Archiwa tagu: Ocenione na 70-80 punktów

Dlaczego miałabym Cię zabić?

The Eyes of My Mother/ Oczy matki (2016)

oczy matki

Francisca mieszka na odludnej farmie wraz z matką i ojcem. Pewnego dnia, pod nieobecność ojca do domu zakrada się szaleniec. Mężczyzna zabija matkę dziewczynki, ale na swoim czynie zostaje nakryty przez męża ofiary. Ten pogrzebawszy zwłoki żony, okalecza morderce i skutego łańcuchami zamyka w szopie. Więziony przez wiele lat staje się w końcu jedynym towarzyszem Francescki, która w końcu dorasta. W raz z nią rośnie jej fascynacja brutalnością i psychopatyczna chęcią posiadania kogoś na własność.

No, co za film, Drodzy Państwo. Już w parę minut po seansie stwierdziłam, że oto obraz, który podzieli widzów. I miałam rację.

Tak zwana szeroka grupa odbiorców do której kierowany jest komercyjnie wyszlifowany repertuar kinowy nie ma tu co szukać. Tylko się biedactwa wynudzą, zniesmaczą a i tak pewnie nie dotrwają do końca filmu. I nawet nie mam im tego za złe, nie każdy musi lubić takie dziwolągi jak obraz Nicolasa Pesce. Wielbiciele dziwolągów natomiast spokojnie się w tym odnajdą.

Jak wiecie, ja owym wielbicielem jestem, toteż film przypadł mi do gustu, choć nie powiem bym była obłędnie zachwycona. Film ma wady, z czego najbardziej rzuca się w oczy, bardzo nierówna narracja. Mamy tu sporo niejasnych przeskoków, urwanych tematów i niedopowiedzeń. Z uwagi na sam temat filmu, który czyni go wcale nie łatwym w odbiorze i te zabiegi dodatkowo utrudniają odbiór i trzeba mieć coś z kinowego masochisty by przełknąć to od tak.

Jest to film w dużej mierze opowiedziany obrazem, nie słowem, do tego czarno- biały więc przebija tu w mojej ocenie sentyment do kina niemego. Zdjęcia charakteryzują się długimi ujęciami, dużą ilością scen skupiających się na prezentacji otoczenia wydarzeń niż samym wydarzeniom. Doskonale poznamy wystrój farmy, położenie domu etc. Taki mały świat głównej bohaterki. Tak mały, że można rzec klaustrofobiczny. Jej egzystencja przypomina żałosny żywot Ed’a Geina, który możecie sobie wyobrazić dzięki rozlicznym dokumentom i filmom fabularnych opartym na jego historii.

oczy matki

Sama bohaterka jawi nam się jak rasowy psychopata. Ale nie taki jakim widzi go Hollywood. Jest wyprana z emocji do granic możliwości. Widać to już w scenach bezpośrednio po śmierci matki, gdy zakrada się do szopy gdzie tkwi uwiązany morderca i nawiązuje z nim relacje. Wszyscy chyba spodziewaliśmy się innego obrotu sprawy. Bohaterka jest zafascynowana śmiercią, ale dopiero później odkryje radość płynącą z mordowania, póki co jej zainteresowanie jest czysto … naukowe.

Wiele tu będzie scen zdolnych zszokować, choć paradoksalnie nie można filmowi zarzucić by obfitował dosadnym gore. Wręcz przeciwnie, widzimy, że Frann coś kroi, ale tylko z kontekstu możemy wiedzieć, co kroi. Widzimy jak wkłada zakrwawione mięso do lodówki, a wyobraźnia robi resztę: to szczątki człowieka, ona zamierza jej zjeść, etc.

Więcej tu wiec sugestii niż dosłowności, za co bardzo chwalę twórcę, bo nie od dziś uważam, że reżyserzy powinni bardziej zawierzyć widzom, zamiast sprzedawać nam ‚gotowce’ sprzedać ‚sugestie’. Dzięki temu każdy wedle własnych możliwości umysłowych dośpiewa sobie resztę na miarę zapotrzebowania czy to na makabrę czy to na coś innego.

oczy matki

„The Eyes of my mother” jest reżyserskim debiutem, co więcej jest to film chłopaczka dwudziestosiedmioletniego, jego kariera i zmysł twórczy jest więc jeszcze w powijakach, a już wyskoczył z czymś takim. Co to będzie dalej?

