Archiwa tagu: Księga Diny recenzja

Jestem Dina, zabijam tych, których kocham.

I am Dina/ Księga Diny (2002)

księga Diny recenzja

„Księga Diny to mój ulubiony film. Znowuż jest to dramat, który spokojnie można by podciągnąć pod thriller, a nawet  pod ghost story.

Film powstał na podstawie książki, której niestety nie czytałam, ale szaleje z pożądania, aby to zrobić, niestety powieść Herbjørg’a Wassmo jest trudno dostępna w Polsce a na aukcjach internetowych osiąga zatrważające dla mnie ceny. Reżyserem filmu jest Ole Borgendal, który w ubiegłym roku zmajstrował horror „Kronika opętania”, który wierzyłam będzie rewelacją – niestety przyniósł rozczarowanie. 

Akcja filmu rozgrywa się w północnej Norwegii w latach 60 XIX wieku. Dina od najmłodszych lat dorasta z piętnem śmierci. Śmierć jest obecna w jej życiu od momentu, gdy przyczynia się do śmierci ukochanej matki, towarzyszy jej pod postacią duchów, tych, których kochała.

Po tragicznej śmierci matki – uwaga, sceny są naprawdę mocne- Dina zostaje porzucona przez ojca, który obwinia ją o śmierć żony. Mała Dina dorasta samotnie, niczym dzikie zwierzątko. Szlaja się po klifach nie bojąc się już niczego, bo to co najgorsze już ją spotkało.

księga Diny recenzja

Pewnego dnia ojciec jednak powraca. Nadal nienawidzi córki jednak za radą przyjaciela postanawia zresocjalizować małą dzikuskę. Sprowadza jej nauczyciela, z którym Dina nawiązuje jedną z najsilniejszych więzi w swoim życiu. Z Lorkiem łączy ją wspólna miłość do muzyki. To on miał największy wpływ na to, że dziewczyna zaczyna postrzegać śmierć w innym wymiarze. Nie jako coś strasznego, lecz jako formę wyzwolenia.

księga Diny recenzja

księga Diny recenzja

Dina wyrasta na piękna kobietę wkrótce zostaje zmuszona do poślubienia przyjaciela ojca.

Fascynacja śmiercią nie opuszcza ją ani na moment. Przez całe życie Dina uwalnia tych, których kocha od życia. Zaczyna nam się jawić jako seryjny zabójca, ale twórcy scenariusza nie idą dalej w tym kierunku skupiając się raczej na metaforyce kolejnych zdarzeń w życiu Diny, niż racjonalnym przyglądaniu się jej postawie. Nic tu nie jest racjonalne i nikt na siłę nie próbuje nas przekonać abyśmy tak uważali.

Film jest smutny, piękny i mroczny. Doskonałe zdjęcia autorstwa Dana Laustsen’a („Kronika opętania”, „Silent Hill”,”Mroźny wiatr”, „Zbaw mnie ode złego”, prezentujące krajobrazy północnej Skandynawii podkreślają ekspresje uczuć jakich doświadczają bohaterzy. Doskonałe aktorstwo szczególnie tytułowej Diny- mówię tu zarówno o małej Amandzie jak i o Marii Boneevie –  i muzyka Marco Beltrami („Kobieta w czerni”,”Krzk 4″, „Coś”, „Nie bój się ciemności”…) sprawiają, że dla mnie ten obraz nie ma sobie równych. Trzeba obejrzeć i koniec:)

księga Diny recenzja