Archiwa tagu: Ocenione na 60-70 punktów

Diabły lubią heavy metal

The Devil’s Candy (2015)

devils candy

Malarz Jessie wraz z żoną Astrid i nastoletnią córką Zooey kupuje nowy dom w Teksasie. Wkrótce zjawia się tam Ray, syn poprzednich właścicieli, mocno pojechany typ.

Mniej więcej w tym samym czasie Jessie wpada w twórczy amok, malując do szczętu przesiąknięte mrokiem obrazy. Na jednym z nich jego córka umiera w płomieniach.

“Devil’s Candy” jak wynika z opisu stanowi przykład podręcznikowego ghost story i takim w gruncie rzeczy jest, aczkolwiek wyróżnia się tym i owym.

Scenariusz i reżyseria filmu to zasługa Seana Byrne’a, twórcy o dorobku niewielkim ale raczej konkretnym. To on swego czasu nakręcił mocno porąbany “The loved ones”.

Jego nowy film, “Devils candy” mimo iż spokojnie mieści się w ramach klasycznej historii o nawiedzonym domu wyróżnia się na tle pospólstwa gatunkowego.

Tak, możecie mi zarzucić stronniczość, ale z miejsca polubiłam jego bohaterów. Wszyscy słuchają heavy metalu, córuchna w koszulce Motorhead, tatuś w Metallice, mamcia ma niebieskie pasemka. Zawsze chciałam mieć niebieskie włosy;(

devils candy

devils candy

Metalowe riffy robią za muzykę filmową stosownie nakręcając klimat. Filmowe wydarzenia przebiegają niespiesznie po równym torze. Doprawdy nie ma tu nic nadzwyczajnego jeśli chodzi o środki operowania grozą. Widać, że budżet filmu był niewielki. Mimo to nie nudziłam się w czasie seansu z tym obrazem i oglądało mi się go do prawdy przyjemnie.

Odnoszę wrażenie, że film został zrobiony z myślą o fanach muzyki metalowej i im jak mniemam może się spodobać: tylko głośny heavy metal może uratować przed opętaniem ;). Dla reszty widzów jak przypuszczam będzie to tylko kolejny horror o nawiedzonym domu.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:9

Napięcie:5

Zabawa:9

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

62/100

W sakli brutalności:1/10

Ostatnie życie

9 life of Louis Drax/ Dziewiąte życie Louisa Draxa (2016)

9 zycie louisa draxa

Dziewięcioletni Louis Drax mówi o sobie ‘wypadkowe dziecko’, ‘dziecko którego lubią wypadki’, ponieważ odkąd tylko pamięta wciąż zdarzały mu się sytuacje, w których jego życie było zagrożone.

Nawet jego troskliwa matka zauważyła w tym coś niepokojącego i w chwili gdy małemu Louisowi przydarzył się ósmy wypadek, stwierdziła, że mały wyczerpał swój limit dziewięciu kocich żyć – kolejny wypadek będzie śmiertelny.

W swoje dziewiąte urodziny, które chłopiec spędzał na pikniku z matką i przybranym ojce, zdarzył się kolejny, już dziewiąty wypadek, mały spadł z klifu do oceanu i zapadł w śpiączkę.

“Dziewiąte życie Louisa Draxa” to filmowy thriller powstały w oparciu o dość popularną, szczególnie za oceanem powieść Liz Jensen.

Narratorem opowieści w największej mierze jest tytułowy bohater Louis, dziewięciolatek. Ten narracyjny zabieg sprawia, że całą opowieść widzimy oczami dziecka, co w założeniu skutecznie usypia naszą czujność.

Nie od razu rozpoznamy grozę całej sytuacji. Jasna kolorystyka zdjęć, płynne i spokojne przejścia z ujęcia na ujęcie, przystojny lekarz pochylający się nad chłopcem, jego śliczna matka o anielskim uśmiechu i opiekuńczy ojciec, którego poznajemy dzięki retrospekcjom. Pogrążony we śnie Louis nie zdradzi się ani słowem, że gdzieś pośród tej magicznej krainy szczęśliwości czai się zagrożenie, które chciało go pozbawić ostatniego, dziewiątego życia.

