Archiwa tagu: fantasy

Na pewnej wsi w listopadzie

November/ Listopad (2017)

november

W małej estońskiej wsi rządzonej prze pogański zabobon mieszka młoda chłopka, Lina. Dziewczyna jest nieszczęśliwie zakochana w Hansie, chłopie który z kolei wypatruje oczy za urodziwą baronówną. Obydwoje sięgają po najróżniejsze środki by osiągnąć swój cel.

“November”, czyli  estońsko-polsko-holenderska produkcja powstała w oparciu o bestselerową powieść Andrusa Kivriahka.

Gatunkowo pasuje do nurtu mrocznej fantastyki czerpiąc z estońskiego folkloru. Ma w sobie dużo z baśni pełnej niezwykłych postaci pochodzących z pogańskich kultów. Wątkiem przewodnim jest romans w gotyckiej ramie.

november

Z pewnością nazwanie go horrorem byłoby nadużyciem, ale nie znaczy to wcale, że nie spodoba się fanom tego gatunku. Jak już pewnie zdążyliście się połapać uwielbiam ludowe motywy w kinie,a te nawiązujące do ‘ciemnej strony’ już wręcz uwielbiam. “November” doskonale wpisał się w moje preferencje.

Bohaterem zbiorowym opowieści jest ciemne chłopstwo. Jak już mamy okazję przekonać się od pierwszych chwil filmu w ich rzeczywistości na stałe goszczą gusła, nader żywe.

november

W jednej z pierwszych scen mamy okazję poznać Kratta, czyli estoński odpowiednik skrzata domowego. Ów Kratt zrobiony ze szczątków zwierząt i narzędzi gospodarczych służy swojemu stwórcy na różne sposoby, wykonując zlecane przez chłopa prace. Sceny z jego udziałem mogą wzbudzić dreszcz niepokoju, ale i rozbawić.

november

Innym ważnym wątkiem zaczerpniętym z estońskiego folkloru jest motyw jesiennego spotkania z duszami zmarłych. Akcja filmu rozpoczyna się z początkiem listopada, a więc w Święto Zmarłych. Wtedy to estońscy chłopi szykują dla gości z zaświatów poczęstunek i gościnę w saunach. Właśnie w  czasie tak zwanego  hingedeaeg, czyli czasu w którym można było spotkać zmarłych w przedstawionej tu wiosce będziemy mogli świadkować owym niezwykłym zdarzeniom.

november

Sceny te bez wątpienia przykują uwagę miłośników grozy. Czarno białe zdjęcia, a także ujęcia kręcone  z użyciem podczerwieni przydają tym odrealnionym zdarzeniom niesamowitości. Z resztą, powiem Wam szczerze, że cały ten fil ogląda się jak niezwykły pejzaż. Zdjęcia są wprost hipnotyzujące i z radością muszę Wam obwieścić, że ekipa z polski miała w tym swój udział.

Sama fabuła jest dość prosta, jeśli ograbiłby ją z wszechobecnych tu metafor i otoczki baśniowości.

Jeśli lubicie tego typu klimat polecam Wam gorąco. Takich filmów nie spotyka się często.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła: 8

Klimat:10

Napięcie:5

Zabawa:9

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:10

Aktorstwo:8

Oryginalność:9

to coś:9

75/100

W skali brutalności:1/10

Idzie Południca

Polednice/ Południca (2016)

południca

Eliska i jej mała córeczka Anetka przeprowadzają się do domu na wsi, gdzie wychowywał się ojciec dziewczynki i mąż jej matki, Tomas. Nowe mieszkanki wsi zostają ciepło przyjęte, jednak nie uda im się uniknąć kłopotów.

Eliska ukrywa przed swoją córką prawdę o nagłym zniknięciu ojca, na co dziewczynka reaguje gniewem. Coraz bardziej wyczerpana sytuacją matka jest dodatkowo jej nękana przez miejscową wariatkę, która wróży jej rychłe zaginięcie Anetki. Tak jak w przypadku śmierci jej syna, za porwaniem dziewczynki ma stać tytułowa “Południca”.

