Archiwa tagu: Zaskakujące finały

Mit superbohatera

Unbreakable/ Niezniszczalny (2000)

niezniszczalny

David Dunn to tytułowy niezniszczalny człowiek. Wychodzi bez szwanku z każdego wypadku, nigdy nie choruje, ale nie dostrzega w tym niczego niezwykłego. Dopiero gdy na swojej drodze spotyka fanatyka komiksów o superbohaterach Ellijah Price’a zaczyna dostrzegać niesamowitość swoich zdolności. Jest nie tylko odporny na uszkodzenia, ale posiada też ogromną siłę fizyczną i nadnaturalna intuicję. Wszystkie te cechy czynią z niego w oczach cierpiącego na wrodzoną łamliwość kości Ellijah’a superbohatera.

Ten film mi jakoś umknął. Nie wiem czemu, bo zwykłam śledzić filmografię moich ulubionych reżyserów, a tu ominęłam taki kwiatek z ogródka twórcy „Szóstego zmysłu„. Film bardzo mi się podobał mimo, że nie do końca spełnia oczekiwania jakie stawiam thrillerom. Ten obraz określiłabym raczej dramatem z wątkami nadprzyrodzonymi, ale do thrillera z krwi i kości to mu jeszcze trochę brakuje.

Jest to opowieść, która powinna się spodobać osobom, które kochają komiksy, ale widzą w nich coś więcej niż to co oferują ekranizacje Marvela. Nie są tylko czczą fantazją, kolorowym pełnym sensacji obrazkiem, ale uniwersalną opowieścią o walce dobra ze złem.

niezniszczalny

Scenariusz, nie da się ukryć wykorzystuje wszystkie komiksowe schematy.

Mamy bohatera o nadnaturalne mocy, który żyje w ukryciu. Wtapia się w tłum by móc żyć jak zwykły człowiek, mieć żonę, syna, zwykłą robotę.

Swoje zdolności spycha na margines i w ogromnej mierze nawet nie zdaje sobie sprawy z ich istnienia dopiero spotkanie z osobnikiem skrajnie od niego rożnym sprawia, że zaczyna uznawać pewne fakty. Każdy superbohater ma swojego przybocznego, swoją kobietę, która wcale nie chce związku z supermenem. Tak też jest w przypadku Davida. Każdy dobry superbohater ma też swojego wroga, czarny charakter, wcielenie zła, całkowite przeciwieństwo jego osoby. Antybohatera często cechuje zazdrość wobec super mocy jako posiada bohater. I taka osobę też spotka David.

W główną rolę wciela się tu Bruce Willis, który jak zazwyczaj daje radę. Partneruje mu Samuel L. Jackson w roli Ellijaha.

niezniszczalny

Fabuła skupia się na powolnym odkrywaniu mocy, ale bez fruwania, ratowania wyskakujący z wieżowca niewiast czy walki wręcz z wrogiem. To zupełnie inne spojrzenie na komiksowy świat. I bardzo mi się to spojrzenie podoba.

Moja ocena:

Straszność: 1

Fabuła:8

Klimat:7

Napięcie:7

Zabawa:8

Zaskoczenie:6

Walory techniczne:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:8

to coś:7

66/100

W skali brutalności:1/10

Były dwie siostry Noc i Śmierć

Tale of two sisters/ Opowieść o dwóch siostrach (2003)

tale of two sisters

Soo mi i Soo yeon to dwie siostry, które w tragicznych okolicznościach straciły matkę. Powracają do swojego rodzinnego domu, a tam czeka ich przykra niespodzianka w postaci macochy (za życia matki pielęgniarki chorej i kochanki jej męża). Tej samej nocy w domu zaczynają dziać się niepokojące rzeczy.

Pomijając fakt, że macocha jest suką i lubi zamykać w szafie młodszą z sióstr, po nocach coś grasuje po domu. Soo mi jest przekonana, że to duch zmarłej matki, który pragnie zrobić porządek ze swoją bezprawną następczynią.

tale of two sisters

Opisałam fabułę w najprostszy z możliwych sposobów. Oparty na pozorach i bardzo powierzchowny. Każdy, kto zna „Opowieść o dwóch siostrach” wie, że nic, albo prawie nic nie jest tu prawdą.

Film Jee woon Kim’a obejrzałam w czasach bumu na kino Azjatyckie. Była to też pierwsza koreańska produkcja jaką miałam okazję poznać. To właśnie ten obraz wyrobił we mnie przekonanie, że na Koreańczyków nie ma mocnych, horrory robią zajebiste.

Mimo iż teraz mój entuzjazm wobec kina dalekiego wschodu przygasł, bo jakoś się niezdrowo zamerykanizowało, to do tego filmu zawsze powracam z ochotą.

Jest po prostu piękny.

