Archiwa tagu: torture porn

Bękarty diabła – zmartwychwstanie

3 From Hell/ 3 z piekła (2019)

Baby, Otis i Kapitan Spaulding ‘bękarty diabła’ masowi mordercy i właściciele ‘domu tysiąca trupów’ wbrew prawom natury wychodzą cało z policyjnej obławy. Gdy tylko dochodzą do zdrowia trafią za kratki, bez specjalnych widoków na wyjście na wolność. Morderczy klaun żegna się z życiem zgodnie z wyrokiem sądu, ale Otis i Baby nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Gdy udaje im się wydostać z więzienia wracają do tego, w czym nie mają sobie równych.

Dom tysiąca trupów” do tej pory jest jednym z moich ulubionych horrorów. Skrajnie pojebana wizja Rob’a Zombiego, muzyka i filmowca była nie tylko czymś absolutnie oderwanym od mainstreamu, ale i swego rodzaju hołdem dla gatunku. Uwielbiam, no uwielbiam. Podobnie ciepłe uczucia wzbudził we mnie sequel pt. Bękarty diabła“. Kręcony już w nieco innej estetyce, ale z pomysłem i smakiem- smakiem krwi oczywiście. Nie ukrywam, że na tyle polubiłam jego bohaterów/antybohaterów, że w chwili ich śmierci w moim oku zakręciła się łezka.

Po ponad dziesięciu latach, wypełnionych średnio udanym projektami Zombie postanowił wrócić do pomysłu, który go rozsławił. Można powiedzieć, że swoich bohaterów wygrzebał z grobu i ponownie postawił na nogi. Jakkolwiek absurdalne jest to rozwiązanie ucieszyłam się na ich widok. I cieszyłam się nimi przez cały seans, ale muszę być uczciwa wobec faktów. Film jest odtwórczy i marny. Mamy tu do czynienia z powtórką z “Bękartów diabła”.

Sid Haig pojawia się na ekranie na krótko, ale fajnie daje sobie radę mimo złego stanu zdrowia – aktor zmarł w tym miesiącu. Mimo że odtwórca roli Otisa’ zachował się’ najlepiej jego warsztat aktorski stracił cały czar. Jego teksty wydawały mi się wymuszone. Rozumiem, że grał pod dużą presją, ale nie przekonał mnie.

Natomiast Sheri, ona nadal jest świetna. Zupełnie jakby nigdy nie opuściła skóry Baby. Bardzo przyjemnie śledziło mi się jej poczynania z tym, że … cóż, nie przeskoczyła samej siebie i nie zaprezentowała niczego nowego. Tak jak niczego nowego nie mamy w tej historii. Styl i oprawa jest daleka zarówno od poziomu i estety z “Domu…” jak i z “Bękartów…”. Muzyka? Jedna z najmocniejszych stron filmów Zombiego, zupełnie jakby jej nie było. Praktycznie brak szlagierowych kawałków w stylu Terryego Reida i ostrych wstawek samego Zombie’go. Coś tam brzęczy, ale nie zwraca uwagi. Gdyby nie mój sentyment do ‘tego co było’ prychnęłabym pogardliwie. Wg. mnie ta filmowa seria kończy się w czasie policyjnej obławy w ostatnich minutach “Bękartów diabła”

Moja ocena:

Straszność:2

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Zaskoczenie:5

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:4

To coś:5

53/100

W skali brutalności:3/10

Uciekaj, serce moje

Escape room (2017)

escape room

Tyler wraz z dziewczyną i kilkorgiem znajomych świętuje trzydzieste urodziny. Jego piękna dziewczyna Christen postanowiła z tej okazji zorganizować coś ekstra: wyprawę do escape roomu. Ta niewinna rozrywka przyprawi ich jednak o coś więcej niż napięcie i chwilowy dreszcz.

Tym razem nadaję do Was o tym “Escape room’ie”, o którym krzyczano na plakatach kinowych. Jest to produkcja w stu procentach profesjonalna, zrobiona przez doświadczonych filmowców, czyli poważny kandydat na kasowy hit. Niestety świat horroru rządzi się innymi prawami i zazwyczaj to właśnie pretendenci do wszelkich pochwał odpadają w przedbiegach.

Zanim miałam okazje sama zobaczyć film, naczytałam się o nim wielu niepochlebnych opinii. I choć bardzo chciałabym być przekorna, to jednak muszę się zgodzić z opinią większości.

“Escape room”, mówiąc krótko to takie popłuczyny po “Pile” z czasów jej świetności. Wykorzystuje motyw zamknięcia bohaterów wbrew ich woli by kolejno wymierzać im bolesne razy, które nie każdy przeżyje.

escape room

Film miał w zasadzie tylko jeden dobry moment, jeśli chodzi o walory grozy i mam tu na myśli scenę śmierci pierwszej z par, siostry Tylera i jej chłopaka.

Cała reszta nie robi już wrażenia i oto nastaje koniec na samym początku.

“Escape room” nie celuje w nurt torture porn tylko i wyłącznie. Stara się zaoferować coś inteligentniejszego wprowadzając na arenę psychologiczne gierki i przewrotne zagadki. Niestety, ani te pierwsze ani te drugie nie zdają egzaminu. O ich poziomie może zaświadczyć chociażby pomysł na postać głównego bohatera, Tylera, który to rzekomo miał być czarujący i inteligentny. Jawił mi się raczej jako tępy chuj na kaczych nóżkach, ale niech tam.

escape room

Zagadki, które recytuje anonimowy antagonista  w prologu obrazu rozgryzł by bystry ośmiolatek.

Dla tych, którzy nie zgłębiali tematu, całe te escape room’y to bardzo popularna rozrywka. Ich założenie to przeżycie przygody w gronie znajomych. Ci, który się na to zdecydują zostają umieszczeni w zamknięciu i tylko rozgryzienie przewodniej zagadki pozwoli na wydostanie się z opresji. Oczywiście wszytko odbywa się w warunkach kontrolowanych. Filmowy escape room to więc taka fantazja na temat tego co by było gdyby.