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:6

Zaskoczenie:6

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:8

70/100

W skali brutalności:2/10

Dla jednych miejscie litość, dla tych którzy mają wątpliwości

Jestem mordercą (2016)

jestem morderca

W Dąbrowie Górniczej grasuje seryjny morderca. Zupełna nowość w Polsce Ludowej. Bezradna milicja decyduje się na stworzenie specjalnej grupy dochodzeniowej, na czele której staje młody, niedoświadczony kapitan Janusz Jasiński. Dzięki otwartości na nowe metody made in USA – profilowaniu psychologicznemu- udaje mu się wytypować sprawce. Teraz pozostaje tylko udowodnić mu winę.

jestem morderca

Nie ukrywam, że byłam ciekawa tego filmu. Moda na filmowe opowieści o seryjnych zabójcach po czasie dotarła nawet do Polski. W ciągu ostatnich trzech lat powstały trzy filmy mieszczące się w  tej kategorii. I jakby to powiedział bohater filmu „Jestem mordercą”, jak na razie wygrywamy 3:0, bo wszystkie mogę uznać za bardziej lub tylko nieco mniej udane.

Nowy obraz Macieja Pieprzycy podobnie jak Anna i wampir” o którym pisałam Wam jakiś czas temu, opowiada historię bodajże najsłynniejszego polskiego seryjnego mordercy, Zdzisława Marchwickiego. Jeśli czytaliście, wspomnianą przeze mnie starą recenzję wiecie jaki mam stosunek do tej sprawy. Jeśli zaś nie czytaliście, powtórzę: Facet mógł nigdy nie istnieć.

jestem morderca

„Jestem mordercą” jest fabularyzowaną i stosownie podkoloryzowaną wersją wydarzeń z lat ’70. Zmieniono imię i nazwisko domniemanego mordercy, więc tak naprawdę nie bardzo można czepić się wierności tamtym wydarzeniom – z resztą rozsądek mi podpowiada, że nigdy nie dowiemy się jak było naprawdę.

Maciej Pieprzyca oferuje nam więc fikcję. Dobrze opowiedzianą, mocną.Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń co o wykonania.Zdecydowanie postawiono tu na realizm dzięki czemu wszystkie filmowe elementy od kostiumów po zdjęcia składają się na dobrze zgraną całość.Duży plus za dźwięk. Wiem, banał, ale w to co najbardziej drażni mnie w polskich filmach to kiepska jakość dźwięku ,która w połączeniu z niekiedy bardzo słabą dykcją aktorów czyni jeden wielki bełkot z filmowych dialogów.Tu nie było tego problemu.

W przeciwieństwie do filmu „Anna i wampir” w „Jestem mordercą” mamy szansę poznać naszego podejrzanego. Arkadiuszowi Jakubikowi, który to wciela się w rolę Wiesława Kalickiego należą się gromkie brawa. Byłam zachwycona jego kreacją.

jestem morderca

Nie gorzej poradził sobie odtwórca innej ważnej postaci, kapitana Jasińskiego. Obydwie postaci są bardzo niejednoznaczne. Z jednej strony mamy milczącego aresztanta, który momentami zdaje się drwić z organów ścigania, innym razem budzi współczucie jak ratlerek którego ktoś porzucił pod sklepem i jedyne co może robić to podkulać ogon i kwilić.

Jasiński to młody – ambitny, który z jednej strony chce dopełnienia sprawiedliwości, z drugiej kusi go łatwy sukces, który może osiągnąć biegnąc na skróty. Mój Boże, co człowiek potrafił zrobić dla kolorowego telewizora.

Wisienką na torcie jest Agata Kulesza w roli żony oskarżonego, wypada wybitnie, ale to dobra aktorka więc nie zaskoczyła mnie. Pochwałę więc kieruje do reżysera, który tak pięknie pokierował tą bohaterką.

jestem morderca

Cała sprawę można zamknąć w słowach: Dla jednych miejcie litość, dla tych którzy mają wątpliwości. Kołatały mi się w głowie przez cały film i myślę, że pasują tu jak ulał.

Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś dużo mniej złożonego, bardziej jednoznacznego. Choć nie trudno było mi wyrobić sobie zdanie na temat pogmatwanych relacji miedzy bohaterami jakie nam tu przedstawiono, to czułam, że nie mamy tu do czynienia z góry narzuconą oceną.

Przygnębił mnie ten film, solidnie. Ze zdziwieniem mogę stwierdzić, że jego tytuł niekoniecznie musi odnosić się do sprawcy dwunastu słynnych morderstw.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:9

Oryginalność:6

To coś:9

70/100

W skali brutalności: 1/10

Bardzo martwa dziewczyna

The Autopsy of Jane Doe/ Autopsja Jane Doe (2016)

jane doe

Nazwiskiem Jane Doe zwykło określać się niezidentyfikowane zwłoki. Z takim właśnie przypadkiem ma do czynienia wdowiec Tony Tilden, któremu powierzono wykonanie sekcji zwłok młodej dziewczyny pochowanej w piwnicy pewnego domu. Gdy mężczyzna wraz z synem, Austinem, przystępuje do rutynowej autopsji okazuje się, że odkrycie okoliczności śmierci dziewczyny będzie trudniejsze niż mógł się spodziewać, co więcej w czasie sekcji zaczyna dochodzić do wydarzeń, które ciężko zracjonalizować.

