Archiwa tagu: Vesper

Kuba, ćmy i koty

WYWIAD – Jakub Bielawski

Drodzy Parafianie, przybywam do Was z obiecanym, nowym wywiadem. Tym razem na rozmowę udało mi się namówić Jakuba Bielawskiego, znanego ze zbioru opowiadań „Słupnik” i moim zdaniem najlepszej ubiegłorocznej powieści grozy „Ćma„. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Vesper i to właśnie dzięki ich uprzejmości miałam okazję ją przeczytać.

Autor okazał świetnym człowiekiem z ogromem dystansu do siebie. Mam nadzieję, że udało mi się choć trochę przybliżyć jego postać 😉

Kuba, dzięki.

BIBLIA HORRORU: Przyznałeś, że Biblia Horroru jest Ci znana, a więc skoro trafiłeś na bloga o horrorach, nie może obejść się bez pytania o ulubione twory tego gatunku;) Masz swoich ulubieńców? Filmowych czy też książkowych?

KUBA: Owszem, podczytuję już od jakiegoś czasu ,,Biblię horroru”, staram się śledzić też inne grupy i strony związane z literaturą, czy też mówiąc szerzej – kulturą grozy. Zaczynałem od zwykłego lurkowania, wyszukiwania nowych pozycji na półkę. Chciałem wiedzieć o czym się mówi, co się czyta i jak myślą mądrzejsi ode mnie. Teraz zaś śledzę te profile również ze względów zawodowych (ładne określenie na próżność i szukanie recenzji swoich książek).

Co do samego pytania o grozowych ulubieńców – oczywiście, że mam! Jeszcze jak! Choć nie ukrywam, że są to głównie ulubieńcy literaccy. W latach szczenięcych uwielbiałem filmy grozy. Wypożyczałem je na VHS i DVD oraz ,,wypożyczałem” z internetów wraz z kuzynem i weekendowo przepadaliśmy w świat tych wszystkich flaków-nieflaków, wampirów, diabłów i strasznych dziewczynek. Z biegiem czasu jednak te filmy zaczęły sprawiać wrażenie wtórnych, często śmiesznych, albo tak strasznych, że naprawdę bałem się je oglądać. Wtedy też mocniej złapałem za książki, choć kilka bardziej i mniej oldschoolowych pozycji wciąż wspominam z łezką w oku. Jeśli chodzi o książki to zacząłem dosyć wcześnie od cyklu ,,Szkoły przy cmentarzu” wypożyczanych namiętnie z osiedlowych bibliotek. Równolegle na kablówkowych kanałach dla dzieci podpatrywałem ,,Gęsią skórkę”, ,,Eeirie Indinana” i tego typu perełki. No ale wtedy byłem jeszcze gówniakiem i plastikowe trupy spełniały swoje zadanie. Z resztą, przez jeden odcinek ,,Gęsiej skórki” z dyniogłowymi załapałem się na cykl koszmarów. W międzyczasie zbierałem też legendy, z odwiedzanych miejsc i tam również potrafiłem co nieco wyłuskać. Ot choćby ,,Księga legend i opowieści bieszczadzkich” Andrzeja Potockiego. Naprawdę polecam! Kilka naprawdę mocnych, rustykalnych horrorów by się z tego wykluło. Chciałbym też wspomnieć o fantastycznym zbiorze opowiadań Anny Kańtoch ,,Diabeł na wieży”. Kurde! Jakie to było i nadal jest dobre. Czegoś takiego szukałem, coś jak ,,Braterstwo wilków”, ale do czytania. Mocno mnie wtedy ten diabeł złapał i prawdę powiedziawszy, jeśli nie liczyć Tolkiena i Sapkowskiego, to wtedy na dobre zaczęła się moja przygoda z literaturą fantastyczną i niessamowitą. Później już klasyka, Stefan Król i nasza relacja od miłości i zachwytów po znużenie i odrzucenie, aż do obecnego, ponownego zauroczenia. Przełomowe były z pewnością sesję w grę fabularną ,,Zew Cthulhu” na pieszyckim aka piotroleskim poddaszu u Maćka Antoszczuka. Bogowie Zewnętrzni, jakie to było dobre i mocne! Wtedy wleciał H. P. Lovecraft jak złoto! Spinałem się przy nim nawet w wiosennych, popołudniowych tramwajach. Howard w literkach i Nox Arcana w słuchawkach, polecam. Gdzieś tam obok niezawodny Edgar i jego ,,Kruk” zaczytywany do porzygu pod ławką w liceum (sorry nauczyciele). I tak to się kulała, później już coraz bardziej świadomie wiedziałem co brać, a czego unikać. Swego czasu zakochałem się w ,,Domu na wyrębach” Dardy, ale byłem wtedy w fazie separacji z Kingiem, a jednak twórczość obu Stefanów ma dużo punktów stycznych więc na jakiś czas odpadłem, choć wciąż zdarza mi się wracać do audiobooka z niesamowitym Wiktorem Zborowskim przy mikrofonie. Im byłem starszy i bliższy tego świadomego pisania tym głębiej szukałem. Z jednej strony kolejne klasyki, z drugiej nowości, głównie polskie. Zachwycił mnie nasz krajowy śmieszek i birbant Wojciech Gunia ze swoim ,,Nie ma wędrowca” i innymi opowiadaniami. Podobnie miałem, a w zasadzie mam z wczesnym Orbitowskim i jego ,,Nadchodzi” czy ,,Wigilijnymi psami”. To chyba najbardziej wryło mi się w głowę. Twardo nadrabiam vesperowe klasyki i biblioteczkę C&T (kocham Jamesa i Blackwooda). Jednym okiem zezuję na pojawiające się nowości i staram się mieć rękę na pulsie. Stąd moje zachwyty i peany nad ,,The VVitch” i ,,The Lighthouse” czy ,,Valley of shadows” (chyba przeprosiłem się też z ekranową grozą). Obecnie zaczytuję się w Karice i ,,Szczelina” naprawdę zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Mogę o tym naprawdę długo gadać, bo i jest o czym, ale nie chciałbym nikogo zanudzać, podobno nieźle wychodzi mi to w książkach.

