Archiwa tagu: horrory z 2017

Dzielnica cudów

Aterrados/ Nocne istoty (2017)

nocne istoty

W dzielnicy domów jednorodzinnych w Buenos Aires dochodzi do serii niewyjaśnionych zdarzeń. Każde z nich ma nadnaturalną konotację, a według specjalistów od zjawisk paranormalnych, którzy podejmują się interwencji, mają one związek z obecnością tak zwanych Nocnych Istot.

“Nocne Istoty” to argentyńska produkcja kinowa, która szerszej publiczności została zaprezentowana dzięki platformie Netfilx. Twórczość reżysera i scenarzysty filmu w jednej osobie mimo iż związana jest z tematyką horroru jak dotąd do mnie nie dotarła. Myślę, że większość widzów i krytyków traktuje go jako debiutanta.

Coś w tym jest, bo podobnie jak większość debiutujących twórców Demiana Rugana cechuje pewna niecierpliwość. Śledząc niewątpliwie wartką akcję “Nocnych istot” odniosłam wrażenie, że facet chciał zawrzeć w jednym filmie wszystkie swoje pomysły, maksymalnie wykorzystać filmową taśmę, pokazując widzom to, co jego zdaniem najlepsze.

nocne istoty

Moim zdaniem strzelił sobie tym w stopę, bo obcując z filmem nie mogłam wybyć się wrażenia chaosu. Nawet tworząc to króciutkie streszczenie fabuły miałam nie lada problem, który wątek przytoczyć, a który nie?

Można powiedzieć, że filmowa narracja tworzy coś na zasadzie segmentów. Pojawia się zalążek pierwszego wątku, gdzie kobieta słyszy głosy mówiące do niej ze zlewu, po czym nazajutrz ginie w dość makabryczny sposób na oczach męża. Następnie pojawia się wątek następnego mieszkańca okolicy dręczonego przez jakiś byt obecny w jego domu. Później mamy martwego chłopca, który wygrzebuje się z grobu i jak gdyby nigdy nic taki lekko nadgniły zasiada za stołem w jadalni swoich rodziców. Nie zapominajmy o łowcach duchów, czy kimkolwiek oni byli, którzy postanawiają zbadać dziwne zjawiska na przedmieściu Buenos Aires. We wszytko miesza się jeszcze służba mundurowa i… Chyba niczego nie pominęłam?

nocne istoty

Ten urodzaj sprawił, że film oglądało mi się ciężko. Niby wiedziałam kto jest kto, ale ciągłe skakanie z tematu na temat było dość uciążliwe dla mnie jako dla odbiorcy i zniechęcało do zaangażowania w tą historię.

Technicznie film jest bardzo udany. Zarówno w efektach jak i charakteryzacji widać wyczucie gatunku, sceny straszne są straszne tak jak trzeba, więc nie mogę powiedzieć, bym nie widziała w tym potencjału. Ot myślę jedynie, że Argentyński twórca na ten moment jest trochę zbyt narwany by w przemyślany sposób wykorzystać swój potencjał.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 2/10

Młoda, gniewna, nawiedzona

 Pyewacket (2017)

peyewacket

Nastoletnia Leah próbuje pogodzić się ze śmiercią ojca szukając pocieszenia w okultystycznych wierzeniach. Gdy jej pogrążona w żałobie matka postanawia sprzedać ich rodzinny dom i przenieść się wraz z córką w nowe miejsce dziewczyna jest zrozpaczona. Przeprowadzka nie poprawia ani stanu matki Leah ani ich relacji. Po jednej z kłótni dziewczyna stwierdza, że jej rodzicielka powinna umrzeć. W lesie w pobliżu nowego domu Leah odprawia satanistyczny rytuał mający wysłać jej matkę wprost do piekła.

Opis filmu Adama MacDonada, ani odrobinę nie zachęcił mnie do seansu. Podejrzewam, że Wy również nie czujcie się szczególnie zachęceni tym co nasmarowałam powyżej. Zbuntowana nastolatka i czary mary – brzmi to jak tandetny teen horror, któremu bliżej do groteski niż do grozy, a jednak.

peyewacket

Obejrzałam go od niechcenia, ale wcale nie żałuję. “Pyewacket” ma coś w sobie i jest to coś całkiem niegłupiego. Owszem, bohaterką jest młoda gniewna wyznawczyni heartagramu (czy są na sali fani HIM’a?;) i jej drama wcale nie musi was przekonać, jednak wcale nie jawiła mi się jako emo nastka, tylko bohaterka z krwi i kości.

