Archiwa tagu: Edgar Allan Poe

A kto umarł ten nie żyje

Pit and the Pendulum/ Studnia i wahadło (1961)

studnia i wahadło

Do pałacu bogatego szlachcica Nicolasa Mediny przybywa jego szwagier targany wątpliwościami co do okoliczności śmierci swojej młodej siostry.

Po dotarciu na miejsce zastaje Nicolasa pogrążonego w rozpaczy, ale dopiero po ujawnieniu faktów związanych ze śmiercią jego żony, szlachcic popada w szaleństwo. Wszystko wskazuje na to, że piękna Elizabeth została pochowana żywcem.

„Studnia i wahadło” to kolejna produkcja Rogera Cormana powstała w oparciu o prozę Edgara Allana Poego. Chyba żaden inny reżyser nie potrafił wyciągnąć z twórczości Poego, co Corman. Swoją drogą, sędziwy dziś reżyser obchodził ostatnio 91 urodziny.

Jak w wielu przypadkach Cormanowskich adaptacji scenariusz filmu bardzo różni się od pierwowzoru, czyli opowiadania Poego.

Jeśli je znacie to wiecie, że to króciutka historia skupiona na makabrycznych przeżyciach więźnia inkwizycji. Spokojnie można więc uznać, że opowiadanie stanowiło jedynie inspirację dla filmu.

Wątkiem wspólnym jest tytułowa studnia i wahadło, ‚narzędzia tortur’, jakimi posługiwał się ojciec bohatera, Sebastian Medina. Owe narzędzia nadal kurzą się w rodowym pałacu i jak wskaże nam rozwój wypadków miały swój udział w domniemanej śmierci żony Nicolasa Mediny.

studnia i wahadło

Domniemana śmierć, motyw pochówku za życia to jeden z ulubionych tematów Poego i ów wątek znajdziemy między innymi w „Przedwczesnym pogrzebie”. W filmie Cormana przejmuje on rolę motywu przewodniego, zaś tytułowa studnia i wahadło w pełnej klasie pojawi się dopiero w finale.

studnia i wahadło

Znalazła się tu też przestrzeń na wątek kryminalny, wcale nie oczywisty i dobrze poprowadzony. Fabuła jest więc jak najbardziej zadowalająca, ale nie za to kocham filmy Cormana. Ich teatralność, ich niepowtarzalny klimat i posępna wymowa to to, co Cromanowi wychodziło najlepiej. Uwielbiam jego kostiumy i scenografię.

To wszytko nie zawodzi i w przypadku tej produkcji. Niektórzy uważają nawet, że jest to najlepszy film z cyklu opowieści Poego. W obsadzie gwiazdy horroru, Barbara Steele i Vincent Price. Co chcieć więcej?

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:6

To coś:8

70/100

W skali brutalności:1/10

Przeklęty dom

House of Usher/ Zagłada domu Usherów (1960)

usher

Philip Winthrop przybywa do domu swojej narzeczonej Madeline Usher by pojąć ja za żonę. Twardy sprzeciw jego zamiarom stawia brat Madeline, Roderick. Ostatni mężczyzna z rodu Usherów jest przekonany, że na jego rodzinie ciąży klątwa. Odbija się ona na fizycznym zdrowiu krewnych, ale też wypacza ich charaktery, przez co wśród Usherów nie brakuje ludzi godnych potępienia.

Z tej właśnie przyczyny dziedzic pragnie położyć kres swemu rodowi, więc nie może pozwolić by jego siostra opuściła przeklęty dom rodzinny i kontynuowała linię rodową przez zamążpójście. Roderick dołoży najbardziej makabrycznych starań by jego plan nie został zaniechany.

Roger Corman jest jednym z tych reżyserów, którzy wyjątkowo ulubowali sobie powieści Edgara Allana Poego.”Zagłada domu Usherów” jest pierwszą z szeregu ekranizacji powieści Poego jakie poczynił w swojej reżyserskiej karierze.

Praktycznie w każdym z jego filmów pojawia się Vincent Price w roli głównej. Nie wiem, czy wynika to z osobistych sympatii twórcy, czy też jak każdy dobry rzemieślnik stawiał na pewne o oszczędne rozwiązania. Zamiast trwonić czas i pieniądze na castingi i próby niesprawdzonymi aktorami zawsze stawiał u swojego boku Price. Dzięki temu aktor zawsze będzie mi się kojarzył z twórczością Poego. Osobiście uwielbiam go i wcale nie narzekam, że wciąż towarzyszy mi jego twarz.

usher

Podobnie jak w przypadku „Grobowca Ligeii” Corman rozwijał i modyfikował literacki pierwowzór na potrzeby swojego filmu. Jeśli chodzi o „Zagładę domu Usherów” to zmian jest całkiem sporo.