9 zycie louisa draxa

9 zycie louisa draxa

Czy wobec tego film spełnia założenia thrillera? Tu na dwoje babka wróżyła. Można wiele zarzucić obrazowi pod tym względem. Kryminalna część tej historii spychana jest na margines, dając większa przestrzeń dramatowi. Mamy tu duże pole do popisu dla psychologii postaci, co dla mnie jest plusem.

Finał finałów, czyli wyłożenie kat na stół następuje dopiero pod koniec. I zaskakuje, może nie każdego, ale ja początkowo dałam się nabrać.

Oczywiście jak to bywa, rozwiązanie zagadki zmienia perspektywę z jakiej patrzyliśmy na bohaterów. Kto, widział, zapraszam do spoilera, gdzie będę się mądralować na ten temat.

SPOILER: Zespół Munchausena, to klucz do wszystkiego. Jest to zaburzenie psychiczne z grupy tzw. pozorowanych. Chodzi tu o wywoływanie u siebie, lub kogoś bliskiego objawów choroby by zwrócić na siebie uwagę. Często dotyka matek, które celowo ‘uszkadzają’ swoje dzieci by zyskać współczucie otoczenia. W tym konkretnym filmie mamy to pokazane za sprawą postaci Natalie, mamy Louisa, dla której ‘litość jest nawet ważniejsza niż miłość’. Kobieta sukcesywnie uszkadza swojego synka i odnosi w tej kwestii duże sukcesy – w ten sposób poderwała swojego męża, a teraz wyrywa pana doktora. Jak to mówią ‘pograła bezradną królewną i wzięła go szturmem’. Smutny przypadek, smutny. KONIEC SPOILERA.

Rzec mogę, że film mi się podobał, ale nie koniecznie postrzegam go w kategoriach gatunku do którego został przypisany. To nie jest kino grozy w najmniejszym nawet stopniu. Nie mniej jednak opowiada ciekawą historię w sprawny sposób.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

62/100

W skali brutalności:0/10

Pozwól jej wyjść

Let her out (2016)

let her out

Helen zatrudniona jako kurier ma wypadek na rowerze w wyniku którego trafia o szpitala. Szybko dochodzi do siebie jednak uraz i hospitalizacja nie pozostały nie bez wpływu na jej zdrowie. Wkrótce po tym jak pojawią się u niej pierwsze zaniki świadomości Helen dowiaduje się o guzie w swoim mózgu. Szybko decyduje się na operacje przerażona narastającymi objawami przypominającymi obłęd. Pozostaje jej odczekać trzy dni na zabieg, jednak w tym krótkim czasie to co wzięto za czysto medyczne schorzenie przejmuje kontrole nad jej życiem.

“Let her out” to kolejny horror z ostatniego halloweenowego maratonu w Helios. Podobnie jak poprzednik, “Bed of the dead, nie trafił do szerszej dystrybucji kinowej i podobnie jak poprzednik jest dziełem tego samego reżysera Cody’ego Calahan’a.

Twórca i tym razem postawił na film obfitujący w wizualne wrażenia. Z tym, że teraz zdecydowanie mogę pochwalić ich jakość.

W przypadku “Let her out” nie zabraknie tu widoków miłych dla fanów wszelkiej maści body horrorów. Jest na co popatrzeć Mili Państwo i mówię o tym w pierwszej kolejności, bo jeśli chodzi o fabułę filmu nie jest już tak fajnie.

Nie jest fajnie bo jest powtarzalnie. Przyczyna nagłej zmiany w osobowości głównej bohaterki jest w kinie grozy motywem dość popularnym. Weźmy choćby obraz “Another me” z 2013, czy jeszcze bliższy fabule “Let her out” film “Mroczna połowa”, nakręcony w oparciu o powieść Stephena Kinga.