Podobni jej matka, która używając nieodpowiednich słów by wyrazić swoją rozpacz doprowadziła do eksplozji złości i żalu u swojej pociechy. Ich relacja jest bardzo żywa i nie można jej posadzić o przegięcie.

peyewacket

Co się tyczy wątki pt. czary mary, sprawa nie jest tak oczywista jak każe sądzić filmowy opis.

Wydarzenia następujące od momentu, w którym Leah wybiega z domu uzbrojona w guślarki ekwipunek nacechowane są grozą. Szybkie teledyskowe ujęcia, niejasne przebłyski, migawki wskazują, że ewidentnie ‘coś tu się dzieje’, ale czy jest to groza nadprzyrodzona? Ano właśnie, tu jest matka pogrzebana…

Mamy więc horror nastrojowy z wątkami etykietowanymi jako paranormalne, ale warstwa dramatyczna/psychologiczna każe nam szukać zupełnie innej interpretacji następujących po sobie wydarzeń. I wcale nie doszukuję się jej na siłę.

peyewacket

Na minus filmu mogę odnotować nieco zbyt powolny wstęp. Celowo rozwleczone wątki obyczajowe mogą zniechęć. W moim przypadku całkowicie uśpiły czujność i odłączyły radary poszukiwacza grozy. Może to i lepiej, bo finalnie przyniosło mi to zaskoczenie. Pozytywne, jak najbardziej.

 Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat: 7

Napięcie: 7

Zaskoczenie:7

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

w skali brutalności:1/10

To Cię zniszczy

The Wasting/ Wyniszczenie (2017)

wasting

Wychowywana w surowej rodzinie osiemnastoletnia Sophie po przeprowadzce z Kanady do Wielkiej Brytanii zaczyna doświadczać drastycznego pogorszenia samopoczucia. Praktycznie przestaje jeść. W sennych koszmarach dręczy ją coś, co jak twierdzi zagraża jej życiu. Przestaje więc też spać.

Jedyną pociechą są dla niej przyjaciele, Grace, Kail i Liam, którzy przed rozpoczęciem trasy koncertowej swojego zespołu zatrzymują się w miasteczku, w którym mieszka Sophie. Gdy stan dziewczyny pogarsza się do ojca i przyjaciół Sophie dociera z jak niszczycielską siłą mają do czynienia.

“Wyniszczenie” jest reżyserskim debiutem Carolyn Saunders, która też stworzyła do niego autorski scenariusz, z etykietką “True story”. Kwestie autentyczności przedstawionym wydarzeń należy traktować z lekka bowiem historia, która faktycznie zainspirowała Carolyn jest ledwie ziarenkiem, w porównaniu z tym jak została wykorzystana i przetworzona.

wasting

Najmocniejszym punktem tej produkcji jest mnogość możliwości jej interpretowania. Sposób w jaki opisałam ją powyżej jest najprostszy z możliwych, same suche fakty, które jeśli już zmierzycie się z seansem, sami stwierdzicie – nie mówią o niej nic. Zrobiłam to celowo, by nie powiedzieć za dużo, a jednocześnie nie wprowadzać Was w błąd. Twórczyni filmu zrobi to lepiej;)

Sam obraz spodoba się poszukiwaczom nie mainstreamowych rozwiązań. Klimatem film idzie w stronę ghost story, czy innego horroru nastrojowego. Narracja bardziej przypomina dramat, zaś efekt końcowy może Wam przynieść na myśl thriller psychologiczny. Zapomnijcie więc o czystości gatunkowej i oczywistości. To jak odbierzecie tą historię zależy ostatecznie tylko od Was.

Nie jest to produkcja całkowicie pozbawiona dynamiki, ale sposób w jaki snuta jest opowieść podpada pod kategorię tych bardziej stonowanych, pozbawionych gwałtowności, co nie znaczy, że nie obfituje w emocje. Tyle, że raczej w te związane z powoli budowanym nastrojem niż nagłym skokiem napięcia.