Przede wszystkim zbagatelizowana została rola przeklętego domu. W opowiadaniu jasno powiedziane jest, że to dom, jego architektura, jego mury odcisnęły piętno na rodzie Usherów. Piętno w postaci tkliwości, nadwrażliwości fizycznej i psychicznej. Nie ma tam mowy o występnych czynach jakich dopuszczali się członkowie rodu.

Jeśli chodzi o moje podejście do zmian nie jestem szczególnie za nie obrażona. Rozumiem, że Poe często operował symbolami, które odczytać można różnie. Druga rzecz, pewne uproszczenia są konieczne by przełożyć jego twórczość na język filmu. Wierzę, ze Corman robił to dla dobra całego przedsięwzięcia.

usher

„Zagładę domu Usherów” ogląda się bajecznie. Dla mnie to kolejny popis ciężkiej pracy włożonej w realizację. Filmy Cormana mają niepowtarzalny klimat. Są gotyckie, są nieco teatralne. Żywa kolorystyka scenografii wcale nie działa na niekorzyć mrocznego nastroju. U Cromana nawet kolor żółty użyty jest w taki sposób by wkomponować się w posępny klimat. Żółty Cormana wcale nie kojarzy się się słońcem, raczej z jesiennym liściem. Nie wiem jak facet to robił, ale efekt jest zawsze ten sam. Może to kwestia jego oszczędności? Corman wielokrotnie wykorzystywał te same elementy scenografii w wielu projektach, a jeśli już musiał co podpalić to nakręcone sceny marnotrawstwa pięknych makiet wykorzystywał w kilku filmach. Jego starania zawsze przyjmuję z niezmiennym zachwytem i wielkim szacunkiem.

usher

Dla każdego fana klasycznej grozy „Zagłada domu Usherów” Cormana jest pozycją obowiązkową. Sama przymierzam się do zapoznania się z innymi ekranizacjami tego opowiadania, ale jakoś opornie mi to idzie.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

70/100

W skali brutalności:1/10

Następny pacjent

Eliza Graves aka Stonehearst Asylum (2014)

eliza graves

Młody adept sztuki medycznej przybywa do tytułowego szpitala Stonehearst by praktykować psychiatrię. Nastawiony na tradycyjne, w dawnych czasach (mowa o końcówce XIX wieku) metody leczenia doznaje szoku zapoznając się z zupełnie innym podejściem do problemu chorób psychicznych, jakie reprezentuje dyrektor szpitala, doktor Lamb. Psychiatra uważa, że leczenie chorób psychicznych tak naprawdę nie przynosi żadnego rezultatu, a graniczące z torturami zabiegi stosowane w placówkach dla obłąkanych jedynie czynią życie chorych jeszcze większym koszmarem.

eliza graves

„Lepiej mieć szczęśliwego konia, niż nieszczęśliwego człowieka”.

Jedną z pacjentek, która zwraca szczególną uwagę młodego lekarza, jest Eliza Graves, żona zamożnego brutala cierpiąca na popularną wśród dam histerię. Eliza ostrzega Edwarda przed dalszym pobytem w placówce, nie wyjaśniając powodów. Młody mężczyzna będzie musiał przekonać się na własnej skórze, jak naprawdę funkcjonuje placówka wyglądająca na ostatni bastion humanizmu.

eliza graves

W zasadzie mogłam Wam darować to wstępne streszczenie, bo w nowym filmie Brada Andersona nic nie jest takie jakim się wydaje. 🙂

„Nie ufaj temu co słyszysz i a tylko w połowie temu co widzisz”.

To główne przesłanie thrillera, którego scenariusz oparto, again, na twórczości Poego. Przyznam, że nie przypominam obie abym miała okazje obcować z dziełem, które zainspirowało twórcę, ale koniecznie muszę to uczynić, ponieważ… film jest dobry. Ogłaszam to z radością, bo niewiele w tym roku mamy filmów godnych uwagi. „Eliza Graves” możemy spokojnie zaliczyć do tegorocznych skarbów, choć nie posunęłabym się do stwierdzenia, że to filmowe objawienie. 🙂

Zakłady psychiatryczne z XIX wieku wywołują grozę swoim funkcjonowaniem. Kiedy nasz główny bohater wkracza do placówki, w której pragnie pracować wpada w niemałą konsternację, bo jak to ‚nie leczyć’?

eliza graves

Z czasem obserwując pacjentów, którzy ‚spuszczeni ze smyczy’ funkcjonują całkiem dobrze przekonuje się do metod Lamberta, ale… No, właśnie, przypominam, że nic nie jest takie jakim się wydaje.