Widzieliście kiedyś czeski horror? Ja nie, dlatego też “Południcę” traktuję jako pierwsze rozeznanie w czeskim klimacie grozy.

To, co z miejsca spodobało mi się tym filmie o bijąca od niego swojskość. To tak jakby zaglądać za płot do sąsiada. Czeska mentalność tak bardzo nie odbiega od polskiej, co wynika z filmu, więc możemy poczuć się jak w domu.

Główny motyw filmu zaczerpnięty został z mitologii słowiańskiej, czyli Czesi zrobili to, czego jako fanka horrorów domagam się od Polaków z mizernym skutkiem. Opowieść o Południcy znają zapewne Ci którym dane było obcować z wsią. Południca jest bowiem demonem/ duchem który pojawia się w czasie wyjątkowo upalnych letnich dni. Ci których zastanie na polu w samo południe padną jej ofiarą.

południca

Sama fabuła filmu wątek relacji matki z dzieckiem okraszony motywem fantastycznym  (Południcą) został zaczerpnięty z utworu Karela Jaromira Erbena. Jeśli przeczytacie ten krótki utwór poetycki zauważycie, że opowiada on o mace, która mając dość swojego kapryśnego dziecka straszy, że odda je Południcy.

Jak się to ma do historii Eliski? Bardzo się ma. Jak wspomniałam na wstępie nasza bohaterka znajduje się w nieciekawym położeniu. Nie dość, że musi sama radzić sobie z dzieckiem i domem to jeszcze czuje się zobligowana do chronienia córki przed prawdą o jej ojcu. Frustracja narasta a Eliska coraz bardziej przypomina nam Amelię z Babadooka“.

Z przykrością przyznaję, że “Południca” nie jest produkcją tak udaną jak wspomniany “Babadook”, ale nie znaczy to, że mnie rozczarowała.

Jej walory horrorowe są dość liche, nie licząc emanacji Południcy jakie pojawiają się z rzadka na pograniczu jawy i snu. Jest tu znacznie więcej psychologii niż słowiańskiego folkloru, ale nie od dziś wiadomo, ze solidna warstwa dramatyczna potrafi wzbudzić więcej emocji niż najmroczniejsze historie nie z tego świata. Tu duże brawa należą się obsadzie, która w swoich rola wypadła wiarygodnie.

południca

Dla mnie jednak najbardziej urzekające było tło tej opowieści, czeska wieś w pełnej krasie. Wprost szaleje za takimi klimatami, a plenery wybrane do “Południcy” są wprost zachwycające.

Przypuszczam jednak, że czeska produkcja nie spełni wymogów większości fanów horrorów, szczególnie tych rządnych krwi i dynamicznej akcji, dlatego polecam go raczej fanom mniej ortodoksyjnie podchodzących do warunków jakie musi spełniać horror, za to ceniącym urok nieco baśniowych opowieści o tym jak zwykłe staje się niezwykłe.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność: 6

To coś:6

60/100

W skali brutalności:0/10

Zapłacić duchowi

Pay the Ghost/ Wrota zaświatów (2015)

pay the ghost

W wieczór Halloween Mike zabiera swojego synka Charliego na festyn w mieście. Gdy ojciec z synem stoją przy budce z lodami chłopiec nieoczekiwanie znika. Po prostu wyparowuje. W uszach ojca pobrzmiewają jego ostanie słowa: Tato, czy możemy zapłacić duchowi?