Kreacja głównej bohaterki jest bardzo zadowalająca. Trzymane pod kloszem dziewczę pogrąża się w destrukcji. Choroba psychiczna, legendy z Czarnogóry, wadliwie działający system rodzinny, a może trudy dorastania rozrośnięte do miana tragedii? Wszytko w jednym, nic nie może zostać wykluczone.

wasting

Technicznie film prezentuje się bardzo dobrze. Jest mroczno, onirycznie i naturalistycznie jednocześnie. Dodatkowy punk za muzykę.

Wg. mnie “Wyniszczenie” to film zdecydowanie wart uwagi, pal licho, że ciężki do umieszczenia w kategorii gatunkowej.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:7

Aktorstwo:8

Walory techniczne:9

Oryginalność:7

To coś:8

73/100

W skali brutalności:1/10

Obudź się

Sleepwalker/ Lunatyczka (2017)

lunatyczka

Sarah robi doktorat literatury i stara się pozbierać po trudnych doświadczeniach osobistych. Jej krucha równowaga psychiczna zostaje jednak wystawiona na szwank, gdy pewnej nocy budzi się na środku ulicy, gdzie zostaje znaleziona w lunatycznym transie.

Lunatyzm nie jest jedynym problemem z jakim musi mierzyć się każdorazowo, gdy zapada w sen. Dręczą ją koszmary.

W końcu koszmarem staje się też rzeczywistość. Terapia w instytucie zaburzeń snu nie przynosi efektów, wręcz przeciwnie, jest coraz gorzej. Sarah popada w paranoje. Nie jest pewna już niczego, nawet własnego nazwiska.

lunatyczka

“Lunatyczka” to film w typie paranoid thrillera. Główną bohaterką jest kobieta, która z powodu zaburzeń snu jakich doświadcza przestaje odróżniać sen od jawy. Tak można by określić sprawę w skrócie, ale byłoby to chyba krzywdzące dla scenariusza. Twórcy bowiem dołożyli starań by ta historia nie była ani prosta ani oczywista.

Jak w przypadku wielu obrazów, w których dominują oniryczne motywy “Lunatyczka” może się wydawać zbyt pogmatwana i niejasna by spodobać się szerszej publiczności. Jednak wierzę, że przynajmniej część widzów doceni wysiłki scenarzysty, który wyciągnął z ogranego motywu lunatyzmu tyle ile się tylko dało. Co więcej, mogę powiedzieć, że lunatyzm Sary to dopiero wierzchołek góry.

lunatyczka

Prawdę na temat tego, co faktycznie dzieje się w życiu bohaterki poznajemy o trochu. Jednak sprawa zamiast robić się coraz bardziej jasna, gmatwa się tym bardziej. Stąd też myślę, że część widzów w pewnym momencie może machnąć ręką i uznać historię za zbyt pojebaną, by doszukiwać się w niej logiki;)

Zarówno widz jak i Sarah, z której perspektywy śledzimy wszystkie filmowe wydarzenia każdego dnia po przebudzeniu dowiaduje się czegoś nowego o sobie. Wszystko dzieje się w jakby jednym wielkim śnie, nowe wątki pojawiają się jakby znikąd tworząc dodatkowe zamieszanie i zmuszając naszą bohaterkę i nas jako obserwatorów do kolejnej rozkminki pt. “O co tu chodzi”.

Jeśli lubicie się babrać w niejasnościach to fabuła filmu powinna przykuć Waszą uwagę. Druga sprawa, że film realizacyjnie jest całkiem niezły. Nie zauważyłam tu niczego do czego powinnam się przyczepić.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:6

60/100

W skali brutalności/1/10

Proste morderstwo

Sando-me no Satsujin aka The third Murder (2017)

third murder

Misumi zostaje przyłapany na gorącym uczynku. Przyznaje się więc do zamordowania prezesa fabryki, w której pracował. Sprawa wydaje się prosta jednak adwokat, Shigemori, uważa podany naprędce motyw zbrodni za naciągany. Kolejne rozmowy z oskarżonym tylko utwierdzają go w przekonaniu, że sprawa ma drugie, a może i trzecie dno.

Skupiona na filmowych dokonaniach Koreańczyków prawie zarzuciłam oglądanie filmów rodem z Japonii, choć to od niej zaczęło się moje zainteresowanie skośnym kinem. Tym razem trafiłam na obraz wcale o tym nie wiedząc, najbardziej docenianego na międzynarodowej arenie współczesnego japońskiego reżysera. Ba, trafiłam, podobno, na jego najsłabszy film. Nie pozostaje mi więc nic innego jak zainteresować się tymi uważanymi za najlepsze.