Obraz Andersona obfituje w zwroty akcji, które wcale nie łatwo przewidzieć. Nie mamy tu wiele tropów, które mogły by nas naprowadzić dodatkowo filmowa narracja nie daje nam czasu byśmy poddawali w wątpliwość, rzecz, która miała być oczywista.

Filmowa historia jest bardzo złożona i nie chodzi mi tu jedynie o wspomniane twisty fabularne, ale także o jej wielowątkowość. Każdy z pacjentów jakich poznamy ma swoją historię, podobnie jest ze szpitalnym personelem.

Pełno tu wątpliwości względem moralności niektórych postaw. Tak naprawdę… nic tu nie jest normalne. Pojawia się wątek pod tytułem’ kto jest chory, a kto zdrów?’. Trochę to typowe, ale Anderson wychodzi z tego schematu obronną ręką okraszając swoją historię solidną porcją moralnego relatywizmu, zmuszając tym samym widza do namysłu.

eliza graves

Kiedy my skupiamy się na poszczególnych dramatycznych sytuacjach jakich w filmie nie zabraknie, reżyser czaruje nas świetnymi zdjęciami, teatralną scenografią i świetną muzyką. Nie można też zapomnieć o obsadzie. Tu zobaczymy wielu starych horrorowych wyjadaczy, jak Kate Beckinsale, czy Michael Caine. znajdą się, też tacy, którzy już mieli okazje kreować personel szpitalny i po raz kolejny udowadniają, że to role stworzone dla nich.

Nie ma potrzeby bym dłużej się rozwodziła nad tym tematem. Krótko mówiąc, to całkiem dobry film, na swój sposób mroczny, ale nie straszny. Dla mnie to jednak wystarczy.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:8

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Zaskoczenie:8

Oryginalność:6

To coś:7

76/100

W skali brutalności:2/10

Poe, tak po prostu

Edgara Allan Poe – Wybór opowiadań

poe

Dwa lata temu Świat Książki wypuścił kolejne wydanie opowiadań Poego. Na polskim rynku wydawniczym mamy urodzaj najróżniejszych zbiorów twórczości ‚mrocznego romantyka’, ale tak się składa, że w moje ręce obecnie wpadała akurat ta pozycja.

Od narodzin słynnego amerykańskiego pisarza minęło ponad dwieście lat, a mimo to jego twórczość nie traci na popularności- przynajmniej w kręgach osób zainteresowanych dobrą literaturą;)

Moje pierwsze spotkanie z Poe’m miało miejsce jeszcze w dzieciństwie, kiedy to miałam okazje obejrzeć filmową adaptację jednego z jego najsłynniejszych opowiadań, mianowicie „Grobowiec Ligeji”. Film zrobił na mnie kolosalne wrażenie i chciałbym Wam w tym miejscu skłamać, że jako jaśnie oświecone dziecię zaczęłam czytać Poego w wieku ośmiu lat:) Ale wcale tak nie było. Długo nie zdawałam sobie sprawy z tego. kto jest sprawca moich dziecięcych lęków i na literacką twórczość Poego natrafiłam przez pośrednika, gdzieś w wieku lat trzynastu. Pośrednikiem był inny pisarz, Nabokov mój miły, który z Poego czerpał pełnymi garściami. Śledząc jego pisarskie inspiracje trafiłam na biednego alkoholika z Baltimoore, którego za życia prawie nikt nie traktował poważnie – weźmy choćby politowanie z jakim wyrażał się o nim Dickens.

Poe podobnie jak współczesny król horroru, Stephen King często nazywany duchowym wnukiem Poego, dostarczył filmowcom wielu inspiracji. Opisałam Wam już wiele filmów powstałych w oparciu o jego opowiadania, ale o samych opowiadaniach ani słowa. Teraz jest na to czas.

poe

„Od najwcześniejszych godzin dzieciństwa nie byłem taki jak inni
Nie postrzegałem świata jak inni
Nie potrafiłem zafascynować się rzeczami banalnymi
I z tego źródła wypłynął mój smutek
Nie mogłem pobudzić mojego serca, żeby się dostroiło
A wszystko, co kochałem – kochałem w samotności.”

Zbiór, który wpadł w mojej ręce wygrałam w konkursie u Cat.

Książka kusi piękną, stosownie mroczną okładką z wizerunkiem kruka – stałym rezydentem opowieści Poego. Już kiedyś pisałam o kruku jako strażniku tajemnic w mistyce babilońskiej. Siedem stopni wtajemniczenia i tak dalej. Myślę, że Poe za sprawa swojej twórczości zasłużyłby na tytuł kruka.

