Archiwa tagu: polskie horrory

Zmierzch człowieczeństwa

Ciemno, prawie noc (2019)

Alicja Tabor jest pochodzącą z Wałbrzycha dziennikarką.  Reportaż nad którym aktualnie pracuje poświęcony jest sprawie zaginięć dzieci do jakich doszło w jej rodzinnym mieście.

Alicja przyjeżdża więc do domu, z którym nie wiąże najcieplejszych wspomnień i rozpoczyna dziennikarskie śledztwo. Każdy kolejny wywiad unaocznia ogrom zepsucia jakie trawi mieszkańców niegdysiejszych ziem odzyskanych. Zaś sama Alicja zagłębiając się w śledztwo odkrywa coraz więcej powiązań z historią swojego dzieciństwa.

“Ciemno, prawie noc” to kolejny polski produkt filmowy oscylujący w okolicy gatunku grozy. Kryminał, może thriller, na pewno ciężkie kino psychologiczne. Za reżyserie odpowiada Borys Lankosz, który miał już okazję przekładać literaturę  na język filmu. Wówczas dokonał tego z prozą Miłoszewskiego, konkretnie z “Ziarnem prawdy”, które miałam okazję czytać. Film też widziałam i z całym szacunkiem, nie moje klimaty, niezbyt wysokie loty. Natomiast “Ciemno, prawie noc” to już skok na głęboką wodę.

Film jest przepełniony metaforyką, aż roi się tu od wątków onirycznych, baśniowych. Tu gdzie autor prozy może popuścić pasa, w dużej mierze zdać się na wyobraźnię czytelnika, półgębkiem przemycić pewne informacje filmowiec musi zmieścić się w ramach. Jak bezlitośnie ciasne potrafią być te ramy pokazuje cały szereg filmowych adaptacji literackich, które mimo ogromnego sukcesu pierwowzoru okazały się kompletnym fiaskiem.

Nie powiem, żeby “Ciemno, prawie noc” zdecydowanie należał do tego grona, ale po seansie z filmem poczułam paląca wręcz potrzebę zgłębienia tej historii. Tak, trzeba przeczytać książkę. Podobno Lnkoszowi odradzano branie się za prozę Joanny Bator i oglądając jego filmowe zmagania z tą historią jestem w stanie znaleźć temu uzasadnienie. To nie jest historia zbyt filmowa. Skróty bardzo jej nie służą, nie tylko dlatego, że nie pozwalają się rozpędzić, ale ze względu na wymuszone przez język filmu uproszczenia. Myślę, że wiem, co chciała przekazać autorka “Ciemno, prawie noc”, ale w filmowy skrót tej pointy przypomina przechadzkę po gabinecie strachu. Nie ma żadnej równowagi między dobrem, a złem. Jest tylko zło, i to jednej kategorii.

Ten film mnie zdołował. Jego klimat, któremu świetnie przysłużyły się zdjęcia Koszałki, jest dojmująco przygnębiający. Każdy kolejny kadr jest bardziej posępny od poprzedniego. Nigdy nie byłam w Wałbrzychu i kojarzę go głównie z lektury “Panny Nikt”, ale podejrzewam, że taki obraz miasta i jego mieszkańców nie zachwyci osób, które się z niego wywodzą.

To film poświęcony piętnowaniu krzywd wyrządzonym dzieciom, ale moi drodzy, nie jest to warsztat teoretyczny i grożenie palcem. Wszelkie odmiany okropności są tu rzucone widzowi w twarz, bez żadnego znieczulenia. Matka molestująca córkę, przymiarka do zbiorowego gwałtu na dziecku, bicie i wszelkie inne nadużycia. Kurwa, nawet skalpowanie. Aż chce się powiedzieć, co ta Bator miała w głowie?! Ale zaraz, czy ona to wymyśliła? Czy takie rzeczy się nie działy i nie dzieją?

A w tym wszystkim mamy jeszcze baśń. Baśń o potworach zwanych kotojadami i kociarach przybywających na ratunek, magiczne perły, jabłka i króliczą norę, w której leży martwa dziewczynka.

Główna oś fabularna nie jest wymyślna. Ot mamy dziennikarkę z traumą, którą życie zawodowe popycha w głąb wspomnień z dzieciństwa. Leci “Ostrymi przedmiotami“, czyż nie? Pod tym względem nie ma fajerwerków, ale myślę, że taki punkt wyjścia jest wystarczający – na dobry złego początek;)

Żałuję seansu z filmem i nie dlatego, że jest zły. Uważam, że jest dobry, może bardzo dobry, a przynajmniej niezły. Szkoda mi że nie poznałam tej historii w jej pierwotnej formie.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:7

70/100

W skali brutalności:3/10

Gdzie jest wilk

Wilkołak (2018)

Polska, rok 1945. Grupa dzieci pod opieką najstarszej z nich, Hani, przybywa do prowizorycznego sierocińca zorganizowanego w zrujnowanej posiadłości pośrodku lasu, gdzieś w górach. Tam po wyzwoleniu z obozu Gross -Rosen mogą cieszyć się namiastką wolności. Jednak ta wolność naznaczona jest obozową traumą i głodem, który doskwiera dzieciom w zasadzie pozostawionym samym sobie. Czekając na pomoc ze strony Rosjan zostają otoczeni przez błąkające się w okolicy esesmańskie psy, szkolone do zabijania uciekających więźniów.

