Archiwa tagu: Horrory z 2012

Potwór tu jest

En las afueras de la ciudad aka Hidden in the Woods (2012)

hidden in the woods

Ana i Anny dwie młode kobiety dorastały na chilijskim odludziu w całkowitej izolacji. Po śmierci ich matki wychowywał je ojciec dopuszczający się na kazirodczych gwałtów na swoich córka. Jedna z nich urodziła dziecko. Pewnego dnia gdy ojciec wpadł w kolejny szał na ich posesji pojawiła się policja. Mimo, że stróże prawa przegrali w walce z szaleńcem dziewczynom udało się uciec od ojca oprawcy. Jednak to wcale nie koniec ich kłopotów.

“En las afueras de la ciudad”, znany bardziej pod tytułem “Hidden in the woods” powstał w oparciu o prawdziwą historię dziewcząt będących ofiarami ojca sadysty utrzymującego się z konszachtów z kartelem narkotykowym.

W 2014 roku chilijska produkcja doczekała się amerykańskiego remake i jak niesie gminna wieść nie jest on wcale lepszy od oryginału.

A oryginał. Cóż, nie mogę powiedzieć by film ten mnie nie zaskoczył. Dawno nie oglądałam tak popapranej rzeczy. Gore wylewa się z niego gęstym strumieniem idąc w konkury z torture porn.

hidden in the woods

hidden in the woods

Fabuła jest zaskakująco nielogiczna i bogata w nonsensy. Ciężko mi dać wiarę autentyczności tych wydarzeń i wcale nie dlatego, że są niewyobrażalnie okrutne tylko za względu na sposób w jaki zostały wyłożone. Absurd goni absurd i tak przez cały film.

Nikogo z bohaterów tej filmowej tragedii nie śmiałabym posądzić o myślenie. Dialogi to kompletny kanał a aktorstwo sięga dna. Gdzie jest reżyser, aż chce się spytać? Co gorsza wcale nie jest on debiutantem, groza przejmuje na samą myśl o kierunku rozwoju jego kariery.

Jeśli macie ochotę na naprawdę bezrozumną rąbankę okraszoną przemocą seksualną to nic tylko brać;)

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:3

Klimat:4

Napięcie:4

Zabawa:3

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:2

Aktorstwo:2

Oryginalność:5

to coś:1

31/100

W skali brutalności: 5/10

Demon z kopalni

Ghoul (2012)

ghoul

Trzech dorastających chłopaczków z małego miasteczka odkrywa system podziemnych tuneli ciągnących się pod miasteczkiem jako pozostałość dawnej kopalni. Chłopcy zaczynają łączyć tą kwestię z lokalną legendą o demonie zwanym ‘Ghoul’. Zaginięcia  jakie  coraz częściej zdarzają się w okolicy tylko nasilają ich podejrzenia względem tego co kryje się pod ziemią.

“Ghoul” został mi kiedyś polecony przez któregoś z czytelników bloga. Nie znałam tej produkcji, a jej tytuł kojarzyłam z zupełnie innym filmem.

Ten “Ghoul”, o którym dziś będzie mowa, to obraz nakręcony na potrzeby telewizji. Jego fabułę oparto na nieznanej mi powieści Brian’a Keene’a. Fabularnie blisko mu do “IT”, bo sprawa dotyczy młodych bohaterów i zagrożenia czającego się pod ich stopami. Zagrożenie ma rzekomo nadnaturalne pochodzenie, więc wszytko się zgadza. Oczywiście ktoś zaraz powie, że Keene to nie King.

Oceny widzów są rozpaczliwie niskie i w sumie to nie wiem czemu. “Ghoul” to przyjemny horrorek dla dzieciaków. Jego bohaterzy są sympatyczni, a antybohaterzy stosownie odrzucający.

ghoul

Dużo uwagi poświecono wątkom obyczajowym i dramatycznym, bowiem każdy z dzieciaków przeżywa swój niemały dramat – znowu kłania się “IT”. Mamy tu motyw alkoholizmu i przemocy fizycznej, molestowania seksualnego i śmierci bliskiego krewnego.

W tym wszystkim znajdzie się miejsce na przewodni wątek zjawiska nadnaturalnego.

ghoul


Jeśli miałby określić ten obraz jednym słowem nazwałabym go asekuranckim. Wszytko jest bardzo ostrożne i w pewnym stopniu wydelikacone, choć porusza kwestie wcale nie łatwe. Brakuje mu własnego charakteru.

Jego reżyser podobnie jak scenarzysta mieli do czynienia z literacką twórczością Ketchuma. Razem zrobili “Dziewczynę z sąsiedztwa” nie rozumiem więc skąd ten nagły brak odwagi? Myślę, że gdyby nie wymogi TV, które z całą pewnością poskromiły pewne zapędy film byłby dużo lepszy, nie tak ‘wykastrowany’.