Przez następny rok po chłopcu nie zostaje odnaleziony żaden ślad, lecz jego ojciec zaczyna wierzyć, że syn nadal żyje i próbuje się z nim skontaktować. Podsuwa mu tropy, wskazówki, znaki. Aby rozwikłać tajemnice i odnaleźć dziecko ojciec musi dowiedzieć się co oznaczały słowa: zapłacić duchowi.

pay the ghost

Jak na razie rok 2015 nie przyniósł nadzwyczajnych filmowych doznań. Kiedy zobaczyłam twarz Nicolasa Cage na ekranie chwilę po włączeniu powyższego filmu, wiedziałam, że “Pay the Ghost” nie będzie przełomem. Jestem jakoś uprzedzona wobec tego aktora. Większość filmów z nim okazuje się fatalnym wyborem. (choć odnotowałam dwa wyjątki “Living Las Vegas” i “Pan życia i śmierci”). Nie wiem, czy facet ma takiego pecha, że trafiają mu się same idiotyczne scenariusze. czy po prostu nie ma za grosz talentu i nie jest w stanie uratować żadnego filmowego pomysłu. Tak czy inaczej, moje oczekiwania, wobec “Wrót zaświatów”, o ile w ogóle miałam jakieś oczekiwania, dramatycznie spadły.

Filmowy scenariusz zrealizowany na podstawie powieści oparty jest na celtyckiej legendzie. Nie będę nawet sprawdzać, czy takowa legenda istnieje, czy też jest autorskim pomysłem pisarza, bo jakoś mnie nie zaciekawiła.

Wszystko zaczyna się od zniknięcia chłopca. Po tej tragedii rodzice rozstają się, ale ojciec Charliego nie zamierza się poddać. Okazuje się, że to nie wyrzuty sumienia, a jakaś paranormalna siła podsuwa mu wizje mające naprowadzić na trop syna. Wraz z małżonką, początkowo oporną, Mike rozpoczyna śledztwo.

Ogólny zamysł jest bardzo średni. Mamy motyw starej legendy, która odżywa w noc Halloween, a jej ofiarą zostają między innymi rodzice Charliego. Nie będę zdradzać szczegółów, bo  tak nie sądzę by stanowiły one zachętę.

pay the ghost

Film został określony mianem thrillera, niektórzy dopatrzyli się tam horroru, pewno za spawa kilku tanich i kalecznych efektów jakie zostają rzucone w celu przerażenia widza, jednak ja bym postawiła na dramat familijny z elementami fantasy, taki na niedzielne popołudnie, dla odbiorców w wieku od lat 5 do 105. Nie zbudził we mnie absolutnie żadnych emocji, po za odrobiną irytacji. Nerwy pobudziło mi zachowani głównego bohatera- spieszę się, jeśli nie zdążę na czas nigdy nie odnajdę dziecka, ale stąpam jak najwolniej żeby nie pobrudzić bucików.

Jak już skrytykowałam efekty to dodam coś o aktorstwie, krótko – słabe. Może nie tyle jest to wina samego warsztatu ile samego pomysłu na postaci. Charakterystyki protagonistów są jałowe i nikogo nie zainteresują. Film sprawił, że zasnęłam o 21, więc można go stosować w ramach kołysanki.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:4

Napięcie:4

Zabawa:4

Zaskoczenie:3

Aktorstwo:5

Walory techniczne:5

Oryginalność:4

To coś:4

40/100

W skali brutalności:1/10

Co będzie później?

After (2012)

after

Ana i Freddie spotykają się przypadkowo w autokarze zmierzającym do ich rodzinnego miasta. Mimo iż wychowali się na tej samej ulicy wydają się nie mieć ze sobą nic wspólnego. Jedno jest jednak pewne, obydwoje znaleźli się w złym miejscu o złym czasie.

Dochodzi do wypadku, a jego następstwa są co najmniej dziwne. Obydwoje jakimś sposobem docierają do domów, ale ich rodzinne miasto nie jest już takie jak kiedyś. Ana i Freddie odkrywają, że otacza ich pustka, a nadciągające za horyzontu czarne chmury nie wróżą niczego dobrego.