BIBLIA HORRORU: Skąd przyleciała do Ciebie „Ćma”? Jak rodziła się ta historia? Od czego się zaczęło? Natchnienie spadło na Ciebie pod wpływem impulsu, czy był to raczej efekt pracowitych rozważań?

KUBA: Ciemka przyleciała do mnie wraz z mailem od Wydawnictwa Vesper z propozycją współpracy. Warunek byłe jeden: chad powieść, a nie virgin zbiór opowiadań. A ja już przecież miałem coś w głowie, wtedy nie wiedziałem jeszcze o tym, ale prawda była taka, że niemal cała ,,Ćma”, bohaterowie, fabuła, koncept i vibe miałem już w głowie. Spisałem to sobie w notesiku i zaraz zacząłem tłuc w klawisze.

BIBLIA HORRORU: Pisząc „Ćmę” od początku miałeś w głowie całą historię, wiedziałeś co chcesz napisać, czy poszedłeś na spontan?

KUBA: Tak jak wspomniałem, okazało się, że ona już tylko czeka na opisanie. Nawet imiona dziewczyn wykwitły od razu. Wiedziałem, że to musi być właśnie taka relacja i właśnie w takiej konfiguracji. Opisy, rozmowy i reszta tła były już improwizowane, o ile tak mogę powiedzieć, natomiast wszystko owijało się wokół konkretnego kośćca, który miałem w głowie.

BIBLIA HORRORU: Ile czasu zajęło Ci napisanie „Ćmy”?

KUBA: Zabrałem się za pracę na przełomie lipca i sierpnia, w sierpniu usiadłem na dobre do pisania i z drobną przerwą na wrześniowe szaleństwo w szkole działałem sumiennie aż do połowy grudnia, do pamiętnego wieczoru w osiedlowej pralni gdzie skończyłem ostatni rozdział. Później z miesiąc sobie ciemka odleżała i w dwa tygodnie obrobiłem się z redakcją. Oczywiście sam przy tym poprawianiu nie siedziałem. Muszę przyznać, że nienawidzę czytać tego co napisałem i jest to chyba najgorszy element pracy twórczej.

BIBLIA HORRORU: Z rozmów z różnymi autorami wiem, że perypetie wydawnicze niekiedy stanowią gotowy materiał na nową książkę. Jak to wyglądało u Ciebie? Czy w naszym pięknym kraju trudno wydać powieść?

