Archiwa tagu: serial grozy

Powrót łowców zabójczych umysłów

Mindhunter – Sezon 2

Jest rok 1979. Podczas gdy agent Ford i jego partner Tench starają się kontynuować swoją pracę dotyczącą profilowania seryjnych zabójców, pod czujnym okiem nowego szefa wydziału w Quantico w Atlancie giną dzieci. Nikt nie interesuje się losem czarnoskórych obywateli z dzielnic nędzy i zamiast na prowadzeniu szeroko zakrojonego śledztwa władze skupiają się na własnym wizerunku.

Jedna z kobiet związanych z rodzinami martwych dzieci używa podstępu by dotrzeć do agenta Forda. Tak sprawą mordercy z Atlanty zaczyna interesować się wydział behawiorystyki FBI.

Tak! Wreszcie! Doczekałam się nowego sezonu “Mindhuntera“. Naprawdę gorąco się z niego ucieszyłam i od razu zasiadłam do seansu zawieszając na ten czas letni maraton z “Teorią wielkiego podrywu”;) Możecie w to wątpić skoro tak długo zwlekałam z wpisem dotyczącym nowego sezonu, ale fakty są faktami.

Nowy sezon “Mindhuntera” to przede wszystkim głośna i przez wielu oceniana jako nierozwiązaną sprawa mordercy z Atlanty, który u schyłku lat ’70 polował na czarnoskóre dzieci tuż pod nosem policji. Ale nie tylko.

To też kontynuacja rozpoczętych wątków, także tych dotyczących spraw osobistych naszych bohaterów. O ile Holden nadal wydaje mi się być dość anonimowy w tym wszystkim o tyle bliżej poznajemy naszą panią naukowiec Wendy Carr.  Ta tajemnicza i dość posągowa postać ma za sobą ciekawe doświadczenia, które w końcu ujrzały światło dzienne. Ale to jeszcze nic! To nic w porównaniu z armagedonem jaki dokonał się w życiu rodzinnym agenta Tench’a. Sprawa dotyczy jego adopcyjnego syna i jest cokolwiek dobrze rokująca. Ci, którzy już widzieli nowy sezon doskonale wiedzą o jakie rokowania mi chodzi;)

Jedną z gwiazd drugiego sezonu jest też nie kto inny jak zasłużony ojciec Rodziny Charles Manson. Tak, doczeka się on swojego wywiadu w ramach badań prowadzonych przez Tencha i Holdena. Podobnie słynny  morderca z Houston, czy William Pierce jr.. Nadal jestem pod ogromnym wrażeniem doboru obsady. Skąd oni biorą tych sobowtórów? W dodatku tak piekielnie zdolnych?

Co tu dużo mówić, są emocje, są niespodzianki i ten sam znany z pierwszego sezonu bardzo wysoki poziom. Oglądać i jeszcze raz oglądać. I wypatrywać kolejnego sezonu, oby szybciej niż za dwa lata.

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:10

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:7

Zabawa:10

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:8

To coś:9

81/100

W skali brutalności: 2/10

Szare zwierciadło

Black Mirror/ Czarne lustro – Sezon 5 (2019)

Z uwagi na to, że olałam sprawę recenzji “Black Mirror – Bandersnatch” – przyznaję, nie obejrzałam do końca- postanowiłam się zrehabilitować i jak najszybciej napisać Wam o najnowszym sezonie. Nie spodziewałam się tylko, że nie będę mogła napisać wiele dobrego.

Sezon piąty, dostępny na Netflixie liczy sobie zaledwie trzy odcinki. I nie miałabym o tą skromną liczbę żalu gdyby były to kosy, jak w poprzednich sezonach. Owszem w każdym z czterech dotychczas wypuszczonych znajdywały się słabsze elementy, ale i takie na cześć, których można  zakrzyknąć z podziwem “ja pierdolę!”. W przypadku sezonu 5, jeśli ktokolwiek coś zakrzyknął to bardzo wątpię by był to wyraz zachwytu. A więc do rzeczy.

Odcinek pierwszy “Smithereens” traktuje o Uberze desperacie, który uprowadza stażystę pracującego w firmie obsługującej popularny portal społecznościowy. Bohater za wszelką cenę chce skontaktować się z jego pomysłodawcą/właścicielem. Kiedy w końcu do tego dojdzie będziemy mieć okazję usłyszeć smutną historię tego jak portal zniszczył mu życie.

No, cóż. Historia okej, ale czy ściska za jaja? Myślę, że nawet się do nich nie zbliża, choć nie powiem facet budzi współczucie. Ale nie o współczucie w “Black Mirror” chodzi. Moja ocena: 5/10

Odcinek drugi “Rachel, Jack and Ashley, too” to gratka dla fanów Miley Cyrus. Są tu tacy zapewne, przyznać się ;D

Mamy tu historię młodziutkiej gwiazdki pop i jej robociego odpowiednika. Ukazuje szpetotę i bezwzględność ludzi show biznesu i …. blabalabala. Banał. Nic mi się nie zjeżyło, nic mi nie stanęło. Moja ocena:4/10

Wreszcie odcinek ostatni, “Striking vipers”, który wydał mi się najbardziej pomysłowy. Oczywiście zabrzmi to banalnie jeśli powiem, że traktuje o zjawisku zatracenia się w cyber rzeczywistości gry komputerowej, ale jeśli dodam jeszcze, że zostaje to ukazane za pomocą pary kumpli, którzy nawiązują romans za pomocą swoich cyber postaci, to już nie brzmi to tak kulawo, prawda?