“After” to thriller reżysera debiutanta i jak na debiut jest całkiem niezły.

Pierwszą rzeczą jaka najbardziej przykuła moją uwagę były filmowe zdjęcia. Bardzo efekciarskie, bardzo graficzne, bardzo komputerowe. Czy fabuła wymagała aż takiego nakładu sztuczności? I tak i nie.

Jak się zapewne domyśliliście z opisu filmu, nasi bohaterowie trafiają do miejsca niezwykłego. Fantastyczna otoczka wydarzeń, ich oniryzm i metaforyka w jakiś sposób uzasadniają posiłkowanie się efektami dla uzyskania, no właśnie, efektu:)

after

Miasto rodzinne Any i Freddiego wygląda upiornie. Podobne rozwiązania stosuje się w dark fantasy, a mnie przyszły na myśl gry komputerowe z rodzaju survival horroru. Tak to mniej więcej wygląda.

Dużą uwagę poświecono udźwiękowieniu, piekielnych odgłosów nie zabraknie więc w piekielnej krainie.

Warstwa dramatyczna filmu, która w przypadku mojego osobistego odbioru przebiła efekty wizualne, została natomiast uzupełniona o bardziej nastrojowe nuty.

Film na pewno będzie miły dla oka tym, którzy cieszą się na widok dużej ilości efektów.

after

Reszta musi skupić się na walorach fabularnych. Z nimi nie jest najgorzej, choć muszę przyznać, że cała tajemnica związana z położeniem w jakim znaleźli się protagoniści jest łatwa do rozwiązania. Na szczęście scenariusz nie stara się wmawiać widzowi, że ma tu do czynienia z tajemnicą na miarę najbardziej zaskakujących rozwiązań filmowych. Fabuła szybko dochodzi do punktu, w którym wszytko staje się jasne.

Tu przechodzimy do warstwy dramatycznej. Poznajemy bohaterów i ich losy sprzed wypadku i co więcej, zostajemy naprowadzeni na nową zagadkę. Dlaczego Ana i Freddie spotkali się tu i teraz?

Muszę przyznać, że ta część filmu spodobała mi się zdecydowanie bardziej, choć i tu nie oddalamy się za nadto od baśniowej warstwy tej historii. Jest nieco ckliwo, ale do przyjęcia, choć nie wszystkie zachowania bohaterów były dla mnie zrozumiałe.

SPOILER: Moim zdaniem Ana zdecydowanie nader spokojnie podeszła do faktu, że jej towarzysz niedoli był zamieszany w największą tragedię jej życia. To z czym nie potrafiła sobie poradzić, co gryzło jej sumienie i powodowało niechęć do samej siebie, w ogóle nie stało w  kolizji z rozbłyskiem miłości do osoby, którą faktycznie powinna winić. Trochę to dla mnie zbyt gładko naciągnięte. KONIEC SPOILERA.

Aktorstwo w “After” nie koniecznie wybija się ponad przeciętność, ale w horrorach zdarzają się dużo gorsze i bardziej ‘przypadkowe kreacje’ niż duet Wydra i Strait. Tak, moi drodzy mamy tu polski akcent. W rolę Any wciela się urodzona na naszej ziemi aktorka. Jej filmografia może nie jest imponująca, ale zagrała w kilku znanych serialach, chociażby w roli żony doktora House’a.

after

Nie jestem przekonana, czy “After” zaspokoi apetyt na trzymający za gardło thriller. Ma niezłą warstwę dramatyczną i fantazyjną oprawę, ale ogólna wymowa jest raczej bajkowa niż upiorna. Posługuje się w gruncie rzeczy bardzo prosta symboliką i niektóre elementy, które miały być ‘nie z tego świata’ były dla mnie zbyt dosłownie przedstawione. Bardziej taka niższych lotów fantastyka z wątkami obyczajowymi, dobrze upchniętym sentymentalizmem i oprawiona w usilnie nabłyszczaną ramkę.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:6

