Archiwa tagu: popieprzone złe dzieci

Wróżka i Czarownica

Veneno para las hadas/ Trucizna dla wróżek (1984)

venono para las hadas

Dziesięcioletnia Flavia idzie do nowej szkoły. Tu poznaje swoją rówieśniczkę Veronice, z którą się zaprzyjaźnia. Niestety Veronica ma paskudną przypadłość, bezustannie kłamie i koloryzuje rzeczywistość.

Po poznaniu Flavii, zazdrosna o jej rodzinę i dobrobyt, Veronica robi wszytko by wymusić na koleżance posłuszeństwo. Wmawia jej, że jest czarownicą, wiedźmą posiadającą magiczne moce. Drobnymi sztuczkami i  fartownymi zbiegami okoliczności wpędza Flavie w przekonanie, że jej przyjaciółka czarownicą faktycznie jest.

Niegroźne kłamstewko staje się coraz groźniejsze, gdy Veronica zaczyna wpadać na coraz to bardziej przerażające pomysły w swojej wyimaginowanej karierze czarownicy.

Nie często udaje mi się złowić horror rodem z Ameryki Łacińskiej. Tym razem szczęśliwie trafił mi się Meksyk i dzieło Carlosa Enrique Taboada. Przyznam, że nie słyszałam o gościu, ale po seansie z „Trucizną dla wróżek” mogę powiedzieć, że jestem żywo zainteresowana jego filmowymi dokonaniami.

„Trucizna dla wróżek” mimo iż jest horrorem raczej lekkim w formie, to treść awansuje go o kilka stopni wyżej.

Jest to film rozgrywający się w świecie dziecięcej fantazji, a wiadomo o czym dzieci mogą fantazjować nocami, jakie strachy skrywać pod łóżkiem.

Dorośli istnieją tu jakby po za kadrem i dosłownie i w przenośni. Nie zobaczymy twarzy niani Veroniki, nie zobaczymy rodziców Flavii,nauczycielek w szkole, etc. Dzieci mają tu swój odrębny świat bez dostępu dla dorosłych. To bardzo ciekawy zabieg operatorski.

W tym właśnie świecie króluje fantazja. Veronica szuka niezwykłości w sobie, nie chce być zwyczajną sierotą, chce być ‚najbardziej szaloną z czarownic‚. Myślę, że momentami sama wierzyła w swoje historyjki co tylko dodawało jej wiarygodności w oczach łatwowiernej Flavii. Sprytne sztuczki i wytrwałość w kłamstwie dawało jej przewagę nad koleżanką.

venono para las hadas

Veronica jak na czarownicę przystało jest bezwzględna w swoich dążeniach. Przekonuje swoją koleżankę do udziału w czarnej mszy, a później wmawia jej, że jej udział w magicznym obrzędzie przyczynił się do śmierci jej nauczycielki gry na fortepianie. Wyciąga koleżankę na wagary, opowiada o potwornościach jakie wcześniej zasłyszała od niani. Szantażem wymusza swój udział w rodzinnym wyjeździe na farmę z rodzicami Flavii, gdzie jej fiksacja w temacie bycia czarownicą osiąga poziom sufitowy. Flavia jest coraz bardziej przerażona, i jednocześnie zafascynowana światem jaki przedstawia jej Veronica.

venono para las hadas

Widząc jak młode coraz bardziej się nakręcają zastanawiałam się jak daleko się posuną? Nie zabraknie tu napięcia. A finał z pewnością Was mile zaskoczy.

Wiecie, że uwielbiam horrory rozgrywające się w dziecięcym świecie. Naiwność szczeniaków zawsze mi się jakoś udziela i nawet banały są w stanie wzbudzić niepokój. Strach widziany oczami dziecka jest po prostu bardziej wiarygodny.

Rojenia tych dwóch dziewczynek z „Trucizny dla wróżek” są zdecydowanie bardziej przekonujące niż nie jedna krwawa historia rozgrywająca się w świecie dorosłych.

Dziewczątka wcielające się w główne role wypadają bardzo naturalnie. Flavia jest naturalnie pogodna i naiwna zaś Veronica jest naturalnie mroczna i bezwzględna. Obydwie anielsko śliczne, pląsające w pastelowych ubrankach w promieniach słońca.

Obydwie są diametralnie różne, jedna zasłuchana w opowieści swojej niani o gusłach i strachach, druga wychowana w inteligenckiej rodzinie z dala od zabobonu. Dziecięca natura sprawia jednak, że zabobon jest silniejszy niż rozum, co otwiera mu furtkę do dalszych działań, jak najbardziej realnych.

venono para las hadas

Obserwowanie jak w oczach dziecka rośnie zdziwienie i strach jest wybitnym przepisem na horror. Z drugiej strony śledzenie tego jak drugie z dzieci coraz bardziej folguje swoim fantazjom, staje się zwyczajnie niebezpieczne dla otoczenia, daje całkiem realny wymiar poczuciu zagrożenia.

Dla mnie doskonałe kino, jednak nie jestem przekonana, że spodoba się wszystkim.

Ten nico zapomniany film równie dobrze można rozpatrywać w kategoriach kina familijnego ze względu na dość lekką formę opowieści. Znajdzie się tu także spora przestrzeń dla psychologicznego dramatu.