Scenariusz powstał w oparciu o legendę o siostrach Róży i Lotosie, które to wzorem Kopciuszka podpadły macosze samym sowim istnieniem. Wredne babsko doprowadziło do śmierci obydwie dziewczynki, a na sprawiedliwość musiały czekać długo. Scenariusz czerpie z owej legendy o co trzeba, ale swoje też dodaje i ujmuje.

tale of two sisters

Wiele osób zastanawia się nad interpretacją całej tej historii opartej na niedomówieniach, halucynacjach, widmowych wspomnieniach i imaginacjach. Wokół różnych dróg interpretacji tej historii wyrosły już kolejne legendy, a sama czytając niektóre z nich zastanawiam się czy widzowie tak bardzo nadinterpretują, czy ja nazbyt prosto patrze na tę sprawę.

W spoilerze podzielę się skromną refleksją nad zagadką „Opowieści o dwóch siostrach”.

SPOILER: W moich oczach sprawa wygląda następująco. Soo yon oczywiście jest martwa.zginęła przygnieciona szafą wkrótce po tym jak znalazła swoją depresyjną mamę obwieszoną w szafie. Mama popełniła samobójstwo, bo wpadła w depresję z powodu poronienia. Dodatkowym bodźcem zapewne był fakt, że jej mąż posuwał jej pielęgniarkę.

Soo mi zdawała sobie sprawę z sytuacji w domu. Była wściekła na ojca i na kochankę na tyle, że nie zwracała uwagi na siostrę. Kochanka skrzętnie to wykorzystała w momencie, gdy młoda leżała przygnieciona szafą ta nakręcała starszą siostrę jeszcze bardziej, by ta wkurwiona jak sto pięćdziesiąt wyfrunęła z domu. Doskonale wiedziała,że młodsze pisklę jej nowego ukochanego dogorywa w swoim pokoju, więc pomyślała, że jeśli wpędzi Soo mi w poczucie winy będzie miała z głowy obydwie córki nowego faceta. 

Tak też się stało. Po śmierci siostry Soo mi próbowała się zabić wzorem matki i wylądowała w psychiatryku. Wraca  stamtąd popieprzona jeszcze bardziej. Wierzy, że jej siostra żyje i za punkt honor stawia sobie ochronę jej przed złą macochą.

Przypuszczam, że macochy mogło wcale nie być w domu po jej powrocie ze szpitala, a ona w swojej głowie odgrywała rolę zarówno swoją jak i siostry i macochy. Nie było też żadnego ducha tylko wyrzuty sumienia, które trawiły młodą bo nie pomogła siostrze. Uciekając przed wyrzutami sumienia winą za wszytko obarczała macochę przez co jej postać w filmie urosła do rangi niezrównoważonej psychopatki. Tyle. KONIEC SPOILERA.

tale of two sisters

Jeśli ktoś ma ochotę dorzucić swoje pięć groszy ad. ‚mojej wersji wydarzeń’ zapraszam do okienka komentarza;)

Jeśli chodzi o formę to jest ona równie ważna jak treść. Praktycznie każdą scenę można rozebrać na części i analizować, jak elementy snu na kozetce u psychoanalityka.

To dobra ścieżka ucieczki przez często makabrycznymi i przerażającymi widokami jakich uświadczymy w filmie. Groza jest podana subtelnie, ale skutecznie. Nie mamy tu wielu skocznych scen, w zasadzie nie ma ich wcale. Klimat grozy opiera się na powolnym stopniowaniu napięcia. Wpędzania widza w permanentny psychiczny rozgardiasz, niż na eskalacji strachu.

Kolorystyka obrazu jest na tyle posępna by dostrzec atmosferę smutku, która niemalże pływa ze ścian w domu, gdzie rozgrywają się wspomniane wydarzenia.

Nazwałabym ten film horrorem milczącym, bo niewiele pada tu słów, a muzyka jeśli już występuje wkrada się do ucha bardzo powoli, cichaczem.

Aktorstwo jest na tyle dobre, na ile potrafię ocenić azjatycki manieryzm. Do tej pory nie potrafię zbytnio wyczuć, a co za tym idzie ocenić warsztatu aktorskiego Koreańczyków, czy w ogóle Azjatów. Są dla mnie tak skrajnie inni i przedziwni w porównaniu z amerykanami czy Europejczykami, że nieodmiennie mam wrażenie, że patrze na teatrzyk kukiełkowy nie na żywych ludzi.

To bardzo stonowany film, spokojny, powolny, subtelny. Oparty na tym czego nie widać, a co można wyczuć.

Ktoś by mógł powiedzieć, ze to doskonałe kino dla masochistów, bo nie dość że horror to jeszcze trzeba przy nim myśleć, ale popularność tego obrazu świadczy o tym, że widzowie lubią tego rodzaju umartwienie.

I ja też.