No więc, ten jeden odcinek mogę ocenić powyżej średniej. Moja ocena: 6/10

Co tu się podziało? Nie wiem. Chyba twórcy wytracili odbicie, może formuła się wyczerpuje, a może taśmowa rokroczna produkcja nowych scenariuszy po prostu nie sprzyja twórczej inwencji? A może rozsmakowali się w sukcesie i uznali, że rzeczywistość nie jest taka zła, nie ma co jej oczerniać;)

Ocena całości:5/10

W skali brutalności:1/10

Szalony z miłości

You/ Ty (2018)

you

Joe pracuje w księgarni gdzie wpada mu w oko jedna z klientek. Dziewczyna wydaje się odwzajemniać zainteresowanie. Joe postanawia dowiedzieć się czegoś więcej o Beck, więc sprawdza wszystkie informacje dotyczące dziewczyny jakie ta udostępnia w sieci. Udaje mu się zaaranżować ‘przypadkowe’ spotkanie, które daje początek ich romansowi. Joe jest jednak dość specyficznym facetem a jego zaangażowanie w relacje jest wręcz obsesyjne.

Jako fanka tematu psychopatów nie mogłam przejść obojętnie obok nowej serialowej oferty Netflixa. Serial “Ty” został nakręcony na podstawie powieści Caroline Kepnes, ale podobno jest bardzo luźną adaptacją. W każdym razie nie miałam jeszcze okazji się przekonać i nie wiem, czy będę miała.

Z seansu z serialem, którego pierwszy sezon liczy 10 odcinków, jestem zadowolona połowicznie. Początkowe odcinki, samo zawiązanie akcji, przykuło moją uwagę. Później serial przechodzi w rejony nazbyt romantyczne i nie koniecznie w wydaniu, które mogłoby mnie przekonać. Pod koniec znowu następuje zryw akcji z pod znaku thrillera. Nie mogę tym ostatnim odmówić suspensu, czy pomysłowości, ale moim zdaniem akcje trochę niezdrowo przeciągnięto.

you

Co przypadło mi do gustu? Myślę, że kreacja psychopaty wypada całkiem interesująco.W rolę głównego antybohatera wciela się Penn Badgley, uroczy chłopczyna z “Plotkary” i sądzę, że ten fakt może przyciągnąć damską część publiczności:)

Jak na mój gust trochę niezdrowo wychudł, ale mniejsza. Do tej pory widziałam go tylko w remake “Stepfathera” jeśli idzie o gatunek grozy, gdzie nie zabłysnął szczególnie i chyba ogólnie jest raczej przeciętnym aktorem, ale do roli Joego myślę pasował.

W każdym razie Joe jawi się bardzo… niegroźnie. Jak taki mały spragniony miłości szczeniaczek. Ciężko go postawić w jednym szeregu ze zwyrodnialcami zabijającymi kobiety. A jednak, jest jednym z nich.

Jego działanie skupia się na uszczęśliwieniu Beck. Paradoksalnie wszytko, co robi, robi w dobrej wierze, wspiera ją w pisarskiej karierze, chroni przed tymi, którzy nie życzą jej dobrze. Sęk w tym, że większość z tych rzeczy robi bez jej woli i wiedzy, mając własną wizję tego, co daje dziewczynie szczęście. Ma też własne… mordercze metody. Joe jest też narratorem całej opowieści dzięki czemu możemy poznać jego punkt widzenia.

you

Co odnotowuje na minus? kreacja głównej bohaterki. Odtwórczynie tej roli pamiętam z serialu “Dead of summer“, gdzie już zdążyłam ją znielubić.

Beck jest postacią pełną egzaltacji, emocjonalnie pogubioną i jakąś taką… hym nie szczerą. Wcale nie jawiła mi się jako artystyczna dusza, tylko laleczka z parciem na szkło i skłonnością do wprowadzania w swoje życie elementów dramatycznych. Ciężko było mi się z nią solidaryzować, współczuć, czy kibicować. Raczej zastanawiałam się, czy Joe psychopata naprawdę nie mógł znaleźć sobie wdzięczniejszego obiektu 😉 Myślę jednak, że taka a nie inna charakterystyka bohaterki była zabiegiem celowym. Ostatecznie mogło chodzić o pewien dysonans pomiędzy tym jak Joe postrzegał Beck, a jaka była naprawdę.

