Archiwa tagu: Rob Zombie

Bękarty diabła – zmartwychwstanie

3 From Hell/ 3 z piekła (2019)

Baby, Otis i Kapitan Spaulding ‘bękarty diabła’ masowi mordercy i właściciele ‘domu tysiąca trupów’ wbrew prawom natury wychodzą cało z policyjnej obławy. Gdy tylko dochodzą do zdrowia trafią za kratki, bez specjalnych widoków na wyjście na wolność. Morderczy klaun żegna się z życiem zgodnie z wyrokiem sądu, ale Otis i Baby nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Gdy udaje im się wydostać z więzienia wracają do tego, w czym nie mają sobie równych.

Dom tysiąca trupów” do tej pory jest jednym z moich ulubionych horrorów. Skrajnie pojebana wizja Rob’a Zombiego, muzyka i filmowca była nie tylko czymś absolutnie oderwanym od mainstreamu, ale i swego rodzaju hołdem dla gatunku. Uwielbiam, no uwielbiam. Podobnie ciepłe uczucia wzbudził we mnie sequel pt. Bękarty diabła“. Kręcony już w nieco innej estetyce, ale z pomysłem i smakiem- smakiem krwi oczywiście. Nie ukrywam, że na tyle polubiłam jego bohaterów/antybohaterów, że w chwili ich śmierci w moim oku zakręciła się łezka.

Po ponad dziesięciu latach, wypełnionych średnio udanym projektami Zombie postanowił wrócić do pomysłu, który go rozsławił. Można powiedzieć, że swoich bohaterów wygrzebał z grobu i ponownie postawił na nogi. Jakkolwiek absurdalne jest to rozwiązanie ucieszyłam się na ich widok. I cieszyłam się nimi przez cały seans, ale muszę być uczciwa wobec faktów. Film jest odtwórczy i marny. Mamy tu do czynienia z powtórką z “Bękartów diabła”.

Sid Haig pojawia się na ekranie na krótko, ale fajnie daje sobie radę mimo złego stanu zdrowia – aktor zmarł w tym miesiącu. Mimo że odtwórca roli Otisa’ zachował się’ najlepiej jego warsztat aktorski stracił cały czar. Jego teksty wydawały mi się wymuszone. Rozumiem, że grał pod dużą presją, ale nie przekonał mnie.

Natomiast Sheri, ona nadal jest świetna. Zupełnie jakby nigdy nie opuściła skóry Baby. Bardzo przyjemnie śledziło mi się jej poczynania z tym, że … cóż, nie przeskoczyła samej siebie i nie zaprezentowała niczego nowego. Tak jak niczego nowego nie mamy w tej historii. Styl i oprawa jest daleka zarówno od poziomu i estety z “Domu…” jak i z “Bękartów…”. Muzyka? Jedna z najmocniejszych stron filmów Zombiego, zupełnie jakby jej nie było. Praktycznie brak szlagierowych kawałków w stylu Terryego Reida i ostrych wstawek samego Zombie’go. Coś tam brzęczy, ale nie zwraca uwagi. Gdyby nie mój sentyment do ‘tego co było’ prychnęłabym pogardliwie. Wg. mnie ta filmowa seria kończy się w czasie policyjnej obławy w ostatnich minutach “Bękartów diabła”

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:4

To coś:5

53/100

W skali brutalności:3/10

W piekle wszyscy lubią popcorn

31 (2016)

31 film

Przeddzień Halloween grupa pięciorga pracowników wesołego miasteczka zostaje uprowadzona przez zorganizowaną grupę amatorów tortur i morderstw. Trafiają do siedziby prawdziwych świrów, którzy to planują zabawić się z nimi przez kolejne dwanaście godzin.

Mojego uwielbienia do pierwszych filmów Roba Zombiego nigdy nie kryłam. Tak jak nie kryłam tego, że kondycja jego późniejszych dokonań, kierunek jego rozwoju, że tak ujmę nie napawa mnie większym optymizmem.

Pomysł na “31” wydawał mi się powrotem do źródła, do starej estetyki w której nakręcono “Dom 1000 trupów” i “Bękartów diabła“. Niestety między mną a “31” nie zaiskrzyło. Oczywiście, jest to chory i pojebany film, ale zabrakło mi tu tego pierwiastka obłędu, który tak mocno przywiązał mnie do rodziny Firefly, że płakałam nad ich losem w sequelu.

Nie wiem na co mam zrzucić winę za taki stan rzeczy?