O „Autopsji Jane Doe” było głośno już od jakiegoś czasu. Głównie za sprawą jej twórcy słynącego z raczej niesztampowego podejścia do gatunku. Ja swoim zwyczajem starałam się unikać szperania po newsach zdradzających coś więcej na temat tej produkcji. Miałam przeczucie, że będziemy tu mieli do czynienia z kolejnym body horrorem, ale to prawda tylko po części.

jane doe

Pierwsza połowa filmu zdecydowanie spodoba się fanom filmów grozy, gdzie hojnie eksponuje się ‚bardzo martwą naturę’. Możemy sobie zajrzeć do wnętrza martwego ciała przyglądając się pracy patologów – choć tak szczerze mówiąc nie wiem jaki zawód wykonywał Pan Tilden: koroner? Lekarz sądowy? Właściciel zakładu pogrzebowego?

Widzimy jaka nasza Jane Doe jest krojona zgodnie z procedurą, którą znają wszyscy miłośnicy seriali typu „Doktor G. Lekarz sądowy”. Widoki są całkiem znośnie, choć można to nazwać estetyką gore.Cały proces wypada bardzo naturalistycznie.

jane doe

Produkcji od początku towarzyszy mroczny nastrój, a atmosfera gęstnieje w miarę rozwoju fabuły. Krok po kroku Tilden i syn odkrywają coraz to dziwniejsze tajemnice ciała Jane Doe, a wokół nich, w piwnicy gdzie mieści się kostnica, zaczynają dziać się tak zwane dziwne rzeczy.

Nie ma tu sztampy jeśli chodzi o sposób straszenia widza mimo iż twórca posłużył się raczej standardowymi chwytami. Drygnęło mi się kilkakrotnie w czasie tych zabiegów co odnotowuje na plus, bo jump scenki mało kiedy na mnie działają.

Nie uraczę Was szczegółami tych zdarzeń, co by nie psuć efektu. Można jednak stwierdzić, że fabuła filmu wyraźnie dzieli się na dwie części: Tę bardziej kryminalną i tę paranormalną. Mimo, że nie lubię tego typu przeskoków i zazwyczaj wypadają one biednie i psują realizm, tu jakość to przyjęłam bez większych sprzeciwów. Zapewne to zasługa dobrej konstrukcji fabuły i konsekwentnie budowanego nastroju, co sprawie, że zmiana frontu nie kojarzy się z wydumanym na siłę upchniętym twistem, a jest raczej efektem uprzedniej rozwagi.

jane doe

Fabuła jest więc zadowalająca, choć nie powalająca. Dużo większe wrażenie zrobiła na mnie realizacja. Wygląd martwej dziewczyny, lokalizacja, aktorstwo Briana Coxa i nawet takie szczegóły jak oświetlenie- mam na tym punkcie autentycznego świra.

Wszytko to sprawia, że film ma swój całkiem oryginalny klimat, który spokojnie można sprzedać zarówno niedzielnemu zjadaczowi horrorów jak tym, którzy ten gatunek mają w stałej diecie.

Dobry film. Wchodzi do kin w styczniu, więc jeśli chcecie go zobaczyć na dużym ekranie, to spokojnie mogę go polecić.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:9

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:8

70/100

W skali brutalności:2/10

Stojąc na minie

Land mine goes click aka Nagmi (2015)

land ine goes click

Narzeczeni Alice i Daniel w towarzystwie przyjaciela Chrisa zwiedzają dzikie tereny Gruzji. Jak bardzo dzikie, przekonają się bardzo szybko. Mina przeciwpiechotna, na której stanie Chris to początek. Próba uratowania przyjaciela będzie bardzo kosztowna dla jasnowłosej bohaterki, kiedy desperacko będzie szukać dla niego pomocy.

W zasadzie na tym opisie powinnam poprzestać, bo spoilery mogą bardzo zaszkodzić Waszemu odbiorowi tego filmu. A szkoda by było, bo ta historia ma szanse wzbudzić w Was silne emocje.