Nie uronię żadnej okazji by poobcować z polskim kinem grozy, choćby miało to być najchujowsze kinowe doświadczenie sezonu ;D Oczywiście liczyłam się z tym zasiadając do seansu z “Wilkołakiem”, ale miałam też nadzieję na coś… bo ja wiem? Super?

Nie mogę powiedzieć by film zawiódł nadzieje, ale obeszło się też bez fajerwerków.

Czy ma szanse spodobać się szerszej publiczności? Myślę, że tak. Wojenne klimaty jeśli chodzi o polskie kino nadal są na topie, jednak nie jest to dzieło spod znaku opowieści o bohaterskich powstańcach przepełnionych ideałami, czy dzieło bardzo polityczne. Dzieciakom z filmu Panka bliżej do bohaterów z “Władcy much” niż z “Kamieni na szaniec”.

Mimo, że nie jest to typowy horror w mainstreamowym rozumieniu, może przysporzyć przykrych skojarzeń. Jeśli chodzi o mnie, największe wrażenie zrobił na mnie niezwykle naturalistyczny obraz dziecięcej natury wypaczonej i naznaczonej obozowym piekłem.

Te dzieci, z których znaczna część całe swoje dzieciństwo spędziła w pasiastych pidżamach bardziej przypomina zdziczałe zwierzątka niż istoty ludzkie. Jedna z dziewczynek nie nauczyła się nawet mówić, czy to z powodu braku możliwości rozwoju czy z problemów natury psychologicznej. Ich jedynym celem jest przetrwanie, zaspokojenie najniższych potrzeb. Ich rzedkie zabawy są odzwierciedleniem  tego czym przesiąkły: przemoc, destrukcja, tresura. Na dziecięcych aktorach spoczywa cały ciężar filmu i one ten ciężar podźwignęły za co im chwała.

Punktem kulminacyjnym jest pojawienie się psów, niemieckich owczarków, jawiących się niczym wilki, które wyszły z lasu na polowanie. Jednak czy to one są rzeczywistymi antybohaterami? Chyba dość szybko zmienicie zdanie:)

Tytułowy wilkołak, to nie postać z legend, obrośnięty sierścią człowiek wyjący do księżyca, a raczej metafora pewnej transformacji, transformacji w swojego własnego wroga. Z resztą takich metafor jest tu więcej, przemycane są nawet w … ubraniach, co przydaje całej historii pewnej baśniowości, podobnie jak obsadzenie na pierwszym planie dzieci.

Klimat filmu jest dość klaustrofobiczny z racji ograniczonej przestrzeni na jakiej się rozgrywa, a dodajmy jeszcze do tego późniejsze uwięzienie z powodu wroga czającego się u drzwi. Świetne wrażenie robi też sama posiadłość wybrana na miejsce akcji. Stary pałacyk, który mimo że lata świetności ma już dawno za sobą nadal jest wielkopańskim pałacem, do którego grupa zdziczałych dzieci pasuje jak Karolak do roli amanta.

Podsumowując, wrażenia bardzo pozytywne, jednakże nadal czekam na pełny rozkwit polskiego kina grozy i może, może się kiedyś doczekam;)

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

65/100

W skali brutalności:1/10

Czuwaj druhu

Czuwaj (2018)

czuwaj

Na harcerski obóz inaugurujący początek lata przybywa grupa chłopaków z domu dziecka. Mają oni spędzić czas wraz z harcerzami w ramach skromnych wakacji. Obozowy druh, Jacek, nie jest zadowolony z takiego obrotu spraw i nieufnie patrzy na grupę wyrostków. Podobnie jest z resztą harcerskiej młodzieży. Chłopaki z bidula pod dowództwem najstarszego z nich, Piotrka, nie pozostają im dłużni buntując się na każdym kroku i obśmiewając harcerskiego ducha wspólnoty. Kiedy jedne z młodych harcerzy ginie tragicznie w dziwnych okolicznościach podejrzenie szybko pada na ekipę z bidula.

“Czuwaj” to nowy film Roberta Glińskiego utrzymany w klimacie thrillera.

Wiem, że znajduję się w opozycji co do większości widzów uskuteczniając szabry w polskiej kinematografii, gdzie obecnie aż roi się od filmów zwyczajnie nędznych, ale cóż poradzę, taką mam słabość. Jeśli już, daj boże, pojawi się coś, z gatunku grozopodobnego to nie bacząc na koszta psychiczne, muszę sprawę obadać;)

Obadałam więc “Czuwaj” i jestem pozytywnie zaskoczona. I znowuż wbrew głosom większości widzów;)

Scenariusz to taka kompilacja camp slashera i dramatu społecznego.Brzmi to może dziko, ale mnie to połączenie wydało się interesujące.

czuwaj

W praktyce mamy tu do czynienia z historią dość ciekawą, ale nie pozbawioną wad. Wadą jest przede wszystkim zbytnie poleganie na schemacie i jest to zauważalne już od pierwszych momentów. Stereotyp pogania stereotyp i na stereotypie zbudowany jest cały dramat sytuacyjny. Jednak coś Wam powiem, tak się dzieje w przypadku większości filmów, które chcą nam sprzedać jakąś prawdę dotyczącą naszego społeczeństwa. Osobiście szlachetnie przymknęłam na to oko. 