Nie mogę jednak powiedzieć, że mi się nie podobał. Fabuła, szczególnie jej finalne rozwiązanie przypadła mi o gustu, nie mniej jednak czegoś tu zabrakło.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:5

Napięcie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:7

Oryginalność:4

To coś:6

53/100

W skali brutalności:1/10

Będzie tylko gorzej

Doch/ Córka (2012)

doch

W małym prowincjonalnym miasteczku żyje dorastająca dziewczyna, Inna mieszkając wraz z młodszym bratem  i owdowiałym ojcem. Jej matka odeszła z tego świata samobójczą śmiercią. Inna czuje się bardzo samotna, do póki nie pozna nowej koleżanki, Maszy. Kiedy dziewczyny cieszą się urokami młodości tuż obok seryjny zabójca pozbawia życia nastolatki.

Nie ma  zbyt wielu okazji by poznawać rosyjskie kino. Obecnie nie dociera do nas zbyt wiele filmów z tego kraju, a trafić na horror jest już niebywale trudno. Do tej pory, jeśli nie myli mnie pamięć widziałam cztery rosyjskie straszaki: Rewelacyjną “Yulenke”, świetne III“, niezłe “Martwe córki” i kompletnie nieudany “Fobos”. “Córka” nie koniecznie mieści się w gatunku grozy, jednak porusza tematykę seryjnych zabójstw, więc pozwolę sobie Wam ją przedstawić.

“Córka” to obraz w sam raz na pogłębienie sezonowego przygnębienia. Ukazuje nam ponure plenery w których żyją ponurzy ludzie. Bieda solidnie klepie ich po plecach, toteż warto mieć na podorędziu jakiś eliksir szczęśliwości, żeby przetrawić cienką zupkę.

córka

W tej ogólnej beznadziei żyje Inna i jej bliscy. Matka postanowiła wymeldować się z życia, choć jej córka woli wierzyć w nieszczęśliwy wypadek. W końcu znajduje sobie rozrywkową koleżankę, która uatrakcyjnia ich żywot, do chwili gdy… No właśnie, seryjny morderca. Postać którą poznamy ale nie od razu.

Typ niezbyt interesujący, ale w takim padole beznadziei ciężko nawet o ciekawego zbrodniarza. Paradoksalnie ów antybohater wcale nie działa na niekorzyść filmu, bowiem stanowi on jedynie przedsionek, przejście z przedpiekla do piekła właściwego. Jakkolwiek to brzmi. Celowo pomijam tu konkrety licząc, że sami sięgniecie po ten film.

córka

Film technicznie bardzo udany. stanowi odmianę dla wypieszczonych scenografii i aktorek o idealnie ułożonych włosach. Brudny i brzydki to film, daleki od tego do czego zdążyliśmy przywyknąć dzięki mainstreamowym produkcjom z zachodu. Wart uwagi.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

66/100

W sali brutalności:1/10

Łańcuchy

Chained (2012)

chained

Mały Tim i jego mama wracają właśnie z kina, gdy padają ofiarami porwania. Oprawcą jest taksówkarz, który wywozi kobietę i jej dziewięcioletniego syna do swojego domu na odludziu. Mężczyzna morduje kobietę, ale oszczędza chłopca.

Tak zaczyna się jego wieloletnia gehenna. Bob nadaje mu nowe imię ‘królik’ i przydziela rolę niewolnika. Pasie go na łańcuchu, na tyle długim by bez problemu mógł wykonywać obowiązki kury domowej i osobistego grabarza, który ‘sprząta’ po imprezach z paniami i na tyle krótkim by nie mógł uciec. Bob ma swoje plany względem chłopaczka i gdy ten dorośnie do wieku młodzieńczego psychopata przedstawi mu jego nowe obowiązki.

chained

Nie wiem czemu wcześniej ominęłam ten film. Pewnie odstraszył mnie jego opis w sieci. Teraz mogę powiedzieć, że gdybym nadal go ignorowała byłbym stratna o jeden całkiem przyzwoity thriller o psychopatycznym mordercy.

Film nie jest szczególnie popularny toteż wielu z Was również mogło na niego nie natrafić. Nie jest to taki typowy straszak z zabójcą w roli głównej. Mimo swojego początku nie idzie s stronę slashera czy torture porn. W zasadzie nie uświadczymy tu brutalności sygnowanej krwią, a jeśli już to nie jest jej tyle by można było mówić o wizualnej makabresce.

Większość akcji śledzimy oczyma porwanego Tima, a ten nigdy nie był naocznym świadkiem żadnego z zabójstw. Niczym lokaj otwierał drzwi mrocznej pieczary, gdzie gnieździł się jego ‘pan’, widział jak ten wlecze kolejne kobiety do swojej sypialni, słyszał krzyki – między innymi krzyki własnej matki, sprzątał krew z materaca, grzebał w piwnicy zwłoki. Mnie to wystarczyło by wyrobić sobie bardzo określoną opinię o jego sytuacji.

chained

W “Chained” bardzo ważną role odgrywa wątek psychologicznej więzi między Bobem i jego króliczkiem, króliczkiem można by rzecz doświadczalnym, jeśli spojrzeć na zamiary Boba z dalszej perspektywy.