Jeśli ktoś jeszcze nie widział to polecam. Obraz został oczywiście zremake’owany przez Hollywood i remake też przypadł mi do gustu, ale z zupełnie innych powodów niż oryginał.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:9

Klimat:9

Napięcie:8

Zaskoczenie:9

Zabawa:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To co:8

79/100

W skali brutalności:3/10

Śmierć w intensywnej czerwieni

Profondo Rosso/ Głęboka czerwień (1975)

głęboka czerwień

Młoda Niemka, Helga obdarzona zdolnościami telepatycznymi uczestniczy w wykładzie w Rzymie.  W jego trakcie, doznaje wizji, która odsłania przed nią mroczne uczynki i zamiary jednego z widzów.

Jeszcze tego samego wieczora Helga zostaje brutalnie pozbawiona życia czego świadkiem jest pianista, Markus, który pragnie pomóc w rozwiązaniu sprawy morderstwa.

głęboka czerwień

„Głęboka czerwień” to młodszy z filmów dobrze znanego Włocha, młodszy przynajmniej od „Suspirii„. Oglądając go łatwo w nim rozpoznać rękę Dario Argento, choć oba wspomniane filmy różnią się od siebie w sposobie wyboru środka ciężkości.

W „Głębokiej czerwieni” cały film opiera się złożonym i zaskakującym scenariuszu. To bardzo typowe giallo– połączenie krwawego horroru z kryminalnym śledztwem.

głęboka czerwień

Nie uwiódł mnie klimatem w sposób w jak udało się to „Suspirii”. Elementy takie jak scenografia, muzyka, sposób kręcenia nie były aż tak dopieszczone – w moim odczuciu.

„Głęboka czerwień” nadrabia za to historią, która jest autentycznie wciągająca, aktorstwem, czy dialogami. Więcej się tutaj dzieje, przez co, być może, nie zwracałam tak wielkiej uwagi na formę przekazu.

Mocnych, brutalnych, zlanych intensywnie czerwoną posoką, scen jest bardzo wiele i zrobione są z typową dla Dario finezją.

głęboka czerwień

Muzyka Goblina jest oczywiście dobra, ale… no właśnie, prawdopodobnie zostanę za to zlinczowana, ale nie pasowała mi tu. Nie była dość upiorna, dość nastrojowa. Nie zrobiła na mnie TAKIEGO wrażenia jak w innych filmach i na pewno nie zrobiła takiego wrażenia jak w „Suspirii”. 

Pod względem soundtracku górowała nad nimi dziecięca melodyjka (lub kolęda?) towarzysząca mordercy.

głęboka czerwień

Mimo wszystko ciężko mi zdecydować, który z filmów bardziej mi się spodobał. „Suspiria” w porównaniu z „Głęboką czerwienią” bardzo kuleje fabularnie, a i tak oglądałam ją z zachwytem.

Oczywiście polecam „Głęboką czerwień”, choć kwestię, który film jest lepszy zostawiam nierozstrzygniętą.

Moja ocena:

Straszność:8

Fabuła:8

Klimat:8

Napięcie:7

Zaskoczenie:8

Zabawa:7

Walory techniczne:9

Aktorstwo:8

Oryginalność:8

Co coś:8

79/100

W skali brutalności:5/10

Dawno temu i na dzikim zachodzie

Dead Birds/ Martwe ptaki (2004)

martwe ptaki

Czasy wojny secesyjnej. W Alabamie grasuje grupa żołnierzy dezerterów zajmujących się napadami na banki. Ich grono uświetnia niewiasta Annabelle i zbiegły niewolnik Todd.

Po udanym skoku na bank w miasteczku ekipa udaje się do opuszczonego domu, gdzie przeczekają noc przed drogą do Meksyku. Okazuje się, że będzie to wyjątkowo długa noc…

martwe ptaki

„Martwe ptaki” to film, który się wyróżnia. Twórcy zdecydowali się na sporo niestandardowych chwytów, przez co w oczach jednych widzów zyskali, w oczach innych stracili.

Po pierwsze mamy tu mało pozytywnych bohaterów pozytywnych:) W horrorach chodzi głównie oto, by widz mógł się identyfikować z protagonistami i kibicować im, gdy źle im się dzieje. Twardy orzech do zgryzienia, kiedy bohaterami pozytywnymi są zapijaczone oprychy, które nie mają problemu z uśmiercaniem niewinnych ludzi.

Świat przedstawiony w filmie jest co najmniej niedzisiejszy. Osobiście bardzo lubię horrory kostiumowe, ale nie są one zbyt popularne.

Tytuł filmu w żaden sposób nie sugeruje nam tego, z czym będziemy mieli do czynienia. Gdzie te martwe ptaki, pytają w sieci rozjuszeni widzowie, przyzwyczajeni do tego, że tytuł filmu, szczególnie jego polski odpowiednik dokładnie mówi, o czym obraz będzie. Tu martwy ptak jest zaledwie symbolem i jeśli ktoś oczekuje, nie wiem… nawiązań do Hitchcocka to się sromotnie zdziwi.