Finał sezonu otwiera furtkę dla kontynuacji, ale nie uważam tego za zbyt dobry pomysł. Generalnie serial do obejrzenia,a le bez zbytniej podniety.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:7

Zaskoczenie:7

Walor techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

60/100

W skali brutalności: 1/10

Paranormalne przygody

Haunted/ Paranormalne doświadczenia – Sezon 1 (2018)

hauted

Sześcioro ludzi, którzy doświadczyli w swoim życiu ingerencji nadnaturalnych bytów dzieli się swoimi doświadczeniami w gronie zaproszonych gości. Poznajemy historie przeklętych miejsc i opętanych ludzi, nawiedzeń przez duchy, a nawet wizyt kosmitów. Każdy z sześciu odcinków to inna historia.

“Haunted” to kolejna halloweenowa propozycja od Netflixa. Szybko przykuła moją uwagę z uwagi na formułę ‘para reportażu’.

Narracja przyjmuje tu formę wywiadu jak w talkshow, gdzie gwiazda wieczoru dzieli się z zaproszonymi gośćmi historią swojego życia. Opowieści uzupełniane są przez przygotowane rekonstrukcje wydarzeń stanowiące retrospekcję tego, o czym wdanym momencie jest mowa. Coś jak w dokumentach serwowanych przez Discovery Investigation. Z tym, że dotyczy to zjawisk paranormalnych opatrzonych stosownym “True Story”.

Z miejsca skojarzyło mi się to z rewelacyjnym “Lake Mungo“, więc z zapałem podeszłam do sprawy.

Niestety. Pomyliłam się.

hauted

Koniec końców jakoś zmęczyłam te sześć blisko godzinnych odcinków składający na cały sezon. Owszem pojawiały się fragmenty bardziej godne uwagi, ale ogólny poziom serialu jest bardzo niski. Trąci amatorką i bardzo poważnymi niedoróbkami realizacyjnymi – Aktorstwo? Dramat…

Co jest w zasadzie najgorsze, same historie to w większości kpina. Opowiadane bez przekonania z pseudo dramatycznym zadęciem i desperacko pobudzaną grozą. Historie są tak przesadzone, przerysowane, miejscami wręcz absurdalne, że nawet osoba gorliwie wierząca w zjawiska paranormalne mogłaby podważyć wiarygodność tych opowiastek.

Ale o czym właściwie jest tu mowa?

Pierwszy odcinek to historia mężczyzny od dzieciństwa prześladowanego przez ducha kobiety w bieli starającej się doprowadzić go do śmierci.

Odcinek drugi to fest dramatyczna historia rodzeństwa wychowanego przez psychopatę. Jak się później okaże opętanego psychopatę, mordującego przypadkowych ludzi i znęcającego się nad własnymi dziećmi z błogosławieństwem i pomocą ich matki. Dawno nie słyszałam tak przejaskrawionej i tak pozbawionej pointy historii.

hauted

Trzeci, bodajże najsłabszy segment to historia kobiety, która wraz ze schorowaną matką zamieszkała w pokoju, w którym w przeszłości praktykowano okultyzm. W związku z powyższym dochodziło w nim do zjawisk cokolwiek strasznych. Historię pogrążył brak logiki i granicząca z kiczem groteskowość.

W odcinku czwartym nie zabrakło standardowego domu zbudowanego na starym indiańskim cmentarzu, gdzie mały -wówczas- chłopiec doświadczał wizyt duchów budząc tym samym gniew w fanatycznej mamie. Wszytko już było w dodatku w dużo lepszym wydaniu.

Piątka historia to miła odmiana, bo idziemy w stronę sci-fi i pojawiają się kosmici. To chyba najlepszy punkt serialu, choć nie znaczy wcale, że dobry:) Historia oczywiście standardowa, ale opowiedziana lepiej niż pozostałe.

hauted

Ostatni, szósty odcinek to historia dziewczyny, która zdradza męża z duchem:) Tak, jak Kisha w “Domu bardzo nawiedzonym”. Nie no, żartuje, tu całkiem serio mamy do czynienia z relacją kobiety, którą prześladuje duch. Jednak zamiast ją straszyć otula ją czule ramieniem i finalnie doprowadza to do rozpadu małżeństwa. Rozmowa zainteresowanej pary powaliła mnie na łopatki. Plus za rozbawienie mnie;)

I to byłoby na tyle. Podsumowując serial bardzo niskich lotów.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:6

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:5

Aktorstwo:5

Oryginalność:4

To coś:4

44/100

W skali brutalności: 1/10

Bardziej nawiedzony

The Haunting of Hill House/ Nawiedzony dom na wzgórzu (2018)

haunting of hill house

Rodzina Crain przeprowadza się do stuletniej posiadłości będącej dziedzictwem rodziny Hill’ów. Hugh Crain jest budowlańcem, jego żona Liv architektem. Nie po raz pierwszy kupują dom po to by odremontować go i wystawić za kwotę będącą czystym zyskiem. Wszytko po to by w końcu przeprowadzić się do “domu ostatecznego”, gdzie wychowają pięcioro swoich pociech: bliźniaków Nel i Luke’a, Theo, Shirley i najstarszego Stevena. Sprawy komplikują się gdy dom okazuje się być w gorszym stanie niż przypuszczali. W międzyczasie najmłodsze z dzieci doświadczają sennych koszmarów, a panią domu coraz dotkliwiej męczą migreny. Wszytko ma swój tragiczny finał w noc śmierci Live Crain.

haunting of hill house

Netflix przygotował nie lada niespodziankę dla fanów horrorów. Dziesięcioodcinkowy serial “Nawiedzony dom na wzgórzu” nie był szczególnie promowany w sieci. Sama zwróciłam na niego uwagę na parę dni przed premierą notując sobie w pamięci, że trzeba będzie obadać sprawę. Tak możliwość pojawiła się dość szybko i ostatecznie cały przygotowany repertuar łyknęłam w dwa dni.

