Archiwa tagu: czarna komedia

Urodzeni włamywacze

The Villains (2019)

Mickey i Jules napadają na stację benzynową. Zgarnęli gotówkę, ale o paliwie do auta już nie pomyśleli. Nie mogąc się dostać na wymarzoną Florydę utknęli w środku leśnej drogi. Niczym oaza na pustyni przed ich oczyma ukazuje się … skrzynka pocztowa co oznacza, że gdzieś w najbliższej okolicy musi stać dom. Para zakochanych złodziei włamuje się do pustego domu. Przeszukując go w poszukiwaniu kluczyków do auta właścicieli, a w końcu benzyny trafiają do piwnicy, gdzie dokonują szczególnego odkrycia.

“Villains” to film duetu twórców, którzy sami stworzyli do niego scenariusz. Pomysł na film opiera się na archetypie obrazów pokroju “Boni i Clyde’a”. Ich bohaterami są młodzi, zakochani i zdemoralizowani. Tak też jawi nam się Jules i Mickey, choć napad w dziecięcych maskach nie jest może szczytem deprawacji i zgrozy.

Młodzi są więc antybohaterami do chwili gdy poznajemy właściwych antybohaterów. To przewrotny chwyt, który jednak był już stosowany, ukazuje nam on starą, złota zasadę, że na każdego cwaniaka znajdzie się większy cwaniak. Włamywacze okazują się bowiem całkiem niewinni w konfrontacji z właścicielami domu. Gdy ci nieoczekiwanie powracają nakrywając na miejscu Mickey’a i Jules, widzimy małżonków w średnim wieku. Uprzejmą panią domu i stanowczego acz spokojnego pana domu. Jednak pamiętajcie o piwnicy. Młodzi włamywacze znaleźli tam coś co zadaje kłam wizerunkowi uczciwych domowników.

Tak więc sytuacja się odwraca i Ci, których mogliśmy typować na wykolejonych i złych stają się ofiarami jeszcze bardziej wykolejonych i złych. Jules okazuje się nie tylko ładna i szalona, ale też troskliwa i współczująca. Micke’a też jakoś łatwiej rozgrzeszyć.A tak BTW rolę dziewczyny wciela się znana z “Coś za mną chodzi” Maika Monroe, za to Mickey to nikt inny jak Pennyvise:) Tak moi drodzy, to ten sam aktor.

Film utrzymany jest w klimacie czarnej komedii, bardziej aniżeli thrilleru jako takiego. Oczywiście cechy tego drugiego są tu jak najbardziej obecne, ale wszystkie wydarzenia, kreacje bohaterów mają jednak silnie komediowe zabarwienie, które rzuca się w oczy bardziej niż maleńki pierwiastek grozy całej sytuacji. Co więcej jest to humor udany, więc nawet jeśli główny szkielet fabularny nie zrobi na Was szczególnego wrażenia to i tak macie szansę zakończyć seans z zadowoloną miną.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:9

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

to coś:7

63/100

W skali brutalności:2/10

Kto bogatemu zabroni

Ready or not/ Zabawa w pochowanego (2019)

Grace wychodzi za mąż za Alexa tym samym wstępując do możnej rodziny Le Domas. W noc zaślubin rodzinna tradycja nakazuje młodym wziąć udział w rodzinnej grze. Grace jako nowa członkini rodu ma zaszczyt wylosować ją z pomocą tajemniczej skrzyni, która jest w rodzinie od pokoleń i stanowi dla nich swoiste sacrum. Los wskazuje, że familia ma się podjąć rozgrywki w chowanego.

Le Domas’i bardzo poważnie podchodzą do tradycji, a w tym momencie ni mniej ni więcej owa tradycja nakazuje im uzbroić się i… zabić Grace. Pod warunkiem, że uda im się ją znaleźć przed świtem. W przeciwnym razie cały ród przepadnie, zgodnie ze słowami niejakiego pana LeBaila, który ową skrzynką obdarował przodka rodu tym samym sprowadzając na niego bogactwo i powinność kultywowania tradycji.

Nie wiem jak wy, ale osobiście nie lubię weselnych gier. Nie mniej jednak to, co serwują La Domasi to szczyt groteski w tym zakresie. O ile arystokracja ma swoje dziwne zwyczaje o tyle polowania na pannę młodą w noc zaślubin to chyba jedna z oryginalniejszych rozrywek. Właśnie na kanwie tego stereotypu bogatych dziwaków zbudowany jest pomysł “Zabawy w pochowanego”. Muszę przyznać, że tym razem polska wersja tytułu całkiem się udała;)

Film kategoryzowany jest jako horror/ czarna komedia i myślę, że spełnia założenia obojga gatunków.