Nastrój filmu tkwi gdzieś pomiędzy klimatem historii o duchach, a makabreską.

martwe ptaki

martwe ptaki

Nie zabraknie zabiegów typowych dla ghost story: powolne przechadzki po opuszczonym domu, dziwne dźwięki, mali chłopcy wzywający pomocy ze studni, stare pamiętniki trzymane w szopie. A zaraz przy tym okaleczone zwłoki wiszące w charakterze stracha na wróble, stwory biegające po polu kukurydzy, demoniczne rytuały i krew, dużo krwi.

A wszystko to w jednym obrazie. Ha!

martwe ptaki

Dla niektórych może się okazać, ze za dużo tego dobra, ale mnie horror się spodobał.

Moja ocena:

Straszność: 8

Fabuła:7

Klimat:8

Napięcie:6

Walory techniczne:6

Zabawa:7

Aktorstwo:7

Oryginalność:7

To coś:8

Zaskoczenie:6

70/100

 W skali brutalności: 5/10

Anna i duchy

The Uninvited/ Nieproszeni goście (2009)

nieproszeni goście recenzja

Piętnastoletnia Anna dziesięć miesięcy temu trafiła do szpitala psychiatrycznego. Po tragicznym pożarze, w którym zginęła jej notabene i tak już umierająca matka, dziewczyna targnęła się na swoje życie. Teraz Anna opuszcza szpital i wraca do domu. W domu wszyscy zdrowi, tatuś napisał nową książkę, znalazł nową- choć nie tak całkiem nową –  partnerkę. Tylko starsza siostra Anny, Alex, wyda się być niezadowolona, rzucając zgryźliwe uwagi podsyca niechęć młodszej siostry do nowej partnerki ich ojca. Jak wspomniałam – partnerka nowa, ale nie do końca, bo jeszcze dziesięć miesięcy temu pracowała w domu Anny jako pielęgniarka jej umierającej matki.

Ziarno niepewności co do osoby rzeczonej pielęgniareczki zostało zasiane już w pierwszych minutach filmu. Skutecznie sugeruje się tu widzowi, że oto mamy do czynienia z kobieta przebiegłą, bezlitosną i przede wszystkim mającą ciekawą przeszłość. Anna i Alex postanawiają udowodnić ociemniałemu ojcu, że wybrana jego serca to harpia bezlitosna.

nieproszeni goście recenzja

Jako, że mamy tu do czynienia z gatunkiem horror/thriller nie zabraknie tu zjawisk paranormalnych. Oto duch zmarłej matki nie daje Annie spać. Przypełza nocą i utwierdza dziewczynę i jej siostrę w przekonaniu iż Rachel aka pielegniareczka nie tylko uwiodła świeżego żałobnika, ale także maczała palce w śmierci ich mamusi.

nieproszeni goście recenzja

Proste- jak to się mówi- jak konstrukcja cepa. Nastrojowy horror z elementami ghost story i zagadką kryminalną. Co jest więc takiego w tym filmie, ze typowany jest jako jedne z najlepszych horrorów ostatnich lat?

Braterski duet Guard & Guard wziął na warsztat gotowy pomysł zaczerpnięty z koreańskiej produkcji „Opowieść o dwóch siostrach”, któranawet jak na Azjatów niezwykle osobliwa i  wymagająca anielskiej cierpliwości.

Ile w Amerykańskim remaku znajdziemy produkcji koreańskiej? Pozornie niewiele, bo jedynie finałowe rozwiązanie zagadki, które de facto sprawiło, że film jest oceniany tak wysoko jest zaczerpnięte ze skośnego filmu. W inną stronę poprowadzono wątek macochy. Cała reszta to ze tak ujmę uniwersalne wątki amerykańskiego horroru, które jednak sprawdzają się jak cholera za sprawą bardzo zgrabnej realizacji.

nieproszeni goście recenzja

Tak jak wspomniałam najmocniejszym punktem filmowej fabuły jest zwrot akcji tuż przed finałem, który zmienia całkowicie obraz sytuacji.

Jeśli nawet ktoś nie oglądał „opowieści o dwóch siostrach” to identyczny – niemal pomysł mamy w amerykańskiej produkcji z lat ’70 „Odmieniec”. Mimo iż oryginalność tego rozwiązania jest wielce wątpliwa to i tak zaskakuje z niespotykaną siłą. Na dowód tego mam swój własny przykład. Zabierając się do seansu z „Nieproszonymi gośćmi” przeczytałam, że jest to remake „Opowieści o dwóch siostrach”, zaklęłam jak cholera, bo już wiedziałam co będzie grane.  Film jednak obejrzałam. W czasie seansu umknęło mi z głowy, że wiem jak to się skończy, bo tak jak wspomniałam scenariusz i poszczególne wątki po drodze pozornie nie mają nic wspólnego z oryginałem i mimo iż gdzieś został mi ślad pamięciowy ad. finału to i tak zakończenie mnie zaskoczyło. Dlaczego? Bo jednak amerykanie i koreańczycy mówią zupełnie innymi filmowymi językami.  We własny sposób zinterpretowali to co