Jego twórczość opiera się na mistyce. Większość jego opowiadań to metafizyczne opowieści o naturze śmierci. Poe bardzo bał się umierania. Od momentu śmierci jego ukochanej małżonki myśl o niej prześladowała go nieustannie, dlatego powstało tak wiele opowiadań traktujących o tęsknocie za zmarłą ukochaną, o tym jak trudno pogodzić się ze śmiercią. Tu za przykłady mogą posłużyć trzy pierwsze opowiadania w zbiorze, rzucone na początek, bo chyba z nimi najczęściej kojarzony jest Poe, tj. „Berenika”, „Morella” i „Ligeja”. Kobiety w twórczości Poego zajmują ważne miejsce, często są tytułowymi bohaterkami, katalizatorami nadprzyrodzonych wydarzeń, jakie opisuje pierwszoosobowy narrator. Do kompletu możemy dorzucić jeszcze „Podłużną skrzynie”, czy „Zagładę Domu Usherów”, którego walory jako typowej opowieści gotyckiej są wręcz nie do pobicia. Jeśli chodzi o sam klimat to jest ono moim faworytem.

Podobnie jak Dickens Poe interesował się, bardzo wręcz mesmeryzmem i wiara w hipnotyczne zabiegi również odzwierciedlona jest w wielu jego opowiadaniach. Mnie z historii posiadającej ten wątek najbardziej przypadło do gustu „Prawdziwy przypadek M. Valdemara”, opowieść o umieraniu w mesmerycznym transie. Poe napisał też wiele mniej sfabularyzowanych tekstów o tej tematyce, ale one podobały mi się zdecydowanie mniej. Poego potrafiło ponieść i dla osoby nie wtajemniczonej w te duchowe odjazdy trudno jest nadążyć za jego tokiem rozumowania:).

Poe pisał też opowiadania, które spokojnie można określić mianem kryminalnych, czy też detektywistycznych. W moim zbiorze znalazły się dwa z najsłynniejszych z nich, „Zabójstwo przy rue Morgue” i „Skradziony list” będące częścią tzw. „Trylogii Dupina”, czyli opowiadań o bystrym Dupinie, który dzięki swoim zdolnością analitycznym jest w stanie rozwiązać każdą zagadkę.

W zbiorze znalazł się też mój ulubiony „Wiliam Wilson”. Pisałam wcześniej o jego filmowej adaptacji. To absolutnie fenomenalna historia. Nie typowe opowiadanie grozy osadzone w mrocznym domostwie, z przemykającym duchem zmarłej piękności, lecz historia nosząca znamiona opowieści psychologicznej. Na prawdę mocna rzecz.

Wśród opowiadań nie zabraknie klasyki jak „Serce oskarżycielem”, „Studnia i wahadło”, „Maska czerwonego Moru”, czy „Czarny kot”, zajmujący w moim osobistym rankingu opowiadań Poego miejsce drugie, zaraz za „Wiliamem Wilsonem”. Poe z resztą był wielkim miłośnikiem kotów i często czynił z nich bohaterów w swoich dziełach.

Jeśli chodzi o styl pisarski autora, to cóż, musicie lubić archaiczny język, żeby się w nim rozmiłować. Poe pisze tak, jak autorzy w jego czasach. Używa wielu ozdobników, czyniąc zdania bardziej złożonymi niż jest to niezbędne do przekazania treści. Jego słowa to prawdziwa sztuka, nie środek przekazu.

Cóż mogę Wam powiedzieć na koniec? Czytajcie Poego znajdziecie w nim więcej horroru niż we współczesnych dziełach często nastawionych na tanią groteskę. Poe urodził się, żeby brodzić w tych swoich mrocznych historiach, wiecznie pogrążony w czarnych myślach wydał na świat coś godnego naśladowania.

„Cóż mają począć ludzie, dla których niebo i ziemia to za mało i nie mogą żyć, jeśli nie oczekują innego nieba i innej ziemi? Dla których ich własne życie takie jakim jest pozostaje snem, zasłoną, ciemnym lustrem i nie mogą pogodzić się z tym, że nigdy nie pojmą czym było naprawdę”.

Moja ocena:10/10

 

Recenzja bierze udział w wyzwaniu Klasyka horroru


Na paranoje najlepszy jest pogrzeb

Buried Alive (1990)

pogrzebani żywcem

Młoda nauczycielka biologi zafascynowana psychoterapeutycznymi teoriami charyzmatycznego doktora podejmuje pracę w jego placówce.