Słowem wstępu powiem, że jestem filmem bardzo mile zaskoczona. Moje ostatnie spotkanie z gruzińskim kinem grozy nie zaowocowało dobrą renomą jaką sobie u mnie mogli wyrobić. Co ciekawe nadziałam się tu na tego samego reżysera, Levana Bakhie, który zadebiutował survivalem w saunie w „247 F„. Już wtedy stwierdziłam, że facet ma dobre pomysły, ale wykonanie trąciło zbyt dużymi niedoróbkami, szczególnie na poziomie scenariusza.

land ine goes click

Nie wiem jaki był szeroki odbiór jego debiutu, ale widać gość zapału nie stracił i  dobrze, bo dzięki temu powstał „Land mine goes click”. Thriller, o którym nie mogę Wa powiedzieć wiele ponad to, że jest wart obejrzenia jak diabli.

Swoją strukturą przywodzi na myśl takie obrazy jak „Eden lake„, „Ostatni do po lewej„. Internety już krzyczą, że posługuje się formułą rape& revagne, plakaty nie pozostawiają wątpliwości, że dochodzi tu do tego rodzaju przemocy. Śledząc fabułę w pewnym momencie nie będziecie mieć już wątpliwości, że tragiczna sytuacja naszej bohaterki, Alice, zmierza właśnie do punktu, w którym stanie się obiektem seksualnym dla zwyrodnialca.

Ale po kolei. Film nie zapowiadał się jakoś wybitnie. Wstęp wskazywał na słaby slasher z trójką bohaterów w dziczy. Ktoś mógł ich napaść, wydymać i pozabijać. Ale nie. Ten film jako jeden z nielicznych pokazuje jak rodzą się takie chore sytuacje, jak z przypadku rodzi się premedytacja.

To jak nieszczęsny Chris znalazł się na minie zostawię w sferze niespodzianek, to będzie bardzo chora niespodzianka. Mamy więc Chrisa na minie i jego kumple Alice próbującą jakoś go z opresji wyratować. Chłopaczyna nawet nie może drgnąć, bo jeśli to uczyni ina wybuchnie. Są biedaczyska sami na pustkowiu dopóki z odsieczą nie przybędzie miejscowy pijaczek. Facet ma zakazaną mordę i nie po kolei w głowie. Sposób w jaki pogrywa sobie z młodymi turystami przywodzi na myśl zagrywki gnojków z „Funny games„. Myśleliście, że rzuci się na bidulkę, zedrze majtochy i zapuści swojego freda? Otóż nie. Szczęśliwie nie mamy tu do czynienia z długą sekwencją gwałtu jak w”Pluję na twój grób„, ale to nie znaczy, że jest przyjemnie jak na grzybobraniu. W pewnym momencie pomyślałam nawet, że Chris stojący na minie ma przed sobą o wiele radośniejszą perspektywę niż jego kumpela.

land ine goes click

Scenariusz Adriana Colussi dba by napięcie rosło powoli i mimo, że nikt nie ma złudzeń do czego ta sytuacja zmierza to i tak widz nie może być obojętny. Protagoniści mimo iż do ludzi kryształowych nie należą to jednak nie da się im nie współczuć. Nie da się też nie zakrzyknąć parokroć: ty głupia cipo, ty tchórzliwy pajacu. No cóż, emocje. Jesteśmy zmuszeni do moralnej oceny bohaterów, bo jak mówiłam świeci nie byli. Ich decyzje pozostawiają wiele do życzenia jeśli chodzi o racjonalne postrzeganie pewnych sytuacji, ale mogę powiedzieć, że mimo wszytko scenariusz zachowuje realizm na przyzwoitym poziomie.

Emocji jest tu masa i to one budują ten film. Sporo niespodzianek, ale nie powyciąganych z tyłka tylko zmyślnie i konsekwentnie dorzucanych by, jak to się mówi, dolać oliwy do ognia. Napięcie nie słabnie do ostatnich scen. Za scenariusz należą się ukłony.

Co do wykonania, to tu też nie mam zarzutów. Aktorstwo okej, zwyrol jest niepospolicie obmierzły, ofiary są ofiarne. Nie ma tu jakiś szczególnych wygibasów z kamera, postawiono tu na naturalizm bez zbytków. Sceny, które mają wzbudzić gniew, czy tam strach są zrobione tak by to faktycznie działało. Mamy tu większą brutalność pod względem kontekstu niż wizualizacji, ale pewnych rzeczy, no cóż, uniknąć się nie dało.

Podsumowując, film dla tych co to nie lubią się nudzić, cenią wartką akcję, klimat zaszczucia i solidny dramatyzm sytuacyjny.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:9

Zaskoczenie:7

Zabawa:9

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

71/100

W skali brutalności:3/10