Z plusów obrazu z pewnością wymieniłabym naturszczyków z obsady. Na jej czele stoi Mateusz Więcałek, który moja uwagę zwrócił w serialu “Belfer“. Wszyscy wypadają bardzo swobodnie. A ich aktorstwo nie jest męczące ani zbyt manieryczne.

czuwaj

Duży plus należy się za zdjęcia Łukasza Gutta, szarobure kadry, prawie wyprane z kolorów, mało statyczne ujęcia, ale bez zagrań w stylu “Blair witch project”. Miejsce akcji czyli las przydaje wszystkiemu klimatu izolacji. A gdy opiekun chłopców, jedyny dorosły, opuszcza ich po tragicznym zdarzeniu można tylko czekać na rozgrywki w stylu “Władców much”.

Cóż mogę powiedzieć? Film jak najbardziej do obejrzenia. Dla chętnych;)

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:8

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

64/100

W skali brutalności:1/10

Kruk i czarne wrony

Kruk. Szepty słychać po zmroku – Sezon 1 (2018)

kruk

Policjant Adam Kruk zostaje oddelegowany do Białegostoku by zająć się sprawą przemytników papierosów. Gdy przybywa na miejsce okazuje się, że doszło tam do porwania wnuka prominentnego  lokalnego przedsiębiorcy. Powrót w te strony uruchamia całą falę wspomnień. Tym razem Kruk nie zamierza zagłuszać szeptów każących mu dochodzić sprawiedliwości za doznane w dzieciństwie krzywdy.

O “Kruku” wspomniałam już na fanpage bloga kiedy zalecałam Wam zapoznanie się z tym bardzo dobrze zapowiadającym się serialem. Jest to kolejna po “Belfrze” polska produkcja kryminalna wyprodukowana przez Canal +. Po zakończeniu pierwszego i najpewniej ostatniego sezonu mogę Wam powiedzieć, że “Kruk” zjada “Belfra” na śniadanie.

Serialem byłam oczarowana już od pierwszych minut. Świetna wejściówka i wszytko to co następuje później utwierdziło mnie w przekonaniu, że Polacy potrafią podejmować ciężkie tematy i realizować je na światowym poziomie.

kruk

Jedną z najlepszych rzeczy w całej produkcji jest muzyka Bartoza Chajdeckiego. “Kołysanka Kruka” w wykonaniu Południc pozamiatała mi temat. Koniecznie musicie posłuchać. Oczywiście puściłam ją sobie teraz i nie mogę się skupić na dalszym pisaniu:) Doskonale wtapia się w klimat Podlasia, które wręcz uwielbiam.

Druga rzecz, zdjęcia, utrzymane w mglistej metalicznej i zimnej stylistyce budują taki nastrój, że oglądałam je jak piękny surowy pejzaż malarstwa przełomu epoki romantyzmu i pozytywizmu.

kruk

Rzecz najważniejsza to oczywiście sama historia, której pomysłodawcą był Jakub Korolczuk (“Afterlife“). Wciąga od samego początku choć nie powiem bym nie przewidziała jednego z głównych fabularnych twistów. Porusza temat głęboko zakorzenionego żalu zmieniającego się w obsesję i  niedającego żyć. Chyba mogę Wam zdradzić, że chodzi o seksualne nadużycia na dzieciach, bo temat wyłożony zostaje już w pierwszym odcinku.

Intryga zbudowana jest w sposób zgrabny i przemyślany, z pewnością atrakcyjny dla poszukiwaczy tajemnic. Nie ma tu miejsca na banał. Wszytko uatrakcyjniają rozliczne metafory. Weźmy choćby nazwisko naszego bohatera – Kruk – mitologii babilońskiej był on strażnikiem tajemnic.

Ostatnia istotna sprawa to kreacje bohaterów. Tytułowy Kruk od razu wzbudził moją sympatie choć wcielający się w niego Michał Żurawski robił wiele by Adaś jawił się stosownie odpychająco. Szczerze mówiąc nie sądziłam, że jest z niego taki kawał aktora. Jest naprawdę świetny. Moją faworytką wśród bohaterów jest jednak babcia Szeptucha.

kruk

Genialna postać, z miejsca skojarzyła mi się jedna z moich ulubionych literackich postaci “Stara Słaboniową“. Co tu dużo gadać, serial jest naprawdę rewelacyjny, a staram się jednak nie nadużywać tego słowa. Jest przygnębiający, nostalgiczny, miejscami budzi grozę i ma wszelkie szanse by zaintrygować widza. Brawa dla twórców.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:10

Napięcie:8

Zabawa:10

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:8

to coś:10

83/100

W skali brutalności:2/10

Brzydkie czyny Pięknego Władka

Ach śpij kochanie (2017)

ach spij kochanie

Kraków lata ’50  ubiegłego wieku. Młody komisarz milicji pozbawiony przychylności przełożonych rozpoczyna śledztwo, którego przedmiotem jest udowodnienie tezy o seryjnym mordercy, który miałby odpowiadać za serię kilkudziesięciu zaginięć jakie miały miejsce w Krakowie począwszy od lat ’40.

