Archiwa tagu: fantasy

Na pewnej wsi w listopadzie

November/ Listopad (2017)

november

W małej estońskiej wsi rządzonej prze pogański zabobon mieszka młoda chłopka, Lina. Dziewczyna jest nieszczęśliwie zakochana w Hansie, chłopie który z kolei wypatruje oczy za urodziwą baronówną. Obydwoje sięgają po najróżniejsze środki by osiągnąć swój cel.

„November”, czyli  estońsko-polsko-holenderska produkcja powstała w oparciu o bestselerową powieść Andrusa Kivriahka.

Gatunkowo pasuje do nurtu mrocznej fantastyki czerpiąc z estońskiego folkloru. Ma w sobie dużo z baśni pełnej niezwykłych postaci pochodzących z pogańskich kultów. Wątkiem przewodnim jest romans w gotyckiej ramie.

november

Z pewnością nazwanie go horrorem byłoby nadużyciem, ale nie znaczy to wcale, że nie spodoba się fanom tego gatunku. Jak już pewnie zdążyliście się połapać uwielbiam ludowe motywy w kinie,a te nawiązujące do ‚ciemnej strony’ już wręcz uwielbiam. „November” doskonale wpisał się w moje preferencje.

Bohaterem zbiorowym opowieści jest ciemne chłopstwo. Jak już mamy okazję przekonać się od pierwszych chwil filmu w ich rzeczywistości na stałe goszczą gusła, nader żywe.

november

W jednej z pierwszych scen mamy okazję poznać Kratta, czyli estoński odpowiednik skrzata domowego. Ów Kratt zrobiony ze szczątków zwierząt i narzędzi gospodarczych służy swojemu stwórcy na różne sposoby, wykonując zlecane przez chłopa prace. Sceny z jego udziałem mogą wzbudzić dreszcz niepokoju, ale i rozbawić.

november

Innym ważnym wątkiem zaczerpniętym z estońskiego folkloru jest motyw jesiennego spotkania z duszami zmarłych. Akcja filmu rozpoczyna się z początkiem listopada, a więc w Święto Zmarłych. Wtedy to estońscy chłopi szykują dla gości z zaświatów poczęstunek i gościnę w saunach. Właśnie w  czasie tak zwanego  hingedeaeg, czyli czasu w którym można było spotkać zmarłych w przedstawionej tu wiosce będziemy mogli świadkować owym niezwykłym zdarzeniom.

november

Sceny te bez wątpienia przykują uwagę miłośników grozy. Czarno białe zdjęcia, a także ujęcia kręcone  z użyciem podczerwieni przydają tym odrealnionym zdarzeniom niesamowitości. Z resztą, powiem Wam szczerze, że cały ten fil ogląda się jak niezwykły pejzaż. Zdjęcia są wprost hipnotyzujące i z radością muszę Wam obwieścić, że ekipa z polski miała w tym swój udział.

Sama fabuła jest dość prosta, jeśli ograbiłby ją z wszechobecnych tu metafor i otoczki baśniowości.

Jeśli lubicie tego typu klimat polecam Wam gorąco. Takich filmów nie spotyka się często.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła: 8

Klimat:10

Napięcie:5

Zabawa:9

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:10

Aktorstwo:8

Oryginalność:9

to coś:9

75/100

W skali brutalności:1/10

Idzie Południca

Polednice/ Południca (2016)

południca

Eliska i jej mała córeczka Anetka przeprowadzają się do domu na wsi, gdzie wychowywał się ojciec dziewczynki i mąż jej matki, Tomas. Nowe mieszkanki wsi zostają ciepło przyjęte, jednak nie uda im się uniknąć kłopotów.

Eliska ukrywa przed swoją córką prawdę o nagłym zniknięciu ojca, na co dziewczynka reaguje gniewem. Coraz bardziej wyczerpana sytuacją matka jest dodatkowo jej nękana przez miejscową wariatkę, która wróży jej rychłe zaginięcie Anetki. Tak jak w przypadku śmierci jej syna, za porwaniem dziewczynki ma stać tytułowa „Południca”.

Widzieliście kiedyś czeski horror? Ja nie, dlatego też „Południcę” traktuję jako pierwsze rozeznanie w czeskim klimacie grozy.

To, co z miejsca spodobało mi się tym filmie o bijąca od niego swojskość. To tak jakby zaglądać za płot do sąsiada. Czeska mentalność tak bardzo nie odbiega od polskiej, co wynika z filmu, więc możemy poczuć się jak w domu.