“Third Murder” Hirokazu Koreedy jako jedyny w jego filmografii mogę podciągnąć pod gatunek grozo podobny, bo mamy tu do czynienia połączeniem psychologicznego thrillera, kryminału i dramatu sądowego. Połączenie, jeśli idzie o moje osobiste preferencje, wyborne.

Film zresztą w żadnym aspekcie mnie nie rozczarował. Fragmentami obraz przyjmuje bardzo poetycki wymiar, szczególne sceny poświęcone retrospekcjom, ale to chyba warstwa dialogowa najbardziej wbija w fotel.

third murder

Wszytko skupia się na relacji oskarżonego i jego adwokata. Już od pierwszych ujęć wiedziałam, że będzie to bardzo interesująca potyczka, a rozgryzienie prawdziwego charakteru głównego bohatera, czy też antybohatera, nie będzie łatwym zadaniem. Za aktorstwo Kôji Yakusho należą się wielkie brawa.

Sama historia opowiedziana na sali przesłuchań, później na sali sądowej, jest tak pokrętna, że królestwo temu kto szczerze mógł powiedzieć, że przewidział rozgrywające się tu wydarzenia.

third murder

Szczerze mogę Wam ten obraz polecić. Szczególnie tym z Was, którzy podzielają mój zachwyt koreańskimi thrillerami. Nie odstaje od szczególnie od nich i myślę, że może się podobać.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:7

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

oryginalność:6

To coś:7

68/100

W skali brutalności:1/10

Jackob wraca do domu

The Keeping Hours (2017)

the keeping hours

Elizabeth i Mark byli małżeństwem. Wspólnie wychowywali synka Jackoba. Gdy ten umiera w wyniku tragicznego wypadku małżeństwo rozpada się.

W dziesięć lat po tym zdarzeniu Elizabeth jest znaną pisarką, która zasłynęła książką o tym jak poradziła sobie po stracie dziecka. Ma nowego męża i wychowuje jego córki z pierwszego związku. Mark ma tylko pracę i ich dawny dom. Pewnego dnia postanawia go sprzedać. W tym celu musi skontaktować się z byłą żoną. Kiedy udaje im się dojść do porozumienia okazuje się, że jednak nie mogą sprzedać domu. Bo ich syn wciąż tam jest. Jackob wrócił.

Sięgnęłam po ten film jak po kolejny horror o duchach małych chłopców. I mimo, że jest to produkcja z bardzo wyraźnym wątkiem paranormalnym, wątkiem ghost story to daleko mu do klasycznej opowieści o duchach, czy nawet do współczesnych mainstreamowych horrorów. Nie jestem nawet przekonana, czy właściwym jest by oceniać go jako film grozy. Moim zdaniem zdecydowanie bliżej mu do dramatu. Duch nie pojawia się tu po to by straszyć.

the keeping hours

Efekt jest taki, że mamy tu do czynienia z kinem bardziej smutnym niż strasznym. Błędne przydzielenie go do gatunku grozy może rzutować na odbiór filmu przez widzów. Osobiście byłam bardziej zaskoczona niż rozczarowana. Mimo, że w kategorii straszaka film wypada bardzo blado, to jako dramat z wątkiem ghost story jest bardzo ciekawy.

Dominującym tematem jest tu próba poradzenia sobie ze stratą dziecka Elizabeth, która nawet napisała o tym książkę przyznaje, że tak naprawdę ‘poradzenie sobie’ jest niemożliwe. Ponowne pojawienie się zmarłego syna budzi w niej przerażenie i zaprzeczenie. Czy wracają do niej te same emocje, które wcześnie towarzyszyły jego odejściu.

the keeping hours

Jej życie znowu się zmienia. Jak mawiają mędrcy “Chujowo, ale stabilnie”. Mark traci stabilność. Traci ją jego była żona. Wspólnie wracają do swojego dawnego domu i zaczynają żyć życiem, które miało bezpowrotnie minąć. Niestety duch ich syna nie może opuścić czterech ścian domu. Nie wiadomo też, ja długo z nimi pozostanie. Co jeśli znowu odejdzie? I najważniejsze dlaczego wrócił?