Pamiętajcie jednak, że świat widziany oczami dziecka wygląda inaczej. Ja oglądając „Truciznę dla wróżek” przypomniałam sobie wszystkie makabryczne historie, które opowiadałam młodszym dzieciom na podwórku i nawet poczułam wyrzuty sumienia. Dzieci są straszne:)

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:8

To coś:8

77/100

W skali brutalności:0/10

Powiesić matkę, zabić bachora

We need to talk about Kevin/ Musimy porozmawiać o Kevinie (2011)

kevin

Eva, kobieta sukcesu, podróżniczka i pisarka rodzi swoje pierwsze dziecko ze związku z mężem, Frankiem. Jej życie zmienia się, a ona nie jest na to gotowa. Syn, któremu nadaje urocze imię Kevin, jest dzieckiem niezwykle trudnym. Jako niemowlę nieustannie płacze, jako mały chłopiec ucieka się do złośliwości i upokorzeń własnej matki, jako nastolatek… No, właśnie, o tym co zrobił Kevin dowiemy się dopiero w finale. Jednak już od pierwszych scen wiemy, że miało to kolosalne konsekwencje dla jego matki.

Postanowiłam napisać Wam o tym obrazie mimo iż nie mieści się gatunkowo w sekcji filmów grozy. To wcale nie znaczy, że seans z nim nie wpędzi Was w bardzo określony stan ducha. To film, z serii: zniszczę Cię psychicznie.

Jego narracja jest dość pogmatwana. Zaczynamy od końca. Widzimy kobietę w średnim wieku, naszą bohaterkę, Evę, która żyje w małym zapyziałym domku na przedmieściach i próbuje ukryć się przed światem. Świat jednak pamięta jej winy. Atakowana w domu i na ulicy przez społeczność miasta próbuje żyć. I w zasadzie tyle.

kevin

Następnie poznajemy jej życie przed kilkunastoma laty, jak oddaje się uciechom życia, podróżuje, kocha swojego męża.

Później widzimy, brzuch, Eva jest w ciąży i wcale nie wygląda na szczęśliwą. Kiedy rodzi się jej synek, jest jeszcze gorzej. Dzieciak wciąż płacze i w ogóle nie nawiązuje więzi z matką.Czy kobieta robi coś nie tak? Czy jej syn czuje, że ona go nie chce?

To pytanie będzie nam towarzyszyć przez cały film. Co było pierwsze? Zła matka czy złe dziecko? Czy Kevin urodził się potworem, czy wychowanie zrobiło z niego potwora?

Im Kevin jest starszy tym większe trudności sprawia. Jego zachowanie przyprawia o dreszcze. Nie wiem, czy dziecko jest w stanie zrobić coś więcej by matka mogła go znienawidzić. Czterolatek perfidnie srający w pieluchy, wykorzystujący każdą oznakę słabości z jej strony. Tratujący matkę jak największego wroga. Atakuje ją w każdy możliwy sposób jednocześnie pozostawiając sobie sprzymierzeńców w postaci ojca i siostrzyczki. Wydaje się, ze nikt po za Evą nie widzi w Kevinie zła.

Kevin dorasta, a widz obserwujący jego rozwój zastanawia się jak to się dzieje? Czemu Kevin taki jest? W finałowej scenie rozmowy matki z dorosłym już synem pada to pytanie: Dlaczego? Kevin odpowiada: Kiedyś myślałem, że wiem, ale teraz nie jestem pewien.

kevin

Widz też nie będzie pewien. Nie sądzę by ktoś z Was był w stanie jednoznacznie ocenić kto był winien tragedii, do której doszło. Może jakaś wojująca matka polka powie, że Eva była chujową mamą dlatego jej syn jej nienawidził, ale czy nie będzie to opinia nazbyt stronnicza?

Może ktoś uprzedzony do dzieciaków, powie, że bachor był perfidny, jak sam antychryst i matka powinna go udusić pępowiną po porodzie, ale czy faktycznie wina leżała po stronie dziecka?

No cóż, tego nie wiemy i się nie dowiemy. Na tym polega siła przekazu. Film rodzi masę pytań, ale nie daje żadnej odpowiedzi.

Ostatecznie nikt nie porozmawiał o Kevinie. Eva nie była wstanie przyznać się że coś jest nie tak, że coś trzeba zrobić. Czekała aż będzie lepiej. Ostatecznie matka musi kochać i wybaczać.

Nie jest to film łatwy w odbiorze nie tylko ze względu na treść jaką niesie. Narracja, jak wspomniałam jest nieco poszarpana. Nie pada tu zbyt wiele słów, opowiadają obrazy.

Z uwagi na to, że przestrzeń w jakiej rozgrywa się akacja filmu wydaje się bardzo sterylna i minimalna wszelkie odstępstwa od harmonii od razu rzucają siew  oczy. Największym odstępstwem jest oczywiście Kevin, Kevin i ślady jego działalności. Kevin jest tu wichrzycielem. Ujecie, w którym widzimy jak burzy spokojną taflę wody jednym palcem jest bardzo symboliczne. Jeden człowiek bez większego wysiłku potrafi zniszczyć czyjś spokój.

Do udziału w filmie zaangażowano obsadę, która bardzo wpada w oko. Przede wszystkim Tilda Swinton. Chyba nie ma drugiej aktorki, która tak potrafiłaby przyciągnąć uwagę. W postać Kevin wcielają się trzej aktorzy, każdy na innym etapie jego życia. Najmocniejszy jest oczywiście najstarszy. Ezra Miller jako Kevin wypada miażdżąco. Widziałam go w paru filmach, ale takiej roli jak Kevin już nie miał.

kevin

Na koniec wypada dodać, że produkcja powstała w oparciu o książkę pod tym samym tytułem autorstwa Lionel Shriver.

Nie pozostaje mi nic innego jak gorąco polecić Wam seans z „Musimy porozmawiać o Kevinie”

Nasz przyjaciel Bughuul

Sinister 2 (2015)

sinister 2

Zastępca szeryfa ‚Taki to a taki’, którego pamiętacie zapewne z pierwszej odsłony „Sinistera” w 2012 roku, postanawia kontynuować śledztwo jakie rozpoczął tragicznie zmarły pisarz Elison Oswalt. Śledztwo dotyczy serii morderstw mających swój początek w latach ’60, których ofiarami padały całe rodziny.