Początek filmu to wejście w temat, czyli zapoznanie z protagonistami o wulgarnym usposobieniu i swawolnej naturze. Na ich czele staje Charly  – oczywiście żonka reżysera Sherii Moon Zombie. w tej części filmu widać starania twórcy by wystylizowć realia na lata 70, stroje, muzyka, kolorystyka zdjęć etc. Jest całkiem przyjemnie, jest całkiem dobrze.

31 film

Jednak gdy akcja wchodzi we właściwy etap wszytko co dobre znika. Przenosimy się do jakiejś ciemnej nory, kolorystyka nabiera metalicznego odcienia, znika ziarnistość z obrazu i oto lata 70 w magiczny i niezrozumiały dla mnie sposób idą w zapomnienie.

31 film

Rozpoczyna się sekwencja kolejnych pozrywanych zdjęć tworzących jakaś dziwną rozsypankę ujęć, montażysta tnie jak szalony i dłuższych ujęć nie mamy tu prawie wcale aż do finałowej sceny, gdy znowu wracamy na amerykańskie pustkowie. Cały ciężar fabuły spoczywa więc na nieracjonalnych, nielogicznych potyczkach bohaterów z antybohaterami, nakręconymi tak nieudolnie, że w pewnych momentach nie wiedziałam kto zabija a kto jest zbijany.

Nie byłam w stanie skupić się na śledzeniu akcji i bardzo niewiele mnie ona obchodziła. Tak dotrwałam do finału, który podobnie jak początkowa partia filmu dorobił się u mnie plusika. Bardzo dobra scena finałowa nie rekompensuje jednak dużych braków w całokształcie.

31 film

Widać, że Zombiemu nadal nie brakuje pomysłów na ciekawe charakterystyki pojebańców, ale niestety w tym wszechobecnym nieprzemyślanym chaosie nie zdołałam ich zbyt dobrze poznać, co stwierdzam z żalem.

Dodam, że film udało mi się obejrzeć w całości dopiero przy drugim podejściu. Niezbyt dobrze.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:4

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:5

To coś:5

50/100

W skali brutalności:3/10

Free Birds

Devil’s Rejects/ Bękarty Diabła (2005)

bękarty diabła

Rodzinka Firefly doskonale bawi się na swojej farmie w Teksasie, o czym mieli okazję przekonać się wszyscy, którzy widzieli film “Dom 1000 trupów.

“Bękarty diabła” stanowią sequel horroru Rob’a Zombie’ego.

Krótko po tym jak kolejne dzieciaki zniknęły bez śladu a wraz z nimi ekipa poszukiwawcza złożona z trzech policjantów, dzielny szeryf Wyldell wyrusza śladem ostatniego tropu na jaki trafili policjanci- wprost na farmę rodziny Firefly. Fabułę filmu otwiera ‘totalna rozpierducha’ której dokonują gliniarze. Niestety udaje im się ustrzelić tylko jednego członka rodziny, RJ i pojmać matkę Firefly. Cipcia i Otis uciekają a ‘Knypek’ Tiny jest w tym czasie zajęty zabawą ze zwłokami w plenerze.

Para zbiegów, niczym Bony i Clyde ruszają w podróż ku ocaleniu wolności. Z pomocą przychodzą im krewniacy- nie mniej popieprzeni niż reszta rodziny – a ofiarami padną przypadkowi przyjezdni, których ‘Bękarty diabła’ dopadną w motelu.

bękarty diabła

“Bękarty diabła”, drugi film Zombie’ego bardzo różni się od “Domu tysiąca trupów”. Różni się przede wszystkim pomysłem. Tu nie uświadczymy atrakcji rodem z festiwalu gore, obłęd też przygasa. Co ciekawe mimo mojego wielkiego zachwytu nad pierwszą odsłona przygód rodzinki morderców wcale nie uważam “Bękartów…” za film słabszy.

Twórca odżegnuje się tu od nieco teledyskowego sposobu kręcenia, pełnego przerywników, hardcorowych wstawek i ostrej muzyki. Zamiast tego serwuje nam kino drogi, wywołujące skojarzenia z najlepszymi filmami o mordercach tułaczach.

bękarty diabła

Jest zdecydowanie bardziej poważny. Przypuszczam, że sukces “Domu…” nieco go zaskoczył dlatego odnoszę wrażenie, że dopiero teraz, od projektu pod tytułem “Bękarty diabła”, zaczął traktować swoją pracę reżyserską serio.

