Archiwa tagu: Ocenione na 60-70 punktów

Diabły lubią heavy metal

The Devil’s Candy (2015)

devils candy

Malarz Jessie wraz z żoną Astrid i nastoletnią córką Zooey kupuje nowy dom w Teksasie. Wkrótce zjawia się tam Ray, syn poprzednich właścicieli, mocno pojechany typ.

Mniej więcej w tym samym czasie Jessie wpada w twórczy amok, malując do szczętu przesiąknięte mrokiem obrazy. Na jednym z nich jego córka umiera w płomieniach.

“Devil’s Candy” jak wynika z opisu stanowi przykład podręcznikowego ghost story i takim w gruncie rzeczy jest, aczkolwiek wyróżnia się tym i owym.

Scenariusz i reżyseria filmu to zasługa Seana Byrne’a, twórcy o dorobku niewielkim ale raczej konkretnym. To on swego czasu nakręcił mocno porąbany “The loved ones”.

Jego nowy film, “Devils candy” mimo iż spokojnie mieści się w ramach klasycznej historii o nawiedzonym domu wyróżnia się na tle pospólstwa gatunkowego.

Tak, możecie mi zarzucić stronniczość, ale z miejsca polubiłam jego bohaterów. Wszyscy słuchają heavy metalu, córuchna w koszulce Motorhead, tatuś w Metallice, mamcia ma niebieskie pasemka. Zawsze chciałam mieć niebieskie włosy;(

devils candy

devils candy

Metalowe riffy robią za muzykę filmową stosownie nakręcając klimat. Filmowe wydarzenia przebiegają niespiesznie po równym torze. Doprawdy nie ma tu nic nadzwyczajnego jeśli chodzi o środki operowania grozą. Widać, że budżet filmu był niewielki. Mimo to nie nudziłam się w czasie seansu z tym obrazem i oglądało mi się go do prawdy przyjemnie.

Odnoszę wrażenie, że film został zrobiony z myślą o fanach muzyki metalowej i im jak mniemam może się spodobać: tylko głośny heavy metal może uratować przed opętaniem ;). Dla reszty widzów jak przypuszczam będzie to tylko kolejny horror o nawiedzonym domu.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:9

Napięcie:5

Zabawa:9

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

62/100

W sakli brutalności:1/10

Ostatnie życie

9 life of Louis Drax/ Dziewiąte życie Louisa Draxa (2016)

9 zycie louisa draxa

Dziewięcioletni Louis Drax mówi o sobie ‘wypadkowe dziecko’, ‘dziecko którego lubią wypadki’, ponieważ odkąd tylko pamięta wciąż zdarzały mu się sytuacje, w których jego życie było zagrożone.

Nawet jego troskliwa matka zauważyła w tym coś niepokojącego i w chwili gdy małemu Louisowi przydarzył się ósmy wypadek, stwierdziła, że mały wyczerpał swój limit dziewięciu kocich żyć – kolejny wypadek będzie śmiertelny.

W swoje dziewiąte urodziny, które chłopiec spędzał na pikniku z matką i przybranym ojce, zdarzył się kolejny, już dziewiąty wypadek, mały spadł z klifu do oceanu i zapadł w śpiączkę.

“Dziewiąte życie Louisa Draxa” to filmowy thriller powstały w oparciu o dość popularną, szczególnie za oceanem powieść Liz Jensen.

Narratorem opowieści w największej mierze jest tytułowy bohater Louis, dziewięciolatek. Ten narracyjny zabieg sprawia, że całą opowieść widzimy oczami dziecka, co w założeniu skutecznie usypia naszą czujność.

Nie od razu rozpoznamy grozę całej sytuacji. Jasna kolorystyka zdjęć, płynne i spokojne przejścia z ujęcia na ujęcie, przystojny lekarz pochylający się nad chłopcem, jego śliczna matka o anielskim uśmiechu i opiekuńczy ojciec, którego poznajemy dzięki retrospekcjom. Pogrążony we śnie Louis nie zdradzi się ani słowem, że gdzieś pośród tej magicznej krainy szczęśliwości czai się zagrożenie, które chciało go pozbawić ostatniego, dziewiątego życia.