‚Ravenscroft’ był niegdyś klasycznym szpitalem psychiatrycznym, teraz bardziej przypomina ośrodek socjoterapeutyczny, w którym panuje dość duża swoboda. Mieszkają w nim dziewczęta z problemami, które rozwiązać mają przełomowe techniki terapii wymyślone przez dyrektora placówki i psychiatrę, Gary’ego.

Po przybyciu na miejsce młoda nauczycielka zauważa nieprzyjemną atmosferę, jaka panuje między pacjentkami, sama zaś doświadcza dziwnych halucynacji, w których widzi falujące ściany, zza których ktoś próbuje się wydostać, do tego dochodzą omamy słuchowe. Janet zaczyna wierzyć, że ktoś został pochowany żywcem na terenie placówki.

pogrzebani żywcem

„Pogrzebanie żywcem to bez wątpienia najstraszliwsza z owych katuszy jaka kiedykolwiek przytrafiła się zwykłemu śmiertelnikowi.”

Jest to cytat z opowiadania Poego „Przedwczesny pogrzeb”. Mniemam, że to właśnie to opowiadanie zainspirowało twórców filmu „Pogrzebani żywcem”.

Z not o filmie dowiadujemy się, że był on inspirowany jednym z opowiadań Poego. Nie znalazłam informacji o jakie opowiadanie może chodzić, więc obstawiam, że jest to właśnie „Przedwczesny pogrzeb”.

Jeśli tak jest faktycznie to film podszedł do literackiej inspiracji bardzo swobodnie, bo wspólny jest tylko motyw pochówku za życia, cała reszta to zupełnie inna historia. Oczywiście może być też tak, że chodzi o zupełnie inny tekst, którego nie miałam okazji przeczytać. Poe słynął ze swojego lęku przed pochowaniem go za życia, więc znajdziemy ten motyw jeszcze w kilku odsłonach w jego twórczości.

„Pogrzebani żywcem” to jeden z typowych, można powiedzieć, straszaków z lat ’80 i ’90. Nie jest to slasher, ale środki wyrazu są typowe dla kina klasy B: Słabe aktorstwo- wyłączając starą gwardię – tanie efekty, przewidywalna fabuła, sporo naiwności.

Film ogląda się miło, bo doza słabszych przymiotów utrzymuje się przed granicą gniotu. Wszytko, co uznamy za wady filmu jest specyficzną cechą tego rodzaju filmów i tu jest do zaakceptowania.

Całe filmowe napięcie zogniskowane jest wokół tajemnicy placówki. Nie posiada ona typowego dla filmowych szpitali psychiatrycznych klimatu, jest współczesna i nie zobaczymy tu narzędzi tortur z ubiegłego wieku stosowanych na opornych pacjentach w starych szpitalach.

Po terenie kręcą się młode dziunie poubierane jak panie przydrożne, wyszczekane jak wiejskie burki. Dziewczęta mimo panującej w ośrodku swobody marzą tylko o tym by stamtąd nawiać, więc gdy kolejne dziewczyny zaczynają znikać pod osłoną nocy, personel tj. dyrektor główny- terapeuta, nauczycielka i obżerający się żelkami psycholog przyjmują wersję ucieczki.

pogrzebani żywcem

Gdyby nie nadnaturalny instynkt Janet, to przekonanie trwałoby dalej, ale młoda nauczycielka zaczyna podejrzewać, że w placówce dzieje się coś złego.

Adorujący ją Gary nieco usypia jej czujność, ale nie na długo. Prędzej, czy później brzydkie sekreciki personelu szpitalnego wyjdą na jaw.

pogrzebani żywcem

Tu nie będzie wielkich niespodzianek, nie oszukujmy się, to nie jest tego kalibru kino. Przez cały seans musimy przymykać oczy na durność dialogów i toporność całej intrygi. Finałowe sceny mogą rozbawić, a przynajmniej wywołać cichy drwiący chichot. Grunt, że jest zabawa:)

 Jest to film skierowany do fanów kina z końca XX wieku, klimat VHS’owy, o lekkim zabarwieniu komediowym.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:6

59/100

W skali brutalności:2/10

Niesamowitości Poego

Histoires extraordinaires/ Trzy kroki w szaleństwo (1968)

trzy kroki w szalenstwo

Ekranizacja trzech opowiadań Poego znana także pod tytułem „Historie niesamowite”.

Każda z filmowych nowel ma osobnego reżysera, średnio na każdy z segmentów przypada też po dwóch scenarzystów.
Trzy nowele, to tak, jak wspomniałam, trzy opowiadania Poego.