Idźmy dalej. Jako takie nadziej wiązałam z postacią Christen i bardzo liczyłam na jakiś surprise z jej udziałem, niestety nic z tego. Zamiast tego podziwiałam taniec godowy jej koleżanki, która bardzo chciała ugościć w swych nogach naszego czarusia Tylera.

Nie mogę się jednak przyczepić do technicznego wykonania tej produkcji. Wszytko jest na swoim miejscu i dobrze się na to patrzy. Może nawet aktorstwo nie jest takie złe, a kwestia leży w samych postaciach i ich skrajnej nijakości.

Powiem więc tak, obejrzeć się to da, ale nic ponad to.

Moja ocena:

straszność:2

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:4

To coś:4

48/100

W skali brutalności:3/10

Prawdziwie rozrywkowy

Tallon Falls (2017)

tallon falls

Czwórka znajomych,Sean, Lyndsey, Lance i Ryder udają się na rekreację do stanu smażonych kurczaków. Na małej stacji benzynowej wpadają na informację o lokalnej atrakcji, Domu Grozy. Jak się okazuje przybytek cieszy się ogromną popularnością. Młodym udaje się jednak dostać bilety i tak wkraczają do świata niezwykle realistycznego horroru. Nie wiedzą jednak, że ich wejściówki, są, można rzec, vipowskie i gwarantują dodatkowe atrakcje.

“Tallon Falls” będący owocem pracy nikomu nieznanego debiutanta niestety nie grzeszy oryginalnością. Niektórzy porównują go do serii “Hostel”, ze względu na przynależność do gatunku torture porn, gdzie turyści padają ofiarą nietypowej, lokalnej rozrywki, ale to porównanie może okazać się o wiele nad wyrost, jeśli chodzi jakość obydwu produkcji. Ponadto “Hostel” był chyba pierwszym horrorem ukazującym w taki sposób motyw handlu ludźmi. Mogę się oczywiście mylić, ale nic takiego sobie nie przypominam.

“Tallon Falls” w swoim zamyślę do złudzenia przypomina “The House of October Bullit“, czyli horror gdzie grupa młodych ludzi poszukuje wrażeń w Domach grozy, aż kończą jako …eksponaty. Tu mamy w zasadzie to samo, z tym, że wizyta naszych bohaterów w upiornym przybytku jest dziełem przypadku.

Fabuła, jak na torture porn przystało skupia się na zaprezentowaniu tortur. Nasi bohaterzy, goście w domu grozy, przechadzają się korytarzami i oglądają utkwione za szybami przedstawienia. Oczywiście są przekonani, że to lipa. Lance z zapałem zadaje kilka strzałów prądem człowiekowi uwięzionemu na krześle elektrycznym, doskonale się przy tym bawiąc i będąc pewnym, że to tylko aktorski pokaz.

tallon falls

tallon falls

Myślę, że każdy widz w tym momencie już doskonale wie, że tak nie jest. Mnie lampka zapaliła się w momencie, gdy protagoniści stojąc w niemożebnie długiej kolejce po bilet zostają przepuszczeni, przez jednego z organizatorów, po tym jak mówią, że przyjechali z daleka.

Sami zainteresowani, zaś nie prędko zorientują się o co chodzi, nawet znalezisko z pokaźną stertą nagrań snuff nie poprowadzi ich na właściwe tory myślowe. Wkrótce wylądują w klatce i wkrótce zacznie się jatka.

Jatka całkiem udana jak na standardy kina niskobudżetowego. Tortury są ostre i efektowne. Fani tego rodzaju widoków, będą mieli na czym zawiesić oko. Wrażliwcy z niesmakiem pokręcą głowami. To w tym momencie akcja znajdzie kulminację. Oczywiście jedyna myślą tych, którzy jeszcze nie zostali zakatowani jest, jak stąd uciec. Obraz ucieczki, który powinien być przyczółkiem największego napięcia najbardziej nuży i irytuje brakiem logiki.

Efekt finalny jest cokolwiek średni. Technicznie nie wygląda to źle, ale zabrakło oryginalnych pomysłów, zakończenie zwykła kalka. Nawet wygląd oprawców, zwierzęce maski są wtórne do porzygu. Nie znalazłam tu wiele dla siebie.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:6

Klimat:6

Napięcie:5

Zabawa:5

Zaskoczenie:4

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:5

To coś:5

54/100

W skali brutalności:4/10

Męczeństwo na dwa sposoby

Martyrs/ Skazani na strach (2008)

vs

Martyrs (2015)

martyrs

martyrs

Stało się. Amerykanie wyciągnęli swe pazerne łapska po francuski film, który swoją brutalnością zszokował Europejczyków. Pogłoski na temat planowanego remake “Skazanych na strach” krążyły już od dawna. Sądziłam, że po takim czasie temat się szczęśliwie rozmył, ale skądże. Scenarzysta nominowanej w tym roku do Oscara “Zjawy” podjął się niewdzięcznego zadania wywabienia posoki z fabuły francuskiego straszaka i na zgliszczach pomysłu Pascala Laugiera wyhaftowania kolorowego i ślicznego obrazka, który zaspokoi fasfoodowe apetyty.

Do tej pory nie udało mi się nic naskrobać o oryginale – to nie jest film który można oglądać dla relaksu – więc teraz nadarza się doskonała okazja do recenzji porównawczej, której wyniku już się za pewne domyślacie, biorąc pod uwagę porcję jadu jaką zdążyłam już wylać na remake🙂

“Martyrs”, którego tytuł oznacza tyle co “męczennik” oraz “świadek” traktuje o pewnym zgromadzeniu fanatyków, chcących uzyskać wgląd w życie po śmierci. Chcą to oczywiście osiągnąć za życia, a zgodnie z ich teorią nic tak skutecznie nie prowadzi na granicę między życiem a śmiercią jak męczeństwo. Ostatecznie jak wspomniałam, męczennik to inaczej świadek, ale świadek czego? Tego właśnie chcą dowiedzieć się owi osobnicy.

martyrs

martyrs

Poznajemy ich dzięki jednej z ofiar ich zabiegów. Małej dziewczynce Lucie, która zostaje porwana w celu… zamęczenia. Zarówno początkowe sceny z oryginału jak i te z nieszczęsnego remake ukazują los małej Lucie po wydostaniu się z łap oprawców.

martyrs

martyrs

Oczywiście w wersji francuskiej Lucie po swoich przejściach wygląda znacznie gorzej. W wersji amerykańskiej ma jednego siniaka na twarzy. To dopiero hard core.