O ile “Dom…” tarzał się w oparach absurdu tu mamy bardzo klarowny ciąg wydarzeń. Od strony technicznej “Bękarty…” wypadają fenomenalnie. Jaskrawe słońce, pustynne plenery, kurz i zaschnięta krew. Większość filmowych ujęć zasługuje na specjalne wyróżnienie.

Do tego muzyka takich klasyków jak Terry Reid – jak ja go kocham! – czy Lynard Skynard, zamiast straszyć ostrością … wzrusza.

No, tak muszę to powiedzieć, prawie się spłakałam w finale filmu poruszona okrutnym losem zbiegłych sadystów. Dziwne, jak wspaniale Rob odwrócił tutaj rolę dobra i zła. Dzięki temu, że skupiamy się tu głównie na postaciach uciekinierów możemy ich bliżej poznać. Zżyć się z nimi nawet bym rzekła. Oczywiście Rob nie zrobił z nich misiaczków przytulaczków, ale obdarzył ich szatańska naturę bardzo ludzkim pierwiastkiem. Mogę powiedzieć, że Baby i spółka chyba po raz pierwszy doświadczyli uczucia strachu zarezerwowanego przecież dla ich ofiar. Skutek tego jest taki, że wczułam się w ich przykrą sytuację bardziej niż w los oprawianych małolatów w pierwszym filmie.

Makabry jest tu zdecydowanie mniej, a może po prostu sposób jej prezentowania nie jest tak jaskrawy i kiczowaty. Zagrania jakie stosują bohaterzy/antybohaterzy są jednak nie mniej bezwzględne niż to było w przypadku pierwszej odsłony filmu. Cięty język i czarny humor nadal przoduje.

bękarty diabła

Akcja nie ustaje, lecz nie jest tak chaotyczna jak w przypadku “Domu…”, traci na tym odczucie paranoi, ale większa klarowność fabuły sprawia, że nie stanowi on tylko czczej rozrywki, lecz jest całkiem rozsądnym filmem o czymś. Powiedziałabym, że sprawdza się nie tylko jako horror.

Dla miłośników “Domu 1000 trupów” pozycja obowiązkowa.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:6

Zabawa:10

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:9

To coś:10

81/100

W skali brutalności:2/10

Gdybyś tu mieszkał już byłbyś w domu

House of 1000 corpses/ Dom tysiąca trupów (2003)

dom 1000 trupów

Przeddzień Halloween czworo przyjaciół  trafia na stacje benzynową prowadzoną przez ekscentrycznego klowna nazywanego Kapitanek Spauldingiem. Tam po zapoznaniu się z eksponatami jego ‘Alei morderców’ postanawiają zgłębić zagadkę ‘Dead wood” czyli miejsca gdzie stracono miejscowego zabójcę ‘szaleńca i mistrza chirurgii ‘Doktora Stana’.

Na trasie nieopodal miasteczka Rackville spotykają autostopowiczkę, która w momencie awarii auta proponuje im pomoc którą mają uzyskać w jej pobliskim domu.

Właśnie tak dwie pary małolatów trafiają do tytułowego ‘Domu tysiąca trupów’ gdzie króluje szaleństwo i sadyzm.

dom 1000 trupów

Jak bardzo typowo brzmi ten opis, jednakże o filmie Rob’a Zombie’ego, bodaj jednym z moich ulubionych, mogę powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest typowy.

Jeśli oglądaliście “Krzyk” Craven’a wiecie jak wyśmienicie można się zabawić znaną konwencją horroru. Rob Zombie robi coś bardzo podobnego, choć ciężko uznać “Dom tysiąca trupów” za pastisz mimo królującego tu czarnego humoru.

Rob Zombie, człowiek orkiestra, śpiewa, kręci i pali kociętami w piecu, był skarbnica niebywale wykręconych pomysłów. Używam czasu przeszłego bo jego ostatnie dokonania nie bardzo przypadły mi do gustu. Facet dalej unika mainstreamu, ale jego dzieła nie są już tak obłędne, tak charakterystyczne. A szkoda.