Jak już dowiedzieliśmy się z ‚jedynki’ dzięki makabrycznym filmikom zarejestrowanych na taśmach super 8, które to znalazł ojciec rodziny Oswaldów, wiemy, że tajemnicza postać nazywana Bughuulem w jakiś sposób zmuszała dzieci do morderczych czynów, po czym uprowadzała je gdzieś w inny wymiar. 

Zastępca ‚Taki to a taki’ idąc tropem schematu odkrytego przez Ellisona szuka kolejnych domów ‚z listy Bughuula’  by spalić je i nie dopuścić do kolejnej tragedii. Tak trafia na opuszczona farmę przy kościele, gdzie również doszło już do morderstwa. Niestety okazuje się, że dom ma dzikich lokatorów idealnie nadających się na nowe ofiary, jest to samotna matka ukrywająca się przed sadystycznym mężusiem i jej dwóch synków.

Celem mężczyzny jest uchronienie rodziny przed wpływem złych mocy.

sinister 2

Nowy „Sinister” nie był wyczekiwanym filmem, nie w moim przypadku. Odkąd dowiedziałam się, że Scott Derrikson będzie jedynie współtwórcą scenariusza zaś całą resztę powierza ambitnemu żółtodziobowi, wiedziałam że nie ma co oczekiwać powtórki sukcesu pierwszej części. Doświadczenia z sequelami gaszą entuzjazm.

O dziwo jest jednak lepiej niż się spodziewałam. Wszelkie moje obawy dotyczące tego filmu sprawdziły się, jednak mile zaskoczył mnie wysoki poziom realizacji.

O ile „Sinister” nie bazował na scenach gdzie gwałtownie coś pojawia się w kadrze, choć owszem zdarzało się, o tyle tu mamy ich masę i muszę powiedzieć, że w moim przypadku sprawdziły się, bo podrygiwałam sobie na fotelu w tych miejscach.

sinister 2

Drugim plusem jest wprowadzeniem nowych taśm z nagraniami morderstw. O ile w poprzednim filmie mogły one wzbudzić niepokój to tu są już mocno pojechane. Mordercze dzieciaki wykorzystują ciekawsze formy zadawania śmierci. Mnie osobiście utkwił w pamięci krokodyl i szczury. Nie chcę Wam zdradzać szczegółów, bo zmniejszy to Wasze wrażenia gdy sami zasiądziecie do seansu.

Muzyka i ogólne udźwiękowienie też dobrze się sprawdza, choć nie ukrywam, że brakowało mi tej jednej psychodelicznej ścieżki, która pojawiała się każdorazowo w czasie gdy Oswalt odtwarzał filmy. Tu pojawia się dopiero w finale.

Jeśli chodzi o mankamenty to są oczywiste.

Po pierwsze brak aury tajemniczości wokół przedstawionych wydarzeń. Jak pamiętamy z jedynki działanie Bughuula na córkę Oswalta było okryte całkowitym sekretem. Widzieliśmy głównie to czego doświadczał ojciec rodziny, jeśli chodzi o dzieci mieliśmy tylko niejasne przesłanki, które zapewne przyczyniły się do efektu zaskoczenia w finale.

W „Sinisterze 2” możemy prześledzić całe działanie Bughuula, który dzięki swoim małym wyznawcom miesza w głowie małym chłopcom. Oczywiście jest to przestrzeń dla wykorzystania skocznych scen i efektów komputerowych użytych dla przedstawienia sylwetek porwanych dzieci.

sinister 2

Widać, że twórcom zależało na wypełnieniu każdej możliwej luki w interpretacji wydarzeń nie pozostawiając praktycznie żadnej przestrzeni dla wyobraźni i pozbawiając się szansy na zaskoczenie widza.

Finał tej historii też nie przypadł mi do gustu, zabrakło tu sugestywności, choć zwracając uwagę na walory wizualne było na co popatrzeć.

Podsumowując „Sinister 2” wypada średnio, ale tego akurat się spodziewałam więc nie czuje rozczarowania.

Sądzę, że większość z Was sięgnie po te pozycję chociażby z ciekawości, tak jak ja. Ciekawość zaspokoiłam i w zasadzie tyle.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:6

Klimat:8

Napięcie:5

Zabawa:7

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:8

Aktorstwo:6

To coś:6

Oryginalność:3

58/100

W skali brutalności:3/10

Dobry syn

Joshua (2007)

joshua

Dziewięcioletni Joshua to nieprzeciętnie inteligentny i utalentowany muzycznie chłopiec. Swoją postawą wprawia w konsternację najbliższe otoczenie toteż rodzice nie bardzo widzą jak z nim postępować. Kiedy na świat przychodzi kolejne dziecko, ich córeczka Lily, na niej skupiają swoją uwagę. Jak każdy starszy brat Joshua czuje się w tej sytuacji odepchnięty, ale w jego przypadku to poczucie zmieni się w nienawiść do najbliższych.

Na początku możemy współczuć chłopcu, jednak z czasem, gdy zaczniemy mu się baczniej przyglądać zauważymy, że Joshua to nie skrzywdzone dziecko, a mały socjopata, który sukcesywnie zmienia życie swojej rodziny w piekło.

joshua

Nie sądziłam, że kiedykolwiek sięgnę po ten film ponownie. Miałam pecha być na nim w kinie. Żaden z kinowych seansów tak mocno nie wytrącił mnie z równowagi.