Następnie poznajemy jej relacje z poznaną w sierocińcu Anną. To właśnie przyjaciółka stanowi opokę dla straumatyzowanej dziewczynki, którą nawiedzają demony przeszłości i to ona będzie świadkiem tego jak z owymi demonami będzie się rozprawiać.

Lucie Wciąż widzi potwory i jak dowiemy się z dalszych wydarzeń w wersji oryginalnej filmu jest to konsekwencja przejścia przez pewien etap męczeństwa.

Lucie dorasta i jedyne czego chce to uwolnienie się do wspomnień. Ma jej w tym pomóc odnalezienie oprawców i wymierzenie im kary.

W scenach w domu szczęśliwej rodziny, której najstarsi członkowie dopuszczali się tych… eksperymentów pozornie nie różnią się w obydwu wersjach filmu. Pozornie, bo wersja francuska ma ostre pierdolnięcie. Kiedy Lucie wywala ze strzelby, ofiara niemal rozmazuje się na ścianie. W wersji amerykańskiej wystrzał przypomina raczej wystrzał z rewolweru i to o niewielkim kalibrze.

Podobnie wyglądają różnice w dalszej partii filmu. Wszyscy, którzy oglądali film Laugiera na pewno zapamiętali znalezisko z sali tortur martwych oprawców w osobie młodej kobiety, której próbuje pomóc przyjaciółka Lucie, Anna.

martyrs

Okaleczona postać wygląda makabrycznie. Tego nie da się po prostu opisać. Taki widok zrzuca z krzesła. W wersji amerykańskiej Anna znajduje w piwnicy małą dziewczynkę, której nawet włos z głowy nie spadł. Jeśli to miało kogoś zszokować to chyba tylko osoby, które nie widziały pierwotnej wersji wydarzeń. Dla mnie to było po prostu śmieszne.

Znaczące różnice fabularne rozpoczynają się z chwilą gdy Lucie po zamordowaniu oprawców postanawia targnąć się na swoje życie pozostawiając bezradną Annę. W wersji francuskiej robi to bardzo skutecznie, dzięki czemu reszta członków sekty, bo chyba tak można ich nazwać, nie ma szansy na powrót zaciągnąć ją do lochu i oskórować. Zamiast tego sędziwa dama przewodząca zgromadzeniu pierdolców bierze się za Annę.

W wersji oryginalnej będziemy teraz śledzić powolną, sukcesywną i postępującą drogę męczeństwa przyjaciółki Lucie. Dziewczyna jest poniewierana chyba na wszelkie możliwie sposoby z dużym naciskiem na upokorzenie. Na koniec widzimy ‘piękny’ obrazem kobiety, z której zdarto niemal każdy centymetr skóry.

martyrs

martyrs

Dla kontrastu w remake to Lucie na powrót staje się ofiarą i w stan agonalny wpędzają ją zadraśnięcia na dłoniach i chyba jedyny mocny element tortur, czyli zdarcie skóry z pleców. Męczeństwo w wersji amerykańskiej w każdym calu jest lajtowe.

Finał historii również różni się w obydwu wersjach i muszę to powiedzieć, amerykanie polecieli sobie “Dotykiem anioła”. żałość.

Możemy tu mówić o jakieś wersji ocenzurowanej pod względem brutalności. Taki pono był zamiar, ale czemu w związku z tym spłycono też przekaz, że tak powiem werbalny?

Oglądając obydwa filmy jeden po drugim (ja, w ramach dobrej woli, zaczęłam teraz od remake) zauważymy, że niektóre wypowiedzi bohaterów są niemal identyczne z tą różnicą, że w remake są mocno okrojone, jak np. rozmowa z przywódczynią.

W wersji francuskiej uzyskujemy dużo lepszy ogląd na sprawę męczenników. Wersja amerykańska zastępuje brutalność formy i treści jakimiś ganiankami po okolicy, dramatycznymi monologami i chaotycznym miotaniem się po wydzielonej przestrzeni.

Tak to właśnie wygląda. Amerykanie zabrali “Skazanym na strach”, cały strach, zabrali bardzo wiele, ale niestety nie dali nic w zamian.

Moja ocena:

Martyrs/ Skazani na strach (2008): 8/10

Martyrs (2015): 4/10

Poprostu chłopiec

The Boy (2015)

the boy

W małym motelu na odludziu mieszka dwuosobowa rodzina Hayley’ów, ojciec i dziewięcioletni syn, Ted. Wspólnie prowadzą przechodzący z pokolenia na pokolenie biznes, który z roku na rok coraz bardziej podupada.

Alienacja od otoczenia wcale nie sprzyja  rodzinnym więzom. Ted czuje się samotny, a z czasem ta samotność czyni niepowetowane straty w jego młodym umyśle.

“The Boy” jest niczym innym, jak relacją z narodzin szaleńca pokroju Normana Batesa i jego podobnym legendarnym antybohaterom.

Thriller “The Boy” stanowi rozwinięcie krótkometrażowego filmu na podstawie powieści, jego scenarzysty we współpracy z Clayem McLeod’em. Nie jest to dzieło, które powinno liczyć na większą popularność. Akcji w nim zero, a to co się dzieje ma wydźwięk mocno symboliczny i trzeba trochę namysłu i dużo cierpliwości by wychwycić z niego to, co twórcy mieli na myśli.

