Archiwa tagu: kino klasy B

Potwór tu jest

En las afueras de la ciudad aka Hidden in the Woods (2012)

hidden in the woods

Ana i Anny dwie młode kobiety dorastały na chilijskim odludziu w całkowitej izolacji. Po śmierci ich matki wychowywał je ojciec dopuszczający się na kazirodczych gwałtów na swoich córka. Jedna z nich urodziła dziecko. Pewnego dnia gdy ojciec wpadł w kolejny szał na ich posesji pojawiła się policja. Mimo, że stróże prawa przegrali w walce z szaleńcem dziewczynom udało się uciec od ojca oprawcy. Jednak to wcale nie koniec ich kłopotów.

“En las afueras de la ciudad”, znany bardziej pod tytułem “Hidden in the woods” powstał w oparciu o prawdziwą historię dziewcząt będących ofiarami ojca sadysty utrzymującego się z konszachtów z kartelem narkotykowym.

W 2014 roku chilijska produkcja doczekała się amerykańskiego remake i jak niesie gminna wieść nie jest on wcale lepszy od oryginału.

A oryginał. Cóż, nie mogę powiedzieć by film ten mnie nie zaskoczył. Dawno nie oglądałam tak popapranej rzeczy. Gore wylewa się z niego gęstym strumieniem idąc w konkury z torture porn.

hidden in the woods

hidden in the woods

Fabuła jest zaskakująco nielogiczna i bogata w nonsensy. Ciężko mi dać wiarę autentyczności tych wydarzeń i wcale nie dlatego, że są niewyobrażalnie okrutne tylko za względu na sposób w jaki zostały wyłożone. Absurd goni absurd i tak przez cały film.

Nikogo z bohaterów tej filmowej tragedii nie śmiałabym posądzić o myślenie. Dialogi to kompletny kanał a aktorstwo sięga dna. Gdzie jest reżyser, aż chce się spytać? Co gorsza wcale nie jest on debiutantem, groza przejmuje na samą myśl o kierunku rozwoju jego kariery.

Jeśli macie ochotę na naprawdę bezrozumną rąbankę okraszoną przemocą seksualną to nic tylko brać;)

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:3

Klimat:4

Napięcie:4

Zabawa:3

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:2

Aktorstwo:2

Oryginalność:5

to coś:1

31/100

W skali brutalności: 5/10

Kobieta demon

Mausoleum/ Mauzoleum (1983)

mausoleum

Susan Walker jako dziewczynka traci w tragicznych okolicznościach rodziców. W dniu pogrzebu zrozpaczona wbiega od budynku mauzoleum, gdzie wedle rodowej legendy mieszka demon.

Susan dorasta pod okiem ciotki bez żadnych objawów mogących potwierdzić prawdziwość rodzinnych podań jakoby po wejściu do mauzoleum miał nią zawładnąć zły duch. Gdy jest już dorosłą kobietą, panią Farrell, demoniczna legenda każe o sobie przypomnieć.

“Mauzoleum” to godny reprezentant kina klasy B. Zrodził się w umyśle twórcy, który zadbał by wszystkie elementy kiczu i groteski znalazły ucieleśnienie w jego tworze. Jest to więc nic więcej jak kolejny hicior ery VHS, który rozbawi do rozpuku współczesnego, młodego widza. Co się tyczy sentymentalistów lubujących się w estetyce tego rodzaju kina to seans z “Mausoleum” będzie świetną pożywką dla wspomnień.

Jak na kino tej klasy przystało fabuła nie jest szczególnie wymyślna. Oscyluje wokół gatunku ghost story i ogólnie horroru paranormalnego, gdzie jasnowłosa niewiasta staje się ofiarą demona.

Niskich lotów aktorstwo, szczególnie odtwórczyni głównej roli zostało zrekompensowane solidną porcją erotyzmu. Nasza dama często biega półnaga, przeżywa seksualne wyzwolenie pod orędziem demona, kusząco roznamiętniona i mordercza jak na femme fatale przystało. Jej opętanie staje się obiektem obserwacji psychiatry, który poddaje ją hipnozie jak to zwykł robić każdy psychiatra na pierwszej wizycie pacjenta;) Ciotka Susan bezwzględnie daje wiarę rodzinnej legendzie, która ciąży na damskich przedstawicielkach rodu i odżywa po odwiedzinach w mauzoleum.

mausoleum

Wkrótce znajduje dla tej teorii potwierdzenie. Ludzie z otoczenia Susan albo giną albo są świadkami jej dziwnego zachowania. Im bardziej rozkręca się akcja tym więcej mamy scen z użyciem efektów specjalnych – jakościowo przystających do klasy filmu. Na finiszu jest już jazda bez trzymanki. Oczy naszej demonicy jarzą się na zielono aż w końcu ujrzymy demona w pełni demonicznym obliczu. Będzie ubaw.