Teraz, gdy ponownie zapoznałam się z jego treścią muszę przyznać, że nie jest to film tak tragiczny, jak oceniłam go siedem lat temu. Może dlatego, że dźwięk z komputera nie daje tak mocno po uszach jak kinowe głośniki i tym razem monotonna, nieustannie lecąca filmowa muzyka klawiszowa, nie wywołała u mnie bólu głowy? Może dlatego, że oglądając go teraz w domu byłam nastawiona wyczynowo, by wytrwać przed ekranem dwie godziny, a kiedy robiło się zbyt smętnie urządzałam przechadzkę po domu? Może po prostu to nie jest dobry film do kina? Za długi, zbyt powolny, duży ekran wyciąga na światło dzienne wszystkie mankamenty realizacyjne, od prowadzenia kamery, po montaż.

Scenariusz filmu jest wtórny. Nie da się ukryć, że popieprzone złe dzieci to ciekawy i pożądany temat, ale też mający swoje ograniczenia. W zasadzie konstrukcja fabuły filmu, w którym głównym antagonistą jest dzieciak opiera się na schemacie: dziecko nie może być niczemu winne, dorosły w konfrontacji z takim dzieckiem nie ma żadnych szans, bo po pierwsze, nikt mu nie uwierzy, że małolat stanowi zagrożenie dla życia rodziny, po drugie samemu nieszczęsnemu rodzicowi trudno jest zaakceptować fakt, że jego dziecko jest złe.

joshua

Tak było już od czasów „Omena„, gdzie szatański pomiot manipulował swoimi rodzicami, a gdy ci poczuli się zagrożeni wyeliminował ich by znaleźć innego opiekuna. Taki sam schemat widzieliśmy też w „Synalku„, „Kręgu„, czy w późniejszych filmach jak „Przypadek 39„, czy „Sierota„. Dzieci bywają wspaniałymi antybohaterami. Budzą podziw dla swojego sprytu i specyficzny rodzaj lęku.

Joshua nie jest dzieckiem szatana, czy pomiotem bestii z morskich głębin. Jest inteligentnym dzieciakiem, który na wczesnym etapie rozwoju dostrzega, fakt, że jest inny. Widzi w oczach swoich opiekunów dezorientację i brak akceptacji.

joshua

Próbuje zwrócić na siebie uwagę odgrywając role cudownego dziecka, gdy to nie skutkuje, zwraca się przeciwko swoim rodzicom. Już w tak młodym wieku ma zapędy dość mordercze, a socjopatia umożliwia mu całkowity brak refleksji nad własnymi czynami. Gdy do tego dodamy jeszcze nieprzeciętny intelekt otrzymujemy maszynę do zabijania zamknięta w ciele dziecka. Maszynę, która bezlitośnie wykorzystuje słabości otoczenia jak skłonność matki do popadania w depresję, czy nieporadność ojca w pełnieniu roli głowy rodziny. Wykorzystuje religijność babci, czy bezsporną bezbronność niemowlęcia, by w ten sposób spełnić swoje marzenia. O co chodziło chłopcu dowiemy się w finale filmu. Popieprzone złe dzieci zawsze dostają to, co chcą.

joshua

Pisałam o mankamentach realizacyjnych, ale nie wspomniałam o aktorstwie. Tu też nie jest najlepiej, bo choć dorośli spisują się dobrze, to chłopiec wcielający się w postać małego socjopaty nie udźwignął swojej roli i na tle innych, popieprzonych dzieci wypadł bardzo blado. Jego gra jest bardzo powierzchowna i nie był on w stanie wydobyć z siebie nic, co zrobiłoby wrażenie na widzu. Nie chwycił mnie za gardło samym spojrzeniem, jak to było w przypadku jednej pamiętnej sceny w gabinecie psychologa w filmie „Przypadek 39”.

Podsumowując, film średni, nieznośnie długi i powolny, posiadający nader dużo wad jak na obraz mało odkrywczy nie niewymagający wielkiej twórczej inwencji.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:7

Zabawa:5

Walory techniczne:5

Zaskoczenie:5

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:5

53/100

W skali brutalności:1/10

Przypadek Lilith

Case 39/ Przypadek 39 (2009)

przypadek 39

Emily pracuje jako opiekunka socjalna. Specjalizuje się w przypadkach rodzicielskich zaniedbań. Pewnego dnia na jej biurku ląduje teczka z kolejną sprawą. Tym razem kobieta ma zbadać sytuację rodzinna dziesięcioletniej Lilith Sulivan. Mimo iż jest już przytłoczona nadmiarem obowiązków nie potrafi przejść obojętnie wobec potencjalnej tragedii jaka rozgrywa się w domu rodzinnym dziewczynki. Finalnie okazuje się, że jest gorzej niż sądziła. Rodzice Lilith nie tylko ją zaniedbują, ale chcą ją zabić. Emily rzuca małej koło ratunkowe nie wiedząc, że ten gest pociągnie ją na dno.

przypadek 39

W związku z tym filmem mam dość mieszane uczucia. Porusza on mój luby temat, czyli popieprzone, złe dzieci. Robi to w sposób w miarę umiejętny, lecz nie mogłam pozbyć się wrażenia wtórności tego, co widziałam na ekranie. Lilith, której imię ma nasuwać skojarzenia ze starym mezopotamskim demonem do złudzenia przypomina mi postać Delii z czwartej odsłony „Omena”. Wyczułam też nawiązanie do postaci Samary Morgan, która też miała być demonicznym pomiotem z morskich głębin, o co posądzana jest Lilith.