“Ach śpij kochanie” to kolejny Polski film, traktujący o seryjnym zabójcy. Krzysztof Lang poszedł więc w ślad twórców “Jestem mordercą“, “Amoku” czy “Czerwonego pająka” i wygrzebał zapomnianą przez wielu biografię Władysława Mazurkiewicza.

ach spij kochanie

Facet był jednym z pierwszych schwytanych zabójców cyklicznych w Polsce, bo swoją działalność zaczął jeszcze w czasie II wojny światowej. Piękny Władek, bo tak nazywano go w środowisku nim jego oblicze zeszpecono oskarżeniami o sześc zabójstw, nie zabijał dla samej radości zabijania. Nie interesowały go też zwłoki ofiar, ani rozgłos.

Elegancki morderca, bo taki przydomek otrzymał zabijał dla pieniędzy. Był niezwykle zaradnym człowiekiem, z szerokimi kontaktami, który bardzo lubił życie na poziomie jednak nie bardzo utożsamiał się z klasą robotniczą. Swoje ofiary przyciągał propozycjami inwestycji, okradał i zabijał. Sprawa wyszła na jaw gdy odkryto zwłoki zakopane w wynajmowanym przez niego garażu w Krakowie.

ach spij kochanie

W filmie “Ach śpij kochanie” w rolę antybohatera wciela się Andrzej Chyra. Zdradzam ten fakt bez ogródek, bo i twórcy nie czaili się ze zdemaskowaniem sprawcy całego zamieszania. Chyra w swej roli wypada nieźle aczkolwiek nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że troch zabrakło mu pomysłu na kreację Pięknego Władka. Wyszło z tego takie połączenie Cassanovy z Hannibalem Lecterem,a to wysoce odtwórcze.

ach spij kochanie

Partneruje mu znana mi jedynie z portali plotkarskich Katarzyna Warnke, która gra naśladując femme fatale z filmów noir z falą blond grzywki kusząco opadającej na karpie usta. Gdzieś pod nogami plącze się, w teorii, głównym bohater, w przypadku, którego brak aktorskiej charyzmy odtwórcy roli pogrzebał wszelkie znaczenie postaci.  Jest jeszcze Linda, po Lindowsku pyszałkowaty i łachudrowaty oraz wulgarny Grabowski, któremu brakuje tylko mocnego fulla w ręce by można było jego postać  nazwać Ferdynandem Kiepskim.

Pierwsza partia filmu, czyli poszukiwania nieuchwytnego Władzia, to opowieść o zepsuciu systemu na podstawie historii kryminalnej.  Część druga, czyli Władzio schwytany, to już zagrywka w stylu “Jestem mordercą”, czyli próba stworzenia bardzo ambiwalentnej relacji pomiędzy zabójcą, a milicjantem. Ciekawi mnie też kwestia rzuconego od niechcenia hasła: Seryjny zabójca – w Polsce w latach ’50, podczas gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią o narodzinach tego określenia za oceanem w latach ’70.

Nie wszystko się w tym filmie udało. Mogę powiedzieć, nawet, że więcej się nie udało niż udało, ale nie mogę być bezlitosna i powiedzieć, że film jest całkiem kiepski. Nie jest, przede wszystkim dlatego, że historia Eleganckiego Mordercy sama w sobie jest ciekawa i chociażby ze względu na to warto ten film zobaczyć.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:6

To coś:5

54/100

W skali brutalności:1/10

Morderstwo ukryte w słowach

Amok (2017)

amok

Z Odry wyłowione zostają zwłoki wrocławskiego architekta. Sprawa zostaje nierozwiązana przez kolejne dwa lata z powodu braku najmniejszych poszlak mogących nadać kierunek śledztwu. Wtedy właśnie do szeregów Wrocławskiej policji wkracza Jacek Sokolski, któremu przydzielono zbadanie anonimowego zgłoszenia dotyczącego sprawy. Ktoś utrzymuje, że rozwiązanie zagadki zbrodni kryje się w mało popularnej powieści kryminalnej “Amok”. Policjant postanawia zbadać poszlakę kierując się wprost do autora powieści.

Kasia Adamik, polska reżyserka, poszła w ślad za twórcami Czerwonego pająka” i “Jestem mordercą” dając widzom możliwość zapoznania się z filmową wersją prawdziwej zbrodni jakiej dokonano w naszym pięknym kraju.

Nie celowała jednak w czasy PRL, bo wzięła na warsztat bardzo współczesną, bardzo bliską czasowo, sprawę Krystiana Bali.

amok

W roku 2000 z rzeki wyłowione zostają zwłoki Dariusza, właściciela agencji reklamowej- w filmie zmieniono mu imię i profesję. W roku 2003 Krystian Bala po wielu trudach i znojach wydaje swoją debiutancką powieść “Amok”. Z uwagi na brak zainteresowania książką, postanawia podkręcić jej reklamę sugerując policji, że opisano w niej morderstwo Dariusza.  Media w Polsce i zagranicą szaleją. Zainteresowanie książką rośnie wprost proporcjonalnie do podejrzeń względem jej autora. W 2007 roku w wyniku procesu poszlakowego Bala zostaje skazany na dwadzieścia pięć lat pozbawienia wolności. W pierdlu sprzedaje prawa do sfilmowania książki, a jakże, na własnych zasadach. Gloria i chwała dopełnia się w 2016 roku filmem “True Crime”, a w 2017 “Amokiem” Kasi Adamik.

amok

Wręcz czułam poczucie winy oglądając ten film, bo jakby nie patrzeć głaskam w ten sposób rozdęte ego tego morderczego fana Nitzschego. Jednak obowiązek obowiązkiem jest, a usprawiedliwiam się tym, że pyszałek nie zarobił na moim oglądaniu ni centa.