Tytułowy łańcuch jest tu symbolem. Bob często nawiązuje do łańcucha pokarmowego, zaznaczając rolę królika w ich małym ekosystemie. Królik dojada jego resztki z obiadu, jest jego prywatną ofiarą, w każdej chwili może zostać ‘pożarty’ przez psychola, jest ostatnim ogniwem łańcucha pokarmowego.

Gdy chłopiec dorasta, bo niestety spędzi w loży na łańcuchu kilka ładnych lat, Bob stara się wywołać u niego coś na kształt gatunkowej ewolucji, by nie był już królikiem, lecz wilkiem.

Jeśli przyjrzymy się wspomnieniom z wyjątkowo chujowego dzieciństwa Boba możemy już domyślić się do czego zmierza. Chce przedłużyć łańcuch, łańcuch patologii. Może w ten sposób chce udowodnić samemu sobie, że w odpowiednich warunkach środowiskowych z każdego można zrobić dewianta.

chained

Ten łańcuch to też symbol więzi między oprawcą i ofiarą. Jest nam sugerowane, że między Bobem a Timem nawiązała się ambiwalentna relacja. Bob bywał dobry dla Tima, nigdy go nie bił, czasem rzucił mu wafelka na pożarcie, pozwalał wraz z nim oglądać telewizję. Tim nauczył się żyć w tej relacji. To wyjątkowo przygnębiające.

Finał tej historii przyniesie nieoczekiwany zryw akcji. O ile przez większość czasu scenarzysta dłubał nad psychologią postaci i ich relacji o tyle pod koniec zafundowano nam wzrost napięcia i nie małą, wierzcie mi, nie małą niespodziankę.

Forma w jakiej opowiedziana jest na historia z pewnością znajdzie swoich oponentów. Dla niektórych powolne budowanie ‘nowego świata Tima’ może być nużące, zwłaszcza, że brak tu jednoznacznych bodźców, które naprędce wywołają przerażenie.

Mamy mocny wstęp i mocny koniec, zaś cały środek filmu, jego najdłuższa partia to mozolne taplanie się w brudzie. Cóż jeszcze? Mamy tu w zasadzie tylko dwóch bohaterów. Kobiety pojawiają się i migiem znikają w piwnicy, więc cały ciężar budowania tej historii spoczywa na dwóch postaciach. To właśnie lubię. Mimo iż szanuję formułę rąbanek, typu camp slashery, gdzie mamy do czynienia nie tyle z serią zabójstw co z masowym mordem, to nie jestem w stanie ogarnąć tej bandy przyszłych trupów, nie zdołam nawet zakodować imion, a już leżą i gniją. Tu mamy szanse rozsmakować się w pojedynku ofiary i mordercy, a ich relacja nie jest jednoznaczna i oczywista.

Wizualnie film wypada dobrze, jak wspomniałam nie jest brutalny w dosłownym tego słowa rozumieniu, góruje przemoc psychiczna, nie rany fizyczne. Co ciekawe dom oprawcy wcale nie wygląda jak loch sadysty, raczej jak mieszkanie kogoś bardzo samotnego. Scenografia jest bardzo oszczędna. A aktorzy? Dla mnie jak najbardziej spełniający oczekiwania, choć nie zapadli mi w pamięć w żadnych wcześniejszych rolach.

Moja opinia jest więc, jak najbardziej pozytywna.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:7

Napięci:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:8

69/100

W skali brutalności:1/10

Cienie

Shadow people (2012)

shadow people

Prezenter radiowy, Charlie Crowe, prowadząc nocną audycję odbiera dziwny telefon od nastoletniego słuchacza. Chłopak twierdzi, że prześladują go cienie, cienie mogące zabić go we śnie.

Próba samobójcza nastolatka kończy się w szpitalu, gdzie pozornie zupełnie zdrów umiera we śnie.

Charlie zaczyna się zastanawiać nad związkiem tego zgonu z legendami o demonach dręczących ludzi we śnie. Prywatne śledztwo sprawia iż do mediów przedostają się informacje o dziwnych śmierciach, napędzając spirale szaleństwa. Wydaje się, że każdy kto usłyszy o ‘ludziach cieniach’ i uwierzy w ich istnienie jest skazany na spotkanie z nimi we śnie.

Tytuł “Shadow people” już kilkakrotnie obił mi się o uszy, ale był problem z jego dostępnością. Polska dystrybucja, jak to często bywa, zawiodła i na możliwość zapoznania się z obrazem Matthew Arnolda trzeba było poczekać. Pytaniem jest, czy warto było czekać?

Thriller “Shadow people” nieco skojarzył mi się z horrorem “Pulse”. Tematyka jest dość podoba, choć w przypadku ‘ludzi cieni’ do całego zamieszania wystarczyła pogłoska.

Cały film opiera się na wątku koszmaru sennego, jak wiadomo w różnych kulturach często interpretowanego jako napaść sennego demona. Mitologie całego świata wspominają o zjawisku nagłego zgonu we śni dorabiając do niego tezę o ataku siły nadprzyrodzonej. Mimo iż niektórym śmierć we śnie może wydawać się opcją nie najgorszą, to wielu przeraża ta perspektywa i zaczyna utożsamiać ją z siłami nieczystymi.