Oglądając film po raz pierwszy obawiałam się, że zbytnio namieszają z postacią antybohaterki. Wyciągną z tekstów kultury jeden z najbardziej im odpowiadających wizerunków Lilith – a jest ich trochę- i zbudują na jej szkielecie nonsensowną przypowiastkę, gdzie wszytko w końcu staje się jasne, a pozytywna bohaterka nie posiadając żadnego przygotowania merytorycznego zgłębi tajemnice piekielnego ognia. Tak się na szczęście nie dzieje. Wątek religijny jest omijany szerokim łukiem, rzucony jako hasło i tyle w tym temacie.

przypadek 39

Dużo więcej jest tu wątków psychologicznych. Fabuła skłania się w stronę thrillera. Mocnych scen typowych dla horroru jest niewiele, chyba, że zaliczyć sceny finałowe, tak durne że pragnę je wymazać z pamięci. Na uwagę zasługuje piekarnik w domu Sulivanów, a w zasadzie jego nietypowa rola wychowawcza.

przypadek 39

To jeden z najmocniejszych momentów filmu. Inny moment, który zwrócił moją szczególną uwagę ma miejsce w drugiej połowie filmu kiedy Lilith znajduje się już pod opieka Emilly. Mam tu na myśli rozmowę małej z kolegą Emily, psychologiem, który miał wybadać, co siedzi w tym dziecku. Młoda aktorka (14letnia odtwórczyni roli Lilith) Jodelle Ferland zagrała tu wyśmienicie. Duży wachlarz emocji i jednoczesna precyzja.

przypadek 39

przypadek 39

Robi wrażenie, może nawet wzbudzić grozę. Ogólnie młoda jest dźwignią tego filmu, w przeciwieństwie do miałkiej, rozmemłanej Rene Zelveger, w roli Emily.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:8

Zaskoczenie:5

Zabawa:7

Oryginalność:5

To coś:7

Napięcie:8

Klimat:6

Aktorstwo:9

Walory techniczne:6

68/100

W skali brutalności:0/10

Bo nie chcieli się z nami pobawić

Ils/ Oni (2006)

ils recenzja

Clementine, młoda nauczycielka we francuskiej szkole w Budapeszcie i Lucas jej mąż, pisarz spędzają wieczór w swoim domu na obrzeżach miasta. Ta noc nie będzie  jednak należeć do spokojnych. Zaczyna się od głuchych telefonów, nagle Clementine orientuje się, że ktoś im podprowadził auto stojące na podjeździe, w końcu w całym domu wysiada prąd a małżeństwo z trwogą odkrywa, że Oni kimkolwiek są włamywacze są już w środku.

ils recenzja

„Oni” to historia oparta na faktach. W przypadku tego filmu jakoś łatwiej mi  o uwierzyć, niż w autentyczność historii o nawiedzonych domach. Może dlatego, że uważam, że to żywi stanowią zagrożenie, a zmarłych zostawmy w spokoju. A może to kwestia mniejszej nachalności twórców, którzy nie starają się na każdym kroku przypominać i udowadniać nam, że ta historia wydarzyła się naprawdę.

Byłam dość zdruzgotana gdy oglądałam ten film po raz pierwszy, teraz odświeżyłam go sobie z dużą przyjemnością.

Można powiedzieć, że „Oni” to takie połączenie „Nieznajomych” i „Eden Lake„, ale byłby to droga na skróty. W „Nieznajomych” podobnie jak w „Ils” mamy obraz ataku na młode małżeństwo w ich własnym domu. Tam jednak oprawcami są jacyś porąbańcy w maskach. W „Ils” niemal do samego końca nie wiemy kim są sprawcy. Pojawiają się tylko ich cienie. Nic niemówiące widmowe zagrożenie.

ils recenzja

Z kolei z „Eden Lake” łączy go SPOILER: obraz nieletnich sprawców. Dzieci jako antybohaterzy, zbrodniarze, zło wcielone.  Z kolei ofiary, gdy już odkryją tożsamość sprawców, będą musieli stanąć przed dylematami podobnymi do tym w „Czy zabił byś dziecko?” i remake tegoż obrazu „Come out and play„. Gdy już wiemy, że za masakrę odpowiadają dzieciaki w wieku od 10 dl 15 lat, a powodem podwójnego morderstwa było, to że ofiary ‚nie chciały się pobawić’ jesteśmy w szoku.  KONIEC SPOILERA.

W „Eden Lake” oprawcy działają jednak z większą i bardziej wymowną brutalnością. W „Ils” postawiono raczej na klimat zaszczucia i prześladowania. Nie znamy motywacji sprawców. Nie wiemy kim są, co jest chyba największym plusem tej produkcji przy pierwszym spotkaniu z nią.

Jeśli chodzi o wykonanie, to postawiono tu na dość oszczędną oprawę wywołującą uczucie surowości. Wielki dom, ale nie jakaś luksusowa willa z bajerami, las na odludziu i wreszcie kanały pod miastem. Nie ma tu nic co by odciągało uwagę widza od fabuły. Z minuty na minutę sytuacja naszych bohaterów jest coraz bardziej dramatyczna aż do eskalacji.

ils recenzja

Jest to na pewno jeden z lepszych filmów poruszających temat włamu do domu bohaterów.

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:8

Klimat:7

Zdjęcia:8

Zaskoczenie:9

Zabawa:8

Aktorstwo:7

Dialogi:7

Oryginalność:7

To coś:8

77/100

Młody Gniewny

The Good son/ Synalek (1993)

synalek recenzja

Joseph Ruben tym filmem po raz kolejny udowodnił iż w jego twórczości ważne miejsce zajmują relacje rodzinne. Te, większość osób zdaje sobie z tego sprawę – choć są zapewne szczęśliwcy żyjący w niewiedzy- bywają nad wyraz pokręcone 🙂

Kilka lat po nakręceniu rewelacyjnego horroru „Ojczym„, oraz jego kontynuacji, Ruben jeszcze raz wykorzystał motyw amerykańskiej rodziny by zejść głęboko w najmroczniejsze pokłady człowieczej duszy.