Serial promowany jest jako adaptacja książki Shirley Jackson, muszę Wam jednak coś wyjaśnić. Produkcja Mike’a Flanagana (tak, tego od “Oculusa“) niewiele ma wspólnego z literackim pierwowzorem, ani z jego dotychczasowymi ekranizacjami.

Powiedziałabym, że serial luźno inspiruje się książką. Naprawdę luźno.. Nawet jeśli jej nie znacie wystarczy Wam znajomość filmów, “Nawiedzonego domu” z ’63, czy ’99, by stwierdzić jak daleko scenariusz serialu odchodzi od literackiego pierwowzoru i tego co do tej pory robili z nim filmowcy.

haunting of hill house

Serial to niemal klasyczne ghost story. Nie ma tu mowy o żadnym eksperymencie, choć imiona bohaterów z pewnością wydały Wam się znajome. W książce też mamy Nel, Theo, Luke’a, a nawet Hugh Crain’a z tym, że całkowicie martwego;) A Shirley? Cóż, imię autorki książki. Tak tu się więc z widzem pogrywa…

Sama spodziewałam się historii mocniej bazującej na tym co już znałam. Zastanwiałam się nawet jak mocno rozciągną fabułę książki do tej pory streszczanej w wersji filmowej na potrzeby serialu. Okazało się, że główkuje niepotrzebnie. Tak więc, Drodzy Państwo w żadnym stopniu nie mamy tu do czynienia z historią, którą znacie.

haunting of hill house

Serial rozgrywa się w kilku płaszczyznach czasowych. Sam wstęp to zapoznanie z dorosłym Stevenem, najstarszym z miotu. Tym, który przetrwał Hill House i zapamiętał, jak twierdzi najwięcej. Rodzinną historię spisał w książce, bo warto wiedzieć, że Steve wzorem Mike Enslina (“1408”) tworzy ‘prawdziwe’ historie o nawiedzonych miejscach.

Poznajemy też jego rodzeństwo. Pogrążonego w narkotykowym nałogu Luke’a, depresyjną Nel, twardą Shirley prowadząca obecnie dom pogrzebowy i puszczalską Theo, która swój niezwykły dar wykorzystuje w pracy psychologa. Widzicie pewne podobieństwa z charakterystykami bohaterów powieści Jackson? A powinniście.

Śledzimy ich dorosłe losy, świadkujemy kolejnej rodzinnej tragedii, a w międzyczasie wracamy do Hill House za sprawą retrospekcji.

Z owych retrospekcji dowiecie się natomiast jak to wszytko się zaczęło. Oczywiście zagrywki scenariusza nie pozwalają dojść do sedna sprawy zbyt prędko. Tragiczna noc śmierci pani Crain pozostanie zagadką niemal do końca serialu.

Za tak sprytną rozgrywkę twórcom należą się nie małe brawa. Trudno bowiem zaangażować, szczególnie współczesnego widza, w opowieść o duchach, stworzyć atmosferę grozy, zbudować napięcie i zaintrygować tajemnicą, a później utrzymać ten stan przez kolejne dziewięć odcinków. Im się udało. Czapki z głów.

haunting of hill house

Może pomyślicie, że rozczarowałam się tak dużymi odstępstwami od oryginału, ale nic bardziej mylnego. Uważam, że posłużył za inspirację i posłużył dobrze. Najważniejszy filmowy bohater, czyli dom na wzgórzu, pozostał nietknięty mimo tej filmowej restauracji. Jak najbardziej przeraża i uwodzi swoim mrocznym urokiem. Powiedzieć Wam więc mogę tylko tyle: bierzcie i oglądajcie.

Moja ocena:

Straszność: 3

Fabuła:8

Klimat:9

Napięcie:7

Zaskoczenie:7

Zabawa:10

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:6

To coś:8

75/100

W skali brutalności:1/10

Niemiłe martwe dziewczyny

Sharp Objects/ Ostre przedmioty – Sezon 1 (2018)

ostre przedmoty

W rodzinnym miasteczku Camille doszło do dwóch morderstw dokonanych na nastoletnich dziewczynach. Redaktor gazety, w której Camille ma etat reporterki wpada na pomysł by jako była mieszkanka Wind Gap ponownie weszła w dobrze jej znane środowisko i ze swojej perspektywy nakreśliła sprawę niewyjaśnionych zbrodni. Camille godzi się na to. Problem w tym, że z rodzinnego miasta zamiast ciepłych wspomnień wyniosła traumę, z którą boryka się po dziś dzień. Powrót do domu okazuje się trudniejszy niż mogła przypuszczać, ale chęć rozwiązania zagadki zbrodni jest silniejsza niż instynkt samozachowawczy.