Cieszy mnie, że twórca filmu przynajmniej nie starał się robić z wątków głównego wielkiej tajemnicy i szybko wyłożył kawę na ławę zdradzając nam pochodzenie guza w mózgu Helen. Dalsze filmowe wydarzenia są do przewidzenia dla widza, którego ów wątek główny nie jest pierwszyzną.

let her out

Sam tytuł filmu zdradza nam, że w przypadku Helen mamy do czynienia z kimś, która “chce wyjść”. I wychodzi, w chwilach gdy Helen traci świadomość. Natura owego bytu jest na tyle złowroga, że daje szansę na ujrzenie dużej dawki masakry. Efekty wizualne są największym plusem tego filmu, więc jeśli nie jesteście zwolennikami takich widoków, nie macie tu w zasadzie czego szukać.

Na mnie owe widoki zrobiły dobre wrażenie, może dlatego, że mało kiedy obcuję z body horrorami i zawsze jest to dla mnie jakaś odmiana.

Podobał mi się ogólny klimat filmu, dynamizm zdjęć i ich kolorystyka. Aktorstwo na poziomie zadowalającym.

Tak sobie pomyślałam, że gdyby twórca włożył tyle wysiłku w “Bed of the dead” zamiast w ten projekt mielibyśmy przynajmniej jedne bardzo dobry film z dobrym pomysłem i wykonaniem, a tak mamy dwie średniawki, z czego w każdej kuleje co innego.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła: 6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

W skali brutalności:3/10

Oślizgła elita

Society/ Towarzystwo (1989)

society

Billy Whitney to nastolatek pochodzący z zamożnej rodziny, elity Beverly Hills. O ile jego krewniacy to urodzeni oligarchowie uwielbiający zaznaczać swoją klasową wyższość o tyle Billy jak najbardziej odstaje od schematu dziecka sukcesu. Boryka się z problemami natury psychicznej objawiającymi się paranoicznymi podejrzeniami wobec swoich rodziców i siostry. Sęk w tym, że to co wydaje się kryzysem emocjonalnym dorastającego chłopaczka zaczyna mieć realne podstawy.

“Towarzystwo” to reżyserski debiut twórcy takich obrazów jak “Dentysta”, czy “Narzeczona Reanimatora”.

Jego nakręcony jeszcze w latach osiemdziesiątych debiut jest solidny przykładem, że da się w jednym filmie połączyć i rozbuchaną formę i niegłupią treść. Mnie osobiście nasunęło się tu skojarzenie z “Substancją“, bo w jednym filmie mamy do czynienia z połączeniem społecznej satyry, ukazującej niefajne ludzkie cechy z estetyką gore, można nawet rzec body horroru, gdzie nie unikniemy widoków nastręczających do wymiotów. Pojawia się tu sporo czarnego humoru, ale też nie można zapomnieć o nastroju tajemnicy, typowym dla dreszczowca z rodzaju paranoid thrillera.

society

W pierwszej partii filmu poznajemy naszego głównego bohatera, Billy’ego, a także jego rodzinę, wypacykowaną matkę, ulizanego ojca i radosną jak poranek siostrę. Wszyscy oni, idealni do przesady budzą podejrzenia czarnej owcy, czyli Billy’ego. Jak sam mówi swojemu psychoterapeucie: z jego rodziną jest wszystko w porządku po za lekką paranoją i kazirodztwem.

society

Wkrótce jego podejrzenia potwierdzi nagranie z przyjęcia na cześć siostry i jej towarzyskiego debiutu z którego wynika iż cała familia wraz z lokalną elitą oddają się orgiom. To jednak nie wszytko. Wynaturzenie moralne towarzyszy dziwom fizycznym jakie Billy dostrzega u swoich bliskim i ich znajomym. Sprawa jednak nie jest oczywista, jak najbardziej należy brać tu pod uwagę wersję o obłędzie młodzika.

Punkt kulminacyjny dość jednoznacznie stawia sprawę. Mamy tu spore zaskoczenie jeśli nie powiedzieć szok. Prawda o naturze elitarnego towarzystwa Beverly Hills jest bardziej ohydna niż mogło się wydawać. Ta część filmu to miejsce na popis w stylu body horrorów. Do tej całej obrzydliwości dochodzi krańcowy absurd i wyjątkowo czarny humor. Niektórzy pewnie będą zniesmaczeni, inni będą się przednio bawić.

society

Jak wspomniałam teść filmu stanowi pewnego rodzaju satyrę na elity społeczne tego świata. Cały chwyt polega na tym by w absurdalnie dosłowny sposób pokazać jak wyższe sfery wykorzystują tych, którzy znajdują się po za nawiasem.