KUBA: Zajebiście łatwo! Sami się napraszają! A ja tylko myk! i wybrzydzam, i odrzucam oferty. Taki jestem genialny. A tak na serio to mam więcej szczęścia niż rozumu czy talentu. Wysłałem opowiadania do kilku wydawnictw, większość odmówiła bądź zlała temat. Niezastąpiony Sebastian Sokołowski z Phantom Books złapał mnie jednak w międzyczasie, zaproponował wydanie zbioru opowiadań i jakoś to poszło. Nie było źle, nie było ciężko. W międzyczasie zdążyłem obronić pracę dyplomową, znaleźć dwie nowe prace i się zaręczyć. Myślę, że patrzenie na mnie z  perspektywy rynku wydawniczego i jego tajemnic to jak wypytywanie gościa, który po pijaku wygrał w lotka jak najlepiej zarobić pierwszy milion.

BIBLIA HORRORU: Jedną z najważniejszych moim zdaniem umiejętności pisarza jest zdolność obserwowania otaczającego go świata i czerpania z niego inspiracji. Dla mnie Góry Sowie i Dżerzi to jakby odrębni bohaterowie, którym poświęciłeś bardzo dużo uwagi. Jak wyłapujesz z otoczenia inspiracje?

KUBA: W końcu o to mnie pytajo! Cały czas chciałem, żeby ktoś zarzucił: ,,Yh, ten bielaski to tak zajebiście opisał te krajobrazy, góry, pola, wiochy i miasteczka. Kurła, jak on to robi? O! Wiem! Nazwijmy toto co on stworzył horrorem krajobrazowym, albo grozą topograficzną!”. Także dziękuję!

Dużo chodzę, dużo jeżdżę. Patrzę, oglądam i słucham. Tyle. Naprawdę. Wiem, że to brzmi lamersko, tanio, ale taka jest prawda. Umiem pisać tylko o tym co znam, o tym co widzę pod zamkniętymi powiekami. Przynajmniej na razie tak mam. Chciałbym wierzyć, że kiedyś będę bardziej elastyczny.

Pociąga mnie rozkład, dzicz, a w zasadzie zdziczenie. Pogranicze między cywilizacją i naturą. Ta ziemia niczyja z zarośniętymi przez łopiany czy perz silosami po PGRach, popękane betonowe płyty, z których wyrasta trawa. Kiedy szlajam się wokół Dżerzi często natrafiam na jakieś ruiny, resztki fundamentów i wtedy wyobraźnia zaczyna pracować. Mam masę zdjęć takich miejsc, takich motywów. Warsztatowo dziadowskie, ale swoją rolę w mojej głowie spełniają.

BIBLIA HORRORU: W „Ćmie” urzekła mnie postać kotki Psotki. Czyżbyś wzorem Poe’go i Lovecrafta był zdeklarowanym kociarzem?

KUBA: Owszem, choć jestem nim od niedawna, raptem od kilku lat. Wcześniej, przez ponad dwadzieścia lat stałem twardo po psiej stronie palisady, ale moje serce zmiękczyła Strzyga, a później dołączył do niej Leszy i z kretesem przepadłem. Teraz już nie ma odwrotu. Kiedy czasami opiekujemy się psem mojej teściowej to nie mogę wyjść ze zdziwienia jakimi głośnymi i namolnymi zwierzakami są psy. Jasne, to jest urocze i bardzo je za to lubię, ale zawsze wtedy, nawet podświadomie, porównuję ten psi raban z kocią gracją i dyskretną obecnością moich burasów. Koty 4 life!

BIBLIA HORRORU: Przyznałeś mi się, że pracujesz z dzieciakami. Czytając „Ćmę” doznałam czegoś w rodzaju flash back’a z lat szczenięcy, czy to właśnie codzienne obcowanie z młodzieżą pozwoliło Ci tak wiarygodnie przedstawić świat Kai i Niny, czy może jesteś młody duchem i dzieliłeś się raczej własnymi doświadczeniami z dorastania w Dżerzi?