Główny motyw filmu zaczerpnięty został z mitologii słowiańskiej, czyli Czesi zrobili to, czego jako fanka horrorów domagam się od Polaków z mizernym skutkiem. Opowieść o Południcy znają zapewne Ci którym dane było obcować z wsią. Południca jest bowiem demonem/ duchem który pojawia się w czasie wyjątkowo upalnych letnich dni. Ci których zastanie na polu w samo południe padną jej ofiarą.

południca

Sama fabuła filmu wątek relacji matki z dzieckiem okraszony motywem fantastycznym  (Południcą) został zaczerpnięty z utworu Karela Jaromira Erbena. Jeśli przeczytacie ten krótki utwór poetycki zauważycie, że opowiada on o mace, która mając dość swojego kapryśnego dziecka straszy, że odda je Południcy.

Jak się to ma do historii Eliski? Bardzo się ma. Jak wspomniałam na wstępie nasza bohaterka znajduje się w nieciekawym położeniu. Nie dość, że musi sama radzić sobie z dzieckiem i domem to jeszcze czuje się zobligowana do chronienia córki przed prawdą o jej ojcu. Frustracja narasta a Eliska coraz bardziej przypomina nam Amelię z Babadooka„.

Z przykrością przyznaję, że „Południca” nie jest produkcją tak udaną jak wspomniany „Babadook”, ale nie znaczy to, że mnie rozczarowała.

Jej walory horrorowe są dość liche, nie licząc emanacji Południcy jakie pojawiają się z rzadka na pograniczu jawy i snu. Jest tu znacznie więcej psychologii niż słowiańskiego folkloru, ale nie od dziś wiadomo, ze solidna warstwa dramatyczna potrafi wzbudzić więcej emocji niż najmroczniejsze historie nie z tego świata. Tu duże brawa należą się obsadzie, która w swoich rola wypadła wiarygodnie.

południca

Dla mnie jednak najbardziej urzekające było tło tej opowieści, czeska wieś w pełnej krasie. Wprost szaleje za takimi klimatami, a plenery wybrane do „Południcy” są wprost zachwycające.

Przypuszczam jednak, że czeska produkcja nie spełni wymogów większości fanów horrorów, szczególnie tych rządnych krwi i dynamicznej akcji, dlatego polecam go raczej fanom mniej ortodoksyjnie podchodzących do warunków jakie musi spełniać horror, za to ceniącym urok nieco baśniowych opowieści o tym jak zwykłe staje się niezwykłe.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność: 6

To coś:6

60/100

W skali brutalności:0/10

Zapłacić duchowi

Pay the Ghost/ Wrota zaświatów (2015)

pay the ghost

W wieczór Halloween Mike zabiera swojego synka Charliego na festyn w mieście. Gdy ojciec z synem stoją przy budce z lodami chłopiec nieoczekiwanie znika. Po prostu wyparowuje. W uszach ojca pobrzmiewają jego ostanie słowa: Tato, czy możemy zapłacić duchowi?

Przez następny rok po chłopcu nie zostaje odnaleziony żaden ślad, lecz jego ojciec zaczyna wierzyć, że syn nadal żyje i próbuje się z nim skontaktować. Podsuwa mu tropy, wskazówki, znaki. Aby rozwikłać tajemnice i odnaleźć dziecko ojciec musi dowiedzieć się co oznaczały słowa: zapłacić duchowi.

pay the ghost

Jak na razie rok 2015 nie przyniósł nadzwyczajnych filmowych doznań. Kiedy zobaczyłam twarz Nicolasa Cage na ekranie chwilę po włączeniu powyższego filmu, wiedziałam, że „Pay the Ghost” nie będzie przełomem. Jestem jakoś uprzedzona wobec tego aktora. Większość filmów z nim okazuje się fatalnym wyborem. (choć odnotowałam dwa wyjątki „Living Las Vegas” i „Pan życia i śmierci”). Nie wiem, czy facet ma takiego pecha, że trafiają mu się same idiotyczne scenariusze. czy po prostu nie ma za grosz talentu i nie jest w stanie uratować żadnego filmowego pomysłu. Tak czy inaczej, moje oczekiwania, wobec „Wrót zaświatów”, o ile w ogóle miałam jakieś oczekiwania, dramatycznie spadły.

Filmowy scenariusz zrealizowany na podstawie powieści oparty jest na celtyckiej legendzie. Nie będę nawet sprawdzać, czy takowa legenda istnieje, czy też jest autorskim pomysłem pisarza, bo jakoś mnie nie zaciekawiła.