Dla mnie film bardzo oryginalny, dobry miszmasz gatunkowy, ciekawy pomysł  dobre wykonanie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie: 6

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:8

To coś:7

64/100

W skali brutalności:2/10

Zagrajmy w Ouija po raz drugi

Ouija 2/ Ouija 2: Narodziny zła (2016)

ouija 2

Ameryka, lata 60 XX wieku. Alice Zander wraz ze swoimi dwiema córeczkami ratuje budżet domowy parając się szarlatanerią. Kobieta aranżuje seanse spirytystyczne dla żałobników chcących nawiązać kontakt z zmarłymi bliskimi. W tych zabawach nie ma nic groźnego dopóki starsza z córek ‘medium’ przynosi do domu tabliczkę Ouija. Gra do wywoływana duchów bardzo interesuje młodszą z córek Alice, Doris, której szybko udaje się nawiązać kontakt z czymś, co bierze za swego zmarłego ojca. To odkrycie napędza interes samotnej matki, która w tym wszystkim nie zauważa, że kontakty córki z zaświatami mają na nią bardzo zły wpływ.

Od premiery pierwszej odsłony “Diabelskiej planszy Ouija” minęły zaledwie dwa lata, więc z pewnością część z Was jeszcze pamięta ten obraz. Ja pamiętam go dość słabo, głównie dlatego, że nie był on szczególnie godny zapamiętania – od zwykły teen horror poczęstowany efektami, o jałowej fabule i bardzo przeciętnym aktorstwie.

Jeśli ktoś dobiera się do sequelowania lub prequelowania słabego horroru może się to skończyć w dwójnasób: albo całkiem się pogrąży, albo wzniesie temat na wyższy poziom. Fartem okazało się, że za druga część “Ouija” wziął się tyle znany co solidny reżyser horrorów Mike Flangan. Jest to twórca, który odnajduje się zarówno w bardzo komercyjnych projektach, jak i w tych które cechuje zdrowy minimalizm.

Mogę powiedzieć, że w przypadku “Ouija 2” znalazł złoty środek. Mimo dużego budżetu, spożytkowanego po części na efekty komputerowe stworzył film, który bardziej przypomina klasyczne horrory z przed lat niż współczesne infantylne opowiastki.

Bardzo ciesze się, że osadził akcję swojego filmu w latach ’60. To posunięcie pozwoliło mu na zatopienie widza w klimacie matowych kadrów, niespiesznej narracji i bez wstydu mógł posilić się znanymi schematami.

ouija 2

Od czasu lektury “Demonologów” – książkę polecam raz jeszcze wszystkim fanom horrorów o nawiedzeniach – jestem bardzo czuła w temacie przebiegu filmowych nawiedzeń. Tu muszę stwierdzić, że scenariusz bardzo zgrabnie korzysta z tego co można nazwać podręcznikowym opętaniem. Pojawiają się tu nawet takie szczegóły jak ból w karku- to tu według Warrenów zagnieżdżają się demony.

Reżyser nie wygłupił się z przesadnymi emanacjami, choć trzeba przyznać, że pokazał całkiem sporo dobrych scen. Najlepsza zobaczycie po napisach końcowych, więc warto na nią poczekać.

Fabuła siedzi w  schemacie, ale jak wielokrotnie powtarzam, jeśli film jest dobrze zrobiony schemat wcale mi nie przeszkadza.

Mamy tu typową historię o tym jak zabawa w spirytystę sprowadza na rodzinę nieszczęście. Motorem dla rozwoju takiej problemowej sytuacji jest to co King określa: horrorem ekonomicznym: wszytko zaczyna się od problemów finansowych.

Samotna matka z długami, dwie córuchny utęsknione za zmarłym ojcem i demon pogrzebany gdzieś w murach domu. Bardzo typowo prawda?