Pierwszym jest „Metzengerstein”. W wersji oryginalnej spisanej przez autora jest to historia dziedzica Fryderyka, w wersji filmowej Fryderyki. Bohaterką noweli, jest piękna i bogata szlachcianka z rodu Metzengerstein od lat zwaśnionego z dalszymi krewnymi Berlifitzing i nieutrzymującymi z nimi żadnych kontaktów mimo iż ci mieszkają nieopodal.

trzy kroki w szalenstwo

trzy kroki w szalenstwo

Pewnego dnia w czasie przejażdżki po włościach Fryderyka napotyka swojego kuzyna, Wilhelma, którego z racji rodzinnego konfliktu nigdy nie widziała. Młodzieniec robi na pannie kolosalne wrażenie, a nie łatwo jest zrobić wrażenie na kimś takim jak Fryderyka. Jest ona bowiem wyjątkowo rozwydrzoną damulką. Jest piękna i młoda, na całego korzysta ze swoich wdzięków. Może mieć każdego kochanka. Ale jak się okazuje, nie Wilhelma. Wilhelm nie daje się złapać w sidła przy pierwszym skinięciu palcem. Jak powiedział kiedyś mądry człowiek, piekło nie zna takiej furii w jaką wpada wzgardzona kobieta.Fryderyka postanawia ukarać Wilhelma podpalając stajnie z jego ukochanymi koniami.

Fryderyka nie wie, że kuzyn jest gotowy zginąć by ratować swoich ‚przyjaciół’, a ona zostanie za to surowo ukarana przez los. Zemsta nie ukoi jej żalu, a miłość jaką zapałała do Wilhelma nigdy nie straci swojej mocy.

Jest to typowa dla Poego opowieść o miłości silniejszej niż śmierć. O klątwie, która dotyka tych którzy dopuścili się zbrodni. Film jest doprawdy pięknie zrobiony. Wspaniałe plenery, doskonałe zdjęcia, nastrojowa muzyka i oczywiście Jane Fonda mknąca w piekielna otchłań na czarnym rumaku.


Drugi film powstał w oparciu o jedno  moich najulubieńszych opowiadań Poego, mianowicie „Wiliam Wilson”.

Lubię je tak bardzo, bo spośród przeczytanych przeze mnie, do tej pory, opowieści Poego ta najbardziej się wyróżnia. Wszystkie „Ligeje”, „Morelle” i „Bereniki” można wrzucić do jednego worka i oznaczyć kwitkiem ‚powstałe z żałoby po Virginii’. Oczywiście są dobre i różnią się od siebie pod pewnymi względami, ale muszę przyznać, że monotematyczność Poego bywa męcząca.

„Wiliam Wilson” to opowieść o …szaleństwie. Szaleństwo zawsze w mniejszym lub większym stopniu jest obecne w twórczości tego autora, ale żaden jej obraz tak mocno mnie nie zaintrygował. Bohaterem tego filmu (i opowiadania) jest tytułowy Wiliam Wilson. młodzieniec odziany w mundur zwierza się księdzu z grzechu morderstwa, aby uzasadnić swój czyn opowiada mu historię, która rozpoczęła się, gdy jeszcze był dzieckiem. Gdy Wiliam, był chłopcem,a był wyjątkowym gagatkiem, do szkoły z internatem, w której się uczył przybył nowy uczeń. Tym uczniem był… Wiliam Wilson. Chłopak nazywał się tak jak on i szybko stał się powodem frustracji naszego bohatera.

Nowy uczeń szybko pokazał, że jako jedyny nie boi się Wiliama, co więcej podważał jego autorytet wśród rówieśników. Ale nie to najbardziej irytowało bohatera.Nowy Wilson zdawał się naśladować starego Wilsona jakby wchodził w jego skórę by zająć jego miejsce. Co gorsza mimo iż naśladuje bohatera to we wszystkim jest dwa razy lepszy.Doprowadza to do ostrej scysji, jeśli tak można nazwać próbę morderstwa;), przez co obydwaj chłopcy zostają wydaleni ze szkoły.

trzy kroki w szalenstwo

trzy kroki w szalenstwo

Bohater oddycha z ulgą licząc, że pozbył się sobowtóra. Ale tak mu się tylko wydaje. Wiliam Wilson numer dwa pojawia się w życiu Wiliama Wilsona numer jeden za każdym razem, gdy ten zaczyna zyskiwać pozycję, władzę, odnosić sukces. Nie jest przy tym uczciwy. Sobowtór, niczym głos sumienia pojawia się zawsze by pogrążyć bohatera.
Tak, „William Wilson” to świetna historia psychologiczna. Opowiada o obsesji i szaleństwie. Można ją interpretować jako opowieść o skutkach walki z własnym sumieniem. Walki miedzy jasną i ciemną stroną tej samej osoby.