Finał tej historii przyniesie odpowiedzi.

“The Keeping hours” to film nostalgiczny, melancholijny i smutny. Nie spodoba się każdemu, ale jest szansa, że znajdziecie się w tym gronie.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

65/100

W skali brutalności:0/10

Nie odejdę

Wrogi/ Hostile (2017)

hostille

W postapokaliptycznej rzeczywistości młoda kobieta imieniem Juliette walczy o przetrwanie wraz grupą ocalałych. W czasie jednej z samotnych wypraw o prowiant jej samochód ulega wypadkowi a ona sama tkwi uwięziona w jego wnętrzu z paskudnie złamaną nogą. Na zewnątrz pośród nocy czai się człekokształtne stworzenie, które nie odstępuje swojej ofiary na krok.

“Hostile” to francuski horroru utrzymany w klimacie postapo. Przynajmniej takie wrażenie możemy odnieść na pierwszy rzut oka. W rzeczywistości jest to film anglojęzyczny w dodatku nie prezentuje tego do czego przyzwyczaili nas francuscy twórcy kina grozy. Nie jest makabrycznie brutalny i szczerze mówiąc sztandarowe wątki typowe dla kina grozy, czy kina sci-fi szybko nikną w motywach rodem z dramatu, czy nawet melodramatu. Takie to dziwo, o.

Stąd widzowie nastawieni na jazdę w stylu trzeciej części “Resident evil”, czy innych podobnych tytułów gdzie dominuje obraz survivalu na pustyni mogą być z deka rozczarowani. Ja, i mówię to całkiem serio, chyba bardziej byłabym rozczarowana, gdyby owe wątki dramatyczne zastąpiono sztampową historią samotnej wojowniczki.

Ale zaraz skąd takie nieprzystające do tematu przewodniego motywy wzięły się w fabule filmu? Zostały tu umieszczone z zastosowaniem retrospekcji.

Po tym jak opowieść osadzona w teraźniejszości doprowadza naszą bohaterkę do punktu krytycznego przechodzimy do jej wspomnień z przed czasu apokalipsy, która doprowadziła ją tu gdzie jest.

hostille

hostille

Tu przed Państwem, dusze wrażliwe, historia miłosna. Przechodzimy przez kolejne jej etapy, poznajmy Juliette i Jacka. Może to chwyt mający związać widza z bohaterką, a może coś więcej. Jeśli przebrniecie przez te fragmenty- dla niektórych mogą być one nieszczególnie zajmujące – dotrzecie do punktu w którym poznacie początek. Kim są stwory.

Tu, nie powiem, nawet mi się wzruszyło i chyba to największy plus jaki mogę odnotować na korzyść tego filmu. Nie ładną i niezłą aktorkę na pierwszym planie, nie dobrze zrobione efekty prezentujące potworne istoty, tylko ta ‘romantyczna sraka’ mnie tu urzekła. Starość nie radość, czas się przebranżowić na “Dumę i uprzedzenie”;)

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:6

60/100

W skali brutalności:1/10

Na pewnej wsi w listopadzie

November/ Listopad (2017)

november

W małej estońskiej wsi rządzonej prze pogański zabobon mieszka młoda chłopka, Lina. Dziewczyna jest nieszczęśliwie zakochana w Hansie, chłopie który z kolei wypatruje oczy za urodziwą baronówną. Obydwoje sięgają po najróżniejsze środki by osiągnąć swój cel.

“November”, czyli  estońsko-polsko-holenderska produkcja powstała w oparciu o bestselerową powieść Andrusa Kivriahka.

Gatunkowo pasuje do nurtu mrocznej fantastyki czerpiąc z estońskiego folkloru. Ma w sobie dużo z baśni pełnej niezwykłych postaci pochodzących z pogańskich kultów. Wątkiem przewodnim jest romans w gotyckiej ramie.

november

Z pewnością nazwanie go horrorem byłoby nadużyciem, ale nie znaczy to wcale, że nie spodoba się fanom tego gatunku. Jak już pewnie zdążyliście się połapać uwielbiam ludowe motywy w kinie,a te nawiązujące do ‘ciemnej strony’ już wręcz uwielbiam. “November” doskonale wpisał się w moje preferencje.