Wszystko zaczyna się od zniknięcia chłopca. Po tej tragedii rodzice rozstają się, ale ojciec Charliego nie zamierza się poddać. Okazuje się, że to nie wyrzuty sumienia, a jakaś paranormalna siła podsuwa mu wizje mające naprowadzić na trop syna. Wraz z małżonką, początkowo oporną, Mike rozpoczyna śledztwo.

Ogólny zamysł jest bardzo średni. Mamy motyw starej legendy, która odżywa w noc Halloween, a jej ofiarą zostają między innymi rodzice Charliego. Nie będę zdradzać szczegółów, bo  tak nie sądzę by stanowiły one zachętę.

pay the ghost

Film został określony mianem thrillera, niektórzy dopatrzyli się tam horroru, pewno za spawa kilku tanich i kalecznych efektów jakie zostają rzucone w celu przerażenia widza, jednak ja bym postawiła na dramat familijny z elementami fantasy, taki na niedzielne popołudnie, dla odbiorców w wieku od lat 5 do 105. Nie zbudził we mnie absolutnie żadnych emocji, po za odrobiną irytacji. Nerwy pobudziło mi zachowani głównego bohatera- spieszę się, jeśli nie zdążę na czas nigdy nie odnajdę dziecka, ale stąpam jak najwolniej żeby nie pobrudzić bucików.

Jak już skrytykowałam efekty to dodam coś o aktorstwie, krótko – słabe. Może nie tyle jest to wina samego warsztatu ile samego pomysłu na postaci. Charakterystyki protagonistów są jałowe i nikogo nie zainteresują. Film sprawił, że zasnęłam o 21, więc można go stosować w ramach kołysanki.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:4

Napięcie:4

Zabawa:4

Zaskoczenie:3

Aktorstwo:5

Walory techniczne:5

Oryginalność:4

To coś:4

40/100

W skali brutalności:1/10

Co będzie później?

After (2012)

after

Ana i Freddie spotykają się przypadkowo w autokarze zmierzającym do ich rodzinnego miasta. Mimo iż wychowali się na tej samej ulicy wydają się nie mieć ze sobą nic wspólnego. Jedno jest jednak pewne, obydwoje znaleźli się w złym miejscu o złym czasie.

Dochodzi do wypadku, a jego następstwa są co najmniej dziwne. Obydwoje jakimś sposobem docierają do domów, ale ich rodzinne miasto nie jest już takie jak kiedyś. Ana i Freddie odkrywają, że otacza ich pustka, a nadciągające za horyzontu czarne chmury nie wróżą niczego dobrego.

„After” to thriller reżysera debiutanta i jak na debiut jest całkiem niezły.

Pierwszą rzeczą jaka najbardziej przykuła moją uwagę były filmowe zdjęcia. Bardzo efekciarskie, bardzo graficzne, bardzo komputerowe. Czy fabuła wymagała aż takiego nakładu sztuczności? I tak i nie.

Jak się zapewne domyśliliście z opisu filmu, nasi bohaterowie trafiają do miejsca niezwykłego. Fantastyczna otoczka wydarzeń, ich oniryzm i metaforyka w jakiś sposób uzasadniają posiłkowanie się efektami dla uzyskania, no właśnie, efektu:)

after

Miasto rodzinne Any i Freddiego wygląda upiornie. Podobne rozwiązania stosuje się w dark fantasy, a mnie przyszły na myśl gry komputerowe z rodzaju survival horroru. Tak to mniej więcej wygląda.

Dużą uwagę poświecono udźwiękowieniu, piekielnych odgłosów nie zabraknie więc w piekielnej krainie.

Warstwa dramatyczna filmu, która w przypadku mojego osobistego odbioru przebiła efekty wizualne, została natomiast uzupełniona o bardziej nastrojowe nuty.

Film na pewno będzie miły dla oka tym, którzy cieszą się na widok dużej ilości efektów.

after

Reszta musi skupić się na walorach fabularnych. Z nimi nie jest najgorzej, choć muszę przyznać, że cała tajemnica związana z położeniem w jakim znaleźli się protagoniści jest łatwa do rozwiązania. Na szczęście scenariusz nie stara się wmawiać widzowi, że ma tu do czynienia z tajemnicą na miarę najbardziej zaskakujących rozwiązań filmowych. Fabuła szybko dochodzi do punktu, w którym wszytko staje się jasne.

