Archiwa tagu: Ocenione na 50-60 punktów

Noc z Anną

El cadáver de Anna Fritz/ Ciało Anny Fritz (2015)

ciało anny fritz

Piękna hiszpańska aktorka i celebrytka trafia martwa do kostnicy, w której pracuje młody Paul. Tej samej nocy chłopak postanawia podzielić się sensacyjną nowiną z dwoma kumplami, który odwiedzają kostnice Paula w drodze na imprezę. Wszytko po to by zobaczy nagusieńkie ciało martwej Anny Fritz. Imprezowy nastrój młodzieńców sprawia, że w końcu wpadają na niecodzienny pomysł. Tak ciało martwej aktorki staje się ich seksualnym obiektem.

Hiszpański thriller „Ciało Anny Fritz” dotarł do nas ze sporym opóźnieniem, a ja sama miałam ten tytuł na oku od dłuższego już czasu.

Motyw przewodni filmu jaki obrali młodzi twórcy jest na tyle kontrowersyjny by przyciągnąć uwagę jednak nie znaczy to, że stanowi nowość w gatunku.

Krótki opis fabuły szybko nasunie Wam skojarzenie z „Martwą dziewczyną„, gdzie również mamy do czynienia z przypadkiem nekrofilii jakiej dopuszczają się młodzi mężczyźni. Mimo iż założenie w obydwu produkcjach jest podobne różnią się one w znacznym stopniu. Nie da się ukryć, że „Martwa dziewczyna” prezentowała swego rodzaju cuchnący, czarny humor, którego nie spotkamy u Hiszpanów, którzy swoją historię opowiadają całkiem na serio.

Jak wspomniałam akcja filmu rozgrywa się w kostnicy, co również nie jest szczególnie oryginalnym wyborem, nie mniej jednak, jak na kino grozy, jest to miejscówka już sprawdzona. Z automatu budzi obawę, gdyż dla większości z nas jest to miejsce niedostępne, miejsce zarezerwowane dla śmierci.

Otoczenie zimno metalicznego wyposażenia kostnicy samo w sobie robi dużą robotę, do tego dochodzą rzędy zwłok zakrytych białymi prześcieradłami. Wśród nich piękna Anna, która szybko skupia na sobie całą uwagę zarówno ‚żywych bohaterów’ jak i widza.

ciało anny fritz

Dowiadujemy się, że przedwcześnie zmarła była znaną i uwielbiana aktorką, piękną i niedostępną dla przeciętnego amatora jej wdzięków. Tymczasem leży zupełnie bezwładna i dalej kusząco atrakcyjna. Z wypowiedzi Paula i jednego z jego kolegów wynika, że zbrodnie nekrofilii nie są niczym nadzwyczajnym. Każdy skorzystałby z takiej okazji.

Przygnębiająca perspektywa…

Po wciągnięciu paru kresek dla animuszu najbardziej napalony z trójcy dosiada nieszczęsną Anne i skończywszy swój bluźnierczy akt zachęca do niego pozostałych dwóch gości.

Tu następuje najbardziej znaczące rozminięcie fabularne ze skojarzonym tytułem „Martwej dziewczyny”. Mogę powiedzieć, że z tą chwilą dobiegła końca najbardziej kontrowersyjna partia filmu. Reszta to już faza thrillera z fabularnym twistem.

Nie powiem, były momenty większego napięcia jednakże nie ukrywam rozczarowania tak, w gruncie rzeczy, prostym zastosowanym tu chwytem.

Dalej wszytko sprowadza się do próby ukrycia karygodnego czynu. Mimo iż każdy z bohaterów prezentuje inną postawę: jest ten dobry, jest ten zły i jest ten pomiędzy, który musi podjąć trudną decyzję, to ich działania biegną w jednym kierunku i jego wynik jest do przewidzenia.

ciało anny fritz

Nie da się ukryć, że pułapka twistu fabularnego jest tu narzędziem obusiecznym. Z jednej strony łapie się w nią widz, z drugiej twórcy filmu, którzy jakby zapomnieli o jego konsekwentnym przeprowadzeniu.

Finał też mnie nie zachwycił i z przykrością muszę przyznać, że po mocnym początku emocje wcale nie rosną.