Analizując ten film, choć ktoś powie, że nie ma tu co analizować, przyszło mi do głowy, że w łatwy sposób można by uczynić go prawie inteligentnym. Gdyby tylko nie szarżować tak z efektami czyniąc opętanie Susan rzeczą oczywistą. Można by pograć w domniemania, zrobić z Susan wariatkę, która w dzieciństwie straciła rodziców co było dla niej wielkim szokiem i na domiar złego trafiła pod opiekę nawiedzonej ciotki. Ta chcąc chronić Susan wpaja jej etos życia jak najdalszy od grzechu – coby demona trzymać  na smyczy – aż Susan staje się kobietą i przeżywa kryzys tożsamości. Seksualność się rozbudza i kobieta zaczyna warować. Wierzy, że demon steruje jej złym zachowaniem etc. Byłoby znacznie ciekawiej, ale niestety wariatom oczy nie świecą na zielono, więc gdzie tu fun? Trzeba spłaszczyć fabułę i zaszaleć z efektami żeby było przaśnie jak na festynie.

mausoleum

Wracając do tego co jest, a nie co mogłoby być, słowem podsumowania mogę rzec jedynie, że film nie bardzo przypadł mi do gustu. Kiczu jest jak na mój gust za dużo, a kulawe dialogi i ogólny sposób prowadzenia fabuły nie pozostawia wątpliwości, że zwoje mózgowe można sobie odkręcić na czas seansu z “Mausoleum”.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:4

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:5

Aktorstwo:4

Oryginalność:4

to coś:4

45/100

W skali brutalności:1/10

Demon z magla

The Mangler/ Maglownica (1995)

maglownica

Pralnie Blue Ribbon nawiedza fala nieszczęśliwych wypadków. Zaczyna się od makabrycznej śmierci jednej z praczek, która zostaje wciągnięta do maglownicy i ‘wyprasowana’ a jej krwawe szczątki złożone w kosteczkę. Następnie grupa innych pracownic zostaje poparzona przez pare z pompy.

Nic nie zapowiada by na tym miało się skończyć. Miejscowy policjant John Hunton rozpoczyna śledztwo i ze zdziwieniem odrywa, że wszystkiemu jest winna opętana przez demona maglownica.

maglownica

“Maglownica” to horror nakręcony przez Tobiego Hoppera na podstawie opowiadania Stephena Kinga pochodzącego ze zbioru “Nocna zmiana”. W oryginale jest to bardzo krótka i prosta opowieść oparta na groteskowym pomyśle, bez zbędnych udziwnień i wątków pobocznych. Hopper znacznie rozwija fabułę i w jego wydaniu groteska osiąga pozom sufitowy, czyniąc “Maglownicę” jednym z najbardziej rozpoznawalnych reprezentantów kina klasy B.

Początek opowieści to przebudzenie maglownicy. Młoda dziewczyna rani się w rękę, jej krew spływa na maszynę i w ten sposób budzi demona, który domaga się ofiar.

Przychodzi czas na pierwszą makabryczną scenę, czyli śmierć innej pracownicy. Gore jest tu do prawdy godne uwagi.

maglownica

W momencie gdy na arenę wkracza inspektor policji następuje zastój atrakcji. Skupiamy się na okultystycznych wymysłach i nieporadnych próbach bohaterów by powstrzymać nieuniknione.

Po nieco nudnawym rozwinięciu następuje apogeum groteski, czyli finałowa walka z ożywającą maglownicą, która rozwalona na części ściga protagonistów po pralni…

Wiadomo już, że głównym antybohaterem jest opętana maszyna jednak pojawia się też bardziej ludzki czarny charakter w osobie właściciela pralni.

maglownica

W tej roli zobaczymy króla wszelkich horrorowych złoczyńców, czyli Roberta Englunda. Świetnie odnajduje się tej lekko satyrycznej roli. Jego postać to bezwzględny typ, który podpisuje pakt z diabłem w zamian za władzę i bogactwo. To bohater dość ciekawy, także we względu na powierzchowność choć i tak na pierwszym planie jest imponująca maglownica.

Tobe Hopper nie raz i nie dwa w swoich filmach ocierał się o granice groteski i absurdu, jednak to maglownica jest jego szczytowym osiągnięciem jeśli idzie o operowanie estetyką kina klasy B. Na pewno nie jest to mój ulubiony film, ale czasami mam po prostu ochotę obejrzeć coś tak niedorzecznego:)

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:4

Zabawa:8

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

to coś:7

Oryginalność:7

63/100

W skali brutalności:4/10

Zostaniecie pokarmem

Food of the gods/ Pokarm bogów (1976)

pokarm bogów

Grupa fudbolistów wybiera się na rekreacyjną wycieczkę na jedną z Kanadyjskich wysepek. Tam napotykają na coś, co fizycznie nie ma prawa istnieć. Jeden z mężczyzn zostaje zaatakowany przez gigantyczną osę inny stoczy krwawą walkę z gigantycznym kogutem na pobliskiej farmie. Co tu się wyrabia?

Przyczyn anomalii należy szukać na farmie państwa Skinnerów, którzy odkryli w okolicy dziwne źródełko i poczęli mieszać pochodzącą z niego ciecz z paszą dla zwierząt. Jeden z futbalistów, Morgan i jego tchórzliwy przyjaciel Brian powracają na wyspę by powstrzymać gigantyczne zwierzęta przed zniszczeniem całego ekosystemu.