nieproszeni goście recenzja

Jako, że mamy tu do czynienia z horrorem nastrojowym ważny jest filmowy klimat. Bardzo skutecznie budowany nie tylko dzięki zgrabnemu scenariuszowi, ale też za sprawą innych ważnych elementów, jak np. muzyka. Christopher Young jest gościem, który na prawdę wie jak się robi muzykę do horroru. Ostatnio chwaliłam go przy okazji wpisu o Sinisterze”. Na pochwałę zasługują również zdjęcia Dana Landina, który dorobku dużego nie ma, a jednak pokazał najwyższą klasę, prezentując nam obraz mroczny, ale nie „zbyt ciemny”- często zdarza się, że chcąc uzyskać jak najbardziej przerażający efekt filmowcy fundują nam zdjęcia tak ciemne że więcej trzeba się domyślić niż można zobaczyć.

Wątpię by znalazł się jakiś fan horroru, który produkcji jeszcze nie widział.

Moja ocena:

Straszność:6

Fabuła:7

Klimat:7

Aktorstwo:7

Zaskoczenie:8

Zabawa:7

Dialogi:6

Zdjęcia:9

To coś:6

Oryginalność:5

68/100

Nietypowe nawiedzenie

Insidious/ Naznaczony (2010)

naznaczony recnzja

Małżeństwo z trójką – bodajże o ile dobrze pamiętam- dzieci przeprowadza się do nowego domu. Jak to już bywa w nowych domach, często zastaje się tam dzikich lokatorów;)  Ranai już przy wypakowywaniu gratów zauważa, że coś jest nie tak. Najpierw przedmioty zmieniają swoje miejsce, później zaczyna bardziej fizycznie wyczuwać czyjąś obecność. Jej mąż Josh bagatelizuje przeczucia żony, aż do dnia w którym ich syn Dalton z niewyjaśnionych przyczyn zapada w śpiączce. Pod fizjologicznym względem wszystko jest z dzieciakiem ok, ale mimo to młody nie budzi się przez kilka miesięcy. Tym czasem dziwne siły coraz śmielej objawiają się w domu  Lambertów- tym i kolejnym do którego się przeprowadzają. Im dalej w krainę snu odpływa Dalton, tym bliżej do świata realnego jest dziwnym widmom.

naznaczony recnzja

Zadziwiająco miła i pomocna teściowa Ranai, a matka Johna przychodzi małżeństwu z pomocą dając im namiar na medium (?), kobietę, która w końcu wyjaśnia o co w tym wszystkim chodzi.

„Naznaczony” to film skośnego reżysera Jamesa Wana, tego samego, któremu zawdzięczamy „Piłę”. Fabuła „Naznaczonego” w niczym nie przypomina jednak wspomnianego hitu.

Początkowo wydaje się, że mamy tu do czynienia z podręcznikowym ghost story, jednak od momentu pojawienia się wszechwiedzącego medium sprawy zmieniają bieg i robi się bardzo ciekawie. Ale nie uprzedzajmy wypadków, bo bardzo ważna jest pierwsza połowa filmu budująca atmosferę i wciągająca widza w coraz silniejszy nurt paranormalnych wydarzeń.

naznaczony recnzja

Zazwyczaj w ghost story pojawienie się ducha zapowiadane jest niepojącymi dźwiękami upiornej bardziej lub mniej muzyczki, po czym następuje jump scenka, w której widzimy przez ułamek sekundy facjatę ducha, bardziej lub mnie obrobioną komputerowo.

W „Nawiedzonym” mamy zabieg zupełnie odmienny. Duchy nie robią za główną figurę planu, pojawiają się gdzieś w tle, przemykają pod nogami przerażonej bohaterki jak myszy. Ich obecność jest dosadna i namacalna nie chwilowa. I przeraża dużo bardziej niż to jest w przypadku ducha wyskakującego z za rogu, który powoduje w najlepszym wypadu chwilowe wzdrygnięcie.

naznaczony recnzja

Co się tyczy drugiej połowy filmu: gdy widz jest już wprowadzony w stosowny nastrój następuje gwałtowny zwrot akcji i obserwujemy wydarzenia nie mniej straszne niż przemykające duchy.

Spokojnie, z czystym sumieniem, mogę powiedzieć, że film budzi grozę.

Charakterystyce duchów blisko jest do ich klasycznego obrazu, żadne tam łamiące się kości i czarne peruki. Na koniec mamy zaskakujący i nie mniej przerażający finał historii.

„Naznaczony” jest bez wątpienia jednym z najlepszych horrorów nastrojowych ostatnich lat. Trochę liczę na kontynuacje historii choć z drugiej strony obawiam się, co by z tego wyszło.

Moja ocena:

Straszność:9

Fabuła:8

Klimat:9

Zaskoczenie:9

Zdjęcia: 7

Aktorstwo:6

Zabawa:9

Dialogi:7

Oryginalność:7

To coś:8

79/100

Czy terapia się udała?