Po raz pierwszy miałam okazję obejrzeć ten film jakoś przed maturą. Razem z trójką znajomych postanowiliśmy rozpocząć akcje bezalkoholowych weekendów, z obawy, że nasze młode umysły nie udźwigną ciężaru wiedzy jeśli dalej będziemy uprawiać weekendowy alkoholizm. Zamiast tego grywaliśmy w monopol, i urządzaliśmy seanse horrorów. Na jednym z nich obejrzałam “Dom tysiąca trupów”. Nie wiem, czy to kwestia młodego wieku, a co za tym idzie większej podatności na wizualne sugestie, ale po obejrzeniu “Domu tysiąca trupów” znalazłam się w dużo gorszym stanie umysłu niż po nie jednym alkoholowym weekendzie. Jak na to teraz patrzę z perspektywy czasu to podejrzewam, że wystąpiły u mnie objawy paniki i stresu pourazowego. Ten film mnie zniszczył. I za to go kocham.

dom 1000 trupów

Teraz wracam do niego już spokojniej, jednak nie da się ukryć, że to co wtedy działało na mnie tak mocno nadal potrafię docenić.

Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z tego, że Rob Zombie składa tu hołd całemu gatunkowi horroru.

W filmie pojawiają się migawki starych horrorów z lat ’30, ’40 i dalej. Pojawiają się kadry, które możecie rozpoznać, jeśli lubujecie się w czarno-białym kinie. Pojawiają się też sugestie i nawiązania wplecione w fabułę filmu za pomocą postaci i ciągu wydarzeń.

“Dom 1000 trupów” nawiązuje do takich obrazów jak “Stary mroczny dom, Wilkołak“, “American Gothic“, “Ra-animator”, czy szeregu bardzo klasycznych slasher’ów jak np. “Teksańska masakra piłą mechaniczną”.

Pojawia się wiele nawet pobocznych sytuacji jawnie oszpecających amerykańską mentalność i popkulturę, chociażby fascynację seryjnymi mordercami. Niby przypadkowe migawki przerywające właściwą fabułę są całkowicie nieprzypadkowe i jeszcze podkręcają atmosferę szaleństwa, która całą sobą wylewa się z głównej fabuły.

To co jest w tym filmie najistotniejsze to chyba wyśmienite kreacje antybohaterów, rodziny porąbańców, którzy na swojej farmie w Teksasie oddają się najbardziej zwyrodniałym praktykom wszytko to w atmosferze dobrej zabawy.

dom 1000 trupów

Najpierw poznajemy ‘autostopowiczkę’ Weronice Ellen Firefly zwaną “Baby” w polskim tłumaczeniu “Cipcią”. Cipcia to bardzo fajna cipcia, seksowna, z burzą blond loków i anielska twarzyczką. Co do tego, że jest obłąkana nie ma najmniejszych wątpliwości już od pierwszych scen z jej udziałem. Później widzimy jak oprawia jednego z protagonistów, ale jak wskazują migawki to nie jest szczyt jej możliwości. W tę postać wcieliła się późniejsza zona Rob’a, Seri Moon, za co została doceniona tytułem “Królowej krzyku”. Fakt, głos ma nie od parady, jej upiorny śmiech jest jednym z mocniejszych elementów obłędnej atmosfery domu.

dom 1000 trupów

Dalej mamy jej mamusie, ‘bardzo pracowita kurwę’ zwaną matką Firefly, która po za kurestwem trudni się ludobójstwem przewodząc wesołej gromadzie swoich dzieci – a trochę ich ma. Na czele latorośli obok słodkiej Cipci stoi Otis (Bill Mosely) chirurg artysta, którego dzieło stworzone ze zwłok jednego z protagonistów będziecie mieli okazje podziwiać.

Dalej mamy marginalnie zarysowaną postać Tiny’ego milczącego olbrzyma i najmłodszego synusia, RJ, którego powierzchowność została naznaczona piromańskimi zapędami ojca. Kto jest ojcem tej wesołej gromady będziecie mieli okazję przekonać się w następnej części, “Bękartach diabła”. Na koniec mamy sympatycznego dziadziunia, którego można nazwać maskotką drużyny.

Wszyscy oni posiadają cechy największych popaprańców jakie mógł wymyślić twórca kina grozy, a jednak dających się lubić.