Sen jest tematem dla poetów i naukowców, ale co tak naprawdę roi się w głowie śpiącego często nie wie nawet on sam. Mamy więc dobry temat na horror, co już potwierdził świętej pamięci Wes Craven, w swoim szlagierze “Koszmar z ulicy wiązów“. Takie skojarzenie wydaje się nieprzypadkowe, bo bohater “Shadow people” mieszkała zdaje się na ulicy Wiązów.

Tu koszmar nie ma twarzy, jest tylko cieniem. Cieniem powodującym paraliż i bezdech, rychło prowadzącym do zgonu śpiącego. Efekty jakich użył reżyser by ukazać złowrogą siłę atakującą bohaterów są wiec bardzo prostolinijne, ale ta prostota jest strzałem w dziesiątkę. Cień może przybrać dowolny kształt i tu jest przestrzeń dla wyobraźni widza.

Ta prostota odbija się też w ogólnym zamyśle filmu, ma jakiś dziwnie romantyczny rodowód i sprawia, że nie parskamy śmiechem na taki obraz zagrożenia.

shadow people

Inną sprawą jest sposób w jaki ów motyw poprowadzono dalej. Tu miałam jeden zasadniczy problem. Już w pierwszych minutach filmu dowiadujemy się, od ofiary cieni, że stanowią one zagrożenie wówczas gdy się o nich myśli. Nasz bohater, Charlie, bez wątpienia daje się wciągnąć tej historii. Zaczyna o tym myśleć, efekt jest taki jakiego należy się spodziewać.

Jego celem jest ostrzeżenie ludzi przed ‘cieniami’, ale w miarę rozwoju akcji widzi przecież, że efekt jest odwrotny. Im więcej gada o ‘cieniach’ na antenie swojej audycji tym więcej ludzi ginie. I wcale nie pomaga im fakt, że mogą swoje gorzkie żale związane z nocnymi przygodami wyjawić na antenie.

Co robi bohater? Szuka dowodów, żeby móc iść z tą historią do telewizji. Po co? Żeby uświadomić ludzi? Ale czemu to robi, skoro to właśnie nieświadomość istnienia ‘cieni’ może człowieka przed nimi uchronić? Urągałam na głupotę bohatera przez cały film.

shadow people

Nie jest to niestety sprawa marginalna, którą można by przełknąć, czy pominąć mimo, iż zasadniczo cała reszta filmu, w tym watek eksperymentu z lat ’70 który pojawił się w filmie, czy cała mitologiczna warstwa jest bardzo okej.

Obraz zbiorowej histerii jaka towarzyszy pogłosce o ‘cieniach’ jest ciekawy od strony socjologicznej, bo czy nie jest tak, że ludzie łatwo dają się wkręcić we wszytko jeśli będziemy im o tym mówić stosownie głośno?

Jeśli chodzi o wykonanie od strony technicznej to narzekać nie ma na co. Prostota efektów jest tym co lubię, choć nie powiem, mocniejszych momentów mogłoby być odrobinę więcej.

Fabuła filmu usiana jest przerywnikami w postaci ‘pseudo reportaży’, czyli ‘cudem zdobytych materiałów’. Chwyt podobny do tego zastosowanego w “Czwartym stopniu“.

Nie udało mi się znaleźć nic co potwierdziło by autentyczność historii ‘takiego a takiego’ dziennikarza radiowego, faktem jest jednak, że paraliż senny istnieje a jego przyczyny nie są do końca jasne. Na tym właśnie zbudowano fabułę “Shadow people”.

Doceniam ten pomysł, jest na swój sposób wiarygodny, może dzięki temu, że unika zbytnich udziwnień.

Film podobałby mi się nawet bardzo, gdyby nie wspomniany wcześniej głupotą napędzany wątek przewodni, czyli próby głównego bohatera oświecenia ludzkości.

Podobać się może, ale nie koniecznie. Niektórych pewno zniechęci stosunkowo monotonna fabuła, jej przewidywalność i potężna luka logiczna. Nadrabia jedna pomysłem i dobrym wykonaniem.

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność: 6

To coś:7

63/100

W skali brutalności:0/10

Horror romantyczny

I Will follow you into the dark/

Pójdę za Tobą w ciemność (2012)

pójdę za tobą w ciemnośc

Sophia i Sam spotykają się pewnego dnia i zakochują w sobie.  Dziewczyna często odwiedza chłopaka w jego mieszkaniu. Legenda głosi, że kamienica, w przeszłości służąca jako szpital jest nawiedzona. Na ostatnim pietrze gnieżdżą się niespokojne duchy tych, którzy konali w męczarniach. Teraz, od czasu do czasu ktoś, kto zwróci ich uwagę dołącza do nich, czy tego chce czy nie, znikając bezpowrotnie. Pewnego ranka Sam znika.

Czerwona lampka zapaliła mi się w głowie już w momencie, gdy zobaczyłam dość zaskakuje połączenie gatunkowe, do którego został przyporządkowany ten tytuł: horror, melodramat.