Shutter Island/ Wyspa tajemnic (2010)

wyspa tajemnic

Kolejna filmowa adaptacja powieści Dennisa Lehane’a. Wcześniej pisałam tu o „Rzece tajemnic”, którą zekranizował Estwood i która jest dla mnie czymś absolutnie fenomenalnym. Z niekłamanym entuzjazmem podeszłam więc do filmu Scorsese, który wziął na warsztat powieść Lehane’a „Wyspa skazańców”.

Ameryka lata 50 XX wieku. Na wyspie w zatoce Bostońskiej mieści się zakład psychiatryczny dla obłąkanych przestępców. Typów, którzy najprawdopodobniej nigdy nie powrócą do społeczeństwa. Są pilnie strzeżeni jednak mimo tego jednej z pacjentek udaje się uciec. Jako że kobieta jest wybitnie niebezpieczna i ma ostrą ryche na psychice do jej poszukiwań przydzielonych zostaje dwóch agentów federalnych, Ted i Chuck. W roli Teda zobaczymy Leonarda Di Caprio, który im jest starszy tym lepsze wrażenie na mnie robi. Jego typowo chłopięca uroda w połączeniu z „rosnącym bagażem doświadczeń” staje się dla mnie z filmu na film co raz bardziej ujmująca.

wyspa tajemnic

Początkowo fabuła filmu kieruje nasze myśli na przekonanie o jakiejś dziwnej zbrodniczej działalności dyrektora szpitala. Wszyscy z reszta słyszeliśmy o rzeźnickich zabiegach jakie miały miejsce w placówkach psychiatrycznych. Ted próbując rozwikłać tajemnicę zniknięcia pacjentki wpada na bardzo grząski grunt. Martin Scorsese zadbał o paranoidalny klimat opowieści. Przez większą część filmu obserwujemy naszego bohatera jako człowieka niepewnego, którym targają sprzeczne emocje. Ted jednak wydaje się być ugruntowany w przekonaniu ze stoi po właściwej stronie barykady nie wie tylko jak ją sforsować.

wyspa tajemnic

Od strony obsady po za Di Caprio na wyróżnienie zasługuje Michelle Williams, którą pojawia się we wspomnieniach głównego bohatera i jest jego zmarłą żoną, a także Ben Kingsley w roli dr. Cawleya.

wyspa tajemnic

wyspa tajemnic

Szczególną uwagę zwróciłam również na scenografię. Jestem estetką więc zawsze ma ona dla mnie kolosalne znaczenie. Dante Ferretti zadbał o stworzenie klaustrofobicznego świata szpitala i wyspy.

Po za klimatem niewątpliwie najmocniejszym punktem produkcji jest fabuła. W środku filmu pojawiają się pewne dłużyzny, ale nie wybijają one z rytmu śledzenia opowieści, co najwyżej trochę męczą i wzmagają zniecierpliwienie widza w  oczekiwaniu na rozwiązanie zagadki. A jakie ono jest? W tym miejscu pojawia się wiele teorii. Wiele osób obstawia otwarte zakończenie: SPOILER: Widz sam może zdecydować, czy faktycznie Ted został nafaszerowany lekami i doprowadzony do obłędu, albo faktycznie zabił swoja żonę, doznał traumy i sfiksował. Ja osobiście obstaje przy drugiej wersji ,ale moja uwagę zwróciło coś jeszcze, o czym nie wspomina się na forach filmowych (bynajmniej ja nie zauważyłam) końcowa scena w której Ted siedząc na schodach przed szpitalem mówi do swojego lekarza („chuck’a”) że muszą uciekać z wyspy, co TEORETYCZNIE oznacza że „terapia” się nie powiodła. Więc ta teoria ad. zakończenia zakłada, że owszem był czubkiem i czubkiem pozostał. Jednak wypowiada także zdanie, które w moim odczuciu zmienia postać rzeczy „Lepiej umrzeć czy żyć jako potwór”- coś w tym stylu- oglądałam film dość dawno i dokładnie nie pamiętam. Moim zdaniem terapia się powiodła, a Ted specjalnie wprowadził psychiatrę w błąd i chciał poddać się lobotomi, bo wolał być warzywem niż potworem świadomym swej potworności. KONIEC SPOILERA.Chętnie poznam czyjeś zdanie na ten temat:)

Moja ocena:

Straszność:4

Klimat:10

Fabuła:9

Zaskoczenie:10

Oryginalność:7

To coś:9

Aktorstwo:9

Zabawa:9

Zdjęcia:10

Dialogi:9

78/100

Bardzo brytyjski horror

Scream of fear/Krzyk strachu (1961)

krzyk strachu recenzja

„Krzyk strachu” to klasyczny dreszczowiec, typowo brytyjskie kino z lat 60. Obraz bardzo często porównywany jest do filmów Hitchcocka i słusznie, bo choć jest raczej mało popularny- sama trafiłam na niego niedawno- to poziomem dorównuje twórczości mistrza suspensu.