Myślę, że podejście wielu oglądających było podobne stąd też bardzo surowe oceny obrazu Adamik, który uczciwie mówiąc nie jest złym filmem. Nie stanowi też ekranizacji powieści – obstawiam, że ciężko byłoby to coś przełożyć na język filmu, lecz jest luźną wariacją na temat tego jak wpadł autor. Być może scenarzysta czerpał nieco z “Komy” Aleksandra Sowy, która omawia sprawę złapania Bali.

Filmowa historia usnuta jest jednak z dużą swobodą i niskim poszanowaniem faktów. Rodzina zamordowanego chciała zablokować dystrybucję filmu, jednak ostatecznie ujrzał on światło dzienne litościwie pomijając osobę ofiary- jest jakby rekwizytem w tej historii.

Narracja filmu miejscami dusząca i intrygująca bardzo często wpada w banał, jest przegadana, przeintelektualizowana i stronnicza – tak, myślę że niebezpiecznie gloryfikuje postać mordercy.

Nie mniej jednak sporo tu dobrych momentów, udanych dialogów i ciekawych ujęć. Podobała mi się scena otwierająca, gdy na ekranie urzeczywistnia się to co Bala w danej chwili pisze – bardzo udany zabieg. Podobały mi się sceny z Łukaszem Simlatem, gdy wcielając się w postać policjanta popada w histeryczny amok.

amok

I przede wszystkim podobał mi się Mateusz Kościukiewiecz, który  swoją kreacją nieco naprostował postać Bali, którą scenariusz chciał przedstawić – takie mam wrażenie – w roli nadczłowieka. Ośmiesza go, pokazuje jego narcyzm – choć wypowiadane kwestie mówią co innego.

Z konkretów, które nie bardzo mi przypadły, to obstawie zbytnią dosłowność w relacji Bali i policjanta. To, że zabójca robi go w trąbę było zbyt ewidentne, a łatwość z jaką Jacek się temu poddawał naciągana – zaśmierdziało mi amerykańskim kinem kryminalnych naiwność. Tym bardziej, że w “Jestem mordercą” udało się zbudować bliźniaczą relację z dużo lepszym efektem. Pseudo psychodeliczne sceny narkotycznego transu też z deka przegięte, choć przynajmniej w jakiś sposób zabawne. Całość zaliczam jednak do dość udanych.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:7

Klimat:7

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:6

61/100

W skali brutalności:2/10

Bo kto przysięgę naruszy

Droga w świetle księżyca (1972)

droga w swietle ksiezyca

“Bo kto przysięgę naruszy,  ach biada jemu za życia biada i biada jego złej duszy”

Młody szlachcic Julian Starzeński wraca do rodzinnego dworu z zagranicznych nauk. Tam czeka na niego ojciec, który pragnie by syn zajął się gospodarstwem oraz młoda macocha , której do tej pory Julian nie miał okazji poznać.

We dworze panuje ciężka atmosfera – Podobnie jak i w cały kraju po klęsce powstania listopadowego.

Ukochana Henryka, Katarzyna pragnie jak najszybciej opuścić to miejsce, a i jego syn tuż po przybyciu zaczyna doświadczać dziwnych wizji. Widzi w nich swą zmarło matkę, która upomina się o złożoną przez laty przysięgę.

droga w swietle ksiezyca

“Droga w świetle księżyca” to kino polskie okresu jego świetności- przynajmniej w mojej ocenie. Już dawno miałam go obejrzeć, ale ciągły napływ nowości, na których recenzję najbardziej czekacie odciągał mnie od filmów, które lubię najbardziej. – Że jestem dziwakiem lubiącym polskie horrory to już wiecie.

Scenariusz “Drogi…” podobnie jak w wielu przypadkach filmów z tamtego okresu powstał w oparciu o klasyczną literaturę grozy. Autor opowieści, Amrose Bierce, nie jest tak znany jak Poe czy nawet Lewis, ale Witold Orzechowski twórca filmu upodobał sobie jego twórczość.

W czasie z jednym z późniejszych wywiadów z reżyserem wyjaśnia on dlaczego w czasach PRL polscy filmowcy tak często sięgali po literaturę dawną jako źródło inspiracji. Nie chodziło tu tyle o jej wspaniałość ile o zmylenie cenzury. Czujni cenzorzy widząc obraz, którego akcja rozgrywa się w ubiegłym wieku w odmiennym politycznie czasie nie warczeli tak bardzo.Widzowie cieszyli się na wspomnienie o narodowowyzwoleńczych zrywach i w pakiecie dostawali sporą dawkę romantycznego ducha. A że literatura okresu np. romantyzmu, po którą często sięgano miała w sobie duży pierwiastek niesamowitości, sprawiło to, że Polacy zaczęli kręcić horrory.

Znakiem rozpoznawczym większości starych, polskich filmów grozy jest duża doza melodramatyzmu. Najczęściej pojawia się tu jakaś bladolica demoniczna kobieta i jej roznamiętniony umiazgacz, co tez jest cechą literatury romantycznej. Tak więc Polacy kręcili romantyczne horrory.