Większość filmowych scen mogłabym nazwać ulubionymi, ale postaram się wyłonić te moim zdaniem najlepsze. Po pierwsze występ Baby w czasie halloweenowego wieczorku przed zaproszonymi gośćmi. Dalej halloweenowe after party w plenerze kiedy wszyscy radośnie oddają się złożeniu do grobu swoich gości. Na koniec sceny w podziemiach farmy gdzie jedyną ocalałą spotykają… eh… co ją tak nie spotyka. Istny popis najwyższej klasy gore.

dom 1000 trupów

Wiem, że za sprawą tego filmu Zombie nabawił się tyle samo fanów co antyfanów. Ja uważam ten projekt za bardzo udany i polecam zapoznanie się z nim wszystkim tym, którzy jeszcze nie mieli takiej okazji, chociażby po to by mieć o nim własne zdanie.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:9

Napięcie:7

Zabawa:10

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:10

Aktorstwo:9

Oryginalność:8

To coś:10

82/100

W skali brutalności:3/10

Upadły Zombie i zabiedzona Sherii

Lords of Salem/ Wiedźmy z Salem (2012)

lords of salem recenzja

Heidi, ex ćpunka i prezenterka lokalnego radia w Salem wprowadza się do kamienicy w rzeczonym mieście. Do jej miejsca pracy ktoś przysyła winylową płytę z nagraniem niejakich “Władców”. Muzyka jest upiorna, nie tylko niepokoi Heidi, ale także wywołuje u niej dość nieprzyjemne fizyczne dolegliwości. Nagraniem zainteresuje się także stary historyk zajmujący się historią owianego złą sławą miasta Salem. Stary wierzy, że ma to związek z procesami czarownic i klątwą jaką te rzuciły lata temu na miasto.

lords of salem recenzja

Zdębiałam po seansie z “Lords of Salem”…

Nie dlatego, że film jest tak szokujący, odjechany, krwawy i szalony, lecz dlatego, że jest żałośnie słaby. Może nie użyłabym tak mocnych słów, gdyby nie chodziło o najnowszy film Roba Zombiego. Tego Pana stać na więcej. Na milion razy więcej.

lords of salem recenzja

Pamiętam, że oglądając jego dwa poprzednie filmy ,czyli remake “Halloween” i “Halloween 2” byłam lekko rozczarowana, ale obwiniłam za to nie reżysera lecz temat, czyli odgrzewany kotlet. Teraz widzę, że Zombie na prawdę podupadł. Już z mojego  opisu filmu wynika, że historia jest zupełnie nie w jego stylu. Co go podkusiło, żeby brać się za tak oklepany temat jak czarownice z Salem i przedstawić go w do bólu standardowym i przewidywalnym stylu to na prawdę nie wiem…

lords of salem recenzja

Historia jest prosta jak konstrukcja cepa. Wszytko od początku do końca jest jasne i nie ma tu mowy o jakimkolwiek elemencie zaskoczenia. Zombie z resztą chyba nawet nie starał się tu nikogo zadziwić. “Lords of Salem” przypomina taśmowo robione horrory, których fabuła przypomina sto razy powielony schemat i tylko twarze bohaterów stanowią jakąś nowość.

W roli Heidi mamy oczywiście uroczą żonkę Zombiego Sheri. Niestety niegdyś śliczna Baby Firefly wyglądała w tym filmie jak świeżo zdjęta z krzyża. Może ją ogarnęła hollywoodzka moda na odchudzanie, bo jej apetyczne ciałko zastąpiły sterczące kosteczki i nawet takiej małej przyjemności jak podziwianie jej urody został widz pozbawiony.

lords of salem recenzja

Jeśli mam się wysilić i znaleźć jakieś zalety to na pewno będzie to kilka końcowych scen kręconych w teledyskowym stylu, scenografia i muzyka. W filmie pojawiają się tez fragmenty jakiś starych horror’owych produkcji, ale już w zupełnie innym kontekście niż to było w “Domu tysiąca trupów”.

Liczyłam, że Zombie wróci właśnie do takiej estetyki, ale zamiast tego zafundował widzom śmiertelnie poważną i nudną historię bez cienia swojego przewrotnego czarnego humoru i mocnej schizy.

Cóż… przykro mi było na to patrzeć. Upadły Zombie i zabiedzona Sheri. Chyba im zapalę świeczkę na ołtarzu poległych talentów.

Moja ocena:

Straszność:7

Fabuła:5

Klimat:5

Aktorstwo:6

Zabawa:4

Dialogi:6

Zdjęcia:8

Oryginalność:5

To coś:4

Zaskoczenie:4

54/100

Z miłości do Myersa

Halloween (2007) & Halloween 2 (2009)

halloween recenzja

halloween recenzja

Zacznę od tego, że nie wiele pamiętam z oryginału Carpentera. Nie wiem, czy znaczy to, że film mi się nie podobał, czy po prostu oglądałam go zbyt dawno?