Jako że lubi eksperymenty postanowiłam film obejrzeć pomimo pewnych obaw. Pomijając tę dziwną hybrydę gatunków, mój niepokój wzbudziła Misha Burton w obsadzie. Ostatni horror z jej udziałem, jaki miałam okazję obejrzeć, był tak gniotliwy, że bardziej się już nie dało. Do tej pory mam w pamięci ducha napierdalającego głową w balkonowego okno, czy chlastającego się w kuchennym zlewie. Misha, strasznie podupadła, nie da się ukryć. W “Pójdę za tobą w ciemność” również nie pokazuje dobrego warsztatu, ale wypada lepiej.

Przynależność do gatunku melodramat jest niestety bardzo widoczna. Ckliwych momentów, w których nasza zakochana para przechodzi miłosne uniesienia patrząc sobie głęboko w oczy i trzymając się za rąsie nie zabraknie, ale nie jest to tak kompletnie bezcelowe jak w klasycznych horrorach. Tu ta cała romantyczna sraka była potrzebna by uzasadnić całą akcję horrorową. I mimo iż można było oszczędzić wodzowi te ciężkie kilogramy patosu, którym jesteśmy obrzucani w niemal każdym zdaniu, istnieje tu logiczne uzasadnienie.

pójdę za tobą w ciemnośc

Sophia w krótkim czasie straciła oboje rodziców, co odbiło się na jej kondycji psychicznej i ją sama ‘przybliżyło’ do śmierci. Teraz kiedy okazuje się, że może stracić jeszcze jedną ukochaną osobę, wskoczy za nią w ognień, pójdzie za nią w ciemność. Widać iż twórca, reżyser i scenarzysta w jednej osobie, czerpał znacznie większą satysfakcje z pochylania się nad warstwą melodramatyczną traktując tym samym nieco po macoszemu to, co w horrorze powinno być horrorem.

pójdę za tobą w ciemnośc

Efekt jest taki, że jest to bardziej film sentymentalny niż straszny. Od początku do końca. Nic tylko przywiązać se kamień do szyi (najlepiej z napisem LOVE) i skoczyć z budynku – tak można podsumować działania bohaterów.

Czy ten film komuś się spodoba? O tak, jestem pewna. Z gruntu jest skierowany do osób lubujących się w historiach miłosnych z elementami fantastyki. Popularność “Zmierzchu” i tworów ‘zmierzchopodobnych’ dowodzi temu, że takich widzów nie brakuje.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:6

Aktorstwo:5

Walory techniczne:6

Oryginalność:4

To coś:4

49/100

W skali brutalności:0/10

Trudna sprawa

Bhoot Returns (2012)

bhoot returns

Rodzina Taruna, jego żona i dwoje dzieci przeprowadzają się do nowego domu. Poprzedni lokatorzy wyparowali, zniknęli w niewyjaśnionych okoliczność. Już od pierwszych dni po przeprowadzce córka Taruna i Namraty zaczyna wspominać o wyimaginowanej przyjaciółce o imieniu Shabbu. Nikt nie wierzy, że Shabbu może istnieć, a tym bardziej, że może stanowić zagrożenie dla całej rodziny.

Długo omijałam ten film. Omijałam go z tej prostej przyczyny, że nie miałam jeszcze okazji obejrzeć dobrego horroru made in India. Próbowałam, kilkakrotnie dawałam szansę równym produkcjom z tamtych rejonów, ale jak do tej pory każdy okazywał się ogromnym rozczarowaniem. Bollywood chyba po prostu nie czuje klimatu grozy.

“Bhoot Returns” nie zmienił tego poglądu, choć chciałabym by było inaczej. Liczyłam na to ponieważ reżyser horroru kilka lat wcześniej oczarował mnie swoim filmem “Nishabd”. To jedyny film z tamtych rejonów, którzy mi się podobał.  Niestety serwując horror pokazał, jak bardzo nie radzi sobie z estetyką grozy.

Po pierwsze mamy tu bardzo wtórną historię. Rodzina przeprowadza się do okazałego domu, gdzie najmłodsze z dzieci zaprzyjaźnia się z duchem. Każda próba pozbycia się Shabbu z wyobraźni, jak sadzą rodzice , dziecka kończy się zamachem na domowników.

bhoot returns

Ile było już takich filmów?Praktycznie większość współczesnych ghost story bazuje na tych samych motywach. Jak już mówiłam, jestem w stanie wybaczyć mało oryginalny pomysł, jeśli przekona mnie realizacja.

Sposób w jaki prezentuje się “Bhoot Returns” nie przekona nikogo. Jedyną grupą docelowa jaka przychodzi mi w tym momencie go głowy są miłośnicy amatorszczyzny na każdej możliwej płaszczyźnie w programach typu “Trudne sprawy”.

Aktorstwo jest poniżej wszelkiej krytyki. Nie mamy tu wielu bohaterów, bo pewnie trudno było znaleźć w agencji większą ilość tak wyjątkowo nieuzdolnionych ludzi.