“Droga w świetle księżyca” jest jednym z nich. Nie znam fabuły oryginału, ale z tego co wiem to jego autor najczęściej obierał jako miejsce akcji Amerykę Północną i tam rozwodził się nad życiem jej osadników. Witold Orzechowski musiał więc spolszczyć historię i osadził ją w naszej pięknej ojczyźnie w czasach panowania carskiej Rosji.

Film otwiera scena rodem z wiejskich legend. Młody panicz i jego woźnica jadą drogą w świetle wschodzącego księżyca. Nagle woźnica dostrzega na niebie klucz ptaków, frunących w dziwnej konfiguracji. Odczytuje to jako zły omen i nie chce dalej jechać. Panicz nie baczący na zabobony przejmuje lejce i w końcu docierają do ojcowskiego dworu.

droga w swietle ksiezyca

Tam osacza ich dziwna atmosfera,a wkrótce zaczynają się dziać rzeczy niesamowite. Julian zaczyna widywać swoją matkę, która zmarła gdy był chłopcem. W ten sposób przypomina sobie o przysiędze jaką jego ojciec Henryk złożył umierającej: nigdy ponownie się nie ożeni. A Henryk już złamał przysięgę biorąc za żoną młodą guwernantkę/nauczycielkę muzyki.

Piękna Kasia- mnie osobiście jej uroda nie powaliła- wpada w oko młodemu i zaczynają się problemy. Jak duże możecie się spodziewać, znając naturę romantycznych tragedii.

droga w swietle ksiezyca

Klimat filmu przypadł mi do gustu już od pierwszych ujęć na drodze, dalej jest tylko lepiej, bo i mary senne i makabryczne widzenia, ruiny zamczyska, opuszczone cmentarze i lasy zimowe. Wszystko co lubię.

Dla fanów bardziej wyrazistego horroru mamy tu dwa świetnie nakręcone morderstwa. Urągać mogę jedynie na odtwórczynie głównej roli kobiecej- francuskiej aktorki – która ani nie wydała mi się zniewalająco piękna, ani nie powala warsztatem. Rządzi za to brać męska, Mieczysław Voit, czy młody Jerzy Zelnik.

Zdjęcia super, muzyka jeszcze lepsza. Andrzej Korzyński twórca muzyki do chociażby “Panny nikt” przemycił tu nuty z pogranicza szaleństa, pogańskich obrządków i zadbał tym samym o uwydatnienie niepokoi. Ja lubię, kto nie lubi jego strata 😉

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:5

Zabawa;7

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:8

Aktorstwo:6

Oryginalność:7

To coś:8

65/100

W skali brutalności:1/10

Dla jednych miejscie litość, dla tych którzy mają wątpliwości

Jestem mordercą (2016)

jestem morderca

W Dąbrowie Górniczej grasuje seryjny morderca. Zupełna nowość w Polsce Ludowej. Bezradna milicja decyduje się na stworzenie specjalnej grupy dochodzeniowej, na czele której staje młody, niedoświadczony kapitan Janusz Jasiński. Dzięki otwartości na nowe metody made in USA – profilowaniu psychologicznemu- udaje mu się wytypować sprawce. Teraz pozostaje tylko udowodnić mu winę.

jestem morderca

Nie ukrywam, że byłam ciekawa tego filmu. Moda na filmowe opowieści o seryjnych zabójcach po czasie dotarła nawet do Polski. W ciągu ostatnich trzech lat powstały trzy filmy mieszczące się w  tej kategorii. I jakby to powiedział bohater filmu “Jestem mordercą”, jak na razie wygrywamy 3:0, bo wszystkie mogę uznać za bardziej lub tylko nieco mniej udane.

Nowy obraz Macieja Pieprzycy podobnie jak Anna i wampir” o którym pisałam Wam jakiś czas temu, opowiada historię bodajże najsłynniejszego polskiego seryjnego mordercy, Zdzisława Marchwickiego. Jeśli czytaliście, wspomnianą przeze mnie starą recenzję wiecie jaki mam stosunek do tej sprawy. Jeśli zaś nie czytaliście, powtórzę: Facet mógł nigdy nie istnieć.

jestem morderca

“Jestem mordercą” jest fabularyzowaną i stosownie podkoloryzowaną wersją wydarzeń z lat ’70. Zmieniono imię i nazwisko domniemanego mordercy, więc tak naprawdę nie bardzo można czepić się wierności tamtym wydarzeniom – z resztą rozsądek mi podpowiada, że nigdy nie dowiemy się jak było naprawdę.

Maciej Pieprzyca oferuje nam więc fikcję. Dobrze opowiedzianą, mocną.Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń co o wykonania.Zdecydowanie postawiono tu na realizm dzięki czemu wszystkie filmowe elementy od kostiumów po zdjęcia składają się na dobrze zgraną całość.Duży plus za dźwięk. Wiem, banał, ale w to co najbardziej drażni mnie w polskich filmach to kiepska jakość dźwięku ,która w połączeniu z niekiedy bardzo słabą dykcją aktorów czyni jeden wielki bełkot z filmowych dialogów.Tu nie było tego problemu.

W przeciwieństwie do filmu “Anna i wampir” w “Jestem mordercą” mamy szansę poznać naszego podejrzanego. Arkadiuszowi Jakubikowi, który to wciela się w rolę Wiesława Kalickiego należą się gromkie brawa. Byłam zachwycona jego kreacją.

jestem morderca

Nie gorzej poradził sobie odtwórca innej ważnej postaci, kapitana Jasińskiego. Obydwie postaci są bardzo niejednoznaczne. Z jednej strony mamy milczącego aresztanta, który momentami zdaje się drwić z organów ścigania, innym razem budzi współczucie jak ratlerek którego ktoś porzucił pod sklepem i jedyne co może robić to podkulać ogon i kwilić.