“Ostre przedmioty” to kolejna po “Zaginionej dziewczynie” i “Mrocznych miejsc” ekranizacja powieści Gillian Flynn. Tym razem książka stała się podstawą do nakręcenia serialu.

Taka forma daje możliwość dokładniejszego pochylenia się nad powieściowymi wątkami, zmniejsza ilość pominięć i przekształceń wymuszonych ograniczeniami czasowym.

Mimo tego osoby, które przed emisją serialu zapoznały się z książkowym pierwowzorem znalazły wiele słabych punktów w produkcji HBO, która jakoby nie wystarczająco wyczerpała temat. No cóż, może zostawiają furtkę na sezon drugi? Moim zdaniem byłoby to przegięcie, ale kto wie?

Sama książki nie czytałam, czeka na mnie i być może za jakiś czas po nią sięgnę, na ten moment oceniam serial jako samodzielny twór.

“Ostre przedmioty” bardzo przypadły mi do serca. Dom rodzinny Camille, południowe obyczaje, posągowa matka to pierwsze przykuło moją uwagę. Okej, może nie pierwsze.

ostre przedmoty

Pierwszy zwrócił moją uwagę już poster promujący serial. Na nim dwie aktorki które bardzo, bardzo lubię: Amy Adams i Patricia Clarkson. W serialu obydwie wypadają równie dobrze jak na plakacie. A nawet lepiej. Cała reszta również nie odstaje zbytnio poziomem. Na uwagę zasługuje chociażby Eliza Scanlen w roli przyrodniej siostry Camille, Ammy.

ostre przedmoty

Oczywiście ogromna w tym zasługa nie tylko samych aktorek i ich warsztatowych zdolności, ale też a może przede wszytkim świetnie stworzonych postaci. To one napędzają całą historię.

Historia może nie jest tak pokręcona i zaskakująca jak np. w “Zaginionej dziewczynie”, ale nie mniej jednak wielu widzów w tym ja doceni jej zawiłości.

Motywy i wątki pojawiające się tu “już gdzieś były”, ale nie w takim zestawieniu, nie w takim kolorycie. Sam klimat serialu wydał mi się wyjątkowy i raczej nietypowy dla serialu kryminalnego. W zasadzie nie mogę mu zarzucić nic ponad to, że tak szybko się skończył. Siadać i oglądać:)

Moja ocena:

Straszność: 2

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:8

Zabawa:9

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:8

Aktorstwo:9

Oryginalność:7

To coś:8

76/100

W skali brutalności:1/10

Kruk i czarne wrony

Kruk. Szepty słychać po zmroku – Sezon 1 (2018)

kruk

Policjant Adam Kruk zostaje oddelegowany do Białegostoku by zająć się sprawą przemytników papierosów. Gdy przybywa na miejsce okazuje się, że doszło tam do porwania wnuka prominentnego  lokalnego przedsiębiorcy. Powrót w te strony uruchamia całą falę wspomnień. Tym razem Kruk nie zamierza zagłuszać szeptów każących mu dochodzić sprawiedliwości za doznane w dzieciństwie krzywdy.

O “Kruku” wspomniałam już na fanpage bloga kiedy zalecałam Wam zapoznanie się z tym bardzo dobrze zapowiadającym się serialem. Jest to kolejna po “Belfrze” polska produkcja kryminalna wyprodukowana przez Canal +. Po zakończeniu pierwszego i najpewniej ostatniego sezonu mogę Wam powiedzieć, że “Kruk” zjada “Belfra” na śniadanie.

Serialem byłam oczarowana już od pierwszych minut. Świetna wejściówka i wszytko to co następuje później utwierdziło mnie w przekonaniu, że Polacy potrafią podejmować ciężkie tematy i realizować je na światowym poziomie.

kruk

Jedną z najlepszych rzeczy w całej produkcji jest muzyka Bartoza Chajdeckiego. “Kołysanka Kruka” w wykonaniu Południc pozamiatała mi temat. Koniecznie musicie posłuchać. Oczywiście puściłam ją sobie teraz i nie mogę się skupić na dalszym pisaniu:) Doskonale wtapia się w klimat Podlasia, które wręcz uwielbiam.

Druga rzecz, zdjęcia, utrzymane w mglistej metalicznej i zimnej stylistyce budują taki nastrój, że oglądałam je jak piękny surowy pejzaż malarstwa przełomu epoki romantyzmu i pozytywizmu.

kruk

Rzecz najważniejsza to oczywiście sama historia, której pomysłodawcą był Jakub Korolczuk (“Afterlife“). Wciąga od samego początku choć nie powiem bym nie przewidziała jednego z głównych fabularnych twistów. Porusza temat głęboko zakorzenionego żalu zmieniającego się w obsesję i  niedającego żyć. Chyba mogę Wam zdradzić, że chodzi o seksualne nadużycia na dzieciach, bo temat wyłożony zostaje już w pierwszym odcinku.