Rob Zombie, kto go zna z “Domu tysiąca trupów” i “Bękartów diabła”, na pewno spodziewał się, iż podkręci on w swoim remake’u historie Michaela Myersa na tyle byśmy jako widzowie nieco zgłupieli.

Ja, osobiście liczyłam iż remake będzie się posługiwał estetyką znaną mi z wcześniejszej twórczości Zombiego. Nic z tego. Zombie miał inny pomysł- nie wiem na ile autorski, a na ile taki sposób prezentowania historii wymusiła na nim wytwórnia.

Poznajemy małego Mike, dziecko wyrzutków społeczeństwa. Matka striptizerka, ojciec alkoholik, starsza siostra zdzira. Zombie zaprezentował nam tu barwny portret rodziny z marginesu, tak jakby nieco chciał małego “patola” usprawiedliwić. Wiadomo, że chwasty takie jak seryjni zabójcy potrzebują żyznej ziemi żeby dobrze się rozrosnąć. Michael Myers kojarzony jako wcielenie zła jest tu nikim innym jak pogubionym dzieciakiem, który hoduje w sobie niezliczone pokłady agresji, wstydu i żalu. Pierwsze jego morderstwo- popełnione z miłości do mamy. Dalej już widzimy chłopca, który w mordowaniu szuka rozładowania.

halloween recenzja

Widać w tym miłość Zombiego do postaci Myersa. Bardziej mi ten film przypomina interpretacje niż remake, bynajmniej w pierwszej połowie. Kiedy Mike wyrasta na przerośniętego małpiszona prezentowane wydarzenia są już jakby kalką filmu Carpentera- na ile ów film pamiętam. Nie mniej jednak Zombie podszedł do tematu bardzo profesjonalnie. Nie uwspółcześnił filmu, wykorzystał motyw muzyczny z oryginału, bardzo starał się oddać hołd Carpenterowi. Osobiście wolałaby ujrzeć tu wizje jego rozbuchanej masakrycznej wyobraźni, ale cóż….

Druga część przygód Myersa rozgrywa się rok po dokonanej przez niego masakrze, której uświadczyliśmy w “Halloween”. Po tym jak uśmiercił adopcyjnych rodziców swojej młodszej siostry powraca jeszcze raz, w noc Halloween by ją odzyskać.

halloween recenzja

W tej części uświadczymy nieco więcej Zombiowskiej schizy, między innymi w momentach gdy będziemy świadkami jego dość ciekawych halucynacji, w których widzi zmarłą matkę.

Rob Zombie mimo iż wielbiciel wszelkiej sodomii bardzo ceni sobie klimaty kina familijnego. Oczywiście stosownie przerobionego dla potrzeb horroru. Jeśli pamiętacie historię “Bękartów diabła” zamieszkałych w “Domu tysiąca trupów”, to wiecie w jaki sposób Zombie potrafi wykorzystać więzi rodzinne. Tworzy bohaterów, “patoli”, nienawidzących wszystkich dookoła jednak kochających siebie nawzajem z siłą, która sprawia, że jeden członek rodziny gotów jest oddać życia za drugiego.

W pierwszej części “Halloween” widzimy rodzinę rozbitą, w drugiej widzimy starania Myersa by Ci, których kocha byli znowu razem. On mama i mała siostrzyczka.

halloween recenzja

Jeśli chodzi o dobór obsady: Śliczna żonka Zombiego, Sherii, wypadła całkiem znośnie, jednak preferuję ją raczej w roli psychopatki niż cierpiącej matki mordercy, co się tyczy siostry Myersa, Angel… – niemowlak był ok:) dobra, tak na serio, to aktorka wcielająca się w postać nastoletniej Angel w “Halloween 2” była więcej niż tragiczna, nie wiem skąd ją wygrzebali, ale ostatnio, moim mili, miałam okazje ją oglądać w 247F. Byłabym zachwycona gdyby zamieniono ją rolami z aktorką, która w pierwszej części wcielała się w postać starszej siostry Myersa, tamta była chociaż ładna, a TO nie dość, że straszydło to jeszcze beztalencie. Świetny natomiast był gnojek wcielający się w postać małego Mike: obrzydliwy, straszny, budzący awersję.

Nie uważam, żeby obydwa filmy były słabe, ale trochę zabrakło mi tu fantazji Zombiego, wolę jego autorskie projekty niż remake, które go niestety mocno ograniczają.

Moja ocena:

Halloween: 5+/10

Halloween 2: 6+/10