Myślę, że nikt nigdy nie rozpisał im dialogów i lecieli na  żywioł, bo tylko taka sytuacja wyjaśniałaby sypanie tak niedorzecznymi tekstami… Dziecko mówi matce, że ma ‘nową przyjaciółkę’, matka wpada w furie i odpowiada sześciolatce, że ją zabije. O co chodzi? To ledwie początek filmu, Shabbu jeszcze nie zdążyła zrobić nic, co mogłoby wywołać u matki groźbę pozbawienia życia kierowaną do własnego dziecka.

Jeśli jesteśmy przy dziecku, to warto się tu na moment zatrzymać. Mała odtwórczyni roli Nimmi jest na serio dobra. Nie gra zbyt świadomie, ale kwestie wkładane w usta sześciolatki są dużo bardziej przemyślane niż to co wygadują dorośli z jej otoczenia. Młodej nie uda się jednak uratować tego filmu, ale można ją potraktować jako światełko w tunelu. Finałowa scena też poświęcona jest jej i dzięki temu istnieje szansa, że w tej ostatniej minucie ktoś uśmiechnie się do tego pomysłu.

bhoot returns

Prowadzenie kamery w “Bhoot Returns” jest co najmniej dziwne. Niby wygląda to jak film kręcony z ręki, ale żaden z bohaterów nie wciela się tu w rolę kamerzysty. Nie wiem, może duch robił tu za operatora?

Jeśli idzie o operowanie grozą, to widać tu kompletny brak czucia. Twórcy rzucają na lewo i prawa najróżniejszym dźwiękami, które mają wypłoszyć widza, wstawiając je zupełnie nie adekwatnie do rozgrywającej się na ekranie sytuacji. Wszytko jest za głośnie, zbyt nachalne zbyt nadużywane. Shabbu wydaje dźwięki przypominające muczenie krowy domagającej się wydojenia, efekt jest na prawdę śmieszny.

Jeśli mam być boleśnie szczera to powiem, że ten film mnie po prostu załamał. Nie wiem, jak dotrwałam do końca. Przed ekranem trzymała mnie chyba tylko chęć opowiedzenia Wam o tej “Trudnej Sprawie”.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:4

Napięcie:4

Walory techniczne:2

Aktorstwo:3

Zaskoczenie:3

Zabawa:3

Oryginalność:4

to coś:3

33/100

W skali brutalności:1/10

Co będzie później?

After (2012)

after

Ana i Freddie spotykają się przypadkowo w autokarze zmierzającym do ich rodzinnego miasta. Mimo iż wychowali się na tej samej ulicy wydają się nie mieć ze sobą nic wspólnego. Jedno jest jednak pewne, obydwoje znaleźli się w złym miejscu o złym czasie.

Dochodzi do wypadku, a jego następstwa są co najmniej dziwne. Obydwoje jakimś sposobem docierają do domów, ale ich rodzinne miasto nie jest już takie jak kiedyś. Ana i Freddie odkrywają, że otacza ich pustka, a nadciągające za horyzontu czarne chmury nie wróżą niczego dobrego.

“After” to thriller reżysera debiutanta i jak na debiut jest całkiem niezły.

Pierwszą rzeczą jaka najbardziej przykuła moją uwagę były filmowe zdjęcia. Bardzo efekciarskie, bardzo graficzne, bardzo komputerowe. Czy fabuła wymagała aż takiego nakładu sztuczności? I tak i nie.

Jak się zapewne domyśliliście z opisu filmu, nasi bohaterowie trafiają do miejsca niezwykłego. Fantastyczna otoczka wydarzeń, ich oniryzm i metaforyka w jakiś sposób uzasadniają posiłkowanie się efektami dla uzyskania, no właśnie, efektu:)

after

Miasto rodzinne Any i Freddiego wygląda upiornie. Podobne rozwiązania stosuje się w dark fantasy, a mnie przyszły na myśl gry komputerowe z rodzaju survival horroru. Tak to mniej więcej wygląda.

Dużą uwagę poświecono udźwiękowieniu, piekielnych odgłosów nie zabraknie więc w piekielnej krainie.

Warstwa dramatyczna filmu, która w przypadku mojego osobistego odbioru przebiła efekty wizualne, została natomiast uzupełniona o bardziej nastrojowe nuty.

Film na pewno będzie miły dla oka tym, którzy cieszą się na widok dużej ilości efektów.

after

Reszta musi skupić się na walorach fabularnych. Z nimi nie jest najgorzej, choć muszę przyznać, że cała tajemnica związana z położeniem w jakim znaleźli się protagoniści jest łatwa do rozwiązania. Na szczęście scenariusz nie stara się wmawiać widzowi, że ma tu do czynienia z tajemnicą na miarę najbardziej zaskakujących rozwiązań filmowych. Fabuła szybko dochodzi do punktu, w którym wszytko staje się jasne.

Tu przechodzimy do warstwy dramatycznej. Poznajemy bohaterów i ich losy sprzed wypadku i co więcej, zostajemy naprowadzeni na nową zagadkę. Dlaczego Ana i Freddie spotkali się tu i teraz?