Intryga zbudowana jest w sposób zgrabny i przemyślany, z pewnością atrakcyjny dla poszukiwaczy tajemnic. Nie ma tu miejsca na banał. Wszytko uatrakcyjniają rozliczne metafory. Weźmy choćby nazwisko naszego bohatera – Kruk – mitologii babilońskiej był on strażnikiem tajemnic.

Ostatnia istotna sprawa to kreacje bohaterów. Tytułowy Kruk od razu wzbudził moją sympatie choć wcielający się w niego Michał Żurawski robił wiele by Adaś jawił się stosownie odpychająco. Szczerze mówiąc nie sądziłam, że jest z niego taki kawał aktora. Jest naprawdę świetny. Moją faworytką wśród bohaterów jest jednak babcia Szeptucha.

kruk

Genialna postać, z miejsca skojarzyła mi się jedna z moich ulubionych literackich postaci “Stara Słaboniową“. Co tu dużo gadać, serial jest naprawdę rewelacyjny, a staram się jednak nie nadużywać tego słowa. Jest przygnębiający, nostalgiczny, miejscami budzi grozę i ma wszelkie szanse by zaintrygować widza. Brawa dla twórców.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:10

Napięcie:8

Zabawa:10

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:9

Oryginalność:8

to coś:10

83/100

W skali brutalności:2/10

Kapitan Bomba

Manhunt: Unabomber – Sezon 1 (2017)

manhunt: unabomber

USA. lata ’90. Jim “Fitz” Fitzgerald kończy szkolenie w wydziale behaviorystyki FBI, gdzie uczył się profilowania kryminalnego. Wkrótce zgłaszają się do niego przedstawiciele agencji proponując współprace przy projekcie UNABOMBER. Jim, który do tej pory był zwykłym ‘krawężnikiem’ postanawia wykorzystać szansę i pomóc w schwytaniu najgroźniejszego terrorysty jakiego wydala amerykańska ziemia, nieuchwytnego już od siedemnastu lat.. Jego intuicja nakazuje mu stworzenie nowego profilu psychologicznego przestępcy słynącego z wysyłania ludziom ładunków wybuchowych w oparciu o autorską technikę:lingwistyki kryminalnej.

siedmioodcinkowy serial “Manhunt:Unabomber” powstał we współpracy Netflixa i Discovery i szybko zyskał sobie zainteresowanie widzów. Sama trafiłam na ów tytuł przeglądając jakiś internetowy ranking najlepszych seriali ubiegłego roku. Zainteresował mnie głównie z powodu terminu: lingwistyka kryminalna. A cóż to takiego i jak się ma do tworzenia profili psychologicznych?

manhunt: unabomber

Wielu seryjnych morderców, w tym Unabomber, bo chyba możemy go do tego grona zaliczyć, lubiło korespondować z władzą czując palącą potrzebę podzielenia się ze światem swoimi refleksjami na temat dokonanych czynów. Jak wiecie na podstawie takich bardziej lub mniej szalonych wypocin behawioryści i psychologowie kryminalni potrafią odczytać charakter sprawcy niejednokrotnie typując nie tylko jego cechy osobnicze, ale i wyrokując na temat jego biografii.

To jednak nie zawsze wystarcza, jak okazało się w przypadku Unabombera, którego – uwaga – uznano za bezrobotnego mechanika mieszkającego z mamusią i mającego trudności z potencją:) Jak daleko byli wówczas od prawdy przekonacie się oglądając serial- lub czytając informacje znalezione w sieci- sporo tego.

manhunt: unabomber

Lingwistyka kryminalna to nie tylko analiza treści, ale przede wszystkim formy. Właściwości języka, zależne od miejsca, czasu, wykształcenia, zainteresowań, ilorazu inteligencji i od wielu wielu innych czynników to trop w oparciu, o który schwytano ‘bombownika’.

Serial opowiada o procesie narodzin tej techniki, tak jak “Mindhunter” opowiadał o narodzinach profilowania kryminalnego.

Naszym przewodnikiem w  tej historii jest średnio sympatryczny policjant Jim. Bystrością swej dedukcji może budzić podziw, ale mimo tego nie potrafiłam go polubić, bo cóż.. koniec końców okazał się dupkiem.Pierwsze odcinki skupiają się na jego osobie, dopiero później robi się ciekawiej – kiedy Unabomber przesyła swój słynny manifest. Poznajemy naszego mordercę, człowieka niebagatelnego.

manhunt: unabomber

Nie chcę Wam zdradzać szczegółów jego postaci, nawet kosztem jałowości tej recenzji, bo liczę, że sięgniecie po serial i nie chcę popsuć Wam miłej niespodzianki.  Samo trafienie na jego trop to jeszcze nic, niczym jest też zebranie dowodów i posadzenie go w areszcie. Jeśli podobała Wam się rozgrywka toczona w serialu “The Fall” pomiędzy ‘Scully’ a ‘Christianem Gray’em’ to gwarantuje uciechę przy pojedynku ‘mały krawężnik’ i ‘pan bombka’. Tu zresztą mamy do czynienia z historią nie fikcyjną, choć należy brać poprawkę na pewne ubarwienia na potrzeby serialu.