Tematyka młodocianych przestępców, of course, nie jest niczym nowym, bo takich filmów z cyklu ‘narodziny zła’ mieliśmy już sporo, jednak nigdy w takiej formie. Chociażby recenzowana przeze mnie niedawno “Córeczka” jest filmem z zupełnie innej bajki choć mówi o tym samym: samotność i lęk dziecka przed opuszczeniem doprowadzają go do zbrodni. Tak też się dzieje w przypadku tytułowego chłopca, Teda.

the boy

the boy

Mały Ted już raz został porzucony. Mamie nie odpowiadał styl życia Hayleyów, codzienna praca w motelu, nie przynoszącym dochodów i cierpki w obejściu małżonek, więc zwiała na Florydę, która od tej pory stała się dla małego Teda symbolem jakieś arkadii, do której należy dążyć.

Jego relacja z ojcem jest praktycznie żadna. Tata traktuje go raczej jako wspólnika w biznesie, czy podwładnego. To nic nadzwyczajnego jeśli chodzi o samotnych rodziców, ci często stawiają dziecko w roli partnera, czyniąc go współodpowiedzialnego za rodzinne decyzje i plany.
Problem w tym, że Ted nie ma nikogo innego, żadnego środowiska rówieśniczego jako odskoczni od domowych obowiązków, nikogo z kim mógłby porozmawiać.

Gości motelowych jest niewielu, ale jeden z nich staje się szansą dla młodego, przynajmniej on tak to widzi. Jeden z nielicznych przyjezdnych zaskarbia sobie sympatię chłopca i ten wierzy, że William zabierze go ze sobą. Młody chce uciec od samotności i wtłaczania go na siłę w dorosłość, od niepowodzeń dzielonych z ojcem i od gniewu, który w nim narasta.

Jeśli o gniewie mowa, to wkrada się on w scenariusz powoli. Jak to bywa u młodych psychopatów zaczyna się od znęcania nad zwierzętami, ale na eskalację, pięknie przedstawioną swoją drogą, musimy czekać do finału filmu.

I to jest spory ból, dla tych, którzy nie gustują w oszczędnych formach. Jest jednak coś, co różni film nudny od monotonnego. O “The Boy” można powiedzieć, że jest monotonny, ale na pewno nie że jest nudny. Jest w nim treść, o której spokojnie można rzec, że jest szokująca. Stagnacja jest tu środkiem wyrazu, za jej pomocą ukazana jest egzystencja chłopca, która zmierza jakby donikąd, tylko nagłe zrywy furii mogą coś tu zmienić i zmienią.

Spokojnie mogę pochwalić ten zamysł, bo osobiście lubię takie kino, ale na pewno nie będę nikomu wciskać, że przeżyje tu artystyczny wzlot, czy popuści z napięcia. Nic z tych rzeczy. To przemyślany film z pomysłem, który realizowany jest z precyzją i spokojem. Z dobrym aktorstwem i pięknymi, przygnębiającymi plenerami.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:5

Zaskoczenie:5

Zabawa:6

Walory techniczne:6

Aktorstwo:7

Oryginalność:6

To coś:7

60/100

W skali brutalności:2/10

Eksperyment więzienny

Das Experiment/ Eksperyment (2001) vs

The Experiment/ Eksperyment (2010)

eksperyment

eksperyment

Dwa filmy opowiadające praktycznie tę samą historię.

Pierwsi byli Niemcy. Oliver Hirschbiegel w dwutysięcznym pierwszym roku stworzył, podstawie głośnej książki, “Black box,” film inspirowany prawdziwymi wydarzeniami. Wydarzeniami mającymi miejsce za oceanem w latach 70. Amerykańscy twórcy zazdrośnie patrzyli na sukces filmu, który sprawił iż Hollywood zwróciło uwagę na twórce “Komisarza Rexa” i po kilku latach pracował on już przy kasowych produkcjach w USA.  Swoim zwykłym zwyczajem wykupili prawa do filmu i nakręcili swoja wersję.

Dziś porównam obydwie produkcje. 

Fabuła jest w zasadzie jedna i ta sama: Grupa śmiałków połakomiła się na udział w eksperymencie psychologicznym za godziwe wynagrodzenie. Miał on trwać 14 dni, a sprawa polegała na symulowaniu życia więziennego i obserwacji zachowań społecznych w dwóch sytuacjach: gdy badany jest więźniem pozbawionym praw obywatelskich, wtrąconym za kraty i zdanym na łaskę władz, oraz gdy badany jest strażnikiem więziennym z praktycznie nieograniczoną władza nad podopiecznymi. Po przeprowadzeniu wstępnych badań śmiałkowie zostali przydzieli do grup więźniów lub strażników.

eksperyment

W obydwu filmach skupiamy się na głównym bohaterze. W wersji niemieckiej jest on dziennikarzem, który bierze udział w eksperymencie by zdobyć materiał do reportażu.

Nie od dziś wiadomo, że eksperymenty na ludziach budzą dużą krytykę społeczeństwa.Dlatego też zazwyczaj wieści o badaniach nie ogłasza się wszem wobec, raczej werbuje się ochotników wśród studentów ‘za punty’ do egzaminu. Mało kto porywa się też na badania wychodzące po za obręb laboratorium gdzie najłatwiej manipulować zmiennymi i kontrolować metodologię. Jednak nie zawsze.

Niektórzy ryzykują dla nauki i to właśnie te eksperymenty przynoszą najciekawsze wyniki i oburzają społeczeństwo. Chyba każdy słyszał o słynnym eksperymencie Milgrama z ‘rażeniem prądem’ mającym badać wpływy autorytetów na jednostkę. To były lata ’60 ,a naukowca ‘zainspirowały zbrodnie wojenne’, a raczej zachowanie ludzi wobec autorytetów nakazującym im łamanie praw człowieka. Wyniki były ‘porażające’: Zawieście na moment koncepcje winy i kary, powiedzcie człowiekowi, że ‘może’, a w większości przypadków bezrefleksyjnie uczyni krzywdę drugiemu człowiekowi żeby się przypodobać, żeby wypełnić swoją role.