W przypadku „Synalka” to dziecko, nie rodzic reprezentuje wcielenie zła. Między obiema postaciami- Jerrego Blake’a i małego Henrego Evansa istnieją dwa podstawowe podobieństwa: obydwaj są osobowościami psychopatycznymi oraz działają w obrębie własnej rodziny – to najbliżsi są ofiarami ich psychopatyczno- sadystycznych zapędów. Podobieństw za pewne znalazłoby się więcej, ale nie chcę tu psychoanalizy uprawiać:)

„Synalka” po raz pierwszy oglądałam będąc w wieku jego tytułowego bohatera. Zrobił na mnie przeraźliwe wrażenie. Z jednej strony budził we mnie popłoch, z drugiej zazdrościłam mu tego psychopatycznego przekonania o własnym geniuszu the best’u.

Zanim trafimy do domu małego diablątka, Henrego, poznajemy jego kuzyna, Marka. W tej roli mały dzielny hobbit Eljah Wood. Ucieleśnienie niewinności i wszelkiego dobrodziejstwa odbija się w jego wielkich błękitnych oczętach. Biedny chłopiec po śmierci matki zmuszony jest przez dwa tygodnie mieszkać z wujostwem podczas, gdy ojciec zajmuje się interesami. Postać Marka po za ta bijącą od niego dobrocią jest niczym innym jak filmowym portretem ztaraumatyzowanego śmiercią matki dziecka.

Gdy trafia do domu wuja i ciotki w odległym Maine wydaje się, że wszystko zmierza ku lepszemu. Chłopiec szybko zaprzyjaźnia się z kuzynem, Henrym.

Tu na arenę wkracza Macaualy Culkin, ikona kina familijnego, wiecznie porzucany w świąteczny czas Kevin. Dobór takiego aktora świadczy o sporej przekorności twórców. Postać, w którą się wciela w „Synalku” ma wbrew pozorom bardzo dużo wspólnych mianowników z małym Kevinem…  Henry czuje się (o ile możemy założyć, że psychopata coś czuje, lepiej użyjmy określenia : reaguje.) No więc reaguje agresją na członków swojej rodziny, szczególnie rodzeństwo, które zagraża jego pozycji. (Psychopaci tak już mają, że zawsze muszą udowadniać swoją władzę nad innym, to coś stylu rany okresu narcystycznego, która każe mu bezwzględne eliminować tych, którzy zagrażają jego pozycji).

Wyobraźmy sobie, że mały, słodki Kevin posiadał cechy, które w połączeniu z pewnymi czynnikami środowiskowymi mogłyby doprowadzić do wykształcenia się nieprawidłowej osobowości. Powiedzmy, że bardzo silnie przeżył porzucenie przez rodzinę, które doprowadziło do reakcji spustowej i oto w kolejnej części filmu wyrzyna cała swoją familię, żeby tylko zatrzymać ich przy sobie:)   Pojechałam po bandzie, wiem, ale niezbadane są intencje twórców, którzy z dziecka robią potwora, więc czemu  by nie..??

synalek recenzja

Mały Henry obdarza Marka zaufaniem i zdradza mu swoje brudne sekreciki. Przekonuje go, że nie warto się bać. On też się bał. Zanim przekonał się, że może wszystko:) Henry bez lęku przekraczał kolejne granice tego co dozwolone. Sprawnie manipulując nieświadomym niczego otoczeniem wzmacniał tylko przekonanie o własnej bezkarności. Nie chcę zdradzać co robił, ale możecie mi wierzyć na słowo, że mały ma mocno pojechane zagrania:) Henry upaja się rosnącą trwogą w błękitnych oczętach Marka. Straszenie go jest jego nową rozrywką. Wie, że chłopiec stracił do niego sympatie: a kto nie ze mną ten przeciwko mnie.

Napięcie w filmie rośnie w miarę jak nakręca się spirala szaleństwa w głowie Henrego. Choć tak jak wspomniałam, Mark z racji ciężkiego przeżycia tez nie jest do końca psychicznie ogarnięty. W tym filmie podobnie jak w recenzowanej wcześniej „Sierocie” szybko wkraczamy na płaszczyznę rodzaju paranoid thriller, z tym że ofiarą jest tylko Mark. To z niego wszyscy robią wariata z mania prześladowczą, który własne poczucie winy za śmierć matki projektuje na ukochanego syna wujostwa.

synalek recenzja

Mocny finał jest zwieńczeniem perfekcyjne zbudowanego nastroju. Wielkie brawa, chylę czoła przed Josephem Rubenem i pozostałymi uczestnikami „zabawy”.

… I niech nie zmyli was cukierkowa muzyka rodem z niedzielnego filmu familijnego, której użyto w filmie- to kolejny dowód przewrotności twórców:)

synalek recenzja

SPOILER: Podobnie jak Mark również zastanawiam się, jak postąpiła by matka Henrego, gdyby miała szansę „wybrać” jeszcze raz. Nasuwa mi się w związku z tym kolejne pytanie: Co było kryterium jej wyboru w tamtej chwili? Jeżeli kierowała się impulsem: on próbował mnie zabić, przed chwilą dowiedziałam się, że zabił moje dziecko- mogłaby  żałować tego wyboru, gdy emocje opadły. Jednak jeżeli zdecydowała tak bo stwierdziła: Statystyki mówią iż szanse na wyleczenie psychopatii są praktycznie zerowe, nie chcę by mój syn skrzywdził kogoś jeszcze- To wobec tego po raz kolejny zrobiła by to samo. Hym??? KONIEC SPOILERA.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła: 10

Klimat:10

Aktorstwo:9

Dialogi:10

Zdjęcia: 7

Zaskoczenie: 7

Oryginalność:7

Zabawa:10

To „coś”: 10

83/100

Przygarnij sierotkę

Orphan/ Sierota (2009)

sierota orphan

Mówiłam już, że mam słabość do filmów o „popieprzonych, złych dzieciach”.