Elementów czarnego humoru zobaczymy tu co nie miara i myślę, że jest to humor raczej z tych zgrabnych. Zamysł trąci groteską, ale jest to groteska z rodzaju tych upiorniejszych.

Obsada doskonale wczuła się w swoje rolę – choć uważam, że Samara Weaving w kolejnym już filmie pokazuje to samo – i stanowią ciekawy pochód porąbańców.

Akcji nie brakuje dynamiki i to kolejny plus. Fabuła skupia się na pościgu za panną młodą, która z wdziękiem walczy o przetrwanie, szukając sprzymierzeńców wśród mieszkańców posiadłości. Los nikogo tu nie oszczędza więc będzie całkiem krwawo.

Najmocniejszą stroną filmu jest jego wartość rozrywkowa. Nie wiem, czy ktoś się na nim szczególnie przestraszy, ale scenariusz przynajmniej stara się trzymać w napięciu. Dla mnie całkiem niezły.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności:2/10

Camp slasher, historia prawdziwa

You Might be the killer (2018)

you might be the killer

Chuck właśnie ma kończyć zmianę w sklepie, w którym pracuje, gdy odbiera telefon od swojego przyjaciela Sama. Chłopak jest jednym z opiekunów na letnim obozie dla dzieciaków i stamtąd właśnie telefonuje.

Kompletnie przerażony oznajmia przyjaciółce, że kilkoro z towarzyszących mu opiekunów padło ofiarą zamaskowanego mordercy. Chuck jako specjalistka od świat horroru staje się jego telefonicznym konsultantem od spraw przetrwania w sytuacji rodem ze slashera klasy b. 

Uśmiałam się. Całkiem szczerze uśmiałam się na tym filmie, a to całkiem spore osiągnięcie. Tak jak mało który horror potrafi mnie wystraszyć, tak w niewielu przypadkach jestem skłonna docenić humor sytuacyjny filmów stanowiących parodie horroru.

W zasadzie taki przypadki jestem w stanie zliczyć na palcach jednej ręki. Wliczając nieśmiertelny już cykl “Strasznych filmów”, jestem skłonna do tego grona dorzucić nowszą serię  braci Wayans “Dom bardzo nawiedzony” 1 i 2, Straszny hiszpański film“, “Porąbanych i “Final Girls“, z czego właśnie dwa ostatnie tytuły dotyczą parodiowania shlasherów.

“You might be the killer” mimo że nie przewyższa wymienionych, w mojej ocenie jest całkiem dobrym filmem pastiszowym. Skutecznie obnaża wady konstrukcyjne konwencji, prezentując zarówno punkt widzenia slasherowych protagonistów, slasherowego antagonisty, jak i… widza, bo kimże innym jest Chuck jak nie wszechwiedzącym widzem z memów, który tym razem ma szansę udzielić bohaterowi wskazówek jak wyjść z horrorowej masakry cało?

you might be the killer

Spodobał mi się zamysł i spodobało wykonanie. Camp Clera Vista to miejsce gdzie toczy się akcja oparta na retrospekcji przywołanej w czasie rozmowy telefonicznej, jednej z dwóch czy trzech, bo w końcu Sam musi mieć czas na zrealizowanie zaleceń koleżanki.

Miejsce przypomina dobrze znane z camp slasherów obozy, a rozliczne nawiązania do klasycznych filmów z tego nurtu może odebrać jako swoisty hołd dla gatunku.

Śmieszki śmieszkami, ale tylko podchodząc z szacunkiem do nieśmiertelnych reguł slashera nasz bohater ma szansę wyjść z opresji. Jak… złożone jest jego położenie nie zdradzę, bo po co, bystrzaki jesteście to się połapiecie sami;)

you might be the killer

“You Might be the killer” polecam przede wszystkim osobom rozmiłowanym w podgatunku slashera, oni mają szansę docenić to co oferują twórcy.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

64/100

W skali brutalności:2/10

Śmierć i sława

Tragedy girls (2017)

tragedy girls

Dwie nastoletnie przyjaciółki Sadie i Mckayla uwielbiają błyszczeć. Chcą zyskać popularność dzięki lokalnej tragedii, serii brutalnych morderstw. Dziewczyny zakładają w tym celu stronę internetową gdzie dzielą się nowinkami dotyczącymi kolejnych nieszczęść spadających na miasto jednocześnie deklarując, że to właśnie one, zdemaskują ich sprawcę.