9 zycie louisa draxa

9 zycie louisa draxa

Czy wobec tego film spełnia założenia thrillera? Tu na dwoje babka wróżyła. Można wiele zarzucić obrazowi pod tym względem. Kryminalna część tej historii spychana jest na margines, dając większa przestrzeń dramatowi. Mamy tu duże pole do popisu dla psychologii postaci, co dla mnie jest plusem.

Finał finałów, czyli wyłożenie kat na stół następuje dopiero pod koniec. I zaskakuje, może nie każdego, ale ja początkowo dałam się nabrać.

Oczywiście jak to bywa, rozwiązanie zagadki zmienia perspektywę z jakiej patrzyliśmy na bohaterów. Kto, widział, zapraszam do spoilera, gdzie będę się mądralować na ten temat.

SPOILER: Zespół Munchausena, to klucz do wszystkiego. Jest to zaburzenie psychiczne z grupy tzw. pozorowanych. Chodzi tu o wywoływanie u siebie, lub kogoś bliskiego objawów choroby by zwrócić na siebie uwagę. Często dotyka matek, które celowo ‘uszkadzają’ swoje dzieci by zyskać współczucie otoczenia. W tym konkretnym filmie mamy to pokazane za sprawą postaci Natalie, mamy Louisa, dla której ‘litość jest nawet ważniejsza niż miłość’. Kobieta sukcesywnie uszkadza swojego synka i odnosi w tej kwestii duże sukcesy – w ten sposób poderwała swojego męża, a teraz wyrywa pana doktora. Jak to mówią ‘pograła bezradną królewną i wzięła go szturmem’. Smutny przypadek, smutny. KONIEC SPOILERA.

Rzec mogę, że film mi się podobał, ale nie koniecznie postrzegam go w kategoriach gatunku do którego został przypisany. To nie jest kino grozy w najmniejszym nawet stopniu. Nie mniej jednak opowiada ciekawą historię w sprawny sposób.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne: 7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

62/100

W skali brutalności:0/10

Pozwól jej wyjść

Let her out (2016)

let her out

Helen zatrudniona jako kurier ma wypadek na rowerze w wyniku którego trafia o szpitala. Szybko dochodzi do siebie jednak uraz i hospitalizacja nie pozostały nie bez wpływu na jej zdrowie. Wkrótce po tym jak pojawią się u niej pierwsze zaniki świadomości Helen dowiaduje się o guzie w swoim mózgu. Szybko decyduje się na operacje przerażona narastającymi objawami przypominającymi obłęd. Pozostaje jej odczekać trzy dni na zabieg, jednak w tym krótkim czasie to co wzięto za czysto medyczne schorzenie przejmuje kontrole nad jej życiem.

“Let her out” to kolejny horror z ostatniego halloweenowego maratonu w Helios. Podobnie jak poprzednik, “Bed of the dead, nie trafił do szerszej dystrybucji kinowej i podobnie jak poprzednik jest dziełem tego samego reżysera Cody’ego Calahan’a.

Twórca i tym razem postawił na film obfitujący w wizualne wrażenia. Z tym, że teraz zdecydowanie mogę pochwalić ich jakość.

W przypadku “Let her out” nie zabraknie tu widoków miłych dla fanów wszelkiej maści body horrorów. Jest na co popatrzeć Mili Państwo i mówię o tym w pierwszej kolejności, bo jeśli chodzi o fabułę filmu nie jest już tak fajnie.

Nie jest fajnie bo jest powtarzalnie. Przyczyna nagłej zmiany w osobowości głównej bohaterki jest w kinie grozy motywem dość popularnym. Weźmy choćby obraz “Another me” z 2013, czy jeszcze bliższy fabule “Let her out” film “Mroczna połowa”, nakręcony w oparciu o powieść Stephena Kinga.

Cieszy mnie, że twórca filmu przynajmniej nie starał się robić z wątków głównego wielkiej tajemnicy i szybko wyłożył kawę na ławę zdradzając nam pochodzenie guza w mózgu Helen. Dalsze filmowe wydarzenia są do przewidzenia dla widza, którego ów wątek główny nie jest pierwszyzną.

let her out

Sam tytuł filmu zdradza nam, że w przypadku Helen mamy do czynienia z kimś, która “chce wyjść”. I wychodzi, w chwilach gdy Helen traci świadomość. Natura owego bytu jest na tyle złowroga, że daje szansę na ujrzenie dużej dawki masakry. Efekty wizualne są największym plusem tego filmu, więc jeśli nie jesteście zwolennikami takich widoków, nie macie tu w zasadzie czego szukać.