W przeszło dziesięć lat później inny psycholog, Philip Zimbardo, autor wielu interesujących publikacji z dziedziny psychologi społecznej, analizujących ciemną stronę ludzkiej natury podjął się eksperymentu bardzo podobnego. Tu też skupił się na pełnieniu ról społecznych. Wybrał  za cel sprawdzenie do czego zdolni są ludzie by wypełnić narzuconą rolę. Jak wtłoczenie w daną funkcję społeczna zmienia człowieka.

eksperyment

Wybrał badanych, którzy nie mieli kryminalnej przeszłości, nie wykazywali skłonności do agresji i przydzielił im zadania. W piwnicy uniwersytetu stworzono więzienie i wtrącono tam ludzi. Pieczę nad nimi sprawowali reprezentanci drugiej grupy badawczej, strażnicy. Eksperyment przerwano w połowie. Reszta to już historia.

W pierwszej wersji filmu, jak wspomniałam, skupiamy się na postaci reportera, który niemal od początku trwania eksperymentu, od chwili, gdy został utytułowany więźniem numer 77 dążył do buntu. Wydaje mi się, że początkowo robił to by uatrakcyjnić zebrany materiał, żeby więcej ‘się działo’, jednak z czasem przyjął on role obrońcy praw więźniów, przerażonego tym do czego zaczął zmierzać eksperyment.

remake, w którym główną postacią jest były opiekun DPS od początku mamy do czynienia z człowiekiem hołdującym zasadom humanizmu. W główna rolę, więźnia 77 wciela się tu mój ulubieniec, Adrien Brody. Moim zdaniem wypada on na ekranie lepiej niż jego niemiecki odpowiednik, ale warsztatowo obydwaj panowie są okej.

eksperyment

Charakterystyczni są też przedstawiciele straży więziennej. Niemiecka produkcja postawiła na sportretowanie ich tylko i wyłącznie w warunkach eksperymentu. Nie wiemy jak wyglądało codzienne życie najgorszego z klawiszy i jego przybocznych. Chyba amerykanie wyczuli w tym miejscu potencjał i postanowili poświęcić trochę taśmy tej kwestii:

W Eksperymencie z 2010 najgorszym klawiszem okazuje się człowiek najbardziej niepozorny. Facet w średnim wieku, lubiący oglądać czarno białe melodramaty, całkowicie podporządkowany mamusi, z którą mieszka. Jego przemiana z sympatycznego i nieśmiałego Murzynka w rozwścieczonego ‘Czarnucha’ któremu staje w momencie, gdy dopuszcza się przemocy jest imponująca i najlepiej ukazuje wyniki eksperymentu. Władza, która nagle na niego spada powoduje odbicie palmy, po prostu. Klawisz zostaje utytułowany Kapitanem przez innych strażników po tym jak zaimponował im metodykom postępowania z więźniami. A wszytko dzięki własnym doświadczeniom w byciu ofiarą. Nikt nie będzie lepszym oprawcą niż ktoś, kto wcześniej był ofiarą. Facet wykorzystał dokładnie to czego sam doświadczył w życiu: upokorzenie.

eksperyment

Ciekawym typkiem jest też rozrywkowy młodzian, którego początkowo wytypowałam na największego skurwiela. Jego głównym celem jest zamaskowanie własnych homoseksualnych skłonności, co nie znaczy, że nie próbuje się po cichu wyżyć angażując w to podległych.

W wersji oryginalnej nie pojawia się wątek seksualnej przemocy, a  miała ona miejsce w Stanford. Ciekawostka dla fanów “Wikingów”:  tle jako klawisz przemyka też ‘Ragnar Lodbrok’, jako postać z dalszego planu 😉

Każdy z filmów w znaczącym stopniu odbiega od prawdziwej historii, ale wcale nie mam o to pretensji. Jeśli miałbym powiedzieć, który z filmów bardziej sprawę przejaskrawia to postawiłabym na wersje niemiecką. To co dzieje się w finale jest już całkowitym apogeum, może trochę do przesady, ale nie mnie oceniać. Zarówno w jednym jak i w drugim filmie będą ofiary w ludziach. W eksperymencie Zimbardo nikt nie zginął.

Polecam obydwa filmy, bo jakoś znacząco nie odbiegają od siebie poziomem. Amerykanie starają się być bardziej klarowni natomiast Niemcy efektowni. Co kto lubi. Dla mnie obydwie wersje są interesujące.

Filmy poruszają bardzo ważny temat. Robią to w sposób dosadny i bezkompromisowy. Pokazują jak niewiele czasem potrzeba by z człowieka zrobić bydle. Mam tu na myśli zarówno więźniów, jak i strażników.

Ktoś komu przydzielono daną rolę potrafi w nią wejść bardzo szybko i nie zawsze chce z niej rezygnować. Okrzyk Klawisza z wersji amerykańskiej “To wszytko co mamy nie możecie nam tego zabrać” dosadnie pokazuje jak władza zmienia człowieka. Jak bardzo się w niej rozsmakowuje i nawet jeśli jest tylko iluzją to będzie się jej trzymał pazurami.

eksperyment

Co się tyczy więźniów niektórym bardzo łatwo jest odebrać godność. Szybko poddają się roli byleby przetrwać. Rezygnują z praw. Inni będą walczyć i gotowi będą się poświęcić w imię zasad. Sposób w jaki ukazuje to film, którykolwiek z nich,  mocno wali w głowę, więc musicie się przygotować na sporą dozę brutalności.

Moja ocena:

Eksperyment (2001):7/10

Eksperyment (2010):8/10

Wbrew regułom

W Delta Z/ Reguła (2007)

waz

W Nowym Jorku twardy doświadczony glina i jego moralizująca młoda partnerka znajdują okaleczone zwłoki ciężarnej kobiety. Okazuje się, że ofiara była związana z miejscowym oprychem. To co wygląda na początek wojny gangów jest w rzeczywistości jednoosobową vendettą wymierzoną w konkretne osoby.