54/100

W skali brutalności:1/10

A kto umarł ten nie żyje

Przywróceni – Jason Mott

przywróceni jason mott

Pewnego dnia w małym miasteczku na południu Stanów Zjednoczonych starsze małżeństwo doświadcza… cudu. Ich syn, który tragicznie utonął przed pięćdziesięcioma laty stanął w ich drzwiach. Taki sam jak feralnego lata, gdy ich opuścił. Kim jest TEN Jacob? Skąd przybył? I przede wszystkim, dlaczego?

Incydent w Arcadii nie jest przypadkiem odosobnionym. Tysiące a nawet miliony ludzi, którzy opuścili ziemski padół powraca. Rząd stanów zjednoczonych powołuje specjalne biuro do sprawy “Przywróconych”.

Jason Mott zadaje w swojej powieści bardzo ważne pytanie: Co by było gdyby…?

Inspiracją dla jego książki była refleksja, która zrodziła się w jego głowie pod wpływem tęsknoty za zmarłą matką. Co by było, gdyby ona wróciła? Czy byłaby taka sama? Czy nadal by ją kochał? Jak by się zachował?

A co gdyby “Przywróconych” było więcej? Jak zareagowałyby tysiące ludzi na świecie, którzy pochowali swoich bliskich, w jakiś sposób pogodzili się z ich śmiercią, poukładali swoje życie? Czy przyjęliby do wiadomości nowy stan rzeczy? Hym…

“Przywróceni” są próbą odpowiedzi na to pytanie. Wizją autora prezentującą ludzką reakcję na … ‘zmartwychwstanie’. Obrazem zbiorowej, histerii, przerażenia, ale także radości dla tych, którzy w głębi serca czekali na powrót ukochanych zmarłych.

Głównymi bohaterami tej historii jest stare małżeństwo, głęboko religijna Lucille i jej mąż Harold. Ich ośmioletni, niewątpliwie martwy i pogrzebany syn wraca do nich. Początkowo sceptyczna wobec zjawiska powrotów kobieta otwiera serce dla swojego syna i nie wyobraża sobie, aby mogło być inaczej. Tymczasem setki innych ludzi, w tym mieszkańców Arcadii na, których się skupiamy, reaguje różnie. Powstają swoiste bojówki osób dopatrujących się w cudzie, zwiastuna apokalipsy. Chcą odizolowania “Przywróconych”. Chcą ich ‘śmierci’. Krzyczą, że to nie jest normalne. Zbiorowa histeria doprowadza do tego, że władze decydują się na radykalne kroki. Tworzą specjalne getta dla “Przywróconych”, aby oddzielić ich od “Prawdziwie żywych’. Jedno z największych ‘więzień’ powstaje w Arcadii.

Dalszych dramatycznych wydarzeń można się domyślić.

“Zbyt wielu ludzi na tym świecie boi się zbyt wielu rzeczy. Ja też. Wciąż się czegoś boję. Na przykład tego, co widzę w telewizji. Bałam się, zanim wszytko się zaczęło, i będę się bała kiedy się skończy. Ale teraz się nie boję (…) Jestem spokojna bo wiem, że robię dobrze.”

przywróceni jason mott

Powieść Motta ma coś biblijnej przypowieści. Autor nie specjalnie dba o szczegóły, związek przyczynowo skutkowy, logiczne, czy naukowe podejście. Nie stara się na siłę nic tłumaczyć. Według niego nie ma nic pewnego.

Książka jest czymś w rodzaju metafory i chyba tak należy ją czytać. Gdyby traktować ją jako fantastykę naukową mocno by kulała, ale jako powieść z pogranicza fantasy spisuje się bardzo dobrze. Mocno refleksyjne dzieło. Dodam, że jest to powieść debiutancka.

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Mira:

http://harlequin.pl/mira