“Pokarm dla bogów” to godny reprezentant kina klasy B. Niski budżet i małe możliwości techniczne sprawiły, że wysiłki twórców w stworzeniu efektownej akcji są podwójne, a nawet potrójne w porównaniu ze współczesnym kinem z pod znaku animal attack, czy monster movie. Jeśli podobały Wam się “Zabójcze ryjówki” czym prędzej musicie sięgnąć po “Pokarm bogów” inaczej przejdzie Wam koło nosa przednia zabawa.

pokarm bogów

Scenariusz filmu powstał w oparciu o powieść Herberta Wells’a znanego przede wszystkim jako autora “Wojny światów”, ale ma na koncie także takie utwory jak “Niewidzialny człowiek”, czy “Wyspa doktora Morau”. Wszystkie doczekały się filmowych adaptacji, niektóre nawet parokrotnie.

Pisarz obraca się w kręgach sci-fi, a jego twórczość często przybiera moralizatorski ton. Tak też jest w przypadku “Pokarmu bogów”. Nakręcony w latach ’70 film można zaklasyfikować do nurtu ‘horrorów ekologicznych’. To nieco niefortunne sformułowanie mówi nam, że w tym przypadku będziemy mieć do czynienia z historią, w której głównym antagonistą będzie mściwa przyroda. Tak było w przypadku “Last winter“, czy “Długiego weekendu“.

Bohaterzy filmu mają świadomość tego, że natura odgrywa się na ludziach w ten dziwny i chory sposób. Pojawienie się źródełka mogło mieć na celu odprawienie zemsty na cywilizacji. Przerośnięte zwierzęta nie są już ofiarami, one atakują człowieka, który niszczy ich świat. Pojawia się też wątek kary za grzechy jako zgotował bóg, ale osobiście wolę utożsamiać nadrzędną siłę z otaczającą nas naturą niż jakimś widmowym bóstwem.

Jak na kino klasy B mamy wiec całkiem niegłupią pointe. Nie zapominajmy jednak o walorach czysto rozrywkowych, bo tych w filmie nie zabraknie. Twórca, reżyser i scenarzysta w jednej osobie zadbał o to byśmy się nie nudzili. Akcja jest naprawdę wartka i bogata w niekiedy odrażające sceny, jak robale giganty atakujące rękę Pani Skinner.

pokarm bogów

Wspominałam o niskim budżecie i małych możliwościach technicznych. Jak Bert Gordon poradził sobie z wyzwanie stworzenia gigantycznych zwierząt? Jeśli nie masz na podorędzi machiny powiększającej szczura pomniejszasz jego otoczenie. Efekt wizualny jest podobny. Ok, zbliżony:) W scenach, gdy gigantyczne szczuty mają atakować auto, czy dom użyto miniatur owego domu czy auta. Szczurzy aktorzy wydają się bardziej zaciekawieni niż agresywnie i ich ekspansja na rzeczone miejsca wypada czasami śmiesznie. Ale, cóż, kino klasy B i jego urok.

pokarm bogów

Zastanawia mnie tylko jedna rzecz… Sceny, w których szczurki padają zalane krwią wyglądają bardzo wiarygodnie. Aż za bardzo i tu mam obawy, że Gordon faktycznie uśmiercał swoich zwierzęcych aktorów. Wiem, że “to tylko szczury”, ale właśnie z takich względów nie lubię oglądąc filmów gdzie antybohaterami są zwierzęta.  Tak jak napisałam w recenzji “Zombeavers”: “Nigdy nie byłam fanką filmów z gatunku animal attack. Może dlatego, że zawsze szkoda mi tych biednych zwierząt, które robią w nich za wcielone zło i prędzej, czy później giną z rąk tak zwanych bohaterów pozytywnych, czyli najczęściej mało rozgarniętych przedstawicieli ludzkiego gatunku.”

Nie sądzę by w którymkolwiek z filmów z tego gatunku autentycznie uśmiercano zwierzęta, ale w przypadku “Pokarmu bogów” mam względem tego spore obawy….

pokarm bogów

Podsumowując i porzucając w tym momencie moje rozterki powiem Wam, że “Pokarm bogów” to kawał dobrej rozrywki. Śmiechu jest co niemiara, a i horror’owych walorów nie zabraknie.Miłośnicy starego kina klasy B powinni być zadowoleni.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:8

Zaskoczenie:4

Aktorstwo:7

Walory techniczne:7

Oryginalność:7

To coś:7

65/100

W skali brutalności:3/10

Czarna substancja

Mørke sjeler/ Mroczne dusze (2010)

mroczne dusze

Młoda dziewczyna zostaje zaatakowana w czasie joggingu w lesie. Napastnik w pomarańczowym kombinezonie z pomocą wiertarki robi dziewczynie dziurę w czaszce. Nieszczęśniczka zostaje zapakowana do foliowego worka i odstawiona do kostnicy. Prowadzący sprawę detektyw dzwoni do jej ojca oznajmiając mu smutną nowinę. Sęk w tym, że rzekomo martwa pociecha tkwi w tej chwili przed ekranem swojego komputera. Nie była tak martwa jak się wydawało, skoro wróciła do domu, ale zdecydowanie coś jest z nią nie w porządku. Co więcej przypadek dziewczyny nie jest odosobniony.

mroczne dusze

Kino skandynawskie bywa dziwne, nie znaczy to jednak, że w jakiś sposób nie jest dzięki temu interesujące…

Mam poważny problem z oceną tego obrazu. Nie mogę go nazwać ani złym, ani wybitnym, ani nawet średnim, bo to określenie zarezerwowane jest dla obrazów bezpłciowych i znośnych w swojej bezpiecznej nijakości.