Na jednych zwłokach się nie kończy. Brać miejscowych gangsterów jest sukcesywnie przerzedzana przez kogoś, kto niesie śmierć i przesłanie. Owym przesłaniem jest udowodnienie tytułowej reguły jaka dotyczy wszystkich: Nie ma czegoś takiego jak altruistyczna miłość. Brat zabije brata, matka zabije dziecko, wnuk zabije babcie… bo wszyscy noszą w sobie ‘samolubny gen’ opisany wzorem W delta Z.

“Reguła” jest połączeniem psychologicznego thrillera i kryminału z nieśmiało wizualizowanymi elementami torture porn. Jego twórcy działają w świecie kina grozy i mają w tym pewne doświadczenie. Pewne jest, że doskonale zdają sobie sprawę z tego, co w danym momencie jest na topie.

Gdy Reguła wchodziła do kin, inny twórca korzystał z dobrze nakręconej machiny do zarabiania pieniędzy i wkraczał właśnie z czwartą częścią “Piły“. Wspominam o tym nie bez powodu, bo “Reguła” jest jednym z tych obrazów, jakie masowo wypłynęły po roku 2000, który naśladuje motyw ‘badania granic humanizmu’.

W “Regule” mamy antagonistę, który starannie wybiera swoje ofiary. Wyławia ich z odmętu slamsów Nowego Jorku, ale nie chodzi tu o ‘robienie porządku’. Do narodzin naszego antagonisty przyczynił się nie nikt inny jak jego obecne ofiary. Mamy tu więc do czynienia z vendettą okraszoną naukowym spojrzeniem na motywy zabójstw.

waz

Filmowy antybohater niesie ze sobą swój kaganek oświaty:) Pokazuje jak bezsensowna jest wiara w ludzkie poświęcenie. Kolejni bohaterzy pokazują, że miłość ma bardzo liche podstawy wobec pierwotnego instynktu przetrwania jest na przegranej pozycji. Jedna ofiara jest gotowa znieść naprawdę wiele zanim zmuszona torturami zabije kogoś sobie bliskiego. Innemu wystarczy wbić gwoździe pod paznokcie.

Po co nasz zły to robi? Tu nie spodziewajcie się niespodzianek. Jak zazwyczaj wystarczy przyjrzeć się modus operandi by wiedzieć, może nie szczegółowo, ale ogólnie, co takiego mogło skłonić antagonistę do takowych działań.

Droga do rozwikłania tajemnicy nie jest więc zbyt wyboista, a nazwisko sprawcy szybko pojawia się na ustach naszego twardego gliny.Dużo większym wyznaniem wydaje się być rozszyfrowanie jego roli w całej sprawie, ale przecież dla wytrawnego widza nie ma rzeczy niemożliwych;).

Motywy psychologiczne pełnią tu nadrzędną rolę, więc nad ciekawymi rysami charakterów postaci należało się bardziej pochylić.

Mamy więc naszą małą blondyneczkę, Helen, która dopiero rozpoczyna przygodę w dużym mieście w sekcji zabójstw. Rozczula się nad każda ofiarą i nawet przez myśl jej nie przechodzi jak mocno jeden z drugim sukinsynów zasłużył na udział w odwecie.

Eddie, starszy stopniem, wiekiem i doświadczeniem jest zdecydowanie bardziej ‘elastyczny’. Zna wszystkich oprychów z imienia, jednych bardziej, drugich mniej. Wydaje się, że wie jak z nimi postępować.

waz

O naszym antagoniście nie chce zbyt wiele mówić, by nie odbierać Wam frajdy. Postać jest ciekawa, ale aktorsko zagrana słabo, manierycznie, melodramatycznie wręcz bym rzekła. Na szczęście nie pojawia się zbyt często na arenie. Częściej widzimy efekt jego działania niż sam jego przebieg. Ale gdy już się pojawi wraz z nim do głosu dochodzą elementy torture porn. Bardziej sugerowane niż prezentowane. W kluczowym momentach kamera odwraca szklane oko. Działa to jak cholera. Pamiętam, że gdy pierwszy raz oglądałam ten film bardzo mnie rozwalił – może mało wtedy jego widziałam z gatunku torture porn, a może samo zasugerowanie wydarzeń działa dużo mocniej niż ich pokazanie. To duża przestrzeń dla wyobraźni widza, a to zawsze sobie cenię.

Trochę zdziwił mnie finał, był zbyt naciągany jak na moje oko, ale ok, może miał podnieść na duchu strapionego widza? Nie wiem jakie było zamierzenie twórców, ale jeśli przez cały seans sukcesywnie zatapiamy widza w morzu beznadziei to nie wyskakujemy na koniec z białym gołębiem i gałązką oliwną.

Moja ocena:

Straszność:5

Fabuła:7

Klimat:6

Napięcie:7

Zaskoczenie:6

Zabawa:8

Oryginalność:5

To coś:7

Walory techniczne:6

Aktorstwo:6

63/100

W skali brutalności:2/10

Najlepszy gościniec na wschodzie europy

Hostel I-III (2005-2011)

hostel

hostel

hostel

Seria “Hostel” przebojem wdarłam się do kin budząc w widzach przeróżne uczucia. Część osób kocha filmy z tej serii za bezkompromisową brutalność, będącą wizytówką torture porngore, inni obojętni na mocne wrażenia wizualne widzą w nich tylko denną, niewymagającą myślenia fabułę i przewidywalny schemat scenariuszy.

Eli Roth, człowiek orkiestra, aktor grający u Tarantino, producent horrorów, scenarzysta i reżyser zanim nakręcił pierwszy “Hostel” zasłynął slasheremŚmiertelna gorączka“. Już wtedy można było stwierdzić, że bardziej niż pasjonująca fabuła interesuje go ukazanie potworności.

“Hostel” jest tego potwierdzeniem.

Tarantino wspierał go jako producent i ostatecznie “Hostel” wypłynął na szerokie wody w roku 2005.