Film trochę mnie rozczarował, bo w porównaniu z opowiadaniem, brakowało mu głębi. Jeśli weźmiemy pod uwagę treść filmowego scenariusza natomiast pod względami technicznymi wypada równie dobrze jak pierwszy z filmowych segmentów.

W roli tytułowej mamy bardzo dobrego, przekonującego Alaina Delona. Filmową ozdobą filmu jest Brigitte Bardot, choć raczej mało korzystnie wygląda – jak na nią – w czarnych włosach.


Trzecia, ostania filmowa nowela, przyznam, znudziła mnie. Nie znam opowiadania na podstawie, którego powstała, więc porównań nie będzie. Widać jednak, że fabuła została mocno uwspółcześniona, bo w latach twórczości Poego nikt nie śmigał samolotami, ani nie zażywał LSD. „Nigdy nie zakładaj się z diabłem o własną głowę” opowiada o aktorze, a raczej aktorzynie, który przybywa z Wielkiej Brytanii do Włoch by zagrać w sztuce o religijnym charakterze. Ma być to historia Jezusa na dzikim zachodzie. Bardziej kpina z chrześcijaństwa niż ukłon w stronę wierzących, ale naszego bohatera wcale to nie obchodzi, bo jego gwiazda mocno przygasa, a producenci kuszą go nowym porsche, czy tam ferrari. O co chodziło Felliniemu w jego filmie? Głowy uciąć sobie nie dam ale wyraźnie obnaża on tu niedorzeczność kultu oddawanemu gwiazdom kina. Toby jest doskonałym przykładem braku podstaw do zachwytu nad sławną osobą.

trzy kroki w szalenstwo

trzy kroki w szalenstwo

Wszystko to w diabelnie surrealistycznej, ale jak dla mnie mało czytelnej oprawie.Aktorstwo podobnie jak w poprzednich dwóch tytułach na jak najlepszym poziomie.

Moja ocena:

Metzengerstein:7/10

William Wilson:7/10

Nigdy nie zakładaj się z diabłem o własna głowę:4/10

Całość:6/10

Opowieści niezwykłej treści

Tales of Terror/ Opowieści niesamowite (1962)

opowieści niesamowite recenzja

Roger Corman słynie z miłości do literatury i swoich ekranizacji opowiadań Poego. Ostatnio miałam okazję zapoznać się z jego horrorową nowelą filmową „Opowieści niesamowite”.

Obraz składa się z trzech opowieści, ich pierwowzory możemy znaleźć w opowiadaniach Edgara Allana Poego. Pierwszy film to adaptacja „Morrelli”. Młoda dziewczyna przybywa z daleka do domu swojego ojca, który porzucił ją w dzieciństwie winiąc ją za śmierć żony. Pan Locke to ucieleśnienie rozpaczy. Po ponad 20 latach nadal nie pozbierał się do kupy po tragedii jaką była śmierć ukochanej. Dużo popija, trzyma w sypialni trupa małżonki. Jego córce udaje się nieco skruszyć lód jego serca, jednak mściwy duch jej matki szybko wkracza do akcji.

opowieści niesamowite recenzja

opowieści niesamowite recenzja

Pierwsze skrzypce w tym filmie gra Vincent Price, chyba ulubiony aktor Cormana, gdyż obsadził go w swoich filmach wielokrotnie.

W tejże noweli filmowej spotkamy Price’a w każdej odsłonie.

Drugi film to adaptacja „Czarnego kota”. Moim zdaniem najbardziej udany film z „Opowieści niesamowitych” i generalnie jedno z moich ulubionych opowiadań Poego:

Podstarzały pijak o dźwięcznym imieniu Montresor (genialna rola Petera Lorre) boryka się z wieloma problemami. Niewdzięczna małżonka Annabel nie chce oddawać mu pieniędzy na przepicie, w dodatku zaczyna spotykać się pod jego nosem z pewnym dostojnym degustatorem win, do tego ten kot, ten wkuriwający kot, który ostateczni przysłuży się do upadku Montresora  i jego klęski.

opowieści niesamowite recenzja

– Opowieść bardzo żartobliwa, ale także mroczna i intrygująca.