“Mroczne dusze” są zdecydowanie jakieś. Tylko jakie???

Początek rodem z kryminału. Młoda dziewczyna załatwiona w lesie przez nieznanego sprawce. Wygląd napastnika zalatuje slasher’owym antagonistą, a kolejne zbrodnie wskazują na seryjność jego działań.

Ale… sprawca nie zabija swoich ofiar.

mroczne dusze

Wracają do domów z dziurami w czaszkach i zakażeniem rozrastającym się w mózgu. Głównym objawem są czarne wymiociny. Johana, pierwsza z przewierconych wygląda jak… zombie. Tak też się zachowuje. Przyczyną nie jest mechaniczne uszkodzenie mózgu, lecz rozprzestrzeniające się zakażenie, ale skąd ono się wzięło? Zrozpaczony ojciec bierze sprawy w swoje ręce i trafia na bardzo mocny trop – w zasadzie nakrywa zbrodniarza na gorącym uczynku.

Mamy więc kryminał i zombie movie w jednym. Co więcej mamy tu jednocześnie film na serio i pastisz. Jeśli przyjrzeć się niektórym zachowaniom bohaterów, w tym naszego tatuśka, trudno oprzeć się wrażeniu, że ktoś tu z nas drwi. Podobnie jest z kwestią antybohatera, a raczej antybohaterów.

Pojawia się tu ciekawa historia, która rzuca odrobinę światła na to co i dlaczego wyczynia główny czarny charakter. Jednak sposób w jaki przebiega proces rozwoju zbrodniczej działalności, którego świadkiem jest nasz bohaterski ojciec wygląda dość… śmiesznie. Nie będę tu wymieniać konkretnych scen, ale jest tego sporo.

Wszytko kręci się wokół czarnej substancji, poprzez którą zarażają się kolejne ofiary. Sposób wprowadzenia jej do organizmu jest ciekawy, ale twórcy szybko od niego odchodzą i pod koniec filmu widzimy zwykłe walenie z gwinta w dodatku całkowicie dobrowolne.

mroczne dusze

Mogę się tylko domyślać co artysta miał na myśli. Może czarna substancja ma być ropą, którą w końcu infekują się wszyscy bez wyjątku, a co poniektórzy sami proszą się żeby zżarła im mózgi? Może to jakaś metafora dla przemysłu? Who knows…

Efekt całościowy jest co najmniej dziwny i trudny w odbiorze dla tych, którzy będą starali się zrozumieć o co chodzi. Jeśli zaś tylko zechcecie popatrzeć na kolejna wariację na temat zombizmu, dla uciechy i bez angażowania szarych komórek to nawet możecie się ubawić.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

To coś:6

Oryginalność:8

Walory techniczne:5

Aktorstwo:7

56/100

W skali brutalności:2/10

Kosmiczne pstro

Xtro (1983)

xtro

Pewnego słonecznego dnia na oczach synka, Sam zostaje uprowadzony przez obcych. Po trzech latach od zniknięcia jego żona ma już nowego partnera i tylko jego syn wierzy, że tata powróci.

Tak też się staje. W lesie rozbija się statek kosmiczny, z którego wychodzi dziwaczne ‘coś’. ‘Coś’ napada na przypadkową parę i inseminuje kobietę, a ta po chwili wydaje na świat… Sama. Całego i zdrowego, wyglądające najzupełniej normalnie. Niestety to tylko pozory. Sam powraca jako pół kosmita by odzyskać rodzinę i przekazać synowi część kosmicznych zdolności.

Jakiś tydzień temu jeden z czytelników bloga podrzucił mi gif z filmu “Xtro” z zapytaniem, co to za produkcja. Inny czytelnik oświecił mnie i pytającego, że to właśnie “Xtro”. Gif przedstawiający wypełzającego z lasu kosmitę tak mi się spodobał, że postanowiłam wytropić film i go obejrzeć.

xtro

Tak więc, oto “Xtro”, niebywale zacny reprezentant kina klasy B, horroru sci-fi z lat ’80 i czołówka “video nasties”.

Doczekał się jeszcze dwóch części co niewątpliwie świadczy o nie małej popularności.