Fabuła filmu traktuje o pewnej bogatej i niezwykle urodziwej inwalidce Penny Appleby, która po dziesięciu latach powraca z Włoch na Lazurowe Wybrzeże do domu ojca. Po śmierci jedynej przyjaciółki jej depresja i trauma po wypadku, który spowodował u niej kalectwo jeszcze bardziej się pogłębia. Dziewczyna nie zastaje swojego taty w domu rodzinnym. Opieką szybko otacza ją macocha, Jane tłumacząc dziewczynie, że ojciec musiał na krótko wyjechać w interesach.

krzyk strachu recenzja

Dom pana Appleby wydaje się być pełen sekretów. Macocha coś kręci, a Penny wydaje się, że w przydomowej altanie widziała ciało ojca. Przekonana, że jej tata nie żyje zaczyna uparcie poszukiwać jego zwłok, które rzecz jasna szybko zniknęły z altany. Z pomocą przychodzi jej szofer jej ojca, Robert, który wydaje się być oczarowany młodą dziedziczką.

krzyk strachu recenzja

Nie trudno się chyba domyślić patrzac na rok produkcji filmu, że jest to obraz czarno-biały, więc zdecydowanie polecę ten film tylko i wyłącznie osobom, które lubią klasykę.

krzyk strachu recenzja

Nie zaświadczymy w nim wielu chwil grozy. Horror objawia się tu raczej w formie sprawnie budowanego nastroju zagrożenia i  tajemnicy. Pojawi się kilka scen zapadających w pamięć, ale zdecydowanie większą wartość przedstawia całość konstrukcji fabularnej niż wyrywkowe fragmenty (przeciwnie niż we współczesnych produkcja gdzie stawia się raczej na jak największy przyrost scary screen’ów na metr kwadratowy).

Sporo jest w filmie zamieszania, nie zabraknie kilku absurdalnych rozwiązań, ale nie jest to coś, czego nie byłabym w stanie wybaczyć. Zamieszanie było potrzebne, żeby wyprowadzić widza w pole, bo rozwiązanie tajemnicy nie będzie ani tak proste, ani tak oczywiste jak początkowo będzie się wydawać.

Pod względem gry aktorskiej obsada prezentuje bardzo wysoki poziom. Ujęcia są ciekawe, bowiem śledzimy obraz głównie z punktu widzenia Penny, która sunie po wielkim domu na swoim wózku inwalidzkim.

Film bez wątpienia wart uwagi, ale tak jak wspomniałam- dla fanów starego kina.

Moja ocena:

Straszność:4

Fabuła:8

Klimat:9

Zaskoczenie:9

Aktorstwo:8

To coś:7

Zabawa:7

Dialogi:5

Zdjęcia:7

Oryginalność:7

72/100

Nalezy obawiać się żywych, a nie umarłych

The Awakening/ Szepty (2011)

szepty recenzja

Zawsze gdy babcia nabiła mi mała dziecięcą główkę opowieściami o duchach, moja matka kwitowała moje lęki stwierdzeniem: należy bać się żywych, a nie umarłych. Te słowa padają również w tym filmie. I spokojnie można powiedzieć, że stanowią coś w rodzaju puenty całego obrazu.

Anglia, lata 20 XX wieku. Florence jest młodą wykształconą kobietą, która zawodowo zajmuje się demaskowaniem fałszywych spirytystów. Nie wierzy w życie poza grobowe, nie wierzy w duchy. Nie wierzy w nic, choć widać, że bardzo by chciała w końcu w coś uwierzyć.

szepty recenzja 

Film zaczyna się od popisu jej iście detektywistycznych umiejętności. Florence uczestniczy w seansie spirytystycznym bezlitośnie demaskując oszustów chcących wyciągnąć pieniądze od grupki ludzi cierpiących żałobę po bliskich . Pamiętam, że oglądając ten fragment pomyślałam, że jeżeli film – horror zaczyna się od założenia, że coś nie istnieje to finalnie zawsze ta hipoteza zostaje obalona…

Pewnego dnia Florence dostaje propozycje „pracy” w internacie dla chłopców. Nie chętnie przyjmie zlecenie. Jej zadaniem jest zdemaskowanie osoby, która wprowadza zamęt w życie szkoły udając ducha.

szepty recenzja

„Szepty” to nastrojowy horror o duchach. Mimo iż nawiedzenie jest dominującym elementem fabuły to ostatecznie okazuje się że duch jest jedynie objawem togo, co wymknęło się pewnego dnia pewne dziewczynce…

Kiełkujący niemal od progu szkoły klimat tajemnicy trafił na żyzny grunt. Anglicy bowiem świetnie radzą sobie z estetyką gotyku. Doskonale czują się w filmach kostiumowych.

Jeżeli miałabym porównać „Szepty” z jakąś produkcją to postawiłabym na połączenie „Kobiety w czerni” i „Innych”. Fanom zaskakujących rozwiązań fabularnych już zapewne odpaliła się w głowie lampeczka na samo skojarzenie z filmem „Inni”.