Tu przechodzimy do warstwy dramatycznej. Poznajemy bohaterów i ich losy sprzed wypadku i co więcej, zostajemy naprowadzeni na nową zagadkę. Dlaczego Ana i Freddie spotkali się tu i teraz?

Muszę przyznać, że ta część filmu spodobała mi się zdecydowanie bardziej, choć i tu nie oddalamy się za nadto od baśniowej warstwy tej historii. Jest nieco ckliwo, ale do przyjęcia, choć nie wszystkie zachowania bohaterów były dla mnie zrozumiałe.

SPOILER: Moim zdaniem Ana zdecydowanie nader spokojnie podeszła do faktu, że jej towarzysz niedoli był zamieszany w największą tragedię jej życia. To z czym nie potrafiła sobie poradzić, co gryzło jej sumienie i powodowało niechęć do samej siebie, w ogóle nie stało w  kolizji z rozbłyskiem miłości do osoby, którą faktycznie powinna winić. Trochę to dla mnie zbyt gładko naciągnięte. KONIEC SPOILERA.

Aktorstwo w „After” nie koniecznie wybija się ponad przeciętność, ale w horrorach zdarzają się dużo gorsze i bardziej ‚przypadkowe kreacje’ niż duet Wydra i Strait. Tak, moi drodzy mamy tu polski akcent. W rolę Any wciela się urodzona na naszej ziemi aktorka. Jej filmografia może nie jest imponująca, ale zagrała w kilku znanych serialach, chociażby w roli żony doktora House’a.

after

Nie jestem przekonana, czy „After” zaspokoi apetyt na trzymający za gardło thriller. Ma niezłą warstwę dramatyczną i fantazyjną oprawę, ale ogólna wymowa jest raczej bajkowa niż upiorna. Posługuje się w gruncie rzeczy bardzo prosta symboliką i niektóre elementy, które miały być ‚nie z tego świata’ były dla mnie zbyt dosłownie przedstawione. Bardziej taka niższych lotów fantastyka z wątkami obyczajowymi, dobrze upchniętym sentymentalizmem i oprawiona w usilnie nabłyszczaną ramkę.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:6

54/100

W skali brutalności:1/10

A kto umarł ten nie żyje

Przywróceni – Jason Mott

przywróceni jason mott

Pewnego dnia w małym miasteczku na południu Stanów Zjednoczonych starsze małżeństwo doświadcza… cudu. Ich syn, który tragicznie utonął przed pięćdziesięcioma laty stanął w ich drzwiach. Taki sam jak feralnego lata, gdy ich opuścił. Kim jest TEN Jacob? Skąd przybył? I przede wszystkim, dlaczego?

Incydent w Arcadii nie jest przypadkiem odosobnionym. Tysiące a nawet miliony ludzi, którzy opuścili ziemski padół powraca. Rząd stanów zjednoczonych powołuje specjalne biuro do sprawy „Przywróconych”.

Jason Mott zadaje w swojej powieści bardzo ważne pytanie: Co by było gdyby…?

Inspiracją dla jego książki była refleksja, która zrodziła się w jego głowie pod wpływem tęsknoty za zmarłą matką. Co by było, gdyby ona wróciła? Czy byłaby taka sama? Czy nadal by ją kochał? Jak by się zachował?

A co gdyby „Przywróconych” było więcej? Jak zareagowałyby tysiące ludzi na świecie, którzy pochowali swoich bliskich, w jakiś sposób pogodzili się z ich śmiercią, poukładali swoje życie? Czy przyjęliby do wiadomości nowy stan rzeczy? Hym…

„Przywróceni” są próbą odpowiedzi na to pytanie. Wizją autora prezentującą ludzką reakcję na … ‚zmartwychwstanie’. Obrazem zbiorowej, histerii, przerażenia, ale także radości dla tych, którzy w głębi serca czekali na powrót ukochanych zmarłych.

Głównymi bohaterami tej historii jest stare małżeństwo, głęboko religijna Lucille i jej mąż Harold. Ich ośmioletni, niewątpliwie martwy i pogrzebany syn wraca do nich. Początkowo sceptyczna wobec zjawiska powrotów kobieta otwiera serce dla swojego syna i nie wyobraża sobie, aby mogło być inaczej. Tymczasem setki innych ludzi, w tym mieszkańców Arcadii na, których się skupiamy, reaguje różnie. Powstają swoiste bojówki osób dopatrujących się w cudzie, zwiastuna apokalipsy. Chcą odizolowania „Przywróconych”. Chcą ich ‚śmierci’. Krzyczą, że to nie jest normalne. Zbiorowa histeria doprowadza do tego, że władze decydują się na radykalne kroki. Tworzą specjalne getta dla „Przywróconych”, aby oddzielić ich od „Prawdziwie żywych’. Jedno z największych ‚więzień’ powstaje w Arcadii.