Jak to bywa z filmami zakazanymi, jego dostępność jest nieco utrudniona, ale jak wiadomo, w czeluściach internetów można znaleźć praktycznie wszystko, choć niejakim wyzwaniem będzie znalezienie wersji całkowicie pozbawionej cenzury.

xtro

Jak zapewne wywnioskowaliście z fabuły, nie jest ona jakość szczególnie odkrywcza. Facet zostaje uprowadzony przez kosmitów i po pewnym czasie wraca. Zamiast traumy przywozi ze sobą nadnaturalne zdolności.

Każdy żywy organizm dąży do rozmnożenia więc i Sam chętnie inseminuje kolejne kobiety. Swojemu oddanemu synkowi przekazuje część kosmicznego genotypu czyniąc z niego jak się okaże niebezpiecznego mordercę.

xtro

W zasadzie nie ma sensu rozwodzić się tu nad związkiem przyczynowo skutkowym, czy szukać logiki. Scenariusz nastawiony jest na szokowanie, a treścią filmu jest w zasadzie forma.

I tu można się na dłuższy czas zatrzymać.

Już pierwsze filmowe sceny dają po głowie. Ujęcie z gifu z kosmitą wyłaniającym się z lasu jest jedną z najlepszych w filmie i jedną z niewielu nie rażących obrzydliwością, a jednak wywołującą nieprzyjemny dreszcz. Drugim z kolei smaczkiem jest oczywiście scena zapłodnienia, a następnie porodu.

xtro

W tym momencie każdy widz powinien już zorientować się czym ten film pachnie. A pachnie solidną porcją gore gwarantującą uczucie obrzydzenia i groteskowego lęku.Jakby komuś było mało obrzydliwości dostanie jeszcze dawkę mocno psychodelicznego klimatu pod postacią przerośniętych, morderczych zabawek.

xtro

Sama jestem pełna podziwu dla staranności z jaką wykonano efekty, zwłaszcza, że budżet filmu był niewielki, a możliwości technologiczne ograniczone. Twórcy filmu postarali się jednak na tyle by uczynić owe sceny znakiem rozpoznawczym całego obrazu.

Jest na co popatrzeć, moi drodzy, tylko nie każdemu się to spodoba. Dla fanów kina klasy B pozycja obowiązkowa, reszta może potraktować seans jako mały eksperyment na samym sobie.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:5

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:9

Aktorstwo:5

Oryginalność:7

To coś:8

67/100

W skali brutalności:4/10

Znalezione, nie kradzione

Finders Keepers (2014)

finders keepers

W wyniku separacji z mężem, Alyson wraz z małą córka, Clarie przeprowadza się do nowego domu. Dom ma oczywiście swoją historię, która wcale nie jest urocza. Kilka lat temu z rąk chłopca zginęła tam rodzina. Ta tragedia pozostawiła po sobie ślad w postaci ponurego nastroju panującego w domu i zabawki rzeczonego chłopca, upiornej, starej lalki, która teraz wejdzie w posiadanie Clarie.

finders keepers

“Finders Keepers” to produkcja twórców wytwórni Asylum. Nie wiedziałam o tym,gdy zabierałam się za oglądanie. Być może wówczas w ogóle bym się za ten film nie wzięła.

Na tapecie po raz kolejny mamy wątek nawiedzonej lalki. Który to już raz? Mniejsza o to….Faktem jest, że twórcy postanowili wykorzystać to, co od schyłku 2013, czyli od premiery “Obecności” na powrót cieszy się ogromnym powodzeniem. Ostatni taki bum na lalki, miał chyba miejsce w okresie premiery “Laleczki Chucky”.

Film co prawda nie kalkuje fabuły jednego konkretnego obrazu, dajmy na to “Annabelle”, raczej konsoliduje elementy wielu produkcji z wątkiem złej lalki. Mamy więc trochę “Ukochanej laleczki”, trochę “Laleczki Chucky” , “Dolls“, etc.

Upiorna lala wpada w ręce małej dziewczynki, która bardzo źle znosi rozstanie rodziców. Nie ufa już żadnemu z nich, a swoimi trudnymi emocjami dzieli się z lalką.

finders keepers

Lala o świdrujących czarnych oczyskach jakby opętuje dziecko. Wpływa na jej zachowanie. Nie obejdzie się też bez samodzielnych akcji jakie inicjuje lalka. Plusem jest to, że nie widzimy jak bezpośrednio atakuje. Zobaczymy natomiast ofiary, które próbują skryć się przed czymś niewidzialnym, ale zagrażającym im, a później efekt spotkania z owym zagorzenie, czyli np. upadek z okna.

Lalka eliminuje wszystkich, którzy mogą zagrozić jej więzi z dziewczynką. To, że prędzej, czy później przyjdzie czas na rodziców jest oczywisty.

Mamy tu też pomysł powolnej transformacji dziewczynki w …lalkę. Clarie zaczyna ubierać się w stroje podobne do swojej laki, co więcej gdy więź zaciska się cokolwiek co przydarza się lalce, spotyka też Clarie, np. kiedy matka próbuje szarpać lalkę to u jej córki pojawiają się siniaki. Gdzieś z tyłu głowy kołacze mi się myśl, że ten pomysł też już gdzieś się pojawił.

finders keepers

Nie mamy tu wielu efektów, w zasadzie nie ma ich wcale, bo też po prawdzie nie są potrzebne. Da się bez nich obejść i twórcy się obchodzą. Aktorstwo niestety jest już bardzo ‘ciężkie’.