Mamy tu sporo zacnych scen z udziałem zjawisk nadprzyrodzonych, ale nie zdominują one całego sensu, pojawiają się tam gdzie trzeba, bez nachalności.

ouija 2

  Jeśli więc szukacie oryginalnych fabuł, to trafiliście źle. Jeśli jednak chcecie pocieszyć oko dobrze zrobioną, sprawnie opowiedzianą klasyczna historią o nawiedzeniu, to “Ouija 2” spełnia ten postulat. Dla mnie film na plus.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:9

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10

Uczynię Cię piękną

Sin-de-rel-la/ Kopciuszek (2006)

kopciuszek

Matka Hyunsu jest chirurgiem plastycznym. Ma lekką obsesje na punkcie zewnętrznego piękna. Dba o urodę swojej córki, jej koleżankom proponuje operacje. Poprawa wyglądu skalpelem Yoon- hee okazuje się mieć niszczący wpływ na psychikę pacjentek. Dziewczyny jedna po drugiej okaleczają się i umierają uprzednio doświadczając upiornych wizji ducha obecnego wraz z nimi na sali operacyjnej. Hyunsu bacznie przygląda się tym wydarzeniom, a rozwiązania zagadki szuka w piwnicy swojego domu.

Koreańskie kino grozy nie jest łatwe i “Kopciuszek” jest tu dobrym przykładem. Jeszcze dziesięć lat temu Koreańczycy znacznie pokrętniej prezentowali widzom filmową rzeczywistość. Myślę, że teraz jest już znacznie lepiej, choć tendencja do niezrozumiałych zagrań pozostała im do dziś.

“Kopciuszkowi” bliżej jest więc do “Opowieści o dwóch siostrach” niż oglądanego przeze mnie ostatnio dramatu “Szczurołap” – historii bardzo prostej jak na Koreańczyków.

Można go określić jako ghost story, ale moim zdaniem więcej tu psychologicznego dramatu, pełnego schizolskich wizji niż paranormalnych wydarzeń – ale to już kwestia interpretacji.

kopciuszek

Scen z duchem jest niewiele, za to często będziemy obserwować nieco makabryczne sceny, w których ofiary będą się okaleczać. Te sceny mają w sobie artyzm i poezję więc dalekie są od konkretnego gore mimo, że pokazują to co pokazują. Dużo tu pięknych, mrocznych ujęć, nie łatwych do jednoznacznego pojmowania, ale działających na rzecz filmowego nastroju, który jak na horror przystało musi budzić grozę.

Jak dla mnie dużo tu psychologicznych zagrywek, akcji bardziej typowych dla dramatu, co odnotowuję na plus. Tematem przewodnim jest nie tyle nawiedzenie przez zmorę ile ludzka obsesja na temat wyglądu. Koreanki są w tej kwestii równie szalone co brazylijki.

Temat tejże obsesji wykorzystano tu poniekąd ku przestrodze. Filmowe bohaterki wariują, bo przestają rozpoznawać swoją twarz. Podobną pointę mieliśmy w horrorze “Yoga” – nie możesz być ideałem i pozostać sobą.

kopciuszek

Fabuła usiana jest retrospekcjami, bo to przeszłe wydarzenia stanowią klucz do rozwiązania tajemniczych wydarzeń. Pociesze Was, że ta niejasna historia stanie się całkiem jasna na jej finiszu.

Nie będę tego filmu podsuwać tym, których nie rusza azjatycki przepis na horror, mimo, że dla mnie był całkiem okej.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zaskoczenie:6

Zabawa:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność: 6

To coś:6

61/100

W skali brutalności:2/10

Przebranie na mordowanie

Dressed to kill/ W przebraniu mordercy (1980)

w przebraniu mordercy

Doktor Robert Elliott jest psychoanalitykiem, który w swoim gabinecie przyjmuje najróżniejszych pacjentów. Jednym z nich jest sfrustrowana seksualnie Kate, która pewnego dnia postanawia zerwać z małżeńską rutyną i zastosować klasyczny skok w bok. Jej niezobowiązująca znajomość znajduje szybki finał. Nie zdążywszy wrócić do męża Kate zostaje zamordowana w windzie. Świadkiem zbrodni jest prostytutka, Liz i to ona wspólnie z nastoletnim synem zamordowanej postanawia wytropić morderce. Oczy detektywów amatorów jak i policji szybko kierują się w stronę barwnej rzeszy pacjentów Roberta Elliotta.