„Sierota” jest generalnie jednym z lepszych w tej, że tak powiem, kategorii. Bezwzględnie numerem jeden jest dla mnie „Juleńka”, rosyjski horror, o którym pisałam wcześniej. Jest z resztą dużo punktów stycznych między historią „Sieroty” i „Julenki”.

POTĘŻNY SPOILER: Między innym motyw dorosłej kobiety uwięzionej w ciele dziecka z powodu choroby. KONIEC SPOILERA.

Ester, sierota z Rosji zostaje szczęśliwie adoptowana przez amerykańską rodzinę, później przez kolejną, gdy tej pierwszej przytrafia się nieszczęśliwy wypadek.

Ląduje u  zamożnego małżeństwa, które niedawno, w dość makabrycznie przedstawionych na wstępie obrazu okolicznościach, stracili dziecko. Taki typowy początek nie poraża oryginalnością, ale jak się okazuje jest wystarczający, by pociągnąć fabułę w dobrym kierunku.

sierota orphan

Postać dziewczynki robi niepokojące wrażenie, gdy tylko pojawia się w kadrze. Cała jej powierzchowność jest nadmiernie posągowa. Ostre rysy twarzy, staroświeckie stroje, do tego ten twardy akcent i dziwna siła w jej wypowiedziach – tak, jakby zawsze wiedziała, co chce usłyszeć jej rozmówca.

  Nowi rodzicie są oczarowani Ester. Dziewczynka z pełnym zaangażowaniem wdraża się w rolę ich nowej córki…

sierota orphan

Widz jest światkiem niemal wszystkich jej poczynań – niemal, bo drobne niespodzianki są zostawione na finał – natomiast pozostali bohaterowie długo będą nieświadomi jej manipulacji. Ester nie raz zaskoczy.

Wszystko to  zmierza bardziej w stronę ostrego psychologicznego thrillera niż horroru.

Kiedy matka Ester wreszcie zorientuje się, że coś jest nie tak z jej nowa córką, pocznie stosowne kroki w celu najpierw rozwikłania tajemnicy dziewczynki później zaś z celu pozbycia się jej z domu.

Jak to w takich sytuacjach bywa, sprawna manipulantka nie pali za sobą wszystkich mostów. Dba o to by mieć odpowiednich popleczników, oraz trzymających buzię na kłódkę wspólników.

Przybrana matka zostaje sama na placu boju – Typowe zagranie w stylu paranoid thriller, kiedy to jeden nieszczęśnik podejrzewany jest o problemy psychiczne, tylko dlatego, że dostrzega coś podejrzanego tam gdzie inni widzą tylko rozlewającą się zewsząd słodycz. 

sierota orphan

Do czego zmierza Ester? Co ukrywa? Gwarantuję, że będzie to sporą niespodzianką, choć początkowo może się wydawać, że film od początku do końca będzie bazować na ogranych motywach.

Co mnie trochę wkurza. Zazwyczaj w tego typu filmach złem wcielony okazuje się nie rodzone dziecko  tylko dziecko adoptowane, przygarnięte. Same kłopoty z takimi dziećmi! Weźmy choćby „Przypadek 39”, „Stevie”, „Krąg” i of course „Omen”. Na pewno jest więcej takich filmów, ale te akurat w tym momencie wpadły mi do głowy. To trochę nie ładnie z ich strony, jakby hołdowali przekonaniu, że w sierocińcach siedzą tylko przyszłe seryjne morderczynie i wykolejeńcy. Ale never mind.

Młoda aktorka wcielająca się w rolę Ester zasługuje na duże brawa, wróżę jej dużą karierę w rolach psychopatek 🙂

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:7

Aktorstwo:8

Zaskoczenie:10

Oryginalność:6

Zabawa:10

Dialogi:7

To „coś”:8

Zdjęcia:8

76/100

Uwaga, gnoje!

Eden Lake (2008)

eden lake

 

Eden Lake to brytyjski thriller utrzymany w konwencji survivalu. Wzbudził sporo kontrowersji nie tylko ze względu na tematykę. Widzowie podzielili się na tych, którzy wychwalają realizm prezentowany w obrazie i tych wytykających najmniejsze uchybienia w celu zdyskredytowania wiarygodności tego, co dzieje się w filmie.

Ja, osobiście stoję po pierwszej ze stron. Nie dlatego żem ślepa na to, co krytycy określają jako totalne wodolejstwo i naciągactwo, lecz dlatego, że pomimo tego widzę w tym obrazie niespotykany ostatnio w gatunku potencjał.

Film podejmuje dość trudną tematykę, choć sama w sobie nie jest ona niczym nowym.”Popieprzone złe dzieci” to moja ulubiona kategoria. Podłość,brutalność i brak sumienia najmłodszych nieodmiennie wprawia mnie w osłupienie. Może dlatego, że sama byłam wyjątkowo ułożonym dzieckiem.