Ostatni z filmów  to ekranizacja „Prawdziwego opisu przypadku Pana Waldemara”, umierającego człowieka, który w seansach mesmerycznych szuka ratunku przed bólem. Usłużny hipnotyzer, w zamian za drobną przysługę -udział w eksperymencie- oferuje mu „znieczulanie”. Waldemar bardzo kiepsko wyjdzie na tym interesie…

Twórczość Poego to niezmiennie miłość i śmierć. Zawsze przewija się tu oszalały z miłości i tęsknoty nieszczęśnik, zjawiskowo piękna- często martwa kobieta i sporo alkoholu:)

Dla fanów wybujałej i mrocznej wyobraźni Poego i humoru Cormana.

Moja ocena:

Morella: 6/10

Czarny kot :9/10

Prawdziwy opis przypadku Pana Waldemara: 6/10

7/10

Umarł król, niech żyje król

Twixt (2011)

twixt

Trzeba przyznać, że Coppola  zaskoczył tą produkcją. Nie jest to jednak miłe zaskoczenie, mimo iż wiele rzeczy podobało mi się w tym filmie.

Pozwolę sobie trochę przybliżyć fabułę… Pisarz z problemem alkoholowym i kryzysem weny trafia do małego sennego miasteczka gdzie ma „promować” swoją książkę. Poznaje tam ekscentrycznego szeryfa, który jara się strasznymi historiami inspirowanymi lokalnymi legendami. Wciąga w to wszytko pisarza, który trochę odlatuje nam w kosmos w tym całym zamieszaniu. Spotyka pewną eteryczną dziewczynkę (młodszą Fanning) o dźwięcznym imieniu Virginia, popija whisky z Edgarem Allanem Poe i pakuje się drobne kłopoty w związku z tajemniczymi morderstwami i próbami ich rozwikłania.

twixt

twixt

Podobał mi się owiany mgłą tajemnicy motyw twórczością Poe’go, podobały mi się pijackie dyskusje mistrza i pisarzyny, podobał mi się nastrój opowieści i fantastyczne zdjęcia. Ale Coppola poległ na polu konstrukcji fabuły.

To zabawne, że opowiadając o autorze, który ma problem ze swoją twórczością sam się tym kryzysem zaraził.

Czegoś mu zabrakło. Polotu? pomysłu?

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła: 6

Klimat: 8

Dialogi:8

Zdjęcia:9

Aktorstwo:7

Zabawa:6

„To coś”: 6

oryginalność: 7

zaskoczenie: 5

64/100

duchy Edgara Allana Poe

Tomb of Ligeia/Grobowiec Ligei  (1964)

tomb of ligeia

Zaczynam od tego filmu nie bez powodu… Był to chyba pierwszy horror jaki oglądałam. A przynajmniej pierwszy, który zapadł mi w pamięć.

Jako dziecko oglądałam go w domu babci (gdybyście widzieli ów dom, wiedzieli byście, że nie ma lepszego miejsca do takich seansów). Nie pamiętałam jego tytułu. Szukałam go przez lata po macku, opierając się jedynie na jednym screenie, który utkwił mi w pamięci. Była to scena w której „martwa” Ligeia leżąc w łożu spogląda na Rowenę. W jej spojrzeniu było coś takiego, czego nie sposób było zapomnieć.

Tytuł natrafiłam przypadkiem, czytając opowiadania Edgara Allana Poe’go. Dzięki temu udało mi się ponownie obejrzeć ten film, po prawie 20 latach:) Nie będę kłamać, że zrobił na mnie takie samo wrażenie jak kiedyś.  BTW…

tomb of ligeia

Film ma te cechy, których próżno szukać we współczesnych tworach. Jest mniej hollywodzki- bardziej teatralny. Wspaniała scenografia, doskonałe operowanie światłem. We współczesnych filmach takie subtelne elementy są przytłoczone masą efekciarskich chwytów.

Na nastrój grozy składa się wiele spójnych i dopracowanych elementów. Wspaniała historia- oglądając remake tego filmu, o którym wspomnę później, wiem, że nawet historię tak wybitną jak ta opisana przez Poe’go da się ściągnąć do poziomu soft porno….

Historia „Grobowca Ligei” jak większość opowieści Poe’go była projekcją wewnętrznego bólu autora po śmierci ukochanej Virginii. Mamy tu więc bohatera o imieniu Verden, który cierpi katusze po śmierci ukochanej żony, Ligei. Wierzy, że mimo iż kobieta zmarła, nadal jest gdzieś obok niego… Okazuje się, że nie jest to tak dalekie od prawdy, gdy do jego posiadłości wprowadza się nowa kobieta, druga żona Rowena…

tomb of ligeia

Co takiego jest w tej opowieści? Jest piękno i jest śmierć, czyli uniwersalny przepis Poe’go na  nastrojową historię.

Moja ocena: 8/10