Na mnie owe widoki zrobiły dobre wrażenie, może dlatego, że mało kiedy obcuję z body horrorami i zawsze jest to dla mnie jakaś odmiana.

Podobał mi się ogólny klimat filmu, dynamizm zdjęć i ich kolorystyka. Aktorstwo na poziomie zadowalającym.

Tak sobie pomyślałam, że gdyby twórca włożył tyle wysiłku w “Bed of the dead” zamiast w ten projekt mielibyśmy przynajmniej jedne bardzo dobry film z dobrym pomysłem i wykonaniem, a tak mamy dwie średniawki, z czego w każdej kuleje co innego.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła: 6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:6

60/100

W skali brutalności:3/10

Oślizgła elita

Society/ Towarzystwo (1989)

society

Billy Whitney to nastolatek pochodzący z zamożnej rodziny, elity Beverly Hills. O ile jego krewniacy to urodzeni oligarchowie uwielbiający zaznaczać swoją klasową wyższość o tyle Billy jak najbardziej odstaje od schematu dziecka sukcesu. Boryka się z problemami natury psychicznej objawiającymi się paranoicznymi podejrzeniami wobec swoich rodziców i siostry. Sęk w tym, że to co wydaje się kryzysem emocjonalnym dorastającego chłopaczka zaczyna mieć realne podstawy.

“Towarzystwo” to reżyserski debiut twórcy takich obrazów jak “Dentysta”, czy “Narzeczona Reanimatora”.

Jego nakręcony jeszcze w latach osiemdziesiątych debiut jest solidny przykładem, że da się w jednym filmie połączyć i rozbuchaną formę i niegłupią treść. Mnie osobiście nasunęło się tu skojarzenie z “Substancją“, bo w jednym filmie mamy do czynienia z połączeniem społecznej satyry, ukazującej niefajne ludzkie cechy z estetyką gore, można nawet rzec body horroru, gdzie nie unikniemy widoków nastręczających do wymiotów. Pojawia się tu sporo czarnego humoru, ale też nie można zapomnieć o nastroju tajemnicy, typowym dla dreszczowca z rodzaju paranoid thrillera.

society

W pierwszej partii filmu poznajemy naszego głównego bohatera, Billy’ego, a także jego rodzinę, wypacykowaną matkę, ulizanego ojca i radosną jak poranek siostrę. Wszyscy oni, idealni do przesady budzą podejrzenia czarnej owcy, czyli Billy’ego. Jak sam mówi swojemu psychoterapeucie: z jego rodziną jest wszystko w porządku po za lekką paranoją i kazirodztwem.

society

Wkrótce jego podejrzenia potwierdzi nagranie z przyjęcia na cześć siostry i jej towarzyskiego debiutu z którego wynika iż cała familia wraz z lokalną elitą oddają się orgiom. To jednak nie wszytko. Wynaturzenie moralne towarzyszy dziwom fizycznym jakie Billy dostrzega u swoich bliskim i ich znajomym. Sprawa jednak nie jest oczywista, jak najbardziej należy brać tu pod uwagę wersję o obłędzie młodzika.

Punkt kulminacyjny dość jednoznacznie stawia sprawę. Mamy tu spore zaskoczenie jeśli nie powiedzieć szok. Prawda o naturze elitarnego towarzystwa Beverly Hills jest bardziej ohydna niż mogło się wydawać. Ta część filmu to miejsce na popis w stylu body horrorów. Do tej całej obrzydliwości dochodzi krańcowy absurd i wyjątkowo czarny humor. Niektórzy pewnie będą zniesmaczeni, inni będą się przednio bawić.

society

Jak wspomniałam teść filmu stanowi pewnego rodzaju satyrę na elity społeczne tego świata. Cały chwyt polega na tym by w absurdalnie dosłowny sposób pokazać jak wyższe sfery wykorzystują tych, którzy znajdują się po za nawiasem.