Muszę przyznać, że ta część filmu spodobała mi się zdecydowanie bardziej, choć i tu nie oddalamy się za nadto od baśniowej warstwy tej historii. Jest nieco ckliwo, ale do przyjęcia, choć nie wszystkie zachowania bohaterów były dla mnie zrozumiałe.

SPOILER: Moim zdaniem Ana zdecydowanie nader spokojnie podeszła do faktu, że jej towarzysz niedoli był zamieszany w największą tragedię jej życia. To z czym nie potrafiła sobie poradzić, co gryzło jej sumienie i powodowało niechęć do samej siebie, w ogóle nie stało w  kolizji z rozbłyskiem miłości do osoby, którą faktycznie powinna winić. Trochę to dla mnie zbyt gładko naciągnięte. KONIEC SPOILERA.

Aktorstwo w “After” nie koniecznie wybija się ponad przeciętność, ale w horrorach zdarzają się dużo gorsze i bardziej ‘przypadkowe kreacje’ niż duet Wydra i Strait. Tak, moi drodzy mamy tu polski akcent. W rolę Any wciela się urodzona na naszej ziemi aktorka. Jej filmografia może nie jest imponująca, ale zagrała w kilku znanych serialach, chociażby w roli żony doktora House’a.

after

Nie jestem przekonana, czy “After” zaspokoi apetyt na trzymający za gardło thriller. Ma niezłą warstwę dramatyczną i fantazyjną oprawę, ale ogólna wymowa jest raczej bajkowa niż upiorna. Posługuje się w gruncie rzeczy bardzo prosta symboliką i niektóre elementy, które miały być ‘nie z tego świata’ były dla mnie zbyt dosłownie przedstawione. Bardziej taka niższych lotów fantastyka z wątkami obyczajowymi, dobrze upchniętym sentymentalizmem i oprawiona w usilnie nabłyszczaną ramkę.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:6

54/100

W skali brutalności:1/10

Miłość jest jak opętanie

Last kind words (2012)

last kind words

Nastolatek, Eli przeprowadza się wraz z matką i ojcem alkoholikiem na wieś, by wspólnie z rodziną pracować na farmie kolegi z dzieciństwa jego ojca, Waylona. W czasie przechadzki po okolicy chłopak spotyka dziewczynę  imieniu Amanda. Śliczna nastolatka robi na nim duże wrażenie. Nieśmiały młodzian zaprzyjaźnia się z dziewczyną. Wkrótce odkryje kim jest tajemnicza Amanda.

“Last kind words” to trochę senne ghost story, ze wspomnieniem wojny secesyjnej w tle. Bardzo proste w odbiorze, nie obfitujące w większe, czy nawet mniejsze niespodzianki.

Rozwikłanie tajemnicy Amandy nie przysporzy nikomu trudności, ale może znajdą się wśród Was tacy, którym prostoduszność opowieści nie odbierze możliwości czerpania z niej przyjemności.

Na po południu Stanów wśród farmerów znajdą się tacy, którzy są bardzo silnie związani z ziemią, jej historią i przodkami. Takim typem jest Waylon, w którego z powodzeniem wciela się jeden z naczelnych psychopatów amerykańskiego kina Brad Dourif.

last kind words

Jako dziecko Waylon w czasie polowania zastrzelił własnego ojca. Nie zrobił tego celowo. Na wyprawie znalazł dyndające truchło czarnoskórego niewolnika, Barnaby, który od momentu śmierci nadal błąka się po okolicznych lasach. W związku z wisielcem narodziła się legenda, która ma związek z Amandą. Kim jest dziewczyna, nie zdradzę Wam bo i tak pewnie szybko się domyślicie:)

last kind words

Eli trafia więc do miejsca gdzie przeszłość w pewnym stopniu miesza się z teraźniejszością. Chłopak będzie zmuszony lawirować między tymi dwoma światami. Teraźniejszością, czyli zabiedzoną matulą i ojcem furiatem i przeszłością, która budzi znacznie milsze odczucia.

last kind words

W filmie znajdziemy znaczną ilość wątków obyczajowych, które w dużym stopniu przeważają nad paranormalnymi. To sprawia, że nastrój grozy jest tu bardzo dyskretny, można by rzecz nieobecny. To bardziej film o miłości, niż o duchach. Na plakacie promującym widnieje zdanie: miłość jest jak opętanie/nawiedzenie. I to jak najbardziej wpisuje się w treść tej opowieści.

Postaciom filmowych duchów zawsze towarzyszy smutna otoczka i ten smutek jest dominującym nastrojem filmu.

Jeśli idzie o obsadę, a warto o niej wspomnieć, bo jest całkiem do rzeczy i wypada na korzyć filmu, to po za starym wyjadaczem Dourif’em spotkamy tu dwoje młodych dobrze zapowiadających się szczeniaków: Alexia Fast w roli Amandy, znana mi z Pojmanych i “Grace: opętanie” i Spencer Daniels, którego możecie pamiętać z “Ciekawego przypadku Beniamina Buttona”.