Dalszych dramatycznych wydarzeń można się domyślić.

„Zbyt wielu ludzi na tym świecie boi się zbyt wielu rzeczy. Ja też. Wciąż się czegoś boję. Na przykład tego, co widzę w telewizji. Bałam się, zanim wszytko się zaczęło, i będę się bała kiedy się skończy. Ale teraz się nie boję (…) Jestem spokojna bo wiem, że robię dobrze.”

przywróceni jason mott

Powieść Motta ma coś biblijnej przypowieści. Autor nie specjalnie dba o szczegóły, związek przyczynowo skutkowy, logiczne, czy naukowe podejście. Nie stara się na siłę nic tłumaczyć. Według niego nie ma nic pewnego.

Książka jest czymś w rodzaju metafory i chyba tak należy ją czytać. Gdyby traktować ją jako fantastykę naukową mocno by kulała, ale jako powieść z pogranicza fantasy spisuje się bardzo dobrze. Mocno refleksyjne dzieło. Dodam, że jest to powieść debiutancka.

Moja ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Mira:

http://harlequin.pl/mira

Dom ze snów, dom z koszmarów

Paper house/ Dom na papierze (1988)

dom na papierze

Jedenastoletnia Anna to dziewczynka obdarzona ogromną wyobraźnią. Jako jedynaczka wychowywana przez zapracowaną matkę musi sama sobie uatrakcyjniać codzienność.

Pewnego dnia w ramach zabawy Anna rysuje dom, który następnie odwiedza we śnie. Sytuacja powtarza się, a dziewczynka zaczyna poważnie chorować. Nie wychodząc z łóżka dorysowuje kolejne elementy wnętrza i otoczenia domu, które zaczynają istnieć w świecie jej snów. Problem polega na tym, że żadnego z narysowanych elementów nie da się już usunąć. Anna musi uważać, co umieszcza na rysunku.

dom na papierze

Jeśli rzucić okiem na filmografię twórców zauważymy, że jeden znany jest z „Lessie”, zaś drugi z „Candyman’a”. Wspominam o tym nie bez powodu, bo to połączenie doskonale obrazuje to, czym jest „Dom na papierze”. Posiada elementy fantasy, kina familijnego, dramatu i thrillera, a nawet horroru.

Pod płaszczykiem fantastycznej historii o domu, który istnieje w świecie wyobraźni, domu w którym mieszka kaleki chłopiec i który nawiedza szalony ojciec Anny, ukryta jest zasmucająca historia o samotności.

dom na papierze

Anna ma problemy z rodzicami. Matka nie traktuje jej poważnie, a ojciec wyjechał daleko w związku z pracą. Nawet, gdy był w domu sytuacja nie była najlepsza, bo facet lubił sobie wypić. Teraz kobiety czekają na jego powrót by wspólnie wyjechać nad morze.

Gdy Anna zaczyna chorować zostaje powierzona opiece doktor Nicols, która opowiada jej o nieszczęsnym pacjencie, który już od ponad roku jest przykuty do łóżka.

Wszystkie te elementy fabuły zostają przeniesione z ‚świata realnego’ do domu ze snu.

dom na papierze

dom na papierze

Anna poznaje tam Marca, kalekiego chłopca, z którym się zaprzyjaźnia, dom otacza morze, a wkrótce pojawia się też tatuś, który niestety nie ma najlepszego dnia – Anna uważa, że to dlatego, że narysowała go z ‚miną szaleńca’.

Dziewczyna toczy bitwę na jawie i we śnie. Niektóre fragmenty potyczki mogą kojarzyć się z „Koszmarem z ulicy wiązów„.

dom na papierze

Jest kilka nico brutalniejszych scen. Po tej dawce horroru znowu wracamy do dramatu.

O dziwo sentymentalne zakończenie przypadło mi do gustu, choć zazwyczaj tak się nie zdarza. Być może po prostu pasowało do całej poetyki filmu więc przyjęłam je bez zastrzeżeń.

Podsumowując, kawał dobrego kina z lat 80. Film posługuje się ówczesnymi trendami, więc raczej nie spodoba się fanom współczesnego bajeru.