Dla mnie była to nie tylko ciekawa historia kryminalna, ale też, a może przede wszystkim pretekst do przemyśleń. Myślę, że główny antybohater tej opowieści byłby bardzo zadowolony z uzyskanego efektu.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:9

Zaskoczenie:7

Zabawa:9

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:7

To coś:9

73/100

W skali brutalności:1/10

Prawda wciąż boli

Black Mirror – Sezon 4 (2017)

black mirror

Brytyjski serial Black Mirror został reaktywowany przez platformę Netflix mimo że pierwotnie był to serial stacji Chanal 4. Już przy trzecim sezonie zastanawiałam się, czy będzie to miało wpływ na kondycje serialu.

Teraz, po seansie z kolejnym, czwartym już sezonem, i drugim od czasu ‘przeprowadzki za ocen’ muszę powiedzieć, że Netflix nie skrzywił formatu. Co więcej, dzięki tej zmianie, mamy po sześć odcinków w sezonie zamiast trzech.

Jakość to z pewnością zasługa pomysłodawcy serialu, który nie wypadł z obiegu i “Czarne lustro” nadal stanowi odzwierciedlenie jego wyobraźni. Czytałam gdzieś, że Brooker unika śledzenia nowinek technologicznych i czerpie tylko i wyłącznie z własnych zasobów wyobraźni. Wymyśla temat odcinka i podkręca go do chwili gdy jego współpracownica stwierdzi, że jest już wystarczająco okropnie.

Jakie więc tematy zostają poruszone w sezonie czwartym?

“USS Callister” to wizja upiornych konsekwencji fascynacji grami sieciowymi. Nie jednokrotnie słyszy się, że gry online, dziejące się w czasie rzeczywistym zawłaszczają prawdziwe życie. Ludzie wolą egzystować w cyberświecie niż w szarej codzienności. O tym też jest pierwszy odcinek nowego sezonu.

black mirror

Genialny twórca gier,  programista i współtwórca cyberkorporacji klonuje i porywa kopie swoich podwładnych umieszczając ich w świecie stworzonej przez siebie gry. Odcinek całkiem dobry, choć przyznam szczerze, że klimat “Star treka” to nie moja bajka.

Odcinek drugi “Arkangel” okazał się zdecydowanie bliższy moim zainteresowaniom. Rzecz jest o pewnej zatroskanej matce, która po przykrym incydencie w trakcie którego nieomal zgubiła córkę decyduje się na udział w projekcie, którego celem jest zwiększenie rodzicielskiej kontroli.

black mirror

Jej córka, Sara zostaje zaczipowana jak rasowy piesek, co pozwala jej matce monitorować świat widziany oczami jej dziecka. Mama zerka w tablet i dzięki temu widzi i słyszy dokładnie to co jej córka. Co więcej może wpływać na jej postrzeganie świat, zamazując pewne obrazy. Sara dorasta, nie znając widoku krwi, nie widząc szczekającego psa. Kiedy matka w końcu decyduje się na przerwanie eksperymentu dziecko jest już poważnie skrzywdzone. Wyobraźcie sobie, że żyjecie na rajskiej wyspie w otoczeniu przyjaznych małpek i błękitnej wody, a wtem nagle wrzucają Was do slumsów  na obrzeżach Rio de Janeiro i widzicie okropieństwo w całej krasie. Czegoś w tym rodzaju doświadcza Sara.

Oczywiście na tym się to nie skończy. Twórca przedstawił nam tu wszystkie konsekwencje nadmiernej kontroli i w pewien sposób zgubnego wpływu rodzicielskiej ingerencji na budowanie tożsamości dziecka.

Odcinek trzeci “Crocodile” też trafił w mój gust. Za sprawą pewnego wynalazku, mogącego wiernie odtworzyć wspomnienia pewna kobieta, wzięta architekt i matka roku staje się… seryjnym mordercą. Lęk przed wykryciem pewnej zbrodni młodości pociąga za sobą niebagatelne konsekwencje. Czyli znowu mamy rzecz o kontroli.

black mirror

Czwarty odcinek “Hang the DJ” to mój faworyt w serii. Skojarzył mi się z “San Jupitero” z sezonu 3, bo znowu mamy historię miłosną.

Dwoje młodych ludzi żyje w świcie w którym ‘system’ decyduje o doborze partnerów i czasie trwania związków. Idziecie na umówioną randkę w czasie której dowiadujecie się, że z siedząca na przeciwko osobą spędzicie kolejne… 12h, 3 miesiące, czy 5 lat. Dopiero po przejściu określonej ilości związków, rozważeniu przez system Waszych preferencji dostajecie partnera ‘na zawsze’. A co jeśli system się pomyli? Cała historia była słodko gorzka, a jej finał, łał, nie małe zaskoczenie.

black mirror

Piąty odcinek serii ruszył mnie już mniej. No może za wyjątkiem finału. Generalnie podsumowania historii są zazwyczaj najmocniejszym punktem każdego z odcinków.