W roli Alyson zobaczy aktorkę typowo komediową, moim zdaniem, która z powodzeniem wcieliła się rolę nowej partnerki Malcolma Jonnsona w parodii “Dom bardzo nawiedzony 2“.

Nie miała tu trudnej roli, ale i tak nie podołała. Miałam wrażenie, że wydobycie jakiegokolwiek grymasu z twarzy sprawia jej ogromny problem. Mała Clarie radzi sobie zdecydowanie lepiej, choć nie powiem, naturalnością też nie grzeszy.

finders keepers

Finalnie mamy film bardzo średni, odbijający w stronę słabego. Wykorzystuje stare motywy, odgrzewa wątki, całym sobą krzyczy “znalezione, nie kradzione“.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:5

Napięcie:5

Zaskoczenie:4

Zabawa:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:4

Oryginalność:3

To coś:4

45/100

W skali brutalności:1/10

Człowiek – rybka

Hypothermia/ Hipotermia (2010)

hipotermia

Ray wraz z żoną, synem i jego narzeczoną wybierają się zimą nad jezioro, gdzie mężczyzna zamierza łowić ryby. Już pierwszego wieczoru, gdy sam bada teren przed jutrzejszą wyprawą wpada w przerębel,  z trudem udaje mu się uniknąć śmierci. Te sceny sygnalizują nam, że coś czai się pod wodą. Coś innego niż ryba. Nazajutrz, gdy rodzina wyruszy na połów przekona się, co kryje się pod zlodowaciałą taflą wody.

Nie wiem jak zacząć. Ten film będzie mi bardzo trudno ocenić, bo tak na dobrą sprawę nie wiem, czy mam wizje reżysera traktować serio, czy mam tu do czynienia z pastiszem.

Film Jamesa McKenney’a zaczyna się bardzo obiecująco. Sceny otwierające fabułę to pełne napięcia ujęcia, w których widzimy walczącego o życie Ray’a, który wpadł do przerębla. Czekamy w napięciu aż ktoś z rodzinki ruszy tyłek z chatki, gdzie się zatrzymali i zainteresuje się losem staruszka, który już dawno powinien wrócić do domu. Zapada zmrok, widzimy migawki tego, co czai się pod lodem, a tytuł filmu sugeruje nam, że los Ray’a jest już przesadzony.

hipotermia

Synowi udaje się go znaleźć i wyciągnąć z lodowatej wody. Ojciec jest cały i zdrów.

Następne próby wzbudzenia w widzu napięcia, czy strachu nie powiodą się…

Dopiero dzień następny to przejście do właściwej fabuły. Rodzinka rusza na łowy, dołącza do nich jeszcze para przyjezdnych, ojciec i syn, a na haczyk łapie się coś niezwykle dużego. Owe coś umyka, ale już wiemy, że to właśnie wodny stwór będzie przedmiotem całego zamieszania.

hipotermia

Póki jeszcze nie zobaczymy jego lateksowego oblicza,a naprawdę nie jest źle. Jest średnio, jest nieco drętwo, ale nie ma tragedii, ta prostolinijność w dialogach ma nawet swój urok.

Tragedia następuje, gdy nasza dwunoga rybka wychodzi na powierzchnie i prezentuje swoje oblicze…

Ja rozumiem, że budżet może być skromny, naprawę. Wielu reżyserów niszówek radzi sobie z tym problemem np. tworząc ujęcia nie ukazujące bezpośrednio antagonisty.

To co zrobił twórca “Hipotermii” wprowadziło mnie w osłupienie. Nie ma pojęcia skąd wpadł na pomysł przyodziania aktora w czarny lateksowy strój, wyglądający trochę jak kombinezon płetwonurka, a trochę jak rekwizyt z porno dla fetyszystów. Jego otwór gębowy przyozdobił dwoma rzędami gumowych zębów, coś na kształt pyska piranii, na okrasę mamy gumowe oczy. Nie wiem, czy określenie groteska jest tu wystarczające.

hipotermia

Kiedy już zobaczy to coś – a nie będzie to jednorazowy popis – w niepamięć odejdzie ciekawy początek, czy nie najgorsze rozwiniecie akcji.

Im dalej tym gorzej. Trochę niezłych krwawych scen, w których nie widać sprawcy wypada nieźle, ale finał sięga dna. Przemowy żony Ray’a kierowanej do ‘człowieka ryby’- tak go nazwijmy- nie powstydzili by się bracia Wayans.

hipotermia

Szkoda mi tego filmu. Szkoda mi reżysera, który starał się, ale mu nie wyszło. Miał dobre momenty, ale chwilami odbijała mu na głowie palma i wpadał na plan z lateksowym płetwonurkiem i monologiem rodem ze “Strasznego filmu”.