W fabule skondensowana jest opowieść o samotności, przyjaźni, problemach rodzinnych, świecie fantazji i grozy. Wszytko to w bardzo ładnej oprawie wizualnej, a jak by tego było mało muzykę zrobił Hans Zimmer- to argument ostateczny.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:9

Klimat:9

Napięci:7

Zabawa:8

Walory techniczne:9

Zaskoczenie:6

Oryginalność:9

To coś:8

Aktorstwo:8

79/100

W skal brutalności:1/10

Pozytywka

Livide ( 2011)

livide recenzja

Francuski duet Alexandre Bustillo i Julien Maury znani z przede wszystkim z niezwykle brutalnego obrazu „Najście” tym razem stworzyli film, któremu bliżej do nastrojówek Guillermo del Toro niż francuskiego torture porn.

Młoda studentka Lucie odbywa praktyki w zawodzie opiekunki/pielęgniarki pod czujnym okiem surowej Pani Wilson. W czasie pracy dziewczyna poznaje historie jednej z podopiecznych, staruszki Deborah Jessel, która od lat pogrążona jest w śpiączce. Legenda głosi, że stara ukrywa gdzieś w domu cudowny skarb. Po namowach swojego przygłupiego chłopaka Wiliama Lucie decyduje się na włam do domu Jessel…

livide recenzja

Na temat filmu dominują raczej negatywne opinie, dlatego też ociągałam się obejrzeniem go. Jedno co muszę stwierdzić z całym przekonaniem, że dawno nie miałam do czynienia z tak osobliwym obrazem…

Pierwsza połowa filmu, powiedzmy do 50 minuty, przebiega z wolna. Obserwujemy Lucie i jej zabiedzonych podopiecznych, przyglądamy się dziwnej Pani Wilson, poznajemy osobiste problemy bohaterów.

Pierwsze naprawdę niepokojące zdarzenie wiąże się z postacią pani Wilson. Był to spory szok i nie od razu ogarnęłam o co chodzi.

livide recenzja

Od momentu włamu wydaje się że akcja pędzi na łeb na szyje, przeplatając elementy fantasty z krwawym horrorem. Film jednak nie gubi swojego klimatu.

Na dużą uwagę zasługuje scenografia, charakteryzacja i użyte tu efekty. Dom Jessel wygląda jednocześnie baśniowo i upiornie, trochę jak dom Panny Havisham z „Wielkich nadziei”.

livide recenzja

Podobnie sama staruszka, niesamowicie wychudzona, podłączona do aparatu tlenowego- wyglądała jak śmierć. Jej dom skrywa sporo tajemnic. Pozornie nie uświadczymy tu żadnej przełomowej nowości.

SPOILER: Nadopiekuńcza matka znęcająca się nad córką KONIEC SPOILERA.

Ale ta prostota obleczona jest w ramy mocnej, momentami wręcz absurdalnej, fantazji. Przekonacie się o tym przekraczając wraz z Lucie próg pewnego strzeżonego pokoju.

livide recenzja

Film bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i jestem jak najbardziej na tak.

Moja ocena:

Straszność:9

Klimat:9

Fabuła:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Zdjęcia:9

Aktorstwo:7

Oryginalność:8

To coś:8

Dialogi:6

78/100

Zawód: egzorcysta

Constantine (2005)

constantine recenzja

„Constantine” to thriller fantasty oparty na komiksie „Hellblazer”. Za reżyserię odpowiada Francis Lawerence, który dwa lata po sporym sukcesie Constantina nakręcił „Jestem legendą”, również filmowa adaptacje z tym, że powieści nie komiksu.

„Constantine” to, mówiąc krótko, historia pyszałkowatego egzorcysty, który zawodowo wypędza demony z ciał ludzi. Jest cyniczny, a jego podejście do religii jest delikatnie mówiąc sceptyczne. Sam o sobie mówi: Ja wiem, a nie wierzę, toteż nie ma dla niego miejsca w królestwie niebieskim.

constantine recenzja

John Constantine pewnego dnia na swojej drodze spotyka piękną aczkolwiek upierdliwą Angele, która prosi go o pomoc w rozwikłaniu tajemnicy samobójczej śmierci jej siostry bliźniaczki. Tragiczne zdarzenie, czyli śmierć pomylonej Isabel zbiega się w czasie podejrzanie jawną działalnością istot przeklętych w świecie żywych. Ktoś z lokatorów piekła zdaje się coś kombinować. Pyszałkowaty musi stawić temu czoło.