Miałam wrażenie, że twórcy zawstydzeni takim rzutem na taśmę dalej całkowicie zrezygnowali z silniejszego przekazu na rzecz zabawy w kotka i myszkę. Wspominam o tym, nie dlatego, że film uważam za rozczarowanie generalnie, lecz z uwagi na, w mojej ocenie, nie pełne wykorzystanie potencjału tej historii.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności:2/10

Przyjaciel od stłuczki

Fender Bender (2016)

fender bender

Nastoletnia Hilary doświadcza tytułowej stłuczki. Mimo ewidentnej winy drugiego kierowcy godzi się na pokojowe rozwiązanie sprawy i wymienia się z winowajcą danymi z ubezpieczenia. Rodzice surowo karzą ją za zarysowanie nowego samochodu toteż ten weekend dziewczyna spędzi sama w domu podczas gdy jej rodzice będą bawić na długo planowanej wycieczce. Jeszcze tego samego wieczora kierowca od stłuczki wykorzysta wiedzę jaką Hilary dobrodusznie mu przekazała i zjawi się w jej domu.

„Fender Bender” zapowiadał się bardzo miło. Jego twórce znam w zasadzie tylko z jednego filmu adaptacji „Nocnego lotnika” Stephena Kinga, która to jednak jak najbardziej mnie zadowoliła.

Film zaczyna się od przyjemnych akcentów muzycznych. Mnie z miejsca skojarzyły się ze starymi, klasycznymi slasherami z lat ’80. Wnioskując po opisie filmu, wiedziałam, że fabuła nie będzie zbyt mądra, toteż ostrzyłam sobie pazurki na spodziewany hołd tradycji slashera. Z tym hołdem to nie do końca wyszło…

Dużo filmowych elementów, chociażby rys postaci głównej bohaterki mocno nawiązują do slasherowej tradycji. Fabuła też skrojona jest z grubsza zgodnie ze schematem, ale trochę nazbyt wszytko uwspółcześnili toteż mimo szarpiącej nerwy slasherowj muzyki nie odczułam klimatu starego dobrego slashera.

fender bender

fender bender

Mimo wszystko jestem w stanie ocenić ten film w miarę dobrze. Mamy tu dużo akcji, kilka prób zbudowania napięcia i umiarkowanie zaprezentowanego dobrze killera. Nudzić się, nie nudziłam, ale żeby mi kapcie z emocji pospadały to nie.

Film jest ultra średni i bardzo żałuję, że nie bazował mocniej na klasyce. W zasadzie nie ma co się więcej na jego temat rozgadywać.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:5

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:5

50/100

W skali brutalności:2/10

Potwory istnieją

The Monster (2016)

monster

Uzależniona od alkoholu Kate wraz z córeczką Lizzy przemierza leśną drogę pod osłoną nocy. Gdy nieoczekiwanie na jezdnie wybiega wilk kobieta traci panowanie nad kierownicą i ulegają wypadkowi. Matka roku czym prędzej nakazuje córce wezwać pomoc jednak już zanim ona nadejdzie dziewczynka nabierze przekonania, że obie znajdują się niebezpieczeństwie.

„Monster” to kolejny straszak Bryana Bertino, który w prosty sposób wykorzystuje najbardziej znane ludzkie lęki. W przypadku jego poprzedniego filmu, „Nieznajomi„, był to lęk przed atakiem na jedyne bezpieczne schronienie- własny dom. Tu bazował na dziecięcym lęku przed potworami.

Po raz kolejny bohaterzy jego produkcji przekonali się, że wszelkie obawy są uzasadnione. Nie mamy tu co prawda straszydła kryjącego się w szafie, czy pod łóżkiem, lecz dziką bestię z lasu, która jednak swoim wyglądem spokojnie może robić za twór dziecięcej wyobraźni.

Lizzy, która jako pierwsza odkrywa tragiczne położenie w jakim znalazły się z matką też nie jest typową zalęknioną dziewczynką, która boi się własnego cienia. Jest nad wiek dojrzała, realnie analizuje sytuacje. Najpierw zastanawia się czemu wilk wybiegł na drogę? Musiał przed czymś uciekać. Czego może bać się taki drapieżnik? Tu zapala jej się czerwona lampka. Jak się okazuje wbrew temu co mówi mama potwory jednak istnieją. Lizzy to bardzo ciekawa bohaterka przy tym doskonale wykreowana przez młodziutką aktorkę. Warto jej kibicować. Co się tyczy mamy tu również mamy do czynienia z bardzo dobrym aktorstwem, ale już mnie godną podziwu postacią. Jeśli kiedykolwiek słyszeliście o parentyfikacji to macie tutaj podręcznikowy przykład. Kate jest skrajni niedojrzała. W relacji z córka zachowuje się jak zbuntowana nastolatka. To sprawia, że ich związek odgrywa bardzo istotną rolę w całym filmie.

monster

Co się tyczy tytułowego potwora to jak wspomniała wygląda jak wykreowany dziecięcą wyobraźnią. Wielka paszcza i kły, z pyska nieco dinozaur nieco jaszczurka, chropowata powłoka. Rozszarpuje swoje ofiary i konsumuje. Nie bardzo mamy okazje widzieć go w całej okazałości, ale i nie o to tu chodzi. Twórca bardziej skupił się na budowaniu napięcia wokół tego co nie widać, tego co czai się w ciemności, co wydaje groźne dźwięki, niż na eksponowaniu przyczyny tego lęku i napięcia.