Aktorstwo w “Hipotermii”jest nawet nie najgorsze. Michael Rooker sprawdza się nawet w  takich filmach balansujących na granicy gniotu, bo jest dobrym aktorem. Reszta obsady to twarze mi nie znane. Określenie ‘nie najgorsze’ pojawia się w moim wpisie na tyle często, żeby zniechęcić do seansu. Oglądacie na własne ryzyko.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:6

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:3

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:6

49/100

W skali brutalności:3/10

Madman Marz

Madman (1982)

madman

Wczesna jesień, obóz dla uzdolnionej młodzieży. Właśnie trwa pożegnalne ognisko, w trakcie którego jeden z opiekunów zabawia grupę opowieścią o lokalnej sławie, niejaki Marz’u, zwanym także Madman Marz. Za życia był zwykłym chlajusem lubiącym znęcać się nad rodziną. Pewnego dnia przegiął i zarąbał swoich bliskich siekierą. Spotkało się z to z gniewną reakcją ze strony pozostałych mieszkańców, którzy postanowili powiesić drania. Tak też zrobili, jednak następnego dnia od samosądu zwłoki psychopatycznego farmera zniknęły.

madman

Po okolicy zaczęła krążyć legenda mówiąca, że Madman Marz nadal gdzieś tu grasuje i wystarczy wypowiedzieć jego imię, by ryhle zjawił się z siekierą i odrąbał głowę każdemu, kto się nawinie. Jeden z młodych postanawia okpić tę historię wydzierając się kilka krotnie “Madman Marz”. W ten sposób Richie ściąga nieszczęście na siebie i kompanów.

O twórcy tego filmu, Joe Giannone, świat usłyszał tylko raz. W dwa lata po sukcesie pierwszego amerykańskiego camp slashera, “Piątku 13ego”, za bardzo niewielkie pieniądze nakręcił swój horror, utrzymany w tej samej konwencji.

Ostatnio o nim wspominałam przy okazji wpisu o “Krwawym obozie“, że w przeciwieństwie do bardziej pomysłowych slasherów posiada topornie prostą fabułę i nie stara się zmylić widza w kwestii tożsamości mordercy.

Młodzi ludzie zaczynają znikać, jedno po drugim, a zaczyna się od chłopaczka, który wypatrzy tę legendarną ludzką bestię czyhającą na drzewie. To jedno z najlepszych filmowych ujęć, z resztą umieszczono je na plakacie promującym filmu.

madman

Ogólnie, brak zawodowstwa i funduszy nie przeszkodził twórcy w stworzeniu ciekawego klimatu za sprawą zdjęć i muzyki. Dużą rolę odgrywa tu oświetlenie, bardziej przypominające fluorescencyjną mgłę, która pada na naszych bohaterów, gdy przedzierają się przez las. Prawdopodobnie ekipa nie miała lepszych, profesjonalnych lamp na stanie.

madman

Muzyka, szczególnie kawałek tytułowy, jest na prawdę świetnie zrobiona.

Na tym moje dobre słowa na temat filmu się kończą.

Aktorstwo jest… no, brak słów. Brak talentu to jedna strona medalu, drugą sprawą jest sam pomysł twórcy na swoich bohaterów.

Cycki, golizna, seks, etc. są stale obecne w slasherach, ale raczej nikt nie prezentuje tych w taki sposób. Niemal nabożny. Powolne przejazdy kamerą po włochatych nogach głównego amanta zanurzającego się w basenie, gdzie pływa jego wątpliwie urodziwa ukochana. Długa sekwencja mozolnego pocałunku i ‘cmyk’ pod wodę.

Zachowania bohaterów, szczególnie pewnej ciemnowłosej niewiasty są więcej niż niedorzeczne. Rozumiem, bezradna niewiasta, ale żeby samodzielnie nie potrafiła poruszać kończynami, mimo iż żadna widoczna krzywda nie zdążyła jej się stać? Bezradna królewna jest bezradna tylko przy królewiczu, bo gdy królewicz pada martwy królewna bierze się w garść i dzięki temu widz zobaczy kolejną (drugą i w zasadzie ostatnią) godną uwagi scenę. Płaczliwa idiotka stanie się bardzo pomysłowa. Nie mniej jednak charakterystyka zgromadzonych na obozie bohaterów sprawiała, że życzyłam im śmierci.

madman

Bardzo słabo wypada także nasz antagonista. Póki siedzi na drzewie wygląda bardzo efektownie, ale gdy mamy okazję przyjrzeć mu się z bliska cały czar znika. Ciekawy czarny charakter to klucz do sukcesu, a tu niestety nie mamy ani ciekawej biografii, ani aparycji, która wyróżniałaby go na tle innych pojebów.

madman

O tym, że sceny mordów nie wypadają wiarygodnie nie muszę wspominać, bo tego chyba nawet nikt nie oczekuje od slasherów z ich najlepszego okresu.

To film skierowany do zatwardziałych fanów starych slasherów, takich, którym nie będzie przeszkadzać warsztat aktorski, nieciekawy morderca i na wskroś proste założenie scenariusza, natomiast doceniam wysiłki włożone w tworzenie klimatu grozy.