KUBA: Jestem stary duchem i w opór zrzędliwy, ale praca z kaszojadami wymaga pewnej otwartości na ich świat, na ich problemy i język. Kaja i Nina to dziewczyny z mojego (naszego?) pokolenia. To encyklopedyczny produkt popieprzonych najntisów na zadupiu Środkowej Europy. Z takich smarkul powyrastał te wszystkie millenialsy, na które teraz uwielbiają narzekać Janusze biznesu. Kurła, kiedyś to były pracowniki…

BIBLIA HORRORU: Jak Twoi uczniowie i środowisko nauczycielskie zapatruje się na Twoją pisarską karierę? Uczniowie proszą o dedykacje na książkach?;)

KUBA: W tym właśnie problem! Cały czas nie doczekałem się tego czerwonego dywanu do gabinetu historycznego! Nie mówiąc już o osobnej garderobie i szefie kuchni na zawołanie! A tak na serio to jest spoko, bywa miło, czasami trochę krępująco. W kontekście koleżanek i kolegów z pracy oczywiście. Z uczniami jest trochę inaczej, o tym zaraz. Pożyczyłem kilku koleżankom swoje wypociny, pogadałem z nimi o tym czy o tamtym. Ze względu na okienka trochę czasu spędziłem w szkolnej bibliotece na pisaniu ,,Ćmy” czy ,,Dunkela”, poznałem więc lepiej Panią Agatę, naszą szkolną bibliotekarkę i przecudowną osobę. Niestety ze względu na tematykę i stylistykę tego co piszę nie wypada mi lobbować za specjalną półką z moją twórczością w naszej bibliotece. Muszę pomyśleć nad przebranżowieniem.

Z dzieciakami też jest śmiesznie, bo strasznie się niektórzy jarają, że łysy od histy czy wosu pisze książki. Niektórzy nawet czytali, choć im odradzałem. Czwartaki w zeszłym roku wpadły na pomysł wymienienia się autografami, ja im dam swój, a one mi swoje. Przystałem na to. Wyrosną z nich świetni youtuberzy i youtuberki czy tam inne influencerstwo, a ja będę mógł wtedy kąpać się w ich fejmie. Bardzo rozczuliło mnie, mówię serio, kiedy w zeszłym roku jedna z ósmych klas, które uczyłem zażyczyła sobie po egzemplarzu ,,Ćmy” dla każdego z uczniów i uczennic w ramach prezentu pożegnalnego. Każde z nich dostało osobistą dedykację. Mam nadzieję, że dobrze im się to będzie czytało, choć wiem, że niektórym uczniom rodzice zapowiedzieli, że bliżej osiemnastki będą mogli zapoznać się z literacką stroną Bielawskiego.

BIBLIA HORRORU: Masz swoje pisarskie rytuały, zwyczaje? Coś bez czego nie możesz się obejść przy pracy? Może kogoś z kim dzielisz się pomysłami na etapie powstawania książki?

KUBA: Raczej nie. Mam duży łeb i wiele się w nim mieści. Daję radę. Oczywiście czasami konsultuję się z narzeczoną czy przyjaciółmi na jakieś tematy, czasami pytam mamę lub ojca, ale tutaj jestem akurat bardzo introwertyczny i raczej w sobie duszę cały ten proces twórczy. Jeśli chodzi o pisanie to też nie jestem specjalnie oryginalny. Lubię sobie jedynie układać specjalne ścieżki dźwiękowe do pisania, jak również do czytania. Mam tego trochę na Spotify nawet. Szukam czegoś co nastrojem pasuje do fabuły, wydarzeń, opisów itepe. Głównie są to soundtracki z filmów i gier. Uwielbiam na przykład pisać przy duecie Cave & Ellis, ale ostatnio usunęli ze wszystkich platform streamingowych album ,,West of Memphis” i nigdzie nie mogę go znaleźć. Potrzebuję pomocy! Przewiduję nawet nagrody. Serio. ,,Ćma” na przykład powstawała głównie przy albumie ,,The Vanishing of Ethan Carter” Stroińskiego. ,,Dunkel” natomiast przy ścieżkach dźwiękowych z filmów ,,Bogowie” czy ,,Valley of shadows”.

BIBLIA HORRORU: Muszę Cię o to spytać: W Twojej powieści pojawia się wątek relacji Niny i Kai nacechowany homoseksualnie. W wielu kręgach są to nadal tematy tabu, twoim założeniem było przełamanie tego tabu, czy tak wyszło przypadkiem- lekkość i naturalność w twoim podejściu do tego wątku mnie bardzo ujęła.