„Constantne” nie należy do czołówki moich ulubionych filmów o tematyce religijnej, nie mniej jednak zdarza mi się do niego wracać i oglądam go z dużą przyjemnością. Jest łatwy w odbiorze, nie budzi strachu, nie szokuje. Ot bliżej mu do bajki niż do filmu grozy. Fabuła nie jest zbyt skompilowana, ale też nie ogłupiająca.

Drażniła mnie nieco postać Angeli, natomiast polubiłam Johna. 

constantine recenzja

Podobał mi się cyniczny przekaz tego filmu. Obraz walki  dobra ze złem przedstawiony bez niepotrzebnego patosu, trochę z przymrużeniem oka. Lucyfer jest tu prawie oswojony.

Film miło ogląda się również ze względu na walory czysto techniczne. Bardzo ciekawe zdjęcia, dość sporo efektów specjalnych, ale zrobionych ze smakiem, niezła muzyka.

constantine recenzja

Aktorsko spisał się Keanu Reeves, Rachel Weisz trochę gorzej, ale jej postać, czyli Angela i tak nie miała zbyt dużego potencjału.

Jeśli ktoś preferuje takie nieco bajkowe klimaty to prawdopodobnie obraz przypadnie mu do gustu.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:7

Zaskoczenie:5

Zabawa:9

Dialogi:7

Oryginalność: 8

To coś:6

Aktorstwo:7

Zdjęcia:8

68/100

Jaś i Małgosia

Hansel & Gretel: Witch Hunters/

Hansel i Gretel: Łowcy czarownic (2013)

łowcy czarownic recenzja

Kilkuletnie bliźniaki Hansel i Gratel zostają schwytani przez złą wiedźmę, celem upieczenia w piekarniku i zjedzenia. Dzielne dzieciaki nie dadzą się jednak łatwo, dowalą wiedźmie i spalą ją w jej własnym piecu. Rzęsiste brawa, mili Państwo.

Paręnaście lat później to samo rodzeństwo jest już znane jako nieustraszeni łowcy czarownic. Prawi, rozsądni, dzielni, bezlitośnie tropią i zabijają złe wiedźmy przy użyciu bazuki, karabinów i granatów – domowej roboty:) Te którym udało się umknąć łowcą planują większą akcję z czarami magią i ofiarami z dzieci, by ogień stosu nie dosięgnął już żadnej z nich. Co zrobią nasi dzielni Jaś i Małgosia? To chyba do przewidzenia.

Czułam na kilometr, że ten film pachnie tanią komercją i się nie pomyliłam. Tommego Wikolę, reżysera tej produkcji znałam z komediowego horroru „Zombie SS”, który z resztą bardzo mu się udał. Tommy więc spakował walizki i wybył z Norwegii do USA, gdzie poznał dobrodziejstwo dużego budżetu i gwiazdorskiej, bądź aspirującej do gwiazdorstwa obsady. Zmajstrował film naszpikowany efektami specjalnymi, oparty na durnej fabule, za to z efektem 3D. Po co komu inne przymioty jak jest trójwymiarowy obraz?

Generalnie nie przepadam za takimi bajeczkami: Złe wiedzmy, dobre czarodziejki, osierocone dzieci, pomocne trole itp.

łowcy czarownic recenzja

Nawet Humor Tommy’ego jakoś się tu szczególnie nie objawił. Niektórzy dostrzegli tu żartobliwy wydźwięk. Ja nie. Dla mnie był to humor na poziomie trzecioligowych produkcji telewizyjnych z udziałem uczynnych elfów, puszczane  na polsacie w niedzielne popołudnia – mało błyskotliwy, tak żeby najmłodsi i najmniej rozgarnięci widzowie tez mogli załapać.

Męczyłam się oglądając ten film niemiłosiernie. Wartka akcja nie stanowiła dla mnie żadnej rozrywki, wiedziałam do czego to wszystko zmierza.