w przebraniu mordercy

“W przepraniu mordercy” to dość klasyczny thriller z wątkami psychologicznymi i kryminalnymi. Nakręcił go nikt inny jak Brian De Palma na podstawie własnego scenariusza. W obsadzie po za świetnym Michaelem Cainem w roli psychiatry możemy też podziwiać filuterną Nancy Alen pierwszą żonę reżysera, którą wcześniej obsadził w roli wrednej Chris w “Carrie“.

w przebraniu mordercy

Fabuła filmu skupia się, co dość oczywiste, na rozwiązaniu zagadkowego zabójstwa. Głównymi tropicielami zbrodni jest Liz, która znalazła ofiarę i kątem oka dostrzegła kobietę – potencjalną sprawczynie oraz syn ofiary nastoletni Peter – jego też rozpoznacie jako gwiazdę wielu horrorów z lat ’80, chociażby “Christine”.

Sprawą zajmuje się też rzecz jasna policja. Z uwagi na to, że Kate mogła mieć styczność z innymi pacjentami swojego terapeuty policja zaprasza doktora Elliott’a do współpracy. Ten mimo niepokojących sygnałów odmawia ujawnienia tajemnicy lekarskiej.

Śledzimy tu więc potyczki detektywów amatorów i doktora, który może znać tożsamość sprawcy. Wszyscy są w niebezpieczeństwie, bo morderca jest nadal w grze.

Wnosząc po fabule mamy tu więc kawałek niezłej historii. W przeciwieństwie do typowego dla lat ’80 podejścia do tematyki seryjnych morderców nie mamy tu do czynienia ze zgraja sisiumajtków latających po lesie, a z inteligentną zagadką kryminalną. De Palma ma dla widzów niespodziankę, dość solidną aczkolwiek nie medalową. W epilogu poznamy podłoże działań zabójcy, pokuszono się tu o całkiem ciekawe studium psychologiczne.

w przebraniu mordercy

Na dużą pochwałę zasługują też zdjęcia, jak zawsze w filach De Palmy nie ma tu przypadkowych ujęć, wszytko jest bardzo konsekwentne, każdy detal odgrywa tu rolę. Scena zabójstwa często porównywana jest do tej którą Hitchcock przedstawił w “Psychozie“. Film więc spokojnie można zaliczyć do grona tych bardziej udanych produkcji w temacie chorych morderców.

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie: 6

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:7

66/100

W skali brutalności:1/10

W pewnej kamienicy

Jericho Mansions/ Kamienica (2003)

kamienica

W kamienicy Jericho Mansions mieszka kilku lokatorów. Każdy wiedzie swoje życie, niekiedy pełne udręk i różnego kalibru kłopotów. Wszystkich lokatorów dobrze zna dozorca, Leonard. Mężczyzna od lat nie opuszcza murów budynku, ponieważ cierpi na agorafobie. Do tego dokuczają mu nawracające zaniki pamięci.

Od pewnego czasu w kamienicy zaczyna źle się dziać. Właścicielka budynku, o wszystko obwinia dozorce. W końcu dochodzi do morderstwa, którego ofiarą pada jeden z lokatorów. Leonard postanawia dowiedzieć się co tak naprawdę wyprawia się w jego maluczkim świecie. 

kamienica

Już pewnie zauważyliście, że lubię filmy, których akcja rozgrywa się w starych kamienicach. Takie stare budynki mają zazwyczaj długa historię, skrywają w swoich murach nie jeden sekret. Stanowią doskonałą przestrzeń do zbudowania nieco klaustrofobicznego klimatu, bo twórców rzadko interesuje co dzieje się na zewnątrz.