Fabuła pierwszego filmu stanowi historię trzech młodych gości podróżujących po europie. Paxton i Josh to studenci z Amerykańskiego college’u, zaś Oli to Islandczyk, który przyłącza się do nich w trakcie podróży po Europie.

hostel

Jak na durnych turystów przystało nie interesują ich zabytki europy tylko alkohol i cipki. Jako że z tymi ostatnimi słabo im się powodzi łatwo dają się namówić amsterdamskiemu znajomemu na wypad na wschód Europy. Nie grzeszą inteligencją toteż argument mówiący o tym, że na Słowacji roi się od wygłodniałych panienek, bo męska część populacji zginęła na wojnie ruszają tam z wywieszonymi penisami. Lokują się w poleconym przez znajomego hostelu, gdzie zostają przyjęci lepiej niż się spodziewali. Gołe panie rzucają się na nich niemal od progu przez co panowie tracą resztki rozumu.

hostel

Załatwieni dragami tudzież zwabieni podstępem, wszyscy, prędzej, czy później lądują w opuszczonej fabryce, gdzie obrotni Słowacy organizują nietypowe rozrywki dla zamożnych członków ‘klubu łowieckiego’. Zabawa polega na zabijaniu. Każdy kto ma odpowiednią ilość pieniędzy i chartu ducha może zamówić sobie prywatną ofiarę do zamęczenia.

hostel

Schemat nielegalnej organizacji powtarza się we wszystkich trzech częściach “Hostelu”.

Pierwszy z filmów nie szczególnie przypadł mi do gustu. Eli Roth stworzył w swoim scenariuszu bohaterów, którym osobiście życzyłam śmierci. Banda przygłupów, którym sperma zalała mózgi – ostatecznie samo byli sobie winni. Tak, podła jestem. Nie przypadła mi też do gustu obsada aktorska.

hostel

Nie da się jednak ukryć, że film ma coś w sobie. To coś to brutalność. Kiedy już napatrzymy się na cycki wreszcie zaczyna się coś dziać. Eli Roth zadbał o stosowne wyeksponowanie wszelkich flaków i odciętych części ciała. Daje też szansę jednemu z bohaterów na wydostanie się z fabryki co zapewnia dobrze utrzymujące się napięcie.

Tak czy siak, zdecydowanie wolę “Hostel II”.

W  pierwszym seqelu “Hostelu” poznajemy dwie piękne panie. Głupiutką blondynkę i ostrożną brunetkę. To one staną się głównymi bohaterkami. Szybko dołącza do nich jeszcze jedna turystka, rażąca brzydotą i głupotą. Piękne panie i brzydula w czasie kursu malarskiego w Rzymie poznają modelkę Axelle, która zwabia dziewczyny do spa na Słowacji.

hostel

Trzy ofiary i ich oprawczyni meldują się w znanym z pierwszej części “Hostelu”.

Tak jak wspomniałam, brunetka Beth nie cierpi na deficyt inteligencji toteż dostrzega drobne sygnały mówiące o potencjalnych zagrożeniach. Nie można tego samego powiedzieć o blondynce Whitney, która na widok pierwszego lepszego faceta ściąga majtki przez głowę i naiwnej brzyduli Lornie, która jest rekordzistka jeśli chodzi o nieostrożność.

W tym samym czasie śledzimy poczynania dwóch biznesmanów ze Stanów. Przebojowy Todd namawia swojego mniej ogarniętego kolegę Stuarta na wstąpienie do ‘klubu łowieckiego’. Stuart choć oponuje zgadza się zabić kogoś dla rozrywki, zwłaszcza że ‘zakupiona’ dla niego przez Todda ofiara bardzo przypomina jego małżonkę, a nic nie sprawiłoby mu większej uciechy niż jej zamordowanie.

Poznajemy sposób w jaki prowadzone są licytacje w klubie łowieckim, widzimy jak dobrze ułożeni ludzie sukcesu z całego świata walczą ze sobą o możliwość zabicia kogoś dla zabawy. Rozwinięcie wątku organizacji oceniam jak najbardziej na plus.

hostel

Dalszy przebieg akcji jest w pewnym stopniu przewidywalny, jednak ciekawiej obserwowało mi się Todda i Stuarta w akcji niż jakiś anonimowych świrusów. Todd było doprawdy przezabawny kiedy zabrał się za swoją blondynkę;) Pojedynek między Beth i Stuartem to już nieco inna bajka nie mniej jednak zachowanie postaci oprawcy było dość specyficzne, zaś sam finał tej historii był dosyć niespodziewany i mocny, tak mocny.

Porównując obydwa “Hostele” nie da się nie zauważyć, że część druga jest bardziej przewrotna i posiada więcej czarnego humoru. W obydwu obrazach Eli Roth używa wątków zaczerpniętych z innych filmów, których prawdopodobnie jest fanem.

hostel

W dwójce jest to bardziej czytelne. Chociażby scena z kanibalem stołującym w fabryce. Aktor wcielający się w tą postać oprawcy jest znanym twórcom włoskiego kina kanibalistycznego. Aktorka wcielająca się w postać nauczycielki rysunku znana jest natomiast z ról we włoskim giallo.

hostel

Teraz czas na seqel numer dwa. Dzieło całkowicie odrębne, odwracające się plecami do wszystkiego, co było dobre w poprzednich “Hostelach”. Ba, nie ma tam nawet hostelu, jest za to luksusowe kasyno… w Las Vegas.

Eli Roth nie miał już z nim nic wspólnego. Scenarzysta obrazu znany jest głównie z seqeli kasowych produkcji, dodam, nie udanych seqeli. Natomiast reżyser częściej zajmował się aktorstwem.