“Tragedy girls” obraz nieznanego mi dotąd duetu twórców stanowi kolejną próbę ukazania slasherowej konwencji w krzywym zwierciadle. Biorąc pod uwagę serię porażek jakie składają się na większość tego typu przedsięwzięć jest to zamiar karkołomny. Z drugiej strony sukces tych, którym się jakimś sposobem udało kusi by dorzucić swoje pięć groszy.

“Tragedy girls” wyśmiewa także, a może przede wszystkim kulturę socjal mediów, która karmi się czym popadnie. Nie pogardzić ani gołym cycem ani śmiercią. Dwie bohaterki filmu dochodzą do wniosku, że na tym drugim polu można zaistnieć dużo bardziej. Jaki plan mają panny, nie zdradzę, bo sprawa jest bardziej popieprzona niż może się wydawać.

Cały zamysł filmu opiera się na satyrycznym przedstawieniu faktów. Mamy tu czarny humor stosowany z dużym rozmachem, który myślę, zaskarbi sobie sympatię wielu z Was, Pomyleńcy, już w pierwszych minutach filmu.

Miejscami przypomina komedię pomyłek, bo los zdaje się nie sprzyjać dwóm marzycielkom, innym razem idzie jak z płatka, jakby żerowanie na ludzkim nieszczęściu było gotową recepta na sukces.

tragedy girls

Każdy dobrze Wam znany element składowy filmowe slashera: profil antybohatera, wątek mediów, policji, społeczne tło zdarzenia został tu stosownie przejaskrawiony, żeby nie rzec, odwrócony. Jest się z czego pośmiać. a co z walorami horrorowymi?

Są tu obecne mniej więcej na tym samym poziomie co w zwykłej rąbance. Jest krew, rozłupane czachy i rozczłonkowane kończyny. Wygląda to całkiem dobrze, więc amatorzy posoki powinni być kontenci.Gorzej z tymi oczekującymi strachu.

Z czystym sumieniem stwierdzam, że film przyjemny, choć zdecydowanie nie nastawiony na sianie popłochu.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

61/100

w skali brutalności:2/10

Opiekunka z piekła rodem

Babysitter (2017)

babysitter

Dwunastoletni Cole, wrażliwy i sympatyczny chłopiec po raz kolejny zostaje sam w domu pod opieką swojej ulubionej opiekunki, nastoletniej Bee. Za namową koleżanki z sąsiedztwa postanawia sprawdzić co też jego starsza przyjaciółka porabia gdy jej podopieczny już zasypia. Okazuje się, że przypuszczenia jego małej kumpeli są niczym wobec przerażającej rzeczywistości. Podglądając Bee w czasie zabawy z zaproszonymi do jego domu przyjaciółmi odkrywa prawdziwe, przerażające oblicze swojej opiekunki.

“Babysitter” to kolejna utrzymana w konwencji horroru komediowego propozycja od Netflixa. Podobnie jak “Little evil” w moim przypadku przyniósł on więcej rozczarowania niż uciechy. O grozie nawet nie wspominając. No, dobra, może nie był tak zły jak poprzednia Netflixowa produkcja w tym klimacie, bo w przeciwieństwie do “Little evil” nie przerwałam seansu, ale żeby powiedzieć o satysfakcji z filmu to dużo jeszcze brakuje.

Fabuła filmu opiera się na absurdzie. Dwunastolatek zadurzony w swojej niani postanawia ją poszpiegować. Jest przekonany, że jego przyjaciółka nie jest taka jak inne nastoletnie nianie. Na pewno nie sprowadzi do domu chłopaka ani pijanych znajomych. Chłopak się rozczaruje srodze. Tu zaczyna się absurd.

babysitter

Pojawia się motyw satanizmu, ale obleczony w taką groteskę, że na grozę wynikającą z faktu obcowania z mrocznymi siłami nie mamy co liczyć. Jest krwawo i wesoło. Czarny humor i brak konsekwencji w scenariuszu, kiedy już na dobre zostają puszczone wodze fantazji. Seria, w założeniu zabawnych, scenek, dużo krwi i zamieszania i to tyle.

Jak dla mnie to licha oferta, choć przyznam, że film ma swojej zalety. Po pierwsze nie wymaga absolutnie żadnego wysiłku umysłowego, po drugie technicznie jest sprawnie zrobiony dzięki czemu miło się na niego patrzy. A aktorka wcielająca się w Bee też bardzo fajna sztuka i nawet posiadająca jakieś zdolności aktorskie – na standardy tego typu kina akuratne.

babysitter

Oglądajcie jeśli taka wola, ale pomijając tę produkcję nie będziecie szczególnie stratni.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:4

49/100

W skali brutalności:2/10