Na takiej oszczędnej przestrzeni, żyje grupa filmowych bohaterów. Co ciekawe w filmowych kamienicach zazwyczaj żyją jacyś odszczepieńcy i dziwacy. Tworzą barwne stado, a ich wzajemne relacje są dużo bardziej pogmatwane niż można by się spodziewać. Każdy pilnuje swojego kawałka podłogi jak niepodległości, i często ma do ukrycia bardzo brzydkie sekreciki.

kamienica

Nie inaczej jest w przypadku “Kamienicy” Alberto Sciammy. Ten film jest do prawdy mocno zakręcony. Opowiedziany pół żartem, pół serio tworzy dramatyczną historię kilku bohaterów, których losy splotły się za sprawą jednego budynku.

Najciekawsza postacią jest Leonard i to z nim będzie wiązać się najwięcej filmowych niespodzianek. Aktorska kreacja James’a Cann’a bardzo się tu przysłużyła. Nie wiemy, czy oto mamy przed sobą czarny charakter, twórcę całej intrygi, świra i mordercę, czy ofiarę spisku kogoś z lokatorów. Musimy sięgnąć daleko w historię kamienicy, przyjrzeć się z bliska każdemu z bohaterów, zwracać uwagę na szczegóły, by zrozumieć motywacje i połączyć ją ze skutkiem. Tak z marszu nie jest to wcale proste i to czyni ten obraz bardzo intrygującym.

kamienica

“Kamienicę” nie łatwo przydzielić do jednego, konkretnego filmowego gatunku, bo mamy tu sporo część składowych, a każda pasuje gdzie indziej. Z jednej strony krwawy mord, tajemnica, złożone portrety psychologiczne, z drugiej spora porcja groteski, satyry, czarnego humoru. Myślę, że tworząc ten miszmasz twórcy nieco wzorowali się na “Delicatessen“. Idąc na kompromis można ten film określić thrillerem, ale pamiętajcie, że gatunkowe ramy są tu chwiejne.

Czy film się spodoba każdemu, tego w żadne sposób nie jestem w stanie zagwarantować. Jest dość dziwny, także narracyjnie, dużo tu niejasności i niektórych widzów może to zniechęcić. Jak dla mnie film całkiem dobry i godny uwagi.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

66/100

W skali brutalności:1/10

Braterska więź

Seconds Apart (2011)

second apart

Nastoletni bliźniacy Seth i Jonah tworzą niezwykły duet. Po za tym, że posiadają niezwykłe zdolności parapsychiczne z zamiłowaniem przyglądają się ludzkim nieszczęściom. Śmierć, to ciekawi ich najbardziej. W ramach eksperymentu nazywanego enigmatycznie ‘projektem’ sprawdzają swoją czułość na różnego rodzaju makabryczne bodźce. Niestety wygląda na to, że nic ich nie rusza. Dopiero pojawienie się między nimi dziewczyny budzi falę nieoczekiwanych emocji.

“Seconds apart” jest horrorem nakręconym przez twórcę wielu produkcji telewizyjnych. Nie przebił się szczególnie, nie było o nim głośno i myślę, że mógł umknąć wielu miłośnikom gatunku, a szkoda.

To, co w tym filmie stanowi główny nośnik fabuły to motyw bliźniąt. Ludzi od dawna podejrzewają bliźniacze rodzeństwa o specyficzny rodzaj łączących ich więzi. Mówi się o telepatii, silnym współodczuwaniu.

Twórcy “Seconds Apart” poszli o krok do przodu i obdarzyli filmowych bliźniaków pakietem dodatkowych właściwości.

second apart

Więź miedzy braćmi okraszona jest cechami nadnaturalnymi, wspólnie potrafią wpływać na ludzi i siłą sugestii przekonać ich do najbardziej makabrycznych czynów. Obaj posiadają też pewien defekt, kompletny brak empatii. Jedyne uczucie, to to jakie ich łączy. Ciężko to jednak nazwać miłością, raczej przywiązaniem. Widzowie kilkakrotnie będą świadkami ich popisów, z czego niektóre są wyjątkowo udane.