Dla mnie to duży plus, bo budżet nieszczególnie pozwalał na wielkie szaleństwa z grafiką komputerową. Z resztą prawda jest taka, że nawet najlepiej zmajstrowany potwór nie zastąpi siły wyobraźni. Dlatego też dominują tu niewyraźne kadry, ciemność, zasłona ulewnego deszczu.

monster

Fabuła to więc pojedynek z nieznanym. Najpierw próba ukrycia się, ucieczki aż wreszcie konieczna konfrontacja. We wstępie filmu pojawia się cytat mówiący, że to ludzie są największymi potworami i tak sobie myślę, że można to odnieść do postaci matki Lizzy. Mała więc walczyła nie z jednym lecz z dwoma potworami tej nocy.

„The monster” ma szansę się podobać. To dość prosty film, może nawet nieco naiwny, ale przynajmniej nie plastikowy.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 2/10

Nowa twarz

La Mano che nutre la morte/ Ręka, która karmi się śmiercią (1974)

ręka któa akrmi sie śmiercią

Masha i Alex są w podróży poślubnej. Pech chce, że ich pojazd ulega wypadkowi, a oni zostają ocaleni przez miejscowego lekarza, doktora Nijinskiego. Na miejscu po za osobliwą historią teścia lekarza, barona Rosimova i jego córki Tanji, poznają młodą pisarkę, która również gości w okazałym domostwie. Kobieta przekonana jest, że doktorek dopuszcza się w swym domu nieludzkich eksperymentów, które wymagają ofiar w ludziach – jedną z nich miała być siostra pisarki.

„Ręka która karmi się śmiercią” to przykład włoskiego giallo solidnie poczęstowanego gore. Fabuła, czego nie wypierał się sam reżyser luźno opiera się na wątkach  znanej  francuskiej produkcji, „Oczy bez twarzy”. Nikogo nie zaskoczę stwierdzając, że pierwowzór jest o wiele lepszy, ale muszę tez przyznać, że nowsza produkcja również ma swój urok.

„Ręka która karmi się śmiercią” to bezsprzecznie bardzo włoski film. Wszytko co typowe dla dla kina grozy z tego kraju możemy zaobserwować w tej produkcji.

Jest znacznie bardziej brutalny w formie niż „Oczy bez twarzy”. Tam nawet w czasie ujęć ze stołu operacyjnego nie mieliśmy okazji obcować z tęgim gore. Włosi są w tym jednak nieustępliwi. Zobaczymy tu dużo krwi. Ekspozycja okaleczonej twarzy córki barona jest tu jednym z mocniejszych elementów. Pojawia się nawet scena gwałtu.

ręka któa akrmi sie śmiercią

Szkielet fabuły nie różni się bardzo od tego co wcześniej zaproponował francuski reżyser. Mamy tu przeklęte domostwo, gdzie szalony naukowiec próbuje przeszczepić twarz młodej okaleczonej dziewczynie.

Przez większość filmu kobieta skrywa swoje oblicze pod czarną chustą  i obszerną czarną suknią, nie widzimy więc nawet zarysu jej sylwetki. Chusta godnie zastępuje maskę choć nie daje już takiego efektu.

Mamy tu także większą ilość bohaterów do uśmiercenia ewentualnie skatowania, toteż Włoch mógł sobie poszaleć. Aktorstwo typowo włoskie, okrzyki przerażenia nasuwają skojarzenia z filmami porno, co jest wręcz nagminne u tej nacji aktorów.Wśród nich na wyróżnienie zasługuje tylko Klaus Kinski ze swoim upiornym czołem i nader czytelnym obłędem w oczach;)

ręka któa akrmi sie śmiercią

Psychologia postaci, tak ważna u francuzów została tu zepchnięta na dalszy plan, oczywiście jakoś tam sobie istnieje, ale nie ma szansy wyjść na prowadzenie, ba została znacznie spłaszczona. Króluje przepych, stosowny dla filmów kostiumowych osadzonych w wielkopańskich willach i brutalność włoskiego gore. Jak wspomniałam, ma to swój urok, ale w zależności co kto lubi.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

walory techniczne:8

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:6

57/100

W skali brutalności:3/10