Jasiński to młody – ambitny, który z jednej strony chce dopełnienia sprawiedliwości, z drugiej kusi go łatwy sukces, który może osiągnąć biegnąc na skróty. Mój Boże, co człowiek potrafił zrobić dla kolorowego telewizora.

Wisienką na torcie jest Agata Kulesza w roli żony oskarżonego, wypada wybitnie, ale to dobra aktorka więc nie zaskoczyła mnie. Pochwałę więc kieruje do reżysera, który tak pięknie pokierował tą bohaterką.

jestem morderca

Cała sprawę można zamknąć w słowach: Dla jednych miejcie litość, dla tych którzy mają wątpliwości. Kołatały mi się w głowie przez cały film i myślę, że pasują tu jak ulał.

Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś dużo mniej złożonego, bardziej jednoznacznego. Choć nie trudno było mi wyrobić sobie zdanie na temat pogmatwanych relacji miedzy bohaterami jakie nam tu przedstawiono, to czułam, że nie mamy tu do czynienia z góry narzuconą oceną.

Przygnębił mnie ten film, solidnie. Ze zdziwieniem mogę stwierdzić, że jego tytuł niekoniecznie musi odnosić się do sprawcy dwunastu słynnych morderstw.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:8

Walory techniczne:7

Aktorstwo:9

Oryginalność:6

To coś:9

70/100

W skali brutalności: 1/10

Mamy wampira

Anna i wampir (1981)

anna i wampir

Zagłębie Dąbrowskie, lata ’60 XX wieku. W mglisty dzień zostaje zamordowana młoda kobieta, Anna. Jej częściowo obnażone zwłoki i głowa rozbita ciężkim narzędziem to początek całej serii ataków na kobiety, których wedle Katowickiej milicji miał dopuszczać się Zdzisław Marchwicki znany jako Wampir z Zagłębia.

Po film Janusza Kidawy nakręcony jeszcze w czasach PRL sięgnęłam w związku ze zbliżającą się premierą nowej historii skazanego za wielokrotne morderstwo Zdzisława Marchwickiego, “Jestem mordercą”. Z tego co zdążyłam się zorientować nowy film, ma przeczyć historii przedstawionej w “Anna i Wampir”, czyli zaprzeczać winie Marchwickiego, zaś jego skazanie przedstawiać jako manipulację ówczesnych władz.

Sprawa Marchwickiego, trzeba przyznać, nie była tak ewidentna jak chociażby przypadek Bogdana Arnolda. Wiele osób twierdzi, że Marchwicki – niewykształcony, słaby na umyśle, człowiek z marginesu społecznego – stał się kozłem ofiarnym. O szczegółach, tej i innych teorii możecie przeczytać w sieci, znajdziecie tam nawet pamiętnik Marchwickiego pisany przed egzekucją, więc nie będę teraz wdawać się w polemikę z historią przedstawioną w “Annie i wampirze”. Ocenę zostawię Wam.

anna i wampir

Filmów o polskich seryjnych mordercach mamy niewiele, ale faktem jest, że w naszym kraju raczej niechętnie przypina się zabójcom tego rodzaju łatki. W porównaniu z Ameryką wypadamy blado. “Anna i wampir” jest więc pewnego rodzaju nowością, choć jak sami zauważyliście polskich twórców filmowych zaczyna kręcić ten temat. W ubiegłym roku doczekaliśmy się “Fotografa i “Czerwonego Pająka.

Obrazu Kidawy nie da się porównać z hollywoodzkimi filmami o seryjnych zabójcach. Mało w nim thrillera, jeszcze mniej horroru. Bardziej przypomina fabularyzowany dokument niż film fabularny, a tym bardziej daleki jest od kina sensacyjnego.

Mnie mimo całych wątpliwości ad. autentyczności tej rzekomo autentycznej historii przypadł do gustu. Może dlatego, że lubię stare polskie kino i jego estetykę. “Anna i Wampir” bardzo od niej nie odbiega i to co oferuje film to przede wszystkim naturalizm.

Reżyser unikał filmowego studia, stawiał na plenery, więc co i rusz możemy podziwiać bardzo nastrojowe obrazy polski czasów PRL. Nastrój filmu jest stosowne przygnębiający. Szarobure kadry, mało atrakcyjne wyglądające miasto, łyse drzewa otulone mgłą. Dźwięk nagrywano na żywo. W tym wszystkim, kobiety, kilka kobiet (Marchwicki podobno dokonał 23 ataków), które pożegnały się z życiem i ich zwłoki z zadartymi sukienkami możemy tu podziwiać. Jedna z nich przeżyła atak, ale już nie wróciła do normalności.

Naszego mordercy nie zobaczymy w akcji byt szybko. Skupiamy się na ścigających go milicjantach, którzy z lepszym lub gorszym skutkiem starają się wdrożyć w śledztwo amerykańskie pomysły i teorie na temat technik kryminalistycznych.

anna i wampir

Dowodzący śledztwem komisarz Andrzej Jaksa, jawi się tu jako bardzo rozważny i myślący człowiek. Zależy mu na złapaniu prawdziwego sprawcy, nie złapaniu kogokolwiek by zadowolić zwierzchników. Tu bardzo dobrze aktorsko daje radę Wirgiliusz Gryń (bardzo pracowity aktor, znany chociażby z serialu “Dom”).