Tak, zdecydowanie zakończenie „Szeptów” jest zaskakujące. Wątpię żeby takie rozwiązanie przyszło do głowy nawet największym bystrzakom:)

szepty

Obraz internatu, surowość tego miejsca przywołało skojarzenie z filmem „Kręgosłup diabła”. Ale tylko na poziomie obrazu samotności dzieci będących zsyłanymi do takich miejsc. Klimat jest zupełnie inny. Nie wiem czy to źle, czy dobrze:)

Słyszałam też porównania z „Sierocińcem”. Mimo tych rozlicznych skojarzeń, całość tworzy dość oryginalny obraz.

Zdecydowanie polecam osobom ceniącym niebanalne gotycki klimat,fani wartkiej akcji powinni raczej film ominąć.

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:8

Klimat:8

Zaskoczenie:9

Oryginalność:6

Aktorstwo:8

Dialogi:7

Zabawa:7

To „coś”:7

Zdjęcia:8

71/100

Przygarnij sierotkę

Orphan/ Sierota (2009)

sierota orphan

Mówiłam już, że mam słabość do filmów o „popieprzonych, złych dzieciach”.

„Sierota” jest generalnie jednym z lepszych w tej, że tak powiem, kategorii. Bezwzględnie numerem jeden jest dla mnie „Juleńka”, rosyjski horror, o którym pisałam wcześniej. Jest z resztą dużo punktów stycznych między historią „Sieroty” i „Julenki”.

POTĘŻNY SPOILER: Między innym motyw dorosłej kobiety uwięzionej w ciele dziecka z powodu choroby. KONIEC SPOILERA.

Ester, sierota z Rosji zostaje szczęśliwie adoptowana przez amerykańską rodzinę, później przez kolejną, gdy tej pierwszej przytrafia się nieszczęśliwy wypadek.

Ląduje u  zamożnego małżeństwa, które niedawno, w dość makabrycznie przedstawionych na wstępie obrazu okolicznościach, stracili dziecko. Taki typowy początek nie poraża oryginalnością, ale jak się okazuje jest wystarczający, by pociągnąć fabułę w dobrym kierunku.

sierota orphan

Postać dziewczynki robi niepokojące wrażenie, gdy tylko pojawia się w kadrze. Cała jej powierzchowność jest nadmiernie posągowa. Ostre rysy twarzy, staroświeckie stroje, do tego ten twardy akcent i dziwna siła w jej wypowiedziach – tak, jakby zawsze wiedziała, co chce usłyszeć jej rozmówca.

  Nowi rodzicie są oczarowani Ester. Dziewczynka z pełnym zaangażowaniem wdraża się w rolę ich nowej córki…

sierota orphan

Widz jest światkiem niemal wszystkich jej poczynań – niemal, bo drobne niespodzianki są zostawione na finał – natomiast pozostali bohaterowie długo będą nieświadomi jej manipulacji. Ester nie raz zaskoczy.

Wszystko to  zmierza bardziej w stronę ostrego psychologicznego thrillera niż horroru.

Kiedy matka Ester wreszcie zorientuje się, że coś jest nie tak z jej nowa córką, pocznie stosowne kroki w celu najpierw rozwikłania tajemnicy dziewczynki później zaś z celu pozbycia się jej z domu.

Jak to w takich sytuacjach bywa, sprawna manipulantka nie pali za sobą wszystkich mostów. Dba o to by mieć odpowiednich popleczników, oraz trzymających buzię na kłódkę wspólników.

Przybrana matka zostaje sama na placu boju – Typowe zagranie w stylu paranoid thriller, kiedy to jeden nieszczęśnik podejrzewany jest o problemy psychiczne, tylko dlatego, że dostrzega coś podejrzanego tam gdzie inni widzą tylko rozlewającą się zewsząd słodycz. 

sierota orphan

Do czego zmierza Ester? Co ukrywa? Gwarantuję, że będzie to sporą niespodzianką, choć początkowo może się wydawać, że film od początku do końca będzie bazować na ogranych motywach.

Co mnie trochę wkurza. Zazwyczaj w tego typu filmach złem wcielony okazuje się nie rodzone dziecko  tylko dziecko adoptowane, przygarnięte. Same kłopoty z takimi dziećmi! Weźmy choćby „Przypadek 39”, „Stevie”, „Krąg” i of course „Omen”. Na pewno jest więcej takich filmów, ale te akurat w tym momencie wpadły mi do głowy. To trochę nie ładnie z ich strony, jakby hołdowali przekonaniu, że w sierocińcach siedzą tylko przyszłe seryjne morderczynie i wykolejeńcy. Ale never mind.

Młoda aktorka wcielająca się w rolę Ester zasługuje na duże brawa, wróżę jej dużą karierę w rolach psychopatek 🙂

Moja ocena:

Straszność:3

Fabuła:9

Klimat:7

Aktorstwo:8

Zaskoczenie:10

Oryginalność:6

Zabawa:10

Dialogi:7

To „coś”:8

Zdjęcia:8

76/100