Bohaterem zbiorowym opowieści jest ciemne chłopstwo. Jak już mamy okazję przekonać się od pierwszych chwil filmu w ich rzeczywistości na stałe goszczą gusła, nader żywe.

november

W jednej z pierwszych scen mamy okazję poznać Kratta, czyli estoński odpowiednik skrzata domowego. Ów Kratt zrobiony ze szczątków zwierząt i narzędzi gospodarczych służy swojemu stwórcy na różne sposoby, wykonując zlecane przez chłopa prace. Sceny z jego udziałem mogą wzbudzić dreszcz niepokoju, ale i rozbawić.

november

Innym ważnym wątkiem zaczerpniętym z estońskiego folkloru jest motyw jesiennego spotkania z duszami zmarłych. Akcja filmu rozpoczyna się z początkiem listopada, a więc w Święto Zmarłych. Wtedy to estońscy chłopi szykują dla gości z zaświatów poczęstunek i gościnę w saunach. Właśnie w  czasie tak zwanego  hingedeaeg, czyli czasu w którym można było spotkać zmarłych w przedstawionej tu wiosce będziemy mogli świadkować owym niezwykłym zdarzeniom.

november

Sceny te bez wątpienia przykują uwagę miłośników grozy. Czarno białe zdjęcia, a także ujęcia kręcone  z użyciem podczerwieni przydają tym odrealnionym zdarzeniom niesamowitości. Z resztą, powiem Wam szczerze, że cały ten fil ogląda się jak niezwykły pejzaż. Zdjęcia są wprost hipnotyzujące i z radością muszę Wam obwieścić, że ekipa z polski miała w tym swój udział.

Sama fabuła jest dość prosta, jeśli ograbiłby ją z wszechobecnych tu metafor i otoczki baśniowości.

Jeśli lubicie tego typu klimat polecam Wam gorąco. Takich filmów nie spotyka się często.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła: 8

Klimat:10

Napięcie:5

Zabawa:9

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:10

Aktorstwo:8

Oryginalność:9

to coś:9

75/100

W skali brutalności:1/10

Zniszcz mnie

Ruin me (2017)

ruin me

Alex, jej chłopak i kilkoro innych śmiałków bierze udział w terenowej grze Slasher Sleepout będącej czymś w rodzaju połączenia escape roomu i domu strachu. Dziewczyna niedawno wyrwała się ze szponów narkotykowego nałogu w czym bardzo pomógł jej właśnie Nathan. Niestety udział w grze w nieprzewidziany sposób niszczy to co bohaterce udało się zbudować.

“Ruin me” to jeden z tych straszaków, które wzięły się znikąd i prawdopodobnie umknie większości widzów. Jego scenariusz stara się czerpać z popularnych ostatnimi czasy motywów gier i rozrywek stających się wstępem do autentycznie rozgrywającego się horroru (“Escape room“, “House of october bulit“, “Truth or dare“, “Would you rather“).

Jego bohaterką jest całkiem sympatyczna Alex, która próbuje zbudować swoją nową grzeczną tożsamość. Unika wszystkiego co mogłoby na powrót sprowadzić ją na manowce. Wspiera ją w tym narzeczony Nathan, którego nie tyle kocha co darzy wdzięcznością, podobną tej żywionej przez psa, którego ktoś przygarnął z ulicy.

ruin me

Alex bierze udział w grze w zastępstwie kolegi swojego chłopaka. Gdy para dociera na miejsce i udzielone zostają im dość lakoniczne wyjaśnienia odnośnie ich dalszych działań, Alex Natahan i ich konkurenci w rozgrywce ruszają do lasu, gdzie uzbrojeni w przydatne fanty muszą odnaleźć wskazówki, które doprowadzą ich do rozwiązania zagadki i zgarnięcia nagrody. Tu oczywiście następuje mały przestój na zapoznanie się z barwnymi i stosownie schematycznymi postaciami, by wkrótce po tym oznajmić widzowi, że oho, oto zagrożenie, które ani trochę nie jest udawane.

ruin me

Film ma sporo z gatunkowego slashera, ale też nie można pominąć motywów wskazujących na thriller. To one w zasadzie decydują o jakości produktu końcowego. Gdyby nie małe zamieszanie, wprowadzenie stosownej dawki paranoi obraz nie odstawałby od poziomu mielizny ani o milimetr.

