią, ale nie jest tak jednoznacznie zły- osobiście byłam w stanie mu współczuć (szkoda, że on nie był w stanie współczuć komukolwiek:)

SPOILER: Zastanawiając się nad jego motywacją przyszło mi do głowy, że odnajdywał spełnienie w obserwowaniu czyjejś samobójczej śmierci ponieważ sam nie miał odwagi tego zrobić, choć bardzo chciał. KONIEC SPOILERA.

Każdy z bohaterów drugoplanowych też ma swoją bardziej lub mniej ciekawa historię do opowiedzenia i mnie to wciągnęło. Film jest jakimś powalającym arcydziełem, ale spełnia swoją rolę w obydwu gatunkach do których jest przyporządkowany dramat i thriller. I na pewno nie można mu odmówić oryginalności:)

Moja ocena:

Straszność/Napięcie: 7

Fabuła:7

Klimat:6

Zabawa:8

Aktorstwo:10

Zdjęcia:9

Dialogi:7

Zaskoczenie:6

Oryginalność:8

To „coś”:7

75/100