“Metalhead” to postapokaliptyczna historia kobiety, która wraz z dwoma towarzyszami opuszcza bezpieczne schronienie celem zdobycia czegoś, jak się domyślamy, niezbędnego do dalszego przetrwania. W czasie akcji zostają napadnięci przez psa robota – przynajmniej ja go tak nazywam – który nie odpuści puki nie zrealizuje swojej robociej misji. Opowieść pędząca dość brawurowo, ku jak wspomniałam zaskakującemu  jednocześnie smutnemu finałowi.

black mirror

Ostatni, szósty odcinek, to drugi z moich ulubieńców w serii.

“Black Musem” to swoiste podsumowanie, w zasadzie można rzecz kilka odcinków w jednym. Stworzony na zasadzie opowieści z dreszczykiem, gdzie dziwaczny właściciel muzeum technologicznej zgrozy oprowadza zaciekawioną turystkę.

black mirror

Usłyszymy tu hoho, kilka niezłych historii o tym jak techniczne nowinki zniszczyły życie kilku osób. Każda historia nawiązuje do jednego z muzealnych eksponatów. Jednym z najbardziej interesujących  jest urządzenie mające pomagać w diagnozowaniu schorzeń. Inna dotyczące przesyłu świadomości z ciała do ciała i wreszcie z cała do przedmiotu martwego powinna Was solidnie zasmucić. Słowem bardzo dobry finał sezonu.

Zazdroszczę tym, którzy seans z czwartym sezonem mają jeszcze przed sobą. Ja mam w perspektywie jedynie roczne oczekiwanie na następny.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:8

Napięcie:8

Zabawa:8

Zaskoczenie:8

Walory techniczne:8

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

To coś:9

78/100

W skalii brutalności:2/10

Belfer, który nie wie nic

Belfer – Sezon 2 (2017)

belfer 2

Po wydarzeniach w Dąbrowicach, polonista Paweł Zawadzki ulega szantażowi agenta Kędzierskiego i zaczyna pracę w prywatnym liceum we Wrocławiu. To tu zdaniem policjanta dzieją się niepokojące rzeczy. Zaczyna się od zniknięcia trójki uczniów, lecz to dopiero początek całej nie łatwej do zrozumienia historii. Paweł ma za zadanie wniknąć w szkolne środowisko poznać o nim prawdę i zapobiec kolejnym nieszczęściom.

Pierwszy sezon serialu “Belfer” był swego rodzaju objawieniem w polskiej telewizji. Wyróżniał się na tle zupełnej amatorszczyzny i wtórnych pomysłów. dlatego też z ochotą podeszłam do sezonu drugiego, który okazał się… no właśnie, jaki?

Sezon drugi zaczął się z przytupem, bo już na początku możemy stwierdzić, że mamy do czynienia z grubą sprawą, a młodzież z dużego miasta będzie stanowić znacznie większe wyzwanie dla pedagoga niż to było w przypadku maleńkich Dąbrowic.

Przyznam, że młodzi bohaterzy szybko zaczęli mnie drażnić swoim manieryzmem, jednak muszę stwierdzić, że reżyserowi dość dobrze udało się sportretować środowisko młodej burżuazji. Akcja serialu rozkręca się z odcinka na odcinek i  w pewnym momencie chciałam temu sezonowi oddać sprawiedliwość, ale finał został tak dokumentnie skopany, że ogarnął mnie brak nadziei na sensowną kontynuację.

belfer 2

belfer 2

Z lepszych wątków wymienić mogę strzelaninę w szkole – pocisnęli trochę “Musimy porozmawiać o Kevinie“, ale generalnie to jeden z lepszych momentów w serialu. Niestety finalne wyjaśnieni przyczyny zajścia okazało się bardzo rozczarowujące. Podobał mi się wątek prepersów i przywrócenie na plan Eweliny z pierwszego sezonu. Do bohaterów też z czasem się przekonałam, a przynajmniej do niektórych z nich. Bardzo do gustu przypadła mi aktorska kreacja Michaliny Łabacz w roli Halucyny, piękna i zdolna dziewczyna – debiutowała u Smarzowskiego.

Większa część serialowej akcji to narastające niewiadome, wtedy przychodzi odcinek ósmy, finałowy i wszytko bierze w łeb. Wręcz nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest dziełem zupełnie innych twórców, którzy nawet nie wysilili się, żeby zapoznać się ze skryptami z odcinków poprzednich. Na szybko wyrzucili z siebie jakieś niedbałe wyjaśnienia, na siłę komplikując kilka wątków inne olewając. Nie wiem czemu nie było dziesięciu odcinków jak w sezonie pierwszym, bo wyraźnie widać, że scenariusz nie wyrobił się w ośmiu, stąd takie pospieszne i byle jakie i skrótowe potraktowanie sprawy. I sprawa się rypła,a szkoda.

Moja ocena:

Straszność:1

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:7

Walory techniczne:7

aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:6

62/100

W skali brutalności:1/10