Szczęśliwie twórcy zadbali by przykuć uwagę widza drobnymi niepokojami, które są udziałem naszej bohaterki. Konkretów Wam oczywiście nie zdradzę.

Reasumując film całkiem przyzwoity, choć wysokich lotów raczej nie osiąga.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:6

57/100

W skali brutalności:2/10

Panna Zemsta

Revenge/ Zemsta (2017)

revenge

Żonaty kochanek Jen, Richard zabiera ją na upojny wypadzik do swojej willi położonej pośrodku pustkowia. Niestety jego kumple, z którymi zaplanował polowania zaraz po tym jak odstawi swoją lalę, zjawiają się przed czasem. Wspólna impreza zaprawiana alkoholem i narkotykami mocno pobudza wyobraźnie średnio atrakcyjnych kompanów Richarda. Szczególnie Stan wyjątkowo napala się na blondwłose cudo. Korzystając z krótkiej nieobecności Richarda następnego dnia, próbuje dobrać się dziewczynie do majtek. Gdy ta odrzuca jego awanse, rozjuszony Stan gwałci ją na oczach niezamierzającego interweniować Dimitra.

Powrót kochanka nie przynosi Jen spodziewanego ratunku. Richard z obawy o konsekwencje wyskoku kolegi postanawia pozbyć się problemu w postaci zgwałconej dziewczyny. Ta jednak nie poddaje się nawet gdy jej los wydawał się już przesądzony.

revenge

Jak już zapewne zorientowaliście się dzięki dużo mówiącemu tytułowi filmu, jest to obraz nurtu Rape&Revenge. Czyli kolejny po serii “Pluję na twój grób” obraz ukazujący walkę skrzywdzonej kobiety ze zwyrodniałymi mężczyznami.

Wielu widzów zaznajomionych ze wspomnianą serią zarzucało jej brak realizmu i logiki. Oczywiście sama nie byłam ślepa na te uchybienia, jednak nie miały one nigdy znaczącego wpływu na mój odbiór tych historii, bo zasadniczo ich przeznaczenie było inne niż dokumentowanie rzeczywistości;) Te filmy mają w sobie coś  feministycznego. Pokazują, że kobieta, którą obsadza się z zasady w roli ofiary potrafi tę sytuację odwrócić i …zemścić się, zamiast przez lata leczyć traumę u seksuologa.

Jeśli chodzi o “Revenge” francuskiej reżyserski dodatkowo dochodzą do tego elementy rodem z kina akcji i to takiego gdzie wybuchy zawsze są głośne, rany krwawią podwójnie, za zabicie kogoś wcale nie jest prostym zadaniem.

revenge

W “Revenge” wszystko dzieje się bardzo szybko więc jest to w dużym stopniu atrakcyjne dla niecierpliwego widza. Nieustanny pościg, sprzyja montowani szybkich ujęć, a charakter historii sprawia, że napięcie jest mocno wyczuwalne.

Co do logiki zdarzeń, do której wrócę raz jeszcze, wszystko od momentu, gdy Richard i spółka zapędzają Jen na urwisko jest coraz większą fantastyką. Powiem Wam to wprost: laska powinna nie żyć. A jednak.

Można powiedzieć, że narodziła się na nowo. Głupia lala kręcąca tyłkiem przed każdym męskim rozporkiem, przekonana o swojej wyjątkowości zapewnionej przez walory fizyczne, skonała na pustyni. Ta nowa wersja Jen to fighterka, która doznawszy niebagatelnych obrażeń ma siłę by zmierzyć się z trzema uzbrojonymi i bezwzględnymi drapieżnikami. Dziewczyna robi show, Drodzy Państwo.

revenge

Męska część publiczności będzie bardzo zadowolona, bo kamera niezwykle często kieruje swoje szklane oko na wypukłości sylwetki bardzo apetycznej aktorki. Rządni krwi pasjonaci mocniejszych efektów wizualnych też narzekać nie powinni. Odstrzelone ucho, szkło w stopie, wydłubane oczy, rozjebany łeb. Wszystkiego urodzaj. Fajnie się to ogląda, a historia mimo niezliczonej ilości logicznych nadużyć trzyma się swojego toru i nie powiem by mnie nudziła choć przez chwilę.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:7

Zabawa:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

64/100

W skali brutalności: 4/10