Film powiela ulubiony schemat amerykańskich komedii mianowicie wieczór kawalerski w Nevadzie. Trzech kumpli, w tym pan młody, ruszają do Las Vegas żeby się zabawić. Niefortunnie lądują w chciwych łapskach ‘klubu łowieckiego’, podobnie jak dwoje turystów, tadam… ze wschodniej europy. Tu role oprawców i ofiar się zdecydowanie odwróciły. Dodam jeszcze, że scenarzysta zafundował widzom dość… żałosny twist czyniąc z jednej z ofiar oprawce.

hostel

Dobrodziejstwo scenariusza specjalisty od seqeli nie uznaje nie uzasadnionej przemocy jaka była wizytówką poprzednich części. Tu mamy intrygę pewnego zawistnego człowieka. To ostateczne wypięcie dupy na to co prezentowało założenie fabuły filmów Rotha. Cóż, twórcy poświecili klimat na rzecz bardziej złożonej fabuły. Bardziej złożonej, ale na pewno nie oryginalnej.

Jakby Wam jeszcze było mało, w 2011 roku powstała także  Bollywoodzka wersja “Hostelu”. Ciekawe, czy tańczą?

Słowem podsumowania, nie jestem wielką fanką tej serii. Doceniam jednak wizję Rotha, ostatecznie jej jakość mogą potwierdzić rozliczne produkcje bazujące na schemacie “Hostelu”.

Moja ocena:

Hostel: 6/10

Hostel II: 7/10

Hostel III: 3/10

 

W skali brutalności:8/10

Masakra

Autopsy (2008)

autopsy

Grupa znajomych imprezuje w Nowy Orleanie. W przypływie boskich mocy wsiadają pijani do samochodu i powodują wypadek na odludnej drodze. Szybko zjawia się karetka, bowiem personel pobliskiego szpitala poszukuje zbiegłego pacjenta. A ten, ups, tkwi pod kołami auta młodych. Znajomi zostają zapakowani do karetki i odwiezieni do szpitala – tego samego, z którego udało uciec się pacjentowi. Ciekawe dlaczego uciekał? Może dlatego, że personel to banda świrów?

autopsy

Horror w reżyserii Adama Gierasch’a wg. opisu w internecie ma się kojarzyć z Piłą“, “Hostelem” i “Teksańską masakrą piłą mechaniczną“. Ja bym się ograniczyła do słowa ‘masakra’. Bo owszem, krwi tu sporo, ale do wymienionych powyżej filmów “Autopsy” jest daleko.

Trzech scenarzystów, w tym jeden w osobie reżysera dumali wspólnie nad fabułą filmu i jedyne, co osiągnęli to dobrze zlaną krwią pozbawioną logiki historię.

Na temat poziomu aktorstwa nie ma co się wypowiadać. Jest źle. W zasadzie jedyna zaletą owego filmu jest jego brutalność- pod warunkiem, że ktoś preferuje.

Nasi bohaterzy przesiadują w szpitalnej poczekalni, czekając na badania. Każdy kto się na nie wybierze już nie wróci, ale młodzi nie szczególnie zaprzątają sobie głowę znikającymi znajomymi.

autopsy

W między czasie mamy mnóstwo bezsensownych zapchaj dziur w scenariuszu, które miały prawdopodobnie rozładować napięcie, które jednak nigdy nie zostało zbudowane.

Antybohaterem jest szalony lekarz, który ochoczo kroi przypadkowych ludzi, by móc leczyć żonę. Na co jest chora, do czego potrzebne mu są części przypadkowych osób? – nie wiemy i się nie dowiemy.

autopsy

autopsy

Przez cały seans miałam wrażenie, że film epatuje przemocą dla samego ukazania przemocy. Nie ma w tym racjonalności, ani logiki.

Kiepsko też wyszły próby zbudowania psychodelicznego klimatu jakim powinien emanować stary szpital. Ot, nieudany horror klasy B.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:3

Napięcie:4

Zabawa:3

Zaskoczenie:3

Walory techniczne:5

Aktorstwo:4

Klimat:5

To coś:4

Oryginalność:3

40/100

W skali brutalności:5/10

Pociąg z organami

Train/ Rzeźnia na szynach (2008)

train rzeźnia na szynach

Drużyna amerykańskich zapaśników i zapaśniczek przybywa do Europy na zawody sportowe. W jakimś zapomnianym przez boga kraju trafiają do pociągu, w którym spotka ich mord i wszelaka rzeźnia.

Taki opis chyba w zupełności wystarczy, bo Moi drodzy, “Train” nie jest filmem szczególnie skomplikowanym. Nie znaczy to oczywiście, że amator mocnej jatki nie znajdzie tu satysfakcjonujących motywów.

Główni bohaterzy to średnio rozgarnięci amerykanie, którzy padają ofiarą grupy wschodnich zbirów, specjalizujących się w handlu żywym towarem. Gdyby nie motyw organów i przeszczepów film można by uznać za kalkę serii “Hostel”.

train rzeźnia na szynach

W “Rzeźni na szynach” scenarzyści postarali się jednak własne uzasadnienie brutalności oprawców. Ciekawą sprawą jest, to że mimo iż przyczyny są zupełnie inne to zachowania antybohaterów są niemal identyczne. Osobiście uważam, że wyrwany gołymi (brudnymi) łapami organ miałby raczej marne szanse na przyjęcie u nowego właściciela co jest bezsprzecznie najpoważniejszym błędem logicznym w fabule obrazu. Innych podobnych jemu ‘kwiatków’ w fabule nie zabraknie.

train rzeźnia na szynach

Film jest w zasadzie jedną długą sekwencją brutalnych scen przemocy, gwałtu i kolejnych prób ocalania swoich cennych części ciała przez bohaterów.

train rzeźnia na szynach

Wszechobecny bród, smród i rzeźnickie zapędy prezentowane z dużą pieczołowitością doskonale wpisują się w konwencje torture porn,  jednak jako całość obraz nie wnosi nic nowego.

Jeśli macie ochotę na mało ambitną, ale od strony wizualnej dobrze zrobioną makabreskę to “Train” jest niezłym wyborem.

Moja ocena:

Straszność: 8

Fabuła:5

Klimat:6

Napięcie:6

Zabawa:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:6

Oryginalność:3

To coś:5

Zaskoczenie:3

55/100

W skali brutalności:6/10