KUBA: Ta historia właśnie taka musiała być i o tym właśnie opowiadać. Nie wiem nawet czemu dziewczyny, a nie faceci. Może bałem się, żeby nikt ze znajomych nie pomyślał, że to jakieś moje wynurzenia i wychodzenie z szafy? Nie wiem. Jest trochę boidupą, ale raczej to po prostu musiały być dziewczyny i tyle. Miałem też trochę dość wyru… wyrobionego motywu pisarza w średnim wieku, który pakuje się w tajemnicze… bla bla bla. Litości! Wielu twórców przede mną już się tym zajęło. Ja chciałem spróbować czegoś innego.

BIBLIA HORRORU: W „Ćmie” znajdziemy odwołania do mitologii, jesteś pasjonatem tych tematów, czy musiałeś zrobić tęgi research żeby wprowadzić te wątki?

KUBA: Żartujesz?! Ja tym żyję, jaram się wszystkimi zabobonami i mitami. Zbierałem toto od dziecka. Mam dwie półki zawalone tymi wszystkimi bujdami! Od małego mnie to ruszało, do dziś niewiele się zmieniło. Oczywiście musiałem pewne kwestie usystematyzować, zweryfikować, żeby nie wyjść na durnia, ale generalnie wiedziałem czego i gdzie szukać. No i zasadniczo miałem to pod ręką.

BIBLIA HORRORU: Jeśli dobrze szacuję „Ćma” jest Twoją pierwszą powieścią, wydawałeś do tej pory opowiadania. Co cię skłoniło do skoku na głębokie wody? Zmusiła Cię do tego historia, która zrodziła się w głowie, czy raczej zaplanowałeś: czas napisać powieść?

KUBA: Była kiedyś taka reklama banku, gdzie pytano polskiego selekcjonera, Leo Beenhakkera: Leo, why? Odpowiedź Lea jest i moją odpowiedzią.

BIBLIA HORRORU: „Ćma”, która notabene mnie zachwyciła nie jest typową powieścią grozy. Znalazłam w niej wiele ponad to co zwykły oferować książkowe horrory czy thrillery, wątki obyczajowe, które wcale nie stanowią marginesu, świat przedstawiony nastolatków z małego miasta, samo tło społeczne regionu, naprawdę solidna psychologia postaci. Wydaje mi się, że nie dbasz szczególnie o czystość gatunkową. Miałeś jakieś założenia w tej kwestii pisząc „Ćmę”?

KUBA: W ogóle nie dbam! Wręcz przeciwnie! Od początku chciałem, żeby to była inna, bardziej eklektyczna powieść. Klasyki są super właśnie dlatego, że są klasykami. Ja chciałem spróbować czegoś nowego, innego. Taki trochę Orbitowski z ,,Tracę ciepło” czy ,,Szczęśliwej ziemi”. Wiem, że mi jeszcze daleko do Orbitowskiego, że muszę się dużo nauczyć. Zdaję sobie sprawę z potknięć, chropawości i zwykłych wad ciemki, ale to wciąż moje pierwsze, tak obszerne literackie dziecko i kocham ją taką jaka jest. 

BIBLIA HORRORU: Na Twoim autorskim fanpage zauważyłam, że lubisz sobie polatać po kniejach. To sposób na szukanie inspiracji, czy przeciwnie, ucieczka od pisarskich obowiązków?

KUBA: Ucieczka, oczywiście, że ucieczka. Całe moje życie to hymn na cześć eskapizmu. Pisanie było jednym ze sposobów na radzenie sobie z całym tym syfem, który mam w głowie, z rzeczywistością, którą nie do końca akceptuję i prawdę powiedziawszy raczej nie lubię. Ale, jak mawia młodzież, gówno zrobiło się poważne i teraz pisanie staje się częścią mojego zawodowego życia, dorabiam na tym. W związku z tym chyba trochę i od tego uciekam w dzicz i odludzie.

BIBLIA HORRORU: Czy przy obecnym przesyceniu rynku literackiego trudno jest napisać coś oryginalnego nie powielając schematów? Starasz się być inny od innych;), czy raczej masz te kwestie w głębokim poważaniu?

KUBA: Hipsteryzuję, a jakże. Nie byłbym sobą-atencjuszem, gdybym nie próbował naokoło podjąć kolejnych tematów, powydziwiać, poutrudniać życia sobie i czytelnikom. Gimnastykuje mózg, myślę jak tu temat artystycznie ugryźć, a potem okazuje się, że niestrawne, że pretensjonalne, albo wtórne, bo już dawno ktoś to zrobił. Dlatego staram się jak najwięcej czytać, żeby nie było w przyszłości przykrych zaskoczeń i pobudek zawodowych z ręką w nocniku.