W pierwszej partii filmu poznamy też detektywa badającego sprawę w którą Jonah i Seth są zamieszani. To właśnie jego udziałem będzie zgłębienie mrocznej tajemnicy bliźniaków.

Wspomniałam o dziewczynie. Ładniutka i bardzo chętna nastolatka wchodzi między braci. Interesują się jednym z nich, co nie podoba się temu drugiemu. Zazdrość mocno nadwątla braterską więź.

second apart

Realizacyjnie film stoi na dobrym poziomie, choć nie ma walorów, które mogłyby powalić. Na pewno największą zaletą jest tu gra aktorska naszych bliźniaków. Obaj odnajdują się w kinie grozy i nie da się ukryć, że ich aparycja temu sprzyja.

“Seconds Apart” arcydziełem na pewno nie jest, niestety momentami za mocno zajeżdża teen horrorem i przez to gubi klimat, ale ogólnie jest dosyć przyjemny i warto się z nim zapoznać.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

to coś:6

61/100

W skali brutalności:2/10

Widzę Cię w mroku

Lights Out/ Kiedy gasną światła (2016)

kiedy zgasna swiala

Po śmierci drugiego męża Sophie pogrąża się w psychicznym dołku, który uniemożliwia jej opiekę nad synkiem, Martinem. Interweniować musi córka Sophie z pierwszego małżeństwa, młodziutka Becca. To właśnie ona odkryje, że za psychicznym załamaniem matki stoi coś więcej niż żałoba.

“Kiedy gasną światła” jest reżyserskim debiutem Davida Sandberga, który po raz pierwszy miał okazję zabłysnąć w długim metrażu. Inspiracją dla scenariusza był jego króciutki, kilku minutowy mini horrorek pod tym samym tytułem, który nakręcił parę lat wcześniej. Dzięki wsparciu scenarzysty znanymi z sequeliprequeli mógł rozwinąć swoją historię w pełnometrażowy horror.

Fabuła filmu, jak na nią spojrzeć surowym okiem niczym się nie wyróżnia spośród popularnych nastrojówek.

Główyny motyw przewodni to rozgrywka między obłędem, a nawiedzeniem, choć nie przeprowadzona na zasadzie klasycznego pojedynku dwóch wersji prawdy. Tu oba te motywy uzupełniają się, co tworzy w pewnym sensie nową jakość obydwu motywów. Dla mnie na plus.

W przypadku “Kiedy gasną światła” plakietka ‘horror nastrojowy’ nie została przypięta przypadkiem z braku lepszego określenia. Ten film ma naprawdę fajny klimat.

kiedy zgasna swiala

Wszystkie straszne sceny zbudowane są na podstawie tego, co reżyser zaprezentował w swoim krótkometrażowym debiucie. Sprawa wygląda następująco. Jest ciemność. W ciemności dostrzegamy ‘coś’. Szybko zapalamy światło. Coś znika. Gasimy. Coś znowu się pojawia. Bardzo prosty zabieg i bardzo skuteczny. Oparty na pierwotnym ludzkim lęku przed ciemnością kiedy to wyobraźnia podsuwa nam przerażającą interpretacje słabo widocznego obrazu.

kiedy zgasna swiala

Straszne momenty w filmie nie są więc jakoś szczególnie przekombinowane. Nawet gdy w miarę rozwoju akcji lepiej możemy przyjrzeć się temu co czai się w domu Sophie. Widać w tym zamiłowanie do gatunku i szacunek do widza.

Fabuła nie przynosi niespodzianek, których objawienie spowodowałoby opad dolnej szczęki, ale coś tam sobie wymyślili i nie są to rozwiązania, których mogłabym się czepiać.

Jak wspomniałam technicznie jest dość minimalistycznie, co do aktorstwa też nie mam zarzutów. Teresa Palmer to niezwykle sympatyczne dziewczę i miło się ją ogląda na ekranie. Trudniejszą rolę miała Maria Bello w roli szalonej mamuśki i jak zazwyczaj dała radę.

Film więc całkiem dobry, jak najbardziej do obejrzenia choć nie oszołamiający.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:7

Klimat: 9

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10