Dla mnie film bardzo oryginalny, dobry miszmasz gatunkowy, ciekawy pomysł  dobre wykonanie.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie: 6

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:8

To coś:7

64/100

W skali brutalności:2/10

Zagrajmy w Ouija po raz drugi

Ouija 2/ Ouija 2: Narodziny zła (2016)

ouija 2

Ameryka, lata 60 XX wieku. Alice Zander wraz ze swoimi dwiema córeczkami ratuje budżet domowy parając się szarlatanerią. Kobieta aranżuje seanse spirytystyczne dla żałobników chcących nawiązać kontakt z zmarłymi bliskimi. W tych zabawach nie ma nic groźnego dopóki starsza z córek ‘medium’ przynosi do domu tabliczkę Ouija. Gra do wywoływana duchów bardzo interesuje młodszą z córek Alice, Doris, której szybko udaje się nawiązać kontakt z czymś, co bierze za swego zmarłego ojca. To odkrycie napędza interes samotnej matki, która w tym wszystkim nie zauważa, że kontakty córki z zaświatami mają na nią bardzo zły wpływ.

Od premiery pierwszej odsłony “Diabelskiej planszy Ouija” minęły zaledwie dwa lata, więc z pewnością część z Was jeszcze pamięta ten obraz. Ja pamiętam go dość słabo, głównie dlatego, że nie był on szczególnie godny zapamiętania – od zwykły teen horror poczęstowany efektami, o jałowej fabule i bardzo przeciętnym aktorstwie.

Jeśli ktoś dobiera się do sequelowania lub prequelowania słabego horroru może się to skończyć w dwójnasób: albo całkiem się pogrąży, albo wzniesie temat na wyższy poziom. Fartem okazało się, że za druga część “Ouija” wziął się tyle znany co solidny reżyser horrorów Mike Flangan. Jest to twórca, który odnajduje się zarówno w bardzo komercyjnych projektach, jak i w tych które cechuje zdrowy minimalizm.

Mogę powiedzieć, że w przypadku “Ouija 2” znalazł złoty środek. Mimo dużego budżetu, spożytkowanego po części na efekty komputerowe stworzył film, który bardziej przypomina klasyczne horrory z przed lat niż współczesne infantylne opowiastki.

Bardzo ciesze się, że osadził akcję swojego filmu w latach ’60. To posunięcie pozwoliło mu na zatopienie widza w klimacie matowych kadrów, niespiesznej narracji i bez wstydu mógł posilić się znanymi schematami.

ouija 2

Od czasu lektury “Demonologów” – książkę polecam raz jeszcze wszystkim fanom horrorów o nawiedzeniach – jestem bardzo czuła w temacie przebiegu filmowych nawiedzeń. Tu muszę stwierdzić, że scenariusz bardzo zgrabnie korzysta z tego co można nazwać podręcznikowym opętaniem. Pojawiają się tu nawet takie szczegóły jak ból w karku- to tu według Warrenów zagnieżdżają się demony.

Reżyser nie wygłupił się z przesadnymi emanacjami, choć trzeba przyznać, że pokazał całkiem sporo dobrych scen. Najlepsza zobaczycie po napisach końcowych, więc warto na nią poczekać.

Fabuła siedzi w  schemacie, ale jak wielokrotnie powtarzam, jeśli film jest dobrze zrobiony schemat wcale mi nie przeszkadza.

Mamy tu typową historię o tym jak zabawa w spirytystę sprowadza na rodzinę nieszczęście. Motorem dla rozwoju takiej problemowej sytuacji jest to co King określa: horrorem ekonomicznym: wszytko zaczyna się od problemów finansowych.

Samotna matka z długami, dwie córuchny utęsknione za zmarłym ojcem i demon pogrzebany gdzieś w murach domu. Bardzo typowo prawda?

Mamy tu sporo zacnych scen z udziałem zjawisk nadprzyrodzonych, ale nie zdominują one całego sensu, pojawiają się tam gdzie trzeba, bez nachalności.

ouija 2

  Jeśli więc szukacie oryginalnych fabuł, to trafiliście źle. Jeśli jednak chcecie pocieszyć oko dobrze zrobioną, sprawnie opowiedzianą klasyczna historią o nawiedzeniu, to “Ouija 2” spełnia ten postulat. Dla mnie film na plus.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:9

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

to coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10