Moja ocena:

Straszność: 7

Fabuła:5

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:8

Aktorstwo:4

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 4/10

Uśmierć swój mózg

Brain dead/ Martwica mózgu (1992)

martwica mozgu

Lionel Cosgrove mieszka z matką w dużym domu. Układ sił w tej rodzinnie uporczywie kojarzył mi się z historią Bates’ów. Apodyktyczna starsza Pani zrobi wszytko, żeby jedyny synuś, mimo że już dorosły nie oddalił się od mamusinej spódnicy. W czasie jednej z prób sabotażu związku syna z miejscową sklepikarką Pani Cosgrove padnie ofiarą dzikiego zwierza. Dokładnie szczuro-małpy z Sumatry. Ten paskudnik dotkliwie ukąsi ją, gdy będzie śledzić syna w czasie randki w zoo. Już nazajutrz okaże się, że stwór, który powstał w wyniku gwałtu kolonii szczurów na małpach z wyspy (!!) jest nosicielem zarazy, a zarazę tą określamy ‘MARTWICĄ MÓZGU’.

martwica mozgu

Peter Jackson na chwilę obecną kojarzony jest głównie z kasowymi produkcjami o niekończących się podróżach po świecie stworzonym przez Tolkiena. Jako, że fanką tego typu opowieści nie jestem, bardzo brakuje mi starego Jacksona, który nie generował wszystkiego komputerowo.

Jego pierwszym filmem jest horror “Bad taste”, który nakręcił za własne pieniądze. Później była “Martwica mózgu”. Kolejnym większym już przedsięwzięciem były “Niebiańskie stworzenia“, traktujące o parze młodocianych morderczyń – do tej pory jest to jeden z moich ulubionych filmów. A jeszcze później hobbity elfy i golumy. Ostatnim filmem w jego reżyserii jaki przypadł m do gustu była “Nostalgia anioła”.

Ciężko mi uwierzyć, że ktoś z taką pozycja w Hollywood zaczynał od filmowych grotesek, zlanych 300 litrami sztucznej krwi, z amatorskim aktorstwem i scenariuszem opartym na absurdzie. (Może kiedyś wróci do korzeni, jeśli w tym hobbitolandzie nie zrobiło mu się za wygodnie)

“Martwica mózgu”, czy się komuś podoba, czy też nie, jest filmem kultowym. Ilekroć go oglądam nie jestem w stanie oswoić się z takim przyrostem obrzydliwości jakie podtyka nam pod nos twórca.

martwica mozgu

Pierwszą z najmocniejszych scen w tym filmie jest konsumpcja deseru. Powoli rozkładająca się mamusia Lionela zasiada przy stole ze swoimi gośćmi, strzela do talerza jednego z nich ropą z rany na ręku a na koniec zjada własne ucho…

To dopiero początek filmu.

Im dalej posuwa się fabuła tym większe nagromadzenie potworności. Potworności zmajstrowanych w niewyobrażalnie naturalistyczny sposób. Jeśli jakiś widz, po seansie z kilkunastoma zombie movie uważa, że na temat gnijących ludzkich szczątek wie już wszytko, powinien poznać stwory ulokowane w domu Castgrove.

Mamusia Loinela nie będzie bowiem długo osamotniona w swojej chorobie. Dołączy do niej pielęgniarka – z wspaniale rozwaloną szyją, ksiądz i kilka innych przypadkowych ofiar zarazy.

To co Jackson wyprawia ze swoimi bohaterami przechodzi wszelkie pojęcie. Pojebana groteska to najdelikatniejsze określenie jakiego można użyć by nazwać ten stan rzeczy.

martwica mozgu

Poczucie humoru jakim operuje twórca jest obrzydliwe, nie wiadomo, czy się śmiać, czy się zrzygać.

Zazwyczaj nie znoszę takich filmów, ale przy sile przekazu, przy bezwzględności Jacksona nie jestem w stanie fuknąć z niesmakiem. Śledzę więc z rosnącym niedowierzaniem dalszy rozwój wypadków.

Ja sama w pewnym momencie zaczęłam interpretować ten pokaz gore, jako taką przewrotną metaforę wyniszczającego wpływu zaborczego rodzica. Mamusia mimo iż jest już martwa nadal dezorganizuje życie synka.

Finał tej historii to zbiorowa masakra martwych mózgów przy użyciu kosiarki. Krew jest wszędzie, ale nie jakiś zgrabne połyskujące kropelki jakie widzieliśmy chociażby w nowej “Carrie“, lecz prawdziwa, lepka maź rozlewająca się na wszystkie strony.

martwica mozgu

Teatr absurdu i okropności.

Trzeba mieć mocny żołądek i raczej nie polecam zajadania pizzy przed ekranem.

To bardzo specyficzny rodzaj rozrywki i jeżeli ktoś zechce potraktować ją poważnie to przy próbie zracjonalizowania przedstawionych wydarzeń może się nabawić martwicy mózgu:)

Moja ocena:

Straszność:9

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zabawa:9

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:6

Oryginalność:10

To coś:9

Walory techniczne:10

81/100

W skali brutalności:7/10