BIBLIA HORRORU: Skoro już napisałeś bardzo dobrą powieść grozy może podzielisz się recepturą? Co taka powieść powinna zawierać wedle Twoich odczuć?

KUBA: A jest dobra? Serio? Mi się wydawało, że mocno średnia, jak życie. Ale skoro tak mówisz to wierzę i proszę o więcej takich wypowiedzi. Co do samej recepty: nie wiem, naprawdę nie wiem. To bardzo trudne pisanie. Mądrzejsi ludzie napisali na ten temat książki, prowadzą kursy. Może lepiej złapać się za ten poradnik Kinga? Mówię serio. Ja jestem leszczem.

BIBLIA HORRORU: Masz swojego pisarskiego idola?

KUBA: No Peweks, nawet kilkoro. Może ograniczę się do trójki, bo znowu się rozgadam jak na początku. Bardzo cenię Tolkiena za piękno języka i opowieści, za magię tego wszystkiego o czym pisze, od palenia fajki po starcie ze złem. Na Tolkienie uczyłem się czytać i zawsze w serduszku będą go miał na pierwszym miejscu. Poza tym czuję się hobbitem. Kolejny na liście jest Andrzej Stasiu. On nauczył mnie kochania brzydoty, bylejakości i swojskości. Nawet kiedy pisze, a w zasadzie, pardon my french, pieprzy o niczym to i tak robi to z takim wdziękiem, że nie mogę przestać go czytać. Po prostu. Na koniec, a jakże, cliche, banał, wiem, wiem, ale mam to gdzieś – Olga Tokarczuk. Odkrycie kobiecego spojrzenia na świat, kobiecej części mojej natury było i jest dla mnie bardzo ważne. Początki przygody z twórczością Olgi Tokarczuk miałem trudne, ale cóż mogę powiedzieć, za młodu byłem strasznym debilem. Potem jednak było już lepiej i lepiej. Tyle chyba wystarczy, bo świerzbi mnie jeszcze, żeby z trójki zrobić TOP 10, albo i 20.

BIBLIA HORRORU: Pamiętasz swój pierwszy literacki utwór?

KUBA: Napisałem listowiersz do mojej chrzestnej, która leżała wtedy w szpitalu. Miałem z sześć lat chyba. Bardzo się o nią martwiłem i chciałem ją pocieszyć więc naskrobałem cosik niepewną ręką nawróconego mańkuta, który zastępował literę S bardzo w jego mniemaniu podobną literą Z. W związku z tym Kochana Kasia zmieniła się w Kazię. Dodałem od siebie, żeby wiedziała, że jestem dobrej myśli, usłyszany w reklamie szlagier, że nasze serca są jak dzwon. Nie wiem czemu, bo leżała na wyrostek, a nie na serce, ale no, chciałem dobrze. 

BIBLIA HORRORU: Co robisz gdy nie piszesz i nie sprawdzasz kartkówek;)?

KUBA: Obżeram się, włóczę, śpię i głaszczę koty.

BIBLIA HORRORU: Zwąchałam, że wkrótce Twoi czytelnicy mogą doczekać się nowej powieści „Dunkel”. Zdradzisz o czym jest? Gdzie jej wypatrywać?

KUBA: O Pani! Długo by mówić, strzelaniny, wojny gangów, wóda, przygodne stosunki, koks i lasery! A na koniec we wszystko wlatuje helikopter. Będzie ukazywała się cyklicznie w kioskach razem z Przyjaciółką. 

Dunkel to bardzo osobista i mroczna opowieść o polskich przesiedleńcach na Dolnym Śląsku w latach 1945 i 1946. Inna niż ,,Ćma”, mniej horrorowa, chociaż wypełniona czernią i trwogą tamtych czasów. Czworo bohaterów, cztery perspektywy i narrator, który ma czytelnikowi coś do powiedzenia od siebie.

BIBLIA HORRORU: Masz jeszcze jakieś straszne historie do opowiedzenia, które trzymasz w szufladzie swojej głowy?

KUBA: Wiele, ale boję się o nich mówić. Muszę napisać.