Ogólne wrażenie po filmie, dość przyjemne. Obraz spokojny, ma swój klimat. Opowiada dosyć ciekawa rodzinną historię, przygnębiającą w interesujący sposób, acz nie zaskakującą. Na pewno z butów Was nie wyrwie, ale można sobie obejrzeć, bo czemu by nie?

Moja ocena:

Straszność: 4

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:5

Zaskoczenie:4

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:7

60/100

W skali brutalności:0/10

Co sie zdarzyło w Crickley Hall

The Secret of Crickley Hall (2012) – odc. 1-3

the secret of crickley hall

Eve i Gabe przeprowadzają się do posiadłości nazywanej Crickley Hall by otrząsnąć się po stracie dziecka. Pół roku wcześniej ich synek Cameron został uprowadzony z placu zabaw. Poszukiwania nie przynoszą rezultatów, więc wraz z małą Cally i nastoletnią Loren postanawiają zmienić otoczenie.

W wielkim wiktoriańskim domu nie znajdują jednak spokoju. Crickley Hall był niegdyś sierocińcem, którego mieszkańcy zginęli w tragicznych okolicznościach.

Eve, która posiadała nadnaturalną zdolność porozumiewania się z synem telepatycznie znowu zaczyna słyszeć jego głos – po raz pierwszy od dnia jego zaginięcia. Rodzina musi dowiedzieć się, czy istnieje jakaś szansa na odnalezienie syna żywego i co mają z tym wspólnego wydarzenia z przed pół wieku, jakie miały miejsce w Crickley Hall.

the secret of crickley hall

Mini serial produkcji BBC miał premierę w listopadzie 2012 roku. Do polski nie dotarł – przynajmniej nie oficjalnymi drogami. Większość z Was za pewne o nim nie słyszała, tak też byłoby w moim przypadku gdyby nie został mi podsunięty 🙂

Scenariusz do filmu powstał w oparciu o powieść Jamesa Herberta, w moim odczuciu specjalisty od nastrojowych ghost story.

the secret of crickley hall

Do udziału w projekcie zostali zaproszeni znani z innych seriali aktorzy, jak Olivia Cook, która rozpanoszyła w filmowych horrorach od czasu debiutu w “Motel Bates“, czy Maisie Williams, znana przede wszystkim jako Arya Stark z “Gry o tron”. Podobnie serialowe doświadczenia ma cała reszta obsady, generalnie twarze znane.

Opowieść podzielona jest na trzy blisko godzinne odcinki. Film raczej unika nudnych wstępów i dłużyzn, jak to często bywa z mini serialami, chociażby w przypadku ubiegłorocznego “Dziecka Rosemary“. Praktycznie od razu przechodzimy do rzeczy.

Akcja filmu dzieje się, w dwóch czasach. Na przemian śledzimy losy rodziny Cribben osadzone we współczesności, by za chwilę przenieść się do lat ’40 ubiegłego wieku, by poznać historię Nancy Linnet młodej nauczycielki z sierocińca i jej uczniów dręczonych przez obłąkanego dyrektora placówki i jego- nie wiele lepszą – siostrę.

the secret of crickley hall

Twórcy serialu postawili na bardzo klasyczny przepis na kino grozy:

Mamy wielkie domostwo skrywające mroczną tajemnicę, bohaterów którzy chcą przed czymś uciec, a w efekcie wplątują się w niezłą intrygę uknutą wiele lat temu i oczywiście tych, którzy coś wiedzą, ale nie powiedzą.

Do tego dochodzą przemykające po schodach przyjazne duszki i kryjący się w piwnicach potępieńcy, obowiązkowo mamy kogoś na kształt medium, dziecko, które widzi duchy i ‘znawce zjawisk paranormalnych’.

W przeciwieństwie do chociażby “Nawiedzonego” czyli innej adaptacji prozy Herberta nie uświadczymy tu wielkiego efektu zaskoczenia, nawet o mały jest ciężko, choć umiejętnie budowana fabuła nie pozwala na poczucie rozczarowania finałem.

Udaje się zbudować coś, co przypomina klimat klasycznych brytyjskich straszaków, ale nie jest idealnie.

the secret of crickley hall

Jak na mój gust sprawa jest mocno uproszczona i mam wrażenie, że w porównaniu z oryginalną, czyli książkową wersja tej historii mamy tu sporo dziur, które warto było zapełnić. Książki nie czytałam i nie wiem nawet czy jest dostępne jej polskie wydanie, ale coś mi mówi, że pewne kwestie zostały tu pominięte.

Nie mniej jednak ogólne wrażenia są na plus. Bardzo przyjemna, sprawna historia, spełnia wymogi gatunku. Trochę przypomina takie horrory jak “Sierociniec”, Szepty w mroku”, czy “Kręgosłup diabła”, a to bardzo miłe skojarzenia dla każdego fana ghost story.

Moja ocena:

Straszność:6

Klimat:8

Napięcie:6

Fabuła:7

Zaskoczenie:4

Zabawa:8

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

Oryginalność:5

To coś:7

65/100

W skali brutalności:0/10