Zaś sam Marchwicki… ciężko tu coś o nim powiedzieć, niby film jednoznacznie potwierdza jego winę, tworzy nawet pewien profil psychologiczny, ale odtwórca jego roli nie miał tu wielkiego pola do popisu. Całość więc bardziej przypomina “Obywatela X” niż “Milczenie owiec“.

anna i wampir

Jak wspomniałam niewiele tu grozy jeśli chodzi o fabułę, czy sposób jej opowiadania. Groza przyczaja się raczej w formie, zdjęciach, muzyce. Jest zresztą bardzo subtelna. Do tej pory mam przed oczami ostatni filmowy kadr.

Podsumowując, film zdecydowanie nie dla każdego. Jeśli jesteście w opozycji do starego polskiego kina to raczej Was tym filmem do niego nie przekonam. Nie mniej jednak jeśli jesteście fanami tematu seryjnych morderców, warto poznać historię jednego z naszego własnego podwórka.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła: 7

Klimat: 8

Napięcie: 6

Zaskoczenie:4

Zabawa:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:7

63/100

W skali brutalności:1/10

Karol Kot – biografia dziwana

Czerwony pająk (2015)

czerwony pająk

Kraków, lata ’60 ubiegłego wieku. Młody pływak, przyszły student, jest zafascynowany sprawą seryjnych zabójstw do jakich dochodzi w jego rodzinnym mieście. Postanawia wytropić zabójce, a wrodzony spryt pozwala mu na to. Śledzi sprawce zbrodni i demaskuje go. Zamiast donieść na niego władzom stara się do niego zbliżyć, można rzec zaprzyjaźnić się i dowiedzieć jak najwięcej o morderczym kunszcie.

Film Marcina Koszałki nie został przyjęty ze szczególnym entuzjazmem. Sama też nie wiem do końca co o nim myśleć. Jest na pewno wizualnie i technicznie atrakcyjny dla oka. Moim zdaniem nieźle buduje klimat czasów PRL. Aktorstwo też jest nie do pogardzenia, ale scenariusz jest dość mało czytelny.

czerwony pająk

Przede wszystkim, czyja to biografia? Oficjalnie, słynnego polskiego mordercy. Mówi się, że bohater filmu Karol Kremer to tak naprawdę Karol Kot, zwany Wampirem z Krakowa. Chłopak zasłynął nie tyle dzięki swoim zbrodniom ile swojej postawie wobec popełnianych czynów. Jeśli przeczytacie wywiad z Karolkiem będziecie wiedzieć o co mi chodzi.  Charakterystyka przynajmniej części ofiar (mały Leszek i Danka) pasuje do Kota, ale narzędzie zbrodni już nie. Karolek preferował noże, a nie młotki.

Skąd w takim razie w tytule “Czerwony Pająk”? Przecież Czerwonym Pająkiem nazywany był zupełnie inny sprawca, niejaki Lucjan Stefaniak z Katowic. Ten Pan zasłynął zbrodniami na kobietach w stylu Kuby Rozpruwacza i pisaniem listów w stylu Zodiaka. Został skazany i podobno siedzi w psychiatryku. Prawda jest jednak taka, że nie jest wcale pewne, czy taki osobnik w ogóle istniał, a tym bardziej zabijał w dni świąt narodowych młode kobiety.

Co o tym myślę? Ano myślę, że film Koszałki stanowi wypadkową dwóch historii i elementami dodatkowymi. Jak wspomniałam historia Czerwonego Pająka obecnie uznawana jest jedynie za miejsca legendę, pokraczna próbę dawnych władz mającą udowodnić skuteczność organów ścigania. Czyli mistyfikację. Niektórzy twierdzą, że podobnie było w przypadku Kota.

czerwony pająk

W filmie Koszałki mamy do czynienia z młodym pasjonatem zbrodni, który bierze na siebie winę za czyny, których nie popełnił, od tak dla fejmu. Czy tak mogło być w przypadku Karolka Kota? Chłopak był na tyle psychiczny, że postanowił stworzyć swoją własną haniebną legendę, ale nie miał jaj żeby kogoś zabić, więc się podszywał pod prawdziwego sprawcę?

Jakaś teoria to jest, a reżyser “Czerwonego Pająka” chyba uznał, że jest na tyle dobra by na jej bazie zbudować filmową fabułę. Tytuł filmu miałby wówczas sugerować, że historia Kota jest tak samo grubymi nićmi szyta jak historia Lucjana Stefaniaka.

W głowie kołacze mi się jeszcze jedna droga interpretacji. Być może cała sprawa relacji między Karolkiem, a mordercą to tylko wytwór jego wyobraźni? Może filmowy Karolek zabijał sam, nie było innego sprawcy?

czerwony pająk

Nie wiem do prawdy jak to ugryźć.

Wieść niesie, że za inspiracje do scenariusza posłużyła luźna biografia Kota pt. “Lolo”, ktoś czytałam i wie jak ona ma się do filmu?

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:8

Napięci:6

Zabawa:5

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:4

56/100

W skali brutalności:1/10