Dialogi durne, a na dodatek aktorzy wypowiadali swoje kwestie z takim przekonaniem, że pierwsza lepsza kura domowa z reklam vanish’a zrobiła by to lepiej. Silenie się na jakąś ironie nic nie pomogło. Płasko, nudno, efekty też kiczowate, więc nie było na czym zawiesić oka. O niebo lepszym filmem z takim baśniowym motywem jest „Dziewczyna w czerwonej pelerynie”.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:4

Klimat:4

Aktorstwo:5

Zabawa:3

Zaskoczenie:1

Zdjęcia:5

Oryginalność:7

To coś:2

Dialogi:3

34/100

Dziwne dzieci

Insensibiles/ Niewrażliwi (2012)

niewrażliwi recenzja

Ostatnio o samych starociach piszę, ale nie dziwcie się- im nowsza produkcja tym bardziej mnie rozczarowuje:(

Dziś będzie o filmie z kategorii thriller/ fantasty, koprodukcji Francji, Hiszpanii  Portugalii. O dziwo nowym, bo z 2012 r. i o dziwo bardzo udanym:)

Obraz nieco skojarzył mi się z twórczością Guillermo del Toro.

Fabuła filmu toczy się dwutorowo, w dwóch wymiarach czasowych: współczesność, tu głównym bohaterem jest lekarz pracoholik, który w tragicznym wypadku stracił żonę. Udało się jednak uratować jego synka- żona była w 6 miesiącu ciąży. U mężczyzny zdiagnozowano białaczkę, pozbawiony chęci do życia po namowie przyjaciółki decyduje się poprosić swoich rodziców o to by, któreś z nich zostało dawcą szpiku…

niewrażliwi recenzja

Inne wydarzenia toczą się w czasach gdy Hiszpania była ogarnięta wojną domową (lata ’30 XX wieku). W owych niespokojnych czasach dr. Carscedo przyszło zmierzyć się z niespotykanym zjawiskiem: do placówki, nad którą sprawuje piecze trafia grupa niezwykłych dzieci. Dzieci, które nie znają bólu. W ten sposób pozbawione są tak typowego dla ludzi instynktu, który pozwala nam przetrwać i uczyć się. Dzieci podpalają się, wyrywają sobie paznokcie, zjadają fragmenty własnego ciała, gdy są głodne i o zgrozo namawiają do tego normalne dzieci, co zwykle kończy się tragedią.

niewrażliwi recenzja

Nie wiedząc co począć dr. Carscedo decyduje się odizolować dzieci, wtedy młoda pielęgniarka wpada na pomysł by zasięgnąć rady u niemieckiego profesora Holtzmanna. Lekarz z entuzjazmem odkrywa tajemnice dziwnej choroby, stara się jak może pomóc dzieciom i nie boi się ich jak większość personelu. Wszystko  już zmierza w dobrym kierunku gdy w placówce pojawiają się faszyści…

niewrażliwi recenzja

Wie, wiem, prawie cały film tu streściłam, ale inaczej się nie da czasami:)

Film rozpoczyna się od brawurowej prezentacji zdolności jednego z dzieci. Już pierwsza scena robi wrażenie. Dalej śledzimy rozwój nie koniecznie fantastycznych- jak by na to wskazywał gatunek filmu- wydarzeń. Są bardziej dramatyczne i przerażające, tudzież dołujące. Nalepka fantasty została przypięta filmowi zapewne z uwagi na niezwykła chorobę na jaką cierpiały dzieciaki. Ale czy to znowu taka fantastyka? Sama miałam okazję zetknąć się z chłopcem, który cierpiał na taka niewrażliwość. Choroba została u niego zdiagnozowana, o zgrozo, dopiero w czwartej klasie- jak on przeżył? Widać nie wpadał na takie genialne pomysły jak dzieci z filmu.

Jak wynika z dostępnych m informacji film jest debiutem zarówno reżysera jak i scenarzysty. Trzeba przyznać niezwykle udanym.

Film mam bardzo fajny, mroczny i smutny za razem klimat- taka typowy dla Hiszpanów, nie zabraknie też typowo Francuskiej brutalności.

niewrażliwi recenzja

Za nastrojowe zdjęcia dopowiada Alejandro Martinez, którego sposób filmowania pokochałam od czasów gdy zobaczyłam jego dzieło „Rzecz o mych smutnych dziwkach”, dobrze sprawdził się także w „Wyspie zaginionych”. Spokojna nie mniej nastrojowa muzyka to już dzieło Szweda od „Pozwól mi wejść”.

Świetny, oryginalny pomysł i dokonała realizacja. Film smutny, nieco straszny. Dobrze zagrany- szczególnie kreacja małego Benita robi wrażenie- mały chłopiec w masce jak dla Lectera🙂

Moja ocena:

Straszność: 8

Fabuła:9

Klimat:10

Zaskoczenie:6

Zdjęcia:9

Aktorstwo:8

Dialogi:7

Zabawa:8

Oryginalność:8

To coś:8

81/100