Brytyjski reżyser stworzył obraz wymęczający emocjonalnie co wrażliwszego widza. Mamy przed sobą koszmar osadzony we wiarygodnych moim zdaniem realiach.Coś takiego może się zdarzyć. I to jest największym atutem filmu.

eden lake

Młodzi, zakochani- Steve i Jenny udają się na krótki wypoczynek za miasto. Ich sielankę psuje pojawienie się grupy wyrostków. Napotkane dzieciaki nie czynią młodym niczego szkodliwego, ot głośno puszczają muzykę i spuszczają ze smyczy groźnie wyglądającego psa. Steve chcąc najprawdopodobniej odegrać role samca alfa na obcym terenie prowokuje małolatów. Ci nie pozostają miastowym dłużni. Gdy kradną im dla zabawy samochód i porzucają go nie opodal, Steve dostaje piany. Tu powinna już mu się zapalić czerwona lampa: ONI SIĘ CIEBIE NIE BOJĄ.Steve jednak dalej rusza z natarciem, dochodzi do bójki, w wyniku której zostaje raniony pies jednego z chłopaczków. Nie dziwie się, że gnojek  się wkurwił. Sama jestem nadwrażliwa w temacie zwierząt i podejrzewam, że zgotowałabym Steve’owi niezłe piekiełko w odwecie, gdyby dotyczyło to mojego kota;)

Wyrostki użyją teraz zemsty za psa jako pretekstu do krwawej zabawy.Tu mamy cały wachlarz zachowań psychologicznych w grupie. Jest szef, jego straż przyboczna, dziewczyna, która chce za wszelką cenę pokazać, że jest równie twarda jak chłopcy, i czarnoskóry młodzian spytany na margines sfory.

Zło w tej niedojrzałej, niewyrośniętej jeszcze formie jest jeszcze bardziej sugestywne niż, gdy mamy do czynienia z dorosłymi oprawcami.

Dzieci są sto razy gorsze, są nie przewidywalne a wszystko jest dla nich zabawią.

Sfrustrowani, dorastający w patologicznym środowisku- jak wielka to patologia dowiemy się w finale- z chęcią dokopią bezbronnej parce z „lepszego świata”.

eden lake

Steve bardzo szybko przekona się, że nie warto było zgrywać twardziela, bo w świecie w jakim żyją małolaty nie ma taryfy ulgowej. Szkoda tylko, że reżyser nie dał swoim survival’owcom szansy.

eden lake

Wszystko wydaje się być przesądzone bardzo szybko. Brak szansy na happy end odbiera widzowi radość kibicowania dzielnej Jenny. Przydaje to jednak atmosferze zaszczucia, braku perspektywy na ratunek i napędza wyobraźnie do tworzenia coraz to nowszych pomysłów na wyjście z opresji. Wszystkie jednak zostają szybko wyeliminowane przez bezwzględny dla bohaterów scenariusz.

Na dobitkę mamy jeszcze brutalniejsze zakończenie. To co zgotowały parze czarcie nasionka jest niczym w porównani  z dorosłą formą diabelstwa, patologi i zepsucia moralnego.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:8

Klimat:7

Aktorstwo:7

Dialogi:8

Zabawa:7

„To coś”:8

Oryginalność:6

Zaskoczenie:7

Zdjęcia:8

72/100

Zła dziewczynka

Yulenka/Juleńka (2009)

julenka

Istnieje jeszcze anglojęzyczny tytuł:Deadly lesson, ale to można sobie darować:)

„Juleńka” to niezwykła produkcja. Pod każdym względem. Jest rosyjską odpowiedzią na szereg anglojęzycznych filmów traktujących o „popieprzonych, złych dzieciach”.

julenka

Jest to nastrojową opowieścią osadzoną w realiach rosyjskiej szkoły dla dziewcząt.  Uczęszcza tam niezwykła dziewczynka, Julia Majewska. Nad wiek dojrzała, poważna i rozwinięta intelektualnie.  W Julence jest jednak coś niepokojącego. Czy jest po prostu złą dziewczynką, czy kryje się za tym coś więcej?

W  fabule”Julenki” mamy rozliczne nawiązania do greckiej mitologi, której dziewczynka jest miłośniczką. Swój życiowy plan Julia wciela w życie ze stoickim spokojem i precyzją godną chirurga.

To dziecko otacza przeszywające wszechobecne zło, nawet jej uroda jest niepokojąca.

julenka

Jej nauczyciel dostrzega straszne rzeczy dziejące się w szkole z internatem, do której uczęszcza jego pasierbica Nastia, Julenka i inne dzieci. W tej przedziwnej atmosferze facet zaczyna lekko wariować, bo czy to możliwe żeby grupa małych dziewczynek była zdolna do przemocy, a nawet morderstwa?

julenka

Film jest totalnie nie amerykański, to jego największa zaleta. Groza po rosyjsku, wygląda zupełnie inaczej. Zupełnie inne społeczne i kulturowe uwarunkowania wpływają na tło filmu w znaczny sposób. Niektóre zachowania bohaterów mogą dziwić, ale dla mnie to była miła odmiana.

W „Julence” nawet brutalność jest wysmakowana. Amerykanie lubią dorabiać ideologię do swoich poczynań w stylu „zabijam ludzi bo nikt mnie nie lubi”. Tu wyższa idea, jest naprawdę wyższa. Logika jest może nico pokrętna, ale to dodaje filmowi jeszcze większej wartości i wyróżnia go na tle filmów typu „Case 39” czy „Hurt”, gdzie bohaterami również są dzieci.

Zaletą są również piękne zdjęcia. Aktorsko, można przyczepić się do kreacji nauczyciela, ale on i tak ginie gdzieś w tyle i robi tło dla doskonałej roli Julii. Szczerze mogę polecić, bo to jeden z tych filmów, do których zawsze z przyjemnością wracam.

Moja ocena: 9/10